aidka
14.05.09, 02:34
gdy nasila się depresja, a z nią lęk, to znajduje on ujście w
różnego
rodzaju nieciekawych myślach.
moja psychiatra , której opowiadałam o mych spacerach po cmentarzu,
uznała,
iż przy nasileniu depresji mój lęk skanalizowany jest w myśleniu o
śmierci.
aktualnie nie są to myśli o samobójstwie, ale w drugą stronę -
to takie natrętne myśli o niebycie i lęk przed nim, a jednocześnie
dziwna
fascynacja śmiercią /taka, jak ta obecna choćby np. w wierszach
pewnych poetów - vide -
Małgosia Hillar - depresyjna poetka/ .
psychologia kliniczna mówi, że rzeczą normalną jest myślenie o
śmierci,
ale, jak ze wszystkim, jeśli za dużo tego, to dobrze nie jest.-
gdy wszystko jest w porządku - nie ma u mnie tego myślenia.
gdy jest gorzej, to pojawia się ono razem z silnym lękiem.
się zastanawiało czy zawsze tak było - czy zawsze ten lęk przybierał
postać
tego rodzaju myśli.
i nie.
nie zawsze.
kiedyś były smutne myśli na inne tematy.
albo na przykład się nie mogło zasnąć przez ten lęk,
no to się wstało i w nocy pomalowało ściany w kuchni.
i to chyba najlepszy rodzaj ujścia dla tego rodzaju myśli -
jak mówi Mskaiq - aktywność fizyczna.
problem polega na tym, że nie zawsze, przy okazji, zwłaszcza silnych
epizodów depresyjnych,
możliwe jest wstanie z łóżka, by się umyć,
a co dopiero pomalować ściany wielkiej kuchni.
ale to było coś.
naprawdę pomogło.
teraz, niestety, się nie ma już co malować - pomalowane wszystko, co
możliwe.