cafe_lorafen
06.09.07, 02:19
Czeka sobie biedny wariat na wizyte. I czeka. Az tu pewnego dnia nadchodzi
list od lekarza, a w zasadzie broszurka, ze lekarz nie sadzi, zeby wariat sie
powiesil, zatem nie ma potrzeby isc do psychiatry. Pani internistka
stwierdzila, ze jestem tylko mini - swirem i przyslala mi broszurke o depresji
z rysunkami ( spioszka - zeby mi sie lepiej spalo ), skreslonych buteleczek (
zeby swir nie pil za duzo ) oraz z usmiechnieta mordka ludzika, zeby swirowi
sie wesolo zrobilo. Rozwala mnie ten dostep do psychiatrow tutaj. Klelam na
Polske, ale moj psychiatra zawsze mial dla mnie czas. Zawsze cos dal, pogadal,
poklepal, do pionu ustawil, a tutaj... no coz kilka dni temu moja kolezanka
sie pociela, naprawde ostro. Spedzila dwie doby w szpitalu, skad ja
wypuszczono i juz. Zadnego nawet skierowania do psychologa. Ech....