jablonicha
27.01.17, 12:23
Mam nadzieję zagościć to na długo. Mam nadzieję że mnie wesprzecie w układaniu mojego świata z chorym synem. Nie wiem od czego zacząć, tych ważnych wydarzeń było tak wiele, że musiałabym napisać książkę. To może od mojego problemu. Nie wiem co myśleć, jak się zachować, co robić i jak to sobie poukładać. Mam w sobie miłość i mega oddalenie. Złość i litość. Nadal nie przyjęłam diagnozy jako prawdy.
Syn ma 20 lat. Jako małe dziecko bardzo chorował, kasłał całymi miesiącami, wymiotował i dusił się. W wieku 4 lat powiedział pierwszy raz że nie chce żyć. Potem było moje odejście od męża, z powodów dużo bardziej zasadniczych niż niezgodność charakterów. Maż najprawdopodobniej był chory jak syn.
Podstawówkę syn zaczął w innej miejscowości. Uczył się bardzo dobrze, nie stwarzał innych problemów niż te które są w tym wieku. Jednak od małego miał w sobie coś, co prowokowało innych ludzi. Nie był lubiany ani przez dzieci ani dorosłych. Mąż początkowo troszkę ich odwiedzał ( mam jeszcze 22 letnią córkę), potem olał zupełnie ( nigdy nie płacił alimentów, nie odwiedzał). Pod koniec podstawówki zmieniliśmy mieszkanie na bardzo duże, zamieszkaliśmy z moją matką i moim nowym partnerem. Syn dostał swój pokój ( dotąd miał z córką- ja spałam z nimi). Gdy syn poszedł do gimnazjum, był troszkę grubawy. W I klasie pojechał do sanatorium i nie widziałam go 6 tygodni. Wrócił szczupły i zakochany:)) Nauka szła mu coraz gorzej. W zasadzie ledwo zdawał. Zaczęły się drobne problemy wychowawcze.
Ledwo dostał się do Technikum. Mając 16 lat zaszedł w ciążę z 14 letnią dziewczyną z którą był już dwa lata. Urodziła się wnusia. Syn nawet na nią nie spojrzał i dotąd nie zwraca na nią uwagi. Wszystkim wokół powtarza że to nie jego dziecko. Może za bardzo chciałam im ułatwić tą trudną sytuację? Wspierałam jak mogłam. W szkole średniej, po urodzeniu małej była już równia pochyła. Już wcześniej syn miał objawy somatyczne ( bóle zębów, duszności, zawroty głowy, silne bóle głowy, mdłości). Diagnozowany dwukrotnie w szpitalu- zdrowy. Pod koniec drugiej klasy napisał mi wiadomość że ma myśli samobójcze. Zawiozłam do do szpitala psychiatrycznego. Diagnoza: osobowość schizoidalna i depresja. Nie uwierzyłam. Po przeczytaniu co zacz, stwierdziłam że ja i moja córa mamy to samo:))
Poszedł do psychiatry, dostał leki po których czuł się bardzo źle. Potem poszedł do terapeuty, który zalecił terapię rodzinną. Tym sposobem trafił do szkoły z bursą terapeutyczną. Oblał III klasę. Trafił do II liceum. Wywalili go po 2 miesiącach. Pomijając fakt że do szkoły prawie nie chodził, bo nie o to poszło- poznał tam dziewczynę. A wszelkie związki są tam zabronione. I od tego czasu jest w domu. Nie pracuje, nie uczy się.
Nie umiem tego poskładać. Widzę jego cwaniactwo. Widzę jego bezsilność. Nie umiem tego poskładać. Nie wiem co mam dalej robić. Jakie stawiać mu wymagania. Jak go traktować? Co z jego przyszłością. Bardzo mało tu powiedziałam o wielu rzeczach, mam nadzieję że pytania pozwolą mi wyjaśnić. Zwyczajnie się pogubiłam w tym wszystkim. Dodam że w chwili obecnej na depresję leczymy się całą trójką. Córka która jest na studiach w innym kraju, ja- pracująca na dwa etaty i mój syn.