Dodaj do ulubionych

lęk skanalizowany

14.05.09, 02:34

gdy nasila się depresja, a z nią lęk, to znajduje on ujście w
różnego
rodzaju nieciekawych myślach.
moja psychiatra , której opowiadałam o mych spacerach po cmentarzu,
uznała,
iż przy nasileniu depresji mój lęk skanalizowany jest w myśleniu o
śmierci.
aktualnie nie są to myśli o samobójstwie, ale w drugą stronę -
to takie natrętne myśli o niebycie i lęk przed nim, a jednocześnie
dziwna
fascynacja śmiercią /taka, jak ta obecna choćby np. w wierszach
pewnych poetów - vide -
Małgosia Hillar - depresyjna poetka/ .
psychologia kliniczna mówi, że rzeczą normalną jest myślenie o
śmierci,
ale, jak ze wszystkim, jeśli za dużo tego, to dobrze nie jest.-
gdy wszystko jest w porządku - nie ma u mnie tego myślenia.
gdy jest gorzej, to pojawia się ono razem z silnym lękiem.
się zastanawiało czy zawsze tak było - czy zawsze ten lęk przybierał
postać
tego rodzaju myśli.
i nie.
nie zawsze.
kiedyś były smutne myśli na inne tematy.
albo na przykład się nie mogło zasnąć przez ten lęk,
no to się wstało i w nocy pomalowało ściany w kuchni.
i to chyba najlepszy rodzaj ujścia dla tego rodzaju myśli -
jak mówi Mskaiq - aktywność fizyczna.
problem polega na tym, że nie zawsze, przy okazji, zwłaszcza silnych
epizodów depresyjnych,
możliwe jest wstanie z łóżka, by się umyć,
a co dopiero pomalować ściany wielkiej kuchni.
ale to było coś.
naprawdę pomogło.
teraz, niestety, się nie ma już co malować - pomalowane wszystko, co
możliwe.

Obserwuj wątek
    • kefirka.de Re: lęk skanalizowany 14.05.09, 07:21
      Aidka to może ekipę malarską stworzymy i zarobimy na godne życie. Ja jeszcze
      pielę z pasją. Też pomaga.
    • olga_w_ogrodzie Re: lęk skanalizowany 14.05.09, 13:44
      ta moja psychiatra uważa, że najpierw pojawia się lęk - uogólniony,
      bezpostaciowy i to on przynosi objawy - np. myślenie o śmierci czy ,
      w nerwicy natręctw, wykonywanie różnych nieracjonalnych czynności
      m.in. liczenie różnych przedmiotów, rzeczy czy przesadne mycie się,
      sprzątanie, czyczczenie etc.
      tymczasem, w kwestii myślenia o śmierci, pewna katolicka psycholog
      mówi zupełnie co innego, niż moja psychiatra.

      "Unikanie racjonalnego myślenia o własnej śmierci skutkuje tym, że
      reaguje się na nią wyłącznie lękiem - powiedziała PAP psycholog dr
      hab. Iwona Niewiadomska z Katedry Psychoprofilaktyki Społecznej
      KUL. /.../

      To, że wobec śmierci przejawia się negatywne emocje - w postaci
      przygnębienia lub lęku, a także bezradność i zubożenie zachowań
      towarzyszących żałobie, wynika - jej zdaniem - z braku wiedzy na
      temat śmierci i niechęci do jej zdobywania.

      "Badania wskazują, że najczęstszą reakcją rodziców na pytania dzieci
      o zjawisko śmierci jest albo gwałtowane uchylanie się od odpowiedzi,
      albo niechętne milczenie. Takie zachowania rodziców mogą nie tylko
      hamować otwarte zainteresowanie problemem śmierci w życiu dorosłym,
      ale także myślenie o niej" - powiedziała Niewiadomska.

      Jak podkreśliła, unikanie problemów dotyczących śmierci nie tylko
      nie redukuje lęku przed kresem życia, ale przeciwnie - prowadzi do
      jego nasilenia. "

      to jak to jest w końcu ?
      psychiatra mówi, że myślę w depresji o niebycie, bo mam duży poziom
      lęku.
      a ta psycholog opowiada, że jeśli się NIE myśli o śmierci, to
      pojawia się lęk przed nią.
      mam wrażenie, że ta psycholog jednak głupoty opowiada.
      • olga_w_ogrodzie mózg depresyjnego się nie broni 14.05.09, 15:51
        Kiedy w naszej głowie pojawiają się myśli dotyczące śmierci, mózg
        instynktownie przełącza się na bardziej pozytywne myślenie i obrazy.


        Mamy kolejny dowód na to, jak bardzo ludzki umysł jest elastyczny i
        że opisywana technika radzenia sobie z zagrożeniem stanowi pewnego
        rodzaju wskaźnik zdrowia psychicznego – podkreśla Nathan DeWall,
        profesor nadzwyczajny psychologii na University of Kentucky.

        Człowiek jest jedynym gatunkiem, który ma świadomość, że prędzej
        czy później nastąpi śmierć.

        DeWall i inni naukowcy są przekonani, że jako przeciwwaga w toku
        ewolucji musiał się rozwinąć "psychologiczny układ odpornościowy".
        Kiedy rozpoczyna się kryzys lub pojawia się lęk, następuje zwrot,
        najczęściej bez udziału świadomości, ku pozytywnemu nastawieniu./.../


        W eksperymencie DeWalla i jego współpracownika z Uniwersytetu
        Florydzkiego Roya Baumeistera poproszono 100 zdrowych, młodych
        dorosłych, by myśleli o swojej śmierci jako czymś bardzo realnym:
        żeby wyobrazili sobie proces umierania i zastanowili się, jako to
        jest być martwym. Przedstawiciele innej grupy mieli myśleć o czymś
        nieprzyjemnym, ale nie o śmierci, a mianowicie o wizycie u dentysty.

        /.../ wszyscy wolontariusze wypełniali testy słowne. Do części
        wyrazu mieli dodawać końcówki, tworząc w ten sposób wyraz ("jo"
        można było uzupełnić literą "b" i stworzyć wyraz "job", czyli praca,
        ale można też było dosztukować "y" i uzyskać "joy", czyli radość).

        Okazało się, że osoby zaprogramowane na myślenie o śmierci częściej
        wybierały wesołe niż negatywne czy neutralne skojarzenia.

        W innym teście słownym wolontariuszom przedstawiano wyraz, do
        którego trzeba było dobrać parę. Jeden wyraz był zbliżony
        znaczeniowo, inny emocjonalnie. I tak np. słowo "szczeniak" można
        było połączyć z żukiem albo paradą. W pierwszym przypadku zwierzę
        kojarzono z innym zwierzęciem, w drugim – z radością przeżywaną w
        obu sytuacjach.

        Podczas tego eksperymentu osoby zaprogramowane na myśli o zgonie
        także częściej od pozostałych wybierały paradę niż żuka.

        Naprawdę nie byli tego świadomi. [...] Dla ludzi skonfrontowanych ze
        swoją śmiertelnością pozytywne kategorie stają się bardziej dostępne.

        Todd Kashdan z George Mason University uważa, że w takich sytuacjach
        kurczowo czepiamy się czegoś znanego i pozytywnego. DeWall twierdzi,
        iż tendencja do pozytywnego myślenia nasila się z wiekiem, a więc
        bliskością śmierci.

        Jedynym wyjątkiem od opisanej reguły są osoby chore na depresję.
        One nie próbują zrównoważyć myśli o śmierci czymś optymistycznym.


        Kashdan zaznacza, że eksperymenty DeWalla i Baumeistera koncentrują
        się na krótkiej perspektywie czasowej. Czy na dłuższą metę
        funkcjonujemy podobnie, czy też przeorganizowujemy lub zmieniamy
        nasze cele?
    • lucyna_n Re: lęk skanalizowany 14.05.09, 19:20
      masz wielką kuchnie? fajnie.
      • olga_w_ogrodzie Re: lęk skanalizowany 15.05.09, 00:29
        lucyna_n napisała:

        > masz wielką kuchnie? fajnie.

        to innym domu.
        teraz się nie ma kuchni wcale.
        bo i po co ?
    • tlenoterapia Re: lęk skanalizowany 14.05.09, 23:59


      Zwykle jak zycie wisi na wlosku ,to pazurkmi sie drapie o
      przetrwanie i robi wszystko zeby przezyc.

      Wielu ludzi, ktorzy trwali w marazmie i depresjach ,doznalo na
      wiadomosc o raku poczucia sensu zycia -energii do walki.Nie mieli
      poczucia celu zycia ,bez tak silnego stresora.
      • olga_w_ogrodzie Re: lęk skanalizowany 15.05.09, 00:28
        tlenoterapia napisała:

        >
        >
        > Zwykle jak zycie wisi na wlosku ,to pazurkmi sie drapie o
        > przetrwanie i robi wszystko zeby przezyc.

        chyba trafiłeś w sedno.
        przynajmniej, jeśli o mnie chodzi.
      • ichnia Re: lęk skanalizowany 15.05.09, 07:19
        tlenoterapia napisała:
        > Zwykle jak zycie wisi na wlosku ,to pazurkmi sie drapie o
        > przetrwanie i robi wszystko zeby przezyc.
        >
        > Wielu ludzi, ktorzy trwali w marazmie i depresjach ,doznalo na
        > wiadomosc o raku poczucia sensu zycia -energii do walki.Nie mieli
        > poczucia celu zycia ,bez tak silnego stresora.

        Coś w tym jest....
        Instynkt samozachowawczy...?
    • aiszka4 "Z głową przechyloną przez krawędź księżyca... 15.05.09, 09:08
      ...spadłam na dno nocy" (M.Hillar - uwielbiam)

      Na cmentarz uciekałam, gdy w domu pijany ojciec znowu tłukł swoją
      kolejną żonę. Na cmentarz chodziłam, zamiast do parku czy lasu, na
      spacer - by uciec od zgiełku: hałasu ulicy, rowerzystów, psów,
      dzieci, zbieraczy grzybów. Ostatnio pojechałam, żeby się po prostu
      wyryczeć, bez skrępowania, bez wzbudzania zdziwienia czy niechęci
      tych, którzy mogliby mnie w takim stanie zobaczyć.
      To miejsce napawa mnie spokojem, nie lękiem przed śmiercią (żywych
      się trzeba obawiać, nie umarłych), nie generuje natrętnych myśli.
      Tylko ostatnim razem pomyślałam, że chciałabym już tam zostać.

      Natomiast, gdy moje życie toczy się zwyczajnie, to o śmierci myślę
      często i z obawą. Że wpadnę pod samochód i zostawię dzieci bez mamy.
      Albo ktoś mnie napadnie i będą bezradnie czekały w domu.
      Obsesyjnie uważam na ulicy; gdy mąż wyjechał do pracy za granicę,
      śmieci wynosiłam w biały dzień przy okazji spaceru z małym i gdy
      starsi byli w szkole itp

      W depresji to mnie bardziej życie przeraża. A moje lęki zmieniają
      się w agresję.
      • olga_w_ogrodzie Re: "Z głową przechyloną przez krawędź księżyca.. 15.05.09, 15:31
        aiszka4 napisała:

        > ...spadłam na dno nocy" (M.Hillar - uwielbiam)
        >
        "Oto dwadzieścia lat minęło odkąd umarłam, porażona cierpieniem
        przestałam pisać, mając bardzo wiele do napisania./.../
        Było ono konsekwencją nie kochania mnie, a nawet nienawiści mojej
        matki, która odrzuciła mnie uczuciowo, nie akceptowała,
        dyskryminowała na rzecz brata, który zawsze był biały, a ja przez
        całe życie czarna" - napisała Ś.P. Małgosia Hillar we wstępie do
        swego ostatniego tomiku wierszy "Gotowość do zmartwychwstania".

        kiedy po 20 latach milczenia znowu mogła pisać - umarła...

        też się nie lęka niebytu, gdy łazi się po cmentarzu.
        tam jest pięknie i spokojnie.
        teraz kwitnie na ewangelickim pełno bzu - ciemno-lila - prawie
        fioletowy,
        i jaśniejszy,
        i biały,
        pojedyńczy,
        podwójny.
        i kwitną inne krzewy, pełno przeróżnych gatunków drzew szumi.
        /czasem wtedy zamyka się oczy i udaje, że jest
        znów u siebie, nad morzem i że to morze szumi/

        na grobie Ś.P. Jeremiego Przybory
        przy którym zawsze się sadowi po odwiedzeniu
        innych grobów : Ani German, Mecenasa Wende, Edwarda Kłosińskiego,
        Hanny Skarżanki, Andrzeja Szczypiorskiego, Żeromskiego, i Takiej
        Jednej Ślicznej Młodziutkiej Dziewczyny, której grób zawsze tonie w
        kwiatach i stoją na nim jakieś figurki z porcelany, - no więc na
        grobie Starszego Pana kwitną właśnie niezapominajki i bratki.
        jak dla mnie, najlepsze symbole tego miejsca - niezapominajki -
        wiadomo co symbolizują.
        bratki - zaraz mi się przypomina wiersz Jasnorzewskiej-
        Pawlikowskiej "Umarli wychodzą z ziemi gromadą bratków..."

        nie.
        się nie lęka na cmentarzu.
        się tam idzie w odwiedziny.
        i po spokój.
        lęk to wyłazi i obłapuje kleszczowatymi łapskami,
        najczęściej w nocy.
        albo, gdy jest depresja - klasycznie - wcześnie rano.

        /a na Wólce Węglowej pod wielką brzozą leży Edward Stachura. się też
        kiedyś Go odwiedziło. /


      • malte-laurids Re: "Z głową przechyloną przez krawędź księżyca.. 21.05.09, 14:07
        aiszka4 napisała:
        > ...spadłam na dno nocy
        Nie ma czegoś takiego, jak dno. Są tylko różne poziomy głębi (to nie
        ja, to Lec).

        Może trzeba na siebie patrzeć przez pryzmat etapów, nie punktów?
    • mskaiq Re: lęk skanalizowany 16.05.09, 13:36
      Aidka napisala
      >albo na przykład się nie mogło zasnąć przez ten lęk,
      >no to się wstało i w nocy pomalowało ściany w kuchni.
      >i to chyba najlepszy rodzaj ujścia dla tego rodzaju myśli -
      >jak mówi Mskaiq - aktywność fizyczna.
      Cwiczenia fizyczne usuwaja negatywne emocje i zmieniaja nastroj na
      pozytywny ktory zwykle trwa tak dlugo az sami go sobie zepsujemy.
      Pomagaja rowniez kontrolowac negatywne emocje ale nie maja wplywu na
      to o czym myslimy.
      To o czym myslimy jest naszym wyborem. Nigdy nie zasypiam z myslamy
      o smierci, czy o nie zaplaconych rachunkach, czy czymkolwiek co
      mogloby wywolac niepokoj bo wtedy sie nie zasnie.
      Jesli chodzi o smierc to trzeba sie z nia pogodzic, zrozumiec ze nie
      ma sensu o niej myslec bo to niczego nie zmienia poza tym ze moze
      wywolywac w nas niepokoj, przyniesc epizod depresyjny i zepsuc
      radosc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • aiszka4 Re: lęk skanalizowany 18.05.09, 08:34
        mskaiq napisał:


        > Cwiczenia fizyczne (...)
        > Pomagaja rowniez kontrolowac negatywne emocje ale nie maja wplywu
        na
        > to o czym myslimy.

        Ja ostatnio nie mam wpływu na to, o czym myślę - samo się myśli.
        • mskaiq Re: lęk skanalizowany 18.05.09, 12:01
          Ja tez kiedys nie mialem wplywu na to o czym mysle ale w taki sposob
          nie dalo sie zyc wiecej, trzeba bylo to zmienic.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • lucyna_n Re: lęk skanalizowany 19.05.09, 00:20
            amputowałeś?
            • kefirka.de Re: lęk skanalizowany 19.05.09, 07:09
              Nie jestem za tym aby zawsze i wszędzie tylko pozytywy widzieć, bo to się dobrze
              nie kończy tzw. syndrom Polianny. Ale można szereg upartych czarnych myśli
              stopować. Mam skłonności do czarnowidztwa, które poza moim cierpieniem nic
              więcej nie niesie. Uczę się mówić STOP. I mam osiągi. No to trenuję.
              A dojmujący lęk próbuję kanalizować inaczej. Na razie średnie efekty.
              A jakby tak niemoc wywalić można było, choć trochę, to by radość nastała.
              • ichnia Re: lęk skanalizowany 19.05.09, 09:53
                kefirka.de napisała:
                > A jakby tak niemoc wywalić można było, choć trochę

                Mhm.
                I energii troszkę , energii...
              • mskaiq Re: lęk skanalizowany 19.05.09, 11:16
                A co jest zlego w pozytywnym nastawieniu Polianny. Mozna wybierac
                nieustannie negatywny punkt widzenia, mozna wypracowac sobie
                negatywny nawyk myslenia ktory wszystko zamienia w bezsens, pozbawia
                radosci i szczescia.
                Trudno jest przelamac taki nawyk, w ktora strone sie nie obrucimy
                wszedzie jest bezsens, zlo, brzydota.
                Jestesmy wiezniami wlasnych mysli i uczuc. Jesli sa negatywne zyjemy
                w swiecie cierpienia, bezsensu i absurdu.
                Serdeczne pozdrowienia.
                • olga_w_ogrodzie Re: lęk skanalizowany 19.05.09, 13:54
                  Pollyanna - nie Polianna.

                  akurat tu się zgodzę z Tobą, Mskaiq.
                  chciałabym tak umieć , jak Pollyanna.
                  może nie totalnie ze wszystkim, wszyściusieńkim, bo czasem,
                  szukać na siłę pozytywów w jakimś nieszczęściu nie wypada zwyczajnie.

                  ale z większością spraw chciałabym umieć tak sobie radzić -
                  potrafić odnajdywać szczęście nieszczęściu i tym samym,
                  nieszczęście pacyfikować.
                  • mskaiq Re: lęk skanalizowany 20.05.09, 13:11
                    Mysle ze tego mozna sie nauczyc Olgo. Nigdy nie probowalem
                    doszukiwac sie szczescia w nieszczesciu ale nauczylem sie unikac
                    nakrecania nieszczescia.
                    Kiedy umarla mi Matka, zal i bol zamienilem na myslenie o wszystkich
                    pieknych chwilach ktore mi dala. Nigdy nie plakalem, zawsze wracalem
                    do milosci, nigdy do zalu ze Jej nie ma.
                    Serdeczne pozdrowienia.
                    • aiszka4 Re: myśli ukierunkowane 21.05.09, 11:39
                      mskaiq napisał:

                      >
                      > Kiedy umarla mi Matka, zal i bol zamienilem na myslenie o
                      wszystkich
                      > pieknych chwilach ktore mi dala. Nigdy nie plakalem, zawsze
                      wracalem
                      > do milosci, nigdy do zalu ze Jej nie ma.
                      > Serdeczne pozdrowienia.

                      Nie każda żałoba musi doprowadzić do depresji, po śmierci moich
                      ukochanych babci i dziadka płakałam bardzo i do dziś
                      uronię łzę nad ich grobem, choć to już prawie 20 lat.

                      Ale, skoro masz zawsze rozwiązanie na wszystkie problemy, to jestem
                      bardzo ciekawa, o czym byś myślał, gdyby Twój ojciec się powiesił, a
                      za życia pił, bił, poniżał, albo go nie było wcale? W jakim
                      pozytywnym kierunku popłynęłyby Twoje myśli, gdyby matka Cię
                      porzuciła w dzieciństwie i nie miałbyś żadnych miłych wspomnień z
                      nią związanych?
                      Z czego byś się cieszył, gdyby będąc pod Twoją opieką i na Twoich
                      oczach dziecko wybiegło pod nadjeżdżającą ciężarówkę? Gdybyś z tego
                      powodu został ponownie zdradzony i porzucony przez najbardziej
                      ukochaną osobę? Gdyby mimo Twojego pozytywnego nastawienia i chęci
                      odbudowy, spotkało Cię to jeszcze raz?
                      Gdyby za każdym razem, gdy myślisz, że jest OK, albo, że już za
                      chwilę będzie - tracił pracę, przychodził do Ciebie komornik,
                      dowiadywał się że dziecko urodzi się chore, jak zaczęło być lepiej,
                      to przy następnej wizycie okazało się, że jednak musi być operowane.
                      Jak się wszystko w miarę wyprostowało, dzieci zdrowe, długi
                      pospłacane, mąż wreszcie z rodziną, choć bez pracy, to dowiadujesz
                      się, że możesz wkrótce wszystko stracić, łącznie z dachem nad głową,
                      ba nawet Twoje i Twoich dzieci zdrowie i życie może być zagrożone -
                      i to nie z Twojej winy, pomimo wysiłków, by było dobrze i
                      pozytywnego nastawienia.
                      O czym mam myśleć - że dostałam wyróżnienie w konkursie
                      recytatorskim 25 lat temu, że miałam świadectwo z paskiem w
                      podstawówce, że w ubiegłym roku pierwszy raz w życiu pojechaliśmy na
                      rodzinne wakacje wszyscy razem (i może nigdy już nie pojedziemy) -
                      na ile starczy mi radości z tych miłych wspomnień?

                      Jeśli całe życie przebiega zgodnie z powiedzeniem: " co się
                      polepszy, to się popieprzy", a gdy wydaje się, że już gorzej być nie
                      może, los tak Ci dowala, że nie chcesz już nic czuć, jeśli prawa
                      Murphy’ego sprawdzają się na każdym kroku – istnieje ogromne
                      prawdopodobieństwo, że nie tylko nie będzie się myślało pozytywnie –
                      będzie się wręcz obawiać takiego myślenia, by nie pogłębiać
                      rozczarowania.

                      P.S. W sobotę byłam na pogrzebie – nie płakałam. Jako jedna z
                      nielicznych. Wcale mi z tym nie jest dobrze.
                      • mskaiq Re: myśli ukierunkowane 22.05.09, 15:00
                        > Ale, skoro masz zawsze rozwiązanie na wszystkie problemy, to
                        > jestem bardzo ciekawa, o czym byś myślał, gdyby Twój ojciec się
                        > powiesił, a za życia pił, bił, poniżał, albo go nie było wcale?
                        >W jakim pozytywnym kierunku popłynęłyby Twoje myśli, gdyby matka
                        > Cię porzuciła w dzieciństwie i nie miałbyś żadnych miłych
                        > wspomnień z nią związanych?
                        Kochalbym Ojca ktory sie powisil, wybaczylbym temu ktory mnie
                        katowal i kochalbym go rowniez. To samo dotyczy matki ktoraby mnie
                        opuscila.
                        Dzieci tak czesto dzialaja, akceptuje instyktownie rodzicow ktorzy
                        krzycza i bija bo nie potrafia funkcjonowac bez milosci.
                        Sa rowniez dzieci ktore nie akceptuja takich rodzicow ale to konczy
                        sie w najlepszym przypadku nerwica, czesto pojawiaja sie u nich
                        pograniczne zaburzenia osobowości, autyzmem a nawet schizofrenia.

                        Gdyby zginelo dziecko ktore bylo pod moja opieka przede wszystkim
                        wybaczylbym to sobie. Inaczej bardzo trudno z tym zyc.
                        Gdybym zostal zdradzony przez najbardziej kochana osobe to kochalbym
                        ja dalej, moglbym sie z nia rozstac ale nadal bym ja kochal. Tylko w
                        taki sposob obranic sie przed zalem i nienawiscia. Z czasem ta
                        milosc jesli zwiazek nie jest kontynuowany odejdzie sama.

                        > Jak się wszystko w miarę wyprostowało, dzieci zdrowe, długi
                        > pospłacane, mąż wreszcie z rodziną, choć bez pracy, to dowiadujesz
                        > się, że możesz wkrótce wszystko stracić, łącznie z dachem nad
                        > głową, ba nawet Twoje i Twoich dzieci zdrowie i życie może być
                        > zagrożone - i to nie z Twojej winy, pomimo wysiłków, by było
                        > dobrze i pozytywnego nastawienia.
                        Znam jedna osobe ktorej maz stracil prace, kiedy zagrozone zostalo
                        wszystko, ktora probowala zabic siebie i dzieci a jednak przezyla,
                        udalo sie im przetrwac najtrudniejsze lata. Ktos im pomogl.
                        Trzeba wierzyc, nigdy nie mozna sie poddac, nie mozna zwatpic.
                        Serdeczne pozdrowienia.
                        • lucyna_n Re: myśli ukierunkowane 22.05.09, 15:30
                          > Gdyby zginelo dziecko ktore bylo pod moja opieka przede wszystkim
                          > wybaczylbym to sobie. Inaczej bardzo trudno z tym zyc.

                          nbo bo grunt żeby Tobie było łatwo
                          nieważne jakby było rodzicom dziecka, no chyba że po wlasnym też byś nie
                          zapłakał, ale tylko socjopaci tak potrafią.
                      • lucyna_n Re: myśli ukierunkowane 22.05.09, 15:28
                        Jeżeli Tobie się to wszystko zdarzyło to ja nie mam więcej pytań...
                        • mskaiq Re: myśli ukierunkowane 23.05.09, 06:45
                          Nigdy nie zabilem dziecka, nie mialem wypadku i mialem bardzo
                          dobrych i kochanych rodzicow Lucynko, ale znam ludzi ktorzy przeszli
                          przez to.
                          Ci ktorzy wybaczyli sobie smierc wlasnego albo powierzonego dziecka
                          prowadza normaslne zycie, maja swoje rodziny, swoje radosci. Sa
                          rowniez tacy ktorzy w wyniku przypadkowego, nieumyslego zabicia
                          dziecka popelnili samobojstwo albo sa w glebokiej depresji pezez to
                          co sie wydarzylo.
                          Ich smierc albo depresja nie wroci dziecka, moze stac sie tylko
                          przyczyna wiekszego bolu i jeszcze jednej tragedii.
                          Umiejetnosc wybaczania sobie i innym to wielka sztuka. Milosc bez
                          umiejetnosci wybaczania jest niepelna, bardzo latwo zamienia sie
                          zlosc i nienawisc.
                          Serdeczne pozdrowienia.
                          • lucyna_n Re: myśli ukierunkowane 23.05.09, 09:53
                            pytanie kogo nie znasz?
                            • donjuan Re: myśli ukierunkowane 23.05.09, 11:13
                              Dziewczyny ! W waszych tekstach nie widac depresji , lecz poezje !
                              • lucyna_n Re: myśli ukierunkowane 23.05.09, 16:04
                                mskaiq to nie dziewczyna
                        • aiszka4 Re: myśli ukierunkowane 26.05.09, 13:39
                          Dziecko było moje i na szczęście nadal jest.
                          I nawet ma się całkiem dobrze, i chyba nawet, w przeciwieństwie do
                          mnie - gdy zamknie oczy nie ma pod powiekami widoku 4-latki
                          biegnącej wprost pod TIRa.


                          • mskaiq Re: myśli ukierunkowane 26.05.09, 14:00
                            Dziecko zapomialo o tym, mozliwe ze nigdy nie rozumialo zagrozenia.
                            Mysle ze warto o tym zapomiec rowniez.
                            Ja zrozumialem, wiele za pozno ze bardzo wiele zalezy od tego tego
                            czego nauczymy dziecko. Czy potrafi kontrolowac swoje emocje, czy
                            ogranicza je strach, czy radzi sobie ze zloscia, czy rozumie ile
                            krzywdy moze przyniesc zal.
                            Serdeczne pozdrowienia.
                          • lucyna_n Re: myśli ukierunkowane 26.05.09, 14:44
                            o jezu, jak mi ulżyło....
                            dobrze że nic się mu nie stało
                            • aiszka4 jej 27.05.09, 07:36
                              Pozostałych dwóch nie wpada na pomysł, że jest niewidzialnym duchem
                              i można wyskoczyć na ulicę bez konsekwencji.
                              No, ale jak się ma matkę-wariatkę...
                              • nienill Re: jej 27.05.09, 09:51
                                aiszka4 napisała:

                                > Pozostałych dwóch nie wpada na pomysł, że jest niewidzialnym duchem
                                > i można wyskoczyć na ulicę bez konsekwencji.
                                jasne, ze to niebezpieczne
                                ale czy niezdrowe?



                                > No, ale jak się ma matkę-wariatkę...

                                ale jak ładnie piszącą
                                • lucyna_n Re: jej 27.05.09, 10:42
                                  a to wszystko przez kartun netłerk i gry komputerowe!!
                                  • nienill Re: jej 27.05.09, 11:02
                                    z moich obserwacji wynika, ze komus ma cos zaszkodic to zaszkodzi wszystko
                                    a jesli ktos jest w miare sensownie poukladany, to moze sobie probowac
                                    wszystkiego po trochu i wlos mu z glowy nie spadnie
                                    a jesli nawet spadnie, to i tak odrosnie
                                    wiec nie ma sie czym martwic
                                    • lucyna_n Re: jej 28.05.09, 14:58
                                      złego kościół nie naprawi, dobrego karczma nie zepsuje. Coś w tym jest.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka