Dodaj do ulubionych

stan starchu...

26.01.06, 15:28
nie wiem czy ktos bedzie mi w stanie pomoc na tym forum, poradzic, a pewnie
watek ten przewijal sie tu nie raz. Zanim sie wybiore do
psychiatry/psychologa, w ktorego ewentualna pomoc bardzo watpie, chcialabym
sie spytac jak wy sobie radzicie z wiecznym strachem,(nieraz to sie nazywa
niesmialoscia, lękiem spolecznym), ktory nie pozwala rozwinac skrzydel,
paralizuje, pozbawia wiary i motywacji do wszelkich dzialan, jest powodem
wielu zmarnowania wielu zyciowych szans. Ja nazywam to opieszaloscia (nie
mylic z lenistwem, ktore dosc czesto mi sie przypisuje, ale to pojscie na
latwizne w ocenie czlowieka),ale czsem naprawde mam dosc siebie za ta
swoja ....pie..watosc, za miotajace mna obawy, za brak wiary w sukces,
powodzenie. Dlaczego pierwsze co sobie wyobrazam przy podejowaniu
ewentualnych dzialan to porazka? Niepowodzenie? A potem nawet jak sie uda
(bo czasem cos mi sie jedank w tym mom zyciu udaje), to i tak mowie, e.. to
nic wielkiego, traktuje, za cos zupelnie oczywistego i nie zaslugujacego na
uwage. Oczywiscie jestem typem introwertyka, skotlowanego w swoich
myslach, egocentryka - skonctrentowanego na sobie, chcialabym sie od tego
uwolnic, od tego wiecznego myslenia, co ludzie sobie o mnie pomysla, jak
mnie ocenia, czy pomysla, ze jestem glupia lub czegos nie umiem (to moje
najgorsze z obaw). A przeciez jest masa ludzie glupszych ode mnie,
ale....szczesliwyszych bo nie mysla w ten sposob o sobie, w jaki mysle ja.
Boje sie kierowac autem bo przed oczami mam scenaiusze najgorszych wypakow,
probuje sobie wyobrazic bol jaki sie czuje podczas lamania kosci, a pzeciez
prakwko mam juz 4 lata i ciagle jezdze jak poczatkujaca, bo jezdze niezwykle
rzadko, choc czasem przeciez sprawia mi to przyjemnosc. Boje sie
odpowiedzialnosci, w obawie przed zwbyt wieloma obowiazkami i tym ze sobie z
nimi nie poradze (kiedys moglam awansowac w firmie, ale powiedzialam nie
dziekuje, wyszukujac -dla siebie samej bo inni tego nie potrzebowali- masy
argumentow przeciw). Wiele na tym stracilam, w ogole zwolnilam sie z tamtej
firmy bo wywadwalo mi sie, ze jestm postrzegana jako lekkie dziwadelko, bo
kto odmawia awansu? wiekszych pieniedzy? mozliwosci nauczenia sie czegos
nowego?
I wiem, teoretycznie wcale to nie bylo ponad moje sily, doskonale nadawalam
sie na to miejsce, mialam wiedze i doswiadcznie.
I teraz juz moze rozumiecie o co mi chodzi. To jest irracjonalne, ze nie
potrafie walczyc ze swoja lekliwoscia. Czasem walcze, i udaje sie,
ale....kosztuje mnie to wiele emocji.... z wiekiem czuje sie coraz bardziej
klebkiem nerwow i niepotrzbnych mysli. Czasem nawet wyjscie do sklepu jest
walka, czuje sie jak bym byla wyrwana z kafkowskiego swiata, wyobcowana.
Ale czasem przeciez umiem byc wesola, towarzyska....
Ten starch jednak, czycha ciagle gdzies we mnie gleboko, towarzyszy mi
nieodlacznie nawet gdy sie smieje :( wiem, ze on gdzies we mnie jest. Strach
i melancholia.
Jak myslicie czy powinnam zglosic sie z tym do psychiatry? Psychologa? tylko
te sesje ciagnace sie miesiacami, latami nawet, czy to moze normalne?? Czy
komus z was ktos juz udzielil pomocy w tym zakresie??
Help...
Obserwuj wątek
    • insignificant Re: stan starchu... 26.01.06, 15:38
      tak zdecydowanie powinnaś się udać do specjalisty i ewentualnie psychoterapie
      podjąc własciwą ale nie gwarantuje natychmiastowej poprawy samopoczucia.Nie
      jestes jedyną osobą która się zmaga z problemami tego typu,pozdrawiam Cie.
    • uhu_an Re: stan starchu... 26.01.06, 16:35
      hmmm, mam to samo. niestey u mnie jest tak, ze lęk czasami ze mna wygrywa- choc
      dobrze, ze czasami, bo kiedys wygrywal ze mna non-stop. teraz sie to
      zmienia.powoli, ale jednak. a to dzieki psychoterapii. w skrajnych przypadkach,
      bralam jakies tabletki na uspokojenie, choc unikalam tego jak ognia, bo kiedys
      lykalam garsciami i mialam pozniej problem.
      radzilabym ci chyba pojsc najpiewr do psychologa- jestem ciekawa, jak twoje
      relacje z rodzina sie ukladaly. jaka ona byla, bo moze to sie wydawac malo
      istotne, ale rodzina ma przeogromny wplyw na nasze samopoczucie. przynajmniej u
      mnie tak jest, ze to dzieki niej musze sie teraz leczyc- z lęku przed
      odrzuceniem, węszenia wszedzie spisku, nieufności, braku poczucia akceptacji
      itd.
      • lillys Re: stan starchu... 26.01.06, 16:58
        Dzieki za odzew...ciesze sie, ze odpisaliscie, tak trudno znalezc pomoc rowniez
        te specjalistyczna.
        Jestem swiadoma, ze musialabym przeanalizowac swoje dziecinstwo i relacje z
        rodzina, tak jak mi radzisz uhu_an, a w ktorych to juz od jakiegos czasu
        upatruje zrodla mojego probelmu. Nie chcialabym tu nikogo zanudzac, choc od
        jakiegos czasu odczuwam przeogromna potrzebe opowidzenia komus jak to bylo
        wszystko po kolei, i wylapania tego momentu, gdy cos zaczelo we mnie jakby
        dziac sie nie tak - pewnie to bylo we wczesnym dziecinstwie.
        Kiedys bylm u psychiatry - choc teraz mysle, ze powinnam do psychologa. Wtedy
        tez moze niezbyt dobrze sprecyzowlam swoje symptomy. Pani stwierdzila, ze
        musze byc bardzo samotna, i przepisala mi cos, co bralam a nazwy nie pamietam
        (bylo to 5 lat temu), cos co mialo mnie jakby zaktywizowac, pobudzic do
        dzialania, ale efekty byly mierne, leki byly tylko na miesiac.
        A w ogole, naprawde bardzo sie ucieszylam, ze napisaliscie, bo czuje sie badz
        co badz taka ....insignificant, a tu bach, pisza do mnie ludzie, ktorzy mnie
        choc w malenkim stopniu rozumieja. Zatrzymali sie na chwile, zastanowili.
        Dodalo mi to otuchy, i zachety by jednak skorzystac z pomocy fachowca.
        Chcialabym uniknac terapii farmakologicznych, czuje jakas niechec do pigulek,
        ktore moglyby sterowac moim mozgiem. Chyba, ze byloby to naprawde konieczne.
        A ja sie czuje jakbym balansowala na krawedzi, od lat... od dziecinstwa czuje
        sie na krawedzi przepasci, a nie moge w ta przepasc spasc.

