Dodaj do ulubionych

ja to jest

07.09.11, 13:24
Moj maz podobno ma jednak depresje, a tak wlasciwie, to zaden lekarz (psychiatra tez na 100% nie jest pewny). Ale to inna historia. Przebadali mu wsystko i nic nie znalezli.
Zakladajac, ze jednak ma ta deprsje, mam takie pytanie, moze niezbyt madre..
Jak to jest: skoro sa problemy to trzeba starac sie je jakos rozwiazac. Logiczne, ale moj maz jedyne co potrafi to uzalac sie nad soba bo to mu sie nie udalo, bo tamto, bo jest chory, bo co z nim bedzie, bo na pewno ma raka, bo nic nie jest w stanie zrobic itp itd. No i na tym jekoleniu konczy a do niczego konkretnego, zeby ten stan rzeczy zminic, sie nie wezmie. Taki stan utrzymuje sie bez wgledu na tabletki (przetesowal ich juz kilkanascie roznych).
Ja tego nie rozumiem i strasznie mnie to wkurza, staram sie opanowac, ale trudno mi dmuchac na doroslego chlopa jak na zgnile jajo... Mam kolejne dzieko w domu...
Jak ja mam go traktowac? Bo juz trace cierpliwosc.
Obserwuj wątek
    • lucyna_n Re: ja to jest 07.09.11, 14:12
      jak człowiek ma konkretne problemy i umie je konstruktywnie rozwiązywać to gdzie tu miejsce na chorobę?
      poczytaj czym jest depresja jako choroba to może zrozumiesz, że właśnie na tym problem polega że się nie daje rady z niczym, czasem umycie zębów stanowi wyzwanie, do tego ogromne poczucie winy, obezwładniający lęk, bezsilność i cała masa objawów somatycznych.

      Jak postępować? nie wiem, każdy człowiek jest inny, co jednemu pomoże to drugiemu zaszkodzi.

      Testowanie kulkunastu leków? jak rozumiem mąż leczy się już co najmniej 7-8 lat? inaczej nie bardzo wyobrażam sobei taką lekową karyuzelkę.

      a czy to "naprawdę" depresja to nie odpowie nikt, nie da się zrobić testow np krwi jednoznacznie stwierdzających, diagnoza jest niestety na oko w oparciu o doświadczenie psychiatry.
      • amb25 Re: ja to jest 08.09.11, 08:46
        on sie leczy jakies 3 lata. Ta karuzela to dlatego, ze na czesc lekow ma uczulenie, albo b.zle je toleruje. wiec zmienialy mu sie dosc szybko, czasem prawie od razu, czasem po 2-3 miesiacach, cipralex i mirtazpine bral pawie rok, ale bez zadnych efektow (poza spaniem 16 h na dobe). Lekarzy tez zmienialismy 3 razy.
        Na temat depresji, nerwicy, ChAD, schizofrenii to chyba jestem juz rownie dobrze wksztalcona jak psychiatrzy. :) Bo lekarze caly czas zmieniaja diagnoze.
        Sek w tym, ze ja nie rozumiem jak mozna tak sie zalamywac wszystkim. Dodam, ze sukces tez moze byc przyczya pogorszenia.
        No gdyby jescze mial jakies ciezkie dziecinstwo albo cos takiego, ale nie... uszkodzonego mozgu tez nie ma (tak wyszlo w badaniach).
        • lucyna_n Re: ja to jest 08.09.11, 15:17
          ja też nie rozumiem jak o jest że jednym nerki działają a innym nagle przestają, ale choroba to choroba.
          Funkconowanai mózgu na poziomie neuroprzekaźnikow to chyba tylko myszom w laboratorium badają, medycyna jeśli chodzi o psychiatrię to w zasadzie wieki ciemne. Lek zadziała albo nie, i nie za bardzo wiadomo dlaczego.
          Szczerze mowiąc bardzo wspolczuję rodzinom depresyjnych, oni sami się męczą, ale rodziny też są wspołchore, o ile można to tak określić. Przerąbane tak czy siak.
        • lucyna_n Re: ja to jest 08.09.11, 15:20
          nie iem jak osoba wykształcona w temacie może zadawać takie pytania?
          chyba że pod wpływem chwilowego wkurwu-załamania, zmęczenia sytuacją.
          ale ogólnie pytanie takie świadczy niezrozumieniu istoty tej choroby.
        • zoliborski_goral Re: ja to jest 08.09.11, 15:22
          Z tego co piszesz istotą problemu u męża jest lęk a nie depresja.
        • awanturka Re: ja to jest 08.09.11, 18:55
          A jak to z tymi diagnozami było?
          Może mąż jest źle leczony?
          Rozmawiał z psychologiem?
          A psychoterapia?
    • berta-death Re: ja to jest 07.09.11, 15:08
      Choroby psychiczne właśnie tym się charakteryzują, że chorzy nie potrafią się odnaleźć w sytuacjach, które dla zdrowych nie są żadnym problemem. I jeszcze zachowują się nieracjonalnie i niezrozumiale dla zdrowego otoczenia. Często ze szkodą dla siebie i bliskich. Jak mózg nie działa prawidłowo, to tak się dzieje. Skoro leki nie działają, to albo są źle dobrane albo zażywa je zbyt krótko. Proponowałabym zmienić lekarza, bo dotychczasowy najwyraźniej słabo sobie radzi.
    • lafiorka-z Re: ja to jest 07.09.11, 19:15
      A może powiedz mu, że jeśli nie weźmie się w garść, to go zostawisz? Masz do tego prawo. Czasami taki kubeł zimnej wody może dobrze zadziałać. Są tacy, którzy kochają bezwarunkowo, i zniosą wszystko, ale to musi być docenione i odwzajemnione chęcią zdrowienia.
      • chlopieczteczanatwarzy Re: ja to jest 08.09.11, 01:59
        > A może powiedz mu, że jeśli nie weźmie się w garść, to go zostawisz?
        Albo jeszcze lepiej: włóż go na trzy zdrowaśki do pieca.
      • niutaki Re: ja to jest 08.09.11, 10:11
        > A może powiedz mu, że jeśli nie weźmie się w garść, to go zostawisz?
        Taaa jasne, depresja na miedzy innymi tym polega, ze chory nie potrafi wziac sie w garsc. Autorka nie rozumie swojego meza i tu jest problem. Moj maz tez nie rozumie mojej choroby, ale chociaz mnie nie dobija... gdyby powiedzial/postanowil ze mnie zostawi, jak sie nie wezme w garsc to juz bym byla samotna matka z depresja.
      • awanturka Re: ja to jest 08.09.11, 18:59
        Dobre sobie.
        skąd wiesz, że on nie ma chęci zdrowienia?
        jasnowidzenie?

        • lafiorka-z Re: ja to jest 08.09.11, 22:09
          skąd wiesz, że on nie ma chęci zdrowienia? jasnowidzenie?

          Wydaje mi się, że wola wyzdrowienia, to połowa sukcesu. Można mieć depresję i myśleć trochę o tym, żeby nie zatruwać życia rodzinie. Ludzie zdrowi również bywają wredni, marudni, złośliwi, a depresja nie tłumaczy wszystkich wad charakteru.
          • awanturka Re: ja to jest 09.09.11, 10:33
            To prawda co piszesz.

            Tylko nikt nie jest jasnowidzem i nikt nie jest w stanie ocenić jak bardzo on się stara.
            Po efektach oceniać trudno, może się bardzo starać a choroba jego starania niweczy.
            MOżna się bardzo, bardzo w takiej ocenie pomylić

            A zarzucając mu taką postawę i grożąć odejściem można go w sposób niewyobrażalny skrzywdzić.

            Ryzyko złej oceny sytuacji jest tak duże a konsekwencje pomylenia się w tej sprawie tak ogromne, że uważam, że to co zaproponowałaś jest bardzo złym pomysłem.
    • mskaiq Re: ja to jest 09.09.11, 13:13
      Bardzo wiele w nim leku, nie potrafi sobie z nim poradzic. Mozesz mu
      pomoc, starac sie aby byl zajety.
      Idz z nim razem na zakupy, spacer, staraj sie aby nie siedzial bezczynnie,
      wyszukuj zajec, staraj sie w nich brac udzial.
      W taki sposob mozesz zmienic Jego zachowanie, ale to wymaga cierpliwosci
      i rozumienia tego co sie z nim dzieje.
      Mysle ze brakuje Ci obecnie ciepliwosci, wierzylas ze leki pomoga mezowi
      wocic do zdrowia ale tak sie stalo.
      Ty mozesz Mu pomoc. Pisalas ze chodzil na terapie, czy przestal ?
      Serdeczne pozdrowienia.
      • amb25 Re: ja to jest 12.09.11, 08:20
        Dzieki wszystkim za odpowiedz. Ale, nie gniewaj sie mskaiq, czasem strasznie bredzisz. Jak mam isc na spacer z czlowiekiem, ktroy tego nie chce, a jak sie go wyciagnie to po paru krokach jest zmeczony i od razu zaczyna myslec tylko o tym jak jest zmeczonyi ze jest do niczego.
        Na terapie chodzil, a jakze, ale psychoteraeuta "nie znalazl zadnego problemu, ktory wymaglaby terapii".
        Masz racje brak mi cierpliwosci i po prostu mam juz dosc zycia z czlowiekim, ktory jedyne co potrafi to zadreczac sie i miec problemy i zachowaywac sie jak bezradne male dziecko.
        • lucyna_n Re: ja to jest 12.09.11, 11:55
          twój mąż prawdopodobnie bardzo cierpi, dokladasz mu tym że tego nie rozumiesz, lepiej zostaw go w spokoju jeżeli nie umiesz ukryć emocji, nie wyciągaj na spacer jak masz okazywać dezaprobatę, tylko idź sama odreaguj stres i wróć spokojniejsza. Człowiek jest tylko człowiekiem, Ty nie masz akurat tyle cierpliwości żeby dać sobie radę z tą chorobą więc lepiej nie rób nic jak masz go popędzać, wypominać że jest leniwy i że powinien się wreszcie wziąć w garść. Lepiej znajdź dla siebei jakąś odskocznie bo Twoja frustracja jakkolwiek wcale mnei nei dziw to nic tutaj nie pomoże a może znacznie zaszkodzić. (O statystyce prób samobójsczych w depresji pewnei wiesz, bo pisałaś że teorię znasz, sporo część jest z tego powodu by "zaoszczędzić cierpień i kłopotów rodzinie" ) W głębszej (bo mojej depresji mimo że dla mnie okropnej nie odważyłabym się nazwać glęboką) nie miałam siły dojść z pokoju do pokoju, a spacer to po jakichś czterech miesiącach męczenia się ze skutkami ubocznymi leku odbyłam, tak ze 250 metrów jak wrociłam to dosłownie byłam wykończona. Jak ktoś nie zaznał takiego stanu to nie uwierzy że "bez powodu" można tak się czuć jakby się miało ostatnie stadium ciężkiej choroby. Kompletne wyczerpanie i dojmujący ból psychiczny i wyrzuty sumienia że rodzina na to patrzy, zrzyma się, albo martwi a ty nic ale to nic nie możesz zrobić.

          Jeżeli psycholog nie znalazł problemu w mężu to może tkwi on gdzie indziej, np w waszych relacjach, w kłopotach w pracy albo czymś jeszcze innym. psycholog to nie bóg nie jest nieomylny, częściej są to zwykłe głąby.

          Co do tych leków to tak się zastanawiam czy "oni" mu tam nie dowalają zbyt dużych dawek na początek, bo ja też bardzo źle znoszę dawki takie jak w ulotkach, zawsze muszę zaczynać od ćwiartki albo i mniej, i baardzo powoli zwiększać dawkę (tygodniami a nie dniami), inaczej nie przebrnęłabym przez skutki uboczne, może to jest powód dla ktorego nawet dobry lek nie miał szansy zadziałać, bo początkowe skutki uboczne nie pozwoliły go kontynuować. Czy mąż ma świadomość że te skutki uboczne na początku brania leków mogą być naprawdę neiprzyjemne i że to nie oznacza że lek jest koniecznie do bani? i że trzeba coś łykać czasem i dwa miesiące zanim się poczuje jakąkolwiek różnicę na plus? To nie są tabletki szczęścia, to jest trochę tak jakby naprawiać zegarek za pomocą młotka, rąbią człowieka po mózgu po całości, ale czasem nei ma innego wyjścia, trzeba się zaprzeć w sobie i łykać a Twoja rola wspierać go w tym i mówić że to ma sens i że wyzdrowieje.
          • lucyna_n Re: ja to jest 12.09.11, 11:57
            btw czy mąż miał badaną tarczycę? u mężczyzn nieczęsto się zdarza ale np po niektórych lekach może wystąpić neidoczynność, a on troche tego brał. Objawy są podobne jak przy depresji. Podobnie choroby serca, ale to pewnie przebadał w pierwszej kolejności.
            • amb25 Re: ja to jest 12.09.11, 13:19
              Czesc Lucyno. Masz racje jestem strasznie sfrustrowana. Bo mam swiadomosc, ze z nim nie bede miala przyjemnego zycia. Ze caly czas bdzie jak na hustawce. I wszystko bedzie na mojej glowie. Jesli wezme rozwod, to co powiem dziecku, ze nie moglam wtzymac choroby ojca? To go wiecej nie zobacze. Znajac mojego meza rozwod mogly byc powodem samobojstwa. No i jestem w pulapce.
              On mial przebadane chyba wszystko co sie da. Tarczyce tez kilka razy. Najgrsze, ze lekarz sam nie wie, czy te objawy to skutek choroby czy skutki uboczne lekarstwa albo obydwie rzeczy na raz. Teraz musi je brac, bo byl w szpitalu z ostra psychoza, i tak od razu nie chca odstawiac leku.
              • lucyna_n Re: ja to jest 12.09.11, 14:32
                Jeżeli wystąpila psychoza to nei ma co mówić o wzięci się w garść, nikt do psychiatryka się nei pcha jak naprawdę nie jest tragicznie. To bardzo trudna sytuacja, dl amęża koszmar choroby, Ty z kolei jesteś z wszystkimi probemami zostawiona sama sobie. Myślę że powinaś poszukać pomocy, dla siebie , żeby mieć jakąś odskocznię, może ktoś mógłby się zająć dzieckiem a Ty moglabyś wtedy zrobić coś dla siebie, co Ci sprawi przyjemność, pozwoli odetchnąc. Może są jakieś grupy wsparcia dla rodzin depresyjnych?. Żyjesz jak z osobą obłożnie chorą, to dla każdego jest ogromne obciążenie i stres, Ale nie myśl że to już nigdy nie minie, depresja nawet te najcięższe też mijają, jeszcze wszystko może być, wiem, że po tak długim czasie nadzieja tli się wątle ale naprawdę trzeba starać się ją krzesać w sobei i wmawiać choremu że ten stan nie będzie trwał wiecznie że choroba minie że jeszcze będzie dobrze, nawet jak się samemu w to kompletnie nie wierzy. Twoje nastawienie jest bardzo ważne. On sam wie że jest bardzo źle, że jest teraz do nieczego, że jest obciążeniem, i wierz mi jego to dręczy bezustannie, i jest to koszmar. Życzę wam trafienia na odpowiednie leki, i wytrwania w tych trudnich życiowych przejściach. Jeżeli on poza depresją jest dobrym człowiekiem i kochasz go a on Ciebie to nie poddawaj się jeszcze.
                • amb25 Re: ja to jest 12.09.11, 18:39
                  Dzieki Ci Lucyno za slowa wsparcia. Ja juz nie wierze, ze go wylecza. Wlasnie przed chwila, choc jest na wysokich dawkach tabletek, uslyszalam nowa historje - jedna z jego psychoz.... Lekarze podejrzewaja, ze ma depresje z elementami psychotycznymi albo to schizofrenia, ale za wczesnie na postawienie ostatecznej diagnozy...
                  Poza tym po prostu boje sie, bo to ja bede musiala utrzymac nas wszystkich. Wiem, ze dam rade, ale bedzie ciezko. Ja nigdy nie bylam biedna... Renta, ktora ew. by dostal nie starczy nawet na oplaty. Do chorobowego juz nie ma prawa.
                  Grupy wsparcia... Fajny pomysl, tylko one wymagaja czasu, ktorego ja niestety nie mam. Bylo-nie bylo - musze zarabiac i zjmowac sie dzieckiem, ktore tez wymaga terapii.
                  Moze pomarudze i mi przejdzie, czasem tak mam, tylko trudno pogodzic sie z tym ze moj maz, ktory byl calkiem fajny, stal sie kims niezdolnym do samodzielnego zycia i wymagajacy ciaglego wsparcia...
                  Najgorsze, ze ja nie mam na to wplywu. Nic nie moge zrobic. I to mnie dobija.
                  • lafiorka-z Re: ja to jest 12.09.11, 19:00
                    Amb, a jak długo mąż choruje? Niektórzy chorzy, jeśli choć raz w życiu leczenie się powiedzie,
                    to potem już zawsze chcą wracać do zdrowia. Znam przypadki, które zakończyły się pomyślnie
                    ( takich jest więcej ) i przypadki beznadziejne. Ten drugi dotyczy nauczycielki mojej córki, której mąż zachorował i nie było mocy żeby go wyleczyć. Żona rozwiodła się z nim, choć ciągle, już jako nie-żona, pomagała w różnych sprawach. Widziałam ją jakiś rok temu, w ciąży. To znaczy, że ułożyła sobie życie. Nigdy nie pomyślałam o niej, że zachowała się egoistycznie. Dobrze, że z tej tragedii przynajmniej uratowała siebie.
                    • lafiorka-z Re: ja to jest 12.09.11, 19:14
                      Myślę sobie, jak ja postąpiłabym w przypadku tej nauczycielki? Pewnie uznałabym, że taki los mi się przytrafił, a przy mojej wierze, wątłej wprawdzie, w życie wieczne, tkwiłabym w nieszczęściu. Gdybym wybrała rozwód, to pewnie często żałowałabym tego z powodów wyżej wymienionych. No to nie widzę innego wyjścia, jak tylko zmusić delikwenta do leczenia.
                      • lafiorka-z Re: ja to jest 12.09.11, 19:19
                        Kombinuję tak, zakładając, że już nie kochasz swojego męża. Jeśli go kochasz, to nie ma żadnego dylematu.
                        • lucyna_n Re: ja to jest 12.09.11, 21:28
                          ja myślę że kocha, ale zwyczajnie problemy dnia codziennego i podwójna odpowiedzialność wyczerpała ją psychicznie, dobrze że o tym napisała, wchociaż wyrzuci z siebie trochę tego ciężaru. Nie jest lekko chorować, ale nie jest też lekko być z osobą chorą i to jeszcze na taką niezrozumiałą chorobę ktora odcina człowieka od noralaności zupełnie nie wiadomo jak i dlaczego. Piekło depresji.
                    • amb25 Re: ja to jest 13.09.11, 12:14
                      Choruje trzy lata. Juz raz go "wyleczyli", ale wtedy nie mial psychoz. tzn przestal brac tabletki, bo poza skutkai ubocznymi to nic nie dawaly. Zero poprawy. Jak je przestal brac (z dnia na dzien) to w ciagu 2 tyg wyzdrowial. Bylo ok. Tylko po 11 miesiacach bycia zdorwym dostal psychozy. I traz nawet psychiatrzy w szpitalu i po szpitalu mowil, ze jego zle samopoczucie moze byc spowodowane tabletkami ale moze byc to nawrot depresji. Ze nie sa w stanie okreslic na 100% co jest przyczyna zlego samopoczucia. Trzeba probowac metoda prob i bledow. A tabletek nie moga odstawic, bo moglaby wrocic psychoza...
                      Czyli bledne kolo i nikt nic nie wie.... To po co oni sie wlasciwie uczyli, skoro ta ich wiedza jest tak bezuzyteczna. Metoda prob i bledow to kazdy by potrafil leczyc. Studia medyczne nie sa do tego potrzebne.
                      • evee1 Re: ja to jest 16.09.11, 05:40
                        A mozesz napisac na czym polegaly te jego psychozy?
                        A czy lekarze sa w stanie potwierdzic lub odrzucic diagnoze schizofrenii? Nie znam sie za bardzo i nie wiem czy mozna to tak jasko okreslic.
                        Ciezka sprawa, bo faktycznie jak czlowiek tak dlugo nie moze znalezc odpowiedzi na pytanie co sie dzieje, to trudno mowic o nadziej w wyleczenie.
                  • mskaiq Re: ja to jest 13.09.11, 10:16
                    Mysle ze Ty potrzebujesz pomocy psychoterapeuty. Jestes pelna
                    obaw, frustracji, niepokoju, braku cierpliwosci i9 braku wiary ze
                    mozesz mu pomoc.
                    To wszystko przenosi sie na niego. On potrzebuje cierpliwosci, a
                    akceptacji a nie poczucia winy ktora wydaje mi sie przekazujesz
                    codziennie.
                    Kiedy Ty zaczniesz panowac nad soba, nad swoim niepokojem,
                    lekiem kiedy bedziesz optymistyczna, cierpliwa, usmiechnieta to
                    on to odczuje i ten optymizm zacznie powoli pojawiac sie u niego.
                    Serdeczne pozdrowienia.
          • 2maya Re: ja to jest 17.09.11, 12:24
            lubię Cię czytać lucyno_n
            • awanturka Re: ja to jest 17.09.11, 14:18
              dołaczam się, ja też lubię czyta lucynę
    • melania.po2 Re: ja to jest 17.09.11, 20:50
      i ja lubie poczytac lucyne!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka