fresones
14.12.04, 21:04
Witam
Nazywam się Marek mam 19 lat. Powiem wprost mam problemy z którymi wg mnie
nie potrafię już sobie radzić. Moim problemem są rodzice a raczej to jak oni
mnie traktują , mnie i moją dziewczynę. Zacznę od mojej dziewczyny Marzeny.
Monika ma 21 lat czyli jest odemnie starsza o 2 lata. Oboje jesteśmy
przekonani o tym że to jest właśnie ten związek, że jesteśmy dla siebie
stworzeni, oboje również przeżyliśmy rozczarowania w poprzednich związkach.
Moi rodzice uważają że Marzena na mnie źle wpływa, uważają tak dlatego że nie
jestem już ich "dzieckiem" chodzi mi tutaj o traktowanie mnie jak dziecko że
matka ciągle szuka mi w rzeczach kontroluje mnie na każdym kroku , "szpera" w
notatkach szkolnych portfelu itd itp. W domu czuję się podle , nawet nie mam
się do kogo odezwać bo w sumie do kogo jak jestem jedynakiem. Ojciec jak co
to leży i patrzy na TV a matka też z nim tam jest , a ja w tym czasie siedzę
w pokoju u siebie. Teraz to już jest o tyle lepiej że mam monitor. Matka mi
zabierała monitor abym nie siedział na komputerze, teraz mi zabrała komórkę
bo niby rachunek za duży przyszedł. Ogólnie jest tak że naprawdę powoli nie
mam jak się kontaktować z Marzeną . Ani SMSem ani przez GG ani przez rozmowę
telefoniczną. Jak rozmawiam przez tel. domowy to wchodzi ( wpada ) do pokoju
i wypytuje się gdzie dzwonię.
Jestem osobą która nie pije nie pali nie bierze narkotyków wracam zawsze o
normalnych porach , dla innych to są pory aż za normalne bo już około godz.
18 jestem w domu. Czasami jest tak że nic nie zrobiłem przyszedłem tak jak
zawsze i jest kłutnia. Dzięki Marzenie nie jestem już taki że jak ojciec
mnie "opieprza" to nie stoję z zamkniętymi ustami i nic nie mówię , dzięki
niej potrafię się bronić, potrafię bronić swego zdania , walczyć o swoje ,
czego "rodzice" mnie nigdy wcześniej nie nauczyli. Ojciec oczywiście wyzywa
mnie od wszystkich najgorszych na Marzenę również sypie jakieś przekleństwa
pomimo tego że jej nie zna. Nie rozumiem tego jak po 8 miesiącach nie można
zaakceptować dziewczyny ? ? ?
On jej nie zna , a było tyle sytuacji aby ją poznał ale on nie lepiej leżeć i
nic nie robić!
Podczas takiej wymiany zdań z "ojcem" w którymś momencie dostaję od niego w
głowę. Czy tak się zachowuje "ojciec" ? , czy tylko krzykiem można wszystko
zdobyć ?
Jedyną bliską mi osobą jest Marzena poza nią nie mam nikogo dosłownie nikogo
żadnego przyjaciela nic.
Zawsze po takim czymś moje poczucie wartości się drastycznie obniża , czuję
się wtedy podle jak zero. Miewam myśli samobójcze lecz jedyne co mnie
powstrzymuje to fakt że nie chcę zrobić przykrości Marzenie bo ona na to nie
zasługuje.
Często jest tak że muszę okłamywać "rodziców" aby wogóle gdzieś wyjść z domu.
Marzena pomimo 8 miesięcy poznała mnie bardzo dobrze przed sobą nie mamy
żadnych tajemnic , mówimy sobie wszystko tak jak jest.
Boję się takiego życia w takim domu w jakim jestem teraz. Dążę do tego aby
jak najszybciej się wyprowadzić stąd ponieważ ja nie chcę takiego życia, nikt
by nie chciał. Gdybym tylko miał gdzie się podziać...
Często odczuwam potrzebę rozmowy z kimś bliskim i dosyć często dzwoniłem do
Marzeny pomimo że widzieliśmy się przykładowo przez 3 godziny, mam taką
wewnętrzną tęsknotę potrzebę miłości ciepła , tego czego nie miałem jak byłem
mały.
Zawsze od początku słuchałem na każdym kroku "rodziców" w niczym się nie
sprzeciwiałem i teraz widzę dopiero że to był mój błąd, takie
podporządkowywanie się we wszystkim. Oni nawet mi ubrania kupują takie jakie
oni chcą, to co mi się podoba to nie ważne. Dodam że jestem normalnym facetem
i podobają mi się normalne ciuchy a nie jakieś typowo młodzieżowe.
Jak widzę to co się dzieje obok jak tzw."dzisiejsza młodzież" wyprawia to się
zastanawiam niech oni spojrzą na nich a niech się mnie nie czepiają za
przeproszeniem.
Aby mieć jakiś kontakt z Marzeną to jak ona ma do szkoły zajęcia na godz. 7
powiedzmy a ja na 9 przykładowo to ja wstaję rano wcześniej ubieram się i
jadę do niej i dopiero potem jadę z nią do szkoły i to z takim wyprzedzeniem
aby mieć min. 30 minut na porozmawianie ze sobą. po szkole też się widzimy
jadę z nią razem do domu i potem ja jadę do swojego "domu" i po obiedzie
znowu się widzimy a o 18 jak już każde z nas jest w swoich domach to ja
tęsknię za nią.
Miewam napady smutku bo ta sytuacja którą mam w domu mnie przerasta. Przez to
jak "ojciec" mnie wyzwał to się do niego nie odzywam już ponad tydzień. Matka
się pytała : ojciec ma się do ciebie pierwszy odezwać ? a ja na to : czekam
na przeprosiny z jego strony a ona na to : beszczelny jesteś!.
Dodam że w ostatniej kłutni nie wytrzymałem i powiedziałem im że mam ich w
du**e. Poprostu nie wytrzymałem tego wszystkiego. Ja osobiście nie czuję się
urażony bo ja się już do tego przyzwyczaiłem że on się ze mnie naśmiewa i że
przeklina na mnie jaki to ja jestem , chcę aby przeprosił Marzenę bo to ona
niesłusznie obrywa, a ja zawsze ją bronię i będę bronił.
Chcę aby powiedział normalne przepraszam , czy to tak wiele ?? wyrażenie
skruchy to wiele ?
Dodam że zamierzam wziąć ślub z Marzeną tylko raczej napewno nie mam co
liczyć na "rodziców" Jedno jest pewne Marzena jest tą kobietą na którą
czekałem całe życie.
Proszę poradźcie mi coś nie chcę tak żyć.