Dodaj do ulubionych

Do Lucyny n!!!

03.03.05, 13:28
Droga Lucyno co byś doradziła lub jak bys oceniła postawe męża ktory po 7
latach małż. idzie z panienką ... która jak się potem okazuje niewiele znaczy
dla niego i nie przeprasza ani nie kupuje nawet 1 róży żonie
a ona walczy o ten zwązek upokarzając sie
odpisz prosze
Obserwuj wątek
    • sailor85 Re: Do Lucyny n!!! 03.03.05, 13:39
      No nie jestem lucyna ale powiem Ci ze ja tez jestem facet tez zranilem kobiete
      moze nie zone i nie po 7 latach ale z osoba ktora dla mnie nic nie znaczy to
      jest jak bys kupila piwo i wylala je do zlewu ... bez milosci nie ma nic nie ma
      prawdziwego uczucia nie ma zabawy ... ja zaluje ze to zrobilem mimmo ze nie
      pokazuje tego dziewczynie ale bardzo mi glupio ale nie czulem sie winny
      poniewaz nie czulem to za cos zlego ... mimo ze bylo zle ale bez uczucia ...
      nie wiem jak to wytlumaczyc ... tego sie nie da ... chyba !!! Facet potrafi
      miec kobiete do kochania i kochanke do sexu i nie bedzie widzal w tym nic
      zlego ... to strasznie pokrecone ale zdaza sie najlepszym popelnic blad tylko
      ze nie kazdy sie przyzna dlatego ze moze dostac negatywna odpowiedz :( tego ja
      sie boje wole udawac ze mi to jest obojetne niz upokozyc sie i rozczaarowac :(
      • lucyna_n Re: Do Lucyny n!!! 03.03.05, 13:43
        nonono Ty sie za bardzo nie rozpedzaj z ta kobieta do kochania i kochanka do sexu, nie o to mi
        chodzilo.
        A ja myslalam ze mam do czynienia z romantykiem ktory sie zapomnial, a tu z Ciebie jakis kawal drania
        wylazi;)
        • sailor85 Re: Do Lucyny n!!! 03.03.05, 13:47
          To z tym do sexu i kochania slyszalem od pewnej pani sexuolog dlatego tak mi
          sie skojarzylo ... moja bajka to inna para butow !!!! Nie wiem czemu to
          zrobilem moze dla tego ze przestalem juz obdarzac moja kobiete szacunkiem ...
          moze cos innego wszyscy teraz na mnie psy wieszaja jej kolega tez ... nie wie
          co bylo miedzy nami a ocenia mnie po jednej nocy a ja takich nocy mialem z moja
          kobieta setki ... i chcial bym jeszcze kolejne 1000
          • lucyna_n Re: Do Lucyny n!!! 03.03.05, 13:52
            a ja tam juz nie wnikam czemu, zdrada jest i chyba zawsze byla tak powszechna i nie mysl sobie ze
            tylko faceci maja monopol na chwileczke zapomnienia i maly niezobowiazujacy romansik.
            To chyba od zawsze tak bylo, ale to nie powod zeby troche nie powalczyc o staly , trwaly zwiazek, bez
            skokow na boki. Prawdziwa milosc haruje sie nie w sielance bez klopotow, trzymaniu sie za raczki i
            jedzeniu sobie z dziubków, ale wlasnie w ciezkich chwilach.
      • lucyna_n Re: Do Lucyny n!!! 03.03.05, 14:28
        sailor85 napisał:

        > No nie jestem lucyna ale powiem Ci ze ja tez jestem facet


        haha, tego nie zauwazylam:)))))

        no tak, widać iscie po męsku traktuje sprawy sercowe
        • aneta10ta Re: Do Lucyny n!!! 03.03.05, 18:37
          lucyna_n napisała:

          > no tak, widać iscie po męsku traktuje sprawy sercowe
          Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia...
    • lucyna_n Re: Do Lucyny n!!! 03.03.05, 13:41
      jak facet nie przeprasza i mu nie zalezy to jest zupelnie inna bajka,
      upokarzanie zarowno siebie jak i kogos jest zawsze złe.

      dlaczego akurat mnie prosisz o ocene?
      • libra72 Re: Do Lucyny n!!! 03.03.05, 14:31
        CZasem to upokorzenie i inny punkt widzenia dopiero dostrzega sie po pewnym
        czasie!
        gorzej jak to potem on chce a ona już nie ma ochoty
        w takich sprawach czas działa czasem na niekorzyść!
        • lucyna_n Re: Do Lucyny n!!! 03.03.05, 14:54
          to bardzo mozliwe,
          ja to raczej jestem w moim zwiazku ta bardziej rogata dusza, ale widzialam jak przez wiele lat moja
          mama starala sie za wszelka cene zatrzymac przy sobie męża. Upo(a)karzala sie sama i byla
          upokarzana, nic to nie dalo i tak w koncu odszedl, po 20 latach nieudaneg malzenstwa dopiero
          przejrzala na oczy, teraz zaluje ze tak zmarnowala swoje najlepsze lata na czlowieka ktory nie byl tego
          wart.
          Puszczala plazem zdrady i to nie jakies jednorazowe chwile zapomnienia, ale regularne oszustwo,
          trwajace latami, znosila obelgi i ciagle krytykowanie wszystkiego, znecanie sie psychiczne nad nia i
          nad dziecmi (niekochane wpadki), nie chce nawet o tym pisac.
          Efekt jest taki ze wszyscy oprocz winowajcy "pokutuja" teraz za to wszystko, psychika takze moja nie
          wytrzymala wieloletniej presji.
          Tylko ze tam z jego strony nie bylo milosci, nie bylo checi naprawienia czegokolwiek, nie bylo
          szacunku. Nie bylo nic coby rokowalo.
          W takich przypadkach czas rzeczywiscie dziala na niekorzysc.
          Temat jest trudny i bolesny, zwlaszcza jak przerabia sie go na wlasnej skorze, ale chyba nie mozan
          kazdego zdradzacza jedna miarka mierzyc i przekreslac szczesliwego zwiazku z zasady bo byla zdrada.
          Nie ma dwoch takich samych ludzi, nie ma dwoch takich samych zwiazkow, wszystko trzeba
          indywidualnie rozstrzygac, i nie ma szablonu, zadnego algorytmu zeby wiedziec na pewno ze nasze
          decyzje okaza sie w przyszlosci wlasciwe albo bledne. Dlatego tak sie ludzie z ta miloscia szarpia.
          Trzeba sobie rozwazyc , sprobowac na chwile pominac emocje i zastanowic sie tak troche z boku,
          wtedy czasem uda sie zobaczyc.
          pozdrawiam

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka