ana-23
11.03.04, 13:02
Witam Was wszystkich!
Mam b. ważne pytanie. Od długiego czasu, właściwie od kilku lat, mam ogromne
bóle głowy. Zdarzają się codziennie, zdarzają się raz w tygodniu. Kilka lat
temu, zdiagnozowano u mnie migrenę. Jakis czas brałam leki, ale nic nie
pomagały. Podobno migrena to choroba, której nie da się wyleczyć (nie wiem
czy to prawda), więc olałam leki. Jakis czas temu bóle głowy nasiliły się
tak, że znalazłam się w szpitalu. Po wszystkich badaniach (standardowo EGG,
tomografia itp) nic nie stwierdzono, poza skrzywioeniem kręgoslupa. :) Potem
tylko zadali kilka pytan. Kiedy dowiedzieli się ze mój Tato ma migrenę, to
wszyscy zgodnym chórkiem stwierdzili, że to na pewno jest przyczyną moich
bólów głowy. Ze szpitala wyszlam ze stertą recept. I nic innego mi nie
pozostało, tylko łykać tę górę świństawa każdego dnia.
Ale... magiczne pigułki wcale na mnie nie dzialają. (dla p. doktor
informacja: jest to divascan i jeszcze jakieś wielkie pigułki, które mam brac
przy nagłych atakach). Więc ich nie biorę. Pani neurolog, do której teraz
chodzę, uwaza ze muszę brac te leki (a biorę je juz 6 miesięcy). Ale nie
zadała mi żadnego pytania, jaki prowadzę styl życia, czy może coś mnie gnębi?
I tak mija sobie czas, a mnie głowa nadal boli. Sama zaczęłam obserwować, w
jakich momentach mam największe bóle. Są to momenty największego stresu,
przygnębiebia, zdenerwowania... Szczególnie, że ostatnie dwa lata mojego
życia, to cholernie ciężki okres (na którymś wątku pisałam o tym).
Pytanie: czy bóle migrenowe mogą być podobne do bólów towarzyszących
depresji? Po rozmowie z kilkoma fachowymi osobami, dowiedziałam sie ze ,moze
mi grozic depresja, ale... Czy to nie jest migrena? Jak to rozróżnic? Moja
neurolog nawet nie myśli o tym, ze to moze byc coś innego.
Ana