Dodaj do ulubionych

boje sie ze umre ....

IP: *.mas.szczecin.pl 05.04.01, 12:41
jestem zdrowa wyniki ok -a caly zas boje sie ze zaraz umre -ze strachu robi mi
sie slabo mam zawroty glowy... a jeszcze czesciej bez zadnej przyczyny jestem
cala roztrzesiona i nie moge przestac sie trzasc robi mi sie zimno reze
sztywnieja jezyk kolkiem staje .. co mi jest?? a mysl o tym ze zaraz umre stala
sie moja obsesja!!
Obserwuj wątek
    • Gość: Magg Re: boje sie ze umre .... IP: 62.21.18.210, 62.21.99.104, 150.254.173.* 05.04.01, 14:10
      Witaj. Pierwszym pytaniem jaie Tobie zadam brzmi: ile masz lat?. Moze to
      dziwne, ale wiek odgrywa znaczenie w tym jak myslimy o smierci. Kiedy bylam
      nastolatka czesto balam sie smierci.Moze dlatego, ze w tym okresie stracilam
      wiele cennych dla mnie osob. Teraz to sie zmienilo. Mie mowie, ze ja
      akceptuje, nie. Smierc zawsze wywoluje we mnie dreszcz emocji i nie jest dla
      mnie naturalna rzecza, chociaz tutaj mozna polemizowac. Czy smierc jest
      naturalna czy tez nie.
      Drugie pytanko. Czy chodzi Tobie o smierc jako stan folzjologiczny czy po
      prostu o zycie w ktorym wegetujesz. Mysle, ze to ciekawy temat na dyskusje.
      Pozdrawiam
      MAgg
    • Gość: Budda Do aski IP: 129.93.25.* 05.04.01, 15:26
      Witam serdecznie. Aska, od Ciebie zalezec bedzie co zrobisz z tym co Ci napisze.
      Lek przed smiercia jest podstawowym lekiem jaki maja ludzie, nawet jesli
      nie w sposob bezposredni rozumieja to. Lek przed smiercia jest lekiem przed
      utrata tego, z czym sie identyfikuja, czyli z cialem. Polecil bym Ci do
      przemyslenia jedna rzecz, a mianowicie, ze nasz lek przed smiercia jest wprost
      proporcjonalny do NASZEGO ROZUMIENIA, KIM JESTESMY. Jesli uwazasz ze TY to
      twoje cialo i tylko cialo, to smierc zabierajac je, zabiera wszystko czym
      jestes. Jesli jednak, bez wzgledu na system duchowosci, uwazasz, ze Twoje cialo
      jest tylko pojazdem, w ktorym przebywa Twoja dusza , to w ten sposob mentalnie
      rozszerzasz swa egzystencje poza ramy fizycznego ciala. Wedlug mnie, nasze
      zycie nie konczy sie w raz ze smiercia fizyczna, ale nie tu miejsce na moje
      poglady w tym wzgledzie. Dla przykladu, sw. Franciszek z Asyzu, doslownie
      doczekac sie nie mogl smierci, i w momencie umierania krzyknal: Witaj o moja
      siostro smierci. Zrobil to oczywiscie z iscie "gospodarskim" gestem.
      Wyznam Ci Aska, ze mnie lek przed smiercia powalal z nog, umieralem wszedzie
      i codziennie, a obrazy pogrzebow mialem przed oczyma , nawet jako male dziecko.
      Skad ? Domyslam sie , ale to nie miejsce na te wyznania.
      Polecam Ci zaczecie studiowania, co na temat smierci mowia najwieksze sytemy
      duchowe. Da Ci to odpoczynek. Pamietaj, nie jestes swym cialem z ktorym
      tak sie identyfikujesz, jestes KIMS ZNACZNIE WIECEJ.
      Zycze Ci duzo pogody ducha, i nie takie to straszne jak myslisz. Wiem, bo
      przeszedlem przez to pieklo. PRZESZEDLEM.
      Budda.
      • Gość: manson Re: Do aski IP: 156.17.209.124, 156.17.215.* 05.04.01, 15:49
        budda, serio sw franek tak powiedzial?? no stary, to widze, ze nie jestem
        pierszy na tym swiecie, ja to normalnie nie moge sie doczekac, nie jestem na
        jakims takim etapie, ze to zrobie, nie, samemu tego nie przyspiesze, jakos
        jestem konserwatywny w tym wzgledzie
        ale jedyna rzecza, jaka mnie teraz w zyciu interesuje i po co wlasciwie zyje,
        to dowiedziec sie co sie dzieje po smierci
        dla mnie cialo z dnia na dzien staje sie coraz mniej znaczacym aspektem
        istnienia czlowieka, zaczynam sie czuc, jakbym chcial wysiazc z tego tramwaju
        na najblizszym przystanku
        mysle, ze cos ciekawego dzieje sie dopiero tam, tutaj zycie mi sie juz
        najzwyczajniej w swiecie znudzilo, nic sie faking nie dzieje
        poza tym popatrzcie jakie zycie jest krotkie, to tylko kilkadziesiat lat - a
        tam? tam czeka na nas cala wiecznosc, mysle, ze TAM jest svper
        chcialbym umrzec
        tu jest spoko, ale nie chce mi sie juz, wiem co bendzie jutro, pojutrze i za
        tydzien,

        nie chce mi sie wstawac rano, nie chce mi sie myc, gadac ze wszystkimi, isc
        gdzie mam isc, jechac gdzie mam jechac, nie chce mi sie jesc (znaczy tu akurat
        mi sie chce na maxa jesc, ale chcialem powiedziec, ze nie chce mi sie chciec
        jesc), nie dbam o nic, i nic mi sie nie chce po 100kroc, ale wiem, ze musze i
        robie to z takim zapalem, ze pozal sie Boze
        wiadomo, ze jak komus sie nie chce czegos robic, a musi, albo go zmuszaja i nie
        robi tego z walsnej woli tylko z przymuszonej, to nie wychodzi mu to najlepiej -
        ja tak wlasnie zyje

        mozna powiedziec, ze ciagne to swoje zycie za soba tak od niechcenia, ze
        przyslugo ogromna by mi ktos zrobil, gdyby mnie odcial od tego balastu

