antonina.sk
10.02.18, 05:52
Kochani, proszę o wsparcie. Od siedmiu lat cierpię na depresję z zaburzeniami lękowymi, ciągle się leczę. Obecnie mój Tata umiera na raka. Zamknął firmę, patrzy w sufit, nie ma z nim kontaktu zbyt wiele. Jest jednak leczony, trzymam kciuki, że wyzdrowieje. Byłam przez prawie rok w związku z Kimś, kogo szczerze kochałam. Ktoś jednak, w czasie mojego dużego epizodu depresyjnego, polubił samotne nocne wyjścia na alkohol ze znajomymi/koleżankami. Sama go namawiałam, by żył "normalnie", bo bycie w depre ze mną nic nie da. Wychodził częściej, nie raz nie było żadnego kontaktu z nim, budziłam się o piątej w pustym łóżku a w telefonie głucha cisza. Wczoraj (czwartek) wyszedł znów, ja też się umówiłam zdenerwowana z kolegami (wiedział z kim i gdzie). Zrobiłam głupią rzecz, bo pijana napisałam mu "ru... się z koleżankami", ale przeprosiłam, żałowałam tego. Po prostu brak mi było sił, że znów wychodzi, tym więcej, że wie o Tacie, byłam świeżo po konsultacji w Warszawie gdzie usłyszałam, że nie wiadomo czy Tata w ogóle przeżyje leczenie. Dziś zerwaliśmy. Wrócił do mieszkania, przerażająco chłodno pakował rzeczy bez słowa. Ja wyłam (niestety słyszał, bo był pod drzwiami), wymiotowałam, trzęsłam się tak, że nie mogłam palić, dzwoniłam po ludziach, by przyszedł ktokolwiek do mnie JUŻ, bo się zabiję. Wypłakałam mu w końcu: ROZMAWIAJ!, na co powiedział tylko, że rozstaje się ze mną na zawsze, że ma mnie dość, ciągle chodzę smutna (wiedział od pierwszego dnia znajomości o depresji plus był ze mną w szpitalu psychiatrycznym), nie pozwalam mu na nic i zabraniam (który facet będący w związku kolejny raz wychodzi pić na noc jak singiel? Kiedyś zrobił się tak alkoholem i ziołem, że zasnął w wannie pełnej wody), że jestem toksyczna i coś tam, w każdym razie moja wina i KRZYCZAŁ na mnie. Gdy prosiłam, by podał choć jeden argument, w czym zawiniłam, umiał wskazać tylko na tamtą wiadomość po pijaku. Cóż, przyznam się, że weszłam na jego fb by przynajmniej się dowiedzieć co miało miejsce w nocy, i zobaczyłam, że napisał do swoich koleżanek że to on ze mną zerwał, bo miał dość toksyn (ja zainicjowałam rozstanie) i się cieszy, że będzie sam. Serce mi pękło. Potem wrócił, bo zapomniał jednej rzeczy, to powiedział, że mnie kocha i byśmy się spotkali, gdy wróci do miasta. Nie wiem co mam robić, jestem przerażona, ciągle ktoś u mnie jest bo boję się, że targnę się na swoje życie. Jestem na 25mg Relanium, hydroksyzynie i estazolamie i NADAL NIE ŚPIĘ. Nie wiem, nie wiem, proszę, jakiekolwiek słowo. Nie znam tego forum, znalazłam je, gdy szukałam informacji czy mogę jeszcze coś zażyć do tego "miksu", by wreszcie zasnąć, ale: jeśli bywają tu "trolle", błagam o nieudzielanie się, nie udźwignę, nie dam rady, nie kosztem czyjegoś zdrowia lub życia, proszę. Powiedzcie mi cokolwiek, wszystko mi spadło na głowę, czuję się całkiem samotna, poniżona, zbrukana i dobija mnie to, iż on się wybiela w oczach innych i robi z siebie cierpiętnika (chyba jest przekonany, że to on jest tutaj osobą zranioną), kiedy naprawdę, przysięgam, nie dawałam mu żadnych powodów, nie okłamałam go nigdy, wszyscy wiedzieli jak go kocham i że jest dla mnie wszystkim. Proszę, powiedzcie, mówcie, cokolwiek, bądźcie, bądźcie, bądźcie...