sedziwy666
27.02.04, 11:10
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=11029562&a=11029562
Słowacja zniosła JEDNOSTRONNIE obowiazek wizowy dla obywateli Australii.
Słowaków dalej obowiązuje uzyskiwanie wiz australijskich.
www.cyberexpres.com/display.asp?id=1746&thread=
W odpowiedzi na to,
sluzby_specjalne napisała:
> O co tu kurwa chodzi????? No i chuj z tego ze slowacy zniesli?
>
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=11029562&a=11029841
O precedens, dziubdziuś.
Wytłumaczę to trudne słowo powoli i przystępnie:
Dyplomacja warszawska walczy obecnie w ariergardzie z przeważającymi siłami
wroga. Ma mianowicie nadal desperacką nadzieję, że w ciagu następnych 63 dni
uda się jej wyłgać ze zobowiązania akcesyjnego, według którego do 1 maja 2004
nowi członkowie Unii mają wcielić w życie unijne przepisy wykonawcze do
Traktatów z Maastricht i Amsterdamu, w tym przepis 539/2001, zawierający
listy krajów, których obywatele potrzebują albo nie potrzebują mieć wiz do
państw członkowskich Unii.
europa.eu.int/eur-
lex/pri/en/oj/dat/2001/l_081/l_08120010321en00010007.pdf
Warszawski Wydział Konceptów Pszenno-Buraczanych (WKP-B) życzy sobie osiągnąć
jedno z dwojga:
Najlepiej:
a) Użycie zniesienia wiz polskich od 1 maja 2004 jako sztamajzy do
wyważenia zamkniętych drzwi do zamorskich krajów Pierwszego Świata, do
których obywatele polscy muszą mieć wizę, a do których WKP-B bardzo pragnąłby
wyeksportować polskie bezrobocie, czemu wizy stoją na zawadzie;
albo przynajmniej, jeśli a) się nie uda, to
b) Utrzymanie wiz polskich dla AU i CDN, by nadal ciągnąć z nich zyski i
dalej uprawiać "pułapkę paszportową". Wizy dla USA znieśli nierozważnie
jeszcze w 1991 roku, majac nieracjonalną nadzieję na wzajemność Amerykanów na
zasadzie "równy z równym", i wiadomo co z tego wyszło, więc starają się
uratować choć wizy dla AU i CDN.
A tu tymczasem wyszła taka nieoczekiwana nieprzyjemność, że Słowacy czynem
zaprzeczyli karkołomnemu konceptowi, jaki WKP-B konwulsyjnie stara się w
ostatniej chwili wcisnąć Bruxelowi. Koncept jest taki, że wszystkim nowym
członkom Unii rzekomo AUTOMATYCZNIE SIĘ NALEŻY zniesienie wiz przez wszystkie
kraje mające wolny wjazd do starych członkow Unii.
Ten koncept jest chwytliwy wyłącznie w Warszawie, zwłaszcza w kolejce na
ul.Pięknej. Natomiast jest znacznie mniej chwytliwy w Waszyngtonie, Canberze,
Ottawie oraz Bratysławie, które mają swoje prawa, i nie zamierzają ich
falandyzować tylko dlatego, że tak się WKP-B podoba. Co nie przeszkadza WKP-
B rżnąć głupa na temat, że Chrystus Narodów (CN) nie rozumie głęboko
krzywdzącego go przepisu wizowego Unii, oraz czuje się tym przepisem
osobiście dotknięty. Zatem, powiada WKP-B, ten przepis nie powinien CN
obowiązywać, ponieważ CN jest boski i jest ponad takie przepisy.
Naturalnie, z wyboru pomiedzy a) i b) w koncu wyjść może tylko:
c) CN jednostronnie zniesie wizy, tak jak tego wymaga od nowych członków
Unii obowiązujący przepis, który jest taki sam dla wszystkich, z najnowszym
członkiem włącznie.
Albowiem Unia to nie jest knajpa, w ktorej CN będzie sobie wybierał z
traktatów z Maastrichtu i Amsterdamu tylko to, co smakuje młodzieżówce PZPR,
a całą resztę wypluwał na obrus i kazał po sobie sprzątać.
Przewiduję krótki, ale bolesny okres edukacyjny po 1 maja, kiedy Bruxel
krótko i brutalnie przywoła CN do porządku. Nie może być bowiem mowy o
polskim udziale w naprawdę dużych i poważnych konceptach Unii, takich jak
Schengen czy euro, w warunkach gdy ex-PRL-owska spec-dyplomacja pokazuje, że
gotowa jest żreć się do upadłego o tak czwartorzędne dla całej reszty Unii
pierdoły, jak bezwizowy wjazd obywateli Australii, Kanady, czy Gwatemali do
Polski.
Jeśli spec-dyplomacja będzie w dalszym ciagu nudzić, marudzić, zawracać dupę
i marnować cenny czas pozostałych członków Unii na egzegezę kanoniczną
kwestii "ile polskich paszportów zmieści się na łebku od szpilki", to nie
zyska tym sobie wiele poparcia. Zwłaszcza że Słowacy właśnie pokazali, że bez
tego, co CN chce od Bruxela, też można żyć...
Unia nie ma żadnego interesu w tym, żeby zostać gwarantem polskiej "pułapki
paszportowej" biorącej swój początek w całkowicie niezgodnym z duchem ‘acquis
communautaire’ podziale obywateli amerykańskich, kanadyjskich i
australijskich na urodzonych w Polsce i pozostałych. Wątpię zatem, by
strategiczny priorytet pomroczny - zachowanie świętego i suwerennego prawa
dobierania się do tyłka każdemu, kogo tylko się polskim urzędnikom spodoba
ogłosić swoim obywatelem - miał uzyskać status najwyższego priorytetu
strategicznego Unii i kluczowego elementu racji stanu Zjednoczonej Europy.