        po prostu po co zyc, jak mozesz juz nie zyc (i przezywac to co jest nastepne),
        a podejrzewam, ze to co jest nastepne to najwieksza jazda na swiecie
    • Gość: as Re: boje sie ze umre .... IP: *.nest.gliwice.pl 05.04.01, 16:10
      Najbardziej bałam się śmierci kiedy miałam 7 lat. Bałam się zasnąć, bo to było
      jak umieranie. Z wiekiem boję się coraz mniej. Jestem przekonana, że to będzie
      koniec wszystkiego, nic nie będę czuć, nic nie będę wiedzieć. Czasem buntuje
      się we mnie wszystko przeciw temu, ale staram się wewnętrznie pogodzić z
      nieuniknionym. Coraz lepiej mi się to udaje.
      • Gość: Budda Do wszystkich IP: 129.93.25.* 05.04.01, 16:32
        Ciesze sie ze wreszcie ktos poruszyl temat smierci. Dla mnie jest to centralny
        punkt naszego zycia (?), i od tego jak sie ustosunkujemy do tego, tak bedzie w
        duzej mierze wygladac nasze doczesne zycie. Mowimy o leku przed wypadkiem,
        o leku przed winda, o leku przed choroba, o leku przed utonieciem...
        ale czas sobie uswiadomic, ze podstawa tych wszystkich lekow, jest lek
        przed nasza anihilacja, lek przed zniknieciem na zawsze. Bez wzgledu na to
        czy inne swiaty istnieja czy nie, wiara w nie daje niesamowita ulge.
        Jest jeszcze cos poza wiara w zycie po zyciu, jest nim nasze najglebsze
        przeczucie ze zyjemy wiecznie, wreszcie osobiste doswiadczenia, jak
        regresja do poprzednich zyc, czy "near death experience". Nie powinno to byc tak
        jak opisuje nasz poprzedni respondent. Nie wolno nam ignorowac obecnego
        zycia, gdyz (tu znow troche religii) jakosc zycia po smierci jest uzalezniona
        od warunkow w jakich spedzamy obecna "edycje" zyciowa. "Jak se poscielesz,
        tak sie wyspisz". Znamy to wszyscy.
        Zachecam do dalszej dyskusji.
        Budda.
        • Gość: manson Re: Do wszystkich IP: 156.17.209.124, 156.17.215.* 05.04.01, 17:40
          wiesz budda, to tesz mialem powiedziec i jak wyslalem wiadomosc, pomyslalem, ze
          zaraz napiszesz o tym, oczywiscie zgadzam sie z tym, jakosc 'zycia po smierci'
          zalezy od tego, w jaki sposob zyjemy teraz, dlatego wlasnie nie chce popelnic
          samobojstwa (dletgo, ze istnieja powody, ze to moze pogorszyc moja sytuacje
          jakkolwiek), choc zastanawiam sie czy to cos az tak bardzo zlego, jak glosi
          filozofia kosciola katolickiego..

          w ogole zwyklem byc bardzo wierzaca osoba (i pewnie dalej jestem), tylko
          zaczalem zadawac sobie pare kontrowersyjnych pytan, naleze do kosciola rzymsko-
          katolickiego (jak ponad 90% polski) i musze stwierdzic, ze moja poprzednia
          wiadomosc, to 'lekkie' odejscie od religii, ale nie namawiam do tego, wrecz
          przeciwnie
          mysle, ze religia i wiara powinny byc tym co kieruje zyciem czlowieka, i wydaje
          mi sie, ze zycie czlowieka gleboko wierzacego wyglada calkiem inaczej niz zycie
          tego, ktory nie wierzy

          chcialem zaznaczyc, ze z wypowiedzi asa wynika, ze w nic nie wierzy, czego
          dowodem sa slowa mowiace, ze po smierci 'to będzie
          koniec wszystkiego, nic nie będę czuć, nic nie będę wiedzieć', w Twoim
          przypadku, asie, zdaje sie zabawa polega na tym, ze musisz uwierzyc, ze bendzie
          odwrotnie

          ps. budda, juz taki wstret Cie nabiera do tego co pisze, ze nie napiszesz po
          imieniu, tylko 'respondent'? co to w ogole za slowo, respondent to osoba
          udzielająca odpowiedzi na ankietę, wywiad itp. w badaniach o charakterze
          socjologicznym, przeprowadzanych z reguły na dużych populacjach, a nie osoba
          bioraca udzial w dyskusji
          • Gość: Budda Do mansona IP: 129.93.25.* 05.04.01, 17:48
            Hi, nic nie wiem na temat filozofii kosciola katolickiego. Wiem o czym mowil
            Chrystus, ale o czym kosciol mowi, nie wiem. Dla mnie te dwie rzeczy juz dawno
            przestaly byc synonimami. Jestes wielu rzeczy swiadomy i umiesz kalkulowac, ale
            byloby lepiej pokochac to zycie, niz tylko czekac az "siostra smierc"
            przybedzie.
            Budda.
            • Gość: manson Re: Do mansona IP: 156.17.209.124, 156.17.215.* 05.04.01, 18:41
              budda podaj mi powod, dla ktorego mialbym pokochac to zycie, a uczynie jak
              rzekniesz
              • Gość: Budda Re: Do mansona IP: 129.93.25.* 05.04.01, 18:54
                Obejrzyj sie wokol czy ktos nie potrzebuje pomocy. Wtedy, patrzac w oczy tych
                potrzebujacych,zrozumiesz, ze warto zyc.
                Budda.
                • Gość: manson Re: Do mansona IP: 156.17.209.124, 156.17.215.* 05.04.01, 20:46
                  ale ja patrzac w oczy tych potrzebujacych najchetniej powiedzialbym im, zeby
                  olali to wszystko i dali se spokoj, przestali sie przejmowac tym co ich dreczy

                  poza tym budda, jak sadzisz, co by sie stalo, gdyby wszyscy nagle na ziemi
                  popelnili samobojstwo - wszyscy

                  ludzkosc by przestala istniec, wszyscy by wszystko mieli z glowy, zadnych
                  probelmow zycia doczesnego
                  • Gość: Budda Re: Do mansona IP: 129.93.25.* 05.04.01, 20:58
                    Masz Wacpan wielka fantazyje. To i dobrze, ale moze bys
                    tak uzyl jej ku dobru wszystkich ludzi ? Zmien tylko
                    bieguny swego myslenia i wielkie rzeczy stoja przed
                    Toba. Nie zartuje. Umiesz myslec globalnie, tylko....
                    mysl o zyciu. Tamto przyjdzie, nie boj sie. Wszyscy
                    sie doczekamy.
                    Pozdrawiam Cie, mysle ze masz wielki potencjal, tylko
                    te bieguny !
                    • Gość: manson Re: Do mansona IP: *.ci.pwr.wroc.pl 06.04.01, 13:03
                      rozumiem budda co mowisz, mozna powiedziec, ze wiem, ze gdzies dzwoni, tylko
                      nie wiem w ktorym kosciele (takie powiedzienie)

                      ale moj problem polega na tym, ze rozumiem, ale nie czuje tego

                      zgadzam sie z Toba, wiem, ze musze zmienic sposob myslenia - odwrocic bieguny
                      ale niestety to sie nie dzieje tak na zawolanie, to musi do mnie przyjsc

                      sam musze to poczuc, wtedy mnie olsni i czekam, na to
                      believe me - czekam

                      tymczasem bede zyl nie wchodzac nikomu w droge
                      pozdrawiam budda
                      • Gość: ewa Re: Do mansona IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.01, 18:27
                        Naczytałe� się chyba bajek. Samo cię ol�ni? I dlaczego masz innym nie wchodzić
                        w drogę? A w ogóle dlaczego ma cię ol�nić i masz dostać za frajer to, na co
                        inni pracujš we łzach? Homo sovieticus, jak mi mój los miły. Rusz dupę stary i
                        sam zapal se �wieczkę, zanim cie piorun strzeli.
                        • Gość: manson Re: Do mansona IP: *.ci.pwr.wroc.pl 09.04.01, 14:54
                          ewa... mialas chyba zly dzien
                          poza tym juz wiem co odpowiesz na tego posta :I
                          • Gość: Ewa Re: Do mansona IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.01, 16:22
                            Faktycznie, zamokły mi zapałki. Już kupiłam nowe.
      • Gość: jeff Re: boje sie ze umre .... IP: *.tnt3.phl1.da.uu.net 15.04.01, 21:25
        Miałem też chroniczny lęk przed śmiercią, ale nie tak
        wcześnie. Zaczęło się gdzieś w okresie dojrzewania. Od
        tamtej pory nie dawał mi spokoju, a nawet przybrał
        formę wibrującego, bardzo wysokiego dźwięku, który był
        tłem mojego istnienia. Temu przygnębieniu towarzyszyły
        mysli samobójcze, usiłowanie popełnienia samobójstwa,
        wycofanie całkowite w cztery ściany bez okien, klęska
        żywiołowa w szkole (lufy ze wszystkich przedmiotów,
        zawalenie siódmej klasy podstawówki. Gdyby nie moja
        pani wychowawczyni, która patrzyła przez palce na moje
        notoryczne wagarowanie i błagała mnie bym chodził do
        szkoły, to bym w życiu nie skończył tej szkoły).
        Jednocześnie zacząłem pisać wiersze. Potem muzyka. To
        przebudzenie ducha twórczego dało mi ostoje w tym lęku
        i wycofaniu. W najgłębszym dnie poczułem takie
        muśnięcie obecności duchowej, że automatycznie
        napełniła mnie radość (choć na krótko). Zacząłem
        drążyć dziedziny duchowe. Ale to wszystko trwało.
        Utrata bliskiej osoby spowodowała że moje pytanie o
        sens istnienia, do tej pory utożsamianego z byciem na
        ziemi (pomimo słyszeń, gadań, czytań - bo ciało swoje,
        a od wiedzenia do kochania droga daleka), przemieniło
        się w poszukiwanie bardziej wewnętrzne, był to stan
        współ-odczuwania i bolenia, melancholii, wobec natury
        życia ziemskiego (utożsamianego z jedynym życiem
        namacalnym, konkretnym) pamiętam motto do jakiegoś
        mojego ówczesnego wiersza: po co żyć skoro i tak
        umrzemy. Dramatyzm egocentryczny. Albo to, że życie
        karmi się drugium życiem, żeby żyć. Że nawet to co
        piękne w naturze, to tylko z pozoru, bo w tym świecie
        natury dzieja się bezustanne oświęcimia,
        choć "niewinne". W końcu przyszło apogeum. Tak bardzo
        opłakiwałem nature istnienia ziemskiego, i tych którzy
        odeszli, którzy pamiętali tych którzy odeszli. I to,
        że nie ma nawet pamięci po nich. I to że życie żyje
        kosztem drugich żyć. I że to bez sensu, aż w końcu
        przyszło do mnie oświecenie, od środka. W postaci
        stanu wewnętrznego, mówiącego całym sobą do mnie, że
        wszystkie te umarłe istoty są moim JA. Że żyją jako
        JA. I we mnie, i w każdym. Nie mówię tego jako
        przykład jak masz postępować. Twój problem może być
        poważniejszy (przede wszystkim nie pamiętam żebym miał
        tak wczesne stany lękowe). Poza tym u mnie była to
        intensyfikacja, aż doszło do kulminacji. Opisuję
        tylko, bardzo ogólnie, moje doświadczenie z lękiem
        przed śmiercią. Myślę że są dwa wyjscia, albo
        zagłuszać go farmakologią, życiem "odciągającym" uwagę
        od istnienia lęku, zasadniczo skupionym maksymalnie na
        tu i teraz, zmysłowości, materialności, wszelkiej
        doraźnosci. Albo otworzyć sie na bardziej duchową,
        twórczą ścieżkę istnienia, która daje głębszą
        perspektywe widzenia życia i jego bolączek, cierpień,
        okrucieństw, konieczności, w wymiarze duchowym (Co
        wcale nie jest ucieczka od odpowiedzialności, jak co
        niektórzy by gorliwie chcieli). Ja wybrałem to drugie.
        Ale, może byłem ku temu bardziej predysponowany, niż
        inni? Chyba nie, bo rodzice rozwiedzeni, przykładów
        miałem mało, autorytetów też. Na saksofonie zacząłem
        uczyć się grać dopiero w wieku 19 chyba lat. Wiersze
        przyszły dlatego bo pani w szkole zaproponowała
        wszystkim. W każdym razie działalność twórcza trzymała
        mnie przy życiu, choć niebezpiecznie zaczynałem
        tworzyć sobie swój świat w którym postanowiłem
        zniknąć. Lęk przed życiem, jakby powiedział
        zdroworozsądkowiec. Lęk mnie nie opuszczał, a może był
        bodźcem do tych działań?
        W końcu, pojąłem, że życie żeby byc życiem, musi współ-
        istnieć. A prawdziwym współ-istnieniem jest zdolność
        do oddawania się drugim. Lecz kiedy człowiek oddaje
        się drugiemu, szczególnie emocjonalnie, jest
        bezbronny. Taka jest natura miłości. I jeśli jego
        oddanie nie zostanie odwzajemnione również oddaniem,
        umiera, wewnętrznie, prędzej czy później, z
        wyczerpania (Niekochany nie umie kochać) Ale, w takim
        wypadku, zawsze można się odrodzić. Życie, będąc
        kształtem miłości, nie umie żyć bez wzjemności, bez
        oddań, czyli śmierci (A najzdrowszy pokarm jest ten,
        którego nie złapała żadna pułapka, ani sieć. Tzn.
        który ma jakby naturalną zdolność, dojrzałość do bycia
        pokarmem, czyli oddaniem, miłością. Dlaczego jabłko
        nie jest muchomorem? Może dlatego że kocha oddanie, i
        nie jest mściwością?). Nie byłoby życia ani miłości
        bez śmierci. Bo nawet malutka uprzejmość wobec kogos
        drugiego jest już maleńką śmiercią ja (zależy zresztą
        od intencji). A kiedy człowiek kocha, wtedy śmierć nie
        ma znaczenia, choć to wcale nie likwiduje strachu
        przed bólem, ani bólu (Ale ból przemija, dlatego ten
        świat jest miłosierny, bo "Lęk i nadzieja" uaktywniają
        to, co w człowieku nie przemija). Powodzenia,aska.
        • Gość: ewa Re: boje sie ze umre .... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.04.01, 20:55
          Człowiek kochajšcy nie jest bezbronny, pod warunkiem, że umie kochać. Też tak
          kiedy� my�lałam. To nieprawda. To tylko brak miło�ci i w miarę normalnych
          rodziców. Można się nauczyć kochać nie niszczšc siebie. Twój list był strasznie
          smutny i prawdę mówišc, w tych pesymisycznych stwierdzeniach nie czuję żadnego
          zrozumienia, tylko wielkie zagubienie.
    • Gość: POLAK Re: boje sie ze umre ....DO WSZYSTKICH IP: *.pp.rzeszow.pl 05.04.01, 16:33
      WSZYSCY MYŚLICIE ŻE JESTEŚCIE A TAK NAPRAWDĘ TO WAS
      NIE MA......Więc nie ma się czym przejmować to moie
      powiedzenie i moia dewiza życia lub śmierci

      Powodzenia
    • Gość: zofia egoizm a strach/ do Mansona IP: 198.209.126.* 05.04.01, 18:01
      jak slysze w kolko hisorie o tym " ah jaki ja jestem biedny " to mi sie niedobrze robi bo sobie
      przypominam siebie jak nic nie widzialam wokol , zadnego cierpienia tylko wlasne- tylko siebie ,
      swoja egzystencje, swoje cialo , swoje biedne JA> nawet sie przejmowalam reakcjami ludzi wobec
      siebie a okazywalo sie ze oni tez tylko mysla o sobie...zycie dla mnie jest bardzo proste teraz - staram
      sie byc odpowiedzialna za kazdy moment darowany. staram sie aby kazdy moj dzien byl Bozym
      Narodzeniem bo moge nie miec jutra- tak - staram sie tak zyc jakby kazdy moj dzien byl ostatnim
      dniem w moim zyciu. to jest bardzo odpowiedzilana misja ktora podjelam po wszystkich
      przemyslenia. ostatni dzien i nie ma jutra aby cokolwiek naprawic wobec ludzi , rodziny ,
      spoleczenstwa. wierze ze Sw Franciszek tak powiedzial bo jego styl zycia i jego principls pozwolilo
      mu kochac siebie . jego misja bylo siac milosc gdzie jest nienawisc, gdzie desperacja .. nadzieje,
      gdzie discord.. unity, staral sie rozumiec bardziej niz byc rozumianym a to jest ogromna sztuka.
      polecam a simple prayer of S. Francis i stosowanie sie do jego principls, a wszystkie strachy
      przeleca...zostaje spokoj w duszy z dobrze wypelnionego obowiazku wobec zycia ktore nam
      podarowano. po przeczytaniu ksiazki intelektualisci /jonsona, podazam za liderami ktorzy swieca
      przykladem swojego zycia a nie slowami. wiem ze milosc to odpowiedzialnosc, i zycie to
      odpowiedzialnosc to kazdego momentu ktory zycie przynosi . nie pytam juz wiecej co ja mam robic ze
      soba? co to jest zycie?...
      zawszse waze slowa/czyny... bardzo duzo znam przypadkow z pracy gdzie tatus mowil do coreczki
      :tatus cie kocha dlatego tatus ci to robi .. chyba wiecie ze mowie o sexual abuse.
      • Gość: manson Re: egoizm a strach/ do Mansona IP: 156.17.209.124, 156.17.215.* 05.04.01, 18:45
        no zofia, piszesz co piszesz, ale nie mam najmniejszego pojecia dlaczego w
        temacie jest 'do mansona'
        • Gość: zofia Re: egoizm a strach/ do Mansona IP: 198.209.97.* 05.04.01, 21:17
          Gość portalu: manson napisał(a):

          > no zofia, piszesz co piszesz, ale nie mam najmniejszego pojecia dlaczego w
          > temacie jest 'do mansona'
          =====
          "chcialbym umrzec
          tu jest spoko, ale nie chce mi sie juz, wiem co bendzie jutro, pojutrze i za
          tydzien, "
          • Gość: manson Re: egoizm a strach/ do Mansona IP: *.ci.pwr.wroc.pl 06.04.01, 13:35
            oo szit, teraz to zofia ladnie nie trafilas
            z szacunkiem, ale faking minelas sie z tematem, inaczej mowiac zle mnie
            rozczytalas
            otoz NIE! ja nie naleze to tych, ktorzy mowia, jak piszesz, 'ah jaki ja jestem
            biedny', nic bardziej blednego, mi tez sie niedobrze robi - jak Tobie - kiedy
            slysze cos takiego, no... moze nie az tak niedobrze, bo staram sie byc
            wyrozumialy dla ludzi w roznych polozeniach i mimo, ze wiem mniej wiecej co bym
            zrobil na ich miejscu, to nie opieprzam kogos jak tak mowi, ale minejsza z tym

            kontunuujac, jestem wesolym czlowiekiem, smialo idacym przez zycie, nie
            majacych aktualnie (dzieki Bogu) wiekszych problemow, poza tymi standardowymi,
            (dlatego mam pewnie wiecej powodow do zycia niz wiele osob na tej ziemi),
            usmiecham sie kazdego dnia (no prawie), rozmawiam z ludzmi, wlasciwie nie ma we
            mnie zadnych zlych uczuc, jedna z moich cech jest ogromna ciekawosc, interesuja
            mnie ludzie, relacje miedzy nimi, moze mam nawet jakies hobby, jestem ogolnie
            wdzieczny Temu Jedynemu za to co mi dal, za to ze jestem zdrowy, ze chodze, ze
            widze, slysze, czuje, rozumiem, ze mam to co mam
            i generalnie jestem pozytywnie nastawiony do zycia, lubie jak promienie
            sloneczne padaja na moja skore, lubie czuc wiatr na twarzy, uwielbiam jezdzic
            na rowerze, grac w tenisa, itd.....

            w tym co napisalem wczesniej o smierci mowie, ze TO WSZYSTKO TO NIC w
            porownaniu z tym co bedzie sie z nami dzialo, co sie bedzie liczylo (mysle, ze
            tam nawet nie bedzie takiego pojecia) kiedy umrzemy
            ja jestem po prostu entuzjastycznie nastawiony do smierci
            CHOCIAZ (co ciekawe, kiedy sie nad tym wlasnie zastanowilem) nie jestem tak
            nastawiony do smierci moich bliskich, oczywiscie, ze nie chce, zeby moja mama
            umarla, czy siostra - jak niektorzy mogliby zinterpretowac - poniewaz
            potrzebuje ich tu, na ziemi

            podsumowujac, nigdy nie powiedzialem, ze 'jestem biedny', uwazam, ze jest wrecz
            odwrotnie - jestem bogaty w doswiadczenia jakie przezylem i (ze tak powiem) we
            wnetrze jakie posiadam

            a ponad wszystko posune sie do stwierdzenia, ze jestem optymista, w pewnych
            przypadkach optymista to wielkie slowo, jak pewnie wynika z moich poprzednich
            wypowiedzi, jestem glownie optymista jesli chodzi o nasze 'zycie po smierci',
            ale to teraz niewazne

            jednym slowem JESTEM DALEKI od postawy jaka Ty opisalas w swojej wiadomosci,
            przez co ona mnie nie dotyczy
            • Gość: zofia Re: egoizm a strach/ do Mansona IP: *.clmba1.mo.home.com 06.04.01, 15:03
              " oczywiscie, ze nie chce, zeby moja mama > umarla, czy siostra - jak niektorzy
              mogliby zinterpretowac - poniewaz > potrzebuje ich tu, na ziemi. hmmmmmmmmmmmon
              musza zyc because of you not becouse of them? hmmmmmmmmmmm let me think
              zofia..........selfishness maybe ? no can't be , he was so angry when I used
              this term.....
              whaaaaaaaaaa czy to ta sama osoba? is it contradiction or I missed something?
              zofia."ale jedyna rzecza, jaka mnie teraz w zyciu interesuje i po co wlasciwie
              zyje, to dowiedziec sie co sie dzieje po smierci dla mnie cialo z dnia na dzien
              staje sie coraz mniej znaczacym aspektem istnienia czlowieka, zaczynam sie czuc,
              jakbym chcial wysiazc z tego tramwaju na najblizszym przystanku mysle, ze cos
              ciekawego dzieje sie dopiero tam, tutaj zycie mi sie juz najzwyczajniej w swiecie
              znudzilo, nic sie faking nie dzieje "sorry jezeli zle zinterpretowalam twoje
              wypowiedzi nie po twojej mysli ale taki dostalam material.


              Gość portalu: manson napisał(a):

              > oo szit, teraz to zofia ladnie nie trafilas
              > z szacunkiem, ale faking minelas sie z tematem, inaczej mowiac zle mnie
              > rozczytalas
              > otoz NIE! ja nie naleze to tych, ktorzy mowia, jak piszesz, 'ah jaki ja jestem
              > biedny', nic bardziej blednego, mi tez sie niedobrze robi - jak Tobie - kiedy
              > slysze cos takiego, no... moze nie az tak niedobrze, bo staram sie byc
              > wyrozumialy dla ludzi w roznych polozeniach i mimo, ze wiem mniej wiecej co bym
              >
              > zrobil na ich miejscu, to nie opieprzam kogos jak tak mowi, ale minejsza z tym
              >
              > kontunuujac, jestem wesolym czlowiekiem, smialo idacym przez zycie, nie
              > majacych aktualnie (dzieki Bogu) wiekszych problemow, poza tymi standardowymi,
              > (dlatego mam pewnie wiecej powodow do zycia niz wiele osob na tej ziemi),
              > usmiecham sie kazdego dnia (no prawie), rozmawiam z ludzmi, wlasciwie nie ma we
              >
              > mnie zadnych zlych uczuc, jedna z moich cech jest ogromna ciekawosc, interesuja
              >
              > mnie ludzie, relacje miedzy nimi, moze mam nawet jakies hobby, jestem ogolnie
              > wdzieczny Temu Jedynemu za to co mi dal, za to ze jestem zdrowy, ze chodze, ze
              > widze, slysze, czuje, rozumiem, ze mam to co mam
              > i generalnie jestem pozytywnie nastawiony do zycia, lubie jak promienie
              > sloneczne padaja na moja skore, lubie czuc wiatr na twarzy, uwielbiam jezdzic
              > na rowerze, grac w tenisa, itd.....
              >
              > w tym co napisalem wczesniej o smierci mowie, ze TO WSZYSTKO TO NIC w
              > porownaniu z tym co bedzie sie z nami dzialo, co sie bedzie liczylo (mysle, ze
              > tam nawet nie bedzie takiego pojecia) kiedy umrzemy
              > ja jestem po prostu entuzjastycznie nastawiony do smierci
              > CHOCIAZ (co ciekawe, kiedy sie nad tym wlasnie zastanowilem) nie jestem tak
              > nastawiony do smierci moich bliskich, oczywiscie, ze nie chce, zeby moja mama
              > umarla, czy siostra - jak niektorzy mogliby zinterpretowac - poniewaz
              > potrzebuje ich tu, na ziemi
              >
              > podsumowujac, nigdy nie powiedzialem, ze 'jestem biedny', uwazam, ze jest wrecz
              >
              > odwrotnie - jestem bogaty w doswiadczenia jakie przezylem i (ze tak powiem) we
              > wnetrze jakie posiadam
              >
              > a ponad wszystko posune sie do stwierdzenia, ze jestem optymista, w pewnych
              > przypadkach optymista to wielkie slowo, jak pewnie wynika z moich poprzednich
              > wypowiedzi, jestem glownie optymista jesli chodzi o nasze 'zycie po smierci',
              > ale to teraz niewazne
              >
              > jednym slowem JESTEM DALEKI od postawy jaka Ty opisalas w swojej wiadomosci,
              > przez co ona mnie nie dotyczy

              • Gość: manson Re: egoizm a strach/ do Mansona IP: 156.17.209.124, 156.17.215.* 06.04.01, 15:50
                przyznam, troche mnie wrylo,
                zofia, ja Ciebie w ogole nie rozumiem, a Ty mnie to juz wcale

                masz jakis inny system wnioskowania, w ogole jestesmy z innych planet
                prosze, nie kontunuuj tego watku
                • Gość: zofia do Mansona IP: 198.209.97.* 06.04.01, 19:59
                  ja nie mam nic do dodania .tez ciebie nie rozumiem za duzo sprzecznych info. a tak z innej beczki czy mozesz
                  powiedziec dlaczego wybrales imie manson? czy ten ameryk morderca zony polanskiego ma takie same imie czy on
                  inaczej je spelluje? tylko ciekawosc zadna wycieczka osobista. z.

