Dodaj do ulubionych

Trudna Trudna bardzo trudnia miłość

07.03.04, 23:43
W zasadzie to sprawa wygląda prosto: zwiazek trwający 2 lata, wszystko ok,
poza tym, że laska nie wierzy w to, że pomimo tego iż skończyłem studia i
jestem młodym inteligentnym abslowentem, znajde prace. No wiec zrywa ze mna,
ja zmeczony poszukiwaniami nie mam sil protestowac. Zaraz po tym, wszystko
sie zmienia, znajduje dobra prace. Mam ochote nigdy wiecej jej nie zobaczyc,
ale nie potrafie :(( z jednej strony nie chce z nia byc, bo wiem ze jest
eogistyczna materialstka nidojrzalą emocjonalnie, a zdrugiej strony sam chyba
jestem jakis dziwny, bo nie umiem powiedziec żegnaj i pozbyc sie wszystkiego
co z nia zwiazane i zaaczac nowe zycie. zreszta byloby to juz po raz drugi,
tyle ze pierwszy raz nie bylismy wlasciwie razem. MAm dosc tej sytuacji, chce
byc z nia, ale meczy mnie jej "pieniezne" podejscie, nie jej milosc bo kocha,
tylko "szantaze" w stylu ze jest ze mna bo mam perespektywy, Z drugiej strony
jest duzo fajnych kobiet, dobrych, madrych i kochanych. Ale mnie wpienia sama
mysl, ze ona bedzie z kims innym, ze ona nie bedzie matka moich dzieci, nie
jestem w stanie (nawet jelsi od jakiegos czasu teraz nie jestesmy razem) nie
jestem w stanie przejsc nad tym do przadku dziennego, Kocham Ja po prostu, i
nie chce zeby byla z kims innnym, tylko dlatego ze wkraczajac w dorosle zycie
nie zarabiam kilku tysiecy zlotych. a z drugiej strony czuje ze powininem
oddacej jej ostatnich kilka rzeczy, a potem wywalic wszystkie zdjecia, listy
i inne pamiatki i zapomiec. Jej mozna zwariowac
Obserwuj wątek
    • rain_07 Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 08.03.04, 01:20
      Na Twoim miejscu zapomniałbym o niej, choć wyobrażam sobie, że nie jest to dla
      Ciebie łatwa sprawa. W życiu bywa różnie - raz jesteś górą a raz nie. W
      chwilach kiedy upadasz poznajesz właśnie prawdziwą miłość, przyjaźń, etc. A ta
      pani wtedy właśnie da Ci soczystego kopa w tyłek.

      • awakening Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 08.03.04, 08:10
        Dokładnie 100% moich przyjaciół i bliskich mi osób, powiedziało mi: że ona jest
        niewarta całego mojego zachodu. Tylko to cholera nie jest łatwe :) jak sam
        napisałeś, tym bardziej, że człowiek ciągle ma nadzieje, że moza ona -dorośnie
        zrozumie bedzie chciala MNIE a nie to co MAM i mogę mieć itd.-
        • gocha500 Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 08.03.04, 08:29
          ona nie dorosnie i nie zmieni postepowania!!!chlopie to sie ssie z mlekiem
          matki!!!!!!widocznie w jej rodzinie(szczegoonie matka) tez lecieli na kase!!!
          daj sobie z nia spokoj,znajdzissz taka ktora bedzie ciebie warta.naprawde
          sprobuj zapomniec a wierz mi ze wywalenie jej rzeczy i wszystkich pamiatek
          bardzo pomoze bo nie bedziesz tego widzal codziennie i z czasem po rostu
          przywykniesz ze jestes w domu tylko i wylacznie ty i jest miejsce na kogos
          innego!ni ewracaj juz do niej-tego kwiatu jest pol swiatu!!!
          • awakening Trudna Trudna bardzo trudna miłość 08.03.04, 14:58
            Podoba mi się, że: "kwiatu jest pół światu" :)) To optymistyczne, choć niestety
            mam tego pecha, że jestem totalnym romantykiem o sentymentalnym podejściu i
            pozbycie się wszystkiego co było dla mnie najważniejsze, wyrzucenie własciwie do
            kosza ponad dwóch lat życia. Nie umiem. Nie umiem wyrzucić kilkuset zdjęć, które
            z taką pasją robiłem, tym bardziej że uwielbiam fotografować i nie chce tego
            zapomnieć. Czuję to, że ona się nie zmieni, że chcialaby być ze mną, ale się nie
            zmieni, wiem że to nie jej wina, a jej wychowania przez rodziców. Ale życie jest
            bardzo brutalne
            • czarnywujek Re: Trudna Trudna bardzo trudna miłość 08.03.04, 16:36
              hej, Bracie, mam dokladnie taką samą jazde jak ty dlatego rozumiem cie w 100%.
              wiem jak to trudno jest zostawic za sobą te wszystkie wspomnienia i momenty.
              jestem w 6letnim związku, który zupełnie jest bez sensu bo nasze oczekiwania co
              do dalszego zycia kompletnie sie rozjechaly.
              ostatnio stwierdzilem ze ok, starczy tej męki, trza rzecz po męsku zakonczyc.
              no i co? po 2 dniach do niej wrocilem bo czulem sie jakbym sobie co najmniej
              noge urwal. nie wiem co bedzie dalej; zdaje sie ze bede sie tak w tym gównie
              tarzał czekając na Boską interwencję prawdopodobnie.
              no nic, mam nadzieje ze sie szybko wykaraskasz, chyba faktycznie najlepiej
              znalezc sobie czym predzej kogos innego.
              • awakening Trudna Trudna bardzo trudna miłość 08.03.04, 17:44
                Sześć lat! To dopiero Tobie musi być cieżko, masz 3 razy dłuższe wspomienia niż
                ja. Jej ale to wszystko jest pokręcone. Zupełnie nie wiem co zrobić :/ Od
                zerwania minęły 2 tygodnie i "wiem" <a przynajmniej czuje> że powrót do siebie
                nic nie zmieni... przeraża mnie życie, pewnie ponad 40 lat życia, bez osoby z
                którą pragnąłem być do końca swiata i o jeden dzień dłużej. Nie z kimś innym
                tylko z nią.
                ...chyba mi przejdzie...
                ale to podłe
                • deqin Re: Trudna Trudna bardzo trudna miłość 08.03.04, 19:29
                  hey!Może to co napisze nie do końca jest związane z tematem , ale moja miłość
                  też była bardzo trudna ze względu na odległość jaka dzieliła mnie z dziewczyną,
                  chociaż powód rozstania był inny.Byłem z dziewczyną prawie rok ona mieszkała w
                  katowicach ja w łodzi.prawie 250 km.Na początku byliśmy szczęśliwijak każda
                  zakochana para.ona zapeniała mnie że tylko ze mną widzi swoją przyszłość, że
                  będziemy razem na wieki, że nawet śmierć nas nie rozdzieli, że nigdy mnie nie
                  zostawi,zapewniała jak jej się podobam itd.mieliśmy wziąć ślub jak skończe
                  studia czyli w tym roku, chociaż ona chciała od razu po 3 miesięcznej
                  znajomości ale ja sie nie zgodziłem,ale planowałem życie razem z nią nie
                  wyobrażałem sobie abym mógł pokochać kogoś innego.Ale czar prysł .w Nowy Rok
                  powiedziała mi , że zrywa ze mną, że chemia się wypaliła między nami, że nie
                  czuje pożądania.Doznałem totalnego szoku, nie opędzić się od wspólnych
                  wspomnień, razem spędzonych chwil, cały czas przeglądałem jej zdjęcia nie mogąc
                  pogodzić sie z tym , że mnie rzuciła tak brutalnie.Szkopuł tkwi w tym , że ja
                  ją ciągle kocham i będe kochał do końca życia, nie moge pogodzić sie z tym
                  faktem , że jej już nie ma, ciągle rozpamiętuje spędzone razem chwilei mimo, że
                  idzie już 3 miesiąc od rozstania to ja ciągle opłakuje tą miłość, czuje , że
                  swiat zawalił mi się na głowe, nie moge spokojnie spać.nie moge sie skupić na
                  niczym, byłem nawet u psychiatry, bo inaczej bym ześwirował komletnie.
                  Na początku jakoś sobie radziłem, ale w miare upływu czasu czuje coraz większą
                  tęsknote za nią mimo,że pozostaliśmy przyjaciółmi , ale kontaktujemy się tylko
                  przez internet i to bardzo rzadko.co najdziwniejsze ona twierdzi , że nadal
                  mnie kocha, że zawsze pozostane w jej sercu, nie moge pojąc dlaczego mnie
                  rzuciłaja nadal nie moge pogodzić się z tą stratą.
                  Nawiązując do Twojej sytuacji to raczej bym sie pogodził z dziewczyną, bo brak
                  najukochańszej osoby przy boku jest strasznym cierpieniem tymbardziej , że
                  wiesz , że to ta jedyna przeznaczona dla Ciebie.To tyle co miałem do
                  napisania .tymczasem
                  • awakening Re: Trudna Trudna bardzo trudna miłość 09.03.04, 10:02
                    Nie wiem co Ci napisać, bo sam mam tak pokręcone sprawy, że nie czuję się na
                    siłach na jakies sądy. Straszne jest tylko to, że każdego dnia, pewnie
                    praktycznie w każdej chwili, łamane są tysiące serc ludzkich :(
                    • mussli Re: Trudna Trudna bardzo trudna miłość 09.03.04, 11:28
                      bardzo ci wspólczuje.
                      tez mam trudna sytuacje: kocham go, on twierdzi ze mnie tez kocha.
                      jestesmy razem 6 lat, i rozsadek podpowiada mi, ze powinnam go rzucic!
                      podwod: po czesci kasa (ale to nie jest najwazniejsze, bo teraz doszło tez do
                      zdrady).
                      jest niezaradny zyciowo, tez taki romantyk, i przepuszcza mese pieniedzy (a nie
                      ma duzo) na bzdury, pierdoły (teraz tez na dziwki!!) zamiast na nasze wspólne
                      zycie.
                      moze twoja dziewczyna tez uznała ze jestes niezaradny i nie bedziesz w stanie
                      zapewnic jej zycia ?? nie przejmuj sie i pokaz, ze dasz sobie rade!! trzymam
                      kciuki.
                      ja nie jestem materialistką - serio, nie musze zyc w luksusie, ale wkurzam sie
                      jak on przepuszcza kase!
                      ja tego nie robie.
                      poradzisz sobie, wazne są uczucia, na pewno podejmiesz własciwą decyzje :-)


                      trzymam kciuki :-)
                      • pia.ed Re: MUSLI 14.03.04, 12:52
                        Musisz go rzucic, bo taki problem kiedy jedno jest rozrzutne, a drugie nie,
                        wrozy calkowite niepowodzenie w malzenstwie.
                        Teraz macie dwie kasy, a potem bedzie JEDNA, WSPOLNA i kiedy on bedzie ja
                        trwonic, to bedzie trwonic tez Twoja kase.
                        Juz nie mowiac o tym, ze w malzenstwie bedzie wiele wydatkow i nie ma miejsca
                        na rozrzutnosc!
            • kasiajulia Re: Trudna Trudna bardzo trudna miłość 14.03.04, 22:17
              Ciekawe co byś zrobił z 14-letnimi wspominieniami, masą zdięć i innymi
              rzeczami...depresja murowana?

              Przepraszam, to jest tylko pytanie a nie sarkazm...
              Pozdrawiam serdecznie.
              Kasia.
              • awakening Poniedziałek 2 15.03.04, 09:26
                Nie wiem, ale myślę że byłoby to 14 razy do potęgi drugiej trudniejsze. Pozdr.
    • mskaiq Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 09.03.04, 11:54
      Mysle ze jesli Ja kochasz to powinienes z Nia byc. Ona rowniez moze Cie kochac
      tylko ze w Niej gdzies istnieje niemadre przekonanie ze zycie z kims kto nie ma
      pracy moze zniszczyc wszystko i lepiej sie rozstac wczesnie.
      Ludzie sie zmieniaja, przekonaj Ja ze trzeba miec zaufanie ze zycie przyiesie i
      pieniadze i szczescie. To ze tak gwaltownie reaguje na brak perspektyw jest
      strachem o zycie i jest on bardzo silny w Niej.
      Prawie wszyscy z nas go znaja ale niektorzy reaguja na brak pewnosci jutra
      bardzo gwaltownie. Ty mozesz bardzo Jej pomoc.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • awanturka Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 10.03.04, 13:27
        Z wszystkim,poza pierwszym zdaniem, co zostało tu napisane się zgadzam.
        To wszystko jest bardzo prawdopodobne. To nie musi byc poprostu "materializm" i interesownośc. I prawda też jest, że ludzie się zmieniaja.

        Myślę, że to,że awakening dostał pracę własnie, paradoksalnie, bardzo utrudni ich bycie razem. Gdyby dalej był bez pracy, a ona do niego wróciła, możnaby powiedziec, że przemyślała sobie to wszystko, poradziła sobie z własnym lękiem i obawami, dojrzała do bycia z nim w dobrych i złych chwilach. Ale jeżeli wróci w zaistniałej sytuacji to zawsze na ich wzajemne relacje będzie kładła się watpliwosc odnośnie prawdziwej przyczyny jej powrotu.

        Myślę, że sprawa jest poprostu bardzo trudna.





        Jeszcze jedna watpliwośc co do Twojej wypowiedzi. Piszesz

        ".... trzeba miec zaufanie ze zycie przyiesie i pieniadze i szczescie "

        A jak nie przyniesie, to co wtedy ?
        • awakening Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 10.03.04, 14:24
          No więc jak pewnie przeczytalaś w poście który napisałem trochę niżej, stało się
          coś o czym właśnie pisałaś i znów jesteśmy razem. Tylko, że zaznaczam iż była to
          moja decyzja, bo ona jak sama stwierdziła znalazła się w głupiej sytuacji, i
          wręcz nie ma moralnego prawa proponować mi powrotu. Więc ja zdecydowałem, ze tak
          będzie lepiej, niż takie oczekiwanie w zasadzie nie wiadomo na co, zresztą
          jestem teraz i tak na tyle zajęty i ona też, że nie będziemy mieli wiele czasu,
          aby się zamartwiać tylko pracowac :) Poza tym, ze to jest trudne, wiem jedno:
          zanm ją na tyle dobrze, po tych dwóch latach i wiem, że czasami potrzebuje aby
          mężczyzna wspierał jej delikatną kobiecą mentalnośc i zdecydowanie zapewnił, że
          bedzie dobrze. Chcę, żeby było dobrze, chcę pracować i procować na naszą
          przyszlość wszystko inne co bym zrobił, byłoby "zagłuszaniem tego co czuje" i
          każda kobieta z którą o którą bym się starał, miałaby być tą która "ukoi" mnie
          po niej, a nie będzie nową, więc mam nadzieję, że zrobiłem dobrze. Narazie
          Pozdrawiam
    • czarnywujek Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 10.03.04, 10:57
      hej Panowie i Panie z problemami miłosnymi. sluchajcie, jakies 3 lata temu moja
      dziewczyna pojechala na wakacje i wrocila z nich z nowym chłopcem (nasz zwiazek
      trwal juz jakies 3,5 roku). oczywiscie dramat byl straszliwy, nie moglem spac,
      ciagle o niej myslałem itd ale po ok. miesiącu zacząłem sie spotykac z roznymi
      ludzmi - normalnie staralem sie wciskac na wszystkie mozliwe jakies impry,
      wyjscia; jak czlowiek jest sam to otwierają sie w tym obszarze calkiem nowe
      mozliwosci!
      naprawde bylo mi dzieki temu duzo latwiej. oczywiscie ból pozostal ale byl
      troche przytlumiony, taki oddalony, bardziej melancholijny niz gryzący i
      drapiący.
      takze moze starajcie sie wyjsc do ludzi. wiem ze to nie jest latwe, ale jak sie
      zacznie to juz jakos idzie.
      no to powodzenia
      :)
      • kiskil-lilla Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 10.03.04, 12:10
        hej nie martw sie... przejdzie ci zobaczysz... to ze ja kochasz nie znaczy ze
        musisz z nia byc... ja tez kochalam...po rozstaniu cierpialam rok...
        mysle ze powinienes wyrzucic te zdjecia obojetnie ile dla ciebie znaczą...
        inaczej sie od niej nie uwolnisz...
        prawdziwe wspomnienia masz w sercu wiec sie nie bój
        a poza tym znajdziesz tobie przeznaczoną kobietę... ja wlasnie chcialam takiego
        mezczyzne i zanlazłam jest teraz moim mezem i jest najkochanszy na swiecie... a
        ten dla ktorego chvcialam z,marnowac zycie okazał sie totalnym debilem
        • awakening Re: Trudna Trudna bardzo trudna miłość 10.03.04, 13:33
          Dzięki, ale chwilowo nie uczyniłem nic co pozwoliłoby mi na przejście tego
          stanu. W zasadzie to trwaliśmy w takim zawieszeniu po tym zaprzestaniu bycia ze
          sobą, obydwoje czując w sercu smutek i miłość. Zdecydowaliśmy, że musimy
          porozmawiać i ustalić co chcemy zrobić i jak dlaej postapić. Bo pomimo tego, że
          nie bylismy razem, i że pogodziłem się z tym, że znajdę inną i że nawet z kimś
          innym mogę być szczęśliwy, to aż tak strasznym masochista nie jestem, żeby
          ciągle z "łezką oku" wspominać to coś co nas łączyło, wspominać bo nie
          wykazywalismy wystarczającej chęcia, aby się porozumieć. No i w wynkiu tego
          wszystkiego, zdecydowaliśmy że chcemy być razem i próbować. To ode mnie zależała
          ta decyzja, bo biorąc pod uwagę, że nie chciala być ze mną przez brak pracy i
          perespektyw, a ja ją zdobyłem więc jej nie przystoi teraz o tym mówić. A ja nie
          chcę się poddać, i stwierdzić że znajdę taką która hmmm będzie mnie kochać, a
          mało [mniej] wymagać. Ja jestem ambity i chcę być zaradny, chcę sobie dobrze
          radzić w życiu, a wtedy bedziemy mogli być razem. Czas pokaże...
          • gwen_stefani Re: Trudna Trudna bardzo trudna miłość 10.03.04, 14:47
            Życzę Ci jak najlepiej.Ja to już przerobiłam,nie chodziło o kasę ale też nie
            potrafilismy żyć bez siebie.Po tych nastu zerwaniach i tak wracaliśmy do
            siebie.Nie potrafiłam ułożyć sobie życia bez niego,to tak bolało że tylko
            liczyłam na cud aby znowu być razem.To pewnego rodzaju obsesja.I już miało się
            to skończyć,poznałam kogoś z kim chciałam być(cały czas nie mogąc zapomnieć o
            tym co było),okazało się że ta nowa osoba też była po rozstaniu.On też myślał o
            byłej i wtedy mi się odechciało,ja też wróciłam do starej miłości,a teraz jest
            już za późno na zmiany.Żałuję że nie moge już odejść.
          • awanturka Re: Trudna Trudna bardzo trudna miłość 10.03.04, 15:17
            Zyczę wam wszystkiego co najlepsze!

            A teraz pytanie zadane z czystej ciekawości. Czy uznasz za naturalne, że jeżeli okazesz się za mało zaradny, jeżeli nie będziesz w stanie spełnic z jej wymagan to Cię znowu poprostu zostawi? Czy dajesz jej do tego prawo?

            Przepraszam, może nie potrzebnie zawracam Ci głowę tym pytaniem w takim momencie. Ale jeżeli mozesz to odpowiedz.
            • awakening Trudna Trudna bardzo trudna miłość 10.03.04, 16:04
              odpowiem Ci wieczorem co myślę :)
            • awakening Tak sobie na ten temat myślę... 10.03.04, 23:13
              ..i dochodzę do wniosku, że granica pomiędzy tym jest bardzo 'płynna', mam na
              myśli, że z jednej strony, jest w pewnym sensie normalne, że jakaś kobieta nie
              chce wiązać się z mężczyzną nie radzącym sobie z życiem, a z drugiej strony
              zrywanie z nim tylko dlatego, że na starcie do dorosłego życia nie ma łatwo, [bo
              generalnie jest bardzo ciężko teraz o jakąkolwiek pracę], świaczy o miłości tej
              kobiety - braku miłości.

              Nie mogę ci odpowiedzieć w pełni bo nie wiem jak sobie będę radził. Na pewno
              chciałbym, mieć pewność, że ktoś będzie mnie zawsze kochał i mogę czuć się
              dobrze, pewnie i bezpiecznie, bo takie poczucie dodaje cżłowiekowi sił, a teraz
              nie jestem co do tego przekonany.
              Jeśli mnie zostawi bo nie będzie mnie stać na nowy model Mercedesa, ani na wylot
              na wakacje na Dominikanę, to okaże się naprawde niewartą mojego uczucią
              materialistką, ale jesli będzie chciała odejść bo siedzę w domu od roku,
              odrzucam oferty pracy i marudzę nad tym, że nie mam co robić to bedzie miała rację.
              Mam nadzieję, że te skrajne przykąłdy wyjaśniły Ci, co mam na mysli.
              Pozdrawiam !!
              • awanturka Re: Tak sobie na ten temat myślę... 11.03.04, 00:02
                Dziękuję za wyjasnienie. Rzeczywiście granica jest płynna. I pojawia sie pytanie o to czy miłośc kobiety do mężczyzny (i odwrotnie)może byc bezwarunkowa.
                A jeżeli nie, to gdzie ta granica przebiega.

                Tak się Ciebie dopytuję, bo problem dotyczy mnie w pewnym sensie osobiście.
                A raczej dotyczył, bo pewne ważne decyzje zostały już dawno przeze mnie podjete, chociaż odpowiedzi na postawione pytanie nie znam dalej.

                Pozdrowienia! - awanturka
                • awakening Re: Tak sobie na ten temat myślę... 13.03.04, 14:02
                  Ja myśle, że mówiąc "miłość bezwarunkowa" można popaść w miłość, hmm: skrajną,
                  miłość rzekłbym ślepą, a miłość ślepa to nie jest już zdrowe uczucie. Uważam że
                  miłość może być bezwarunkowa, ale w jakiś zdrowych granicach, które są inne dla
                  każdego związku. Tak myślę.
                  • semmi Re: Tak sobie na ten temat myślę... 13.03.04, 21:09
                    Wydaje mi się że przesadzasz, tu niby materialistka a dwa lata jest przy
                    tobie.Ty widać też zbytnio się nie starasz żeby było dobrze, czy wszystko jej
                    powiedziałeś co myślisz na wasz temat?
                    Myślisz że zdobyłeś wykształcenie i to twój cały czar dla niej, ona z pewnością
                    widziała w Tobie wiele innych walorów.Gdy jest uczucie i dwie osoby chcą być
                    razem i o tym wiedzą bo umią rozmawiać to reszta jest do pokonania.We dwoje
                    łatwiej.Według mnie nie potraficie usiąść i szczerze porozmawiać.
                    • awakening Re: Tak sobie na ten temat myślę... 14.03.04, 09:29
                      Otóż powiem Ci, że bardzo dobrze potrafimy usiąść i porozmawiać, powiedzieć o
                      tym co dobre i co złe. A już zupełnie nie uważam, że moje wykształcenie jest dla
                      niej całym czarem. I nauczyłem się w swoim życiu narazie, że nawet jeśli dwie
                      osoby się kochają, to cała reszta jest do pokonania. Nie jest tak różowo. Była
                      przy mnie na studiach i było fajnie, ale nie miałem problemów z kasą,
                      stypendium, super opłacalna praca w wolnym czasie i było nam dobrze. Problemy
                      zaczęły się po studiach. Dodatkowo, jeśli rodzice twojej kobiety, bo w zasadzie
                      to o to głównie chodzi, jeśli oni mają w zasadzie wyobrażenie związku między ich
                      córką, a mężczyzną jako.. poniekąd transakcji, w której facet ma zapewnić jej
                      wszystko. To naprawde nie jest takie proste.
                      • awanturka Re: Tak sobie na ten temat myślę... 14.03.04, 10:50
                        Myśle, że dziewczyna, w momencie kiedy Cie zostawiła się poprostu "pogubiła". Sama wiem co to znaczy takie "pranie mózgu" urzadzone przez najbliższa rodzinę.
                        Moja rodzina też miała w swoim czasie wyobrażenie o tym "co powinien zapewnic kobiecie mężczyzna" i ja tym chcac nie chcac "przesiakłam". Ponieważ mój chłopak (teraz maż) nie dorastał do tych wyobrażen "miotałam się" odchodzac i wracajac i raniac go przy tym bardzo.

                        Dobrze, że jesteście razem i podziwiam Cię, że nie miałeś problemów z wybaczeniem jej tego raniacego zachowania. Pozdrawiam. Życzę wam wszystkiego co najlepsze. -awanturka
                      • awanturka Re: Tak sobie na ten temat myślę... 14.03.04, 10:50
                        Myśle, że dziewczyna, w momencie kiedy Cie zostawiła się poprostu "pogubiła". Sama wiem co to znaczy takie "pranie mózgu" urzadzone przez najbliższa rodzinę.
                        Moja rodzina też miała w swoim czasie wyobrażenie o tym "co powinien zapewnic kobiecie mężczyzna" i ja tym chcac nie chcac "przesiakłam". Ponieważ mój chłopak (teraz maż) nie dorastał do tych wyobrażen "miotałam się" odchodzac i wracajac i raniac go przy tym bardzo.

                        Dobrze, że jesteście razem i podziwiam Cię, że nie miałeś problemów z wybaczeniem jej tego raniacego zachowania. Pozdrawiam. Życzę wam wszystkiego co najlepsze. -awanturka
                      • semmi Re: Tak sobie na ten temat myślę... 14.03.04, 14:18
                        A Ona nie ma własnego zdania?
                        Czy chce żyć z Tobą czy z nimi.
                        Nie rozumiem takiego myślenia, nie uważam żeby człowiek musiał się
                        podporządkować osobom trzecim, są poważniejsze problemy w tym życiu.
                        • awakening Tak sobie na ten temat myślę... 14.03.04, 14:29
                          Ja też takiego myślenia nie rozumiem, ale są na świecie tacy ludzie którzy
                          zawsze zrobią to czego chcą, są tacy co zrobią na przekór rodzicom, są tacy
                          wreszcie którzy z nimi rozmawiają normalnie i są samodzielni, a są też tacy, na
                          których rodzice wywyerają ogromny wpływ. I nawe wiedząc, że są poważniejsze
                          problemy w życiu, nie da się zmienić nagle dwudziestu lat, takiej "propagandy"
                          wychowawczej
                          • awakening CD 14.03.04, 14:35
                            ...dlatego pozostaje wiara, miłość i cierpliwość
                          • semmi Re: Tak sobie na ten temat myślę... 14.03.04, 19:46
                            Pisze jak Ja to widze choć zapewne Ty także masz racje.Ja miałam matke która
                            wszędzie chciała decydować obojętnie jaka to była sprawa, również w doborze
                            partnera.Była despotyczna, napsuła mi dość krwi w życiu ale powiem Ci że nie
                            pozwoliłam jej decydować w wyborze partnera jak również wtrącać się w
                            małżeństwo.U was potem może tak być że będą się wtrącać.Życze Ci oby wszystko
                            poszło dobrze.
                            Pozdrawiam
                        • awanturka Re: Tak sobie na ten temat myślę... 14.03.04, 14:47
                          Obawiam sie, że za ostro ta dziewczynę oceniasz.

                          A teraz uwaga bardziej ogólna:

                          Spraw nie można widziec w kategoriach "czarne" i "białe". Jak się tak patrzy przy blizszym spojrzeniu okazuja się, że nie ma spraw "białych", stad prosty wniosek - sa tylko "czarne"! I można się załamac!!

                          Ja tam wole widziec rzeczywistośc w róznych odcieniach szarosci. I też w takim odcieniu widzę postawę dziewczyny awakeniga. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi...
    • abdon Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 11.03.04, 11:19
      Od kiedy to trudna, trudna, bardzo trudna miłość jest depresją?

      abdon
      • pia.ed Depresja??? 14.03.04, 12:56
        Jeszcze nie jest DEPRESJA, ale moze byc, wiec tak na wszelki wypadek...
    • magdzikoo Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 14.03.04, 17:39
      heh...napisze szczrze.jeszcze miesiac temu pomyslalabym"glupi facet .powinien
      ja zostawic i szukac wartsciowej osobki,,,ktora ona nie jest"jednak dzisiaj
      jest inaczej.wiem co znaczy chciec odejsc z jednej strony(wiedzac,ze tak
      powinno byc),a z drugien nie moc nawet myslec ,ze "moja"polowka jest z kims
      innym.rozstanie....kilka dni bez problemu da sie wytrzymac,potem zaczynaja sie
      mysli...lzy...wspomnienia...i cale kolo wraca!!!!to ciebie zgubi!!!i mnie tez:)
      do zobaczenia w grupie smutnych na wlasne zyczenie i przez brak konsekwencji:(
    • dekadentysta Re: Trudna Trudna bardzo trudnia miłość 14.03.04, 22:50
      U zdrowego, wewnętrznie poskładanego, szanującego siebie człowieka taka postawa
      partnerki wywołuje naturalne obrzydzenie, działa jak zimny prysznic, który gasi
      pożądanie, a wszelkie sentymenty i wspominki szybko osuwają się w niebyt
      przeszłości, do której nie chce się już wracać. Jeśli u ciebie to nie działa,
      jeśli jej afront podgrzewa tęsknotę i żądzę, znaczy to, że masz depresję. Tak
      to działa. Twoja trudna trudna bardzo trudna miłość nie jest żadną miłością,
      tylko formą nienawiści do samego siebie. Radzę iść do dobrego psychologa,
      zdjęcia i listy spalić, telefon wykasować z komórki, a przede wszystkim znaleźć
      babę godną siebie.
      • awakening Niedziela 1 15.03.04, 00:09
        Nie piszesz nic nowego, bo czuje się depresjonatem [nie wiem czy to nie
        wymyślone słowo, ale pora już późna :) ] i to od dobrych kilku lat. Mógłbym
        dodać jeszcze nerwicę natręctw i kilka innych, ale dopóki nie wygram w totka, to
        raczej nie będzie mnie chwilowo stać na dobrego psychologa, bo trzech
        bezpłatnych z powołania było do niczego i więcej tak nie chcę. Poza tym,
        wywalanie zdjęc chyba niewiele pomaga :) Mam piękną rzekę w swoim mieście i
        wielki most i już raz jej zdjęcia w niej zatonęły, co pomogło mi na rok, po
        którym znów zapragnąłem ją poderwać (wtedy wczesniej ze sobą nie chodziliśmy,
        ale tworzyliśmy zgraną parę dobrych przyjaciół), w międzyczasie dochodząc do
        wniosku, że każda prawie dziesięciu dziewczyn, z którymi próbowałem, nie jest
        dla mnie. A w imię walki z depresją nie zrezygnuję z miłości, nawet jeśli nie
        jest to miłość zdrowa w pełni i idealna
        • dekadentysta Re: Niedziela 1 15.03.04, 18:56
          Nie musisz iść od razu do Eichelbergera, Santorskiego czy Komorowskiego, ale
          przeczytaj choć parę książek na ten temat i zacznij pracę nad sobą. Uwierz, że
          wszelkie sentymenty, tęsknoty i bóle, które cię ogarniają w związku z tą osobą,
          to tylko samobiczowanie, objaw autoagresji, choroby. To się nasili, to będzie
          promieniować na inne sfery życia, jeśli nie potrafisz dojrzale znieść
          odrzucenia przez osobę o ewidentnie miernej umysłowości (tylko mi się nie
          staraj jej bronić, bo odwalisz grotechę), to nie będziesz mógł dojrzale znieść
          żadnego odrzucenia - w pracy, studiach, rodzinie, gdziekolwiek... A życie
          polega na tym, że wciąż gdzieś zamykają nam drzwi przed nosem, ciągle jesteśmy
          poddawani selekcji. Tylko szacunek dla siebie, pewność siebie, znajomość i
          umiejętność docenienia swoich mocnych stron pozwala jako tako egzystować w tym
          świecie. Nie grzęźnij w bagnie pseudoromantycznych bredni, bo nie ma w tym nic
          pięknego ani wzniosłego, to ci rozwali życie, przysięgam ci, to ci rozwali
          życie, uwierz! Będziesz śmieciem, po którym depczą kobiety, koledzy z pracy,
          szefowie, urzędnicy... To się zaczyna od "miłości" a kończy na dnie. Jeszcze
          raz ci powtórze - TO NIE JEST MIŁOŚĆ, to tylko moc twojej wewnętrznej
          autodestrukcji, która się rozkręca na coraz to większe obroty. Ale możesz to
          zahamować, zrób to!
          • awakening Re: Niedziela 1 15.03.04, 22:03
            Tyle, że ja taki jestem od ZAWSZE, jestem sentymentalny, delikatny, wierny,
            wrażliwy i wytrwały - taki mam charakter. To mój styl, jestem niepowtarzalny,

            [czasami mi się wydaje, że nie jest to wszystko "w porządku']
            Ale co to dla Ciebie Dekadentysto znaczy ??? Jedni idą do celu po trupach, nie
            patrząc się za siebie, inni też idą ale nie krzywdzą reszty, są też bardziej
            nieśmiali i są jeszcze inni. Ciekawy jestem co w Twoim życiu zdarzyło się, że
            piszesz aż w taki dramatyczny sposób:
            > "Nie grzęźnij w bagnie pseudoromantycznych bredni, bo nie ma w tym nic
            > pięknego ani wzniosłego, to ci rozwali życie, przysięgam ci, to ci rozwali
            > życie, uwierz! "
            W takim razie, czym jest miłość ??? i może bardziej to skonkretyzuję: Czym dla
            Ciebie jest miłość ???
            Pozdrawiam :)
            • awakening Miłość 15.03.04, 22:40
              tak sobie nad tym myślałem i to jest chyba najlepszy tekst opisujący o co w tym
              wszystkim biega :) wiesz skąd pochodzi :))

              "Miłość cierpliwa jest
              Miłość łaskawa jest
              Miłość nie zazdrości
              Nie szuka poklasku
              Nie unosi się pycha
              Nie jest bezwstydna
              Nie szuka swego
              Gniewem się nie unosi
              Nie pamięta złego
              Nie cieszy się z niesprawiedliwości
              Lecz współweseli się z prawda
              Wszystko znosi
              Wszystko przetrzyma
              We wszystkim pokłada nadzieje
              Miłość nigdy nie ustaje"
            • dekadentysta Re: Niedziela 1 15.03.04, 22:43
              Zacznę od końca. Słowo "miłość", jak wiesz, nie ma sprecyzowanej definicji, a
              jednak wszyscy w naszej kulturzę się nim posługujemy. Dla mnie osobiście
              desygnaty słów: miłość, bóg, sens życia - nie istnieją w rzeczywistości, którą
              można opisać naukowo. Są to bardziej ludzkie postulaty, postulaty naszej
              kultury, coś, w co chcemy wierzyć, żeby łatwiej nam było żyć, bożki, idee
              regulatywne, które określają nasze życie, ale de facto są iluzjami.
              To, co pcha mężczyznę ku kobiecie i vice versa, to biologia. Harmonijny związek
              oparty na wzajemnym zaspokajaniu potrzeb egzystencjalnych, emocjonalnych,
              materialnych, seksualnych - takie jest jądro. Spoiwem tego związku, oprócz
              pożądania seksualnego, są inne emocje, wzajemna życzliwość, wsparcie etc. Gdy
              posługuję się słowem "miłość" mam na myśli relację, która zachodzi w takim
              zdrowym związku - działa na człowieka wzmacniająco, kojąco, rozwijająco.

              To, że jesteś delikatny, wierny, wrażliwy... nie znaczy, że masz nie szanować
              siebie. Rozumiem, że nie chcesz być kimś, kto zdąża po trupach do celu, ale to
              nie znaczy, że masz być jednym z trupów, po których zdąża do celu ktoś inny.
              Myślę, że żeby móc kochać kogoś, trzeba umieć kochać samego siebie - jeśli nie
              szanujesz siebie, nikt cię nie będzie szanował, jeśli szanujesz siebie, nie
              będziesz uzależniony emocjonalnie od ludzi, którzy cię nie szanują. Człowiek,
              który ma do siebie szacunek nie wpadnie w wyniszczające go zauroczenie kimś,
              kto go krzywdzi, kopie lub traktuje instrumentalnie. Źle ulkokowane uczucia
              można, a nawet trzeba, wycofać. Aha, i nie pisałbym ci tego, gdyby te wnioski
              nie powstały na bazie moich własnych przeżyć i refleksji, które przyszły
              dopiero po paru kompletnie zmarnowanych latach życia.
              • awakening Re: Niedziela 1 15.03.04, 23:03
                dzięki za odpowiedź, ale odpiszę jutro :) pozdrawiam
              • awakening Czwartek 3 18.03.04, 07:55
                .. mija już drugi dzień, a ja jeszcze nic nie wymyśliłem :&
                • rain_07 Re: Czwartek 3 25.03.04, 13:18
                  popieram dekadentystę i podziwiam jego zdolność analizy i syntezy :)

                  awakening masz zacne cechy i ideały, co nie znaczy, że masz dostawać w tyłek
                  całe życie. po prostu znajdź kogoś o podobnej osobowości, kogoś kto to naprawdę
                  doceni i odwzajemni. oszczędzisz sobie dramatów. nad swoją osobowością też
                  można popracować, ale to już temat zaawansowany. chodzi mi tu o przesadną
                  sentymentalność. pamiętaj: jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardą d...

                  • awakening Sobota 4 27.03.04, 19:09
                    Hej. Jak widać sporo wody upłynęło w Wiśle, a mi sporo czasu upłynęło na
                    przemyśleniach. Wstyd się przyznać, ale jedyne do czego doszedłem to, że jestem
                    tchórzem i nie potrafię zupełnie się od niej odciąć... Zastanawiam się teraz nad
                    tym jak to uzasadnić, no i w zasadzie nie wiem jak :/ Dwa lata temu fajnie było
                    się spotykać i chodzić po kawiarenkach, ale w zasadzie to ja nawet nie marzę o
                    przyszłym życiu, z nią... to znaczy marzę, ale NIE z taką nią jaką ona teraz
                    JEST. a przecież to są dwie różne rzeczy. Przynajmniej dobrze, na początek, że
                    zdaję sobie sprawę, po głębszej analizie z pewnych faktów, to że "żal mi tego
                    że, jak nie bylibyśmy razem: to byłbym zazdrosny o innych facetów, myślałbym o
                    niej i o tym co ewentualnie straciliśmy, żałowałbym że nie.. kochaliśmy się ze
                    sobą itp." to są śmieszne powody dla których się z kimś jest. Zresztą jak się
                    nad tym zastanowiłem, [nie wiem jak później rozwijają się kobiety takiego typu],
                    ale nie pociąga mnie wizja spędzenia życia z dziewczyną, która często bardzo
                    pozuje na "malutką dziewczynkę" w swoich zachowaniach, oczekiwaniach w stosunku
                    do mężczyzny, itd. Chcę kobiety, która jest kobietą, bez popadania w skrajności.

                    Nawiązując do tego co napisałeś Siedmiodeszczu [pozwól że tak Cię nazwę] to
                    byłem przekonany, że jej osobowość jest bardzo do mojej podobna i że prawie
                    wszystkie sprawy postrzegamy podobnie. Z biegiem czasu, okazuje się że tak nie
                    jest. A tak abstrahując od tematu (albo i nie) to, wkurza mnie to, że mam
                    dwadzieścia pięć lat, nie spałem nigdy z kobietą, przez ostatnie dwa lata czekam
                    na swoją, cierpiąc przy tym czasami różne męczarnie związane z wszech
                    otaczającym seksem, od którego ciężko jest się uwolnić, a teraz kiedy
                    przetrwałem już tak wiele, mam sobie odpuścić.
                    • negatywista poniedziałek 29.03.04, 02:16
                      A tak abstrahując od tematu (albo i nie) to, wkurza mnie to, że mam
                      > dwadzieścia pięć lat, nie spałem nigdy z kobietą, przez ostatnie dwa lata
                      czeka
                      > m
                      > na swoją, cierpiąc przy tym czasami różne męczarnie związane z wszech
                      > otaczającym seksem

                      Tak, to jest piętno naszych czasów i wszechogarniającej debilnej kultury
                      masowej. Chyba rozumiesz fakt, że kwestia seksu to sprawa indywidualna i że nie
                      powinienneś się wpędzać w kompleksy czy niższe poczucie własnej wartości na tym
                      tle. Nie każdy jest wiecznie nagrzanym jebaką, która wsadza byle gdzie przy
                      każdej okazji. Olej to zupełnie.
                      • kpax Re: poniedziałek 29.03.04, 12:18
                        do Awakeing:
                        na wstepie - nie jestes sam (wiele osob boi sie zaangazowania "na dobre i na
                        zle" poniewaz zaangazowanie = lęk przed bolesnym rozstaniem)- przezylem
                        podobna sytuacje z kobieta starsza o 6 lat (mam 29) otoz po 1,5 roku znajomosci
                        zażyłej - w pewnej sytuacji ona zobaczyła jak mi na niej zależy jak potrafię
                        być o nią zazdrosny i jak mi napisala później odnośnie tej sytacji, po
                        rozstaniu z jej strony " wiele mogła wyczytać z mojej twarzy i oczu wtedt i
                        byłam wtedy pewna że chcę być z toba i czułam się szczęsliwa" i widzicie
                        postąpiła bardzo głupio, przekornie i autoagresywnie do siebie.. ponieważ
                        pokazałem jej że mi na niej zależy i że ją kocham a to u niektórych jest
                        odczytywane jako słabość - pokazałem swoje czułe miejsce , w które można mnie
                        zranić i ...ona to zrobiła.. zraniła mnie porzucając mnie miesiąc później dla
                        innego faceta. mozecie to sobie wyobrazić - glupota totalna i niedojrzalosc -
                        tez mam sentymenty i idealizuje to co bylo miedzy nami...ale najlepszy sposob
                        zeby zapomniec to wspominac wlasnie te niedobre chwile kiedy czlowiek czul sie
                        niekochany , nierozumiany, traktowany przedmiotowo w zwiazku. na szczescie
                        chodze do dobrego psychologa ktory przypomina mi jak wczesniej przychodzilem na
                        spotkania z nim i zaczynalem mowic o problemach z nia. o tym ze nie potrafi sie
                        komunikowac , ze zamyka sie emocjonalnie jak orzeszek w konfliktowych
                        sytuacjach, ze nie chce starac sie rozumiec bardziej relacje, ze wreszcie nie
                        chce nauczyc sie Mądrze kochać i zmienic myslenie "ja" i "on" na "my" ..eh.
                        ale wiedzialem w jaki zwiazek wchodze - zwiazalem sie z nia troche poniewaz
                        bylo mi jej żal, poniewaz myslalem jesli uczynie ja szczesliwa i otwarta to
                        swoje wewnetrzne, niekochane dziecko też bedzie zaspokojone..
                        MUSISZ TERAZ PRZECZYTAC swietna ksiazke Katarzyny Grocholi i Andrzeja
                        Wisniewskiego "Związki i rozwiązki miłosne" (www.jsantorski.pl/inf.php?
                        mg=pord&id=nr109) ciepło napisana i bez zadęcia psychologicznego mimo ze
                        współautor jest dr psychologii ale czyta sie to świetnie bo ksiązka napisana
                        przez ludzi którzy z niejednego pieca chleb jedli i w temacie zwiazkow mocno
                        sie przegryźli do prawdy.
                        • awakening :) 31.03.04, 00:06
                          Nie pozostaje mi nic innego jak iśc jutro do Biblioteki lub księgarni i
                          przeczytać, ale najpierw sen :) Pozdrawiam
                          • crazy222 Re: :) 31.03.04, 21:04
                            awaking - jestes moim idolem! :-) pozdrawiam . marta
                            • kpax Re: :) 31.03.04, 23:20
                              prosba do dekadentysty - napisz mi cos konstruktywnego ... jestem jeszcze
                              oczarowany :>
              • awakening Wtorek 13 07.04.04, 00:06
                Po głębszym, wymagającym sporo czasu zastanowieniu i kliku różnych sytuacjach
                mających miejsce w ostatnim czasie - dochodzę do smutnego wniosku, że jednak
                nie jesteśmy dla siebie stworzeni i nie potrafie starać się i starać, ciągle
                mając nadzieję, że będzie lepiej... od roku mając taką nadieję, która nic mi
                nie daje, a tylko męczy.
                Poza tym mam serdecznie dość wypływającej kwestii pieniędzy (nawet teraz, gdy
                mam prace) i przeraża mnie perespektywa, że tak będzie do końca życia, że nie
                zaznam jakiegoś przynajmniej delikatnego spokoju ducha, tylko ciągle będę czuł
                na sobie presję, że nie zarabiam wystarczająco dużo, brak mi ufności tej
                drugiej osoby.
                W każdym razie trzeba wreszcie pokazać że jest się mężczyzną, a nie tchórzem i
                przestać odwlekać ten koniec i liczyć na cud. Narazie nie wykorzystałem okazji,
                ale musze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka