illli
03.04.04, 18:27
czuję sie strasznie osamotniona, płaczę bez powodu.
mąż mówi że jestem histeryczką i że robie mu na złość.
kiedy próbuje porozmawiać o swoich uczuciach - bo wydaje mi sie (może źle) że
ta moja samotność bierze sie z braku rozmów o tym co czuję, kończy się to
awanturą i słowami że mam być szczęśliwa albo że "poradzisz sobie".
zaczeło sie 2 lata temu - po poronieniu. wtedy też nie mogłam się wypłakać i
powiedzieć jak mi źle, miałam nie histeryzować, a ponieważ nie potrafiłam tak
szybko wziąć się w garść, mąż wyjechał na kajaki z kolegami.
no i chyba od tego czasu to trwa. nie mam prawa mówić o swoich uczuciach. jak
czekam na histopatologię guza - to mam nie spodziewac się specjalnych
czułości, jak mi smutno, to mam nie mówić bo robię mu na zlość, no i tak
dalej.
wpędza mnie to w beznadziejny nastrój, tylko bym płakała. a może on ma racje,
może to ze mną coś nie tak, że tak potrzebuje kontaktu.
zaczynam wiele rzeczy i nie potrafię doprowadzić ich do końca (np mój zaległy
dyplom)- to też go strasznie denerwuje.
właściwie to już chyba wiem że nie mam co liczyć na wsparcie, że rzeczywiście
musze poradzić sobie sama. tylko nie wiem jak. myślę, że pójde do psychiatry,
może jakies chemiczne wsparcie na początek, jakoś wezme się w garść. tylko co
z samotnością?
jak mam się przestawic na to że mam liczyć tylko na siebie i nie obciążać
męża moimi problemami? takie to wydaje mi się nienaturalne, przeciez jest się
także na źle?
jak sobie poradzić z samotnością w małżeństwie?
kończę juz bo strasznie się rozpisałam, a nawet nie wiem czy to odpowiednie
forum, bo nie wiem czy to depresja (czy ta samotnośc wywołana jest przez
depresję)
pozdrawiam wszystkich i dziękuje za cierpliwość, lilka.