pani_tau
13.05.18, 10:34
Życie męczy mnie odkąd sięgnę pamięcią, (a jestem grubo po czterdziestce) stany depresyjne są jego stałym elementem składowym. Od ponad dwudziestu lat peregrynuję po gabinetach specjalistów - nie zanotowałam żadnej poprawy.
I mam dość.
W takiej sytuacji, nie mając żadnych zobowiązań wobec otoczenia (ale to naprawdę żadnych - brak najbliższej rodziny, przyjaciół, nawet znajomych) uważam, że powinnam mieć prawo do poddania się eutanazji. Chcę odejść spokojnie, pod opieką specjalistów, bez bólu i lęku, że nie uda mi się samej zakończyć życia i w konsekwencji obudzę się np. sparaliżowana albo poważnie okaleczona w wyniku czego nie mogłabym podjąć kolejnej próby.
To jedyne marzenie, jakie mam...