Dodaj do ulubionych

Samobójstwo

02.08.04, 11:40
Witam wszystkich, pewnie tak jak każdy z Was - jestem w depresji ale
zastanawiam się czy wogóle mam szansę jeszcze na normalne życie. Pewnie mam
ale ja chyba już nie chcę. Chyba się poddałam i to na amen. Pochodzę z
rozbitej rodziny. MImo, iż według mnie rodzice dobrze zrobili że się
rozwiedli zahaczyli o taki mój wiek, kiedy bardzo potrzebowałam miłości ojca
(ojciec w tej roli sie nie spełnił). Po rozwodzie moja mama tą miłość do
mężczyzny przelała na mnie. Stała się chorobliwo nadopiekuńcza, a jedocześnie
taka bezbronna że w wieku 13 lat stałam sie matką własnej matki- zresztą tą
role przypisała mi rodzina. Od tego czasu próbowałam z różnych powodów
popełniać samobójstwo- przeważnie tabletki ale też raz podcięłam sobie żyły.I
ciągle mnie odratowywano. Ciekawe po co. Chodziłam oczywiście do psychologa
który sam stwierdził, że to co się dzieje w mojej rodzinie jest
nienormalne.Ale to cała rodzina musiałaby się leczyć- ja jako jedostka nie
miałam szans. Musiałam być we wszystkim najlepsza. Najlepsza uczennica,
najlepsza tancerka, najlepsza fotomodelka itd. Między czasie w czasie studiów
zostałam zgwałcona, choć nigdy tego nie zgłosiłam. Jestem ponoć bardzo
atrakcyjną dziewczyną ale nienawidzę tego, nienawidzę własnego ciała,
nienawidzę jak faceci się ślinią, ciągle się myję bo wydaje mi się, że jestem
brudna (wiem że to choroba ale poprostu muszę to robić kilkanascie razy na
dzień) Zawsze chciałam tylko miłości i bezpieczeństwa, w facecie - jak
swtierdził psycholog- szukałam ojca. Każdy mój mężczyzna nie był akceptowany
przez mamę a ja żeby jej nie denerwować to zakańczałam związki. Tak czy siak
skończyłam studia, potem jedną podyplomówkę, następną- aby tylko być mądrą
dziewczynką. I zamieszkałam wkońcu osobno, zaczęłam mieć choć w niewielkim
stopniu własne zdanie. Poznałam mężczyznę mojego życia - takiego jakiego
sobie wymarzyłam - i dla niego przeprowadziłam się do obcego miasta. Byłam z
dala od rodziny- zaczęłam widzieć dla siebie szanse. No ale nie przeszliśmy
próby czasu z tym chłopakiem, zostawił mnie tak jak ojciec (widocznie jestem
do dupy). Jego rodzice wyrzucili mnie z mieszkania. Byłam w ciąży. Strasznie
płakałam i pewnie przez to poroniłam. Czuję się winna bo starsznie chciałam
mieć to dziecko. Zostałam sama- znów tabletki i znów mnie odratowali. Za
wszystko się obwiniam. Jestem pracocholikiem więc aby nie myśleć - wzięłam 3
etaty, rano o 4 wstaławam aby iść na siłownię. Stałam się businnesswoman.
Psychicznie nie wytrzymałam. Za wszelką ceną chciałam udowodnić że dam radę-
ale nie daje. Nienawidzę swojego ciała, jestem mądra ale po co mi te
wszystkie szkoły i tak teraz o pracę cieżko? W tym obcym mieście nie mam
nikogo, nawet koleżanki bo wszystkie albo mają męzów albo facetów a ja jestem
sama więc jestem "zagrożeniem". Nie ma nic gorszego jak samotność. No ale od
pół roku mieszka u mnie moja mama. Nie mieszkałyśmy ze sobą 6 lat i znów
wszystko zaczęło się od początku. Ona znów podejmuje za mnie wszystkie
decyzje a że jest w złym stanie psychicznym ja się na wszystko godzę żeby jej
nie zdenerować- a ja mam już 30 lat. Wiem, że nie powinnam, bo czasami
uruchamiam swój mózg - pisać ani dzwonić do tego mojego byłego chłopaka. Ale
ja tu mam tylko jego. Potrzebuję czasami rozmowy - i jak kretynka błagam go
choć o minutę zaiteresowania. A on pewnie ma już mnie dość. Nie chce tego
robić ale robię. Zaczęłam nową pracę. I od razu mój kierownik zaczął się do
mnie dostawiać. Nie pozwoliłam oczywiście zrobić sobie krzywdy ale nie
powiedziałam o tym nikomu. Mój kierownik teraz mnie szmaci. Choc jestem
typowym skorpionem i potrafię krzyknać to jednak o nową pracę trudno. I
wiecie - ja już dłużej poprostu nie chcę żyć. Nie chcę iść nawet do
psychologa - mam dość leków i mądrości, których poprostu nie potrafie albo
juz nie chcę wdrażać w życie bo niby dla kogo?. A poza tym wszystko tyle
koszuje i skąd na to wszystko brać pieniądze?. Zawsze sobie myślałam, że
muszę coś w życiu zrobić, że mam jakąś rolę odegrać- bo wkońcu tyle razy mnie
ratowali. Ale już jestem zmęczona tym ciągłym pilnowaniem mamy, alkoholem,
samotnością, cholerną samotnościa i byciu doskonałą, najlepszą we wszystkim.
A poza tym ja sama z sobą nie mogę wytrzymać. Ja nawet już zatraciłam siebie,
ja juz nie wiem czego JA chcę i myślę, czy to ja czy to świetna aktorka,
która mówi i robi to czego od niej inni oczekują. Zaczęłam znów zbierać
tabletki- świadomie. Już poprostu chcę odejść. Wiem, że to źle wpłynie na
wszystkich ale raz chcę pomyśleć tylko o sobie i zrobić to właśnie dla
siebie. Potrzebuję odpocząć, zasnąć. Ale się napisałam. Sorry za marudzenie
ale chyba potrzebowałam się wygadać. Życzę wszystkim naprawdę powrotu do
zdrowia i znalezienia szczęścia. Kasia
Obserwuj wątek
    • subrealism Re: Samobójstwo 02.08.04, 12:03
      Zazdroszcze ci, jestes atrakcyjna, wyksztalcona i masz checi do pracy. Ja
      jestem brzydki tak, ze czasem mam ochote sam sobie dac w morde. Studiuje juz 7
      lat i skonczyc nie moge, a juz pracocholikiem to napewno nie jestem. Ale
      najwazniejsza roznica miedzy nami jest to, ze ty czujesz sie wszystkiemu winna
      a nie jestes. Ja zatruwam zycie pewnie niejednej osobie (mam na mysli rodzine
      ktora mnie nie moze zmusic zebym sie wzial do roboty) i nic sobie z tego nie
      robie. Moze zostalo ci troche tych proszkow do trucia, to ja bym chetnie
      skorzystal...
      • paradiso29 Re: Samobójstwo 02.08.04, 12:26
        subrealism napisał:
        > Ja zatruwam zycie pewnie niejednej osobie (mam na mysli rodzine
        > ktora mnie nie moze zmusic zebym sie wzial do roboty)

        a może odwrotnie - rodzina zatruwa zycie Tobie..
        Nie wazne. Tak tez nie warto myslec ale brac wszystkie brudy na siebie tez nie!

        Wyglad - stary.. juz dawno stwierdzono, ze nie ma znaczenia dla innych. Chyba,
        ze w gre wchodzi Twoja wlasana satysfakcja. Ale jesli nic nie da sie zrobic z
        posturą, to moze lepiej zmienic mentalnosc w tej kwestii.

        dla obydwojga z Was: czy swiat, ktory Was otacza i przygniata problemami
        zasluguje na taka satysfakcje, ze sie poddajecie i uciekacie stad? Nie
        zasluguje!

        Ja tez marze o bezludnej wyspie, bezproblemowej i tylko mojej. Warto nawet
        pomarzyc. Marzeniami zyc, pysznie jest. A reszta... pal licho!
        Pozdrawiam serdecznie Was
        • subrealism Re: Samobójstwo 02.08.04, 14:11
          Najgorzej jak brzydalowi wydaje sie, ze jest piekny, wtedy bladzi bo nie wie co
          jest prawdziwym powodem jego niepowodzen. ze mna tak nie jest zdaje sobie
          sprawe, ze za piekny nie jestem ale nie to mnie najbardziej przejmuje,
          prynajmniej mam wytlumaczenie dlaczego np. dostalem tzw. kosza lub czemu nie
          dostaBem pracy w agencji modeli:).

          Sugerujesz Paradiso29, ze swiat ma satysfakcje gdy sie poddajemy? Czym jest dla
          ciebie swiat? myslisz, ze sily natury sa nam wrogie?
          • paradiso29 Re: Samobójstwo 02.08.04, 14:36
            subrealism napisał:
            > Najgorzej jak brzydalowi wydaje sie, ze jest piekny, wtedy bladzi bo nie wie
            co jest prawdziwym powodem jego niepowodzen.
            A owszem, tak jest. Choc niektorym udaje sie szczesliwie zyc wlasnie dzieki
            takiej nieswiadomosci. A przeciez o szczescie chodzi. Ale jesli wiesz o tym,
            zes nie najpiekniejszy, to tez nie jest zle, bo to z kolei swiadczy o Twojej
            rozumnosci;) Ale mowie, uroda to tylko opakowanie. Imponujace jest wnetrze. Ale
            o tym juz bylo..

            > Sugerujesz Paradiso29, ze swiat ma satysfakcje gdy sie poddajemy? Czym jest
            dla ciebie swiat? myslisz, ze sily natury sa nam wrogie?

            Swiat o ktorym pisalem, to swiat ludzki. Rozumiesz. Ten z zasadami, ktore
            tłamszą, zniewalają czasami i rozmazuja obraz. To ten ludzki swiat mialby
            satysfakcje, ze udalo sie zdeptac kogos "innego". A przeciez ten swiat nie jest
            doskonaly. Maaarny jest. A to co innego niz swiat naturalny, ten kolorowy,
            błogi i sielski. Ja szukam pociechy w naturze.

            Pozdrawiam




      • crashoverride24 Re: Samobójstwo 02.08.04, 12:28
        Ja mam podobnie jak subrealism. Studiuję na razie rok dłużej, ale nie wiem czy
        uda mi się tylko studiować rok dłużej(miałem urlop zdrowotny z powodu
        schizofrenii i depresji). Zazdroszczę Ci Kasiu, że masz tak dobre
        wykształcenie. Mi nauka kiepsko idzie, a do tego jestem strasznym leniuchem.
        Nie pracuję, bo mi się nie chce(dołuję się tym, bo rodzice muszą na mnie cieżko
        pracować). Poza tym mam niskie zdanie o swojej urodzie i charakterze. Nie
        poddawaj się Kasiu i nie próbuj znowu popełnić samobójstwa.
        • subrealism Re: Samobójstwo 02.08.04, 14:18
          crashoverride24 napisał:
          Nie
          > poddawaj się Kasiu i nie próbuj znowu popełnić samobójstwa.
          Jako niedoszly samobojca moge powiedziec, ze nie znosze gdy mi ktos mowi "nie
          poddawaj sie" ja to rozumiem jako "mecz sie dalej ze swoim zyciem, bo lepiej
          nie bedzie" Wolalbym uslyszec "masz racje Swiat jest beznadziejny, ale on sie
          nie liczy liczysz sie TY"
          • sabeena Re: Samobójstwo 02.08.04, 14:52
            subrealism napisał:

            > Jako niedoszly samobojca moge powiedziec, ze nie znosze gdy mi ktos
            mowi "nie
            > poddawaj sie" ja to rozumiem jako "mecz sie dalej ze swoim zyciem, bo lepiej
            > nie bedzie" Wolalbym uslyszec "masz racje Swiat jest beznadziejny, ale on sie
            > nie liczy liczysz sie TY"

            Jako niedoszła samobójczyni, z zaleczoną jako tako depresją, całkiem inaczej
            rozumiem "nie poddawaj się". Dla mnie "nie poddawaj się" oznacza dokładnie to,
            co napisaleś w drugim cudzysłowie. To, że świat jest beznadziejny, i w
            ostatecznym rozrachunku to nie on się liczy, tylko JA. Ja nie walczę o świat,
            ja walczę o siebie. Miałam na tyle szczęścia, że trafiłam na świat jako córka
            mądrej matki, która też przechodziła depresję (ma na koncie też kilka innych
            przyjemności, włącznie z dłuższym pobytem na oddziale zamkniętym tuż po moim
            urodzeniu - teraz jest z nia ok, to wspaniała, silna kobieta, która
            samodzielnie bierze się z życiem za bary i sama odchowała dwójkę całkiem
            udanych dzieci), i to właśnie ona przy pierwszej mojej depresji wiedziała w
            jaki sposób wlać moje chore ciało i w moją chorą głowę znaczenie słów "jesteś
            silna, nie poddawaj się." Dla mnie teraz jest to most łączący MNIE ze światem.
            Swiat jaki jest taki jest, JA próbuję sobie dać z nim radę. Nie poddaję się w
            walce ze światem, to nieprawda, że nie będzie lepiej. Nie mogę się poddać w
            dążeniu do przodu, do kolejnej godziny, do jutra, do przyszłego tygodnia. Bo
            będzie lepiej, nawet jeśli świat jest beznadziejny. Zawsze kiedyś w końcu jest
            lepiej, jeśli tylko odnajdziesz cugle, które spinają JA i pchają je do przodu.
            I w walce o to nie wolno się poddawać, czego sobie i wszystkim forumowiczom
            życzę.

            S.
          • crashoverride24 Re: Samobójstwo 02.08.04, 21:00
            subrealism napisał:

            > Jako niedoszly samobojca moge powiedziec, ze nie znosze gdy mi ktos
            mowi "nie
            > poddawaj sie" ja to rozumiem jako "mecz sie dalej ze swoim zyciem, bo lepiej
            > nie bedzie" Wolalbym uslyszec "masz racje Swiat jest beznadziejny, ale on sie
            > nie liczy liczysz sie TY"

            Masz rację, rada jest zła. Dziwię się, że w ogóle coś takiego napisałem, sam
            pewnie jakbym miał depresję nic by mi taka rada nie dała. Myślę, że najlepiej
            jest popełnić samobójstwo i mieć w dupie ten świat i własne problemy.

            --
            wiem, że nic nie wiem...
            • subrealism Re: Samobójstwo 03.08.04, 11:47
              Dziekuje! O to mi chodzilo. Odrazu czlowiekowi lepiej, gdy ktos przyzna mu
              racje.
              • paradiso29 Re: Samobójstwo 03.08.04, 12:02
                żarty?
    • sabeena Re: Samobójstwo 02.08.04, 13:03
      Kasiu, Twoja choroba jest czyms strasznym, jedna z gorszych rzeczy jaka moze
      spotkac czlowieka (jak zreszta kazda choroba psychiczna), ale to tylko choroba,
      pod ktora zawsze jest jakies JA, o ktore warto walczyc. Ilosc postow
      pojawiajacych sie na tym forum jest jedna z oznak, ze jest nas wielu i wiele,
      ktorzy walczymy o siebie. Ja wiem, ze takie gadanie obcej osoby to moze zadna
      pociecha, ale ja tez walcze, od prawie 15 lat, z lepszym lub gorszym
      rezultatem, ale osiagnelam tyle, ze nawet jak jest mi naprawde strasznie to te
      resztke sily, ktora mi zostala przeznaczam na walke o przezycie chocby
      kolejnych 24 godzin. Wiem juz, ze zawsze moze nadejsc jeszcze taki dzien, w
      ktorym obudze sie i bede miala ochote zyc, i to jest juz wielkie zwyciestwo nad
      depresja. Pozdrawiam serdecznie z i trzymam kciuki za zbieranie, ale nie
      tabletek tylko tych resztek sily na przezycie chocby do jutra. A jak sie uda,
      to jutro sprobuj znowu przetrzymac 24 godziny, nie planuj nic na dalsza
      przyszlosc (moze poza znalezieniem dobrego psychiatry).
      Pozdrawiam raz jeszcze, S.
    • gloom Re: Samobójstwo 02.08.04, 14:01
      Kasiu,
      podpisuje sie wszystkimi konczynami pod tym, co do Ciebie napisala sabeena. To
      raczej swiat jest do kitu, nie Ty. A to jest juz dobra racja za tym, zeby mu
      sie nie poddac i uragac wszelkiemu paskudztwu swoim istnieniem. Pozdrawiam
      mocno.
    • bialeoko Re: Samobójstwo 02.08.04, 15:05
      katarzyna-iweta napisała:

      >w wieku 13 lat stałam sie matką własnej matki- zresztą tą
      > role przypisała mi rodzina. Od tego czasu próbowałam z różnych powodów
      > popełniać samobójstwo-
      Zawsze chciałam tylko miłości i bezpieczeństwa, w facecie - jak
      > swtierdził psycholog- szukałam ojca. Każdy mój mężczyzna nie był akceptowany
      > przez mamę a ja żeby jej nie denerwować to zakańczałam związki.
      Nie ma nic gorszego jak samotność.
      > pół roku mieszka u mnie moja mama. Nie mieszkałyśmy ze sobą 6 lat i znów
      > wszystko zaczęło się od początku. Ona znów podejmuje za mnie wszystkie
      > decyzje a że jest w złym stanie psychicznym ja się na wszystko godzę żeby jej
      > nie zdenerować- Ale już jestem zmęczona tym ciągłym pilnowaniem mamy,
      alkoholem,
      > samotnością, cholerną samotnościa i byciu doskonałą, najlepszą we wszystkim.
      >Ja nawet już zatraciłam siebie,


      Czyli usprawiedliwiasz całe swoje życie dbaniem o kogoś innego niż Ty sama
      A jedyną rzeczą którą ew. mogłabyś dla siebie zrobić, jest samobójstwo
      CZyli rozumiem, że zamiast odmówić sprawiania satysfakcji innym, wolisz odejść?
      Bo co, okażesz się niedobrą córką??? Że będziesz chciała mieć własne życie?
      Mnie wydaje się, że wynika ta postawa z tego co wydarzyło się gdy miałaś 13lat
      (mam podobne doświadczenia za sobą )
      Ale by odkręcić tak powstałe mechanizmy postępowania, potrzeba solidneogo
      terapeuty, najlepiej w grupie, a potem konsekwencji.
      Kobieto CZY NIE ZASŁUGUJESZ NA SZACUNEK ZE SWOJEJ WŁASNEJ STRONY??
      POZDR, bardzo brzydka mery
    • looserka Re: Samobójstwo 02.08.04, 15:10
      Kasiu!
      Chciałam napisac Ci tu wiele, wiele słów, ale zrozumiałam, że wszstkie wydadzą
      Ci się banalne, bo w tym momencie twojego życia nie jestes w stanie uwierzyć,
      że może byc lepiej, że samobójstwo nie jest rozwiązaniem i że kiedys pewnego
      dnia poczujesz, jak cholernie jeszcze chcę Ci się żyć.
      Ale spróbuj uwierzyć - tak być nie musi, ale naprawdę tak być jescze MOŻE!
      Nie masz sił? Masz, może sama nie wiesz ile jeszcze siły w Tobie jest, żeby
      przetrwać i żeby budować na nowo siebie i swoje życie. Wiem,że znalezienie
      dobrego terapety, który by Ci w tym pomógł jest trudne, ale poszukaj!

      Kiedyś już cytowałam starego Goethego, takie zdanie, które nieraz mnie trzymalo
      przy życiu, które powtarzałam sobie jak mantrę: "I dopóki nie zrozumiesz
      owego "umieraj i stawaj się", będziesz tylko nieznanym mieszkańcem tej mrocznej
      ziemi".
      Banał? Może. Im jestem starsza, tym częściej odnoszę wrażenie,że te
      banalne "prawdy" o naszym życiu są chyba "najprawdziwsze".
      Nie rezygnuj z siebie - mam nadzieje, że kiedyś przekonasz się, że warto było
      (wytrwać).
    • milaska Re: Samobójstwo 02.08.04, 16:38
      Hej Kasiu,
      chciałabym Ci pomóc ale sama za bardzo nie wiem jak. Sama się leczę na
      depresję, która mnie już powoli dobija i skutecznie niszczy. Miałam też rozbitą
      rodzinę i problem alkoholowy w niej, teraz z kolei nie ukałada mi się z
      teściami, nigdy chyba już w tym życiu nie będe miała takiej prawdziwiej rodziny
      o jakiej zawsze marzyłam. Wiesz mam podobne odczucia jak ty - co do życia.
      Jakbyś chciała kiedykolwiek pogadać tro wiesz gdzie mnie szukać.
      Uszy do góry? Wiem, że są ciężkie :) ale telepatycznie pomagam ci je podnieść :)
    • mskaiq Re: Samobójstwo 03.08.04, 06:05
      Piszesz ze jestes madra, jest to tylko madrosc zewnetrzna. Jestes bezradnym
      dzieckiem kiedy przychodzi do uczuc i emocji. Tego sie mozna nauczyc, zrozumiec
      co jest przeciwko nam a co nam pomaga.
      Czytajac Ciebie widze ze za kazde niepowodzenie probujesz sie ukarac
      samobojstwem albo rozwiazywac w taki sposob Swoj problem. To nie ma sensu.
      Jesli cos w zyciu nie dziala albo nie wychodzi tak jakbysmy chcieli to z tego
      powodu nie nalezy zabierac sobie zycia a zmieniac to co jest zle, to co
      powoduje problem.

      Masz wielki problem z pokochaniem Siebie. Mysle ze jestes bardzo pikna kobieta,
      masz duzo wiedzy. Nie mozesz nie lubic Siebie i Swojego ciala, jest piekne i
      musisz w to uwierzyc. Bez akceptacji Siebie nie mozna zyc. Zaczniej pracowac
      nad tym, jak Ci sie uda zmienic swiat odzyska swoj kolor i sens.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • antek_29 Re: Samobójstwo 03.08.04, 21:20
      smutek widze w twoich oczach
      twoje serce ciagle placze
      zyciem jestes juz zmeczona
      i masz wszysykiego dosc

      jak kwiaty wiedna bez wody
      tak w tobie gasnie chec zycia
      ale czy tak musi byc
      czy naprawde tak musi byc

      NIE tak byc dalej nie moze
      bo jest ktos kto ci pomoze
      ktos kto cie zrozumie wyslucha
      ten ktos to twoj przyjaciel

      wiec usmiechnij sie i nie poddawaj
      w twoim sercu nich scczescie zagosci
      w oczach twych niech radosc zobacze
      bo nie jestes juz sama

      BADZ BO MUSISZ BYC
      ZYJ BO MUSISZ ZYC
      BO MASZ DLA KOGO
      BADZ I ZYJ DLA NAS

      spojrz ile osob ci odpisalo i ja sie znimi zgadzam a ten wiersz ktory ci
      napisalem mam nadzieje ze po przeczytaniu go spojrzysz na wszystko inaczej
      wiecej wiary w siebie

      PAMIETAJ NIE JESTES SAMA JESTESMY Z TOBA
    • katarzyna-iweta Re: Samobójstwo 04.08.04, 11:43
      Dzień Dobry, ogromnie dziękuję za to, że odpisaliście. Tyle ciepłych słów, tyle
      wiary w życie, tyle mądrości jest w Waszych listach - naprawdę nie wiem jak
      dziękować i co napisać. Chyba pierwszy raz od dawien dawna nie poczułam się
      samotna i sama. Bardzo dziękuję, że jesteście. Poprostu brak mi słów- dziękuję.
      Muszę przyznać, że jest mi troszkę lepiej. Byłam wczoraj u lekarza - zrobiłam
      pierwszy krok. Nie mogę obiecać, że nie wezmę tabletek bo jednak zamiast
      wychodzić na górę to ja cały czas spadam w dół ale mogę obiecać, że jak już
      będzie tragicznie to postarm się napisać do Was. Rozmowa pomaga. Zaczynam brać
      leki- pewnie na początku będę spowolniona ale spróbuję, spóbuję sobie dać
      jeszcze szansę. Jak to dobrze, że są na świecie ludzie, którzy zamiast wbijać
      Ci nóz w plecy pomogą choćby dobrym słowem i zainteresowaniem. Czytając Was
      jestem godna podziwu, że macie - mimo tragedii życiowych, mimo chorób - tyle
      siły aby chociażby przeżyć kolejne 24 h. Postaram się- może i mi się uda a
      jeżeli nie, bo przecież nie każdy z tego wychodzi - to bardzo się cieszę, że tu
      napisałam i że w tym wszystkim nie jestem sama- DZIĘKUJĘ ZA PODANIE RĘKI I
      WYWOŁANIE NA MOJEJ BUZI PRAWDZIWEGO, SZCZEREGO I NAPRAWDĘ MOJEGO UŚMIECHU.
      Kasia
      • sabeena Re: Samobójstwo 04.08.04, 12:15
        Kasiu, ciesze sie bardzo ze podjelas te probe powolnej i ciezkiej (ale czesto
        bardzo oplacalnej) wspinaczki do gory ! Walczymy, walczymy, zawsze znajdzie sie
        tu mnostwo osob ktore zechca dodac otuchy i sil do walki jak juz bedzie
        naprawde okropnie. Trzymam kciuki za nastepne 24h (a potem jak sie da to za
        kolejne) !!!
        Pozdrawiam bardzo, bardzo cieplutko, S.
      • kevinwdomu Re: Samobójstwo 04.08.04, 14:03
        Hej, zobaczysz bedzie dobrze, oprócz leków polecam Ci wspomagajaco akupunkturę
        i tai-chi. Mam 32 lata i kupę różnych przeżyć za soba, mam nerwice lękową,
        która objawiała się takimi schizami że ...ufff. Teraz się dobrze czuję, u mnie
        obyło się bez leków, tylko akupunktura i maksymalna dawka sportu, taka
        wycieńczajaca. Ponadto, wydaje mi się, że powinnaś zakończyć swoje "dawne"
        sprawy, a może nawet zmienić otoczenie. Trzymam kciuki. Buziak.
        • agata123 Re: Samobójstwo 04.08.04, 14:27
          Hej Kevin, napisz coś więcej o działaniu akupunktury za depresję. Ostatnio się
          tym intersesowałam, ale w opisach jej działania nie znalazłam skuteczności na
          depresję. A jeśli jesteś z Warszawy, podaj jakieś namiary o kogo można się
          udać, no i jeśli możesz, ile szacunkowo ta przyjemność kosztuje

          pozdrawiam
          • kevinwdomu Re: Samobójstwo 04.08.04, 15:50
            Hej, jutro Ci podam numer do chinczyków, koszt nie jest mały kilkasezłotych-w
            tym diagnoza z pulsu, oczu i języka, igły, zioła, conajmniej 10 seansów z
            nakłuwaniem, ale może być więcej. Sama terapia może być długotrwała, ale
            pprzynosi efekty. Akupunkture polecił mi lekarz psychiatra (Pan Profesor-jeden
            z ordynatorów w Tworkach), po wizycie myślałem że to jakiś świr, bo zamiast
            przepisać mi jakies prochy zaczął mnie badać wachadełkiem, i odesłał na
            akupunkturę i tai-chi. Byłem załamany, bo sceptycznie podchodziłem do takich
            spraw jak medycyna niekonwencjonalna, tylko, że to nie jest zadna medycyna
            niekonwencjonalna, ale normalny sposób leczenia tylko, że w Chinach. No i myśle
            sobie z nikad pomocy, lekarz psychiatra świr, zostanę ja sam i moje lęki, ale
            poszedłem do tej undergrundowej kliniki, zbadał mnie doktor Modo i
            powiedział "becie zdrowy, nie martwi sie" no i kłuli mnie 20 razy przy
            relaksującej muzyce, jadłem zioła kilka rodzai, najlepsze były takie kulki, po
            których pierwszy raz zasnąłem normalnie od wielu lat i nieobudziłem się. Po 15
            seansie gdzieś, nagle wyszedłem na ulicę i sam do siebie zacząłem się śmiać,
            dostałem normalnie jakiegoś skurczu mięśni-MUSIAŁEM SIĘ SMIAĆ, ludzie patrzyli
            na mnie jak na idiotę a ja się smiałem i przestałem się bać, byłem tak
            szczesliwy jak nigdy I DO TEJ PORY SIĘ ŚMIEJĘ. A rac na 3 miesiące na
            akupunktórkę tak delikatnie 5 seansów dla podtrzymania dobrego samopoczucia :)
            Do tego polecam jeszcze tai-chi, tylko uważajcie żeby to nie była jakas sekta
            hihi. Jak napiszesz adres e-mailowy to dam Ci telefon do Chińczyka, bo niechcę
            bez zgody rozpowszechniac tego numeru w internecie. Pozdrawiam.
          • kevinwdomu Re: Samobójstwo 04.08.04, 15:50
            aaaaaaa zapomniałem dodać, że jestem z wawy a chińczy tez z wawy;)
      • antek_29 Re: Samobójstwo 04.08.04, 23:29
        ja rowniez sie ciesze ze po tych slowach poczulas sie lepiej ze podjelas walke
        ja w to wierze ze uda ci sie bo nie moze byc inaczej majac tylu przyjaciol
        napewno ci sie uda wierzymy wszyscy w ciebie pozwol ze cos ci napisze

        wstan i idz przed siebie do przodu
        pokonujac wszystkie napotkane przszkody
        idz z glowa podniesiona do gory
        i patrz czy widzisz tam jest
        twoja wspaniala przyszlosc
        nigdy nie poddawaj sie
        nie zawracaj bo gdy zawrocisz
        to zostaniesz w tyle wiec idz
        i dojdz do celu wierzymy w ciebie
        jestesmy z toba my ci pomozemy
        bo my cie kochamy

        wiem ze nie jest latwo sam to przechodzilem ale mowie ci ze nie warto uwierz mi
        naprawde nie warto napewno z tego wyjdziesz zycze ci duzo slonca i usmiechu a
        kazdy dzien niech bedzie lepszy od poprzedniego badz nam przyjacielem

        pozdeawiam cieplo i serdecznie trzymaj sie jestesmy z toba


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka