jutta_t
07.02.13, 16:11
Solidarnej Polsce, której poparcie oscyluje w granicach błędu statystycznego, nic już raczej nie zaszkodzi. Ale Jacek Kurski (47 l.) byłby spalony jako polityk, gdyby okazało się, że w życiu prywatnym sprzeniewierza się zasadom, które jego partia głosi publicznie: przywiązaniu do tradycyjnych wartości. I pewnie dlatego Kurski z taką determinacją walczy, by nie pisać o jego prywatnych sprawach.
Za sprawą „Presserwisu”, branżowego portalu o mediach, jego osobiste sprawy stały się jednak sprawami publicznymi. Według relacji portalu kilkanaście dni temu Przemysław Ćwikliński, zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Nie”, napisał do Jacka Kurskiego, że zamierza opublikować artykuł o jego romansie z asystentką Anną P. Ćwikliński tłumaczył, że tekst piętnuje obłudę prawicowego polityka, który wypowiadał się o wadze małżeństwa.
W odpowiedzi Kurski i jego mecenas Bogusław Kosmus zakazali tygodnikowi jakiejkolwiek publikacji i zagrozili sądem. Tekst „Związki partnerskie posła Jacka Kurskiego” jednak się ukazał. „Nie” zamieścił też korespondencję z posłem i jego adwokatem. Z tekstu można było wywnioskować, że Kurskiego łączy z Anną P. romans – informuje „Presserwis”.
Gazeta ukazała się w kioskach w piątek. W poniedziałek do redakcji dotarł wydany przez Sąd Okręgowy w Gdańsku zakaz pisania o tej sprawie przez tygodnik. A wczoraj po południu sam Kurski rozesłał do mediów oświadczenie, w którym napisał że „wyraźnie rozdziela zaangażowanie w sprawy publiczne i politykę od życia prywatnego”. Twierdzi też, że „zawsze chronił i będzie chronił prywatność i spokój swojej rodziny przed ingerencją mediów”.
Tego samego zdania jest Anna P., oskarżana o romansowanie z Kurskim: – Jestem asystentką europosła i zajmuję się swoją pracą. To przyziemne, płytkie plotki – mówi w rozmowie z Faktem. – Interesowanie się czyimś życiem prywatnym uważam za haniebne – dodaje.