wielowarstowa
20.11.06, 23:26
Na poczatku ze snem bylo kiepsko, teraz moge sypiac po 16 godzin na dobe
(niestety tylko w weekendy), a pewnie moglabym i wiecej gdyby nie trzeba bylo
sie kotkiem zajac, no i moze gdyby nie nachodzace koszmary senne. Pomyslalam,
ze to moze przez prochy, ale poodstawialam juz wiekszosc, biore tylko zispin
na noc. Zdarza mi sie oczywiscie, ze sie przebudzam, ale leze 5 minut jak w
letargu i spie dalej, rano nie jestem w stanie sie obudzic, a ze i tak spie
za dlugo jestem bardziej "przybita" niz kiedys jak sypialam normalnie, po 7
godzin. Najgorzej jest jak nie moge zasnac do pozna, wtedy juz wiem, ze cos
zawale napewno, bo rano nie bede w stanie wstac. Czy to mozliwe, ze jeden
Zispin mnie tak przymula? W sumie mialam tak juz podobnie na lekach, ktore
bralam przed nim, ale nie odczuwalam tego tak drastycznie, a teraz mam
wrazenie, ze juz niedlugo wogole nie bede wstawac.
Nie potrafie tego kontrolowac, kiedy nastawiam budzik, to wylaczam go nawet
nie wiedzac o tym, czasem mimowolnie wciskam "drzemke", ale i tak na nic.
Spie dalej.
Ktos z was ma pomysl z czego to sie bierze i jak nad tym zapanowac? Sprawa
troche smieszna, ale dla mnie to zmora, bo musze pracowac a nie potrafie
nawet wstac mimo checi, tak jakbym wogole nie miala kontroli nad wlasnym
cialem