Dodaj do ulubionych

samotnosc...

07.11.05, 09:57
A ja sie czuje bardzo samotna... Tak strasznie potrzen\buje milosci, a nie
potrafie zbudowac normalnego zwiazku.. chyba dlatego ze tak bardzo, bardzo
chce... Jestem daleko, bardzo daleko od rodziny, przyjaciol, nie mam zadnego
mezczyzny, ktory by mnie pokochal.. Zycie jest straszne, chce zeby sie juz
skonczylo...
Obserwuj wątek
    • zyrafa46 Re: samotnosc... 07.11.05, 13:50
      A co byś powiedziała na WIELE dużej sympatii od (niestety) starej baby (hi hi
      hi)? Pardon. Ślicznej, długonogiej Żyrafy. ;-)



      Przyjaciele są daleko? A mieszkasz na pustyni??? Przyjaciel to rzecz cenna i
      towar ten nie ma ogromnej podaży. Ale wszędzie gdzie jesteśmy wśród LUDZI można
      go znależć. Popatrz na ten tłum koło Ciebie. On się składa z poszczególnych
      osób. Każda z nich potrzebuje miłości i KOGOŚ. I każdy z tego tłumu ma w sobie
      COŚ. Dawaj więc odważnie. I BIERZ też odważnie. Wielu lubi dawać. Nie bój się
      zrobić im przyjemności. Jeeeeej, przecież nie mówie o wykorzystywaniu tylko o
      czymś takim miłym, ludzkim.
      Życie jest piękne. Jest piękne, bo nie jesteśmy sami. No tak, tak, uwierz w to.
      Żyrafa
        • zyrafa46 Re: samotnosc... 07.11.05, 16:49
          Jak wyjdziesz do ludzi i nie będziesz trzymać nosa na kwintę to Cie sami
          znajdą. Aby poznać drugiego człowieka - trzeba spojrzec mu w oczy. Jak to
          zrobisz? Jak inni to zrobią, gdy głowa spuszczona? Ani im ani sobie nie dajesz
          szansy.
          Nie szukaj. Nic na siłę. Żyj z podniesiona głową. Ciesz sie każdym drobiazgiem.
          Ja sie ciesze nawet moją kotka słodko rozciągniętą na fotelu. Wygląda na
          szczęśliwą. Cudze (nie tylko kocie, hi hi hi) szczęście daje wielką radość.
          Własne też przyjdzie.
          Żyrafa
          • asixaj Re: samotnosc... 08.11.05, 12:19
            dzialam na zasadzie, i chcialabym i boje sie.. Bardzo chcialabym miec partnera
            a z drugiej strony kazdy zwiazek od razu na straty spisuje i robie wszystko aby
            sie nie angazowac bo sie boje ze bedzie bolalo jesli to tylko ja sie
            zaangazuje.. Nie wiem czy faceci to wyczuwaja i tez sie odsuwaja czy poprostu
            zaden sie na powazne mna nie interesuje z innych przyczyn..
            • ewa19734 Re: samotnosc... 08.11.05, 14:12
              Hej asixaj, jak mogę Ci poprawić nastrój? Może być ciężko bo sama mam podobny
              problem co Ty. Jeżeli to w jakiś sposób Ci pomoże to przyznam Ci się, że
              ostatnio każda moja znajomość rozłazi się. Wystraszyłam się, że może ze mną
              jest coś nie tak i zupełnie odpuściłam sobie poszukiwania. Podobno jak się
              odnajdzie spokój i równowagę we włanej duszy to z czasem zbliży się do nas inna
              podobna duszyczka. Dopóki jesteś "rozedrgana", niestabilna będziesz przyciągać
              podobne osoby. Wiem, że takie tam hasło "znajdź sobie hobby" itp, jest
              wkurzające ale to działa. Ostatnio zapisałam się na kurs j. angielskiego,
              biegam 2 razy w tygodniu na zajęcia i czuję się trochę lepiej.Dodatkowa frajda
              jest taka, że kurs ten jest wpełni sfinansowany przez UE i nie płacę za niego!
              Rozejrzyj się wokół na pewno jest coś co Cię wciągnie. Pozdrawiam!
              • asixaj Re: samotnosc... 08.11.05, 14:37
                Ale ja mam odpowiedzialne stanowisko i prace, ktora daje mi ogromna
                satysfakcje, spedzam w niej mnostwo czasu. Do tego zajmuje sie innymi sprawami
                tez.. jedyne czego mi brakuje to jakiegos faceta wreszcie, ktory mnie powaznie
                potraktuje.. wiem, ze to moze glupio zabrzmi, ale jestem dosc atrakcyjna z
                wygladu i czasami czuje sie przedmiotowo traktowana, tego sie boje.. ze ja sie
                zaangazuje a dla kogos bede ladna zabaweczka.. :-(
            • mskaiq Re: samotnosc... 08.11.05, 14:27
              Tak dlugo jak bedziesz wybierala strach tak dlugo nie znajdziesz partnera, bo
              strach nie pozwoli na milosc. Nie boj sie milosc, ona nie rani. Ty od razu
              zakladasz ze wszystko musi sie potoczyc przeciwko Tobie, boisz sie nawet myslec
              ze wszystko moze skonczyc sie dobrze.
              Kiedy pozwolisz prowadzic sie milosci, zniknie strach, musisz sie tylko odwazyc
              i zaufac jej, potrzebujesz jej.
              Serdeczne pozdrowienia.
    • asixaj Re: samotnosc... 08.11.05, 16:13
      czuje sie jak zwierze w klatce.. tak bym chciala sie wreszcie z kims
      bezpiecznie poczuc.. takie zycie w pojedynke to zupelnie bez sensu jest... :-(
      • looserka Re: samotnosc... 08.11.05, 16:40
        Po pierwsze - nic na siłę. Jeśli codziennie będziesz koncentrowała się głównie
        na swojej samotności ( braku partnera),to tym mocniej będziesz w niej tkwiła i
        coraz bardziej miotała się między potrzebą stworzenia związku a lękiem przed
        odrzuceniem. Może spróbuj zaakceptować to, że jesteś teraz sama - w tym
        momencie życia, chwilowo, nie w perspektywie. Spróbuj czerpać radość z siebie,
        z bycia z innymi ludźmi - ot tak, niezobowiązująco. Wejście w bliski związek z
        drugim człowiekiem zawsze niesie ze sobą pewne ryzyko - zaufanie wykuwa się
        poprzez czas, czesto latami, zwłaszcza,jeśli trudno goją się rany po doznanych
        w przeszłości krzywdach. Nie ma życia bez ryzyka. Ale myślę,że trafisz w końcu
        na człowieka, który w byciu z Tobą przekona Cię wreszcie, że warto mu zaufać.
        Jeśli się odważysz - pokochać kogoś. Pozwolić sobie na ryzyko miłości - to
        zawsze skok na głeboką wodę. Zanim zaufasz komuś - zaufaj sobie.
          • raz.dwa_i_trzy Re: jak ja to dobrze znam, za dobrze nawet :( 15.11.05, 15:22
            plakac mi sie chcialo kiedy to czytalam. ja tez jestem sama. bywaja takie dni
            kiedy czuje sie pelna energii optymistka, ale to zawsze jest uzaleznione od
            innych ludzi. niestety jest ich tak malo, ze takie chwile szczescia
            przytrafiaja mi sie doslownie kilka razy w roku. pozniej kazdy idzie w swoja
            strone i zyje wlasnym zyciem.
            ja sie tak bardzo opancerzylam, ze zupelnie nie wiem w ktorym miejscu powinnam
            zaczac zdzieranie ten pancerz... bardzo mi z ta niemoca zle, a przyznac sie
            przed ludzmi jeszcze nie potrafie. kilka razy probowalam, ale widze, ze wiele
            osob boi sie takich smutnych i samotnych, bo staja sie mniej atrakcyjnym
            towarzystwem i trudno sie z nimi przyjaznic.
            juz sie pogubilam - mam natlok mysli, a jednoczesnie czuje, ze mam ogromna
            pustke w glowie. a moze to pustka w sercu? chyba raczej to.
            wiecie mnie nic nie cieszy wlasnie dlatego, ze nie mam przy sobie mezczyzny.
            mam kilka kolezanek (wszystkie w zwiazkach), mam rodzine. czuje sie winna kiedy
            obarczam ich moja samotnoscia, wiec sie wycofuje. boje sie, ze to sie bedzie
            poglebialo i zostane zupelnie sama. a mam tyle milosci dla tego jedynego. tylko
            jego nie ma na widoku i chyba jzu nigdy nie bedzie.
            poza takim emocjonalnymi rozterkami ja mam jeszcze fizyczne. nie czuje sie na
            tyle atrakcyjna kobieta, zeby walczyc o faceta. takie ze mnie kaczatko, ktore
            musi sie ogromnie natrudzic, zeby ktos je dostrzegl choc na chwile.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka