14.11.21, 22:13
tego momentu Lem, rozpieszczony przez rodziców jedynak, doświadczał przemocy fizycznej, stracił prawie całą rodzinę, rozpoczął tułaczkę po obcych domach, włożył na ramię stygmatyzującą gwiazdę Dawida i zaczął nosić przy sobie śmiertelną dawkę trucizny. Tuż po wkroczeniu Niemców został zapędzony do więzienia NKWD w Brygidkach, gdzie zmuszono go do wyciągania rozkładających się zwłok więźniów. Był bity, a egzekucji uniknął najprawdopodobniej dlatego, że pracował w piwnicach, gdzie smród rozkładających się zwłok był tak silny, że skutecznie odstraszał oprawców. (NKWD mordowało więźniów, nie tylko strzelając do nich, lecz także wrzucając granaty do zamkniętych cel. Do dziś nie udało się zidentyfikować wszystkich ofiar właśnie ze względu na stopień zmasakrowania ciał).

"Wells przewidział przyszłość pełną katastrof i muszę przyznać, że się nie mylił: trafność jego spostrzeżeń mogłem docenić w czasie wojny, kiedy wielokrotnie czytałem jego powieść", Stanisław Lem, "Przypadek i Ład"
Obserwuj wątek
    • black_jotka Re: Lem 14.11.21, 22:17
      Pogrom przerwał przyjazd niemieckich operatorów, którzy kręcili propagandowe filmy o "wschodnich barbarzyńcach". Wspomnienia z tych wydarzeń powracały do Lema, skoro w opublikowanej w 1968 r. powieści "Głos Pana" zawarł świadectwo z tamtych wydarzeń, choć skrzętnie ukrył je we wspomnieniach Rappaporta. Zapamiętał on, że niemiecki nadzorca pogromu ubrany był jak na galę wojskową, w wyprasowany mundur. Miał się odróżniać od ofiar i zaświadczać o "wyższości cywilizacyjnej" Niemców: "Młody bóg w siwo i srebrzyście szamerowanym uniformie nie potrzebował żadnych takich ani innych praktyk, by działać doskonale. Stał na miejscu lekko wzniesionym, ze swoją białą chusteczką przytkniętą do nosa ruchem, w którym było coś salonowo-pojedynkowego – dobry gospodarz i wódz w jednej osobie. W powietrzu pływały płaty kopciu miecione gorącem, na które biło od pożaru; za grubymi murami, w zakratowanych oknach bez szyb, huczały płomienie, lecz ani jeden płatek sadzy nie padł na oficera ani na jego białą chusteczkę".
    • black_jotka Re: Lem 14.11.21, 22:19
      W Głosie Pana" Lem po raz pierwszy upublicznił swoje świadectwo tamtych wydarzeń jako fikcję literacką. Celowo nie napisał wprost, że działo się to we Lwowie, oraz zamieścił błędną datę (rok 1942 zamiast 1941), co zapewne miało związek z cenzurą i dodatkowo zacierało związek między jego doświadczeniem a wydarzeniami historycznymi. W 1967 roku Lem nie mógł napisać, że historia dotyczy więźniów zamordowanych przez NKWD we Lwowie. Chciał jednak utrwalić tę historię i upamiętnić ofiary. Rappaport, alter ego pisarza, miał w trakcie pogromu nie dziewiętnaście lat, jak było w wypadku Lema, lecz trzydzieści i, co podkreśla narrator, "zagłada pochłonęła całą jego rodzinę" (GP, 77).

      W "Głosie Pana" pojawia się też scena z plutonem egzekucyjnym, filmowaniem przez propagandę niemiecką zastrzelonych przez Niemców Żydów jako ofiar Sowietów i nieoczekiwane zakończenie masakry: "Już zmierzchało, gdy uwolniono wielką kratę i zataczając się w chłodnym powietrzu wieczoru, grupa niedobitków wybiegła na puste ulice. Nie śmieli zrazu uciekać – ale po prostu nikt się o nich nie troszczył. Rappaport nie wiedział czemu; w analizę postępowania Niemców nie wchodził; zachowywali się jak los, którego nie trzeba koniecznie wykładać" (GP, 80)1.
    • black_jotka Re: Lem 14.11.21, 22:22
      We wspomnieniu Lema podyktowanym żonie w latach osiemdziesiątych dominuje bardziej sprawozdawczy ton: "Tuż po wkroczeniu Niemców, na początku lipca, Żydów, jako rzekomych sprawców zbrodni w Brygidkach (więźniów zamordowało NKWD), spędzono do więzienia. Polacy typowali, kto jest Żydem, z piwnic wyciągano trupy przez okienka i kładziono na trawie; lwowianie mieli rozpoznawać swoich krewnych. St. Lem pracował w piwnicy, bo fetor trupów sprawiał, że nie schodzili tam Niemcy. Na górze przy wyciąganiu trupów Żydów bito niemiłosiernie. W trakcie katowania przyjechała niemiecka ekipa propagandowa z kamerą; filmowano trupy i ludzi. Wtedy bicie na jakiś czas ustało. Około 10 wieczorem otwarto bramy więzienia i Żydów spędzonych do wynoszenia zwłok wypuszczono do domów, choć wcześniej wielu zastrzelono. St. Lem przez tydzień czekał w mieszkaniu rodziców na aryjskie papiery". Lem nie wychodził z domu, by nie stać się ofiarą kolejnych antyżydowskich aktów przemocy, jest jednak mało prawdopodobne, by już wtedy czekał na tzw. aryjskie papiery, chyba że bliscy zamierzali go wysłać poza Lwów. Znano przecież doskonale jego rodzinę, był postacią rozpoznawalną, dlatego musiał wkrótce przenieść się do getta. Być może czekał po prostu na dokumenty, które zapewniłyby mu pracę i – jak się wówczas wydawało – bezpieczeństwo.
    • black_jotka Re: Lem 14.11.21, 22:28
      Trudno sobie wyobrazić, jak opowieść o pogromie w Brygidkach przyjęli chory na serce Samuel i Sabina, która nie lubiła, gdy syn wracał zbyt późno do domu. W pogromie zginął przecież Henryk Hescheles, a także rabin Lewin i wiele innych znanych im osób. Na pewno wszyscy starali się jak najrzadziej wychodzić na ulicę, ale mimo ostrożności trzy tygodnie później w kolejnym pogromie wymierzonym w inteligencję żydowską, trwającym od 25 do 27 lipca, zginął młodszy brat Sabiny, Gecel16. Najprawdopodobniej do jego domu przyszli uzbrojeni mężczyźni i zaciągnęli go na miejsce kaźni. Między tymi dwoma pogromami miasto sparaliżowała informacja o rozstrzelaniu profesorów na Wzgórzach Wuleckich. Do Lwowa przybywało coraz więcej żołnierzy, ale i okolicznych szabrowników; z więzienia zbiegli kryminaliści i mordercy, na ulicach widoczne były plamy krwi, wyrwane brody i pejsy, strzępy ubrań i rozbite okulary.

      Znalezione w archiwum relacje świadków pogromu, skoncentrowane na opisie zwłok, zadanych ranach, konaniu katowanych żydowskich ofiar to trudna i wymagająca lektura. Obrazy sadystycznych scen, wszechobecnej krwi i wyjących z bólu ludzi zapadły głęboko w pamięć mieszkańców, którzy przyglądali się pogromowi i nawet wiele lat po wojnie chcieli dać świadectwo.
    • black_jotka Re: Lem 14.11.21, 22:30
      Anastazja Klymkowa w 1992 r. wspominała: "Rozmawiałam z Żydówkami, które zostały doprowadzone na ul. Łąckiego do wyciągania zwłok z piwnic. Wymienione, pokazywały mi odniesione rany, powyrywane kosmyki włosów z głowy, a pośladki miały czarne od kopania i bicia jak smoła. Jedna z nich wkrótce potem zmarła. […] Mężczyźni, młodzi Ukraińcy z kotylionami koloru sinożółtego w klapach marynarek, chodzili po domach i zabierali Żydów adwokatów, lekarzy, kupców i innych na ul. Łąckiego, skąd już nigdy nie powrócili".

      Rówieśniczka Lema, lwowianka Alma Heczkowa, w prowadzonym od końca lat trzydziestych dzienniku opisywała wydarzenia istotne dla miasta, wplatając w nie własne dziewczęce wrażenia, także jako uczestniczki wieców endeckich. Przed wojną przyglądała się bojkotowi sklepów żydowskich i wprowadzeniu getta ławkowego, których nie potępiała. We wtorek 1 lipca 1941 r. zapisała, co po południu zobaczyła w okolicach Brygidek: "Wyciągano Żydów z domu i pędzono w kierunku więzienia. Biegnących bito pałkami, gdzie popadło: po głowie, po twarzy, plecach, nogach. Upadali, wstawali i biegli dalej zalani krwią. Jeden z nich nie biegł. Szedł. Cały we krwi. Rozwścieczeni oprawcy bili go okrutnie. Nie wiem, czy dotarł do więzienia. Wróciłam do domu". To właśnie w tym tłumie bitych i poganianych młodych ludzi znalazł się Lem.
    • black_jotka Re: Lem 14.11.21, 22:33
      Wielu świadków pamięta żółto-niebieskie opaski i kotyliony, na pewno wyróżniały się barwą na tle tłumu. Jak zauważa Witold Mędykowski, do pogromu doszło wówczas nie tylko w więzieniach, ale i na ulicy. "Pozwolono miejscowej ludności, przede wszystkim Ukraińcom, znęcać się nad Żydami. Jednak w pogromach brały udział także inne grupy etniczne, między innymi Polacy. Zachęta do skierowania nienawiści przeciwko Żydom padała na podatny grunt, gdyż spotkała się z istniejącym już wrogim nastawieniem miejscowej ludności do Żydów". W okolicznych domach szukano młodych żydowskich chłopców. By ich we Lwowie odnaleźć, trzeba było ich wcześniej znać i wiedzieć, gdzie mieszkają. Upokorzenie rodzin inteligenckich to zawsze początek działań, które mają zlikwidować opór społeczny wobec oprawców. Co czuli żydowscy chłopcy, prowadzeni na miejsce kaźni przez swoich gimnazjalnych kolegów? Wiadomo tylko, że wielu z nich nie wróciło już do rodziców.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka