07.04.04, 22:12
Witam,jestem tu po raz pierwszy i z wielkimi obawami postanowiłam się
odezwać. po prostu się w emnie przelało. Od jakiegoś czasu żyje w
przekonaniu, że nie mam nic do zaoferowania światu. Z dziewczyny, która
zawsze z optymizmem patrzyła w przyszłość,stałam się kimś, kto z trudnością
próbuje dostrzec jakąkowlwiek nadzieje na lepsze. Wszystko sie tak jakoś
pogmatawło. Najpierw praca. Po powrocie z urlopu macierzyńskiego
stwierdziłam, że nie nadaję się do tego czym sie obecnie zajmuję, że nie
sprawia mi to żadnej satysfakcji i że nigdy nie będę w tym dobra. i to
ostatnie dołuje mnie chyba najbardziej, bo uraża moją ambicję. A głównym z
powodów jest to, że podczas mojej nieobecności zastępowała mnie koleżanka,
która po prostu okazała się lepsza. na początku nie chciałam się do tego
przyznać, bo to przecież ja zawsze byłam najlepszą uczennicą, studentką, itp.
A tu nagle taki zawód.
Do tego doszły jeszcze problemy małżeńskie, kótre są chyba o wiele
poważniejsze. Żeby o tym opowiedzieć musiałabym chyba pisać pół nocy.
Generalnie nic się nie klei. Mój mąż po prostu stwierdził ostatnio, że jestem
mało interesująca, nie mam znajomych (praca dom, dom praca), że on jest inny,
musi przebywać wśród ludzi itp, itd. A przecież, to właśnie ze względu na
niego zrezygnowałam ze swoich znajomych ( co uważam za życiowy błąd), bo on
uważał, że nie ma z nimi o czym rozmawiać. No ale teraz twierdzi co innego.
W łużku klęska, to też według niego tylko i wyłącznie moja wina. przyzanłam
się już właściwie sama przed soba, że moje małżeństwo to niewypał, nie mam
tylko odwagi przyznać się przed innymi (rodziną na przykład). jedyny
promyczek to synek, ale już nawet nie jestem pewna, czy sprawdzam się
przynajmniej jako matka.
Najchętniej rzuciałbym to wszystko i wyjechała w siną dal. Nie wiem jak to
się skończy.
Obserwuj wątek
    • mr_hyde Re: żale 07.04.04, 22:16
      ebunia napisała:

      > Witam,jestem tu po raz pierwszy i z wielkimi obawami postanowiłam się
      > odezwać. po prostu się w emnie przelało. Od jakiegoś czasu żyje w
      > przekonaniu, że nie mam nic do zaoferowania światu.



      Mamy zaprzeczać???Może właśnie tak jest w istocie.
      • rain_07 Re: żale 08.04.04, 00:22
        haha - bardzo śmieszne, wszyscy się ubawili, forumowy pajac jak zwykle nie
        nawalił...
        • an_a1 Re: żale 09.04.04, 20:59
          W czym dopatrujesz się pajacowania?
          Twierdzę, że Hyde wypowiada bardzo logiczną myśl.
          Albo się ma, albo się nie ma.
          Pozdrawiam
          Ana
          • rain_07 Re: żale 09.04.04, 22:15
            Jaki jest cel dzielenia się taką myślą z osobą w takim stanie i w tej sytuacji?
            Proszę o logiczny wywód.
          • abyss0 Re: żale 09.04.04, 23:49
            > W czym dopatrujesz się pajacowania?
            > Twierdzę, że Hyde wypowiada bardzo logiczną myśl.
            > Albo się ma, albo się nie ma.

            wlasnie zostalas moja idolka...
    • morgana_le_fay Re: żale 08.04.04, 00:53
      Ebuniu,
      Dużo to ja Ci dzisiaj nie powiem, bo już zasypiam na stojąco, ale:
      1. Wyczuwam kolosalne poczucie winy
      2. Prawdopodobnie wynikający z tego przytłaczający wszelkie działanie przerost
      ambicji(perfekcjonizm?)(vide: najlepsza uczennica)
      3. To co opisałaś, to dopiero wierzchołek góry lodowej. Zewnętrzne objawy.
      Piszesz, że opowiadać trzebaby pół nocy. W takich przypadkach zapętlenia
      trudność sprawia właśnie zwerbalizowanie problemu. Ludzie w początkach
      psychoterapii najczęściej chcieliby powiedzieć: "jest źle" i żeby reszty ktoś
      się domyślił. Bo słowa wypowiedziane bolą. ("nie mam odwagi przyznać się
      przed rodziną")
      4. Samotność w związku najczęściej świadczy o potrzebie terapii małżeńskiej,
      nie indywidualnej. Problem w tym, że przeważnie jedna ze stron uważa, że jej
      nie potrzebuje.
      5. Utrzymywanie na siłę pozorów normalności na krótką metę daje ukojenie. Ale
      jest bardzo złudną metodą.

      Jeśli możesz napisz coś więcej. Po tym epickim nieco opisie zastanów się
      dlaczego według ciebie tak to wygląda, jak dawno się zaczęło, jakim człowiekiem
      jest mąż, co istotnego się zmieniło na przestrzeni opisanego czasu.

      Może wspólnie do czegoś dojdziemy.
      Pozdrawiam.
      morgana
    • carlabruni Re: żale 08.04.04, 17:38
      Cześć ebuniu. Doskonale Cię rozumie. Ja nie dawno też miałam takie
      przeświatczenie, że jestem do niczego. To jednak minęło i mam nadzieje, że
      bezpowrotnie. Myślę, że w Twoim przypadku będzie podobnie. Trzymam za to
      kciuki. Mam dla Cebie jedną taką rade. Skoro nie masz swoich znajomych to
      postaraj się zaprzyjaźnić z kimś z towarzystwa Twojego męża. To naprawdę
      skutkuje. Wychodźcie tez gdzieś częściej. W ten sposób macie okazję poznać
      nowych ludzi i nigdy nie rób błędu z przed lat. Mam tutaj na myśli, abyś nie
      rezygnowała ze Swoich znajomych. Pokaż swojemu mężowi, że nie jesteś od niego
      zależna i gwarantuje Ci, że staniesz się dla niego atrakcyjniejsza. Zyska tez
      na tym Wasze małżeństwo i przede wszystkim Wasz mały promyczek. Święta są
      dobrym czasem na takie zmiany tak więc do dzieła. Zaskocz Swojego mężczyznę
      czymś nowym. Nie musi to być droga rzecz. Może to być np. nowy styl malowania
      się, nowa potrawa na wielkanocnym stole. Życzę udanych świąt.Powodzenia.
    • desygnat Re: żale 08.04.04, 18:22
      Z tego co obserwuje to duzy odsetek mezatek (nie mylic z kobietami) ma problemy
      z mezami (nie mylic z facetami) i to najczesciej mezatka czuje sie winna i
      dostaje dobre rady (tak jak od Carlabruni) jak tu kochanego mezusia udobruchac
      i jak powrocic do stanu przed kryzysem. (o ile taki istnial)
      O co tu chodzi? Moze poczujesz sie lepiej jak bedizesz kolo niego skakala i na
      sile przyzwyczaisz sie do jego znajomych???(tak jak sugeruje Carlabruni)
      Gwarantuje ci ze nawet by tego nie zauwazyl (jestem facetem to troche wiem).
      Nawet jak zgolisz brwi to tego nie zauwazy. Chyba ze czuje jakas wiez
      emocjonalna z toba.

      Mysle ze przywiazalas sie bardziej do slowa 'maz' niz do faceta, a on do
      kobiety a nie do 'zony'. (nie znaczy ze nie jestes kobieta, jestes ale on
      widzi 'zone')

      Do rzeczy (zmeczony jestem): po diabla na sile cos kleic jak sie nie klei? Nie
      wierze zeby sie nie rozpadlo wczesniej czy pozniej. Dla twojego synka? Za
      dwadziescia lat moze ci powiedziec ze zyl w piekle bo w domu nigdy nie widzial
      usmiechu mamy (albo taty, albo nikogo). Albo w oczy ci powie (albo twojemu
      mezowi albo wam obu) ze gdyby sie rozeszli jak ludzie to on by mial i mame i
      tate. A mama i tata to by moze byli dobrymi znajomymi.(troche nadziei zawsze
      jest potrzebne)


      A w sina dal to i tak mozesz pojechac niezaleznie od tego czy jest dobrze czy
      zle.
      pzdrw.
      • ebunia Re: żale 09.04.04, 08:48
        Dziękuję Ci bardzo za te słowa. I musze przyznać, że chyba się z Tobą zgadzam.
        Oczywiście wdzięczna jestem Carli również bo na pewno miała dobre intencje i ze
        szczerego serca chciała mi podpowiedzieć jakieś rozwiązania. Sęk w tym, że ja
        też doszłam do przekonania, że tego sie jużnie sklei. Mój mąż ma duże wymagania
        i pewnie byłby zadowolony, gdybym zaczęła zabiegać o jego względy, tylko ja nie
        bardzo wiem po co, bo on naprawdę niewiele oferuje wzamian. Zgadzam się tez z
        tym ,że dla dziecka życie pod jednym dachem z rodzicami, którzy albo się kłócą,
        albo w ogóle nie rozmawiają, a matka w dodatku płacze gdzieś po kątach, na
        pewno bedzie większą krzywdą, niż gdyby się rozstali. Mam tylko nadzieję, że
        znajdę w sobie tyle odwagi i siły żeby się na ten krok zdecydować, bo jest to
        chyba jedyne wyjście. Nawet jeśli uda nam się coś naprawić, to pewnie na
        krótko, bo chyba tak naprawdę się nie kochamy. Przykro mi to pisać, ale muszę
        spojrzeć prawdzie w oczy. Żałuję tylko że dziecko będzie musiało przez to
        przejść. Jeszcze raz dzięki.
    • carlabruni Re: żale 10.04.04, 11:16
      Może macie rację.Z tego co jest napisane wnioskuje, że obje z mężem jesteście
      jeszcze młodzi, więc może faktycznie nie ma sensu wiązać sobie życia.
      Powinniście chyba dać sobie szansę na nową miłość u boku kogoś innego. Dziecko
      jakoś to przeżyje. Musicie to tylko jakoś mądrze rozegrać. Trzymam kciuki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka