Dodaj do ulubionych

Najbardziej denerwujące postaci

25.11.06, 13:29
Mnie denerwują takie wszechwiedzące postacie jak Dumbledore czy Gandalf w
Władcy Pierścieni.
Obserwuj wątek
    • kasztannova Re: Najbardziej denerwujące postaci 25.11.06, 15:00
      Jestem za - szczególnie Dumb mnie wkurza. Może nie tyle tym, że tyle wie, ale,
      że przy takiej wiedzy pozwala sobie na beztroskie bujanie w obłokach, ryzykuje
      życiem uczniów. Ma się wrażenie, że cała sprawa z Voldim hm... jest też trochę
      z jego winy, a poza tym, że obserwowanie tego wszystkiego i kto jak sobie
      radzi - raczej go bawi. Do stawania na granicy cudzego życia i śmierci.
      Jakby oglądał mrówki w słoiku.
      Pomijam niesprawiedliwe postępowanie - wiadomo, że Hufflepuff /czy jak się
      pisze/ nigdy nie może dostać tyle punktów co "dom" Harrego i reszty.
      A gdyby się trafiło - zaraz na zakończenie przyznano by niespodziewane punkty
      ulubieńcom.
      Średnio przepadam za ryżym ojcem o oberwanej szacie, który mimo swej
      du.owatości mężnie pluje przeciwnikom w twarz.
      Może gdyby nie aktor odtwarzający jego rolę, miałabym więcej sympatii do
      postaci.
      Z Hermioną jest na odwrót - ścierpię tylko przez aktorkę.
      Acha! No przecież - drugie miejsce, zajmuje nasz główny bohater Harry.
      Okularnik, a szybki jak błyskawica, cherlak, ale najlepszy w grze. Idiota
      mający wiele szczęścia, w rzeczywiśtości wszystko zawdzięcza innym, sam potrafi
      w największych porywach polotu inteletualnego okłamać kogoś - zazwyczaj w
      znaczących sprawach, przy czym nigdy nie ponosi za to kary.
      No ale na ten temat mogę pisać i pisać...
      • langolier_maximus Re: Najbardziej denerwujące postaci 28.11.06, 20:24
        nie bede oryginalna-Dumbledore.kiedys nawet go lubilam..moze nawet bardzo ale im
        dalej w las tym wiecej drzew..i zaczelam dostrzegac ewidentne wady.aktualnie
        wrecz go nie toleruje.Jest zenujaco niekompetentny o czym juz kiedys pisalam.Na
        dyrektora nie nadaje sie ani w ząb, faworyzuje Harrego i nie zajmuje sie tym
        czym dyrektor powinien..w sumie czym on sie zajmuje oprocz grzania tylka w
        gabinecie , picia herbaty, wciagania tych swoich cytrynowych cukierkow tudziez
        innych smakolykow od baby jagi ;-)?nie wiem..no...zajmuje sie Harrym.W drugim
        tomie nie zrobil w zasadzie nic, po tym co sie dzialo w szkole.Poprostu pogadal
        z Lucjuszem (i to raczej z inicjatywy tego drugiego jakby nie przyszedl do
        Dumbla -ten by oczywiscie nic nie zrobil),w sumie to nic mu nie powiedzial,
        dawal cos do zrozumienia ale to troche malo jak na TAKIEGO wielkiego madrego
        zaj&*^^&go czarodzieja,ktory dba o szkole i uczniow prawda?Generalnie zamknal
        sprawe propozycja goracej czekolady dla Ginny i czesc.W innych tomach nie kiwa
        palcem zeby specjalnie zmienic punkt widzenia ministerstwa na powrot Voldemorta
        i inne sprawy...Nie-maly Kazio sie obrazil bo ministerstwa nie lubi i juz.bo
        polityka jest be, wiec kaziczek nie bedzie nic robil...moglabym tak dlugo...
        Papa Artur i blizniacy.w zasadzie blizniacy to wybor bardzo przekorny bo
        zauwazylam ze kazdy ich lubi a ja jestem gleboko ;-) infantylna i jak wszyscy
        cos lubia to ja na odwrot..Papa Artur jest miągwa i "dziad proszalny" i bardzo
        mi przykro ale tak uwazam..Poza tym ktos kogo dom ma ksywe Nora jest albo starym
        harlejowcem albo patologiczna jednostka ;-> .No i 6 dzieci???6???powinni mu pod
        domem postawic automat z gumkami gratis.
        Knot-bo to "pacynka" na sznurkach i naiwny glupek
        Graup-bo wielkie to i durne....
        Umbridge bo przypomina moja pierwsza szefowa w pracy.
        a poza tym kazda inna postac ma cos co przyajmniej toleruje
        • fatalna_jendza Re: Najbardziej denerwujące postaci 28.11.06, 20:48
          Na pierwszym miejscu Harry - bo taki biedny, sierota, wszystko zawdziecza innym,
          a tylko na niego spada cała "chwała" :P Lockhart, czy jak tam to się pisze, bo
          on z założenia miał być chyba wkurzający. Chociaż w Świętym Mungu był o wiele
          sympatyczniejszy, niż w drugiej części :P
          • lavender14 Re: Najbardziej denerwujące postaci 29.11.06, 15:24
            Wcześniej nie napisałam, ale postaci denerwujacych jest coraz więcej. Z
            langoriel_maximus zgadzam sie zupełnie, tylko jedno - nie Fred i George! Za to
            jeszcze Hagrid. Po prostu mała ( ??? ) pokrzywdzona sierota. Tu, zgadzam sie z
            Malfoyem. A właśnie! Jeszcze Malfoy, troche. W szóstej częsci, na wieży, to
            było po prostu żałosne!
            A wracając do tematu...
            Harry - oczywiście że denerwujący.
            W ogóle odkad znalazłam ciekawszą ksiażkę ( czyli taką ktoa jest porównywalnie
            fajna jak H. P. niegdyś ) jest mi znacznie łatwiej znajdować minusy w H. P. Co
            nie zmienia mojej opinii że Rowling jest świetną pisarką. Już sam jezyk jakim
            jest pisana ksiażka mi się podoba (może to zasługa tłumacza). Jak czytałam
            szósta część, moment gdy do Hogwartu wtargnęli śmierciożercy, nie mogłam sie
            oderwać. Po prostu przeniosłam sie w akcje. Jakby ktos coś mówił do mnie, z
            pewnościa bym nie słyszała...
            • noida Re: Najbardziej denerwujące postaci 22.04.07, 10:14
              Kochana, przeczytasz jeszcze z pewnością mnóstwo innych książek, których
              bohaterowie będą bardziej skomplikowani, lepiej napisani i w ogóle fajniejsi.
              Albowiem Harry Potter to literatura ROZRYWKOWA. Jej zadaniem jest bawić, a nie
              zmieniać czyjeś życie. Ale rozumiem, że jak się wielbiło tylko jedną książę
              przez całe 15 lat swojego życia, to dostrzeżenie w niej wad może faktycznie boleć...

              Mnie żadna z postaci specjalnie nie denerwuje. Oczywiście, wkurzała mnie
              Umbrigde, bo miała wkurzać. Zresztą jest jedną z najbarwniejszych i najlepiej
              napisanych postaci w całej sadze. Ale żebym miała się rzucać i denerwować, że
              oni wszyscy są tacy żałośni i w ogóle? Oni mają tacy być. To jest literatura.
              Nie należy jej brać zanadto na serio i jeśli Cię denerwuje połowa bohaterów-
              przestań czytać! Wrócisz do tego za dziesięć lat i na luzie sobie przeczytasz,
              bo to fajne książki są :) I wcale specjalnie dużo denerwujących bohaterów nie
              zawierają.
        • ewengarda Re: Najbardziej denerwujące postaci 29.11.06, 20:20
          langolier_maximus napisała:


          Papa Artur jest miągwa i "dziad proszalny" i bardzo
          > mi przykro ale tak uwazam..Poza tym ktos kogo dom ma ksywe Nora jest albo stary
          > m
          > harlejowcem albo patologiczna jednostka ;-> .No i 6 dzieci???6???powinni mu
          > pod
          > domem postawic automat z gumkami gratis.

          Siedmioro dzieci - szesciu chlopcow (Bill, Charlie, Parcy, Fred, George i Ron)
          oraz Ginny. Choc dla Twojej teorii to jeszcze gorzej;-)
          Mi osobiscie wielodzietnosc nie przeszkadza.
      • corny93 Re: Najbardziej denerwujące postaci 21.04.07, 11:18
        Zdecydowanie zgadzam sie z Tobą co do Harrego.Opryskliwy, wiecznie
        niezadowolony, płączący i na pozór bardzo bohaterski.Harry jest przesłodzony,
        nie am wielkich wad, chwil słabości itd.Wkurzają mnie tez wszystkie postaci
        które podlizują mu sie beznadziejnie:/Zawsze jak uda mu sie wygrać z voldim
        wszyscy zaczynają uważać go za przyjaciela..żenujące:)Dlatego lubie postać
        Draca który jest interesujący, ma własne poglądy i nie włazi nikomu w ...no
        właśnie:)
    • jean.grey1 Re: Najbardziej denerwujące postaci 20.04.07, 16:40
      Nie zgadzam się, że Harry jest denerwujący! Nie wiem dlaczego wszyscy go nie
      lubią. Może Umbridge mnie troche denerwowała niesprawiedliwością,z jaką
      traktowała harry'ego i faworyzowaniem Malfoya (ale to też miało dobre strony,
      bo pokazało jaki harry jest temperamentny i asertywny;)).
      ale fakt, że mnie mało ludzi naprzawdę wkurza:P i w książce i w życiu, więc
      chyba ma fajnie. :)))
        • mrowka75 Re: Najbardziej denerwujące postaci 22.04.07, 01:50
          A ja Hagrida lubię, za jegp prostotę, ale sporą intuicję. To on wypoiweidział
          słowa do Harrego i Rona kiedy się boczyli na Hermionę, ze Hermiona ma serce na
          swoim miejscu" Proste słowa, ale wiele mówiące. Jest prosty, ale nie jest
          głupi, z tym zgodzić się nie mogę.

          Nie lubie Malfoya, bo jest głupi - tak, to on jest właśnie głupi, denerwuje
          mnie Snape za jego obrzydliwą fizjonomię i "szarawe gatki" w zaklęciu
          swobodnego zwisu. No i Dolores UMbrdge - ta postać obrzydliwe mi przypomina...
          Kaczkę - cos dość współczesnego i realnego w naszym świecie
          • noida Re: Najbardziej denerwujące postaci 22.04.07, 10:07
            Taaak... coś mi się wydaje, że nie lubienie Harrego to jakiś nowy snobizm :)
            Skoro go tak nie lubicie, to po co o nim czytacie?? Przecież jest głównym
            bohaterem książki. Ale nie, człowiek musi na odwrót. Harry- do bani. Dumbledore-
            głupek. Hagrid- idiota. Bliźniacy- bez sensu. Weasly- palant. Hermiona-
            przemądrzała zołza.

            A kogo lubimy? Malfoya i Snape'a! No dajcie spokój. Malfoy jest małą, wredną
            żmijką, bez krzty honoru, charakteru i jaj. Z każdą rzeczą lata zaraz po
            poparcie do swojego dużego i bogatego tatusia. To oportunista i tchórz. Też mi
            bohater pozytywny. A Snape, choć niejednoznaczny, jest ewidentnie świnią, uwziął
            się na Harry'ego, jest skrajnie niesprawiedliwy, znęca się nad uczniami, ma
            tłuste włosy i brudne gatki! Rozumiem, że można go nie potępiać, ale zaraz
            uwielbiać? Czy wy sobie czasem do tych negatywnych bohaterów nie dorabiacie
            jakiegoś nimbu, którego tam wcale nie ma?

            Harry jest w miarę prostym chłopakiem, który nie bardzo radzi sobie ze swoją
            nagłą popularnością. Ma chwile załamań, bywa upierdliwy i rozdrażniony, jak
            każdy nastolatek. Mnie się baaardzo podoba w tej postaci to, że się zmienia i
            dojrzewa. Że przechodzi przez wszystkie normalne bunty, że mu z dziewczynami nie
            wychodzi i tak dalej. Jest świetnie napisaną postacią.

            Może dlatego go nie lubicie, że większość z was to zdaje się nastolatki. Może za
            dużo widzicie w Harrym siebie :)
            • nemo88 Re: Najbardziej denerwujące postaci 22.04.07, 13:59
              Zgadzam sie z noidą. Nie rozumiem ludzi którzy złe postacie odbierają za
              pozytywne i odwrotnie. Jesli kogos wkurza glowny bohater wec po co to czytac.
              Jesli połowa bohaterów sie nie podoba to czytanie ksiazki jest bezsensu. Wydaje
              mi sie, ze niektorzy czytaja fanfiction w ktorych jest inny punkt zwrotny niz
              u J.K. Rowling i dlatego uwazaja HP za idiote. Snape za Boga i Draca za
              sympatyczna postac? Kiedys ogladalam telenowele w ktorej nie podobala mi sie
              głowna aktorka. Zyczylam jej WSZYTSKIEGO co najgorsze. Ale w koncu uznalam ze
              jesli nie rozumiem płęty i motywow postepowania glownych bohaterow, to ie dla
              mnie ta telenowela i przestalam ja ogladac.
            • watanabe.miharu do noidy 26.04.07, 18:35
              noida napisała:

              > Skoro go tak nie lubicie, to po co o nim czytacie?? Przecież jest głównym
              > bohaterem książki.

              No to co? Ale nie jedynym. A może lubimy poczytać o innych ludziach, może
              ciekawi nas fajna fabuła, postacie drugoplanowe, interesujące wątki, pomysły..
              niekoniecznie trzeba czytać książkę tylko dlatego, że się ponad wszystko wielbi
              głównego bohatera. To trochę dziecinne..

              >Ale nie, człowiek musi na odwrót.

              Wybacz, ale sugerujesz, że nie lubimy kogoś tylko z przekory? Nie wiem jak inni,
              ale ja mam własne zdanie na temat tego, kogo w książce lubię, a kogo nie. I nie
              ma na to wpływu lista popularności poszczególnych bohaterów. Albo ktoś mi się
              podoba, albo nie. Niezależnie od tego, ile osób przepada za "moim" bohaterem -
              dwie czy dwa miliony, bo to guzik mnie obchodzi. Jest to tylko interesujący fakt
              - popatrz, ilu czytelników nie cierpi Pottera. Coś w nim musi być
              odpychającego.. coś co ludzi odrzuca. Nie sądzę, by była to infantylna przekora.

              > Malfoy jest małą, wredną
              > żmijką, bez krzty honoru, charakteru i jaj. Z każdą rzeczą lata zaraz po
              > poparcie do swojego dużego i bogatego tatusia.

              Tak jak Harry leci w te pędy skarżyć na złego Dracusia do wszechmocnego i
              mądrego-że-ho-ho pana dyrektora?

              > To oportunista i tchórz. Też mi
              > bohater pozytywny. A Snape, choć niejednoznaczny, jest ewidentnie świnią,
              > uwziął się na Harry'ego, jest skrajnie niesprawiedliwy, znęca się nad
              > uczniami, ma tłuste włosy i brudne gatki!

              Hehe.. ile masz lat? Bo zarzucasz innym niedojrzałość, a z Twojego posta aż bije
              młodością;) Przekonuje mnie o tym Twoje widzenie świata wyłącznie w tonacji
              czarno-białej. Snape jest zły, bo "ma tłuste włosy i uwziął się na Harry'ego", a
              "Malfoy to oportunista i tchórz". Łatwo rozdajesz etykietki. Może to tylko ja
              tak mam, ale lubię się zastanawiac nad postępowaniem poszczególnych postaci. I
              na przykład Malfoy - Ty go skreślasz na starcie, a ja widzę, że chłopak od
              urodzenia ma prany mózg przez rasistowskiego tatusia, później chce (jak każdy
              nastolatek) zyskać rozgłos i podziw (swoiście pojęty, możliwe), więc z początku
              cieszy się "zaufaniem" Voldzia, potem jednak przekonuje się o mniej miłej
              stronie Czarnego Pana i zwyczajnie załamuje się. No i nie mów mi, że nie lubisz
              Malfoya, bo śmie drażnić się z Kryształowo Czystym i Nieskalanym Rycerzem
              Potterem? :) Draco jest niepokorny, inni płaszczą się przed Harrym, podlizują, a
              ten ciągle mu wtyka szpilki. Nie lubi go od początku, szczerze nie lubi - i nie
              zmienia zdania do końca. Ta stałośc uczuć też Ci się nie podoba w Draconie?;)

              Snape jest inteligentnym facetem, dość złożoną (może i najbardziej z całej
              serii) postacią, przez co interesującą dla czytelnika. Nie widzę w lubieniu go
              nic zdrożnego?
              Aha, i nikt nie twierdzi, że Snape czy Draco są pozytywnymi bohaterami. Ale czy
              tylko takich wolno lubić? Ja nie mam 14 lat, nie szukam w ksiązkowych postaciach
              wzorców osobowych:)

              > Czy wy sobie czasem do tych negatywnych bohaterów nie dorabiacie
              > jakiegoś nimbu, którego tam wcale nie ma?

              Nie sądzę. 'Nimbu' nie ma w HP nikt, ale tylko my, "fani" "negatywnych"
              bohaterów najwyraźniej to dostrzegamy. I właśnie dlatego lubimy Malfoya,
              Snape'a.. bo oni są jak zwykli ludzie - czasem podli, zazdrośni, czasem
              tchórzliwi - normalni. Potter, Granger, Weasley, Dumbel zaś wg JKR to nieskalani
              bohaterowie z cokołu, to autorka dorabia im nimb, na który nie zasługują. :)

              > Mnie się baaardzo podoba w tej postaci to, że się zmienia i
              > dojrzewa.

              Szkoda tylko, że zmienia się na gorsze.. o ile w ogóle. Bo jak dla mnie, to
              Potter od początku do końca jest rozdrażnionym (im bliżej końca, tym bardziej)
              chłopaczkiem z pretensjami do całego świata o własne nieszczęście - Neville ma
              takie samo prawo do zgorzknienia, ale wydaje mi się być dzielniejszy i
              sympatyczniejszy niż strzelający focha za fochem Harry.
              Poza tym, nie przeszkadza mi, że Potter szybko się denerwuje, że ma wiecznie
              humory, że jest przemądrzały.. tylko to, że jemu to wszystko uchodzi na sucho.
              Przyjaciele obchodzą się z nim jak ze zgniłym jajkiem, znosząc jego humory.
              Niech no jednak któryś z jego 'rywali' objawi podobne cechy, zaraz JKR zsyła mu
              karę. Tylko HP ma prawo być irytujący i przemądrzały - Malfoy na przykład już
              nie, bo zaraz dostaje epitet "przemądrzałego palanta".. Tego nie lubię w serii.

              > Może dlatego go nie lubicie, że większość z was to zdaje się nastolatki.

              Dziś mam 29 urodziny:) A nastolatką chyba Ty jesteś, tak mi się wydaje po tym,
              co napisałaś.. :)
              • meduza7 Re: do noidy 26.04.07, 23:15
                Wszyscy się płaszczą, a tylko Malfoy wtyka szpilki?
                W każdym po kolei tomie mamy motyw odrzucenia Harry'ego, niechęci czy wreszcie
                strachu przed nim ze strony innych uczniów. Jest uwielbiany na samym początku,
                jako mały bohater - wtedy zresztą i Malfoy proponuje mu komitywę! - ale już w
                pierwszym tomie Gryffindor skreśla go po tym, jak utracił jakąś kosmiczną
                liczbę punktów. W drugim tomie jest uważany za potomka Slytherina, okazuje się
                wężousty - znów nieufność i strach całej szkoły. W trzecim... no, tu akurat ma
                problemy innego typu. W czwartym śmiertelnie obraża się na niego wierny dotąd
                Ron, Gryfoni znów go odrzucają, kibicując Diggory'emu, a atmosferę podgrzewa
                Rita Skeeter. W piątym tomie, po śmierci Cedrika, musi zmagać się z opinią
                niebezpiecznego szaleńca i prześladowaniem Umbridge. Tom szósty - podobnie, w
                zasadzie od śmierci Cedrika nieufność wobec Harry'ego nigdy nie wygasła. Co
                do "znoszenia humorów" - Harry co najmniej dwa razy jest jak między młotem a
                kowadłem, pomiędzy wściekłymi na siebie Hermioną i Ronem, próbując jakoś ich
                pogodzić: w trzecim tomie, gdy poszło o Krzywołapa i w szóstym, przy wszystkich
                komplikacjach uczuciowych.
                Natomiast Snape, cokolwiek by nie powiedzieć o jego inteligencji, wiedzy,
                nieszczęśliwym dzieciństwie i ogólnie złożoności jego wnętrza, ma jedną
                niewątpliwą wadę: jest BARDZO niesprawiedliwym nauczycielem. Faworyzuje swój
                dom kosztem nie tylko Harry'ego przecież, ale wszystkich innych uczniów.
                Swoją drogą, zastanawiam się, dlaczego właściwie ratował życie Harry'emu w
                pierwszym tomie? Niby mamy odpowiedź - ze względu na dług wdzięczności wobec
                Jamesa - ale gdy się pozna okoliczności całej sprawy, człowiek dochodzi do
                wniosku, że tu musi tkwić coś więcej.
              • noida Re: do noidy 27.04.07, 10:07
                Po pierwsze, jakieś skrajności wyłącznie dla Ciebie istnieją. Skoro się nie
                nienawidzi bohatera, to trzeba go od razu wielbić, tak? Nie wiem, skąd to
                założenie. Wydaje mi się po prostu nieciekawe spędzać wiele godzin, czytając o
                przemyśleniach, zachowaniach i dylematach bohatera, którego się nie znosi.
                Szkoda by mi było na to czasu. Harry'ego nie wielbię, ale lubię. Tak samo, jak
                resztę bohaterów. Jednych mniej, innych bardziej, ale na szczęście mam życie
                osobiste i nie muszę się skupiać na tym, kogo "nienawidzę" a kogo "wielbię" w
                tej powieści.

                I to dokładnie mam na myśli pisząc, że chyba więszkość z was to nastolatki
                (napisałam większość, a nie wszyscy, więc nie musisz się zaraz czuć taka
                urażona), bo jak człowiek jest na normalnym etapie rozwoju, to nie pisze
                "nienawidzę" w odniesieniu do postaci literackiej.

                Ale jak widzę, mimo dojrzałego wieku niektórych, bez awantury o Harry'ego się
                nie obeszło? Taka jesteś dojrzała, nie nadajesz etykietek, tak? Ale z mojego
                posta bije niedojrzałością, bo użyłam słowa "gatki"? Ja tylko cytowałam
                poprzednie posty z tego wątku. Mówiłam do nastolatków ich językiem :-P

                Swoją droga nie wiem, o co wam chodzi z tym Harrym. Taki niby kryształowy i
                cudowny, ale co ludzi w nim denerwuje? Że jest zarozumiały i przemądrzały. To
                niby w którym miejscu jest taki cudowny, skoro jest upierdliwy, przemądrzały i
                zadufany w sobie? Może byście się zdecydowali.

                Harry nie lata do Dumba z każdą głupią rzeczą. Wręcz przeciwnie, co najmniej
                kilka razy w książce powinien do niego pójść a nie poszedł, jak w piątym tomie,
                gdzie miał te sny.

                Natomiast Malfoy różni się od Harry'ego jedną rzeczą- nie myśli nigdy o innych.
                Można się denerwować na Harry'ego, że jest sławny i ludzie mu się podlizują (nie
                bardzo co prawda rozumiem, w jaki sposób to jest wina Harry'ego, ale niech wam
                będzie), ale w przeciwieństwie do Malfoya jednak zdołał uratować parę osób,
                m.in. Ginny, Hardodzioba, Syriusza przed Dementorami, a także darował życie
                Glizdogonowi. Harry nie jest grzecznym chłopcem, niejednokrotnie nadużywa
                cierpliwości ciała pedagogicznego, wykradając się w nocy z pokoju itp. Niemniej,
                w przeciwieństwie do Malfoy'a, przyświeca mu zazwyczaj jakiś dobry cel. Harry
                stara się jak może robić dobrze i chociaż różnie mu to wychodzi, w tym jest
                lepszy od Malfoya.

                I naprawdę nie rozumiem, jak można to podważać. Harry Potter to książka DLA
                DZIECI. Czy Harry powinien pić, ćpać i przeklinać? Powinien waszym zdaniem
                wrzeszczeć na wszystkich i razem z Irytkiem tłuc żyrandole? Litości! Przecież on
                musi być dobry, bo jest bohaterem książki dla dzieci. Ma być przykładem, a nie
                przedstawicielem ponurego marginesu.

                Zachowanie Malfoy'a można sobie tłumaczyć w nieskończoność opresyjnym ojcem,
                cieżkimi warunkami w domu i przyszywanym wujkiem Voldim, co nie zmienia faktu,
                że jest to dziecko, które pragnie dokuczać innym, ma złe zamiary wobec każdego,
                kto nie jest jego sojusznikiem i, o ile pamiętam, nieustannie wykorzystuje
                dzieciaki z młodszych lat, zastraszając je. Czy to jest zachowanie, które można
                usprawiedliwić? Sorry, ale to, że człowiek wychowywał się w domu z wrednymi
                rodzicami nie usprawiedliwa w moich oczach odgrywania się na innych za własne
                niepowodzenia.

                Malfoy jest postacią budzącą jakiekolwiek ludzkie uczucia dopiero w szóstym
                tomie, gdzie się okazuje, że może był i królem szkoły, ale jednak Voldi to dla
                niego trochę za wysoka półka. Tam mi go rzeczywiście było żal, ale poniekąd
                uważam, że dostał za swoje. No nic na to nie poradzę.

                Nie, nie dlatego nie lubię Malfoya, że "bo śmie drażnić się z Kryształowo
                Czystym i Nieskalanym Rycerzem Potterem". Nie przepadam za nim (jak wyżej
                mówiłam, szkoda mi czasu na jakieś intensywne uczucia odnośnie postaci
                literackich), ponieważ jest małą gnidą i już. Jest dzieckiem zawistnym i jego
                niechęć do Pottera, jakkolwiek by nie była stała i w związku z tym cenna (bo
                przecież nie lubi go od początku, co nie jest prawdą, bo w pierwszym tomie
                próbował go przekabacić na swoją stronę), wynika głównie z zazdrości o to, że
                Harry jest sławny a Draco nie. Nie jest niepokorny. Raczej próbuje wypromować
                się kosztem Harry'ego, a skoro nie może go mieć w zespole, to co byłoby
                skuteczniejsze niż wtykanie mu szpilek? Tak widzę Draco i nie widzę jakoś, żeby
                było tu coś do lubienia.

                Snape jest z pewnością najbardziej złożoną i ciekawą chyba postacią w całej
                sadze. Co nie zmienia faktu, i co podkreśla niejednokrotnie JKR w swoich
                wywiadach, jest on człowiekiem złym. Jeśli ona tak mówi, to ja jej wierzę, w
                końcu ona go przecież wymyśliła.

                "Hehe.. ile masz lat? Bo zarzucasz innym niedojrzałość, a z Twojego posta aż bij
                > e
                > młodością;) Przekonuje mnie o tym Twoje widzenie świata wyłącznie w tonacji
                > czarno-białej. Snape jest zły, bo "ma tłuste włosy i uwziął się na Harry'ego",
                > a
                > "Malfoy to oportunista i tchórz"."

                Za to Ty jesteś dojrzała i mądra jak, nie przymierzając, Dumbledore. Przekonuje
                mnie o tym Twoja wnikliwość w czytaniu moich słów i jakże niezwykle poprawnej
                ich interpertacji, zwłaszcza ten kawałek o widzeniu świata w tonacji
                czarno-białej. Ponieważ oczywiście, skoro uważam, że Malfoy jest zły, bo tak go
                przedstawia autorka, a Harry jest dobry, bo tak go przedstawia autorka, to się
                mylę i jestem głupia, niedojrzała, i nie rozumiem, że te postacie można
                zinterpretować dokładnie odwrotnie.
                • watanabe.miharu Re: do noidy 27.04.07, 19:29
                  noida napisała:

                  > na szczęście mam życie
                  > osobiste i nie muszę się skupiać na tym, kogo "nienawidzę" a kogo "wielbię" w
                  > tej powieści.

                  Bardzo mnie to cieszy, wierz mi:P Normalnie mi ulżyło:)

                  > I to dokładnie mam na myśli pisząc, że chyba więszkość z was to nastolatki
                  > (napisałam większość, a nie wszyscy, więc nie musisz się zaraz czuć taka
                  > urażona), bo jak człowiek jest na normalnym etapie rozwoju, to nie pisze
                  > "nienawidzę" w odniesieniu do postaci literackiej.

                  Nie czuję się urażona. Ale też ja nie żywię uczuć "nienawiści/uwielbienia" do
                  postaci z HP, więc właściwie nie wiem, dlaczego o tym wspominasz, odpowiadajac
                  na mojego posta. Przecież tylko napisałam, że LUBIĘ Malfoya/Snape'a. LUBIĘ.. nie
                  UWIELBIAM. :)

                  > Ale z mojego
                  > posta bije niedojrzałością, bo użyłam słowa "gatki"?

                  Nie, nie mam nic przeciwko "gatkom";) Wydało mi się tylko dziwne, że niechęć
                  może spowodować czyjś wygląd.. Tak, wiem -

                  > Ja tylko cytowałam
                  > poprzednie posty z tego wątku. Mówiłam do nastolatków ich językiem :-P

                  Niech Ci będzie. OK.

                  > Swoją droga nie wiem, o co wam chodzi z tym Harrym. Taki niby kryształowy i
                  > cudowny, ale co ludzi w nim denerwuje? Że jest zarozumiały i przemądrzały. To
                  > niby w którym miejscu jest taki cudowny, skoro jest upierdliwy, przemądrzały i
                  > zadufany w sobie? Może byście się zdecydowali.

                  Tiaa... widzę, że nie do końca zrozumiałaś moje intencje.. Otóż. Nie mam
                  zasadniczo nic do upierdliwości Harry'ego (bo faktycznie, to dość
                  charakterystyczne zachowanie nastolatka, a więc pożądany realizm, i to jest w
                  porządku), a jedynie do dosyć niefrasobliwego potraktowania przez autorkę jego
                  wybryków. Do swoistej hipokryzji. Jak Harry coś niestosownego uczyni, to zawsze
                  znajdzie się usprawiedliwienie. Jak ktoś ze Ślizgonów, to zaraz leci połajanka.
                  No a połajanka należałaby się każdemu, niezależnie od domu, w którym jest, a
                  jedynie od efektów, jakie to zachowanie spowodowało.
                  Takie "jak Kali komuś ukraść krowę, to dobrze.. jak ukraść Kalemu, to źle". Wiem
                  dobrze, że to książka "dla dzieci", w związku z tym ma liczne uproszczenia,
                  swoistą kolorystykę dwubarwną.. Ale nawet patrząc z takiej perspektywy, są tu
                  zgrzyty. Bo co dzieciak może się dowiedzieć z HP? Np. że łamanie zasad uchodzi
                  płazem, jeśli jest się dostatecznie sprytnym, jeśli ma się "plecki" u dyrektora,
                  a w ogóle "cel uświęca środki", nie trzeba myśleć, bo "może się jakoś uda", itp.

                  > Natomiast Malfoy różni się od Harry'ego jedną rzeczą- nie myśli nigdy o innych.

                  Tego nie wiemy, wszak Malfoy jest postacią drugoplanową, i w związku z tym
                  autorka nie raczy nas opowieściami, co dzieje się w jego umyśle po przebudzeniu
                  i czy marzy o ukręcaniu gołębiom łebków:) Można się domyślać. Ale dobrze, w
                  sumie niech będzie, sporo racji masz - Draco w y d a j e s i ę nie myśleć za
                  wiele o innych. Tylko czy aby Potter zawsze jest taki troskliwy? Ileż razy
                  wciąga przyjaciół w niepewne sprawy, każe im zrobić to czy tamto, grożące im
                  nieciekawymi konsekwencjami, bo coś mu się tam przyśniło.. Czyż nie przez niego
                  ginie Syriusz? Potter postęuje tak nieustannie, bo n i e m y ś l i. Zwykle po
                  fakcie kaja się, nurza się w poczuciu winy, po czym.. znowu to robi.

                  > Niemniej
                  > w przeciwieństwie do Malfoy'a, przyświeca mu zazwyczaj jakiś dobry cel. Harry
                  > stara się jak może robić dobrze i chociaż różnie mu to wychodzi, w tym jest
                  > lepszy od Malfoya.

                  O, właśnie dochodzimy do tego, co wspominałam wyżej. Można dyskutować, czy warto
                  kierować się emocjami, przeczuciami, przywidzeniami, impulsem, jak to robi
                  Potter, i potem płakać nad konsekwencjami, czy najpierw pomyśleć (jak zapewne
                  zrobiłaby np. Granger:). Nie jestem do końca przekonana, czy z tego, co zrobił
                  Harry, wynika więcej złego czy dobrego. Nie wiemy przecież, co by się stało,
                  gdyby Potter nie zrobił tego czy owego. Nie jest powiedziane, że wynikłaby z
                  tego kosmiczna katastrofa.
                  No więc czy dobry cel usprawiedliwia wszelką głupotę popełnioną po drodze? To
                  już każdy ma swoje poglądy na tą kwestię, jak sądzę.

                  > o ile pamiętam, nieustannie wykorzystuje
                  > dzieciaki z młodszych lat, zastraszając je. Czy to jest zachowanie, które można
                  > usprawiedliwić? Sorry, ale to, że człowiek wychowywał się w domu z wrednymi
                  > rodzicami nie usprawiedliwa w moich oczach odgrywania się na innych za własne
                  > niepowodzenia.

                  Nie wiem, ale nie zapominaj, że to ..dzieci. Tak więc trzeba trochę patrzeć
                  przez palce na ich zachowanie. W książce ich zachowanie jest z pewnością
                  przejaskrawione i wyolbrzymione, bo jakoś nie wyobrażam sobie 12-latka,
                  mierzącego się bez krztyny strachu z jakimś straszliwym przeciwnikiem, przed
                  którym kolana ugięłyby się dorosłemu człowiekowi.. Tak samo nie wierzę, że
                  12-latek jest wcieleniem zła:)

                  > Tak widzę Draco i nie widzę jakoś, żeby
                  > było tu coś do lubienia.

                  I dobrze. Ty tak go widzisz, ja inaczej, i to jest w porządku. A że autorka
                  widzi to inaczej.. cóż.. Jest takie powiedzenie, że w momencie napisania i
                  wydania ksiązki, jej bohaterowie przestają być tym samym własnością autora i
                  należą do czytelników:)

                  > Co nie zmienia faktu, i co podkreśla niejednokrotnie JKR w swoich
                  > wywiadach, jest on człowiekiem złym. Jeśli ona tak mówi, to ja jej wierzę, w
                  > końcu ona go przecież wymyśliła.

                  To wierzysz autorce czy "tak go widzisz"?

                  > Za to Ty jesteś dojrzała i mądra jak, nie przymierzając, Dumbledore.

                  Dzięki.. ach, nie zasłużyłam sobie na aż TAKĄ (w twym mniemaniu, jak sądzę)
                  pochwałę.. :)

                  > Przekonuje
                  > mnie o tym Twoja wnikliwość w czytaniu moich słów i jakże niezwykle poprawnej
                  > ich interpertacji,

                  I wzajemnie:)

                  zwłaszcza ten kawałek o widzeniu świata w tonacji
                  > czarno-białej. Ponieważ oczywiście, skoro uważam, że Malfoy jest zły, bo tak go
                  > przedstawia autorka, a Harry jest dobry, bo tak go przedstawia autorka, to się
                  > mylę i jestem głupia, niedojrzała, i nie rozumiem, że te postacie można
                  > zinterpretować dokładnie odwrotnie.

                  Nie pisałam, że jesteś głupia. Ale mam prawo interpretować sobie zachowanie
                  postaci, jak chcę:) I to nie jest kwestia mądrości/głupoty,
                  niedojrzałości/dojrzałości.
                  A to, że autorka "tak kogoś przedstawia".. to oznacza dokładnie tylko tyle, i
                  nie jest to dogmatem czy prawdą objawioną;)

                  I jeszcze co do niesprawiedliwości Snape'a. Tak, jest pokazowo wręcz
                  niesprawiedliwy. A czy np. Dumbel taki nie jest (zapewne, odpowiednio na
                  mniejszą skalę, ale..)? Gryfoni zawsze mają u niego "oko", cenne punkciki na
                  koniec roku zawsze się znajdą. Byle tylko źli Ślizgoni nie wygrali, to
                  Gryffindor dostanie troszkę punktów za.. złamanie regulaminu:)

                  Mam nadzieję, że moja wypowiedź Cię nie uraziła, bo to nie było moim zamiarem. W
                  tekście sporo smiliesków:) więc nie bierz wszystkiego tak śmiertelnie poważnie:)
                  Ot, lubię się posprzeczać i podyskutować, bo swoje zdanie lubię mieć, nawet w
                  tak błahej sprawie, jak postacie w HP.
                  • nemo88 ................... 28.04.07, 11:20
                    Bardzo długa, interesująca i pouczająca kłótnia. Ja mam tylko pytanie. Piszesz
                    że Harry nie ponosi za swoje błędy kary. W pierwszej częsci dostał szlaban, ale
                    to bylo marne przestępstwo. W drugiej częsci nie wywalono go za jazde
                    samochodem. Może masz tu racje. W trzeciej częsci Dumbledore nie mógł go ukarać
                    bo wiedział, że Black jest niewinny i HP ratując go dobrze zrobił. W czzwartej
                    częsci nie pamietam niczego co zle zrobil. Na pewno włóczył się nocą ale to nie
                    ważne. I dochądzę do piątej. Tu Sporo obwinia Pottera za smierc. Maja troche
                    racji. Nie wątpliwie spieprzył sprawe... ale trzeba pamietac, że Voldi umię
                    omotac dojrzalych i doroslych czarodzieji a co dopiero 15 latka. A po za tym
                    Dumbledore wini bardziej siebie niz Pottera wiec jak ma go ukarać?

                  • meduza7 Re: do noidy 28.04.07, 13:19
                    Pozwolisz, że odniosę się do jednego z wątków Twojej wypowiedzi, mianowicie
                    dotyczącego Syriusza.
                    Napisałaś: Ileż razy
                    > wciąga przyjaciół w niepewne sprawy, każe im zrobić to czy tamto, grożące im
                    > nieciekawymi konsekwencjami, bo coś mu się tam przyśniło.. Czyż nie przez
                    niego
                    > ginie Syriusz? Można dyskutować, czy warto
                    > kierować się emocjami, przeczuciami, przywidzeniami, impulsem, jak to robi
                    > Potter, i potem płakać nad konsekwencjami, czy najpierw pomyśleć (jak zapewne
                    > zrobiłaby np. Granger

                    No cóż, Harry organizując wyprawę na ratunek Syriusza niewątpliwie został
                    zwiedziony fałszywą wizją... ale do tego przygotował go fakt, że uprzednio miał
                    co najmniej kilka wizji prawdziwych, w tym jedną, dzięki której uratował życie
                    ojcu Rona. Owszem, nie wziął pod uwagę faktu, że Voldemort mógłby świadomie
                    zaszczepić w jego umyśle wizję fałszywą. Owszem, kierował się emocjami - ale na
                    litość boską, czy ktokolwiek, widząc torturowaną osobę, którą kocha, byłby w
                    stanie usiąść sobie spokojnie i na chłodno rozważyć, czy warto rzucać jej się
                    na ratunek, czy też może zostawić to innym, a w ogóle, może to podpucha? Zauważ
                    też, że Harry nie mógł wówczas skontaktować się z nikim, komu by ufał, a Snape,
                    otrzymawszy wiadomość, potraktował go jak zwykle lekceważąco (ok, my wiemy, że
                    miał ku temu powody, ale Harry widział jedynie, że ostatnia osoba, która
                    mogłaby coś poradzić, kompletnie mu nie wierzy). Poza tym, w chwili tak mocnego
                    napięcia emocjonalnego, człowiek nie jest w stanie myśleć jasno. Podejrzewam,
                    że nawet Hermiona straciłaby głowę, mając wizję swoich rodziców torturowanych
                    przez Voldemorta.
                    Poza tym, przy wszystkich swoich ryzykownych eskapadach, Harry nigdy nie KAZAŁ
                    przyjaciołom iść ze sobą. Wręcz przeciwnie: nieraz starał się ich od tego
                    powstrzymać, jak np. przed wyprawą do Ministerstwa Magii. Uczestniczyli w jego
                    przygodach i ponosili ich konsekwencje z własnej woli.
                    • meduza7 Re: do noidy 28.04.07, 20:08
                      A jeszcze chciałabym dodać, że jeśli chodzi o łamanie przez Harry'ego różnych
                      zakazów, to niemal zawsze robi to dla jakichś ważniejszych celów. W pierwszym
                      tomie, gdy dostał szlaban za włóczenie się po nocy, pomagał Hagridowi pozbyć
                      się smoka. A wykrycie smoka w Hogwarcie miałoby na pewno dla Hagrida
                      poważniejsze konsekwencje, niż wykrycie nocnej wycieczki dla Harry'ego.
                      Piszę "niemal zawsze", bo mamy również w III tomie wyprawy Harry'ego do
                      Hogsmeade, gdzie faktycznie ryzykował jedynie dla własnego widzimisię.
                      Natomiast jeśli chodzi o osoby łamiące zakazy dla samej przyjemności, to są to
                      niewątpliwie Fred i George - a ich także nikt z Hogwartu nie wyrzuca, sami
                      decydują się odejść. W ogóle odnoszę wrażenie, że wylecieć z Hogwartu wcale nie
                      było tak łatwo, tu już zarzuty musiały być najcięższego kalibru - patrz sprawa
                      młodego Hagrida i Aragoga.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka