dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 26.12.15, 02:26 Po pokazowym procesie, w którym odpowiadał za rzekome dążenie do obalenia komunistycznego ustroju został skazany na dziesięć lat więzienia. Wolności już nie odzyskał, zmarł w więzieniu w niejasnych okolicznościach. Według jednej z hipotez pękła mu aorta, po tym jak został zepchnięty ze schodów przez strażnika ... Był człowiekiem, o którym prof. Norman Davies w książce "Powstanie 44" pisał, że "był uosobieniem wszystkiego, co komuniści najbardziej chcieli zniszczyć". Nie potrafili go złamać. Bohdan Urbankowski w swoim artykule zatytułowanym "Czas bez honoru" cytuje słowa mecenasa Władysława Siła-Nowickiego. To wspomnienia z czasów, gdy mecenas Siła-Nowicki odsiadywał wyrok dożywocia w więzieniu w Rawiczu, gdzie osadzony był także Kazimierz Pużak. "[Pużak] został wezwany na przesłuchanie, na którym notable z MBP zaproponowali mu napisanie przyjaznego listu do prezydenta Bolesława Bieruta. W nagrodę obiecywali mu wolność. Gdy Kazimierz Pużak odmówił, zaproponowali mu w drodze kompromisu taką samą nagrodę za zwyczajne życzenia noworoczne pomyślności dla tegoż prezydenta Bieruta. Pużak ponownie odmówił i wrócił do celi" - cytuje słowa mecenasa Bohdan Urbankowski. Popularny jest jeszcze jeden cytat, tym razem już jego własnych słów. W 1948 roku, podczas procesu, w którym odpowiadał za dążenie do obalenia ustroju Polski sędziowie Wojskowego Sądu Rejonowy namawiali go do samokrytyki, która mogłaby mieć wpływ na złagodzenie wyroku. - W chwili, gdy stoję na grobem, byłoby nie do uwierzenia, gdybym zmienił poglądy - odpowiedział sędziom Kazimierz Pużak, zaznaczając, że nic więcej nie ma do powiedzenia. Został skazany na 10 lat pozbawienia wolności. O nic sądu nie pytał, o nic nie prosił. Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 27.12.15, 04:56 2. Agenci Izraela potrafią wykraść nawet okręt wojenny? W latach sześćdziesiątych sytuacja Izraela była delikatnie mówiąc skomplikowana. Uwikłane w różne konflikty państwo musiało pilnie wzmocnić swoją flotę. Wybór padł na Francję i jednostki budowane w tamtejszych stoczniach. Problem pojawił się po rajdzie izraelskich komandosów na lotnisko w Bejrucie ? oburzeni Francuzi postanowili wstrzymać realizację zamówienia i to mimo, że jednostki były właściwie gotowe. Żydzi ani nie zamierzali bawić się w dyskusje na arenie międzynarodowej, ani tym bardziej ? prosaic Francuzów o zmianę zdania. Postanowili po prostu ich okpić. Dzięki oszustwu wyprowadzili z portu dwa kutry rakietowe, jednak na tym nie zamierzali poprzestawać. Zdecydowali, że przejmą resztę swoich okrętów za wszelką cenę, a plan zrealizowali w samą Wigilię. Liczyli na świąteczne rozluźnienie Francuzów i mieli rację. Kiedy wreszcie do tamtejszego ministra obrony dotarła informacja o tym, co się stało, oburzony całkiem poważnie chciał te okręty zatopić! (przeczytaj więcej na ten temat). Cytat za: ciekawostkihistoryczne.pl/2015/12/20/izraelski-wywiad-jest-smiertelnie-niebezpieczny-mamy-na-to-7-dowodow/#ixzz3vURGQ4Bm Dzięki za udostępnienie fragmentu. Nie mamy nic przeciwko cytowaniu naszych tekstów, ale: 1) zawsze dołączaj linka, 2) Cytuj, a nie kradnij. Nie zamieszczaj na innych stronach fragmentów większych niż 30% artykułu. Odpowiedz Link
black_jotka Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 27.12.15, 19:18 Polacy "zawsze byli katolikami, ponieważ nie pojawił się żaden podmiot, który mógłby zakwestionować siłę Kościoła [katolickiego]. W krajach Zachodu za taki podmiot uznawano przede wszystkim państwo, jednak w Polsce państwo przez stulecia pozostawało na tyle słabe (nawet państwo zaborcze), że nie potrafiło osłabić roli katolicyzmu. W konsekwencji wszystkie ideologie narodowe musiały brać pod uwagę polską religijność, a ostatecznie - dostosowywać się do niej". Tę rewolucyjną w gruncie rzeczy tezę, postawił Michał Łuczewski, autor książki "Odwieczny naród" (2012). Wywołała ona burzę w polskiej humanistyce. Autor podszedł do tematu "Polak-katolik" z perspektywy zwykłego chłopa. Wziął na warsztat wieś Żmiąca w Beskidzie Wyspowym, która jest najdłużej badaną miejscowością w naukach społecznych. Wykorzystał dostępne narzędzia badawcze takich dyscyplin jak socjologia, antropologia, psychologia i oczywiście historia. Zbadał rzeczywistość z perspektywy mikro, a nie makro jak robi to większość badaczy, a przecież z takich "małych" historii składa się "wielka" historia Polski. Wynik jest wyjątkowo interesujący. Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 07.01.16, 18:55 o była jedna z największych wsyp Polskiego Państwa Podziemnego. 5 czerwca 1943 r. kościół św. Aleksandra na warszawskim placu Trzech Krzyży otoczył tłum uzbrojonych po zęby gestapowców i żandarmów. Niemcy wtargnęli do świątyni, brutalnie przerywając ceremonię ślubną. Aresztowano państwa młodych i niemal wszystkich uczestników mszy. W sumie 89 osób. Uratowało się tylko kilkoro ludzi, którzy zdążyli uciec do podziemi kościoła. A także dwóch młodych mężczyzn, którzy na krótko przed przybyciem Niemców wyszli do sklepu, by kupić kliszę do aparatu fotograficznego. Zatrzymanych Polaków - panowie byli w garniturach, a panie w eleganckich sukniach - wpakowano do ciężarówek i przetransportowano na Pawiak. W ten sposób przestał istnieć oddział "Osy"-"Kosy" - jedna z najbardziej bojowych jednostek Armii Krajowej. Jej członkowie słynęli z odwagi i niezwykłej brawury. Grali na nosie władzom okupacyjnym, dokonywali brawurowych akcji dywersyjnych oraz likwidowali konfidentów i zbirów z gestapo. W kościele św. Aleksandra zebrali się na ślubie jednego z kolegów, por. Mieczysława Uniejewskiego "Matrosa". Gestapo na Pawiaku przeprowadziło wstępną selekcję aresztowanych. W jej wyniku zwolniono do domów starsze kobiety, dzieci i inne osoby, które nie mogły być zaangażowane w bojową działalność konspiracyjną. W więzieniu pozostało 56 ludzi. W kolejnych dniach zostały wysłane do obozów koncentracyjnych lub rozstrzelane w ruinach getta. Wśród zamordowanych znalazł się pan młody - Mieczysław Uniejewski. Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 07.01.16, 18:56 Przez wiele lat przyczyny wsypy były zagadką. Zmieniło się to w 1971 r., gdy w oficjalnym obiegu w PRL ukazała się książka "Cichy front". Jej autorem był Aleksander Kunicki "Rayski", były szef wywiadu "Osy"-"Kosy". Oficer ten ujawnił, że w oddziale znajdował się agent gestapo, który wydał kolegów. Miał być nim 22-letni Stanisław Jaster "Hel". Historia przedstawiona przez Kunickiego była ponura, a jednocześnie niesamowita. Wszystko zaczęło się od fatalnego zbiegu okoliczności. We wrześniu 1940 r. Jaster wraz z kilkoma innymi chłopcami ukrył się w ruinach domu przed łapanką. Jeden z niezręcznych kolegów strącił nogą cegłę, która spadła pod nogi niemieckiego oficera. Niemcy chłopaków złapali, a Jaster, jako najstarszy z grupy, został oskarżony o zamach na Niemca. Wysłano go do KL Auschwitz, gdzie nadano mu numer 6438. Tam więźniem zainteresowała się Politische Abteilung, czyli działająca w obozie komórka służby bezpieczeństwa. Jaster miał zostać przez nią zwerbowany na tajnego współpracownika. Następnie gestapo zaaranżowało jego ucieczkę. Wraz z trzema innymi więźniami miał wykraść mundury SS i samochód komendanta, a następnie 20 czerwca 1942 r. wyjechać spokojnie z obozu. Wszystko było oczywiście ukartowane przez Niemców. Po przedostaniu się do Warszawy Jaster wstąpił do AK. Ponieważ był odważny i wysportowany (193 cm wzrostu, atletyczna budowa ciała), skierowano go do "Osy"-"Kosy". Wziął udział w kilku akcjach likwidacyjnych, coraz lepiej poznawał podziemne struktury. Cały czas pracował jednak dla Niemców. Gdy dowiedział się o ślubie na placu Trzech Krzyży, natychmiast przekazał tę informację swoim prawdziwym mocodawcom. Z takiej okazji (niemal wszyscy żołnierze "Osy"-"Kosy" w jednym miejscu) gestapo nie mogło nie skorzystać. Gdy doszło do aresztowań, Jastera nie było w kościele. Stworzył sobie alibi, feralnego dnia miał zaspać i nie zdążyć do kościoła. W rzeczywistości Niemcy przetransportowali go na Pawiak, gdzie - ukryty za framugą okna - wskazywał palcem kolegów z "Osy"-"Kosy". Gdy agent się zorientował, że w obławie nie został aresztowany szef sztabu oddziału Mieczysław Kudelski "Wiktor", postanowił zastawić na niego pułapkę. Jaster poprosił o spotkanie, które zostało wyznaczone na 12 lipca 1943 r. "Wiktor" miał czekać na "Hela" o godz. 18 w barze Aperitif przy ulicy Nowogrodzkiej. Po tym, gdy "Hel" przybył na miejsce, do knajpy wpadło gestapo. Obaj Polacy zostali aresztowani. Niemcy nie zamierzali jednak rezygnować z tak cennego agenta jak "Hel". Po raz drugi sfabrykowali więc jego ucieczkę. Jaster wkrótce zameldował się w punkcie kontaktowym. Powiedział, że podczas transportu na aleję Szucha rzucił się na gestapowców. Doszło do walki, w wyniku której udało mu się wydostać z samochodu i uciec. Dowodem miała być rana postrzałowa w udzie. Oficerowie kontrwywiadu AK nie uwierzyli jednak "Helowi". Sprawa wydała im się podejrzana. "Wydawało się to wysoce nieprawdopodobne - pisał Kunicki. - Jak mogła udać się ucieczka z pędzącego, krytego samochodu, jeśli przy jednych i drugich drzwiach siedzieli dwaj gestapowcy? Chyba że 'Hel' wyrwał któremuś pistolet maszynowy i położył konwojentów trupem, ale tego bynajmniej nie twierdził". Gdy zbadano ranę Jastera, okazała się ona bardzo powierzchowna. Pocisk został wystrzelony z bliskiej odległości (ślady prochu na udzie) i z broni o kalibrze 7 mm. Gestapowcy, którzy aresztowali "Hela" i "Wiktora", byli zaś uzbrojeni w pistolety maszynowe o kalibrze 9 mm. Przyciśnięty do ściany Jaster zaczął się plątać w zeznaniach. A w końcu miał się przyznać, że pracuje dla gestapo. Został błyskawicznie osądzony, skazany za zdradę i zlikwidowany. Tyle Kunicki. Obrona Publikacja Kunickiego wywołała szok, niedowierzanie, a wreszcie oburzenie w środowisku byłych żołnierzy Kedywu. Ci, którzy poznali Jastera osobiście, twierdzili, że "Hel" nie mógł zdradzić. W efekcie na łamach prasy PRL rozpoczęła się batalia o dobre imię Stanisława Jastera. Część badaczy i publicystów opowiedziała się po stronie Kunickiego, inni po stronie byłych kolegów "Hela". Drukowano kolejne polemiki, powoływano się na kolejne dokumenty, pisano listy do redakcji. Sprawa pozostawała jednak niewyjaśniona. Była jedną z największych tajemnic polskiego podziemia. Aż do niedawna. Instytut Pamięci Narodowej wydał bowiem znakomitą książkę Darii Czarneckiej "Sprawa Stanisława Gustawa Jastera ps. Hel". Autorka nie odpowiada na wszystkie pytania związane z tą zagadką, ale po lekturze książki nie ma większych wątpliwości - "Hel" zdrajcą nie był. Zgładzono go niesłusznie. Daria Czarnecka nie tylko zebrała wszystkie argumenty, które padły w dotychczasowej dyskusji na temat "Hela", lecz dotarła także do nieznanych wcześniej dokumentów niemieckich. Jest to wręcz zdumiewające, że do tej pory nikt nie zadał sobie trudu, żeby sprawdzić te papiery. To bowiem właśnie na ich podstawie Czarnecka obaliła główną tezę oskarżenia: rzekome sfabrykowanie ucieczki Jastera z Auschwitz. Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 07.01.16, 19:01 Z zachowanej wewnętrznej dokumentacji wyraźnie wynika, że sprawa ucieczki została potraktowana bardzo poważnie. Gdy Niemcy się zorientowali, że z Auschwitz zniknęło czterech więźniów, natychmiast ogłosili alarm i wysłali za nimi pogoń. W obławę zaangażowane były olbrzymie siły. Za uciekinierami wysłano również listy gończe. Czterej Polacy zostali wciągnięci na listę poszukiwanych w Generalnym Gubernatorstwie. Ich rysopisy i dane przekazano terenowym placówkom gestapo. O żadnym sfingowaniu ucieczki mowy więc być nie może. Chyba że Niemcy sami wprowadzali się w błąd. Sam komendant Auschwitz Rudolf Höss, już po wojnie, w trakcie swojego procesu, wspominał o ucieczce czterech Polaków i przedstawiał ją jako swoją porażkę. W jej wyniku wydał on rozkaz, aby wszystkie samochody opuszczające teren Auschwitz - nawet te należące do SS - były zatrzymywane i skrupulatnie kontrolowane. Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 07.01.16, 19:01 Ze wspomnień pozostałych uczestników ucieczki wynika zaś, że to oni opracowali plan ucieczki, a Jaster został do grupy dołączony na samym końcu. Wobec nich nigdy zaś nie wysuwano oskarżeń o współpracę z Niemcami. Nie ma wątpliwości, że byli to uczciwi, prawi Polacy. Co więcej, Jaster, choć mógł to zrobić bez większego problemu, nigdy ich nie wydał. Jest jeszcze jeden, moim zdaniem, rozstrzygający argument. Gdy Stanisław Jaster uciekł z Auschwitz, Niemcy w akcie odwetu aresztowali i wysłali do obozów koncentracyjnych jego rodziców. Oboje zostali tam zamęczeni. Gdyby młody Polak rzeczywiście został zwerbowany na tajnego współpracownika, gestapo postąpiłoby odwrotnie. Zapewniłoby jego najbliższym bezpieczeństwo. Kupy nie trzyma się również zarzut, że to Jaster dokonał na Pawiaku identyfikacji schwytanych członków "Osy"-"Kosy". Wystarczy zajrzeć do wspomnień Leona Wanata, który sprawował funkcję pisarza w więziennej kancelarii. "[Konfident] ukryty za framugą okna - pisał Wanat - wskazywał na niektóre osoby orszaku ślubnego przeprowadzane przez podwórze więzienne. Osobnik ten, wzrostu średniego, szczupły, o śniadej cerze i ciemnych włosach, był mocno zdenerwowany i z zachowania jego było widać, że nie chce być poznany przez aresztowanych". Jak widać, musiała to być zupełnie inna osoba. Jaster był bowiem bardzo wysokim blondynem (po ucieczce z Auschwitz rozjaśniał jeszcze włosy wodą utlenioną) i Wanat na pewno by to zapamiętał. Kolejna sprawa to druga ucieczka "Hela". Okazuje się, że - wbrew temu, co pisał Kunicki - rzeczywiście do niej doszło. Podczas walki wręcz w kabinie samochodu gestapowcy nie mogli jednak użyć pistoletów maszynowych i sięgnęli po broń krótką. Stąd rana pochodziła od pocisku 7 mm, a nie 9 mm. Strzał został zaś oddany z bliskiej odległości w trakcie szamotaniny, stąd ślady prochu znalazły się na nodze "Hela". Daria Czarnecka dotarła do relacji świadka tej ucieczki! "Gdy samochód wjeżdżał łukiem w pl. Zbawiciela, otworzyły się z trzaskiem tylne drzwi, z których wypadło na jezdnię dwóch mężczyzn - wspominał Janusz Kwiatkowski "Zaruta". - Bardzo wysoki mężczyzna obejmował o wiele mniejszego od siebie cywila, którego przygniótł swym potężnym ciałem w momencie wypadania na jezdnię. W tym czasie, gdy samochód ostro hamował, wysoki mężczyzna poderwał się z jezdni, wpadając na ul. Mokotowską. Była to wspaniała robota warszawska, nadzwyczaj silnego i odważnego bojowca, która zszokowała samych gestapowców". Za niewinnością "Hela" przemawiają również liczne, złożone po wojnie relacje i wspomnienia jego znajomych oraz kolegów z oddziału. Wszyscy wydali mu jak najlepszą opinię. Przedstawili go jako sumiennego żołnierza i wielkiego patriotę. Człowieka koleżeńskiego, szczerego, o dobrym charakterze. Podkreślali, że choć znał wiele osób i wiele konspiracyjnych skrytek, żadna z nich nie wpadła. "Hel" miał również żywiołowo nienawidzić Niemców. Kozioł ofiarny Cóż więc się stało? Dlaczego kontrwywiad AK nie uwierzył Jasterowi? Dlaczego dzielny polski żołnierz poniósł najstraszniejszą możliwą śmierć - z ręki własnych rodaków? Dlaczego jego nazwisko zostało okryte hańbą? Lektura książki Darii Czarneckiej podsuwa niewesołe odpowiedzi na te pytania. Na jej podstawie pozwolę sobie przedstawić pewną hipotezę: podziemie potrzebowało kozła ofiarnego. Wsypa "Osy"-"Kosy" była prawdziwą katastrofą dla Armii Krajowej. Góra organizacji zapewne domagała się szybkiego wyjaśnienia sprawy i surowego ukarania winnych. Tymczasem część odpowiedzialności za tragedię ponosiło dowództwo oddziału. Wydanie zgody na zorganizowanie hucznego ślubu i zaproszenie na niego niemal całego oddziału było poważnym naruszeniem zasad konspiracji. "Ta nowina wprowadziła mnie w osłupienie - wspominał Bernard Drzyzga 'Kazimierz 60'. - 'Matros' odważył się tak ostentacyjną ceremonią narażać ludzi w takich niebezpiecznych czasach. Moje argumenty nie wywarły na nim żadnego wrażenia. Patrzył się tylko arogancko na mnie. Nie mogłem zrozumieć, że 'Philips' (płk Józef Szaniawski, dowódca 'Osy'-'Kosy') dał mu oficjalną zgodę na tę uroczystość". O tym, że w kościele św. Aleksandra tego dnia ślub brać będzie "ważna osoba z konspiracji", wiedzieli nawet chłopcy z kościelnego chóru. Było to tajemnicą poliszynela... W tej sytuacji niepotrzebna była zdrada "Hela", żeby o ceremonii dowiedziało się gestapo. Według znanego historyka Tomasza Strzembosza nie był to zresztą jedyny przypadek, gdy oddział nie przestrzegał ściśle zasad walki podziemnej. Dezynwoltura ta mogła się przyczynić do rozkonspirowania oddziału i rozpracowania go przez służby specjalne wroga. Gdyby jednak kontrwywiad, który otrzymał rozkaz wyjaśnienia wsypy, postawił w raporcie takie wnioski, w podziemiu doszłoby do trzęsienia ziemi. Kierownictwo AK (i słusznie) zapewne domagałoby się kolejnych dochodzeń i ukarania odpowiedzialnych za tę sytuację oficerów. Znacznie łatwiej było więc zrzucić winę na wytropionego "zdrajcę". Skazać go, wykonać egzekucję i w ten sposób zamknąć sprawę. Niewykluczone, że o wyborze Jastera do tej roli zdecydowały między innymi jego niepolskie nazwisko i wyznanie ewangelickie. Na możliwość taką wskazywała narzeczona "Hela" Anna Danuta Sławińska. To oczywiście tylko hipoteza. Jest ona jednak znacznie bardziej prawdopodobna niż wersja Kunickiego, czyli historia młodego polskiego patrioty, którego rodzice byli dręczeni w obozach koncentracyjnych, a on mimo to był na usługach gestapo. Wszystko, co wiadomo o Jasterze, przeczy takiej ewentualności. Dlaczego więc Jaster przyznał się do zdrady? W ten sposób docieramy do najbardziej drastycznego aspektu całej historii. Już prof. Tomasz Strzembosz, wątpiąc w winę "Hela", wskazywał, że w trakcie wewnętrznego śledztwa został on "przyciśnięty" przez kontrwywiad AK. Pisząc wprost, przyznanie się do winy mogło zostać na nim wymuszone biciem. Sugestię taką w jednej ze swoich książek zawarł również znany badacz konspiracji Jerzy Ślaski. Chyba nie przez przypadek były żołnierz AK Janusz Kwiatkowski "Jaruta" napisał po latach, że "Hel" został "zamordowany w sposób bestialski". Czy tak było w rzeczywistości? Zapewne nigdy już się tego nie dowiemy. Tajemnicę tę zabójcy "Hela" zabrali do grobu. Danuta Czarnecka w swojej książce stawia zresztą jeszcze jedną hipotezę. Badaczka wskazuje na to, że nie zachowały się ani akta sprawy, ani wyrok na Stanisława Jastera wydany przez podziemny sąd. Część niemieckich dokumentów sugeruje zaś, że "Hel" wcale nie uciekł z samochodu po drugim aresztowaniu. Czyżby więc młody żołnierz zginął z ręki gestapowców, a nie rodaków? Dlaczego jednak w takim razie Kunicki po wielu latach miałby zmyślić historię rzekomej zdrady Jastera? Czyżby obu żołnierzy dzieliły niegdyś jakieś prywatne, nieznane nam bliżej, spory? Jak widać, w sprawie Jastera nadal wiele pytań pozostanie bez odpowiedzi. Jedno jest jednak pewne. Rację miał Kazimierz Piechowski, ostatni uczestnik ucieczki z Auschwitz, gdy w 2010 r. pisał do Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy AK: "Kunicki w książce 'Cichy front' otworzył 'puszkę Pandory', powodując tym chaos w historii człowieka, bohatera, zasłużonego żołnierza Armii Krajowej, oskarżając Jastera kłamliwie i nikczemnie o zdradę. Oczekuję pośmiertnej rehabilitacji Stanisława Gustawa Jastera ps. Hel. Cechą żołnierzy AK była odwaga. Czy wystarczy nam tyle odwagi, by przyznać, że Staszek Jaster padł ofiarą tragicznej pomyłki?". Piotr Zychowicz, Historia do Rzeczy Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 10.01.16, 17:22 Swastyka - symbol znienawidzony podczas II wojny światowej - ma przynajmniej 12 tysięcy lat i do czasu zawłaszczenia przez hitlerowców budziła pozytywne skojarzenia. Marcin Klebba, badacz swastyk, opowiada m.in. o swastykach "ukrytych" w bieliźnie, znajdujących się na fińskich samolotach czy polskich odznaczeniach wojskowych. Okazuje się bowiem, że swastyka widniała na orderach 3. Pułku Strzelców Podhalańskich. Koleżanka w czasie wakacji za granicą zauważyła, że tatuaż na ramieniu kelnera ma formę swastyki. Oburzyła się, a kelner widząc jej reakcję, powiedział: ?Jesteś z Polski, prawda??. - To naturalne, że ludzie są podejrzliwi, widząc swastykę. Sam o jej istnieniu dowiedziałem się - jak pewnie większość osób - na lekcjach historii w szkole podstawowej. Kojarzyłem więc ten znak z okresem II wojny światowej i z nazistami. Dopiero później odkryłem, że to nie jest symbol hitlerowski, lecz wywodzi się z pierwotnych kultur. W czasie studiów archeologicznych na zdjęciach zabytków zobaczyłem swastyki i podobne do nich znaki. Profesorowie tłumaczyli, że są to symbole słońca, które nawiązywały do okresu, kiedy było ono dla ludzi bogiem. Jakie są najstarsze przypadki odnalezionych swastyk? - Najstarsza swastyka znajduje się w Dolinie Ararat w Armenii. Została wyryta na skale około 10 tysięcy lat p.n.e. Na rysunku widoczni są łowcy polujący na jelenie, krzyż, dwie swastyki prawoskrętne oraz spirala. To znalezisko jest w Armenii powszechnie znane. Koleżanka, która była tam na wakacjach, kupiła bransoletkę z tym wzorem. Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 10.01.16, 17:23 Z kolei na stanowisku w Mezyniu, na Ukrainie, znaleziono pozostałości po szałasach łowców i zbieraczy oraz wiele przedmiotów wykonanych z kości. Na nich znajdowały się meandry [ornamenty - przyp. red.] zdobnicze; niektóre z nich wyglądają właśnie jak swastyki. Również w jednej z jaskiń w Brazylii znaleziono krzyże wpisane w koło, w tym swastyki. Do końca nie wiemy, skąd wziął się ten symbol. Niektórzy twierdzą, że wywodzi się z Mezopotamii od starożytnych Sumerów, ale nie mamy na to dowodów. Na pewno swastyka miała duże znaczenie w Troi. Swastyki tam odnalezione są bardzo podobne do symbolu współcześnie używanego przez Hindusów. Stąd też wielu badaczy sądziło, że swastyka hinduska wywodzi się z Troi. Wydaje mi się jednak, że jest na tyle prostym znakiem, że mogła równolegle zostać wymyślona w różnych miejscach. Czy swastyki odnajduje się na całym świecie? - Do tej pory nie stwierdzono ich w Australii, wśród dawnych kultur aborygeńskich. Niewiele tych symboli zlokalizowano w pobliżu biegunów. Najwięcej pochodzi z Europy starożytnej. Jest ich tak dużo, że badacze skupiają się nie na tym, gdzie występują, ale raczej na rejonach, w których jest ich wyjątkowo duża koncentracja. W Azji natomiast swastyki rozpowszechniły się wraz z rozwojem buddyzmu. W Ameryce Północnej różne plemiona indiańskie znały ten znak i wyszywały go na ozdobach bądź odzieniu. Z czasem pojawił się on w kulturze zachodniej, ale był raczej wyrazem globalizacji niż efektem lokalnych wpływów. Na przykład w Stanach Zjednoczonych jest most, na którym wyryte zostały swastyki. Mogą symbolizować ochronę przed powodzią, ponieważ inżynierowie amerykańscy inspirowali się mostem w Indiach wybudowanym w podobnych warunkach, a w tamtej kulturze swastyka była m.in. symbolem boga Indry, który sprawował kontrolę nad wodą. Później błędnie sądzono, że te swastyki upamiętniały Indian. Warto jednak przy tej okazji dodać, że po II wojnie światowej niektóre plemiona zaprzestały używania tego symbolu dla poszanowania jej ofiar. A skąd się wzięła nazwa ?swastyka?? - Sama nazwa wywodzi się z języka sanskryckiego i oznacza przynoszący szczęście. Swastyka znana jest też pod innymi określeniami. Po niemiecku hakenkreuz to haczykowaty krzyż. Można też określić ją mianem łamanego krzyża lub załamanym krzyżem. W Grecji swastykę nazywano gammadion od ułożenia czterech greckich liter gamma ???, a w krajach anglosaskich i skandynawskich kojarzyła się z czterema nogami i była znana jako fylfot, czyli wiele nóg. W języku chińskim jest określana mianem wan. W północnej części Kanady, w Ontario, jest nawet mała miejscowość, która od 1911 roku nazywa się Swastika. Po II wojnie światowej władze chciały zmienić nazwę, ale mieszkańcy się na to nie zgodzili. Do dzisiaj taką nazwę noszą również dwa jeziora, z czego jedno znajduje się w Stanach Zjednoczonych. Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 10.01.16, 17:24 Jak wyglądają znajdowane przez badaczy swastyki? - Dzielą się na kilka rodzajów. Klasyczne mają formę krzyża równoramiennego, ze wszystkimi ramionami zagiętymi pod kątem prostym w jedną stronę, w prawo bądź w lewo. Cztery ramiona określają cykle, np. cztery kierunki świata lub cztery pory roku. Jeśli ramiona są łagodnie zakończone, to swastyka jest bardziej okrągła i sprawia wrażenie, jakby szybko wirowała. Swastyka może też mieć więcej ramion zagiętych w tym samym kierunku - choćby dwanaście. Takim symbolem jest znak czarnego słońca, składający się z trzech nałożonych na siebie swastyk. Wieloramienną swastykę znali też Słowianie. - Tak. Nazywana jest kołowrotem. Składa się z dwóch nałożonych na siebie swastyk, ale występowała także w klasycznej postaci. Słowiański bóg, którego symbolem była swastyka, czasami przedstawiana jako krąg ognisty, to Swaróg. Stąd też określenie tego znaku także jako swarga, swarzyca, swarożyca lub świąszczyca. Bóg Swaróg był kojarzony z ogniem, z cyklem natury. Oddawano mu cześć, aby zapewnić cykl, w którym słońce ogrzewało świat. Słowianie mieli swastyki również na naczyniach, ozdobach i odzieży. Jednak nawet w dalekiej przeszłości, w innych kulturach, nie zawsze ten symbol eksponowano, czasami wręcz był on ukrywany. Jednym z takich przykładów jest znalezisko archeologiczne z okolic Garwolina, datowane na około 2500 lat p.n.e. Odkryto tam dwa megalityczne groby z kultury amfor kulistych (archeologiczne określenie ludności żyjącej pod koniec epoki kamienia na terenach Polski; po przedstawicielach tej kultury pozostały m.in. naczynia o kulistym kształcie - przyp. red.). W grobach tych pośród innych znalezisk natrafiono na dwa naczynia ceramiczne ze swastykami. Mała amforka miała swastykę na brzegu, poniżej ucha. W większej swastyka była ukryta wewnątrz. Dostrzeżono ją tylko dlatego, że naczynie pękło. W średniowieczu swastykę można było znaleźć na spodach naczyń. Stanowiła znak garncarski, ponieważ w tym okresie producenci tworzyli renomę własnej marki. Ale kto by pomyślał, że znajdziemy swastyki w epoce kamienia, gdy na terenie Polski mieszkały ludy, które zajmowały się pasterstwem? Okazuje się, że w niektórych kulturach zdobienie miało znaczenie nie tylko dla sfery wizualnej, ale i duchowej. Jeśli uważano, że swastyka ma moc uzdrawiania, to trunek, który był przechowywany w naczyniu nią ozdobionym, mógł zostać w ten sposób uświęcony. Obecnie też można znaleźć ukryte lub ledwo widoczne symbole swastyki na przedmiotach codziennego użytku, np. bieliźnie, starych ręcznych maszynkach do strzyżenia - w miejscu gdzie odchyla się główkę ostrza - a nawet na papierze toaletowym. Wzór bywa używany nieświadomie - na przykład jeden z producentów bielizny prawdopodobnie kupuje zdobiony swastyką materiał w Indiach, gdzie ten symbol budzi pozytywne skojarzenia Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 10.01.16, 17:24 W Polsce swastyka kojarzy się jednoznacznie, jest uważana za hitlerowski symbol. Czy ludzie nie patrzą na ciebie podejrzliwie, wiedząc, że zajmujesz się badaniem jej pochodzenia, a nawet prowadzisz stronę internetową o swastykach? - Gdy promotor na trzecim roku studiów poprosił, żeby zaproponować temat pracy licencjackiej, rzuciłem odważnie, że może powinienem napisać o swastykach na Bliskim Wschodzie, bo nie ma na ten temat uporządkowanych informacji. Kiedy to usłyszeli moi koledzy z roku, zaczęli się śmiać, chociaż już wcześniej spotkali się z tym symbolem na zajęciach i wiedzieli, jakie miał dawniej znaczenie. Jak pokazałem prezentację, na której przedstawiłem mapę świata ze swastykami oznaczającymi miejsca, w których znaleziono ten symbol, na początku poczuli się dość nieswojo, jakby to była jakaś inwazja. Potem akademicka wiedza wygrała z emocjami. Innym razem poprosiłem kogoś z rodziny, żeby skserował mi książkę ze zdjęciami swastyk, na co miałem pozwolenie jej autora. Osoby, które przypadkowo zerknęły na wydrukowane strony, były przerażone, widząc zdjęcia swastyk, bo w ich mniemaniu oznaczają zło. W tym czasie w Polsce odbywała się wystawa wykopalisk prowadzonych przez Henryka Schliemanna w Troi. Znaleziono tam wiele przęślików [ciężarki przymocowane do wrzecion - przyp. red.] ze swastykami, ale w ramach ekspozycji prezentowanej w naszym kraju nie przedstawiono ani jednego zabytku z tym symbolem. Nie wiem, czy celowo, czy nie, ale już wcześniej, kiedy zwiedzałem wystawę sztuki starożytnej w Muzeum Narodowym w Warszawie, zauważyłem, że niektóre naczynia ustawiono tak, jakby swastyki miały być niewidoczne. Bardzo trudno było przecisnąć się między gablotami i zobaczyć je z drugiej strony. W takim razie znalezienie informacji na temat swastyk musi być nie lada zadaniem. - Teraz jest łatwiej, bo można na ten temat przeczytać chociażby w Wikipedii. Poza tym kilka osób na bieżąco aktualizuje strony internetowe o tym symbolu. Natomiast w czasie studiów w bibliotece uniwersyteckiej znalazłem dwie książki o swastykach, w tym jedną po rosyjsku. Wysłałem zdjęcia rycin do mojego dziadka, żeby przetłumaczył opisy. Drugą pozycją była ?Swastyka w dziejach cywilizacji? Filipa Buddy. Dla mnie to było ważne odkrycie. Wcześniej w słownikach znajdowałem podstawowe informacje. Brakowało w nich przykładowych zdjęć, a z kolei na stronach internetowych nie było podpisów pod różnymi swastykami. Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 10.01.16, 17:26 Dlaczego naziści posłużyli się tym symbolem? - Bezpośrednio przed II wojną światową swastyka była popularna w Niemczech w neopogańskich i mistycznych kręgach o charakterze rasistowskim. Grupy te wspierały ideę odnowy starożytnej kultury aryjskiej wywodzącej się z Dalekiego Wschodu. Na przykład godłem Stowarzyszenia Thule była wówczas swastyka otoczona promieniami, leżąca za nagim mieczem. Właśnie takie skojarzenia i zastosowania nadały swastyce negatywne, antysemickie znaczenie. W tym symbolu widziano zapowiedź odrodzenia czystości rasowej w Europie. W dodatku Niemcy znajdowali przedmioty zdobione swastykami podczas badań wykopaliskowych w Europie oraz etnograficznych np. w Indiach i w Tybecie, gdzie dotarli w styczniu 1939 roku. To wszystko powodowało, że zaczęli tworzyć mit jedności z przeszłością i jednocześnie ekspansji na przyszłość. Niektórzy członkowie Stowarzyszenia Thule należeli do Niemieckiej Partii Pracy, której Hitler został członkiem, a potem przewodniczącym. Był on pod dużym wrażeniem swastyki. Jak to określił w ?Mein Kampf?, swastyka oznaczała powierzenie misji i walki o zwycięstwo rasy aryjskiej, a zarazem oznaczała triumf ideału pracy twórczej, która zawsze była i będzie antysemicka. Swastyka przez to, że jest postawiona na kancie, sprawia wrażenie ruchu, ekspansji, ambicji i jest bardzo hipnotyzująca. Dlatego Hitler użył jej jako symbolu NSDAP, partii Trzeciej Rzeszy. I przez to ten symbol stał się znienawidzony w Europie. - To ludzie, którzy posługują się symbolem, nadają mu znaczenie. Lotnictwo łotewskie w okresie międzywojennym używało bordowej swastyki na białym tle. Z kolei znakiem lotnictwa fińskiego w czasie II wojny światowej była niebieska swastyka. Stało się tak, bo szwedzki baron Erich von Rosen, który w 1918 roku, podczas wojny domowej, podarował armii fińskiej pierwszy samolot, w swoim herbie miał swastykę. Od hitlerowskiej różniła się głównie kolorem. Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 10.01.16, 17:27 Niektórzy mówią, że były kiedyś plany rehabilitacji swastyki, ale to się nie udało. Mimo wszystko nadal są grupy działaczy społecznych czy religijnych podejmujących wyzwanie przywrócenia tego symbolu. Wydaje mi się jednak, że jest jeszcze za wcześnie, żeby wyrokować na temat jego przyszłości. Wciąż żyją osoby, które pamiętają wojnę i nie są w stanie zmienić swoich przekonań oraz opinii o swastyce. Inna sprawa, że nie wszystkie informacje na temat swastyki są znane. Współcześnie jest ona obecna i uważana za świętą w religiach Dalekiego Wschodu. Gdyby była jednym ze znaków chrześcijaństwa współcześnie używanym w Europie, to może byłaby inaczej postrzegana? A przecież była kiedyś uważana za chrześcijański symbol. Do dzisiaj odwołuje się do niej Etiopski Kościół Ortodoksyjny. W kościołach w Polsce też można spotkać swastyki, np. w katedrach we Włocławku czy w Przemyślu. Tam ludzie ich nawet nie zauważają, tak bardzo są już do tego widoku przyzwyczajeni. I właśnie o to chodzi. Przecież swastyka była symbolem pogańskim - Pogańskie tradycje kulturowe były częściowo asymilowane z duchem Kościoła i w nim przetrwały. Swastyki były znane już w początkach chrześcijaństwa. Krzyż to nie jest przecież jedyny symbol wiary. Najpierw była nim ryba, później pojawiły się również inne znaki, między innymi właśnie swastyka. Wzięła się ona z kultury rzymskiej. W katakumbach w Rzymie są rysunki swastyk i fossorów, czyli tych, którzy byli budowniczymi grobowców; później nazywano tak osoby zajmujące się grzebaniem zmarłych. Często swastyki występowały w towarzystwie świętych, są umieszczone np. nad głowami świętych w kościele w Kijowie oraz na sarkofagu św. Ambrożego w Mediolanie. Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 11.01.16, 01:33 kobiet i dzieci do komór gazowych. Noworodki kazała palić żywcem. 30-letnia Maria Mandel zyskała w obozie Auschwitz przydomek ?bestia?. W historii zapisała się jako jedna z najbardziej przerażających esesmanek. Po wojnie trafiła do jednego więzienia, co Polki. Urodziła się 10 stycznia 1912 roku w austriackim Munzkirchen. O jej dzieciństwie nic nie wiadomo. Jako nastolatka trafiła do szkoły zawodowej, po której ukończeniu pracowała jako urzędniczka. Po włączeniu Austrii do Niemiec, przeniosła się do Monachium. Jak tysiące innych kobiet, zauroczyły ją idee Adolfa Hitlera. Miała zaledwie 26 lat, gdy postanowiła dołączyć do SS. Od razu zgłosiła się do pracy w obozach koncentracyjnych. Po latach, podczas pierwszego procesu oświęcimskiego mówiła, że kierowała się tylko względami finansowymi i nie wiedziała, co tak naprawdę dzieje się za kolczastymi drutami obozów. Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 11.01.16, 01:34 obozach koncentracyjnych dużo zarabiają i spodziewałam się dostawać więcej, aniżeli mogłabym zarobić jako pielęgniarka. Gdybym bowiem nie dostała zajęcia w obozie, uczyłabym się właśnie do tego zawodu. Przed objęciem służby w Lichtenburgu nie wiedziałam co się tam dzieje i do czego służą te miejsca ? mówiła sędziom. Pracę we wspomnianym Lichtenburgu rozpoczęła 15 września 1938 roku. Razem z 50 innymi esesmankami była świadkiem formowania się jednego z pierwszych obozów koncentracyjnych w Niemczech. Niecały rok później przeniesiono ją do Ravensbrück. Tam też przeszła gruntowne szkolenie. Młode funkcjonariuszki uczyły się życia w nowych warunkach. Mandel nie potrzebowała długich szkoleń. Szybko zrozumiała, co musi robić, by utrzymać pozycję wśród innych pracowników obozu. Jej lojalność i przykładność została dostrzeżona przez przełożonych, którzy awansowali ją na SS-Oberaufsehrin w czerwcu 1942 roku. Bestia z obozu Dla więźniarek z Ravensbrück była przekleństwem. Brutalnie biła i poniżała kobiety. Miała wprowadzić osadzonym nakaz chodzenia boso. Wszystkie obozowe uliczki uprzednio rozkazała wysypać żwirem. Więźniarki podczas niedzielnej marszruty na rozkaz Mandel raniły sobie stopy do krwi. Te, które upadały, mogły liczyć tylko na kolejne ciosy od esesmanki. ? Biła do utraty przytomności. Ofiary miały zmasakrowane twarze, zalane krwią, posiniaczone. Biła przeważnie w dolną część brzucha ? wspomina jeden ze świadków. (fot. Wikimedia Commons) Ravensbrück nie było jej ostatnim przystankiem. W październiku 1942 roku pracowała już w obozie kobiecym Auschwitz II ? Birkenau, gdzie zastąpiła na stanowisku kierowniczki Johannę Langefeld. Ambitna i zdecydowana w swoich działaniach Mandel czuła się jak ryba w wodzie. Nad sobą miała tylko Rudolfa Hössa. Nad więźniarkami i podwładnymi miała absolutną władzę. Kontrolowała nie tylko sytuację w samym Auschwitz, ale też podobozach w miejscowościach Hindenburg, Lichtewerden, Burdy i Rajsko. Niedługo po objęciu stanowiska została okrzyknięta ?bestią?. Uwielbiała patrzeć na ból więźniarek, słynęła z okrucieństwa i przyjemności, jaką czerpała z wysyłania kobiet i dzieci do gazu. Dziś uważa się, że jest osobiście odpowiedzialna za śmierć ponad pół miliona więźniów. Mandel lubiła wybierać z przerażonego tłumu swoich pupili, których traktowała jak zwierzęta. Wybierała pojedynczych Żydów, których wyciągała z kolejek do komór gazowych. Gdy tylko jej się znudzili, odsyłała ich z powrotem na śmierć. Esesmanka znana była z tego, że kochała muzykę klasyczną. Nie mogło jej tego zabraknąć za kolczastym drutem, dlatego stworzyła własną złożoną z więźniarek. Podobno uwielbiała słuchać ?Madame Butterfly? w ich wykonaniu. Po latach w swojej książce opisała to była więźniarka, Lucia Adelsberger. ? Kobiety, które wracały z pracy, musiały maszerować w rytm muzyki. Orkiestra była zwoływana przy każdej okazji, by grać dla oficerów, kiedy przyjeżdżały nowe transporty, kiedy kogoś wieszano ? pisze. W Auschwitz Maria Mandel poznała Irmę Gresse. Zachowały się świadectwa traktujące o tym, że obie esesmanki łączył romans. Bestia i ?piękna bestia?, jak nazywano Gresse, były okrutną parą. Gresse miała stalowy, wysadzany perłami pejcz. Na więźniarki polowała razem z wygłodzonymi psami. Mandel nie była jedynym obiektem jej zainteresowań. Wiadomo, że Gresse lubiła też młode, ładne dziewczyny z obozu. Szczególnie Polki. Mandel w Auschwitz pracowała do 1944 roku. Później przeniesiono ją do Muhldorf, gdzie zastał ją koniec wojny. Stamtąd uciekła do Bawarii, w góry. Niedługo później trafiła do rodzinnego Munzkirchen w Austrii. Gdy stanęła w progu domu, ojciec nie chciał jej wpuścić. W sierpniu 1945 roku trafiła w ręce Amerykanów, cztery miesiące później odesłano ją do Polski, gdzie miała zostać osądzona. Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 11.01.16, 01:40 W jednej celi z ofiarami W tym miejscu kończy się większość historii o nazistach, którzy wreszcie odpowiedzieli za swoje zbrodnie. Nieco inaczej było w przypadku Mandel. Najwyższy Trybunał Narodowy uznał, że jest winna wszystkim zbrodniom. 22 grudnia 1947 roku skazano ją na karę śmierci. Na wyrok czekała w więzieniu Montelupich w Krakowie. Tam trafiła także Stanisława Rachwał. Znała Mandel bardzo dobrze. Rachwał 3 lata przebywała w obozie Auschwitz, gdzie doświadczyła piekła z rąk młodej esesmanki. Do obozu przywlekli ją gestapowcy, którzy dowiedzieli się o tym, że kobieta działa w podziemiu. Rachwał przeżyła obóz, a po wyjściu na wolność wróciła do tajnych organizacji. Zaangażowała się w pracę na rzecz WiN-u (Wolność i Niepodległość). O tym, co przeżyła w Oświęcimiu nigdy nie opowiadała, co wspomina jej córka w reportażu Patrycji Gryszyńskiej-Ruman ?WiNna nie WiNna?. - Każdy więzień marzył w obozie, żeby zobaczyć kiedyś za kratami swoich prześladowców jako rekompensatę za cierpienia. Sam będzie na wolności, a oni będą wyczekiwać na tak zasłużoną karę i przeżywać strach, zwątpienie. Los spełnił to moje marzenie zupełnie nieoczekiwanie. Miałam okazję spotkać się z czołowymi członkiniami załogi SS z Oświęcimia, jednak i jak też byłam znów więźniem ? pisała w swoich pamiętnikach działaczka. Jeden z oficerów UB doniósł na nią i tak Rachwał znalazła się ponownie w więzieniu. Tym oficerem był mąż jej koleżanki z obozu. Aresztowano ją na środku ulicy. Jeszcze długo później jej rodzina nie wiedziała, co się z nią stało. Na Montelupich spotkała swoje byłe oprawczynie, m.in. Marię Mandel. Wrócił obozowy koszmar. Reporterka przywołuje moment, w którym Rachwał została poproszona o wytłumaczenie jakieś sprawy Niemkom w ich języku. To był pierwszy raz, gdy była więźniarka stanęła twarzą w twarz z esesmankami. - Otworzono celę, a one siedziały jak gdyby nigdy nic i patrzyły bezczelnie to na mnie, to na oddziałową. Pociemniało mi ze złości w oczach. Poczułam się jak zły pies, którego spuszczono ze smyczy i krzyknęłam na cały głos: Baczność! Achtung! Zerwały się w mgnieniu sekundy i stanęły na baczność jak mur. Przestałam być więźniem, którego obowiązuje regulamin. Byłam więźniem obozu koncentracyjnego Oświęcim-Brzezinka, a te stojące przede mną kobiety to esesmanki, nasze ciemiężycielki, kaci, mordercy. Tama pękła, i runęły słowa podłe i chamskie, takie jakimi karmiono nas na każdym kroku. I podniecając się chwilą, zbliżyłam się do nich całkiem blisko i poczułam, że zaraz zacznę je bić. Po twarzach, po oczach. I nagle zobaczyłam ich przerażenie. Nie uderzyłam. I taki ludzki wstyd mnie ogarnął. Więźnia bić? ? pisała Rachwał. I Rachwał, i Mandel zostały skazane na śmierć. Któregoś dnia Mandel podeszła w łaźni do swojej byłej ofiary. Prosiła o przebaczenie. Rachwał jej przebaczyła i nigdy więcej już nie widziała. Maria Mandel została stracona o 7:09, 24 stycznia 1948 roku. Miała 36 lat. Tuż przed stryczkiem miała krzyknąć "Żyj długo Polsko!", jak podaje portal ISurvived.org. Stanisława Rachwał nie podzieliła jej losu. Wyrok zamieniono jej najpierw na dożywocie, po 10 latach wypuszczono ją dzięki amnestii. Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 13.01.16, 00:40 podpisać układ, dokładnie w momencie, gdy zegar wybił południe. Obaj mieli ponure miny. Zaczęli podpisywać dokumenty, oprawione w skórzane teczki. (?) W końcu wstali, po czym wniesiono szampana. Wypili toast i atmosfera trochę się rozluźniła?, relacjonował James Feron, specjalny wysłannik ?New York Timesa?. Dopiero w dalszej części relacji amerykański korespondent wspomniał o Władysławie Gomułce. I sekretarz KC PZPR przyglądał się uroczystości z tyłu, niemal ginął wśród setki oficjeli z Polski i Niemiec Zachodnich. Trudno było odgadnąć, że oto finalizuje się jego największy polityczny sukces. Odkąd ponad ćwierć wieku wcześniej objął Ministerstwo Ziem Odzyskanych, międzynarodowe umocowanie polskiej granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej stało się dla niego celem, któremu podporządkował wszystkie pozostałe. Uwarunkowania międzynarodowe Rozpoczęcie negocjacji z RFN wymagało przewartościowania polskiej polityki zagranicznej. Do tej pory bowiem Gomułka unikał dwustronnych rozmów z Bonn, uważając, że ewentualne nawiązanie stosunków dyplomatycznych powinno być decyzją wszystkich członków Układu Warszawskiego, w tym Związku Radzieckiego. Jego zdaniem, stanowiło to mocniejszą kartę przetargową w rozmowach z Niemcami Zachodnimi. ?Nie jesteśmy wielkim mocarstwem, jesteśmy natomiast krajem, który tak niedawno jeszcze zaznał wszystkich nieszczęść wojny, stracił miliony swoich synów, był ziemią ruin i popiołów ? przekonywał tuż po dojściu do władzy w październiku 1956 r. w piśmie rozesłanym do wojewódzkich instancji partyjnych. ? Sami nie załatwimy ostatecznie sprawy naszych Ziem Odzyskanych. Sojusz ze Związkiem Radzieckim, oparcie o wielką siłę mocarstwa radzieckiego jest koniecznością państwową i narodową Polski?. Obawy Gomułki przed utratą ziem zachodnich i północnych nie były bezpodstawne. Zarówno ?wroga? RFN, jak i ?bratnia? NRD wyjątkowo zgodnie wypowiadały się na temat ?koniecznej korekty? zachodniej granicy PRL. O ile jednak Bonn robiło to otwarcie, o tyle Berlin (Wschodni) wolał potajemne pertraktacje z Moskwą. Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 13.01.16, 00:43 .... zbrodni zakładającej wyniszczenie ludności ukraińskiej. Trzeba ją traktować tylko jako sposób działania państwa w obronie wyższych celów Prof. Andrzej Leon Sowa ? pracownik Katedry Najnowszej Historii Polski na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Wcześniej był zatrudniony na Uniwersytecie Jagiellońskim. Habilitował się rozprawą ?Stosunki polsko-ukraińskie 1939-1947?. Zajmuje się dziejami I Rzeczypospolitej (XVIII w.) oraz historią XX w. Wraz z prof. Czesławem Brzozą napisał ?Historię Polski 1918-1945?. Teraz na rynek księgarski trafiła jego ?Historia polityczna Polski 1944-1991?. Rozmawia Paweł Dybicz Panie profesorze, czy akcja ?Wisła? była konsekwencją zbrodni wołyńskich? ? Bezpośrednio nie, bo Ukraińcy mieszkający na zachód od Bugu i Sanu nie dokonywali tych zbrodni. To samo można powiedzieć o osobach z tamtejszego kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ? oni wywodzili się z Galicji, nie z Wołynia. Jedyne, co było wspólne, łączące zbrodnie wołyńskie z akcją ?Wisła?, to fakt, że i tam, i tu mieszkali Ukraińcy. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w okresie II wojny światowej od 1939 r. w społeczeństwie polskim ugruntował się negatywny obraz Ukraińca. Na wschód od Bugu i Sanu mieszkało kilkaset tysięcy Polaków, którzy w różny sposób, z okrutnym mordem najbliższych włącznie, doświadczyli nieprzyjaznego traktowania, wrogiego stosunku Ukraińców. Na terenach dzisiejszej Polski było wielu uciekinierów z terenów objętych rzeziami. M.in. był tam mój ojciec i mówił, co się tam działo. Takie jak jego opowieści o zachowaniu Ukraińców rozlały się na całą Polskę. I dlatego bano się ich, a wręcz nienawidzono. Doszło nawet do tego, że Ukrainiec, podobnie jak Niemiec, stał się synonimem osoby mającej najgorsze cechy. Zbrodnie żołnierzy Kamińskiego, których uważano za Ukraińców, chociaż większość z nich to byli Rosjanie, w czasie powstania warszawskiego wzmocniły ten obraz. ? Toteż nawet na ziemiach, gdzie nie było widocznej aktywności nacjonalistów ukraińskich dochodziło do takiego myślenia i zachowania wielu Polaków, zarówno cywilów, jak i żołnierzy AK czy LWP: jest Ukraińcem, należy go zabić. Dziś nie brakuje ocen, że za akcję ?Wisła? odpowiadają komunistyczne władze, co przeciwstawia je tym samym społeczeństwu polskiemu. Jaki zatem był stosunek ówczesnych Polaków do akcji ?Wisła?? ? Nikt wtedy nie robił badań opinii publicznej, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że ów stosunek był pozytywny, żeby nie powiedzieć aprobujący. Aby się przekonać, że tak było, wystarczy prześledzić choćby stanowiska poszczególnych partii Polski niepodległościowej w ostatnim roku wojny, stwierdzano w nich bowiem, że Ukraińców należy wysiedlić, podobnie jak Niemców. Jeżeli więc takie były stanowiska partii, to trudno sądzić, że inne poglądy reprezentowało społeczeństwo polskie. Tym bardziej że one nakładały się na świadomość tego, co Ukraińcy robili w czasie wojny. I nie miało tu znaczenia, że zastosowano zbiorową odpowiedzialność i objęto nią również tych, którzy nie tylko nie współpracowali z UON i UPA, lecz także nie popierali ich. A wielu z tych, którzy pomagali tym organizacjom, robiło to pod przymusem, wiadomo przecież, że upowska partyzantka potrafiła siłą wymusić pewne zachowania i świadczenia na jej rzecz. Tak nawiasem mówiąc, nie łudźmy się, że chłop polski w czasie wojny dobrowolnie oddawał żywność AK czy BCh. Że kierował nim jedynie patriotyczny obowiązek. Akcja ?Wisła? ma też swój wątek religijny, wyznaniowy. Jak hierarchia Kościoła katolickiego odnosiła się do tamtych posunięć władz? ? Mimo że biskupi z prymasem Hlondem nie byli przychylni nowej władzy, akcja ?Wisła? nie spotkała się z negatywną reakcją z ich strony. Nie natknąłem się na wypowiedzi biskupów dotyczące samej akcji. Nie bez znaczenia było też to, że Kościół polski miał poglądy przedwojennego Stronnictwa Narodowego, więc po cichu, bo głośno, jako chrześcijanom, nie wypadało, akcję akceptowano i uważano ją za element stabilizacji i ujednonarodawiania państwa. Zastrzegam, nie mam na to źródłowych dowodów, ale na pewno stanowisko hierarchów było bardziej pozytywne niż neutralne, bo jeśli się zna choćby późniejsze wypowiedzi kard. Wyszyńskiego, to jego poglądy na tę sprawę były bliskie rządzącym. Stanowisko hierarchów w sprawie akcji ?Wisła? niewątpliwie wymaga zbadania przez naukowców, podobnie jak wiele innych problemów związanych z polityką kościelną, ale bardzo ograniczony dostęp do archiwów kościelnych niezwykle utrudnia historykom tego typu badania. Poza tym trzeba pamiętać, że na terenach dawnej Galicji Wschodniej Kościół katolicki po wysiedleniu Ukraińców przejmował cerkwie, które poprzednio były greckokatolickie. ROSZCZENIA GRANICZNE Kiedy wojska radzieckie zbliżały się do granic II Rzeczypospolitej, OUN i UPA musiały zmienić taktykę działania. Nie mogły już myśleć o utworzeniu samoistnej Ukrainy; zaczęto posługiwać się pojęciem Zakierzonii. Już ono samo musiało być groźne dla jakichkolwiek władz polskich, bez względu na ich proweniencję. One nie mogły sobie pozwolić na istnienie nacjonalistycznej organizacji i jej militarnej odnogi głoszącej takie hasła. ? Władze patrzyły na OUN i UPA jako na organizacje, które zagrażają stabilności i integralności państwa i są elementem podziemia. Musiały też brać pod uwagę nastawienie Ukraińców do Polski i Polaków, a pewnie doświadczenia z II RP też swoje robiły. Owo nastawienie generalnie było nieprzychylne, a w wielu wypadkach wręcz wrogie. Na potwierdzenie tych słów przywołam bardzo ciekawy, jeszcze sprzed akcji ?Wisła?, memoriał gen. Ostapa Stecy z listopada 1946 r., niegdyś strzelca siczowego, potem oficera radzieckiego i WP, który stwierdził, że ci Ukraińcy, którzy mieszkają na terenach obecnej Polski, są i będą wobec Polaków wrogo nastawieni. Podaję to jako przykład, że na ten problem patrzono bardzo różnie, również ze strony samych Ukraińców. Mimowolnym ich sojusznikiem okazał się jeden z czołowych przedstawicieli radzieckiej władzy, I sekretarz Komunistycznej Partii Ukrainy. Nikita Chruszczow, i nie tylko on, zgłaszał pretensje do takich miast, jak Przemyśl, Hrubieszów czy Chełm. ? Zgadza się. Zrozumiałe więc, że władze, podejmując akcję ?Wisła?, musiały zakładać, że w razie jakiejś choćby politycznej zawieruchy, przetasowań, może dojść do kolejnego podziału granicznego. Że obecność tak licznej społeczności ukraińskiej w Galicji Wschodniej może się odbić na integralności Polski. ? Władze musiały analizować takie ważkie sygnały, tym bardziej że powojenny układ granic w Europie nie znalazł traktatowego potwierdzenia, nie odbyła się bowiem planowana konferencja pokojowa. Nie mamy jeszcze dostępu do archiwaliów rosyjskich i nie znamy odpowiedzi na pytanie, na ile Stalin i jego otoczenie poważnie traktowali takie głosy jak Chruszczowa, ale Polacy rozumieli, że podważanie granic grozi w przyszłości poważnym konfliktem. Roszczenia wobec kilku powiatów Polski na zachód od Bugu, zgłaszane przez radzieckie władze, pojawiały się wiosną 1944 r., kiedy Stalin walczył z rządem na uchodźstwie, ale też wysuwano je po utworzeniu PKWN w lipcu tegoż roku. Wtedy kwestia przebiegu granic nadal była otwarta, ale przypominam, że nawet gdy ta granica była zatwierdzona na mocy traktatu polsko-radzieckiego w 1944 r., to na terenach Polski funkcjonowała władza sowiecka, był okres dwuwładzy w całym pasie od Przemyśla do Białegostoku włącznie. Potem podobna dwuwładza była na ziemiach zachodnich w 1945 r. Do czerwca 1946 r. z Polski wyjechało ok. 480 tys. Ukraińców. Dlaczego nie zrobiło tego pozostałe ok. 200 tys.? Dlaczego latem 1946 r. wstrzymano akcję przesiedleńczą? ? Ona od początku była ograniczona. Podpisywane we wrześniu 1944 r. porozumienia o przesiedleniach były wielokrotnie zmieniane w części dotyczącej terminów jej zakończenia. Choćby z tej racji, że ta wymiana miała być dobrowolna, a później w dużym stopniu nabrała charakteru przymusowego, zarówno jeśli chodzi o ludność ukraińską, jak i białoruską. Dlaczego w 1946 r. wstrzymano wysie Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 13.01.16, 00:47 zbrodni zakładającej wyniszczenie ludności ukraińskiej. Trzeba ją traktować tylko jako sposób działania państwa w obronie wyższych celów Prof. Andrzej Leon Sowa ? pracownik Katedry Najnowszej Historii Polski na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Wcześniej był zatrudniony na Uniwersytecie Jagiellońskim. Habilitował się rozprawą ?Stosunki polsko-ukraińskie 1939-1947?. Zajmuje się dziejami I Rzeczypospolitej (XVIII w.) oraz historią XX w. Wraz z prof. Czesławem Brzozą napisał ?Historię Polski 1918-1945?. Teraz na rynek księgarski trafiła jego ?Historia polityczna Polski 1944-1991?. Rozmawia Paweł Dybicz Panie profesorze, czy akcja ?Wisła? była konsekwencją zbrodni wołyńskich? ? Bezpośrednio nie, bo Ukraińcy mieszkający na zachód od Bugu i Sanu nie dokonywali tych zbrodni. To samo można powiedzieć o osobach z tamtejszego kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ? oni wywodzili się z Galicji, nie z Wołynia. Jedyne, co było wspólne, łączące zbrodnie wołyńskie z akcją ?Wisła?, to fakt, że i tam, i tu mieszkali Ukraińcy. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w okresie II wojny światowej od 1939 r. w społeczeństwie polskim ugruntował się negatywny obraz Ukraińca. Na wschód od Bugu i Sanu mieszkało kilkaset tysięcy Polaków, którzy w różny sposób, z okrutnym mordem najbliższych włącznie, doświadczyli nieprzyjaznego traktowania, wrogiego stosunku Ukraińców. Na terenach dzisiejszej Polski było wielu uciekinierów z terenów objętych rzeziami. M.in. był tam mój ojciec i mówił, co się tam działo. Takie jak jego opowieści o zachowaniu Ukraińców rozlały się na całą Polskę. I dlatego bano się ich, a wręcz nienawidzono. Doszło nawet do tego, że Ukrainiec, podobnie jak Niemiec, stał się synonimem osoby mającej najgorsze cechy. Zbrodnie żołnierzy Kamińskiego, których uważano za Ukraińców, chociaż większość z nich to byli Rosjanie, w czasie powstania warszawskiego wzmocniły ten obraz. ? Toteż nawet na ziemiach, gdzie nie było widocznej aktywności nacjonalistów ukraińskich dochodziło do takiego myślenia i zachowania wielu Polaków, zarówno cywilów, jak i żołnierzy AK czy LWP: jest Ukraińcem, należy go zabić. Dziś nie brakuje ocen, że za akcję ?Wisła? odpowiadają komunistyczne władze, co przeciwstawia je tym samym społeczeństwu polskiemu. Jaki zatem był stosunek ówczesnych Polaków do akcji ?Wisła?? ? Nikt wtedy nie robił badań opinii publicznej, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że ów stosunek był pozytywny, żeby nie powiedzieć aprobujący. Aby się przekonać, że tak było, wystarczy prześledzić choćby stanowiska poszczególnych partii Polski niepodległościowej w ostatnim roku wojny, stwierdzano w nich bowiem, że Ukraińców należy wysiedlić, podobnie jak Niemców. Jeżeli więc takie były stanowiska partii, to trudno sądzić, że inne poglądy reprezentowało społeczeństwo polskie. Tym bardziej że one nakładały się na świadomość tego, co Ukraińcy robili w czasie wojny. I nie miało tu znaczenia, że zastosowano zbiorową odpowiedzialność i objęto nią również tych, którzy nie tylko nie współpracowali z UON i UPA, lecz także nie popierali ich. A wielu z tych, którzy pomagali tym organizacjom, robiło to pod przymusem, wiadomo przecież, że upowska partyzantka potrafiła siłą wymusić pewne zachowania i świadczenia na jej rzecz. Tak nawiasem mówiąc, nie łudźmy się, że chłop polski w czasie wojny dobrowolnie oddawał żywność AK czy BCh. Że kierował nim jedynie patriotyczny obowiązek. Akcja ?Wisła? ma też swój wątek religijny, wyznaniowy. Jak hierarchia Kościoła katolickiego odnosiła się do tamtych posunięć władz? ? Mimo że biskupi z prymasem Hlondem nie byli przychylni nowej władzy, akcja ?Wisła? nie spotkała się z negatywną reakcją z ich strony. Nie natknąłem się na wypowiedzi biskupów dotyczące samej akcji. Nie bez znaczenia było też to, że Kościół polski miał poglądy przedwojennego Stronnictwa Narodowego, więc po cichu, bo głośno, jako chrześcijanom, nie wypadało, akcję akceptowano i uważano ją za element stabilizacji i ujednonarodawiania państwa. Zastrzegam, nie mam na to źródłowych dowodów, ale na pewno stanowisko hierarchów było bardziej pozytywne niż neutralne, bo jeśli się zna choćby późniejsze wypowiedzi kard. Wyszyńskiego, to jego poglądy na tę sprawę były bliskie rządzącym. Stanowisko hierarchów w sprawie akcji ?Wisła? niewątpliwie wymaga zbadania przez naukowców, podobnie jak wiele innych problemów związanych z polityką kościelną, ale bardzo ograniczony dostęp do archiwów kościelnych niezwykle utrudnia historykom tego typu badania. Poza tym trzeba pamiętać, że na terenach dawnej Galicji Wschodniej Kościół katolicki po wysiedleniu Ukraińców przejmował cerkwie, które poprzednio były greckokatolickie. ROSZCZENIA GRANICZNE Kiedy wojska radzieckie zbliżały się do granic II Rzeczypospolitej, OUN i UPA musiały zmienić taktykę działania. Nie mogły już myśleć o utworzeniu samoistnej Ukrainy; zaczęto posługiwać się pojęciem Zakierzonii. Już ono samo musiało być groźne dla jakichkolwiek władz polskich, bez względu na ich proweniencję. One nie mogły sobie pozwolić na istnienie nacjonalistycznej organizacji i jej militarnej odnogi głoszącej takie hasła. ? Władze patrzyły na OUN i UPA jako na organizacje, które zagrażają stabilności i integralności państwa i są elementem podziemia. Musiały też brać pod uwagę nastawienie Ukraińców do Polski i Polaków, a pewnie doświadczenia z II RP też swoje robiły. Owo nastawienie generalnie było nieprzychylne, a w wielu wypadkach wręcz wrogie. Na potwierdzenie tych słów przywołam bardzo ciekawy, jeszcze sprzed akcji ?Wisła?, memoriał gen. Ostapa Stecy z listopada 1946 r., niegdyś strzelca siczowego, potem oficera radzieckiego i WP, który stwierdził, że ci Ukraińcy, którzy mieszkają na terenach obecnej Polski, są i będą wobec Polaków wrogo nastawieni. Podaję to jako przykład, że na ten problem patrzono bardzo różnie, również ze strony samych Ukraińców. Mimowolnym ich sojusznikiem okazał się jeden z czołowych przedstawicieli radzieckiej władzy, I sekretarz Komunistycznej Partii Ukrainy. Nikita Chruszczow, i nie tylko on, zgłaszał pretensje do takich miast, jak Przemyśl, Hrubieszów czy Chełm. ? Zgadza się. Zrozumiałe więc, że władze, podejmując akcję ?Wisła?, musiały zakładać, że w razie jakiejś choćby politycznej zawieruchy, przetasowań, może dojść do kolejnego podziału granicznego. Że obecność tak licznej społeczności ukraińskiej w Galicji Wschodniej może się odbić na integralności Polski. ? Władze musiały analizować takie ważkie sygnały, tym bardziej że powojenny układ granic w Europie nie znalazł traktatowego potwierdzenia, nie odbyła się bowiem planowana konferencja pokojowa. Nie mamy jeszcze dostępu do archiwaliów rosyjskich i nie znamy odpowiedzi na pytanie, na ile Stalin i jego otoczenie poważnie traktowali takie głosy jak Chruszczowa, ale Polacy rozumieli, że podważanie granic grozi w przyszłości poważnym konfliktem. Roszczenia wobec kilku powiatów Polski na zachód od Bugu, zgłaszane przez radzieckie władze, pojawiały się wiosną 1944 r., kiedy Stalin walczył z rządem na uchodźstwie, ale też wysuwano je po utworzeniu PKWN w lipcu tegoż roku. Wtedy kwestia przebiegu granic nadal była otwarta, ale przypominam, że nawet gdy ta granica była zatwierdzona na mocy traktatu polsko-radzieckiego w 1944 r., to na terenach Polski funkcjonowała władza sowiecka, był okres dwuwładzy w całym pasie od Przemyśla do Białegostoku włącznie. Potem podobna dwuwładza była na ziemiach zachodnich w 1945 r. Do czerwca 1946 r. z Polski wyjechało ok. 480 tys. Ukraińców. Dlaczego nie zrobiło tego pozostałe ok. 200 tys.? Dlaczego latem 1946 r. wstrzymano akcję przesiedleńczą? ? Ona od początku była ograniczona. Podpisywane we wrześniu 1944 r. porozumienia o przesiedleniach były wielokrotnie zmieniane w części dotyczącej terminów jej zakończenia. Choćby z tej racji, że ta wymiana miała być dobrowolna, a później w dużym stopniu nabrała charakteru przymusowego, zarówno jeśli chodzi o ludność ukraińską, jak i białoruską. Dlaczego w 1946 r. wstrzymano wysiedlani Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 13.01.16, 00:46 ... zbrodni zakładającej wyniszczenie ludności ukraińskiej. Trzeba ją traktować tylko jako sposób działania państwa w obronie wyższych celów Prof. Andrzej Leon Sowa ? pracownik Katedry Najnowszej Historii Polski na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Wcześniej był zatrudniony na Uniwersytecie Jagiellońskim. Habilitował się rozprawą ?Stosunki polsko-ukraińskie 1939-1947?. Zajmuje się dziejami I Rzeczypospolitej (XVIII w.) oraz historią XX w. Wraz z prof. Czesławem Brzozą napisał ?Historię Polski 1918-1945?. Teraz na rynek księgarski trafiła jego ?Historia polityczna Polski 1944-1991?. Rozmawia Paweł Dybicz Panie profesorze, czy akcja ?Wisła? była konsekwencją zbrodni wołyńskich? ? Bezpośrednio nie, bo Ukraińcy mieszkający na zachód od Bugu i Sanu nie dokonywali tych zbrodni. To samo można powiedzieć o osobach z tamtejszego kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ? oni wywodzili się z Galicji, nie z Wołynia. Jedyne, co było wspólne, łączące zbrodnie wołyńskie z akcją ?Wisła?, to fakt, że i tam, i tu mieszkali Ukraińcy. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w okresie II wojny światowej od 1939 r. w społeczeństwie polskim ugruntował się negatywny obraz Ukraińca. Na wschód od Bugu i Sanu mieszkało kilkaset tysięcy Polaków, którzy w różny sposób, z okrutnym mordem najbliższych włącznie, doświadczyli nieprzyjaznego traktowania, wrogiego stosunku Ukraińców. Na terenach dzisiejszej Polski było wielu uciekinierów z terenów objętych rzeziami. M.in. był tam mój ojciec i mówił, co się tam działo. Takie jak jego opowieści o zachowaniu Ukraińców rozlały się na całą Polskę. I dlatego bano się ich, a wręcz nienawidzono. Doszło nawet do tego, że Ukrainiec, podobnie jak Niemiec, stał się synonimem osoby mającej najgorsze cechy. Zbrodnie żołnierzy Kamińskiego, których uważano za Ukraińców, chociaż większość z nich to byli Rosjanie, w czasie powstania warszawskiego wzmocniły ten obraz. ? Toteż nawet na ziemiach, gdzie nie było widocznej aktywności nacjonalistów ukraińskich dochodziło do takiego myślenia i zachowania wielu Polaków, zarówno cywilów, jak i żołnierzy AK czy LWP: jest Ukraińcem, należy go zabić. Dziś nie brakuje ocen, że za akcję ?Wisła? odpowiadają komunistyczne władze, co przeciwstawia je tym samym społeczeństwu polskiemu. Jaki zatem był stosunek ówczesnych Polaków do akcji ?Wisła?? ? Nikt wtedy nie robił badań opinii publicznej, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że ów stosunek był pozytywny, żeby nie powiedzieć aprobujący. Aby się przekonać, że tak było, wystarczy prześledzić choćby stanowiska poszczególnych partii Polski niepodległościowej w ostatnim roku wojny, stwierdzano w nich bowiem, że Ukraińców należy wysiedlić, podobnie jak Niemców. Jeżeli więc takie były stanowiska partii, to trudno sądzić, że inne poglądy reprezentowało społeczeństwo polskie. Tym bardziej że one nakładały się na świadomość tego, co Ukraińcy robili w czasie wojny. I nie miało tu znaczenia, że zastosowano zbiorową odpowiedzialność i objęto nią również tych, którzy nie tylko nie współpracowali z UON i UPA, lecz także nie popierali ich. A wielu z tych, którzy pomagali tym organizacjom, robiło to pod przymusem, wiadomo przecież, że upowska partyzantka potrafiła siłą wymusić pewne zachowania i świadczenia na jej rzecz. Tak nawiasem mówiąc, nie łudźmy się, że chłop polski w czasie wojny dobrowolnie oddawał żywność AK czy BCh. Że kierował nim jedynie patriotyczny obowiązek. Akcja ?Wisła? ma też swój wątek religijny, wyznaniowy. Jak hierarchia Kościoła katolickiego odnosiła się do tamtych posunięć władz? ? Mimo że biskupi z prymasem Hlondem nie byli przychylni nowej władzy, akcja ?Wisła? nie spotkała się z negatywną reakcją z ich strony. Nie natknąłem się na wypowiedzi biskupów dotyczące samej akcji. Nie bez znaczenia było też to, że Kościół polski miał poglądy przedwojennego Stronnictwa Narodowego, więc po cichu, bo głośno, jako chrześcijanom, nie wypadało, akcję akceptowano i uważano ją za element stabilizacji i ujednonarodawiania państwa. Zastrzegam, nie mam na to źródłowych dowodów, ale na pewno stanowisko hierarchów było bardziej pozytywne niż neutralne, bo jeśli się zna choćby późniejsze wypowiedzi kard. Wyszyńskiego, to jego poglądy na tę sprawę były bliskie rządzącym. Stanowisko hierarchów w sprawie akcji ?Wisła? niewątpliwie wymaga zbadania przez naukowców, podobnie jak wiele innych problemów związanych z polityką kościelną, ale bardzo ograniczony dostęp do archiwów kościelnych niezwykle utrudnia historykom tego typu badania. Poza tym trzeba pamiętać, że na terenach dawnej Galicji Wschodniej Kościół katolicki po wysiedleniu Ukraińców przejmował cerkwie, które poprzednio były greckokatolickie. ROSZCZENIA GRANICZNE Kiedy wojska radzieckie zbliżały się do granic II Rzeczypospolitej, OUN i UPA musiały zmienić taktykę działania. Nie mogły już myśleć o utworzeniu samoistnej Ukrainy; zaczęto posługiwać się pojęciem Zakierzonii. Już ono samo musiało być groźne dla jakichkolwiek władz polskich, bez względu na ich proweniencję. One nie mogły sobie pozwolić na istnienie nacjonalistycznej organizacji i jej militarnej odnogi głoszącej takie hasła. ? Władze patrzyły na OUN i UPA jako na organizacje, które zagrażają stabilności i integralności państwa i są elementem podziemia. Musiały też brać pod uwagę nastawienie Ukraińców do Polski i Polaków, a pewnie doświadczenia z II RP też swoje robiły. Owo nastawienie generalnie było nieprzychylne, a w wielu wypadkach wręcz wrogie. Na potwierdzenie tych słów przywołam bardzo ciekawy, jeszcze sprzed akcji ?Wisła?, memoriał gen. Ostapa Stecy z listopada 1946 r., niegdyś strzelca siczowego, potem oficera radzieckiego i WP, który stwierdził, że ci Ukraińcy, którzy mieszkają na terenach obecnej Polski, są i będą wobec Polaków wrogo nastawieni. Podaję to jako przykład, że na ten problem patrzono bardzo różnie, również ze strony samych Ukraińców. Mimowolnym ich sojusznikiem okazał się jeden z czołowych przedstawicieli radzieckiej władzy, I sekretarz Komunistycznej Partii Ukrainy. Nikita Chruszczow, i nie tylko on, zgłaszał pretensje do takich miast, jak Przemyśl, Hrubieszów czy Chełm. ? Zgadza się. Zrozumiałe więc, że władze, podejmując akcję ?Wisła?, musiały zakładać, że w razie jakiejś choćby politycznej zawieruchy, przetasowań, może dojść do kolejnego podziału granicznego. Że obecność tak licznej społeczności ukraińskiej w Galicji Wschodniej może się odbić na integralności Polski. ? Władze musiały analizować takie ważkie sygnały, tym bardziej że powojenny układ granic w Europie nie znalazł traktatowego potwierdzenia, nie odbyła się bowiem planowana konferencja pokojowa. Nie mamy jeszcze dostępu do archiwaliów rosyjskich i nie znamy odpowiedzi na pytanie, na ile Stalin i jego otoczenie poważnie traktowali takie głosy jak Chruszczowa, ale Polacy rozumieli, że podważanie granic grozi w przyszłości poważnym konfliktem. Roszczenia wobec kilku powiatów Polski na zachód od Bugu, zgłaszane przez radzieckie władze, pojawiały się wiosną 1944 r., kiedy Stalin walczył z rządem na uchodźstwie, ale też wysuwano je po utworzeniu PKWN w lipcu tegoż roku. Wtedy kwestia przebiegu granic nadal była otwarta, ale przypominam, że nawet gdy ta granica była zatwierdzona na mocy traktatu polsko-radzieckiego w 1944 r., to na terenach Polski funkcjonowała władza sowiecka, był okres dwuwładzy w całym pasie od Przemyśla do Białegostoku włącznie. Potem podobna dwuwładza była na ziemiach zachodnich w 1945 r. Do czerwca 1946 r. z Polski wyjechało ok. 480 tys. Ukraińców. Dlaczego nie zrobiło tego pozostałe ok. 200 tys.? Dlaczego latem 1946 r. wstrzymano akcję przesiedleńczą? ? Ona od początku była ograniczona. Podpisywane we wrześniu 1944 r. porozumienia o przesiedleniach były wielokrotnie zmieniane w części dotyczącej terminów jej zakończenia. Choćby z tej racji, że ta wymiana miała być dobrowolna, a później w dużym stopniu nabrała charakteru przymusowego, zarówno jeśli chodzi o ludność ukraińską, jak i białoruską. Dlaczego w 1946 r. wstrzymano wysied Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 13.01.16, 00:49 .....archiwum Templariusze nie byli heretykami. Dowodzi tego raz jeszcze opublikowany przez watykańskie wydawnictwo Scrinium zbiór średniowiecznych dokumentów z procesu rycerzy świątyni. Ta luksusowa edycja nosi nazwę Processus Contra Templarios i wydana została 25 października w nakładzie 799 egzemplarzy. Osiemsetny dostał papież. Książka nie jest tania ? zapłacić za nią trzeba 8375 dol. Mimo to niemal cały nakład został zamówiony przez biblioteki i kolekcjonerów. Edycja warta jest swojej ceny. Ma piękną oprawę ze skóry, opatrzoną reprodukcją papieskiej pieczęci. Kopie średniowiecznych dokumentów zostały sporządzone na syntetycznym pergaminie. Dokumenty, których faksymilia obecnie opublikowano, były wcześniej znane historykom. Najsłynniejszym spośród nich jest Pergamin z Chinon, przez wieki uchodzący za zaginiony. Dopiero w 2001 r. odnalazła go penetrująca watykańskie archiwa prof. Barbara Frale, która nie kryła radości z tego sukcesu: ?Nigdy nie spodziewałam się, że odnajdę Pergamin z Chinon. Okazało się, że w XVII w. został przez pomyłkę umieszczony w innym archiwum?. 14 października 1307 r. templariusze zostali oskarżeni przez króla Francji Filipa Pięknego o herezję i wszelkiego rodzaju szkaradne występki. Rycerzy świątyni aresztowano i oddano w ręce inkwizycji, co przypieczętowało ich los. Inkwizytorzy skłonni byli okazać cień pobłażania tylko tym oskarżonym, którzy się przyznawali. Ten, kto odwołał swe zeznania, często wymuszone długim więzieniem, głodem i torturami, uznawany był za odszczepieńca i przekazywany w ręce władzy świeckiej. Zazwyczaj nieszczęśnika czekała śmierć na stosie. Zakony rycerskie podlegały papieżowi, jednakże słaby i chorowity Klemens V lękał się potężnego i pozbawionego skrupułów francuskiego monarchy. Papież, zdradzany przez własnych kardynałów pozostających w służbie Filipa, tylko raz zdobył się na odwagę, aby ocalić rycerzy świątyni. Zastrzegł, że osobiście osądzi wielkiego mistrza Jakuba de Molaya oraz najwyższych dostojników zakonu, i zarządził przesłuchania w Poitiers. Filip pozwolił na sprowadzenie z Paryża mistrza oraz czterech wybitnych templariuszy, takich, którzy wcześniej podczas przesłuchań nie okazali się oporni. Konwój z więźniami zatrzymał się jednak na zamku w Chinon, jakoby z przyczyny wielkiego utrudzenia oskarżonych. Klemens nie odważył się przybyć do Chinon, podlegającego władzy Filipa. Wysłał tylko trzech kardynałów, którzy mieli przesłuchać templariuszy. Rycerze świątyni byli przerażeni, widząc, że papież ich opuścił. Wciąż pozostawali w rękach ludzi królewskich, w przesłuchaniach uczestniczyli demoniczni prawnicy Filipa, Wilhelm Plaisains i Wilhelm Nogaret. Pod ich naciskiem templariusze przyznali się do niektórych punktów oskarżenia, jak zaparcie się Chrystusa czy plunięcie na krzyż. Odżegnali się jednak od herezji i zaprzysięgli wierność Kościołowi. Pergamin z Chinon, będący protokołem z przesłuchania, jest tego jednoznacznym świadectwem. Kardynałowie udzielili rozgrzeszenia oskarżonym i obiecali napisać do króla, aby im przebaczył. Filip jednak już postanowił zgubić zakon, będący jedną z najświetniejszych instytucji chrześcijańskiej Europy. Zakon fratres Templi założył w 1119 r. w Jerozolimie Hugo de Payns, pobożny rycerz z Szampanii. Król Baldwin I przydzielił Hugonowi i jego towarzyszom siedzibę w skrzydle pałacu królewskiego, dawnym meczecie Al-Aksa, na terenie starożytnej świątyni Salomona. Zakon przyjął zatem nazwę ?Ubodzy Rycerze Chrystusa Świątyni, która jest w Jerozolimie?. Templariusze mieli zapewnić bezpieczeństwo pątnikom podążającym do miejsc świętych. Składał się z rycerzy (fratres milites), pochodzących tylko z rycerskich rodów, przeważnie niebogatych, braci serwientów, będących giermkami, księży kapelanów oraz z rzeszy rzemieślników, rolników, pasterzy. Poddani surowej dyscyplinie zbrojni mnisi byli znakomitymi wojownikami. Do bitwy szli w przedniej lub w tylnej straży ? zawsze tam, gdzie właśnie zagrażał wróg. Tylko dzięki zakonom rycerskim królestwo Franków w Palestynie mogło przetrwać prawie dwa stulecia. Straty wśród tych mnichów wojowników były ogromne, zwłaszcza że muzułmanie lękali się templariuszy i pojmanych mordowali bezlitośnie. W 1164 r. w bitwie pod Harim z hufca 67 świątynników ocalało zaledwie siedmiu, w 1187 w bitwach u źródeł Cresson i pod Hittinem zakon stracił 290 rycerzy ? prawie wszystkich w Ziemi Świętej. Jeśli rycerze świątyni odradzali się jak Feniks z popiołów po tak straszliwych klęskach, to tylko dzięki imperium gospodarczemu, które stworzyli, przede wszystkim we Francji, ale także w Italii, w Anglii, na Półwyspie Iberyjskim. Nawet w Polsce założyli kilka komandorii, obejmujących pola uprawne, młyny, inwentarz żywy, warsztaty rzemieślnicze. Liczne ziemie świątynnicy otrzymali w zapisie od pobożnych feudałów, pragnących zbawić swe dusze. Z tej przyczyny uchodzili za bogatych. Ufano ich umiejętnościom finansowym, toteż byli bankierami, pożyczkodawcami i skarbnikami monarchów, książąt i baronów. Ale to tylko część prawdy. Całe imperium gospodarcze templariuszy pracowało na potrzeby Ziemi Świętej, której obrona była jedyną racją bytu zakonu. Templariusze utrzymywali w Palestynie 300 rycerzy, kilka tysięcy serwientów i najemnych zbrojnych, kosztowne konie i potężne zamki. Dochody z setek komandorii z ogromnym trudem na to wystarczały. Opowieści o nieprzebranych skarbach ukrytych przez zakon należy między bajki włożyć. Nawet po utracie Ziemi Świętej w 1291 r. templariusze dążyli do urządzenia nowej wyprawy krzyżowej. Aż do 1302 r. zakon utrzymywał silną załogę na wysepce Arwad w nadziei, że ten niewielki ląd stanie się bazą dla krucjaty, lecz w końcu muzułmanie wybili broniących się rozpaczliwie rycerzy. Wielki mistrz Jakub de Molay objeżdżał więc Europę, aby nakłonić monarchów do nowej wyprawy krzyżowej. We Francji zamiast pomocy mistrz doczekał się procesu, hańby i okrutnej śmierci. Urzędnicy króla Francji Filipa IV Pięknego w starannie przygotowanej akcji aresztowali wszystkich templariuszy. Filip Piękny był dumnym monarchą, który z powodu długów i wojen toczonych przez królestwo Francji nieustannie potrzebował pieniędzy. Zdobywał je bezwzględnymi metodami ? w 1291 i 1311 r. uwięził lombardzkich finansistów i włoskich bankierów i skonfiskował ich mienie. W 1306 r. wygnał Żydów, aby zagarnąć ich majątki. Potem przyszła kolej na rycerzy świątyni. Króla podżegali do tych szpetnych czynów jego prawnicy zwani legistami, zwłaszcza wspomniany Wilhelm Nogaret, który na rozkaz króla ośmielił się uwięzić papieża Bonifacego VIII. Klemens V obawiał się, że i jego spotka ten sam los, dlatego nie ocalił templariuszy, mimo że oskarżenia pod ich adresem były perfidnie zmyślone. Nie ma dowodów, że templariusze czcili jakieś zagadkowe bóstwa, posiedli wiedzę ezoteryczną, przejęli jakieś rytuały od muzułmanów czy parali się magią. Do uprawiania czarów czy magii, poznawania heretyckich pism potrzebna jest wiedza, umiejętność czytania ksiąg po arabsku, grecku czy chociażby po łacinie. Świątynnicy byli wszakże ludźmi nieuczonymi, ich bezradność w kwestiach teologicznych była przysłowiowa, jeśli w ogóle umieli czytać, to tylko w ojczystych językach. Braciom odradzano naukę, albowiem powinni poświęcać się przede wszystkim rycerskiemu rzemiosłu. Wszelkie współczesne opowieści, jak to templariusze przejęli tajemne pisma lub starożytną religię gnostyków, dualistów, uważających, że świat i materia są wytworem złego boga, nie mają nic wspólnego z prawdą. Bracia przyznawali się do ?winy? zmuszeni torturami, morzeni głodem, trzymani w lodowatych lochach. Znamienne, że w krajach poza zasięgiem władzy Filipa i jego krewnych, a także tam, gdzie templariuszy nie torturowano, nikt nie przyznawał się do winy. W królestwie Francji opornych spotkał jednak straszny los. 12 maja 1310 r. na stosach koło kościoła św. Antoniego w Paryżu spalono 54 templariuszy, którzy do końca wołali, że ich ciała należą do króla, a dusze do Boga. Skazańcy umierali mężnie, ku zgrozie królewskich kronik arzy. Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 14.01.16, 00:37 Nie tylko dobrowolny więzień obozu w Auschwitz, gdzie zbierał i przekazywał na zewnątrz materiały wywiadowcze, ale też przykładny ziemianin, organizator życia społecznego i kulturalnego. Człowiek, który wprowadzał na Kresach niespotykane tam wcześniej metody gospodarowania. O kim mowa? O Witoldzie Pileckim. Przedstawiamy nieznaną twarz rotmistrza. facet.wp.pl/kat,1034179,wid,18099651,wiadomosc.html?smgnzebaxbaxhefticaid=1164b9&_ticrsn=3 Odpowiedz Link
nefretete993 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 14.01.16, 03:49 Okazuje się, że w historii była kobieta, która istniała naprawdę, a w dodatku mogła swoimi czynami zawstydzić brytyjskiego agenta. Krystyna Skarbek, bo o niej mowa, była Polką, która została pierwsza w historii kobietą w brytyjskim wywiadzie. W okresie II wojny światowej dokonała wielkich czynów, a sam Churchill określał ją ulubioną agentką. Nie ma się, co dziwić, bo to właśnie dzięki niej poznał datę ataku Niemiec na ZSRR. Skarbek jest też pierwowzorem dziewczyny Bonda. To jednak nie koniec historii związanych z tą niesamowitą Polką, o której nie uczą niestety w szkołach. Odpowiedz Link
jane_doe_hej Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 17.01.16, 19:04 Most trzy kroki od Wenecji Serbowie ustawiali bośniackich muzułmanów na skraju mostu na Drinie i dźgali bagnetami. Gdy ci wpadli do wody, rozpoczynała się kanonada. Zarząd hydroelektrowni położonej w dole rzeki wystosował uprzejmą petycję do inspektora policji z Wyszechradu, by nie wrzucano aż tylu ciał do Driny. Zwłoki zatykały przepusty i pracownicy nie nadążali z ich wyciąganiem na brzeg. Historia milczy, jak adresat zareagował na pismo. Wszystko to działo się u progu XXI wieku, "trzy kroki od Wenecji", jak to wyraził się jeden ze zbrodniarzy. Odpowiedz Link
jane_doe_hej Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 17.01.16, 19:36 Odkrycie "demonicznych czaszek", niedaleko nazistowskich teczek w odległych lasach Rosji wywołało prawdziwe zdumienie wśród naukowców. Znalezisko może świadczyć o zabiegach okultystycznych przeprowadzanych wśród grup żołnierzy nazistowskich. Czaszki odkrył zespół badaczy kierowany przez naukowca Władimira Melikova w jaskini na górze Bołszoj Tjach - donosi "Daily Express". Odpowiedz Link
mala200333 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 20.01.16, 04:33 seks przedmałżeński było powszechne. Społeczność reagowała dopiero wtedy, kiedy kobieta zachodziła w ciążę. Jeśli mężczyzna nie chciał się ożenić, oddawał krowę na poczet zasądzonych przez sąd alimentów. Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 21.01.16, 01:37 .....naukowcy na rozkaz Hitlera prowadzili prace nad zbudowaniem bomby atomowej. Po wojnie teren ten zjęli Rosjanie Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 21.01.16, 01:45 Tej porcelany dotykały najbardziej zbrodnicze pośladki Europy. Sedes, którego używał Adolf Hitler, został odnaleziony w... amerykańskim warsztacie samochodowym Niepozorny biały sedes został zidentyfikowany jako osobisty ?tron? zbrodniarza Adolfa Hitlera. Właśnie na tym kawałku porcelany przesiadywał wódz III Rzeszy podczas podróży luksusowym jachtem należącym do NSDAP. Jacht o długości 433 stóp został zbudowany w 1935 roku i posiadał specjalną ubikację stworzoną na potrzeby Hitlera. Odpowiedz Link
rawik-is-me Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 21.01.16, 16:52 Wroclaw Nadodrze....We wczesnym średniowieczu było to miejsce praktycznie niezagospodarowane. Ze względu na bliskość rzeki teren był trudny, bardzo podmokły, osiedlanie się było utrudnione ? wyjaśnia Halina Okólska, kustosz Muzeum Miejskiego Wrocławia. W XIV wieku powstał tu szpital dla kobiet trędowatych i przytułek dla biednej ludności. W tym czasie duża część Przedmieścia Odrzańskiego była własnością kościelną. Jednak działki w tym miejscu były też obiektem pożądania zamożnych mieszkańców miasta. ? Wielu najbogatszych mieszczan miało tu swoje ogrody i letnie posiadłości. Jednak prawdziwy rozwój nastąpił dopiero na początku XIX wieku, gdy po wyburzeniu miejskich fortyfikacji Nadodrze włączono w granice Wrocławia ? mówi Okólska. I wylicza, że właśnie wtedy jak grzyby po deszczu zaczęły tu wyrastać kolejne kamienice i kościoły. Zakładano też zielone skwery i place. Na parterach domów swoje usługi oferowali rzemieślnicy. Jednak Nadodrze w tym czasie było skupiskiem ubogich robotników. Ich status miał zmienić dworzec, który stał się impulsem do rozwoju tej części miasta. (www.tvn24.pl) Odpowiedz Link
rawik-is-me Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 21.01.16, 16:53 Działania wojenne i oblężenie miasta przez Armię Czerwoną oszczędziło ten rejon. Po ogłoszeniu kapitulacji Breslau i zakończeniu wojny w mieście pojawili się nowi mieszkańcy. Na tutejszym dworcu kolejowym zatrzymywała się fala pociągów, głównie z Polakami z Kresów Wschodnich. Stąd ludzie szli do niezniszczonych niemieckich domostw, pełnych sprzętu niezabranego przez byłych mieszkańców. Mieszkania były systematycznie opuszczane przez Niemców. - Jedna z dawnych mieszkanek Breslau wspominała moment w którym kazano wyrzucać wyposażenie mieszkania na bruk. Najbardziej bolesne dla niej, jako małej dziewczynki, było wtedy pozbycie się zabawek - opowiada Roman Płatek, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Nadodrza, który wraz z seniorami realizował projekt "Nadodrze z Pamięci". Jednak polscy przybysze znajdowali tu wszystko co było im w tym czasie niezbędne do życia: meble, naczynia, ubrania, a nawet pianina. Okólska przypomina, że dla tych którzy czekali na przydział mieszkań na Nadodrzu zorganizowano ośrodek z łóżkami i stołówką. (www.tvn24.pl) Odpowiedz Link
rawik-is-me Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 21.01.16, 17:03 Siedziba niemieckiego, a potem radzieckiego wywiadu, dom dziecka, kapuściarnia... - nie wiadomo, jakie było przeznaczenie jednego z najbardziej tajemniczych wrocławskich budynków. Nie zachowały się żadne dokumenty. Budynek od lat jest opuszczony i popada w ruinę. Miłośnicy architektury z Wrocławia chcą, by oficjalnie został zabytkiem. Ich zdaniem, tylko wpis do rejestru może uratować ten budynek. Złożyli już odpowiedni wniosek. - Wpłynął do nas wniosek o wpis do rejestru zabytków budynku przy ul. Popielskiego 6. Złożyło go Towarzystwo Benderowskie i Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia - informuje Barbara Obelinda-Nowak, dolnośląski konserwator zabytków. (www.tvn24.pl) Odpowiedz Link
rawik-is-me Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 21.01.16, 17:15 Śląskie Muzeum Sztuk Pięknych stanęło w niemieckim Breslau 135 lat temu. Było najważniejszą tego typu placówką w tym regionie. W powojennej Polsce budynek przetrwał tylko dwie dekady. Według niektórych można było go odbudować, ale władza zdecydowała się na jego wyburzenie i postawienie w tym miejscu tzw. tysiąclatki. Przy wrocławskim placu Muzealnym jeszcze kilkadziesiąt lat temu mieściło się Śląskie Muzeum Sztuk Pięknych. Dziś prócz nazwy próżno szukać tu pozostałości po dawnej placówce kulturalnej. Klasycystyczny gmach został otwarty w 1880 roku. Jednak działania zmierzające do utworzenia tej instytucji rozpoczęły się dużo wcześniej. (www.tvn24.pl) Odpowiedz Link
mala200333 Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 23.01.16, 19:00 Francuzi udostępnili archiwa dotyczące rządu Vichy Gilles Morin, historyk, odwiedza francuskie Archiwum Narodowe, gdzie przegląda akta osób oskarżonych o kolaborację z nazistami podczas II wojny światowej. Teraz może to robić bez specjalnego pozwolenia. W grudniu Francja udostępniła wszystkie archiwa dotyczące rządu Vichy, który był koncesjonowany przez Niemców. Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 23.01.16, 23:56 We wrześniu 1939 r. na rynku w Końskich Niemcy mordują 22 Żydów, zapędzonych do kopania grobu dla zabitych żandarmów. To jedna z wielu zbrodni ?rycerskiego? Wehrmachtu Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 23.01.16, 23:58 Riefenstahl Pojawily sie w Końskich w wojskowym stroju, w błyszczących oficerkach i z bronią u pasa. Filmowała zwycięski pochód III Rzeszy. ?Dzień przed naszym przybyciem polscy cywile zabili kilku niemieckich oficerów i czterech żołnierzy, okropnie ich masakrując. Wydłubali im oczy i odcięli języki? ? napisała Leni w pamiętnikach, powtarzając kłamliwą wersję o zbezczeszczeniu ciał. Odpowiedz Link
dunant Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 23.01.16, 23:59 Życie Riefenstahl pełne było takich kłamstw. Po wojnie stworzyła dla siebie rolę naiwnej artystki zahipnotyzowanej przez Adolfa Hitlera. Niemal ofiary reżimu. ?Triumf woli? i ?Olimpiada? ? arcydzieła filmowej propagandy ? były według niej zwykłymi dokumentami. Masakra w Końskich rzeczywiście musiała nią wstrząsnąć, skoro opowiedziała o niej samemu Führerowi. Ten obiecał, że winni zostaną ukarani. Miesiąc później ułaskawił oficera, który pierwszy zaczął strzelać do bezbronnych ludzi. Wbrew temu, co twierdziła, Leni została w Polsce. Widziano ją na paradzie zwycięstwa, którą Niemcy urządzili w Warszawie. Pod filmem ?Kampania w Polsce? podpisał się jednak jeden z członków jej ekipy. Czy był to objaw wyrzutów sumienia? A może pani reżyser uznała, że materiał nie jest dość dobry? Leni słynęła bowiem z perfekcjonizmu. Do ?Tiefland? zaangażowała Cyganów z obozu koncentracyjnego, bo potrzebowała statystów o ciemnej karnacji. Odpowiedz Link
black_jotka Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 24.01.16, 22:26 "Szczuplutki, grzeczniutki, nieśmiały" ? to charakterystyka Lucjana Wiśniewskiego z czasów okupacji. Pierwszą z ponad 60 egzekucji w imieniu Państwa Podziemnego wykonał jako nastolatek. 70 lat po wojnie mówi, że robił coś, co było konieczne. Odpowiedz Link
jutta_t Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 25.02.16, 22:12 Historia prawdziwego złotego pociągu Wczoraj, 24 lutego (12:00) Aktualizacja: Wczoraj, 24 lutego (12:17) Podaje się, że złożony był z 42 wagonów. Miało się w nich znajdować m.in. ponad 5 ton złota w postaci sztabek, biżuterii i zębów, 3 skrzynie obrączek, 300-500 kg diamentów i pereł... Czytaj więcej na fakty.interia.pl/polska/news-historia-prawdziwego-zlotego-pociagu,nId,2150578#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox Odpowiedz Link
seremine Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 26.02.16, 20:22 Kiedy naziści, na terenie okupowanej Francji, wprowadzali antyżydowskie prawo, Sardari, będąc szefem Irańskiego Konsulatu w Paryżu, przekonywał, że Irańscy Żydzi, są Aryjczykami i prawo czystości ich nie obejmuje. Uratował dwa tysiące Żydów, wyrabiając dla nich irańskie paszporty, bez zgody swoich przełożonych. Dani Laurence, szef IAYP skomentował sprawę dla TV Al Arabiya English. - Sposób, w jaki Muzułmanie są przedstawiani w mediach, jest pełen strachu i nienawiści. Chcemy przypomnieć Islamskich Obrońców - stwierdził. Sardari nie jest wyjątkiem Sardari, jest jednym z wielu, którzy pojawili się w kampanii IYAP. Organizacja określa się jako grupa ponad podziałami religijnymi, płciowymi czy rasowymi. Kolejną upamiętnioną osobą była brytyjska muzułmanka Noor Inayat Khan. Pracowała jako radiotelegrafistka podczas II WŚ i była też szpiegiem Aliantów w okupowanej Francji. Aż do jej zatrzymania działała na rzecz ruchu oporu. Została stracona w obozie koncentracyjnym w Dachau. Z kolei Selahattin Ulkumen, turecki dyplomata w Grecji, przerzucał łodzią Żydów do Turcji. Szacuje się, że przed eksterminacją uratował minimum pięćdziesięciu Żydów. Historie takie jak ta zostały opublikowane w ostatni weekend, w Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu - pisze "Independent". Odpowiedz Link
seremine Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 26.02.16, 20:23 Państwo Zbijewscy uznani za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata Polacy, Maryla i Walery Zbijewscy zostali wczoraj odznaczeni pośmiertnie medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, przyznawanym przez izraelski instytut Yad Vashem osobom, które ratowały Żydów przed Zagładą podczas II wojny światowej. Odpowiedz Link
seremine Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 26.02.16, 20:24 W uroczystości, która odbyła się w ambasadzie Izraela w Waszyngtonie z okazji obchodzonego wczoraj Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu wziął udział prezydent USA Barack Obama. Medale Sprawiedliwy wśród Narodów Świata otrzymały pośmiertnie cztery osoby: Amerykanie: Roddie Edmonds i Lois Gunden oraz polskie małżeństwo Maryla i Walery Zbijewscy, którzy z narażeniem własnego życia ratowali Żydów podczas II wojny światowej. W imieniu państwa Zbijewskich odznaczenie odebrał ich wnuk, Wojtek Zbijewski. Obecna była też uratowana przez Zbijewskich Elżbieta Wilk, która miała niespełna 3 lata, gdy wybuchła wojna. - Przyjęli mnie do siebie ? jestem tutaj dzięki nim. Pokazali heroizm i człowieczeństwo w najwyższym sensie tego słowa - powiedziała Wilk podczas uroczystości. Przypomniała, że w Polsce podczas II wojny światowej każdemu, kto ratował Żyda albo wiedział o ukrywanym Żydzie, ale nie doniósł, groziła ze strony Niemców egzekucja. Ojciec Elżbiety Wilk, Mieczysław Fester zmarł w warszawskim getcie, a matce Janinie udało się z nią uciec tuż przed likwidacją dzielnicy żydowskiej. Początkowo ukrywały się u przyjaciół ? Eugenii i Tadeusza Kucharskich ? na Woli. Ale ich dom został zbombardowany przez Niemców i musiały szukać nowego schronienia. Wówczas Elżbietę wzięli do siebie przyjaciele sprzed wojny, państwo Zbijewscy, którzy mieli dwójkę synów. Została u nich dopóty, dopóki inni znajomi ? działacze polskiego podziemia, nie pomogli wyrobić dla niej i jej matki fałszywych papierów. To dzięki nim udało się zdobyć mieszkania na Grochowie, w którym obie kobiety przebywały do końca wojny. Już po wojnie, w wieku 25 lat Elżbieta Wilk - jak opowiadała w rozmowie z PAP - wyjechała do USA, gdzie ukończyła studia i pracowała jako biochemik w jednym z laboratoriów. Aż do śmierci Zbijewskich pozostała z nimi w kontakcie, odwiedzała przy okazji podróży do Polski, wysyłała leki z USA. To dzięki jej staraniom i odnalezionym niedawno rodzinnym dokumentom, Yad Vashem uznało Zbijewskich za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. - Nie mogę im się odwdzięczyć, bo trudno odwdzięczyć się za takie poświęcenie, ale jestem szczęśliwa, że zostali uhonorowani" - powiedziała. - Słuchając tych historii musimy zadać sobie pytanie, jak my byśmy zareagowali? Czy pokazalibyśmy miłość Walerego i Maryli Zbijewskich, którzy mogli być zastrzeleni za otwarcie swego domu dla 5-letniej dziewczynki. Ale dbali o nią jak o własne dziecko i zapewnili jej bezpieczeństwo, schronienie i ciepło - powiedział Barack Obama podczas uroczystości. Prezydent USA uhonorował wszystkich czterech nowych Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, podkreślając, że "nigdy nie wolno nam zapomnieć" historii Holokaustu, ani "nigdy nie wolno nam jej powtórzyć". W swym wystąpieniu Obama wiele miejsca poświęcił współczesności, przyznając, że "na całym świecie rośnie antysemityzm". - Musimy się zmierzyć z tą rzeczywistością, nie możemy temu zaprzeczyć - powiedział. Wskazał na Żydów "wyjeżdzających z europejskich miast, gdzie żyli od pokoleń, bo nie czują się tam dłużej bezpieczni", ataki na ośrodki żydowskie w różnych częściach świata, a także pojawiające się w różnym miejscach, w tym na uniwersytetach, swastyki. - Nie możemy o tym milczeć - apelował. Obama podkreślił, że "atak na jakiekolwiek wyznanie jest atakiem na wszystkie wyznania", a także, co ? jak dodał ? dotyczy szczególnie USA, "atakiem na różnorodność i ideę, że ludzie o różnym pochodzeniu mogą żyć razem". Prezydent USA pochwalił liderów Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, którzy "w ostatnich latach silnie sprzeciwiali się antysemityzmowi". Zapewnił, że jako prezydent USA zobowiązał się, by "Ameryka była liderem w walce z antysemityzmem". To dlatego, dodał, "kiedy na Węgrzech planowano postawić pomnik antysemickiemu liderowi z II wojny światowej", USA przekonały rząd węgierski do odstąpienia od realizacji tego planu. "To nie był apel na marginesie naszych stosunków z Węgrami, ale kluczowa sprawa dla utrzymania dobrych relacji z USA i daliśmy im to do zrozumienia" - dodał Obama. Prezydentowi chodziło najprawdopodobniej o historyka Balinta Homana(1885-1951)uważanego za architekta węgierskich ustaw antyżydowskich wzorowanych na norymberskich ustawach rasowych, ministra w faszystowskim rządzie Ferenca Szalasiego. Pomnik Homana miał stanąć w mieście Szekesfehervar, 70 km na południowy zachód od Budapesztu. Sprawiedliwy wśród Narodów Świata to najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne nadawane nie-Żydom przez Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem w Jerozolimie osobom i rodzinom, które z narażeniem własnego życia ratowały Żydów z Holokaustu podczas II wojny światowej. Odznaczenie jak dotąd otrzymało prawie 26 tys. osób, najwięcej ? z Polski. Odpowiedz Link
kristopherh Re: ;;;;;HISTORIA;;;;;;; 12.03.16, 04:01 wstrząsnęła sumieniem Europy Wbrew powszechnym przekonaniom nazistowskie ludobójstwo nie było wyłącznie niemieckim przedsięwzięciem. To brudna, wstydliwa i mało znana karta historii, ale setki tysięcy Europejczyków wstąpiło z własnej woli do hitlerowskich armii. Przedstawiciele wielu europejskich nacji ? Litwini, Łotysze, Ukraińcy, Holendrzy, Szwedzi, Duńczycy, Rumuni, Bośniacy czy Chorwaci ? walczyli u boku hitlerowców. Bylo 15 tys. Bośniackich muzułmanów w Waffen SS... Co więcej, wielu z nich okazało się mordercami nie mniej gorliwymi od samych Niemców. Jakby tego było jeszcze mało, część takich oprawców na Ukrainie czy Łotwie fetuje się dzisiaj jako bohaterów narodowych. Jak do tego wszystkiego doszło? Dlaczego ochotnicy spoza Niemiec w ogóle postanowili dołączyć do nazistów? Jak w praktyce wyglądała haniebna współpraca z niemieckimi oprawcami? Na kolejnych stronach galerii piszemy więcej na temat katów Hitlera. ?Kaci Hitlera? to tytuł kontrowersyjnej książki Christophera Hale?a, która wstrząsnęła sumieniem Europy. Odpowiedz Link