strach przed pracą

10.06.06, 16:00
skonczyłam studia,,i nic..łapie sie dorywczych prac, ale szybko z nich
odchodze..bo tak strasznie boje sie odpowiedzial;ności..nie szukam nawet nic
nonkretnego<druga sprawa ze nic raczej w swoim zawodzie nie znajde>ale dla
czystego sumienia powinnam zrobic wszystko..odwlekam to z dnia na
dzien,,zawsze mowie sobie ze jutro...ale to jutro nie nastepuje..potfornier
boje sie odpowiedzialnosci, samodzielnosci,,boje sie ze sobie nie poradze,,ze
bede sie zle czuła<jestem chorowita>i ze bede musiał isc do pracy , a nie dam
rady..na sama grype choruje pare razy do roku,:(mam reflukas zoładka, ktory
czesto nie daje mi zasnac do rana..nier wiem jak miałabym isc wtedy do
pracy...pozatym ten opor psychiczny, strach,,rodzice nie nauczyli mnie
samodzielnosci,zawsze mama starał sie mnie i siostry przed wszystjik ochronic,
na nic nie pozwalała, ciagle sie o nas bała.nie umiem w wieku 25 lat załątwic
jakis spraw w urzedach,zawsze wszysto robiła to mama..nie mam ambicji i nie
marze o pnieciu sie na szczyty kariery..mogłąbym pracowac nawet fizycznie,
byle praca ta nie była zbytnio odpowiedzialna,..ale wszyscy wymagaja ode mnie
,że po studiach powinnam znalezc sobie jakas dobra pracę..a ja sie boje..boje
sie , ze inni bede ode mnie wymagac wiecej niz ja wymagam od siebie...
    • blue_a Re: strach przed pracą 10.06.06, 16:13
      Michela, co skończyłaś?

      Mam dosyć podobnie. Myślę, że powinnam robić coś ciekawszego niż tylko być
      oryginalną quasi-sekretarką (śmieję się). Też boję się (nie chcę?) zbytniej
      odpowiedzialności w pracy, jest jednak kilka ALE. Pieniądze. Rodzice mogą
      pomagać, ale jak długo. Zdarzają się także przebłyski, że stanięcie na własnych
      nogach może dać więcej radości niż oglądanie się na innych. I satysfakcję...
      Ta praca, o której mówisz, najlepiej w odosobnieniu, niech sobie będzie nawet
      fizyczna, ale "niech mam święty spokój" nie da satysfakcji na dłuższą metę. A
      może da, głośno myślę...Nie, chyba jednak nie. Naturalną konsekwencją będzie
      frustracja. Bie zrozumcie mnie źle, nie mam nic do pracy fizycznej - ale tu
      dziewczyna mówi o skończonych studiach...

      Czasem pocieszam się głupawo, że i tak nieźle, że żyję, pracuję, ale to radość
      na chwilę. Przecież warto byłoby wymagać od siebie więcej, sięgać po więcej,
      okazuje się, że nierzadko to "więcej" bardziej w zasięgu ręki niż się mi wydaje.

      I Tobie, i sobie, i podobnym nam życzę więcej odwagi.




      • michela26 Re: strach przed pracą 10.06.06, 16:20
        blue_a skonczyłam studia pedagogiczne..ale jako moge byc dobrym pedagogiem i
        pomagac dzieciom , skoro sobie nie umiem pomóc??tak jak ty myśle, ze praca w
        samotnosci, w jakims cichym i spokojnym miejscu mogłaby spowodowac we mnie
        frustracje i monotonnie,ale wolałabym ją chyba od ciagłych nerwów, od
        rywalizacji i poprzeczek stawianych mi przez szefa..pozaty mysle , że tylko i
        wyłacznie odnalzałabym sie w pracy z dziecmi, mam z nim i swietny kontakt,chyba
        dlatego ze widza we mnie osobe rowna sobie//ale...jest duzo ale...byle ktos
        mogły byc odpowiedzialny za mnie...i za moja prace
      • michela26 Re: strach przed pracą 12.06.06, 09:42
        własnie dzwoniła znajoma i załatwiła mi prace, :organizacja zajeć dla
        dzieci..zaczynam od 26.VI..trzymajcie kciuki
    • michela26 Re: strach przed pracą 10.06.06, 16:25
      moja siostra, takze po studiach ped..pracuje jako kadrowa, księgowa i asystent
      prezesa w jednej osobie..wymaga od siebie coraz wiecej..a tez jest osoba taka
      wrazliwa i nerwowa jak ja..ale ma dziewczyna ambicje, czego mi brak..gdy szła do
      tej pracy, nic nie znała sie na kadrach i płacahc..teraz firma nie mzoe sie bez
      niej obejsc..a ja wiem, ze tego bym sie nie nauczyła,,,nie jestem zbyt
      inteligetna osoba/.//
    • marenta Re: strach przed pracą 10.06.06, 18:04
      najważniejsza jest motywacja
      im będziesz miała ją większą tym inne rzeczy poza _pracowaniem_ będą miały
      mniejsze znaczenie
      • 1lemon Re: strach przed pracą 10.06.06, 19:38
        Studia nie mają znaczenia coś tam dają ale ważniejszy jest może język dobry
        komp ja jako nieliczny skończyłem studia i najgorzej na tym wyszłem.
        • sneeper Re: strach przed pracą 10.06.06, 22:44
          leniocholizm ,to nie jest strach ,tylko objaw depresji
          • sneeper Re: czarny muchomor 10.06.06, 22:56
            Bog ,honor, Ojczyzna
            Grob ,muhomor ,latwizna

            "wchodza faceci do windy a tam lewizna,.
            wychoza,a tam silownia ,no to z powrotem, i strasznego dola zlapali.
            • a.niech.to Re: czarny muchomor 10.06.06, 23:07
              sneeper napisała:

              > "wchodza faceci do windy a tam lewizna,.
              > wychoza,a tam silownia ,no to z powrotem, i strasznego dola zlapali.
              Banalna rzecz: pożar i ewakuacja.
              A jak na wstępie: umierać można z wdziękiem.
              • a.niech.to Re: czarny muchomor 10.06.06, 23:10
                a.niech.to napisała:

                > Banalna rzecz: pożar i ewakuacja (czyt. literalnie, można najwyżej coś obciąć)
                > A jak na wstępie: umierać można z wdziękiem.
                • sneeper Re: czarny humor 11.06.06, 00:20
                  -przepraszam za te dzisiejsze przesmiewstwa,
                  moze niechcaco ukazaly one przyczyny takich sytuacji,
                  tlo jakie towarzyszy depresjom i nie tylko
                  --
        • lucyna_n Re: strach przed pracą 11.06.06, 11:59
          chyba wyszedłem..
          • sneeper Re: strach przed pracą 11.06.06, 16:46
            lucyna_n napisała:

            > chyba wyszedłem..
            -zsuneli sie niepostrzezenie
    • mskaiq Re: strach przed pracą 11.06.06, 06:09
      Jestes tak samo inteligentna jak Siostra, tylko boisz sie. Kazdy czlowiek
      odczuwa strach przed nieznanym, problem zaczyna sie wtedy kiedy nie umiesz
      przelamac tego strachu.
      Musisz zaczac przelamywac ten strach. Zwykle starch przynosi wymowki abys nie
      zrobila czegos, nie mozesz akceptowac tych wymowek. Zrob co powinnas i chcialas
      zrobic, nie pozwol aby strach podejmowal za Ciebie decyzje.
      Strach potrafi bardzo szybko przejac kontrole nad nami, kiedy sie boisz jednej
      rzeczy to po miesiacu boisz sie juz kilku. To prowadzi do calkowitej izolacji i
      depresji. Jestes obecnie w takim punkcie ze mozesz pozbyc sie strachu, ale
      mozesz go rowniez zaakceptowac i wtedy pojawi sie wiele problemow.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • michela26 Re: strach przed pracą 11.06.06, 11:04
        sneeper musze cie rozvzarowac, ale nie jestem leniwa, wrecz przeciwnie..moge
        pracowac po parenasie godzin na dobe, byle mnie tylko nikt nie oceniał, i bym
        nie ponosiła odpowiedzialnosci za to co robię..przeraza mnie fakt,ze mogłabym
        robic cos zle i nie umiała sie tego nauczyc..
        jesli choidzi o studia, to teraz nic one nie znacza..ktos bez studiow, ale
        pomysłowy, przebojowy i rozgarniety znajdzie prace duzo lepsza, lepiej płatna od
        tego ze studiami .studia to nie zaden wyznacznik..
        dzieki wszystkim za rady i zaineresowanie
        • lucyna_n Re: strach przed pracą 11.06.06, 12:00
          myślisz że to rozczarowalo Sneepera?
    • hellio Re: strach przed pracą 11.06.06, 12:19
      Michela, przejrzałam twoje posty i trochę się pogubiłam. Nie jest dla mnie jasne
      - czy starałaś się o jakąś, tak to chyba określiłaś, "pracę z dziećmi"? Czy
      szukałaś i nie znalazłaś, czy uważasz, że powinnaś podjąć jakąś "dobrą" pracę,
      intratną, odpowiedzialną, tak jak na przykład siostra - ale brakuje ci odwagi
      nawet na szukanie?
      Pozdrawiam, H
      • michela26 sama sie pogubiłam.,.. 11.06.06, 15:45
        sama sie pogubiłam...:(chodzi o wszystkie kwestie..po1.chciałabym pracowac w
        zawodzie, ale nie ma pracy dla pedagogow, skłądałam cv do szkoł , ale nic z tego
        nie wyszłó, z drugiej strony gdybym dostała prace , to bałabym sie podjac
        odpowiedzialnosc za ta prace,,bałabym sie wyzwań itd...
        jesli chodzi o siostre, to nigdu=yt jej nioe dorownam,..mimo , ze jest tak
        wrazliwa i bojazliwa jak ja, umie isc na przod, ma ambicje i radzio sobie z
        praca , momo ze ma takze rozne lęki i duzo obowiazkow..
        • hellio Re: sama sie pogubiłam.,.. 12.06.06, 11:33
          Michelo Droga, kiedy czytam twoje posty, również ten ostatni, kiedy próbuję
          sobie ciebie wyobrazić - to widzę przed oczami mgiełkę, różowy obłoczek o
          brzegach postrzępionych, który czeka na jakiś wietrzyk, który by go przesunął w
          jakieś inne miejsce i drży ze strachu, że to co przyjdzie, to moze nie będzie
          wietrzyk, tylko wicher, zawierucha! I jeszcze cię gdzieś pogna nie wiadomo
          gdzie! I nie wiadomo, co tam będzie!
          Pisałaś wcześniej o mamie. Że chroniła, zdejmowała kłopoty z głowy. I z lekką
          goryczą, że "nie nauczyła samodzielności". Może rzeczywiście powinna była
          postępować jakoś inaczej, nie wiem. Może gdyby "mniej chroniła" - byłoby ci
          łatwiej. Nie wiem, nie chcę oceniać. Możesz ty sobie ocenić, wypisać na kartce
          wszystkie zaległości, wszystko, do czego cię nie przygotowano i na dole,
          drukowanymi literami podsumować:TO WSZYSTKO MAM DO NADROBIENIA. MOGĘ NADROBIĆ!

          Bo możesz! Popełnisz przy tym jakieś błędy. Twoje prawo. Oberwiesz po głowie. To
          może boleć, ale nie zabije. Dowiesz się jakichś rzeczy o sobie - nie wszystkie
          będą budujące. Trudno. Ale niektóre będą zaskakująco dobre, zapewniam cię. Nie
          ma innego sposobu, żeby dowiedzieć się, czemu podołasz, a czemu nie, z czym
          sobie dajesz radę, a z czym nie bardzo. Odpowiedzialność jest bolesna, ale to
          cena, którą płacimy, by móc przeżyć swoje życie jako swoje. To jest uczciwa
          cena. To tyle, ile trzeba zapłacić za szanse na sukcesy, na dobre relacje z
          ludźmi, na podziw swoich dzieci. I nawet jeśli całe swoje życie przeczekasz, z
          ostrożności, z braku odwagi, z braku wiary w siebie - to drugiego przecież nie
          dostaniesz.
          Jakie są twoje stosunki z siostrą? Może szczera rozmowa z nią mogłaby być dla
          ciebie inspiracją? Może ktoś ze znajomych, przyjaciół (nic o nich nie piszesz,
          co mnie niepokoi) - pomógłby ci nacisnąć taki guziczek w tobie "włączam się!".
          Może jakaś lektura? Przypomina mi się świetna książeczka Piotrka Fijewskiego
          "Jak rozwinąć skrzydła" - może gdzieś leży w okolicznym antykwariacie czy
          bibliotece.
          Życzę ci wszystkiego najlepszego i...Wiesz co pomyślałam, Obłoczku? Gdyby udało
          ci się odkręcić to, co się w tobie zakręciło, gdybyś dowiedziała się, jak to
          robić, to jako pedagog, z takimi doświadczeniami i z taką wrażliwością byłabyś
          skarbem i łaską pańską dla tych wszystkich nieopierzonych dzieciaków, którym też
          często skrzydła nie mogą się wydostać przez marynarkę czy bluzę od dresu.
          Trzymam kciuki, ściskam, H
          • michela26 do hellio 12.06.06, 21:31
            droga<-gi> hellio!!!jesteś chyba jakiś bardzo madrym człowiekiem<nie wiem tylko,
            czy mezczyzna, czy kobieta>, bo mimo ze mnie nie znasz, dobrze
            rozumiesz..chciałabym miec kogos takiego przy sobie, z kim mozna porozmawiać,
            kto jest madrzejszy odere mnie i bardziej doswiadczony..nie wiem , czy jesteres
            starsza <-szy>ode mnie, ale napewno madrzejszy<-sza>..pytrasz mnie o relacje z
            siostrą..m,am bardzo dobre, mojes siostry bardzo kocham i dobrze sie rozumiemy,
            ze starsza moze lepiej , bo ona tez tak jak ja jest bardzo wrazliwa, miewa lęki
            i poczucie bezradości.ale jest ambitna<a ja nie:( i chcce być kimś w życiu..a ja
            chciałbym by mama wiecznie żyła i by zawsze była przy mnie, aby wszystko
            załątwiła za mnie i zawsze pomogła..
            wiesz, nerwica mnie zżera, lek przed tym co jest przede mną...przed
            przyszłościa..chciałabym byc wiecznie dzieckiem ,a mam juz 25 lat i jeszcze nic
            w zyciu nie osiagnełam..nic...i co najgorsze osiagnąc nie chce mi sie...
            jesli chodzi o przyjaciół to mam 2 najcudownieksdze pod słoncem przyjacłki<ich
            Bozia mi przynajmniej nie poskąpiła:), moge na nie zasze liczyć i zawsze mi
            pomagają , wspieraja kiedy tego potrzebuję..mam tez przyjaciela, i duzo
            znajomych, wspaniałych ludzi, bez ktprych moje zycie byłoby puste...kochaja
            mnie,, mimo, ze ja czuje sie takim nieudacznukiem...wiekszosc z nich ma dobre
            prace, sami decyduja o swoim życiu...a ja wciaz trzymam sie spodnicy
            mamusi..wiem,ze to toksyczny zwiazek..mimo,ze mama kocha nas najbardzie j na
            swiecie i oddałaby za nas życie, to jednak nie wychowała mnie na człowieka
            samodzielenego i umiejacegho poradzic sobie w zyciu..Boje sie załozyc rodziune,
            miec swoje dzieci..choidzic codziennei do pracy..boje sie życia//
            dzieki hellio za wszystkie madre słowa , ktore mi napisałeś<-aś>..mam
            nadziiije,z e jeszcze sie odezwiesz, by wesprzec mnie na duchu..czesto słowa
            madrej osoby sprawiaja, ze wyrastaja skrzydłą..dzieki
            • hellio Re: do hellio 13.06.06, 11:46
              Michelko, dziękuję za miłe slowa. Skoro pytasz - jestem kobietą, mądrzejszą może
              nie, ale starszą od ciebie na pewno (prawdę mówiąc ...dwukrotnie starszą...),
              stąd może więcej dystansu.
              Ucieszyła mnie bardzo wiadomość, że masz dobre stosunki z siostrami i że masz
              przyjaciół i godnych zaufania ludzi wokół siebie. To bardzo mocne atuty. I jeśli
              potrafisz być dobra i miła dla innych, to moze nie będzie ci aż tak trudno
              znaleźć w sobie trochę dobroci i tolerancji również dla siebie?
              W tym co piszesz często pojawia się słowo "ambicja". I to w takim kontekście, że
              twoja siostra ją ma, inni ludzie mają, a ty nie. Co to jest, twoim zdaniem, ta
              cała ambicja? Dla mnie człowiek ambitny to taki, który ma cel i silną motywację,
              żeby go zrealizować. Głodny ma motywację, żeby wdrapać się po jedzenie choćby na
              namydlony słup. Zjeżdża po tym słupie, ryczy ze złości, ale nie rezygnuje,
              próbuje aż do skutku. Twoja siostra robi karierę - pokonuje swoje lęki,
              codziennie ubiera się w mundurek i maszeruje do pracy. Ma swój cel. Ktoś inny
              chce nauczyć się angielskiego, naprawdę chce, więc rezygnuje z oglądania seriali
              w telewizji i dyskotek i uczy się słówek, i ćwiczy konstrukcje gramatyczne.
              Czego ty chcesz, Michelko? Jakie są twoje cele? Bo jeżeli jest tak, że
              przymierzasz się do realizacji celów podpatrzonych u siostry, albo chcesz
              spełnić oczekiwania mamy - to skąd niby ma się brać w tobie ta motywacja, ta
              determinacja głodnego na słupie?
              Wyobraź sobie, że minęło pięć lat i jesteś bardzo zadowolona z siebie i ze
              swojego życia. Wyobraź sobie dokładnie jak wygląda twój dzień. Co robisz? Czy
              masz rodzinę? Może dzieci? Czy gdzieś pracujesz? Jaka to jest praca? Szefowie
              bardzo cię cenią i są przemili, to wiadomo, ale co robisz? Może jesteś
              fryzjerką, może kończysz doktorat? Jak się ubierasz? Gdzie mieszkasz? Sama? Z
              kimś? W Polsce? Za granicą? Co by ci się najbardziej podobało? Tylko UWAGA! Co
              by się TOBIE najbardziej podobało! Nie mamie, nie siostrze, nie sąsiadowi z
              przeciwka!
              Daj sobie trochę czasu na takie "przyjrzenie się sobie za pięć lat". A jak
              znajdziesz taki obraz siebie "najpiękniejszy na świecie", taki, o który warto
              się starać, to karzesz iść spać refluksowi i...I on pójdzie.
              Powodzenia, Michelko-Obłoczku, raz jeszcze dziękuję za komplementy i trzymam
              kciuki za ciebie, Hania
              • a.niech.to Re: do hellio 13.06.06, 15:56
                hellio napisała:

                > masz
                > przyjaciół i godnych zaufania ludzi wokół siebie. To bardzo mocne atuty.
                Tak jest, bardzo. Ludzie Dobrej Woli staną za człowiekiem armią. Na taki awans
                trza być KIMŚ. Czasem ten KTOŚ to na przykład ja.
                > Czego ty chcesz, Michelko? Jakie są twoje cele?
                Można żyć zwyczajnie, po prostu. Cieszyć się tym, co się ma (przeważnie) jest
                całkiem fajnie.
                > karzesz iść spać refluksowi i...I on pójdzie.
                Ten zawsze może się przydać.
            • a.niech.to Re: do hellio 13.06.06, 15:47
              michela26 napisała:

              > czesto słowa
              > madrej osoby sprawiaja, ze wyrastaja skrzydłą..
              albo wieją wiatry.
          • a.niech.to Re: sama sie pogubiłam.,.. 13.06.06, 15:42
            hellio napisała:

            > Oberwiesz po głowie. T
            > o
            > może boleć, ale nie zabije.
            Wychodzi na moje: sprawdza się terapia z glana.
            > cena, którą płacimy, by móc przeżyć swoje życie jako swoje. To jest uczciwa
            > cena.
            Jeśli się tyle bierze, ile się dało...To ho ho! Byłoby sprawiedliwie.

    • frygamfs Re: strach przed pracą 11.06.06, 18:10
      ja pracuje na część etatu a i tak czuję się jakbym pracowała w kopalni. są takie dni, że nie mam na nic siły i nie mogę nawet wstać. wszelkie próby pracy na cały etat kończyły się tragicznie. nawet szpitalem. nie nadaję się po prostu i już. tę pracę co mam załatwił mi przyjaciel. pracuję trochę w domu i w pracy muszę pojawić się dwa razy w tygodniu. oprócz tego udzielam lekcji angielskiego w domu. moje podchody do normalnej pracy kończyły się porażką. nie radziłam sobie z obowiązkami, nie mogłam spać (pomomo środków nasennych), wymiotowałam na samą myśł o pracy, miałam straszną depresję i w ogóle czułam się bardzo źle. zarabiam niewielkie pieniądze, ale przynajmniej jestem wolna i nie przeżywam tych wszystkich katuszy. mam kochanego męża i jest dobrze. do pracy może kiedyś wrócę jak będę się dobrze czuła.
      • michela26 do frygamsf 12.06.06, 09:31
        frygamfs wiec ty mnie rozumiesz..a nbapisz mi jeszcze skad taka reakcja, czy to
        strach przed podjeciem obowiazkow, czy depresja i lęki, czy wszystkiego po trochu???
        ja boje sie obowiazkow, tego ze ktos bedzie mnie oceniał, boje sie ze przez
        swoje czeste choroby nie bede mogłą wstac do pracy<czesto przez cała noc nie
        spie, bo boli mnie zoładek od refluksa>..ze nie bede umiała stwaic czoła temu
        wszystkiemu,,dzis np..obudziłam sie w nicy ze strasznym bolem zoładka i do 7 nie
        spałam,, jak wiec w takich okolicznosciach miałabym isc do pracy..1
        pnieprzespana noc na pare tyg to nie tragedia, ale tak pare razy na tydzień to
        sie nie daje rady
        mam jeszcze pare pytań, jesli mozesz napisac oczywiscie, jaki rodzaj pracy
        wykonujesz??czy teraz jesli pracujesz 2 dni w tyg to jest ci łatwiej???myslisz,
        ze kiedys bedziesz mogła normalnie pracować???czy twoj mąz rozmummie twój
        stan???czy od zawsze miałąś takie lęki przed pracą, czy pojawiły sie
        nagle??pozdrawiam
        • frygamfs Re: do frygamsf 12.06.06, 13:11
          rozumiem cię doskonale. u mnie to silna nerwica i lęki. ja się nie boję obowiązków, ja się panicznie boję pracy, zakładu pracy i ludzi. jak można iść do pracy jak nie śpię całą noc, wymiotuję nawet wodą, mam torsje, jestem blada jak prześcieradło. I tak było codziennie. teraz mam spokojną pracę i mało obowiązków, które w większości mogę wykonać w domu. jestem pracownikiem naukowym, ale nie na uczelni, tylko w firmie zajmującej się nieruchomościami. robię im różne analizy i tego typu rzeczy. dużo siedzę w internecie i ksiązkach. Bardzo bym chciała wrócić do pracy, ale na razie nie mam na to siły. Mój mąż bardzo mnie wspiera i mi pomaga. Bardzo mnie kocha i rozumie mój stan. Kiedyś mi dokuczał, że nie pracuję i zarabiam bardzo mało, ale już teraz rozumie dlaczego tak jest. udzielam też lekcji angielskiego w domu. czasem muszę się zmusić do tego, ale raczej sobie radzę.
          • a.niech.to Re: do frygamsf 13.06.06, 17:34
            frygamfs napisała:

            > Bardzo bym chciała
            > wrócić do pracy, ale na razie nie mam na to siły. Mój mąż bardzo mnie wspiera
            i
            > mi pomaga. Bardzo mnie kocha i rozumie mój stan. Kiedyś mi dokuczał, że nie
            pr
            > acuję i zarabiam bardzo mało, ale już teraz rozumie dlaczego tak jest.
            Niezbyt komfortowa sytuacja być namężowskim utrzymaniu.
            > udzielam
            > też lekcji angielskiego w domu. czasem muszę się zmusić do tego, ale raczej
            so
            > bie radzę.
            Ładnie, to niweluje dysonans. Na pewno sprawia, że nie czujesz się upokorzona.
            Pracujesz, na ile masz siły.
        • a.niech.to Re: do frygamsf 13.06.06, 17:10
          michela26 napisała:

          > czy twoj mąz rozmummie twój
          > stan???
          Jeśli kocha, powinien. Jeśli nie, chrzanić łacha i..i..niby co? Do roboty?

Inne wątki na temat:
Pełna wersja