mb34
23.09.03, 12:43
Czy komus z as udalo się (albo może slyscie o kims komu się udalo) wyleczyc z
obsesji? Wiecie, takie uczucie, ze cos się zlego stanie. Ciagly lek przed
choroba, swoja lub bliskich. Ale nie tylko – w 97r. W czasie powodzi ogromny
lek, ze cos takiego nam tez się przytrafi – chociaz naprawde szanse były
minimalne. Wprowadzili się niedaleko menele – lek, ze cos zrobia nam albo –
co jeszcze gorsze – naszym dzieciom itd. Itp. Ogolnie pod haslem, ze swiat
jest zly. Myslalam sobie ktoregos dnia, ze gdyby 10 lat temu, ktos mi
powiedzial (wiecie, jakis glosik zza chmurki J ) „Sluchaj, przez nastepne
dziesiec lat NIC STRASZNEGO” was nie spotka!” o ile moje zycie byloby inne,
radosne zamiast przerazone i w ciaglym dolku.
Slyszalam, ze obsesje zdobywa się, gdy ktos w dziecinstwie zdola nas
przekonac, ze swiat jest zly i niebezpieczny. Ale jak się tego przekonania
pozbyc? Przeciez zycie w ciaglym leku jest nic nie warte!
Czy komus udalo się to przekonanie pokonac?
Mnie udalo się kilka/kilkanascie lat temu dzieki terapi grupowej wyleczyc z
alkoholizmu mojej matki. Teraz mogę o tym rozmawiac bez emocji. Jakby
pogodzilam się z tym, ze ona taka jest i zostawilam ja sama z jej problemem.
Jak pogodzic się z zyciem?
Jestem w trakcie terapi indywidualnej u dobrego terapeuty (bardzo trudno się
wkrecic na terapie itd.) ale nie widze efektow. Krecimy się wokół mojego
kiepskiego poczucia kobiecosci na przykład, co jest dosyc ciekawe i może mi
się nawet uda zmienic moje podejscie do tego, ale to naprawde nie jest to co
sprawia, ze nie chce mi się zyc. Wlasciwie gdybym nie miala dzieci za które
jestem odpowiedzialna, chyba bym się nawet nie starala tej niecheci pokonac.
Pozdrawiam M