marenta
26.02.06, 07:20
pytanie
Musisz przejechać jakimś śmierdzącym PKS-owskim ogórem czy tramwajem jakieś
20 km (podróż jest tak maksymalnie nudna jak każdy codzienny powrót z pracy
czy szkoły). Jesteś udupiony na jakieś 20 min, ale nic szczególnego nie masz
na dzień dzisiejszy do przemyślenia. Obiad już się grzeje, rachunki popłacone
itp.
Interesuje mnie jaki procent tego czasu stanowią te wasze wszystkie
depresyjne myśli, samoopluwanie, przeżywanie, wołanie o pomstę do nieba, ten
cały ten depresyjny negatywizm. Czy zostaje wam jakaś reszta czasu, na myśli
przynajmniej obojętne emocjonalnie?
Pytam bo dopiero od niedawna zaczęłam czuć w takich momentach przynajmniej
chwilową pogodę i spokój. To taka niewymuszona niczym świadomość że od tej
chwili mogłabym zacząć świadomie wybierać jak sie za chwilę poczuję, każdą
nadchodzącą myśl obrabiać w głowie ze spokojem i życzliwym humorem.
Jak to wygląda u was? czy depresja daje wam czasem odetchnąć, czy jest to
nieprzerwane pasmo samoudręki?