        A z praktycznych rzeczy, skad mam wziac kase na terapie u psychologa, i czy 200
        zl za godzine to niezbyt wygorowana cena?
        Moj partner tez jest zmuszony korzystac z pomocy psychologa (czasem mysle, ze
        czesciowo przeze mnie), jemu ten facet podszedl, ale za jedna sesje 4 stówy?
        Dla mnie to zdzierstwo.
        Czy naprawde moge tu sie wyzewnetrzniac...



        • uhu_an Re: stan starchu... 26.01.06, 17:21
          droga lillys, po pierwsze nikogo nie zanudzasz. wchodzac na forum 'depresja'
          zapewne przeczytalas obok napis 'porady, wsparcie'. po drugie teraz sama wiem,
          ze tlumienie emocji to najgorsza rzecz jaka mozesz zorbic i jesli masz chez
          uzewnterznienia sie to dobrze. bo im dluzej to bedzie w tobie tkwili tym lek
          bedzie wiekszy. a jak sie 'wygadasz', wyzbyjesz ciezkich emocji to choc na
          chwilke poczujesz swoiste katharsis.
          ponadto naprawde nie jestes sama. przejzyj to forum ;) tu wszyscy są tacy
          sami :). Moze czujesz sie strasznie odosobnioa, jakoś w dziwny sposób nie
          pasująca do spoleczenstwa, ale tak naprawde takich ludzi jak Ty, czy ja jest
          wielu. Choc poczatkowo myslalam, ze tylko ja mam taki problem. ja generalnie
          sama nie wiedzialam co sie dzieje, jakies napady placzu lek, zamkniecie sie w
          sobie, wieczne poczucie winy wstydu, poczucie napietnowania, potepiania nie
          dawalo 'spokojnie' zyc.
          wydaje mi sie, ze 200, czy 400 zl to strasznie duzo. wiem, ze nawet w
          prywatnych placowkach sesja kosztuje 60-70 zl. ja nigdy nie bylam prywatnie,
          wlasnie ze wzgl. na finanse. najpierw szlam do poradni rodzinnej-polecam, w
          ktorych konsultacje, a czasami i grupy sa za darmo. ponadto mozna tez sie udac
          do zwyklej przychodni, w niektorych sa psycholodzy.
          ja uczeszczam do stowarzyszenia(placowka polprywatna, czy cos takiego), w
          ktorym co prawda place, ale nie tak duzo jak mogloby sie wydawac- 50 zl za
          miesiac!- w pakiecie leczniczym :) jest ter. indywidualna i grupowa- spotkania
          2x w tyg.

          moglabym ci poradzic jeszcze, ze warto zadzwonic do tel. zaufania- korzystalam-
          POLECAM! pomaga. co prawda 2 godz. wisialam na telefonie, ale naprawde pomogla
          mi rozmowa z psychologiem. poza tym podali mi adresy placowek gdzie moge sie
          zglosic za free.
          pozdrawiam cieplo.
          • lillys Re: stan starchu... 26.01.06, 17:53
            Bardzo Ci dziekuje za rady uhu_an. Skorzystam z nich. Zbyt czesto watpie w
            skuteczna pomoc psychologiczna, choc Ty powinnas byc mi przykladam, ze to
            dziala. Bo działa prawda?
            Dzieki jeszcze raz.
            Pozdrawiam.
            (jak sie nie odwaze nigdzie zwrocic o pomoc to napisze jeszcze raz, tak trudno
            zmobilizowac sie do dzialania)
            • urszulai Re: stan starchu... 26.01.06, 17:57
              Nie jestes sama lillys.To co napisalas nie jest mi obce niestety.
            • uhu_an Re: stan starchu... 26.01.06, 17:58
              działa, działa, tylko trzeba czasu. cierpliwosci. wiem, ze zmian chce sie
              teraz! natychmiast. moze cie to pocieszy, ale ja po 2 miesiacach zaczelam
              widziec efekty! serio. teraz sie lecze juz 5 i wiem, ze rzucenie terapii w tym
              momencie nie bylobo najrozsadniejszym posunieciem ;) ciesze sie, ze poszlam, bo
              widze, ze zycie moze byc inne. Ze moze miec inny smak, poza gorzkim. i nie
              zakladaj, ze sie nie zmobilizujesz. dasz rade! choc wiem, ze ta pierwsza wizyta
              jest trudna. ale zobacz Juz cos zrobilas- zaczelas sie tym interesowac i
              szukasz jakiejs pomocy. to juz cos. teraz 2 krok- pojsc. dasz rada.
    • urszulai Re: stan starchu... 26.01.06, 18:00
      Tak juz jest,ze niestety ,ale od domu rodzinnego ,jego atmosfery zalezy
      naprawde duzo.Tak wiec jedni krocza przez zycie dumnie i mysla,ze nalezy im
      sie wszystko co najlepsze,a inni przemykaja z nisko pochylona glowa,choc nie
      maja do tego zadnych powodow.
      • lillys Re: stan starchu... 26.01.06, 18:53
        Czytam watki innych forumowiczow, i musze powiedziec,ze znalazlam duzo ciepla i
        zrozumienia jakie tchna z wiekszosci postow.
        Bywalam na innych forach, nigdzie nie odczuwalam takiej atmosfery zrozumienia
        jak tu. Byc moze dlatego, ze problemy jakie nas lacza sa tak ulotne? Nie wiem,
        faktem jest, ze dodaje mi to otuchy; czytanie o problemach innych, sprawia,
        ze wlasne staja sie jakby bardziej odlegle. Nie czuje sie taka osamotniona w
        swych dziwnych myslach. Bo przykra jest swiadomosc, ze odstaje sie od normy.
        Zaczynam tez rozumiec jak dobre slowo, cieple slowo wiele moze zdzialac.
        Wiec dlaczego jestem taka oszczedna w tych slowach w stosunku do ludzi, na
        ktorych mi zalezy...? Wim, wiem to material na dluzsza analize psychologiczna.
        Szkoda, ze tak wiele ludzi cierpi..:(
        Na razie pozdrawiam Was...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka