ziemiomorze
15.09.05, 11:04
Kiedy zyje się w sobie zupelnie, swiat się rozwarstwia calkiem wyraznie i
namacalnie na dwie czesci: zewnatrz i wewnątrz.
W srodku masz swój wlasny czas, ktory biegnie jak sobie chce - wolno-szybko-
wcale, wygina się, wybrzusza i zapętla; troche go nie ma, a troche jest go za
duzo - jak w niektorych snach. Zaskakuja proby obiektywizacji czegos tak
niezaleznego - jakies pytania o date, ile lat, kiedy to bylo? jaki dzis dzien
tygodnia? Mozolne szukanie odpowiedzi i towarzyszace temu uczucie jej absurdu.
Jest jeszcze wewnetrzny jezyk, bo zyjac w srodku przyzwyczajasz sie do
myslenia obrazami - malo tego, obrazami zaczynaja być tez rzeczy, cala
rzeczywistość. Myslisz nie 'kubek', ale 'cieplo-blekit-ostry aromat'; rzeczy
i pojecia nie maja czystych, wyznaczonych słownikowymi definicjami krawedzi,
przenikaja się, wrastaja jedne w drugie. I jeśli pojawia się ktos, kto
mowi 'kubek', to nagle tnie to skudlacone futro, kubek zostaje wyszarpniety z
nieostrej sieci obrazow.
Zycie w takim futrzanym ocenie ma swoja cene, to jasne. Ale perspektywa
zostania w tym wewnetrzu jest kuszaca - ocieranie się o swoje wnetrze uwodzi,
można zobaczyc w tym jakas wolnosc. Tyle, ze rownie dobrze dłuższe w nim
przebywanie moze doprowadzic cie do oklejenia pokoju folia aluminiowa i
zrobienia z niej sobie ubranka, bo to ochroni cie przed czającymi się
kosmitami, tak samo jak dieta oparta na mydle i atramencie.
No i wlasnie - wyjscie z niego może byc jak ponowne narodziny. Kuszaca moze
byc perspektywa doswiadczania bliskosci z kims drugim np, tak samo jako
mozliwosc inspiracji czyms mniej bezpiecznym niz ksiazka czy film. Tyle, ze
to odkrywanie nieznanych kontynentow, a 'dalej mieszkaja juz tylko smoki',