Gość: Konrad
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
15.10.01, 23:08
Nie mogę się do niej zbliżyć. To jest jak szklana ściana.
Wiem że bardzo cierpi ale nie wiem jak jej pomóc. Właśnie usłyszałem że jestem
do niczego i wszystko przeze mnie. Uwierzyć? Przecież wiem, że to krzyk o
pomoc. Jutro będzie mnie przepraszać a ja ją będę prosił żeby nie przepraszała
tylko uwierzyła w siebie i w nas.
Widzę, że kiedy spotyka się z ludźmi funkcjonuje lepiej, jest ożywiona.
Ponieważ jest naprawdę wspaniałą osobą, jest lubiana przez znajomych i
przyjaciół. Jednak nie podtrzymuje swoich znajomości, nie dzwoni, nie odpowiada
na listy przyjaciółek, po jakimś czasie znajomości rozluźniają się i zamierają.
Czy to ja powinienem prowadzić jej życie towarzyskie? Próbowałem i tego ale
wtedy ona wycofuje się.
Gdybym miał jakiś punkt zaczepienia na którym dałoby się zbudować jej radość
życia, wszystko byłoby możliwe. Cóż z tego skoro jest pogrążona w depresji?
To trwa już 13 lat i sam nie wiem jak długo jeszcze wytrzymamy.
Zaczęło się po urodzeniu dziecka i szybko doszło do przemożnych, panicznych
lęków. Wtedy psychoterapia (bez żadnych leków) przyniosła sporą poprawę. Lęki
ustąpiły i nie powróciły więcej. Jednak depresja pozostała.
Sam nie wiem po co to piszę. Przeglądałem to dołujące forum. Same wołania o
pomoc bez odpowiedzi albo wypowiedzi świadczące o kompletnym braku wyobrażenia
czym jest depresja. Pomiędzy nimi szklana ściana, którą tak dobrze znam.
Ale liczę na cud.
Konrad