katarzyna-iweta
02.08.04, 11:40
Witam wszystkich, pewnie tak jak każdy z Was - jestem w depresji ale
zastanawiam się czy wogóle mam szansę jeszcze na normalne życie. Pewnie mam
ale ja chyba już nie chcę. Chyba się poddałam i to na amen. Pochodzę z
rozbitej rodziny. MImo, iż według mnie rodzice dobrze zrobili że się
rozwiedli zahaczyli o taki mój wiek, kiedy bardzo potrzebowałam miłości ojca
(ojciec w tej roli sie nie spełnił). Po rozwodzie moja mama tą miłość do
mężczyzny przelała na mnie. Stała się chorobliwo nadopiekuńcza, a jedocześnie
taka bezbronna że w wieku 13 lat stałam sie matką własnej matki- zresztą tą
role przypisała mi rodzina. Od tego czasu próbowałam z różnych powodów
popełniać samobójstwo- przeważnie tabletki ale też raz podcięłam sobie żyły.I
ciągle mnie odratowywano. Ciekawe po co. Chodziłam oczywiście do psychologa
który sam stwierdził, że to co się dzieje w mojej rodzinie jest
nienormalne.Ale to cała rodzina musiałaby się leczyć- ja jako jedostka nie
miałam szans. Musiałam być we wszystkim najlepsza. Najlepsza uczennica,
najlepsza tancerka, najlepsza fotomodelka itd. Między czasie w czasie studiów
zostałam zgwałcona, choć nigdy tego nie zgłosiłam. Jestem ponoć bardzo
atrakcyjną dziewczyną ale nienawidzę tego, nienawidzę własnego ciała,
nienawidzę jak faceci się ślinią, ciągle się myję bo wydaje mi się, że jestem
brudna (wiem że to choroba ale poprostu muszę to robić kilkanascie razy na
dzień) Zawsze chciałam tylko miłości i bezpieczeństwa, w facecie - jak
swtierdził psycholog- szukałam ojca. Każdy mój mężczyzna nie był akceptowany
przez mamę a ja żeby jej nie denerwować to zakańczałam związki. Tak czy siak
skończyłam studia, potem jedną podyplomówkę, następną- aby tylko być mądrą
dziewczynką. I zamieszkałam wkońcu osobno, zaczęłam mieć choć w niewielkim
stopniu własne zdanie. Poznałam mężczyznę mojego życia - takiego jakiego
sobie wymarzyłam - i dla niego przeprowadziłam się do obcego miasta. Byłam z
dala od rodziny- zaczęłam widzieć dla siebie szanse. No ale nie przeszliśmy
próby czasu z tym chłopakiem, zostawił mnie tak jak ojciec (widocznie jestem
do dupy). Jego rodzice wyrzucili mnie z mieszkania. Byłam w ciąży. Strasznie
płakałam i pewnie przez to poroniłam. Czuję się winna bo starsznie chciałam
mieć to dziecko. Zostałam sama- znów tabletki i znów mnie odratowali. Za
wszystko się obwiniam. Jestem pracocholikiem więc aby nie myśleć - wzięłam 3
etaty, rano o 4 wstaławam aby iść na siłownię. Stałam się businnesswoman.
Psychicznie nie wytrzymałam. Za wszelką ceną chciałam udowodnić że dam radę-
ale nie daje. Nienawidzę swojego ciała, jestem mądra ale po co mi te
wszystkie szkoły i tak teraz o pracę cieżko? W tym obcym mieście nie mam
nikogo, nawet koleżanki bo wszystkie albo mają męzów albo facetów a ja jestem
sama więc jestem "zagrożeniem". Nie ma nic gorszego jak samotność. No ale od
pół roku mieszka u mnie moja mama. Nie mieszkałyśmy ze sobą 6 lat i znów
wszystko zaczęło się od początku. Ona znów podejmuje za mnie wszystkie
decyzje a że jest w złym stanie psychicznym ja się na wszystko godzę żeby jej
nie zdenerować- a ja mam już 30 lat. Wiem, że nie powinnam, bo czasami
uruchamiam swój mózg - pisać ani dzwonić do tego mojego byłego chłopaka. Ale
ja tu mam tylko jego. Potrzebuję czasami rozmowy - i jak kretynka błagam go
choć o minutę zaiteresowania. A on pewnie ma już mnie dość. Nie chce tego
robić ale robię. Zaczęłam nową pracę. I od razu mój kierownik zaczął się do
mnie dostawiać. Nie pozwoliłam oczywiście zrobić sobie krzywdy ale nie
powiedziałam o tym nikomu. Mój kierownik teraz mnie szmaci. Choc jestem
typowym skorpionem i potrafię krzyknać to jednak o nową pracę trudno. I
wiecie - ja już dłużej poprostu nie chcę żyć. Nie chcę iść nawet do
psychologa - mam dość leków i mądrości, których poprostu nie potrafie albo
juz nie chcę wdrażać w życie bo niby dla kogo?. A poza tym wszystko tyle
koszuje i skąd na to wszystko brać pieniądze?. Zawsze sobie myślałam, że
muszę coś w życiu zrobić, że mam jakąś rolę odegrać- bo wkońcu tyle razy mnie
ratowali. Ale już jestem zmęczona tym ciągłym pilnowaniem mamy, alkoholem,
samotnością, cholerną samotnościa i byciu doskonałą, najlepszą we wszystkim.
A poza tym ja sama z sobą nie mogę wytrzymać. Ja nawet już zatraciłam siebie,
ja juz nie wiem czego JA chcę i myślę, czy to ja czy to świetna aktorka,
która mówi i robi to czego od niej inni oczekują. Zaczęłam znów zbierać
tabletki- świadomie. Już poprostu chcę odejść. Wiem, że to źle wpłynie na
wszystkich ale raz chcę pomyśleć tylko o sobie i zrobić to właśnie dla
siebie. Potrzebuję odpocząć, zasnąć. Ale się napisałam. Sorry za marudzenie
ale chyba potrzebowałam się wygadać. Życzę wszystkim naprawdę powrotu do
zdrowia i znalezienia szczęścia. Kasia