beezle
27.06.07, 14:08
Zastanawiam się czy to norma, czy patologia, nawiedzały mnie od zawsze, kilka
razy byłam juz w takim stanie,że wydawało mi się,że na 100% nie doczekam
jutra, w tym jeden niegroźny incydent z łykaniem tabletek, o którym wiedzieli
moi ówcześni 'przyjaciele' i nikt więcej (szczególnie z mojej rodziny).
Wydaje mi się,że nachodzące mnie myśli o śmierci i bezsensie istnienia są
niejako wpisane na stałe w moje życie i choć staję czasem na krawędzi, to jej
nie przekroczę.
Jest to jedna z niewielu rzeczy, o których psychiatrze nie wspomniałam, bo
nie uważam tego za istotne w moim przypadku, ale czasami nachodzi mnie
pytanie, czy kiedyś jednak nie posunę się dalej.
Do którego momentu to tylko myśli?Ile dzieli człowieka od realizacji?
Czy jest z tym jak z wygraną w totka - czasem o tym myślę (w przypadku
kumulacji bardzo często), ale uważam to za prawie niemożliwe.
Nie wiem czy ktoś coś z tego zrozumie i czy ewentualnie też tak ma.