sniegi
07.12.04, 09:16
Witam,
wlasciwie nie wiem co mam dalej robic. Najchętniej bym zniknął, ale mysli
takie staram sie sila rozumu odsunac od siebie.
Od dłuższego czasu biorę Effectin. Chyba dwa lata temu, po kilku nieudanych
lekach (także ich cena powodowała, ze zle sie po nich czulem) zostalem przy
effectinie 75mg. Psychiatra ograniczal sie do wypisania recepty, rady w
stylu "znajdź sobie fajną dziewuszkę". Prawie rok temu zmienilem psychiatre
na innego. Dawka zwiększona do 150mg. początkowo bylo jakby lepiej- ale
pewnie trochę dlatego, ze bardzo chcialem zeby bylo lepiej. Po kilku
miesącach wszystko znowu zaczelo opadac. W miedzyczasie, za rada ostatniech
psychiatry zapisalem sie na psychoterapie. Chodzę na indywidualne spotkania
regularnie raz w tygodniu.
Z punktu widzenia dnia dzisiejszego, nic sie nie zmieniło. Psychoterapia
przypomina bardziej latanie tonącego okretu. Jestem zmęczony oddychaniem i
ścieraniem się z kolejnym dniem. Chciałbym zniknąć i mieć wreszcie spokój-
przynajmniej z tym co mam teraz. Równoczesnie udaje mi sie coddziennie
chodzić do pracy. Czasami, jak baron Munchausen, sam wyciagam sie za wlosy i
ide spróbować zrobić sobie jakąś przyjemność, albo próbuje załatwić coś
nieprzyjemnego, przed czym chcialbym najchętniej uciec. Tak więc z zewnatrz
wygląda to nei tak, źle jak to jest na prawdę...
Co dalej mam robić? Psychoterapeucie, psychiatrze, mówię że jest źle. Mówię
też, że ze strony najblższych jest presja na to, by było dobrze. W końcu
chodzę na spotkania, biorę leki... a efektów nie widać, więc chcą bym zmienił
lekarzy, zmienił leki, coś zrobił... Trudno mi im wytłumaczyć, ze nawet
trudno mi jest sie zmobilizować i np. zadzwonić i umówić się do nowego
psychiatry.
Do tego wszystkiego dochodzi stres związany z ekonomiczną stroną tej choroby.
Każde działanie bedzie powodowało kolejne wydatki, wymagało kolejnych
nakładów. Jestem zmęczony tą nieustanną walką...
idę walczyć dalej.