Dodaj do ulubionych

depresja a unikanie ludzi

IP: *.mol.uj.edu.pl 31.03.01, 14:41
mam ciezka depresje, najbardziej dokucza mi w pewnych chwilach otoczenie,
jestem przewrazliwiony np mieszkam z 4 innymi osobami (studentami), nawet ich
ciche rozmowy powoduja ze sie dekoncentruje, z niektorymi ludzmi przestalem
rozmawiac w ogole,czuje sie z tym bardzo nieswobodnie. w duzej grupie tez mie
wszystko drazni,wole sie spotkac z jedna osoba kilka juz naprawde mnie
denerwuje.. czasami rowniez czuje w pewnych sytuacjach presje grupy.
czy jest na to jakas rada?
Obserwuj wątek
    • Gość: Magg Re: depresja a unikanie ludzi IP: 62.21.18.210, 62.21.99.* 01.04.01, 09:55
      Kiedy zauwazyles, ze drazni ciebie otoczenie? Czy tak bylo od zawsze czy od
      pewnego czasu?.
      Pozdrawiam
      Magg
      • Gość: tadek Re: depresja a unikanie ludzi IP: *.mol.uj.edu.pl 01.04.01, 11:47
        Gość portalu: Magg napisał(a):

        > Kiedy zauwazyles, ze drazni ciebie otoczenie? Czy tak bylo od zawsze czy od
        > pewnego czasu?.
        > Pozdrawiam
        > Magg

        mysle ze od kilku lat. po prostu czasami jest tak ze obecnosc kogos zle na mnie
        wplywa nie pozwala mi dzialac.
      • Gość: tadek Re: depresja a unikanie ludzi IP: 149.156.87.* 01.04.01, 11:47
        Gość portalu: Magg napisał(a):

        > Kiedy zauwazyles, ze drazni ciebie otoczenie? Czy tak bylo od zawsze czy od
        > pewnego czasu?.
        > Pozdrawiam
        > Magg

        mysle ze od kilku lat. po prostu czasami jest tak ze obecnosc kogos zle na mnie
        wplywa nie pozwala mi dzialac.
        • Gość: Magg Re IP: 62.21.18.210, 62.21.99.* 01.04.01, 17:37
          Jezeli jest taka mozliwosc to chyba najlepszym rozwiazaniem byloby znalezienie
          sobie prywatnej kwatery. A moze po prostu nie umiesz "zadbac" o swoj spokoj
          wewnetrzny. Moze powinienes porozmawiac ze wspoltowarzyszami, ze chcialbys miec
          troche spokoju i zeby uszanowali twoja prosbe. Trudno mi sie wypowiadac na ten
          temat bo studiujac nie dziele pokoju z innymi osobami. Mysle, ze powinenes z
          nimi pogadac, bo skad maja wiedziec ze Ciebie to wkurza.
          Pozdrawiam
          Magg
    • Gość: zofia Re: depresja a unikanie ludzi IP: *.clmba1.mo.home.com 04.04.01, 00:36
      jak przebywam z kims zbyt dlugo to po prostu jestem fizycznie i psychicznie
      osoba zmeczona. musze sie zregenerowac. jestes bohaterem ze mieszkasz z 4
      osobami i to obcymi. wystarczajaco trudo jest w rodzinie. moja corka jest
      studentka i poprostu sie uczy w biblotece . rzadko bywa w mieszkaniu ktore
      dzieli z kolezanka. powodzenia. podraznienie moze byc poczatkiem rowniez
      nerwicy ? sa swietne tabletki ziolowe w aptece zwane "tabletki uspakajajace"
      moze chcialbys spytac lekarza czy mozesz to sprobowac. mnie to pomaga w stanach
      nerwowego wyczerpania. powodzenia
      • Gość: wojtek Re: depresja a unikanie ludzi IP: *.punkt.pl 18.04.01, 17:49
        Myślę iż rzeczywiście dobrze jest się trochę odsunąć na `bok` i uspokoić
        odrobinę skołatane nerwy i myśli.A potem?Spokój tulko i wyłącznie.Permisja na
        to co dzieje się do okoła Ciebie.Wcięcie się ponownie w tryby rzeczywistości i
        o dziwo,w odpowiednim momencie usunięcie się ponownie na bok ,tak,by nie
        stracić kontroli nad sobą.Życzę powodzenia i serdecznie pozdrawiam.
        Wojtek Michalski(w_michalski@wp.pl)
    • Gość: Krzysiek Re: depresja a unikanie ludzi IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.01, 00:59
      Mialem to samo. Mozesz sprobowac paru sposobow.
      1. Wyprowadzic sie z akademika na pol roku i zobaczyc jaki bedzie efekt
      (kosztowne rozwiazanie pewnie, ale bedziesz znal odpowiedz). Jezeli sie nie
      poprawi Twoj stan, to znaczy, ze ze zdrowiem cos jest nie tak i wtedy zglos sie
      do psychiatry. Jezeli sie poprawi, odpowiedz jest prosta, jestes typem
      samotnika i nie mozesz mieszkac z 4ma osobami (szczerze powiedziawszy nawet
      zdrowy czlowiek ma pewnie problemy z zaaklimatyzowaniem sie w takich warunkach.
      2. Zglos sie po konsultacje do lekarza juz teraz. To duzo nie kosztuje, a
      bedziesz znal odpowiedz po krotkim wywiadzie.
      • Gość: tadek Re: depresja a unikanie ludzi IP: *.mol.uj.edu.pl 04.04.01, 13:52
        zglosilem sie do lekarza nawet biore leki. Widzisz
        problem polega na tym ze to naprawde sa drobiazgowe
        sprawy. Mnie denerwuje to ze oni wychodza do lazienki,
        ich ciche rozmowy itp. Glupio nawet o tym rozmawiac. a
        co do samotnika to w stu procentach nim jestem.
        • Gość: in Re: depresja a unikanie ludzi IP: *.pressmedia.com.pl 05.04.01, 19:30
          Jestem typem samotnika (test psychologiczny potwierdził 100% introwertyzmu),
          nie wiem, czy to co przeżywłem w młodości to była depresja, ale te klimaty z
          myślami samobójczymi włącznie. Co pomogło? Zarabianie pieniędzy, oczywiście z
          początku to było mikroskopijne stypendium, korepetycje, dziś praca. Wymagało to
          (i wymaga nadal), kontaktów z ludźmi, które radości mi nie przynosiły, ale
          wszystko było podporządkowane jednej myśli: jak zarobię, to wybuduję dom na
          odludziu i będę tam mieszkać do końca życia, wtedy sobie to wszystko odbiję,
          całymi latami nie będę się do nikogo odzywać itd. Dalej tak myślę i ciułam
          grosz do grosza, wyciułam może za 20 lat ten dom, a może wcale, ale taka myśl,
          że teraz to tylko etap przejściowy, który się skończy, pozwala mi na
          złagodzenie stresu, że robię coś co niespecjalnie lubię. Wiem, że muszę, bo to
          przynosi zawsze jakiś tam zysk, który później sprawi, że więcej musieć nie
          będę. Można to nazwać ucieczką w fantazję, ale pieniążki na lokacie jednak
          procentują, wyliczam sobie ile tego przyrostu przypada na godzinę, minutę,
          sekundę. Pomaga. Ty studiujesz, może tobie też pomoże podobna myśl - cierpię,
          ale robię to po to, aby zarobić i w przyszłości nie cierpieć.
          • Gość: Budda Do in IP: 129.93.25.* 05.04.01, 19:48
            Obawiam sie, jak juz bedziesz "in" do nastepnego dnia
            bedziesz "out". Drogi in, oszukujesz sie. Nie ucieczka
            od ludzi, ale bycie z nimi, nie zamykanie sie , ale
            otwarcie do ludzi, do zycia. Nad tym pracuj, a wtedy
            kazdy napotkany czlowiek otworzy Ci drzwi do swojego
            domu. To co Ty budujesz, to zamczysko, gdzie nie bedzie
            usmiechu dziecka, odglosu kogos ukochanego...
            Przemysl to jeszcze raz, in.
            Budda.
            • Gość: in Re: Do in IP: 195.117.30.* 06.04.01, 18:14
              Gość portalu: Budda napisał(a):

              > Nie ucieczka od ludzi, ale bycie z nimi, nie zamykanie sie , ale
              > otwarcie do ludzi, do zycia. Nad tym pracuj... To co Ty budujesz, to zamczysko,
              gdzie nie bedzie
              > usmiechu dziecka, odglosu kogos ukochanego...
              > Przemysl to jeszcze raz, in.

              Drogi Buddo, właśnie na tym polega sprawa, że to co Ciebie przeraża jest dla mnie
              czymś normalnym i pożądanym. Uśmiech dziecka tudzież znacznie częstszy jego
              wrzask nie jest dla mnie wartością, dla której warto się męczyć przez całe życie
              i udawać, że z ludźmi mi dobrze skoro dobrze nie jest. Żadnej wartości nie
              stanowi dla mnie fakt, czy napotkany człowiek zaprosi mnie do swego domu, co mnie
              obchodzi cudzy dom, będę mieć własny. Zresztą właśnie to co robię teraz to jest
              nic innego jak "praca nad otwarciem...", z tym że ta praca to jak każde aktorstwo
              wymaga wysiłku, chyba normalne, że nie chcę się wysilać dłużej niż to jest
              absolutnie konieczne. Na razie z ludźmi jestem, nie wyglądam na żadnego dewianta,
              udawanie i wyuczone schematy działają, jak przestaną mi być konieczne, to
              zostawię to wszystko bez żalu, internet jako połączenie ze światem absolutnie mi
              do szczęścia wystarczy.
              • Gość: zofia Re: Do in IP: 198.209.97.* 18.04.01, 19:45
                zo zrobisz jak ci wylacza permanetnie prad?
                • Gość: in Re: Do in IP: *.pressmedia.com.pl 23.04.01, 14:23
                  Wyjście 1. Wyłączenia prądu nie trwają wiecznie, można przeczekać i np. słuchać
                  radia na baterie.
                  Wyjście 2. Mieć w zapasie zestaw akumulatorów, który pozwoli na korzystanie z
                  prądu np. dwa dni podczas dłuższej przerwy, a w trakcie normalnych dostaw niech
                  się te akumulatory ładują.
                  Wyjście 3. Skonstruować sobie przydomową elektrownię wiatrową lub wodną,
                  baterie słoneczne, choć nie są to źródła wydajne mogą być dobre "na wszelki
                  wypadek" lub do podładowania akumulatorów z punktu 2.

          • tycjana. Re: in 05.04.01, 20:01
            maluje to sie niewesolo, ale krzywdy tym nikomu nie robisz, wiec jesli tak na
            pewno chcesz...Ja tez nie lubie zbyt glosnych przyjec, ale mam swoje drobne
            przyjemnosci. Czy ciebie nic nie pociaga?
            • Gość: in Re: in IP: 195.117.30.* 06.04.01, 18:30
              tycjana. napisał(a):

              > maluje to sie niewesolo, ale krzywdy tym nikomu nie robisz, wiec jesli tak na
              > pewno chcesz...Ja tez nie lubie zbyt glosnych przyjec, ale mam swoje drobne
              > przyjemnosci. Czy ciebie nic nie pociaga?

              No bez przesady, pociąga mnie wiele rzeczy, tyle, że akurat nie są one związane z
              tzw. "życiem towarzyskim" i w ogole z "byciem z kimś". W swoim domku na odludziu
              może będę fikać koziołki, może będę czytać ksiązki 24godz. na dobę, może będę
              godzinami grzebać w internecie, może będę podglądać świtem ptaki. Ważne że nikt
              nie będzie o tym wiedział, nikt nie będzie patrzył, oceniał, dziwił się (choćby i
              pozytywnie), udzielał mądrych rad i samą swoją obecnością zmuszał mnie do
              najmniejszych choćby ustępstw. Jak obudzę się o pierwszej i zechcę fikać, to będę
              to robić, bo nikt obok nie będzie spał. W tym właśnie rzecz, żeby nikomu krzywdy
              nie robić.
              • Gość: zofia do: IP: 198.209.126.* 06.04.01, 18:47
                to takie smutne. mam wrazenie ze wybrales czekanie na jakies tam wymarzone zycie. moja kolezanka
                tak budowala swoje marzenia jak ty . tylko zycie jej powiedzialo :nie. diagnoza zycia: gosciec. umarla
                w mlodym wieku. cierpienie choroby i zblizajaca sie smierc nauczyly ja cieszeniem sie kazdym
                dniem ktory zostal .
                ja sie nauczylam przy niej . cieszylam sie kazda minuta spedzana z nia. bo nastepnej moglo nie byc.
                jestem w zalobie po niej, cierpie , tesknie za nia ale zarazem jestem wdzieczna ze Bog mi pozwoli ja
                spotkac i cieszyc sie nia przez 6 lat i przekazal mi taka wartosciowa lekcje dzieki jej cierpieniu.
                nic z moich planow zyciowych sie nie ziscilo, oprocz tych nad ktorymi mialam wzgledna kontrole.
                marzenia ? tak mozna marzyc ale nie mozna oczekiwac ze w tym wymarzonym swiecie bedziemy
                szczesliwi jezeli niepotrafimy byc szczesliwi teraz.
                • Gość: in Re: do: IP: *.pressmedia.com.pl 23.04.01, 15:12
                  Ależ trochę nie tak, to co prezentuję to nie mrzonki, tylko jak najbardziej
                  realne plany. Wiem czego potrzebuję i ile to będzie kosztować, niestety sporo,
                  toteż wszystkie swoje działania podporzadkowuję temu celowi. To wcale nie jest
                  pozbawianie się codziennych radości, tylko że mnie co innego sprawia radość -
                  właśnie to, co choć o milimetr przybliża mnie do określonego celu, w tym
                  przypadku zarobienie czy zaoszczędzenie paru złotych jest taką radością, jeżeli
                  kontakt z ludźmi to daje, to da się przeżyć, traktuję to jako pracę, a jeżeli
                  nie daje, to nie mam zamiaru robić czegoś tylko dla samego kontaktu bo tego nie
                  lubię i nie potrzebuję. Chyba jasne. Gdyby mnie dopadła ciężka choroba i będę
                  mieć pewność że planów nie zrealizuję, to wcale nie rzucę się w wir
                  towarzyskich zabaw, nie wyjadę w żadną podróż, nie przepuszczę pieniędzy w
                  lokalach bo tego nienawidzę. Chyba jasne? Ktoś uwielbia dyskoteki ale siedzi i
                  wkuwa, to jest jego praca, żeby mieć wykształcenie i żeby go na więcej dyskotek
                  w przyszłości było stać, ja odwrotnie: nie znoszę ludzi, ale bez minimum
                  kontaktu nie da się zarobić, więc podtrzymuję te kontakty żeby zarobić, bo ten
                  zarobek w przyszłości umożliwi mi odcięcie się całkowite.
                  • Gość: zofia do in IP: *.columbia.k12.mo.us 25.04.01, 20:15
                    trudno mi to zrozumiec ale sie staram. jest wielu ludzi ktorzy sie wybieraja na podroze samotne wokol
                    swiata i ich rowniez nie rozumiem. mam nadzieje ze zrealizujesz swoje marzenia. jezeli sie nie lubi
                    ludzi, to po co u licha byc z nimi prawda? jak sie nie ma motywacji aby sie nauczyc ich lubic , nie ma
                    sie takiej potrzeby to chyba lepiej sie od nich odizolowac i ich nie ranic bo moga zbudowac jakies
                    oczekiwania w stosunku do ciebie ktorych ty nie moglbys spelnic prawda? mam nadzieje ze masz
                    plan B i C gdy plan A nie wypali. po prostu nie chcialabym abys spadl z wysokiego konia.
                    jak myslisz czy potrzeba bycia samotnym zrodzila sie u ciebie z jakis doswiadczen w zyciu czy
                    nauczyles sie tego w domu rodzinnym czy jesze inaczej?
                  • Gość: ella Re: do: in IP: 213.76.108.* 29.04.01, 18:42
                    czesc in. nie jestes odosobniony w tym swoim myśleniu, ja też bardzo długo
                    myślałam jak Budda, że śmiech dziecka, bliska osoba, itd. ale życie boleśnie
                    zweryfikowało te moje utopijne wizje i mrzonki, teraz jestem sama i samotna,
                    wolałabym nie musieć przebywać z innymi, ale niestety jestem uwikłana w ten
                    głupi pościg za forsą i musze z innymi jakoś żyć, ale niechcący pielęgnuje w
                    sobie jakieś poczucie krzywdy i winy. nie widzę sensu, celu i przyszłosci.
                    zazdroszcze ci ,że masz jakiś swój cel. ja chyba już w nic nie wierzę, do
                    niczego nie dążę, więc jeśli jesteś przekonany, że działasz słusznie - nie
                    słuchaj nikogo, słuchaj swojej intuicji. życzę ci zrealizowania twoich
                    pragnień - a gdzieś po drodze niechcący spotkasz na pewno coś, co nada być
                    może inne podłoże dla twoich przedsięwzięć, Twoją miłość życia, czego Ci
                    serdecznie życzę
                    • Gość: ja Re: do: in IP: *.tnt2.phl1.da.uu.net 30.04.01, 04:40
                      A ja się cieszę że umrę. Odciąłem się od ludzi, na ile to możliwe.
                      Kiedyś bardzo mocno się angażowałem. Lecz wszystko się wypaliło
                      i moja wiara w naprawianie świata też. Teraz wiem, że najważniejszy jest rozwój
                      wewnętrzny. Układy międzyludzkie , te zwodowe,bywają tak prymitywne, na
                      poziomach ambicjonalno-idiotycznych, że zraziłem się. Patrzę na ptaki,
                      czytam mistyków, gotuję różne dziwoloągi. Patrzę na ludzi z daleka, z dystansu.
                      Pisuję wiersze do szuflady. Słucham muzykę odlotowo-kojącą, z klimatami
                      które wczarowują w jakąś bliskość ciepła nie stąd.Jestem obok.Już spokojny. Mój
                      lot ikarowy minął. Spadłem. Poniosłem klęskę.Czuję że już przeżyłem swoje życie
                      na ziemi.Teraz dojrzewam, jak jabłko do spadnięcia i użyźnienia. Nie,
                      samobójstwo mnie nie kręci. Wsłuchuję się w sny które stają się coraz
                      realniejsze, coraz bardziej swobodne. Ale ludzie nie chcą dać mi spokoju. Kto
                      wie, może wrócę do społeczeństwa. Jak odetchnę, nabiore sił i niezależności
                      wewnętrznej.
                      Mam także obowiązki, zobowiązania i miłość najprawdziwszą i najzwyklejszą.
                      Ptaki teraz się kochają, walczą o drzewa na gniazda. Wypatrują liści.
                      Niespokojnie się kręcą, kiedy ja obcinam gałęzie. Kiedyś już wydano na mnie
                      wyrok, ale uciekłem śmierci i różnym cerberom. Miłosierdzie Boże czuwa.
                      Dziękuję za chwile wytchnienia, w tym niemożliwym piekle posiadania.
                      Są takie wysepki, chwile wieczności, dla spragnionych.
                    • Gość: zofia Re: do: in IP: *.columbia.k12.mo.us 30.04.01, 21:29
                      ella:......zycie zwerifikowalo moje utopijne wizje i mrzonki, teraz jestem sama i samotna, > wolałabym nie
                      musieć przebywać z innymi, ale niestety jestem uwikłana w ten > głupi pościg za forsą i musze z innymi
                      jakoś żyć, ale niechcący pielęgnuje w > sobie jakieś poczucie krzywdy i winy. nie widzę sensu, celu i
                      przyszłosci. >
                      ellu moje serce jest z toba, ja tez kiedys wyladowalam w rzeczywistosci spod szkalnego klosza wizji
                      swiata ktora stworzylam dla siebie . tylko ze ona kompletnie nie pasowala do rzeczywistosci ktora mnie
                      otaczala. te symptomy ktore wymienilas wskazuja na depresje i wiem rowniez jak trudno jest byc w tym
                      miejscu . sama zachecasz zeby miec nadzieje na znalezienie celu i mysle ze to jest to-nie mozemy
                      rezygnowac ze znalezienia tylko dlatego ze nie mamy go teraz. . kiedy jestesmy w poszukiwaniu siebie i
                      swojej drogi to wydlada bardzo czarno wokol i beznadziejnie ale to nie znaczy ze nie szukamy . mnie
                      bardoz terapia pomogla i zachecam wszystkich ktorzy czuja sie jak ty teraz na terapie . bo coz by bylo ze
                      spoleczenstwa samotnikow? raczej bysmy wymarli. przezyc jest trudno ale mozna sie nauczyc jak z ta
                      rzeczywistoscia sobie poradzic abysmy byli z powrotem szczesliwi. powodzenia


                  • Gość: sabina Re: do: IP: 203.202.90.* 02.05.01, 09:50
                    Mysle, ze to o czym piszesz to nie tyle pozytywne
                    dazenie do samotnosci, co ucieczka przed ludzmi.
                    Piszesz:
                    ”No bez przesady, pociąga mnie wiele rzeczy, tyle, że
                    akurat nie są one związane z
                    tzw. "życiem towarzyskim" i w ogole z "byciem z kimś".
                    W swoim domku na odludziu
                    może będę fikać koziołki, może będę czytać ksiązki
                    24godz. na dobę, może będę
                    godzinami grzebać w internecie, może będę podglądać
                    świtem ptaki. Ważne że nikt
                    nie będzie o tym wiedział, nikt nie będzie patrzył,
                    oceniał, dziwił się (choćby i
                    pozytywnie), udzielał mądrych rad i samą swoją
                    obecnością zmuszał mnie do
                    najmniejszych choćby ustępstw. Jak obudzę się o
                    pierwszej i zechcę fikać, to będę
                    to robić, bo nikt obok nie będzie spał. W tym właśnie
                    rzecz, żeby nikomu krzywdy
                    nie robić. “
                    Wyglada na to ze ty potrzebujesz pracowac nad
                    pozytywna samoocena, nad akceptacja samego siebie, bez
                    potrzeby zwracania uwagi na to czy ktos patrzy,
                    ocenia, udziela rad.
                    Dla mnie jest to zjawisko kulturowe, ze tak bardzo
                    liczymy sie z opinia innych, ze zatruwa nam to
                    codzienna egzystencje.Czesto jestesmy w takim duchu
                    wychowywani. Moja opinia oparta jest na doswiadczeniu.
                    Przed wyjazdem z Polski, ciagla swiadomosc , ze ktos
                    mnie ocenia (niewazne negatywnie, czy pozytywnie)
                    paralizowala cale moje dzialnie. Poza Polska zetknelam
                    sie z innym podejsciem do spraw I zrozumialam, jak
                    wazna jest akceptacja samego siebie. Widze, ze tu
                    ludzi obchodzi glownie zeby zakcentowac, kim sa i co
                    mysla. Nikt nie pyta czy mnie sie to podoba, czy
                    innym. Trzeba przestrzegac norm moralnych, ale jak
                    nam to wychodzi, to juz inna sprawa. I NIKT, NIKT nie
                    ma PRAWA tego oceniac! Inni powinni sie koncentrowac
                    na wlasnych problemach I dopoki ktos o rade nie
                    poprosi to.. dawac ja jest bardzo niegrzeczne!
                    Jesli wiec jestes pod presja tego rodzaju (
                    swiadomy bycia ocenianym), to normalne, ze masz dosyc
                    ludzi. Jest jednak inne wyjscie niz ucieczka od nich.
                    Rozwijanie w sobie przekonania, ze jestes jedyna w
                    swoim rodzaju istota ludzka, probujesz zyc w sposob
                    najlepszy jaki potrafisz a jak juz takie wewnetrzne
                    przekonanie stanie sie czescia ciebie, to oznajmij je
                    calemu swiatu. Powiedz im, ze akceptujesz siebie
                    takim, jakim jestes, I ze traca cenny czas probujac
                    regulowac twoje zycie!

                    No I popatrz, a chcialam uniknac dawania rad!
                    Powiem ci tylko, ze ja mam swoj dom na odludziu, 20
                    hektarow lasu, ptaki, ktore jedza mi z reki, I co?
                    codziennie kombinuje jakby tu kogos zaprosic i
                    podzielic sie czyms,rozmowa, kuchnia. Musze jednak
                    przyznac, ze ta samotnosc pozwolila mi na rozliczenie
                    sie z moimi pretensjami do ludzi i swiata. I mowie
                    teraz tak: Hej, nie lubisz tego, co mowie, robie?
                    A skad wiesz , ze mnie twoja opinia obchodzi!

                    Moze I z Toba in jest troche tak?

                    Pozdrawiam i zycze powodzenia we wszystkim , na co sie
                    zdecydujesz.
                    Sabina

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka