indja
02.04.04, 16:14
moje pytanie jest dosc trywialne ale moze ktos moglby cokolwiek poradzic.
moje studia sa 4,5-letnie wiec w zasadzie powinnam juz byc po obronie, ale tu
zaczyna sie problem bo pomimo checi, nie potrafie skonczyc pracy mgr powinnam
oddac ja za za 2 tyg, gora za 1,5 m-ca(o ile dostane przedluzenie od
dziekana).chodze na terapie indywidualna, ale wydaje mi sie ze w niczym mi
ona nie pomogla. w zwiazku zametem i to powaznym w zyciu osobistym sadze,
przynajmniej taka mam nadzieje, ze gdzies kolo wrzesnia powinnam byc w stanie
zabrac sie za pisanie. chodzilam do psychiatry w tym samym osrodku ale
nastapil ze tak powiem konflikt miedzy nia a mna, czulam sie atakowana, ze
nie chce sie leczyc, nic nie robie, nie zmieniam. na poczatku jeszcze pytalam
jak mam sobie z tym radzic, jak sie pogodzic z moja sytuacja ale to
pozostawalo bez echa. caly czas ze przede mna ciezka praca. przestalam brac
leki.(bylo to juz prawie pol roku temu).a teraz sie dowiedzialam ze mozna
wziasc od nich jakies zaswiadczenie ze sie lecze w poradni od roku i moze na
uczelni to uwzglednia. ale czy to ze mialam czy mam nerwice depresyjna-lekowa
jest wystarczajacym powodem to tego ze nie potrafie sobie poradzic z praca
mgr?obawiam sie ze nie, a najgorsze jest to ze z promotorem kazda dyskusja
czy pytnie na temat materialow do pracy konczy sie tym ze to moja praca i ja
mam wiedziec co i jak. ale ja jestem tym tak przerazona ze nie moge na tym
nawet skupic mysli. boje sie ze cale te lata studiow teraz zawale i ich nie
skoncze. a ludzie ze srodowiska tylko mnie pytaja czy juz sie obronilam i
dlaczego w takim razie nic nie robie. wszystko to mowilam tej psycholog ale
to wyglada tak jak dysusja z przygodna osoba na ulicy wracajac ze sklepu.
trzymam sie jeszcze tego bo nie mam nic innego.