                  Gość portalu: manson napisał(a):

                  > przyznam, troche mnie wrylo,
                  > zofia, ja Ciebie w ogole nie rozumiem, a Ty mnie to juz wcale
                  >
                  > masz jakis inny system wnioskowania, w ogole jestesmy z innych planet
                  > prosze, nie kontunuuj tego watku

                  • Gość: manson Re: do Mansona IP: *.t16.ds.pwr.wroc.pl 07.04.01, 02:02
                    postanowilem, ze chce miec nick 6cio literowy i rzucalem kostka zeby wylosowac
                    te literki i tak sie wylosowalo ;]

                    ps. a charles nie zamordowal zony polanskiego, zrobili to jego ludzie
    • Gość: Krzysiek Re: boje sie ze umre .... IP: 194.92.234.* 05.04.01, 18:05
      No to znaczy ze mozesz miec zespol kompulsywno
      obsesyjny. Zglos sie do lekarza, to Ci powie, jak z tym
      walczyc
    • Gość: daggy Re: boje sie ze umre .... IP: 195.246.200.97, 212.106.0.* 05.04.01, 18:22
      Kilka razy pisałam już na tym i na forum zdrowie o panicznym lęku - m.in.
      właśnie, że zaraz umrę. To prawdopodobnie nerwica lękowa z objawami
      wegetatywnymi (pocenie się, częstoskurcz serca i różne inne przyjemności),
      podczas której boisz się, że z twoim ciałem jest coś nie tak. Nie wygląda mi to
      raczej na lęki egzystencjalne. Myślę, że potrzebujesz psychoterapii. Mi bardzo
      pomogła, pomogły mi też leki przeciwlękowe, które brałam wcześniej. Bez
      psychologa może być trudno. Pozdrawiam ciepło.
      • Gość: ewa Re: boje sie ze umre .... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.01, 21:31
        Potwornie bałam się, że umrę. Wydawało mi się to bardzo intelektualne,
        wzniosłe, filozoficzne i inne takie. Teraz wiem, że nie bałam się �mierci,
        tylko życia. Wychowano mnie w sposób, o ile to można nazwać wychowaniem, który
        nie dawał mi specjalnie możliwo�ci dowiedzenia się czego chcę i jak to
        osišgnšć. Zadawałam sobie wielkie pytania, bo nie umiałam zadać najprostszych,
        nie mówišc już o odpowiedziac. Pó�niej się zresztš okazało, że te nejprostsze
        pytania sš przy okazji bardzo bolesne, a odpowiedzieć na nie nie chciało mi się
        jeszcze bardziej niż je zadać. Bez koleżanki, która bez nacisku dała mi adres
        OTIRO sama nie dałabym rady. Wydawało mi się, że chcę umrzeć, a ja po prostu
        chciałam żyć inaczej, tylko zupełnie nie wiedziałam jak. Teraz mam tak dużo
        rzeczy do zrobienia, które chcę zrobić, bo sprawiajš mi przyjemno�ć, tyle
        decyzji do podjęcia, że nie my�lę o �mierci. Ona przyjdzie, wcze�niej czy
        po�niej, nie wiem kiedy, choć mam zamiar zrobić dużo, aby przyszła jak
        najpó�niej, podobnie jak poród. Bałam się, bolało, ale sobie poradziłam. Rzeczy
        ostateczne nie sš takie straszne, znacznie gorsze sš wybory, którymi można
        skrzywdzić własne dziecko. Ale absolutnie nikomu nie polecam dziecka na
        depresję. Wszystko, tylko nie to. Tak, najgorsze w tym wszystkim było to, że
        myslałam, że to głębia duchowa. Nie wiedziałam, że mam problemy. My�lałam, że
        to cały �wiat jest do dupy i ma problemy. No i ma, tak jak ja. Miewam nawroty
        strachu, dokładnie wtedy, gdy się gubię i przestaję wiedzieć, czego chcę. W
        końcu nie wymagajmy zbyt wiele, abym w trzy lata przezwyciężyła
        dwudziestopięcioletniš tresurę. Coraz rzadziej, naprawdę. No i do mnie
        absolutnie nie trafia żadna metafizyka. Takie historie pojawiajš się tam, gdzie
        czai się strach. A ja nie lubię udawać, że się nie boję. Boję się i cze�ć, ale
        nie �mierci najbardziej. Najbardziej boję się swoich lęków, bo potrafiš się
        nie�le zakonspirować i narobić mnóstwo szkód, zanim je zdemaskuję.
      • Gość: gosia do daggy IP: 217.99.4.* 18.04.01, 22:24
        odezwij sie jesli mozesz, mam nerwice juz pol roku, lek jest koszamrny, moj
        adres ggosia@poczta.fm
    • Gość: Łukasz Dla ciebie IP: *.wroclaw.ppp.tpnet.pl 26.04.01, 12:55
      Kazdy czzlowiekw naszych czasach boji sie smierci to nasza obsesja,ja nauczylem
      sie z nia walczyc studiujac ksiazki o filozofi indii zrozumialem ze to co
      robimy teraz jest tylko malym momentem calego procesu karmiczne ,naszej
      drogi .Na poczatku bylo mi ciezko ,ale teraz wiem ze to sie oplacilo ,nie boje
      sie smierci ona kiedys nastapi ale po niej moja dusza odrodzi sie w innym
      swiecie...to dopiero ciekawa perspektywa.Polecam.Jakbys chciala pogadac to
      lukasz.andrzejewski@wp.pl
    • boleslaw Re: boje sie ze umre .... 20.05.01, 11:54
      ludzie wy chyba nie wiecie (rozumiecie) jak wygląda taki strach gdy ma się
      problemy z nerwami , dawno temu mało się nie przekręciłem tylko z tego powodu
      że lekarz-e nie wiedzieli czy ból w klatce piersiowej to choroba serca czy
      jakaś nerwica , nadawali mi prochów a potem krzyczeli że jestem narkomanem (po
      tym jak miałem zapaść) wszystko działo się w szpitalu i jak tu się nie bać
      .rozważania nad istotą żywota czy naturalnego lęku to nie to samo,cóż syty
      głodnego nigdy nie zrozumie-----------teraz się nie boje-------------
      • Gość: luk Re: boje sie ze umre .... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 20.05.01, 12:55
        Heh,moze to i zabawne,
        ale najmniej w codziennym zyciu boje sie smierci.

        Bardziej boje sie pajakow [powaznie] :)

        Tyle,ze na miejsce leku o smierci pojawiaja sie inne - np strach
        przed byciem sparalizowanym do konca zycia...

        pozdrawiam,
    • Gość: Sofi Re: boje sie ze umre .... IP: *.swietochlowice.sdi.tpnet.pl 24.05.01, 21:02
      Droga Asiu. Miałam tak samo jak ty. Któregoś dnia myłam naczynia i nagle
      poczułam dziwne wrażenia, że zaraz umrę i lęk co będzie z moim dzieckiem.
      Pobiegłam do szpitala, gdzie dano mi uspokajający zastrzyk. Tak się zaczęło,
      potem było coraz gorzej. "Umierałam" codziennie, nie mogłam wychodzić z domu.
      Myślę jednak, na szczęście, że musiałam się zmobilizować bo sama utrzymuję
      siebie i dziecko, musiałam wychodzić z domu do pracy i sklepu i pomimo, że się
      strasznie bałam, musiałam się zmuszać bo inaczej nie miałabym za co żyć. Z
      czasem uświadomiłam sobie, że to tylko (i aż) moja głowa wymyśliła. I że mam
      wypływ na to co myślę. Zaczęłam coraz częściej wychodzić, potem wyjeżdzać
      (pierwszy wyjazd był koszmarem, cały czas "umierałam"), przed ludźmi grałam,
      starałam się ze wszystkich sił zachowywać spokojnie, żeby nikt się nie
      zorientował. Byłam u psychiatry, przez rok brałam leki uspokajające.
      Pomyślałam, że skoro tyle razy wydawało mi się, że umieram, a ciągle żyję, to
      po co mam zatruwać sobie życie ciągłym lękiem. Pocieszę cię, ten lęk mija. W
      tej chwili jest O.K. Dużo pracuję, przestałam czytać książki o depresjach i
      nerwicach, unikam przygnębiających rozmów i programów w telewizji, robię sobie
      drobne prezenty (fryzjer, solarium). Wiem, że to trudne, ale postaraj się
      udawać, że wszystko w porządku, zmierz się ze swoim strachem, nie filozofuj,
      tylko żyj. Jedno co pewne to, że depresja mija. Myśl o tym, że to mija. Życie
      jest piękne, pozwól sobie żyć. Jestem tego żywym przykładem.
      • Gość: Mada Re: boje sie ze umre .... IP: 213.77.91.* 28.05.01, 13:24
        a co jesli boje smierci - nie choroby itp. nic nie ma juz sensu, bo i tak umre.
        nie chce nigdy miec dzieci, bo nie skarze ich na taki los: starosc i smierc.
        wolalabym nie miec tej swiadomosci. skoro ja mam, to zycie nie ma tak naprawde
        sensu. po co sie wysilac, uczyc sie, ogladac swiat, poznawac ludzi, kochac
        itp. - i tak umre.........
        • Gość: ewa Re: boje sie ze umre .... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.06.01, 17:21
          Gość portalu: Mada napisał(a):

          > a co jesli boje smierci - nie choroby itp. nic nie ma juz sensu, bo i tak umre.
          >
          > nie chce nigdy miec dzieci, bo nie skarze ich na taki los: starosc i smierc.
          > wolalabym nie miec tej swiadomosci. skoro ja mam, to zycie nie ma tak naprawde
          > sensu. po co sie wysilac, uczyc sie, ogladac swiat, poznawac ludzi, kochac
          > itp. - i tak umre.........
          Jeszcze pięć lat temu też tak my�lałam.Te same słowa. Musiałam się wysilać i nic
          nie sprawiało mi przyjemno�ci. Też mam �wiadomo�ć, że umrę, ale nawet je�li to
          nastšpi jutro - wczoraj pomalowałam �ciany, sš piękne i białe i jestem z siebie
          bardzo zadowolona. I mam dziecko. zaczęłam walczyć o swoje życie dopiero po
          próbie samobójczej. mam nadzieję, że ty zaczniesz przed.

          • Gość: ewa Re: boje sie ze umre .... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.06.01, 17:23
            I jeszcze jedno pytanie dla wielbicieli filozofii wschodu - a je�li się
            odrodzisz jako królik do�wiadczalny leków przeciwbólowych? Ja już wolę robaczki.
          • Gość: Sabina Re: boje sie ze umre .... IP: 203.202.90.* 02.06.01, 11:43
            Tak naprawde to czy boimy sie smierci czy nie to nie ma znaczenia. Bo, jak ktos
            powiedzial: Czym jest zycie? Czekaniem na smierc. Trzeba wiec je spedzic w
            sposob swiadomy nastepujacej smierci. Jak? Ktoz to wie? Na to pytanie probuja
            odpowiedziec wszystkie religie, filozofie, i wszyscy ci, ktorzy przykladaja
            wage do paru wiecej rzeczy niz kupno nowego samochodu, nowa kiecka, czy
            zrobienie wrazenia na kims tam.
            Ja boje sie ze umre zanim, zaczne zyc w sposob dla mnie "przepisany", nagle,
            zanim dokonalam minimum tego, co bylo moim "obowiazkiem". Boje sie ze umre
            cierpiac i zlorzeczac. I wlasciwie zazdroszcze mojej mamie, ktorej cierpienie
            trwalo tylko pare dni. Umarla na raka. na trzy tygodnie przed smiercia pelna
            byla planow na odwiedzenie mnie na Antypodach.
            Ja tez chcialabym odejsc w taki sposob. Podsumowac swoje zycie w sposob
            pozytywny i odejsc, szybko bez cierpienia.
            Jak mozna sie bac czegos, co nieuniknione? Jedyna rzecza istotna wydaje sie
            wiec jakosc umierania. Zalezy ona od jakosci zycia i stanu umyslu. Stanu umyslu
            przede wszystkim - stan pelen zywotnosci i determinacji jest gwarancja dobrej
            jakosci umierania. Tak mysle.
            Nie boj sie smierci, bo przeciez cale twoje zycie przebiegac bedzie pod znakiem
            strachu.

            Pozdrawiam
            Sabina
        • Gość: Oicug Re: boje sie ze umre ..Do Sofi., Mady i inn... IP: 212.191.70.* 03.06.01, 13:06
          Macie typowe objawy depresji i nerwicy lekowej.
          Powtarzam raz jeszcze : nie wstydzic sie , isc do
          psychiatry w pierwszej kolejnosci . Starac sie zmienic
          filozofie zyciowa. Do tego moze byc przydatna dobra
          przyjazn , a tej nie bedzie bez otwarcia sie i
          dyskusji o swoich problemach .
          • Gość: Mada Re: boje sie ze umre ..Do Sofi., Mady i inn... IP: 213.77.91.* 11.06.01, 10:55
            bylam u psychiatry (biore Fevarin) i chodze na psychoterapie. jest lepiej niz 3
            miesiace temu, ale nie tak, jak byc powinno. nadal nie widze sensu zycia i caly
            czas sie zastanawiam, czy jednak nie skonczyc ze wszystkim - bol psychiczny
            jest nie do zniesienia i nie wiem, ile mi zostalo jeszcze sily i czy w
            ogole...... nie tylko nie widze sensu w robieniu czegokolwiek, ale takze nic
            nie czuje poza moim bolem. nie potrafie kochac, nienawidzic, wszystko jest
            takie obojetne.... i jak z tym zyc, skoro staram sie przezyc intensywnie kazda
            chwile (bo sie juz nie powtorzy), ale jednocesnie nic nie czuje....
            • Gość: seba Re: boje sie ze umre ..Do Sofi., Mady i inn... IP: *.kiel.gazeta.pl 11.06.01, 18:29
              Spróbuj Effectin, bardzo dobry lek, mnie pomógł w ciągu miesiąca
    • Gość: Oicug Re: boje sie ze umre .Do Asi... IP: 212.191.70.* 25.05.01, 08:10
      Takie napady leku sa typowe dla nerwic lekowych i
      stanow depresyjnych i moga sie zdarzac w bardzo mlodym
      wieku . Dobrze jest nosic przy sobie jakis lek , daje
      to poczucie bezpieczenstwa. Ze znanych lekow moze pomoc
      np. propranolol. Najwyrazniej doznawalas lub doznajesz
      jakis stresow lub niepowodzen zyciowych. Osoby wrazliwe
      emocjonalnie lub moralnie musza zadbac o wypracowanie w
      sobie swoistej filozofii zyciowej uodparniajacej na
      trudnosci codziennego bytu . Zalecam cwiczenie zachowan
      asertywnych aby nie pozwalac na wpedzanie sie przez
      innych w poczucie winy. Pozdrawiam.
      • Gość: asia Re: boje sie ze umre .Do Asi... IP: *.mas.szczecin.pl 04.06.01, 14:29
        dziekuje za rady ... wiem ze ze mna jest cos nie tak ...staram sie zyc ale
        czasami jest to takie trudne... bylam u psychiatry..dala coaxil zero porawy..
        najbardziej pomogly mi rozmowy...z ludzmi o podobnych problemach..sa okresy
        kiedy czuje sie tak dobzre ze az boje sie myslec o tym ze moze znowu byc
        gorzej.. Najgorsze jest to.. ze nie potrafie uswiadomic sobie moich
        problemow...jestem osoba pzrebojowa nie umiejaca usiedziec na miejscu.. mam
        dziecko i meza jestem 5 lat po slubie..ale od kiedy pamietam zawsze mialam
        jakies leki na poczatku balam sie spac sama w nocy.. potem przyszla obawa o
        zdrowie... rzadko zdarza mi sie zrelaksowac.. mysle ze po prostu potrzebuje
        odpoczynku bez meza bez dziecka bez nikogo..wiesz co... kiedys zapytana o moje
        najwieksze marzenie odpowiedzialam -siedziec na plazy cala noc i nie myslec o
        niczym.. to chyba wyjasnia moj stan umyslu.. ja nie mam chwili dla sie bie
        ciagle tylko praca dom dziecko bardzo absorbujace..5letnie.. coraz czesciej
        dochodze do wnioskow ze mi sie tez cos nalezy od zycia.. zaczelam wyjezdzac na
        zjazdy internautow ale odkrylam ze trudno jest byc wierna zona na tego typu
        imprezach z drugiej strony ciagnie mnie do przygod...sama juz nie wiem o co tu
        chodzi...teraz jest juz lepiej juz sie nie boje ze umre..ale ciagle cos jest we
        mnie co nie pozwala mi zyc normalnie..
        jeszcze raz dzieki za rady...
        • Gość: zofia Do Asi... IP: *.clmba1.mo.home.com 06.06.01, 05:41
          nauczylam sie w terapii ze najwieksza odpowiedzialnoscia czlowieka jest
          odpowiedzialnosc w stosunku do siebie i zycia ktore mu dano. jezeli nie bede
          dbala o siebie i nie zadbam a wlasna rownowage duchowa to kogo krzywdze? nie
          tylko siebie ale rodzine przyjaciol ludzi wokol .. dlaczego? czy moje dziecko
          woli wypoczeta usmiechnieta matke od kobiety ktora wydaje sie obca osoba
          uciekajaca myslami do miejsc odpoczynku. Asiu odpowiedzialnosc w stosunku do
          siebie to nie tylko wypoczynek fizyczny ale rowniez strawa duchowa , rozwoj
          duchowy. kiedy ostatnio spedzilas czas sama ze soba i dla siebie? bez zadnych
          zjazdow - normalne 10 min Asi dla Asi? w przycmionej sypialni sluchalas ulubionej
          muzyki lub pojechalas na przejazdzke do ulubionego lasu i wyciagnelas sie na
          trawie ogladajac chmury? poszlas do kina z kolezanka a potem na kawe? czy robisz
          to regularnie? jezeli tak to swietnie. czasem trzeba zaczac od 2 min aby sie
          nauczyc spedzic 10 min ze soba i kochac ten czas dla siebie i tesknic za nim.
          pozdrawiam .
          Gość portalu: asia napisał(a):

          > dziekuje za rady ... wiem ze ze mna jest cos nie tak ...staram sie zyc ale
          > czasami jest to takie trudne... bylam u psychiatry..dala coaxil zero porawy..
          > najbardziej pomogly mi rozmowy...z ludzmi o podobnych problemach..sa okresy
          > kiedy czuje sie tak dobzre ze az boje sie myslec o tym ze moze znowu byc
          > gorzej.. Najgorsze jest to.. ze nie potrafie uswiadomic sobie moich
          > problemow...jestem osoba pzrebojowa nie umiejaca usiedziec na miejscu.. mam
          > dziecko i meza jestem 5 lat po slubie..ale od kiedy pamietam zawsze mialam
          > jakies leki na poczatku balam sie spac sama w nocy.. potem przyszla obawa o
          > zdrowie... rzadko zdarza mi sie zrelaksowac.. mysle ze po prostu potrzebuje
          > odpoczynku bez meza bez dziecka bez nikogo..wiesz co... kiedys zapytana o moje
          > najwieksze marzenie odpowiedzialam -siedziec na plazy cala noc i nie myslec o
          > niczym.. to chyba wyjasnia moj stan umyslu.. ja nie mam chwili dla sie bie
          > ciagle tylko praca dom dziecko bardzo absorbujace..5letnie.. coraz czesciej
          > dochodze do wnioskow ze mi sie tez cos nalezy od zycia.. zaczelam wyjezdzac na
          > zjazdy internautow ale odkrylam ze trudno jest byc wierna zona na tego typu
          > imprezach z drugiej strony ciagnie mnie do przygod...sama juz nie wiem o co tu
          >
          > chodzi...teraz jest juz lepiej juz sie nie boje ze umre..ale ciagle cos jest we
          >
          > mnie co nie pozwala mi zyc normalnie..
          > jeszcze raz dzieki za rady...

        • Gość: Oicug Re: boje sie ze umre .Do Asi... IP: 212.191.70.* 06.06.01, 16:59
          A moze to temat dla seksuologa ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka