Dodaj do ulubionych

ja chcę coś czuć...

23.04.04, 13:31
ślizgam się po powierzchni, wszystko mi jedno
chwilami tylko jest gorzej, ale dzięki seronilowi, to już nie takie gorzej,
od którego wykręca żołądek

ale entuzjazm?
matko, kiedy ja czułam zadowolenie choćby?
inna sprawa, że może zbyt wiele bym chciała
może wszyscy tak mają - moja optyka zaburzona? wszędzie widzę takich co im
życie dokopało

już sama nie wiem o co mi chodzi - ale tak się czuję jak mydlana bańka
zaraz pęknę i zniknę
Obserwuj wątek
    • tinu i dalej... 23.04.04, 13:46
      czego chcę - nie wiem
      kim jestem - nie mam pojęcia
      kim byłam - nie pamiętam
      co jest dla mnie ważne - nic, niewiele
      kim chcę być - kimś więcej
      czego się boję - boję się, że tak będzie już zawsze
      i że to też w końcu będzie obojętne
      • kakofonia Re: i dalej... 23.04.04, 13:56
        a ja wolałabym nie czuć nic, przynajmniej teraz. Niestety musiałam wyleźć z
        łóżka, muszę iść do pracy. Dziś wszystko mi leci z rąk, stłukłam dwie szklanki
        i wazon, kawa wylądowała na mnie i na dywanie. Może w drodze do pracy wpadnę
        pod samochód. Może nie byłoby to najgorsze rozwiązanie.
        • tinu Re: i dalej... 23.04.04, 14:02
          z wpadaniem pod samochód to chyba też nie jest najlepszy pomysł
          a szklanki? one już takie są

          za to z pracą Cię rozumiem - szczerze współczuję, na ile potrafię :)
          czasami praca bardzo nie w porę
        • greta_30 Re: i dalej... 25.04.04, 17:39
          kakofonia napisała:

          (...)musiałam wyleźć z
          > łóżka, muszę iść do pracy.(...)
          _____________________

          a słyszałaś o zwolnieniach lekarskich? Polecam, mozna sie trochę "odroczyć w
          czasie" i niektórym sie nawet udaje sie prawie dojść do siebie w tym czasie :)
        • niutka Re: i dalej... 26.04.04, 10:25
          Ja tez wolalabym nic nie czuc. Moze wtedy te okropne, tragiczne (dla mnie)
          wspomienia sprzed 2,5 roku nie bolalyby tak mocno. A tak pojawiaja sie prawie
          codziennie i spychaja mnie znowu na dol.

          Niutka
      • tinu ad dupam z takim życiem... 23.04.04, 13:59
        jedyne na co mam ochotę, to wejść do jakiegoś pokoju i zamknąć za sobą drzwi
        i tam sobie pomieszkać
        śpiąc głównie
        i trzymając się z dala od lodówki
        i nie używać lokówki
        rączkami jak parówki
        z oczami jak złotówki
        rozumem czarnej mrówki
        i z wolą bożej krówki
        • nevada_blue tinu... 23.04.04, 14:35
          czy to Ty, czy to ja?
          bo przestałam rozróżniać po przeczytaniu.. :)

          chociaż ja akurat w tej chwili cieszę się, że nic nie czuję..
          przynajmniej nie boli..
          ale za niedługo ten stan też zacznie mi przeszkadzać..
          ech, popaprane to wszystko.. :/

          ------------------------------
          odkryto nowy podgatunek - homo depresus nonsensae
          • tinu Re: tinu... 23.04.04, 14:41
            obiektywnie rzecz biorąc stan nie jest zły
            tylko mnie jakby nie ma
            dla świata nic to
            i mnie jakby owo nic mniej przeszkadza
      • emanon Re: i dalej... 23.04.04, 15:08
        Za mało się czuje - źle.
        Za dużo - źle.

        Chciałbym czuć tyle ile powinienem. :( Bleee
        • tinu czyli ile? 23.04.04, 15:33
          jeśli wiesz, to zostaniesz moim idolem :)
          • emanon Tyle by było dobrze. 24.04.04, 13:12
            Niestety niewiem ile to :(
    • angharad Jestem jak kamień. 23.04.04, 19:55
      Ja też Tinu.

      Coś Ci opowiem. Tydzień temu osiągnęłam coś, o czym marzyłam kilka dobrych
      lat. Marzyłam to dobre słowo, bo pogodziłam się już nawet z myślą, że się nie
      uda. Ale od czterech miesięcy nadzieje nabrały rumieńców i intensywnie
      pracowałam na ten sukces. No i mam. I co? I nic. Nic nie czuję. Tak jakbym
      odhaczyła kolejny nudny punkt programu i z powrotem "ODWIESIŁA SIĘ DO SZAFY".

      Piszesz, żę być może zbyt wiele byś chciała, że może wszyscy tak mają?
      Prawda. Może i "wszyscy" tak mają. Tylko ja nigdy nie byłam "wszyscy". Dla
      mnie nie było rzeczy niemożliwych. Dodrapywałam się do marzeń, dodłubywałam
      własnymi łapskami, często płacąc wyższą niż inni cenę. Ale mimo to, a może
      właśnie dlatego mnie to cieszyło!

      >wszędzie widzę takich, co im życie dokopało
      A ja też wszędzie ich widzę. Ale widziałam ich całe życie i mnie samej życie
      dobrze dało w kość. I cieszyło! Jak cholera jasna! A teraz "pyk" i żeby
      nawet wstał z grobu Leonardo, Nietzsche, Elvis i Bob Marley i wszyscy razem
      odtańczyli kankana na moim kuchennym stole, to i tak było by mi to obojętne.
      Jestem jak kamień.

      Nie wiem. Mam jakiś pomysł. Coś mi się kluje. Napiszę jeszcze.
      Pozdrawiam.
      angharad
      • uri_ja Re: Jestem jak kamień. 24.04.04, 16:30
        Tinu,
        nie wiem co gorsze, nie czuć, czy czuć za wiele...ja ostatnio jestem jak
        nadszrpnięta struna gitary, która nie może przestać drżeć,góórrra, dóóółłł (nie
        chodzi mi o górki i dołki, ale jakieś takie drrrrgggaaannie)...
    • jureker Re: ja chcę coś czuć... 23.04.04, 20:31
      Chyba raczej chcesz czuć coś innego niz czujesz w tej chwili...Był tu taki
      wątek, jak sobie ludzie radzili kiedys z depresjami. Ja myślę, że brali
      zazwyczaj życie takie, jakim było. Zajęci bylismy szukaniem czegos na ząb. Nie
      czytaliśmy w kolorowych czasopismach, że orgazm się należy. Stad na malunkach
      Boscha tylu zadowolonych z zycia pokurczów bez rąk , nóg i nosów i z czyrakami
      pod okiem. DZiś mamy osiągnąć model z jakiejś Gali czy innej Vivy. Mam byc
      wyjątkowym supermanem z kasą i klasą. Reszta g... warta. A z definicji wyjatek
      to rzadkość. Myślę że dlatego tak sie nam to pi...li.
      • tinu Re: ja chcę coś czuć... 24.04.04, 00:20
        może?

        > DZiś mamy osiągnąć model z jakiejś Gali czy innej Vivy. Mam byc
        > wyjątkowym supermanem z kasą i klasą. Reszta g... warta. A z definicji
        wyjatek
        > to rzadkość. Myślę że dlatego tak sie nam to pi...li.

        idę popieścić moją duchowość rodem z vivy
        • jureker Re: ja chcę coś czuć... 24.04.04, 13:33
          che, che, przecież nie to miałem na myśli. Bardziej siebie.
          • tinu Re: ja chcę coś czuć... 25.04.04, 00:26
            no to jest nas dwoje obrazkowych
            ;)
    • evavere Re: ja chcę coś czuć... 24.04.04, 00:12
      znam to- to wrażenie, że wszelkie uczucia są NIE TWOJE.
      U mnie jednym z pozytywnych skutków dzialania leków bylo przywrócenie wrażenia
      identyfikacji z wlasnymi emocjami. To byla ulga - czuć wreszcie irytację z
      jakiegoś POWODU a nie ten ogólny wkurw na życie. No i tak to sobie tlumaczę jak
      mi smutno - przynajmniej to jest MÓJ smutek
      • tinu Re: ja chcę coś czuć... 24.04.04, 00:18
        chociaż mam jeszcze dwie rzeczy:
        (oprócz ogólnego w...wu na życie)
        - lęk, że znowu coś spartolę nieodwracalnie
        - instynkt włażenia do jamy (zamknąć - cicho - ciemno - spokój)

        i lubię noc - potem nieprzytomna przez dzień cały chodzę
        ale w nocy, kirdy jestem sama mogę udawać, że jestem normalna
    • carlabruni Re: ja chcę coś czuć... 24.04.04, 13:28
      droga Tinu.
      Tak troszecze Cię rozumię. Ja tez czasem nie wiem czego chcę. dobrze, że
      seronil ci pomaga.Ciesze się strasznie z tego. U mnie jest tak, że za bardzo
      chcę byc adorowana przez swojego partnera mimo iż wiem, że on naprawde mnie
      kocha. Związek- jest to chyba jedyna taka rzecz, której naprawde się boję. Boję
      się, że facet przestanie mnie kochać.Boję się z nim być, ale cały czas walcze o
      własne szczęście. Jestem tego warta!!!Tobie tez tego życzę. nawet jesli nic nie
      czujesz to walcz! Przesyłam Ci buziaki.
    • tinu Dziękuję za odpowiedzi, wyjaśniam... staram się... 24.04.04, 16:16
      Tak trudno napisać coś więcej niż kilka zdawkowych zdań. Coś dla zabawy, coś dla
      informacji, takie małe i nieistotne, namiastka rozmowy. I prawdziwego życia.
      Obecność na forum – wejście w jakiś nieprawdziwy świat wymiany prawdziwych myśli.
      Może to dla mnie zbyt wiele? Nie jestem nikim więcej tylko sobą, mogę tyle ile
      potrafię, nie będę bardziej przenikliwa i dosadna niż pozwoli na to mój umysł.
      Nienawidzę jego ograniczeń. Nie potrafię się pogodzić z tym, że nie mam odwagi
      być tym kim mogłabym być. Potrafię tylko tupać i żądać. Więcej, lepiej,
      przyjemniej, kolorowo. Nie potrafię żyć z tym, że nie będę tym kim bym być
      chciała. Nawet nie wiem czy te moje wyobrażenia to cecha indywidualna czy
      wdrukowana masowa wola bycia niezwykłym.

      Człowiek jest tym co czyni. Ja jestem tak zredukowana, że życie to, które mam, i
      które powinnam przeżyć na własną miarę, nie ma uzasadnienia. Skorupa człowieka,
      skóra – nadmuchany balonik – i chodzi. Założenie przyjęte dawno, że jeśli nie
      stanie się coś co mnie wytrąci z rutyny nicnierobienia, ukrywania się,
      balansowania oby przetrwać to odbiorę sobie życie. Żyć bez sensu nie trzeba –
      takie to naiwne, głupie i niegodne. Ale to ja. Już nie tak, źle to wyrażam –
      chciałabym byście mnie zrozumieli. Tylko po co? Kim jestem byście to w ogóle
      czytali, kim jesteście, żeby to było ważne? Nie mam siły myśleć, wszystko
      ucieka, piszę zbyt wolno... Jestem dzieckiem, smutnym i dziwacznym. Nigdy nie
      będę kobietą, choć teoretycznie od dawna nią jestem. Mogę tylko na nie patrzyć.
      Są takie dzielne, pchają się do przodu bez względu na całą beznadzieję. I nawet
      jeśli to jak żyją jest małe i nieważne, to do tego trzeba odwagi...
      Pogodziłam się z wieloma rzeczami. Z tym, że nigdy nie będę miała rodziny, że
      nie będę świetna w tym co robię. Nie mogę się jednak zgodzić na ubóstwo swojego
      umysłu.
      Leki przytępiają. Nie boli, nie chce się krzyczeć, płakać, krzywdzić siebie. Ale
      nic nie odeszło, wszystko to jest. Stłumione, schowane, przyczajone. I wiem, że
      nie ma nadziei. Nie potrafię się ruszyć, nie potrafię być. Moje życie odmierzane
      jest czasem, który pozostał tym, wobec których mam obowiązki. Którym nie zrobię
      ostatecznego świństwa, największego jakie można uczynić bliskim.
      Wiem, że to nie jest ważne. Zawsze są inni, którzy pchają nasz świat. Ku
      lepszemu, gorszemu – byle pozostał w ruchu. Ja jestem tylko własnym
      niespełnionym marzeniem.


      Nawet nie chce mi się czytać tego co napisałam, bo to nie miało być tak. Miało
      być zrozumiale.
      Pokory, pokory...
      • emanon _ 24.04.04, 21:24
      • vinja Re: Dziękuję za odpowiedzi, wyjaśniam... staram s 25.04.04, 01:22
        Przeczytałam ...Tinu , przytulam Cię w myślach...
        v.
      • emarcki Re: Dziękuję za odpowiedzi, wyjaśniam... staram s 25.04.04, 11:08
        Witaj Tinu

        Podziwiam Twoj wewnetrzny spokój - gdy piszesz, dając kawałek swojej intymności. Podziwiam Twoja wolę walki (wiernie kibicuję!). Staram się zrozumieć, dlaczego próbujesz tutaj zakreślić swój - portret.
        Pisząc na Forum, "wymieniając myśli" - jesteś. Wyłączasz komputer, pozostajesz taka sama, szczera. Imponuje mi Twoja umiejętność chłodnej, rzeczowej analizy.
        Ja - uciekam właśnie od tego, co przemyślane, boję się zostać sam na sam z "wnioskami końcowymi". Dlatego miewam chwile "lepsze" (od gorszych), kiedy człowieczek marzy, snuje plany, buduje w sobie siłę (choćby złudne poczucie siły).
        Ale ta moja paskudna maniera "rozsądnego" przemmyślenia problemu bierze zawsze górę - a że "życie jest okrutne" - znowu wracam do moich ukochanych wniosków. Końcowych. Nie uciekniemy - zbyt daleko, wystarczająco daleko, no, chyba że bezpowrotnie. Ale Ty nie pakujesz się, nie masz na to najmniejszej ochoty - i ja mam świadomość, jaką realną wizją jest takie "wyjście" z sytuacji zwanej byletrwaniem, ale i ja nie pójdę tam - chyba że przestanę mieć chwile "lepsze", "wymianę myśłi" i marzyć.
        Trzymaj się - prosto
        Emarcki
        • tinu emarcki - może przeczytasz... 27.04.04, 12:39
          Odpowiedź na to dlaczego tak piszę (pisałam):

          - ekshibicjonizm
          - samotność
          - komfort wymarzenia sobie, że tutaj mogę znaleźć pokrewne istoty
          - blada nadzieja, że może jestem coś warta

          Pozdrawiam :)
          • tinu i jeszcze 27.04.04, 13:38
            chyba chciałam żebyście mi powiedzieli kim jestem

            bu ha ha ha

            (to śmiech b. żałosny)
            • emarcki Re: i jeszcze 27.04.04, 15:35
              Tinu

              Bądź

              Emarcki
      • nevada_blue Re: Dziękuję za odpowiedzi, wyjaśniam... staram s 25.04.04, 17:11
        to jest bardzo zrozumiałe..
        dla mnie aż za bardzo nawet, bo jakbym czytała o samej sobie..
        ale Ty przynajmniej potrafisz to doskonale opisać..
        ja nawet tego nie.. :(

        ściskam Cię jak tylko mogę najcieplej :)

        [nevada]

        ----------
        odkryto nowy podgatunek - homo depresus nonsensae
      • angharad Długie, może choć trochę na temat... 25.04.04, 22:20
        Kochana Tinu,

        Czytam to co napisałaś, przymierzam się do odpowiedzi i ciągle brakuje mi słów,
        wszystko, co umiem napisać jest jakieś płaskie, sztywne, niedostateczne. Znam
        podobne do twojego stany, choć prawdopodobnie w lżejszym stopniu mnie
        dotykają. Któż to może zresztą wiedzieć, w końcu nawet gdy nie oddziela nas
        ekran monitora i tysiące kilometrów, nawet gdy jesteśmy specjalistami, czy
        możemy wniknąć w duszę drugiego człowieka?

        Jedno wiem na pewno. Ja mam wściekłą pasję i ty masz wściekłą pasję. Palący
        wewnętrzny ból, szaleńczą potrzebę żeby coś się „zadziało”, żeby każdy następny
        dzień przybliżał nas do spełnienia, żeby żyć twórczo, dawać i zbierać owoce,
        kochać i być kochanym, tworzyć, przeżywać ból tworzenia, rozterki procesu
        twórczego, w końcu należne mu spełnienie. Kiedy tego wszystkiego brakuje –
        więdniemy. Kiedy jest dobrze, stabilnie, cicho i bezpiecznie – niby idealnie –
        więdniemy i zasypiamy.

        Tinu, pełno nas w literaturze. Te
        wszystkie „trzydziestoletnie”, „kameliowe” „dojrzałe”, niezależnie od wieku
        jesteśmy żądne twórczego i żarliwego, płomiennego i pełnego życia przez
        wielkie ”Ż”. I zapewniam cię, że to nie jest złe, dziecinne, głupie, ani
        pretensjonalne. Zapewniam Cię, że jeśli ktokolwiek by z tego kpił, nie ma
        racji. To nie jest egzaltacja. To prawdziwa, wewnętrzna witalna potrzeba.

        I teraz blokada. I teraz szlaban na odczuwanie. Bo świat nie lubi takich
        jednostek, dopóki ciężką pracą, determinacją nie NAKAŻĄ mu się akceptować. O!
        Tak, wówczas cały świat padnie im do nóżek. Społeczeństwo odrzuca takich jak
        my szaleńców, robi wszystko by przenicować ich na tradycyjno- mieszczańsko-
        przyzwoite klony, wpisać ich w jedynie słuszny „papierowy” model, aż do czasu
        kiedy nie zmusimy go by się nami zachwycił. Problem w tym, że nie jesteśmy na
        tyle silne, by walczyć ze światem, że taka walka nawet nas żenuje. Nie chcemy
        się popisywać, przypodobywać, adorować świata. Niechże wreszcie znajdzie się
        jeden sprawiedliwy, kto doceni nas takimi, jakie jesteśmy...

        A jeśli nie znajdzie się na czas... Ano, jeśli nie znajdzie się na czas
        zaczynamy się biczować, oskarżać, o to, że za mało dajemy, a za dużo chcemy, o
        brak zdolności, predyspozycji, o głupotę, naiwność, dziecinadę, słabość i
        ubóstwo charakteru. O to, że wszyscy inni dają radę, a tylko my jakieś takie
        do niczego... I o zgrozo! Przyczepia się depresja i zaczynamy wcielać w życie
        tę samospełniajacą się przepowiednię. Odmawiamy sobie prawa do spotkań z
        ludźmi, których lubimy i cenimy (na co im nasze towarzystwo-mają lepsze),
        odmawiamy sobie prawa do twórczości (eee... co tam, kogo to właściwie
        interesuje), odmawiamy sobie prawa do wszystkiego, co ma dla nas znaczenie.
        Tym samym odmawiamy sobie prawa do szczęścia i godnego życia.

        A ja Ci coś powiem: Jesteś ostatnią osobą, która by nie zasługiwała na
        szczęście i na siłę, by je realizować. To właśnie tacy wrażliwi ludzie
        zbudowali kulturę i cywilizację. Prawda, że często wielkim kosztem. Ale
        pamiętaj: Tak na prawdę, To nie Ty powinnaś przypodobywać się światu, tylko on
        powinien zabiegać o Ciebie. Bo to nie Ty jesteś pustym balonikiem!

        Pozdrawiam Cię.
        Z głębi serca życzę Ci żebyś żyła pełnią życia, bo kto jak kto, ale Ty masz do
        tego święte prawo.
        Angharad
    • greta_30 Re: ja chcę coś czuć... 25.04.04, 17:45
      Ładny wątek. I taki... poetycki sie zrobił :) fajnie.

      Też nie znoszę tej obojętności... uważam że to chyba najgorsza rzecz jaka może
      przytrafić się człowiekowi. Często mówiłam, że wolałabym nogę uciętą, zyłę
      zmiażdżycowaną, albo nierówno pikające serce mieć - niż to... To kurestwo
      (przepraszam za wyrażenie) cholerne, które neguje to, co najbardziej cenię w
      rodzaju homo sapiens. Że czuje, że myśli, że potrafi myśleć abstrakcyjnie.
      Chociaż... hihihi, w deppresji też myślę abstrakcyjnie, hihiii ... dla zdrowych
      mnie słuchających ;)
      Pozdrawiam
      Greta
    • angharad dłubanina 26.04.04, 10:56
      Tinu,
      Tak mi sie nasunęło: Czy Ty dajesz sobie prawo do zabawy, do jakiegos rodzaju
      jak to nazywam: "autoterapii dłubaniną", żeby nie nazwać tego
      górnolotnie "terapią przez sztukę"? Pytam, bo we wszystkim co piszesz, jest
      ukryty jakiś ogromny potencjał emocjonalny i widoczny strasznie ciasny kaganiec
      założony na swoje instynkty. Z reguły jest tak, że wrażliwcy są swego rodzaju
      perfekcjonistami. Ponieważ zauważają wokół więcej niuansów życia, chcieliby
      partycypować w większej niż inni ilości jego dziedzin. Tego nadmiernego głodu
      nigdy do końca zaspokoić sie nie da i to po kawałku wrażliwca zabija.

      Mówię o terapii tworzeniem, dłubaniną bo nieustannie mnie stawia na nogi
      psychologia Junga, który wierzył w uzdrowieńczą moc procesu twórczego. Sam
      zaszywał się w swoim domku nad jeziorem i pozwalał sobie na budowanie tam z
      kamieni i mułu, szałasów z patyków i podobnych "głupot". Jak zapragnął
      wybudować wieżę, jako rodzaj archetypicznej formy pustelni, to już w podeszłym
      wieku, niemal własnymi rękami ja postawił. Można powiedzieć: "ależ on musiał
      byc pełen entuzjazmu!", a tu niespodzianka... otóż według niego właśnie, co
      zresztą od lat sprawdzam na własnej skórze, proces twórczy rozbudza ten
      entuzjazm. Często w sposób absolutnie niemal magiczny.

      angharad
      • raptusos ale jestescie wykreceni 26.04.04, 19:34
        po weekendowej imprezie-jak ostro dam w palnik
        wttedy wyrko tv i zeby nikt mi nie przeszkadzal
      • tinu DO ANGHARAD 27.04.04, 12:34
        poruszyłaś czułą strunę

        Dwa dni zastanawiałam się co odpisać - od pierwszego postu.
        Kiedy pojawił się drugi, przez godzinę (albo dłużej) siedziałam z kulą w
        żołądku... Bo to co piszesz takie prawdziwe, i kaganiec, i odbieranie sobie
        kolejnych praw...

        A tu nagle - jej - ja też mogę...


        Tylko, że chyba nie mogę... (tu: przymus napisania wielkiej powieści
        europejskiej i cała reszta...)


        Ale bardzo dziękuję za to co napisałaś... i jeśli kiedykolwiek zabiorę się za
        jakąś wieżę z patyków, to będę wiedziała komu ją dedykować.

        Jeszcze raz dziękuję
      • zoltanek Re: dłubanina 27.04.04, 14:58
        Kurde. Coraz bardziej mnie zadziwiacie. Sami artyści wśród Was. Ja niestety nie
        jestem artystą :(. Chyba do Was ni epasuje.
    • veneda dynia zamiast głowy? 27.04.04, 14:39
      Pięknie to napisaliście. Też bym tak chciała ale już nie potrafie. Jestem mało
      kreatywna. A właściwie w ogóle nie jestem kreatywna. Chce coś wymyśleć i czuje
      kompletną pustkę w głowie, jakbym jej wcale nie miała. Kiedy chce sobie coś
      przypomnieć moja głowa też znika.
      Najgorsze jest to że kiedy jednego dnia jestem skrajnie zdołowana i myśle o
      samobójstwie to na drugi dzień pozostaje tylko pustka uczuciowa - nie ma ani
      smutku ani radości. Żałosne!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka