batykon
27.06.15, 16:53
Szukam rozwiązania swojego problemu i już się poddaję i mam dość całego życia. Z pewnych powodów jestem pewny, że będę samotny do końca życia. To nie jest błędne przekonanie tylko pewność. Problem w tym, że zawsze uważałem miłość za sens życia i w każdej złej chwili pocieszałem się tym, że jeszcze kiedyś będzie dobrze, znajdę kobietę i inne problemy nie mają przy tym takiego znaczenia. Teraz nie mam jak się pocieszyć, a każda myśl jest skojarzona ze smutkiem i ogromną przerażającą pustką związaną z tym, że nie będę miał w życiu tego czego potrzebuję. Mam przed sobą całe życie, a nie umiem znaleźć żadnej motywacji do niego. Czuję raczej, że muszę żyć bo mimo, że nie pchałem się na świat jestem zmuszony coś robić i to są same czynności, których nienawidzę i obowiązki, a jedyną przyjemnością są używki. Nienawidzę świata za to, że to co jest przyjemne i tego pragniemy nie jest dobrem, a to czego powinno się przestrzegać jest strasznie nieprzyjemne i odbiera sens życiu. Poza pragnieniem miłości nie mam żadnego innego, więc wszystko co muszę robić w życiu to dla mnie przymus. Żadna psychoterapia mi nie pomogła, żadna filozofia i coachingi. Wręcz przeciwnie - większość mi zaszkodziła jeszcze bardziej. Chciałbym umrzeć, ale boję się, że po śmierci czeka mnie jakaś zła karma i dalej będę w takiej samej sytuacji. Nawet jeśli nie to nawet nie doświadczę chwili szczęścia, bo całe moje życie to porażka, a po śmierci wcale nie będę się cieszył i nie będę szczęśliwy bo mnie nie będzie :(
Tylko proszę nie pisać, że każdy ma szansę na miłość, związek itd. Zaznaczam, że mam pewność, że to w moim przypadku jest niemożliwe i oczekuję odpowiedzi na mój problem, a nie na negowanie samego problemu, bo wtedy tylko czuję jeszcze gorszą pustkę, bo wiem, że nikt mi nie pomoże i jestem nierozumiany przez resztę.