negatywista
04.06.04, 23:49
Oto wnioski, do których doszedłem - nerwica, psychoza i depresja bierze się
często z braku akceptacji siebie - ale takiego braku akceptacji, ktorego nie
dopuszczamy do swojej świadomości i ze strachu brniemy w kłamstwo oraz
fałszywą samoakceptację. Żyjemy w kłamstwie, ale gdzieś instynktownie wiemy,
że to wszystko kłamstwo i to rodzi paraliżujący, niezlokalizowany,
irracjonalny lęk. Tak bardzo boimy się spojrzeć prawdzie w oczy, że spijamy
każde nadchodzące z zewnątrz potwierdzenie naszego kłamstwa jak narkotyczny
miód, którego nigdy nie mamy dosyć, który na chwilę wypełnia nas ciepłem
spokoju, ale nie jest w stanie na dłuższą metę uspokoić naszej intuicji,
wysyłającej z poziomu podświadmości pod postacią LĘKU sygnał, że to jednak
KŁAMSTWO. Przyroda nie znosi kłamstwa i karze je nerwicą. Stanięcie twarzą w
twarz z PRAWDĄ wiąże się jednak z jakąś straszną dla nas stratą, rozpadem
naszych marzeń, naszego dotychczasowego wizerunku siebie, z ogromną ZMIANĄ
całego naszego życia.
Jednakże trzeba zdać sobie sprawę, że przed tą prawdą nie ma gdzie i jak
uciekać. Jest to jak przyłożenie rozżarzonego żelaza do ropiejącej rany -
koszmarny ból, który jednak leczy i pozwala żyć dalej, a nie zdechnąć
strawionym gangreną.
Cholera, dziś był straszny dzień, zrobiłem to - czuję smutek, pustkę i...
święty spokój.