Dodaj do ulubionych

Gwiezdny buddyzm

14.06.05, 20:23
Pomieszanie z poplątaniem. Świat jest już wystarczająco pogmatwany i
zwichrowany. Potrzebuje chyba raczej powortu do żródeł, do prostych, pewnych
drogowskazów ku dobru a nie delikatesów z "wartościami", pseudoregułami, z
których się bierze to, co ładnie opakowane i w dodatku "w promocji".
Czy złoty cielec z kina podszyty multinarodową machiną promocyjną sprawi, że
świat, że ludzie będą lepsi? Wątpię.
Obserwuj wątek
    • frank_drebin Nie chcialby autora artykulu martwic, ale 14.06.05, 22:45
      w obu filmach serwuje sie nie jakas filozofie podszyta buddyzmem tylko
      filozofie na poziomie bravo-girl. Jeszcze w Star Wars jakos uniknieto w miare
      tej pulapki bo w sumie Lucas sliznal sie nad tematem ogolnie zaznaczajac, ze
      jest jakas moc itp. I bardzo dobrze Za to takiego pseudofilozoficznego belkotu
      jak w dwu ostatnich czesciach "Matrixa" w zyciu nie slyszalem. Widac Wachowscy
      za bardzo przejeli sie nadetymi egzegezami I-szej czesci i na sile chcieli
      udowodnic, ze filozofia Matrixa jest tak gleboka jak dziela zebrane Lenina w
      ujeciu poetycznym, odczytane w kontekscie Heideggera. Zreszta Matrix jest
      wtorny tresciowo - autorzy sam pomysl na film zerzneli z watkow przewijajacych
      sie w tworczosci Phillipa K. Dicka i Lema.
      • marchlewska Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy 15.06.05, 15:06
        Buddyzm zawsze rozwijał się nie poprzez misjonowanie ("moja prawda jest lepsza
        niż twoja") ale poprzez snobizm i ogólne zainteresowanie publiki. Nie trzeba
        ludzi przecież namawiać do tego żeby byli szczęśliwi. To zawsze jest trendy :)
        Wystarczy im tylko pokazać sposoby jak to zrobić, bez względu na to, czy będą
        chcieli je rzeczywiście poznać czy tylko o nich gadać (pisać artykuły :).

        Pomijając fakt, że w buddyzmie nie ma takich atrakcji jak "buddyjskie piekła"
        czy "potępienie", które znamy z chrześcijaństwa, autor popełnił też pare błędów
        merytorycznych. Nawet pobieżne przeczytanie książki na temat buddyzmu (napisanej
        przez buddyjskiego mistrza np. Dalajlamę lub Lamę Ole Nydahla) może sporo
        wyjaśnić, np.:

        Autor pisze: "jak się zabrać do negowania swojego ja (żeby doznać oświecenia
        przez wyzwolenie z pęt osobowego umysłu - jak chce tego Zen)"

        Buddyzm nie neguje "ja". Buddyzm naucza, że "ja" jest iluzją powstałą przez
        przeszkadzające emocje takie jak zazdrość, gniew, przywiązanie, duma. Bez sensu
        jest więc negować coś czego nie ma, wystarczy rozpoznać, że to nie istnieje a
        wówczas odpadają wszystkie problemy nieistniejącego "ja", całe cierpienie.

        Autor pisze: "zgodnie z naukami Zen istnieje tylko pustka."

        Zgodnie z naukami Zen rzeczywistość nie istnieje w taki sposób jak ją często
        postrzegamy. Wszystko jest współzależne i nietrwałe, nie jest stanem lecz
        procesem, nie istnieje samo w sobie w oderwaniu od czegoś innego. A więc nie
        widzimy świata, widzimy tylko swoje koncepcje, sny - jak Neo w Matrixie. To
        właśnie nazywamy "pustka". O ile wiem jest to również podstawa fizyki kwantowej
        i teorii względności Einsteina. Ale nie można powiedzieć że "pustka" istnieje,
        bo to nie jest jakaś rzecz, tylko koncepcja która mówi, jaki świat nie jest.

        Jedyne co istnieje w absolutny sposób to przestrzeń, w której wszystko się
        rozgrywa, która wszystko zawiera, obejmuje i umożliwia, z której wszystko się
        wyłania i do której powraca, przestrzeń którą jesteśmy - która jest przejrzystą
        przytomnością naszego umysłu, radością, miłością i mocą, i może sama siebie
        doświadczyć np. w medytacji.

        Zapraszam do serwisu:
        www.buddyzm.edu.pl
        • krzys1231 Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy 15.06.05, 22:16
          > Pomijając fakt, że w buddyzmie nie ma takich atrakcji jak "buddyjskie piekła"
          > czy "potępienie",

          Czyz nie jest pieklem przezywanie w kolko tego samego? Pieklo wiecznego
          odradzania... Zapewne co kto lubi :-)

          > Autor pisze: "jak się zabrać do negowania swojego ja (żeby doznać oświecenia
          > przez wyzwolenie z pęt osobowego umysłu - jak chce tego Zen)"
          >
          > Buddyzm nie neguje "ja". Buddyzm naucza, że "ja" jest iluzją powstałą przez
          > przeszkadzające emocje takie jak zazdrość, gniew, przywiązanie, duma. Bez
          sensu
          > jest więc negować coś czego nie ma, wystarczy rozpoznać, że to nie istnieje a
          > wówczas odpadają wszystkie problemy nieistniejącego "ja", całe cierpienie.
          >
          > Autor pisze: "zgodnie z naukami Zen istnieje tylko pustka."

          Juz chcialem polemizowac, ale...

          > Zgodnie z naukami Zen rzeczywistość nie istnieje w taki sposób jak ją często
          > postrzegamy. Wszystko jest współzależne i nietrwałe, nie jest stanem lecz
          > procesem, nie istnieje samo w sobie w oderwaniu od czegoś innego. A więc nie
          > widzimy świata, widzimy tylko swoje koncepcje, sny - jak Neo w Matrixie. To
          > właśnie nazywamy "pustka". O ile wiem jest to również podstawa fizyki
          kwantowej
          > i teorii względności Einsteina.

          Niezupelnie. Te "sny" fizyki kwantowej, czy teorii wzglednosci podlegaja
          precyzyjnie opisanym prawom i rownaniom. Wiec chyba jedna jest to pewna
          roznica. U Einsteina i Heisenberga, nie ma zadnej "pustki", jest materia, ktora
          buddysci jak mniemam uwazaja za zludzenie. Oczywiscie po pijanemu jestem w
          stanie sie z tym zgodzic. Gorzej gdy np. prowadze w deszczowa noc samochod (z
          rodzina na pokladzie) po kretej gorskiej drodze...

          > Ale nie można powiedzieć że "pustka" istnieje,
          > bo to nie jest jakaś rzecz, tylko koncepcja która mówi, jaki świat nie jest.
          >
          > Jedyne co istnieje w absolutny sposób to przestrzeń, w której wszystko się
          > rozgrywa, która wszystko zawiera, obejmuje i umożliwia, z której wszystko się
          > wyłania i do której powraca, przestrzeń którą jesteśmy - która jest
          przejrzystą
          > przytomnością naszego umysłu, radością, miłością i mocą, i może sama siebie
          > doświadczyć np. w medytacji.


          No coz, jako wierny samozwanczy uczen Buddy, musze cie zmartwic: przestrzen nie
          istnieje, a takze: przestrzen istnieje.
          • Gość: Gary Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.chello.pl 15.06.05, 23:07
            Caly swiat podlega prawom i rownaniom. W tym sek ze wszystkie te rownania i
            prawa, stworzyl czlowiek po to by jakos tam przewidywac co sie wydarzy. Jest to
            jedynie najbardziej niesprzeczna wizja swiata. Jedynie teoria. Heisenberg i
            Einstein poszli o krok dalej poniewaz zauwyzyli ze to czym jest rzeczywistosc
            zalezy od tego jak chcemy ja badac. Einstein wielokrotnie wypowiadal sie o
            buddyzmie, ze jest to jedyna religia ktora moze sprostac wymaganiom wspolczesnej
            nauki.

            Co do materii, to Demokryt mowil o najmniejszych niepodzielnych czastkach
            polaczonych haczykami, a kilkaset lat temu mowiono o malych kulkach latajacych
            jak planety wokol slonca. Nie wiem czy wiesz ale wg najnowszych badan (lata
            20-ste ubieglego wieku :) materia jest jedynie wibracja pola energii lub tez
            pewnym ukladem prawdopodobienstwa, a ostatnio mowi sie o strunach, choc sam
            dobrze nie wiem co to znaczy. Wybierz sobie swoja ulubiona teorie.
            • Gość: krzys1231 alez oczywiscie IP: *.npsp.com 15.06.05, 23:29
              > Caly swiat podlega prawom i rownaniom. W tym sek ze wszystkie te rownania i
              > prawa, stworzyl czlowiek po to by jakos tam przewidywac co sie wydarzy. Jest
              to
              > jedynie najbardziej niesprzeczna wizja swiata. Jedynie teoria.

              Alez oczywiscie. Powtorze jednak (wybacz, ze nudze) przyklad z prowadzeniem
              samochodu. Osmielisz sie wtedy zastosowac inne teorie?

              >Heisenberg i
              > Einstein poszli o krok dalej poniewaz zauwyzyli ze to czym jest rzeczywistosc
              > zalezy od tego jak chcemy ja badac. Einstein wielokrotnie wypowiadal sie o
              > buddyzmie, ze jest to jedyna religia ktora moze sprostac wymaganiom
              wspolczesne
              > j
              > nauki.

              Skad te informacje? O ile mi wiadomo Einstein jest autorem slynnego
              powiedzenia "Bog nie gra w kosci" (w wyrazie sprzeciwu na zasade nieznaczonosci
              Heisenberga wlasnie). W buddyzmie zen nie ma Boga.
              • Gość: Scorupiak93 Re: alez oczywiscie IP: *.range81-151.btcentralplus.com 15.06.05, 23:49
                dobrze napisane!
                Nie zauważyłem zanim sam się naprodukowałem :)
                Eintein był naukowcem ugrząźniętym w kulturze eurpejskiej po same uszy i nie
                widział nic dalej. Dla niego zasady logicznej niesprzeczności i kauzalistyka
                była nie do podważenia, jego powiedzenie świadczy że nie wyobrażał sobie świata
                bez 'pierwszej przyczyny', czy też boga, choć z tego co wiem nie był religijnym
                żydem, przynajmniej świadomie :)
              • Gość: jonas Re: alez oczywiscie IP: *.chello.pl 15.06.05, 23:51
                "Religia przyszłości będzie religią kosmiczną. Powinna ona przekraczać koncepcję
                Boga osobowego oraz unikać dogmatów i teologii. Zawierając w sobie zarówno to,
                co naturalne, jak i to, co duchowe, powinna oprzeć się na poczuciu religijności
                wyrastającym z doświadczania wszelkich rzeczy naturalnych i duchowych jako
                pełnej znaczenia jedności. Buddyzm odpowiada takiemu opisowi. (...) Jeżeli
                istnieje w ogóle religia, która może sprostać wymaganiom współczesnej nauki, to
                jest nią buddyzm."
                Albert Einstein

                "To co widzimy to nie jest natura sama w sobie, ale natura jaka ukazuje się
                naszej metodzie obserwacji"
                Werner Heisenberg

                Polecam książkę "Nieskończoność w jednej dłoni":
                www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=783
              • Gość: Gary Re: alez oczywiscie IP: *.chello.pl 16.06.05, 00:01
                >Alez oczywiscie. Powtorze jednak (wybacz, ze nudze) przyklad z prowadzeniem
                >samochodu. Osmielisz sie wtedy zastosowac inne teorie?

                W tej sytuacji zastosuje teorie, ze swiat sklada sie rownej nawierzchni, bardzo
                sprawnej mechaniki marki BMW i braku zakazow predkosci. A w rozmowie z moja
                babcia zachowam sie jak dzentelmen i przyjme teorie, ze swiat sklada sie
                oczywiscie z Boga, Diabla i skazanego na laske ulomnego czlowieka. Rozne teorie
                na rozne okazje. A rzeczywistosc to zupelnie inna para kaloszy.
                • Gość: Arek Re: alez oczywiscie IP: *.riviera.pw.edu.pl 16.06.05, 00:13
                  > oczywiscie z Boga, Diabla i skazanego na laske ulomnego czlowieka. Rozne teorie
                  > na rozne okazje. A rzeczywistosc to zupelnie inna para kaloszy.

                  Taaak. Widzisz, generalnie wszyscy się zgadzamy, że świat w którym żyjemy
                  objawia się nam przez naszą percepcję, możemy więc przyjąć, że "nasza"
                  rzeczywistość nie istnieje. Tylko, że myśląc coś takiego nie odnosimy się
                  właśnie do rzeczywistości. Czy nie widzisz, że negując wszystko dookoła nas w
                  rzeczywistośći się z powrotem tam właśnie umieszczamy? Nie oderwiemy się mówiąc
                  naiwnie "NIC", bo tworzymy pustkę.

                  W moim przekonaniu takie rozumowanie do niczego nie prowadzi, można je więc
                  potraktować jako kolejny paradoks logiczny i przeprosić się z praktycznymi
                  modelami rzeczywistości: przeproś się z Bogiem i babcią :).

                  • Gość: jonas "Pustka" oznacza - "ty decydujesz" IP: *.chello.pl 16.06.05, 00:58
                    Nie rozumiesz. Ani buddyzm ani wspolczesna fizyka nie mowi o "nicosci". "Pustka"
                    oznacza, ze badajac swiat postrzegamy swoje wlasne koncepcje a nie
                    rzeczywistosc. To wszystko. A czym jest rzeczywistosc.. ty decydujesz -
                    wybierajac metode obserwacji.

                    Ty decydujesz - to jest wlasnie pustka. A nie jakas czarna dziura czy nihilizm.
                    Trzeba to dobrze zrozumiec.
                    • Gość: diabelek Re: "Pustka" oznacza - "ty decydujesz" IP: *.sympatico.ca 16.06.05, 05:01
                      Gość portalu: jonas napisał(a):

                      > Nie rozumiesz. Ani buddyzm ani wspolczesna fizyka nie mowi
                      >o "nicosci". "Pustka"
                      > oznacza, ze badajac swiat postrzegamy swoje wlasne koncepcje a nie
                      > rzeczywistosc. To wszystko. A czym jest rzeczywistosc.. ty decydujesz -
                      > wybierajac metode obserwacji.
                      ========
                      Patrze przed siebie i widze ekran monitora, zamykam oczy i widze ... ;-)

                      > Ty decydujesz - to jest wlasnie pustka. A nie jakas czarna dziura czy
                      >nihilizm.
                      > Trzeba to dobrze zrozumiec.
                      ===========
                      Zrozumiec? Te 'pustke' o ktorej w buddyzmie mowa nie mozna zrozumiec,
                      te "pustke" trzeba przezyc, czyli doswiadczyc.
            • Gość: krzys1231 te struny to belkot pismakow. Tak jak orbitale w IP: *.npsp.com 15.06.05, 23:32
              mechanice kwantowej zostaly przez pewnych ludzi wziete za rzeczywistosc. Obraz
              matematyczny rzeczywistosci nie jest nia. Faktem jest, ze trudno sobie
              wyobrazic np. siedmiowymiarowa przestrzen :-).
              • Gość: Scorpio418 Re: te struny to belkot pismakow. Tak jak orbital IP: *.range81-151.btcentralplus.com 16.06.05, 00:13
                Grubo powiedziane. Teoria strun jest belkotem o tyle o ile kazda teoria naukowa
                jest rownie dobrym belkotem :) Rzeczywistosci 7-wymiarowej nie sposob sobie
                wyobrazic, bo takowej nie ma :) To po prostu teoria, rzeczywistosc to zupelnie
                co innego (jest pozawerbalna i tyle wystraczy, wiec kazde slowa bede falszywe)
                • Gość: krzys1231 Nie zrozumiales tego co napisalem. Nie napisalem, IP: *.254.233.3.Dial1.Denver1.Level3.net 16.06.05, 02:08
                  ze TEORIA strun jest belkotem. Napisalem, ze STRUNY sa belkotem wymyslonym
                  przez pismakow, usilujacach przyblizyc profanom to, czego sie nie da
                  przyblizyc. NIE DA sie pewnych rzeczy we wspolczesnej fizyce pojac "na chlopski
                  rozum". Zaczniesz mowic o zapachach czastek elementarnych, a jeden z drugim
                  zrozumie to doslownie :-). Tak stalo sie niestety w chemii, gdzie znakomita
                  wiekszosc chemikow wierzy w rzeczywiste istnienie orbitali (slynne "hantelki" w
                  podrecznikach chemii), ktore sa tylko funkcja matematyczna opisujaca zachowanie
                  elektronu w atomie (czy czasteczce).
                  • Gość: Scorupiak418 Re: Nie zrozumiales tego co napisalem. Nie napisa IP: *.range81-151.btcentralplus.com 16.06.05, 11:57
                    Aaaa...spoko, teraz jasne.
                    Otóż to - mapa to nie terytorium (aż dziw, że tylu 'posmodernistów' właśnie
                    myśli przeciwnie, nie wspominając już o newage'u [bleh!])
            • Gość: Scorupiak93 Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.range81-151.btcentralplus.com 15.06.05, 23:41
              Heja,

              Jednym z podstawowych błędów jaki robią 'postmoderniści' (których to się
              namnożyło co nie miara) jest łączenie nauk ścisłych z filozofią/ontologią,
              antropologią kulturową - what so ever.
              Musimy pamiętać, że choć doświadczenia buddysjko-kwasowe mogę pokrywać się w
              naszym mniemaniu z teoriami fizycznymi, to nie koniecznie autorom o to
              chodziło.
              Materia jako taka w ówczesnej fizyce to po prostu współczynnik wzoru, nie sądzę
              aby ktoś był na tyle nierożważny aby ją precyzyjnie zdefiniować w takich
              kateogriach jak zrobił to nieboszczyk Demokryt (i wielu innych mechanicystów za
              nim, przez Kartezjusza po Newtona, Becona i całej tej aroganckiej bandy głąbów)
              Teoria strun mówi nam o tym, że istnieją więcej niż 4 wymiary (wymienia ich
              bodajże 7), z tego względu że do obliczeń bardzo pasuje taka wizja
              wszechświata. Jednocześnie wyjaśnia, że tylko w tych 4-rech w których żyjemy
              mogło rozwinąć się życie (w miarę stabilna struktura, inne są np. za małe na
              to). Założenie takie jest rzecz jasna takim samym nadużyciem jak i zakładanie
              że wszelkie życie musi opierać się na węglu/krzemie i ocenianie planet zdolnych
              do wykształcenia życia wg tych kateogorii.
              Nauka dalej jest uwięziona w modernistycznym paradygmacie, więc należy
              pamiętać, że o ile naukowe toerie są zbliżone do naszych doświadczeń, to nasze
              doświadczenia w ogóle nie są zbliżone do naukowych toerii. (które żeby mogły
              pozostać naukowe muszą opierać się na ogólnie przyjętej metodologii)
              Rozumiejąc posmodernizm (i podsstrukturalizm z jego hasłem 'mapa nie jest
              terytorium), powinniśmy zaprzestać porównywaniu dwóch paradygmatów - dwóch map,
              bo są one tylko 'metanarracjami' i jedyne co opisują to same siebie, a nie
              jakąś rzeczywistość, którą jak wiemy jest pusta (tudzież czysto potencjalna).
              Nie oznacza, że nie można ich części włączać w poczet swojego systemu, wszystko
              co inspiruje umysł jest pożyteczne :) Nie zapominajmy jednak (jak już po raz n-
              ty powtórzę), że to tylko mapy - słowa - w ten sposób rozwiązuje się każdy koan
              i doznaje satori :)

              AUM! HA!
            • Gość: Scorupiak93 Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.range81-151.btcentralplus.com 15.06.05, 23:46
              Aha, a co do Einsteina to bym tak za wcześnie się nie podnicał jego
              stwierdzeniami. Albert był konserwatywnym starcem, który uparł się przy swojej
              teorii i był przeciwnikiem teorii kwantowej (sławne 'bóg nie gra ze
              wszechświatem w kości'). Stawianie tych nurtów fizyki w jednym rzędzie to gruba
              pomyłka. (teoria względności Einstaina mówi o obiektach w ruchu i polega
              dokładnemu opisowi matematycznemu, nie ma w niej nic o relatywności jako
              takiej, stosującej się do wszystkiego, a zwłaszcza do nauk społecznych)
              A jego twierdzenie, że się buddyzm uda wcisnąć do nauki raczej kiepsko o
              buddyzmie świadczy, bo znaczy że jest to ideologia, którą można łatwo
              zredukować i półączyć z większą/silniejszą strukturą paradygmatu
              modernistycznego.
            • Gość: DuncanIdaho Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.chello.pl 16.06.05, 07:59
              Zgadzam się. To nasz aparat pojeciowy decyduje o naszej zdolności do rozumienia
              i przybliżania się do PRAWDY.
              Fizyka przybliża się do tej samej PRAWDY, co każdy mistyk, tyle że po innym
              torze. O wiele bardziej skomplikowanym.
              • Gość: Scorpio418 Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.range81-151.btcentralplus.com 16.06.05, 11:55
                Co za durny podszyty Platonem idealizm.
                Powinieś teraz dostać teraz w łeb pałą od mistrza zen, jakby jakiś siedział w
                pobliżu :)
                • Gość: DuncanIdaho Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.chello.pl 16.06.05, 13:38
                  Jakiś bardzo gwłtowny i emocjonalny ten Twój buddyzm. Czy to w takim własnie
                  stylu mistrz prowadzi dysputę z uczniem?

                  A dopuszczsz do siebie myśl, że nie przeniknąłeś dobrze przez treść tego, co
                  napisałem?
                  Nie musisz odpowiadać.
                  • Gość: Scorupiak93 Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.range81-151.btcentralplus.com 16.06.05, 15:14
                    :))))))))))

                    Szkoda że żaden graficzny znaczek nie jest w stanie oddać mojego uśmiechu, bo
                    to moja jedyna odpowiedź.
          • Gość: diabelek Iluzje w "deszczowa noc". IP: *.sympatico.ca 16.06.05, 04:38
            krzys1231 napisał:
            > Niezupelnie. Te "sny" fizyki kwantowej, czy teorii wzglednosci podlegaja
            > precyzyjnie opisanym prawom i rownaniom. Wiec chyba jedna jest to pewna
            > roznica. U Einsteina i Heisenberga, nie ma zadnej "pustki", jest materia,
            ktora buddysci jak mniemam uwazaja za zludzenie. Oczywiscie po pijanemu jestem
            w stanie sie z tym zgodzic. Gorzej gdy np. prowadze w deszczowa noc samochod (z
            > rodzina na pokladzie) po kretej gorskiej drodze...
            ==========
            Gdy prowadzisz samochod po gorskiej drodze koncentrujesz uwage na drodze przed
            soba. Gdy siedzisz i medytujesz koncentrujesz uwage na czym innym.
            Marchlewska napisala; "Buddyzm nie neguje "ja". Buddyzm naucza, ze "ja" jest
            iluzja powstala przez przeszkadzajace emocje takie jak zazdrosc, gniew,
            przywiazanie, duma."
            (...)Ale nie mozna powiedziec ze "pustka" istnieje, bo to nie jest jakas rzecz,
            tylko koncepcja..."(sic!)
            Wniosek z tego taki, ze jezeli pijemy herbate, to pijemy herbate, czujemy jej
            smak, zapach, "gestosc", cieplo.
            Gdy prowadzimy samochod to patrzymy przed siebie, krecimy kierownica, zmieniamy
            biegi itd. czyli istnieje juz inna czasoprzestrzen, inna inkarnacja naszego ja
            w relacji z otoczeniem.
            Natomiast siedzenie przed komputerem i pisanie o gorskiej wycieczce samochodem
            to jeszcze inna sprawa. W tym przypadku obcujemy z tym co buddyzm podobno
            nazywa iluzja.
            Zarowno Einstein jak i Heisenberg zajmowali sie iluzja, jednak starali sie ja
            ograniczac prawami przyrody, z ktorej sami powstali i do ktorej juz powrocili.
            • Gość: Scorpio93 Re: Iluzje w "deszczowa noc". IP: *.range81-151.btcentralplus.com 16.06.05, 12:00
              Znów podstawowy błąd tej cywilizacji. Napisałeś że powstali z 'praw natury'?
              Jakże to?! Nawet jeśli to było tylko przejęzyczenie to możesz zgodnie z
              wypocinami Freuda łatwo to sobie zanalizować. NATURA NIE RÓWNA SIĘ 'PRAWOM
              NATURY' - to drugie to pojęciowy konstrukt modernizmu.
              • Gość: diabelek Re: Iluzje w "deszczowa noc". IP: *.sympatico.ca 16.06.05, 16:34
                Gość portalu: Scorpio93 napisał(a):

                > Znów podstawowy błąd tej cywilizacji. Napisałeś że powstali z 'praw natury'?
                > Jakże to?! Nawet jeśli to było tylko przejęzyczenie to możesz zgodnie z
                > wypocinami Freuda łatwo to sobie zanalizować.
                ==================
                Nie napisalem nic takiego co tutaj sugerujesz. Napisane jest powyzej: "Zarowno
                Einstein jak i Heisenberg zajmowali sie iluzja, jednak starali sie ja
                ograniczac prawami przyrody, z ktorej sami powstali i do ktorej juz powrocili".

                NATURA NIE RÓWNA SIĘ 'PRAWOM
                > NATURY' - to drugie to pojęciowy konstrukt modernizmu.
                ============
                Zgoda. Ale co niby z tego ma wynikac.
                Wiadomo, ze ziemia kreci sie wokol slonca i dookola wlasnej osi.
                Jestem przekonany, ze krecila sie podobnie w czasach Kopernika i papieza
                Grzegorza i za Julisza Cezara, a nawet w czasach specjalistow od kamienia
                lupanego.
                Ci ostatni nie dzielili doby na 24 czesci, a kazda z tych czesci dalej na 60.
                Nie produkowali tez zegarkow, ktore na tej zasadzie dzialaja.
                Ale mozemy z duza doza prawdopodobienstwa zalozyc, ze "prawa natury" o ktorych
                wspomniales byly takie same jak dzisiaj, chociaz na pewno inaczej przez tych
                ludzi rozumiane i wedlug innych koncepcji wyrazane.
                Matrix to po polsku matryca.
                Wezmy teraz sobie taki np. zegarek. Wiekszosc ludzi na zachodzie ma takich
                kilka "maszynek" do mierzenia czasu w domu i jedna przy sobie.
                Teraz pytanie. Kto kogo kontroluje? Czlowiek maszyne do mierzenia czasu, czy
                maszyna do mierzenia czasu zachowanie swojego wlasciciela?
          • Gość: DuncanIdaho Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.chello.pl 16.06.05, 07:56
            Niezupelnie. Te "sny" fizyki kwantowej, czy teorii wzglednosci podlegaja
            > precyzyjnie opisanym prawom i rownaniom. Wiec chyba jedna jest to pewna
            > roznica. U Einsteina i Heisenberga, nie ma zadnej "pustki", jest materia,
            ktora
            >
            > buddysci jak mniemam uwazaja za zludzenie.

            Co nazywasz precyzją równań w ramach fizyki kwantowej, która potrafi jedynie
            tworzyć następne hipotezy i teorie w oparciu o regułę weryfikowalności
            (tłumacząc ją najprościej - teoria z góry jest uważana za nieprawdziwą, czekamy
            tylko na moment, kiedy zostanie to udowodnione i znaleniona zostanie na jej
            miejsce lepsza czyli również nieprawdziwa teoria, tyle że chwilowo nie możemy
            tego udowodnić). Czy to właśnie nie dowodzi iluzji?
        • Gość: skydak Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.tkchopin.pl 15.06.05, 23:11
          Nie znam się na buddyźmie, ale za to znam się na fizyce i podejrzewam, że to co Twoi przedmówcy pisali nieudolnie o buddyźmie odpowiada mniej więcej Twojemu podejściu do fizyki.
          A z działki ogólnej, to uważam, że negowanie (zaprzeczanie istnieniu) czegoś co jest tylko iluzją jest całkiem logiczne, chyba, że różnie rozumiemy słowo "negować".
          pozdrawiam
          • Gość: Gary Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.chello.pl 15.06.05, 23:19
            Widac nie znasz sie tez na fizyce.
        • Gość: DuncanIdaho Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.chello.pl 16.06.05, 07:49
          Dziękuję za słowa, które mają szansę ostudzić innych emocje.
          To niezwykłe, jak łatwo ludziska wpadają w potrzebę bycia emocjonalnym,
          czegokolwiek by to nie dotyczyło. W tym wypadku zwyczajnego artykułu :-)
        • Gość: tete Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: w3cache.* / *.2-0.pl 16.06.05, 10:22
          1.Piekło jak najbardziej istnieje w buddyzmie. Buddyzm dla mas jest tak samo
          dogmatyczny jak katolicyzm
          2. Ole Nydal nie jest lamą - sam sobie nadał ten tytuł

          Wracając do artukułu. Wątki mistrza/ucznia, mocy, zdrady ucznia jeszcze nie są
          propagowaniem buddyzmu. Występuja wszędzie choć troche częściej na Wschodzie.
          Pojawiają się kręgach hinduistycznych (np.praktukujących jogę) i w mieszaninach
          taoistyczno-buddyjskich (praktyki chi kung) i shintoistyczno-buddyjskich
          (np.ninja). W samym buddyzmie nie mówi się raczej o mocy ale o wglądzie,
          prawdzie itd. Nie ma praktyk mających na celu dysponowanie jakimiś mocami. W
          wajrajanie raczej oddajesz się pod schronienie kogoś kto ma moc i Cię ochroni.
          w mahajanie czy hinajanie podobnie. Zen z kolei bardziej kładzie nacisk na
          prawidłowe postrzeganie świata niż na zmianę sytuacji czy walkę z kimś na
          poziomie materialnym.
          Autorowi chyba nałożył się Gost Dog na dorobek Lukasa.
          Swoją drogą oglądając Star Wars z tym ciągłym pieprzeniem o mocy o której nic
          więcej sie nie mówi jest się totalnie znudzonym. Lukas nie pogłebia tego wątku
          bo nie o to chodzi. Chodzi o fajną strzelankę, trochę tajemniczości i zabawę dla
          małych i dużych chłopców. Tak jak w Matrixie
          • Gość: nonscholastic Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.06.05, 11:05
            > 2. Ole Nydal nie jest lamą - sam sobie nadał ten tytuł

            Jest Lama jak najbardziej, w sensie bycia nauczycielem buddyjskim.
            Tytul Lamy dostaje sie zwyczajowo po ukonczeniu 3-letniego odosobnienia, ale jest to formalnosc. Natomiast w znaczeniu popularnym i znanym na zachodzie jest uzywane jako po prostu nauczyciel buddyjski.
            Czy wedlug Ciebie Marpa albo Naropa nie byli lamami? Zaden z nich nie odbyl 3-letniego odosobnienia.
            • Gość: tete Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: w3cache.* / *.2-0.pl 16.06.05, 23:17
              Porównanie do Naropy czy Marpy jest nie na miejscu. Jestem i tak litościwy i nie
              wspominam o tym co robi Nydal z żonami/dziewczynami swych uczniów. Jakość jego
              nauczania jest żenująca. ciągłe ślizganie się po powierzchni, dopuszczanie do
              Kalaczakry nieprzygotowanych tłumów, kłotnie o Karmapę.To nie jest żaden
              nauczyciel choć miał duże zasługi kiedyś
              • Gość: nonscholastic Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.06.05, 11:13
                Porownanie do Marpy jest jak najbardziej wlasciwe dla czlowieka ktory w ciagu 30 lat zalozyl pol tysiaca osrodkow na calym swiecie.
                A co takiego robi Lama Ole Nydahl z zonami/dziewczynami swoich uczniow? Moze tym razem podasz jakies fakty, a nie plotki?
                • Gość: tete Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: w3cache.* / *.2-0.pl 19.06.05, 21:06
                  Nie będziemy tu prali publicznie brudów. Mogę jedynie zachęcić do kontaktu z
                  JAKIMKOLWIEK INNYM nauczycielem. Większość polskich szkół to porządni buddyści
                  już po okresie "wieku dziecięcego". Są bardzo bliscy mojemu sercu łacznie z
                  Karma Kagyu. Nydala natomiast nie szanuję i nie będę kontynuował.
            • Gość: tete Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: w3cache.* / *.2-0.pl 19.06.05, 21:16
              W sensie bycia nauczycielem... hahaha. To tak jak nauczycielka w liceum
              nazywana przez uczniów pani profesor też ma tytuł naukowy?
          • Gość: lama_józek Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.stacje.agora.pl 17.06.05, 16:07
            > Swoją drogą oglądając Star Wars z tym ciągłym pieprzeniem o mocy o której nic
            > więcej sie nie mówi jest się totalnie znudzonym. Lukas nie pogłebia tego wątku
            > bo nie o to chodzi. Chodzi o fajną strzelankę, trochę tajemniczości i zabawę
            dla małych i dużych chłopców. Tak jak w Matrixie.

            Zabawę, którą 390 tys. osób uznało za religię.

        • Gość: lama_józek Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: 194.149.228.* 16.06.05, 12:52
          Oj biedactwo ty moje: w buddyzmie nie ma piekieł?
          No pewnie, w biblii też nie mówi się o piekle, ale każdy katolik wie czym piekło jest.

          A buddyści również w piekło wierzą, ale nie ci malowani z Zachodu, tylko ci prawdziwi w Azji, którzy
          buddyzm wyssali z mlekiem matki.
          Poczytaj sobie, zanim znów coś palniesz:
          www.google.com/search?client=safari&rls=pl-pl&q=%22buddhist+hell%22&ie=UTF-8&oe=UTF-8
          • Gość: nonscholastic Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.06.05, 13:02
            Tyle ze piekla buddyjskie nie sa miejscem wiecznej kary za grzechy a tylko przejsciowymi stanami umyslu, efektem wczesniejszych dzialan. Piekla buddyjskie nie sa miejscem kary, ale tymczasowa choroba, ktora ustepuje kiedy wyczerpia sie jej przyczyny.
            To troche tak, jat w tym kawale "Nie w Moskwie ale w Kijowie, nie samochody a rowery i nie rozdaja a kradna".
            • Gość: lama_józek Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.stacje.agora.pl 17.06.05, 16:04
              Pewnie nie było cię nigdy w prawdziwej buddyjskiej świątyni w Tybecie, albo w
              Chinach. W wielu z nich są rzeźby przedstawiające piekielne męki jakie czekają
              ludzi za złe czyny. I ludzie się boją tych kar, a nie "stanów umysłu".
              • Gość: nonscholastic Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.06.05, 16:47
                Zacznij czytac ze zrozumieniem. Napisalem o dwoch roznicach pomiedzy pieklem w chrzescijanstwie a jedna z szesciu krain samsary nazywana pieklami na tyle duzych, ze jest jak w kawale "rozdaja samochody w Moskwie".
                Pierwsza roznica jest przemijalnosc, stany piekielne koncza sie kiedy wyczerpia sie ich przyczyny, wiec bardziej przypomina czysciec, a nie pieklo chrzescijanskie, ktore jest wieczne. To samo dotyczy stanow boskich.
                Druga jest przyczyna - co akurat moze byc mniej istotne dla "bojacych sie" - piekla nie sa wyrokiem za nieprzestrzeganie danych odgornie regul, ale wypracowanym wlasnymi dzialaniami wlasnym stanem umyslu. Nie jest to miejsce potepienia, czy zeslania, ale wlasna praca.
                I tylko o to mi chodzilo, zeby nie mieszac tych dwoch rzeczy.
                To zas "stanow umyslu" - wszystko nim jest i swiaty piekielne i boskie, ludzkie rowniez, wiedza o tym ci ktorzy ogladaja przedstawienia piekiel. Tylko oswiecenie jest prawdziwe, reszta jest uwarunkowana iluzja (chociaz wszystkie doswiadczenia sa przezywane jak prawdziwe wlasnie dzieki lgnieciu do ego). Nikt ci tego nie powiedzial?
                Swoja droga buddyzm nie polega na straszeniu pieklami, wizerunkow samsary nie umieszcza sie nigdy w pomieszczeniu przeznaczonym do medytacji.
                • Gość: tete Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: w3cache.* / *.2-0.pl 19.06.05, 21:15
                  Obrazu piekła tez umieszcza się w kościele kat. Dla przeciętnego buddysty to
                  jest to samo piekło co dla przeciętnego chrześcianina. I niepotrzebnie bronisz
                  tych przemijalnych piekieł jak niepodległości. Różnica jest gdzie indziej.
        • Gość: funia81 Re: Troche autor pokręcił, ale sporo w tym prawdy IP: *.aster.pl 16.06.05, 13:13
          W tybetanskiej odmianie mahajany pieklo JAK NAJBARDZIEJ ISTNIEJE. I tu autor ma
          racje. Rozni sie od chrzescijanskiego tym, ze nie trafia sie tam na wieki, tylko
          "przejsciowo", jesli wiec pieklo uznac za "stan/miejsce wiecznego potepienia",
          to mozna zaryzykowac, ze go nie ma. Ale Godlewski takiego rozroznienia nie
          wprowadza. Ergo, ma racje.
      • krzys1231 Wachowscy nic nie probowali udowodnic, 15.06.05, 22:06
        probowali zarobic kase. Tak sie ten swiat kreci.
      • daimona wg mnie bardziej z "Robota" Snerga 15.06.05, 22:40
        o ile go znali ;-)
      • Gość: DuncanIdaho Re: Nie chcialby autora artykulu martwic, ale IP: *.chello.pl 16.06.05, 07:38
        Tyle że Philipa K. Dicka, Lema, a dalej - Heideggera lub Leninaa prawie nikt
        nie czyta, nie mówiąc o chęci pogłębionego zrozumienia. Ja zaś spotykam ludzi,
        którzy - dzięki prostemu i czytelnemu kodowi np. "Matrixa" - stawiają sobie
        pytanie, jakie nigdy wcześniej w ich mózgach się nie zaświeciło:

        "Czy rzeczywistość, którą widzę, jest rzeczywistością PRAWDZIWĄ?"

        Właśnie za to rozbudzenie ludzkich umysłów, nawet jeśli na razie na dość
        trywialnym, podstawowym poziomie, należy się Wachowskim wielka wdzięczność
        ludzi myślących.

        I jeszcze jedno - bycie chrześcijaninem w polskiej wersji jest najczęściej
        swoistą popkulturą, bezmyslnym i hipokrytycznym odklepywaniem reguł, które w
        najmniejszym stopniu nie zbliżają człowieka do jakiejkolwiek duchowości, a
        wręcz przeciwnie.

        Można więc zastanawiać się nad tym, co jest gorsze - popkultura w strawnej
        postaci przekazująca idee, które pobudzają umysły czy bezmyślne trawienie
        popkultury chrześcijańskiej.
      • Gość: Remix Re: Nie chcialby autora artykulu martwic, ale IP: 193.108.206.* 16.06.05, 11:30
        Gościu, nie chodzi o to kto co serwuje, tylko kto co potrafi odczytać dla
        siebie, czy nie wpadło Ci do tej przeintelektualizowanej łepetyny, że to
        wszystko zależy od prostej wrażliwości na ten temat... A sprawa 2 i 3 części
        Matrixa jest dla Ciebie najwyraźniej zbyt skomplikowana
    • Gość: bum-bum Re: Gwiezdny buddyzm i swojski katolicyzm... IP: 129.81.192.* 15.06.05, 01:12
      Autor zadaje dosyc retoryczne pytanie na temat
      tego co wiedzialy (lub powinny wiedziec) wladze
      Grabowca? Czy to ironia panie autorze, czy
      moze bardziej na serio??

      P.S. Czy sugeruje pan autor, ze w kraju przecie
      do szpiku kosci katolickim wszystkie ulice
      powinny nosic nazwy kolejnych swietych?
      A jest ich chyba wystarczajaco duzo!
    • Gość: Znak równości Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.bank.bgzsa.pl / 193.108.194.* 15.06.05, 09:12
      Najwyższy czas zrozumieć że sekta 'Jedi' niczym nie różni się od
      sekty 'katolicyzm' i innych tym podobnych. Wystarczy tylko odpowiednie public
      relations, właściwy marketing a już ludeczkowie pobiegną...

      Zresztą... szkoda słów. Najgorszym więzieniem są kraty ludzkiego umysłu...

      • Gość: a fe!!! gwiezdne wojny to syf IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 15.06.05, 21:38
        jak mozna takie szajstwo stawiac obok chociazby matrixa?!
        zygac mi sie chce jak o tym slysze, prawdziwa zemsta shitu...
        :/
      • krzys1231 w tym takze twojego umyslu... 15.06.05, 22:18
    • Gość: playa Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 15.06.05, 22:27
      szkoda gadac...podszewanie ideologii pod dobry scenariusz..ale sie autor
      napocil zeby wysmazyc taki slaby,zenujacy artykul...mial swoje 5 minut
      • Gość: zberten Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.icpnet.pl 15.06.05, 22:34
        mysle podobnie, ten zrtykul jest zenujacy i plyki, chociaz udaje, ze tak nie jest :)
      • Gość: gosciu Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.05, 23:06
        dokladnie, zenada. Trudno przez to przebrnac do konca.
    • daimona a co w tym złego? 15.06.05, 22:43
      A co w tym złego, że Star Wars podszyte sa m.in. buddyzmem? Występuja tam
      równiez elementy inicjacji szamańskiej itp. Czyżby nie powinni dawac ulicy
      imienia Obi Wana Kenobiego, właśnie ze względu na te powiązania? A niby czemu
      nie? Panie redaktorze, może Pan to wyjaśni?
      • Gość: Scorpio418 Re: a co w tym złego? IP: *.range81-151.btcentralplus.com 15.06.05, 23:54
        Ogladalem wczoraj Episode III. Tyle tam buddyzmu i szamanizmu co na zebraniu
        Świadków Jehowy.
        I jeszcze te niedorzeczne mini-cośtam, co niby mają być odpowidzialne
        za 'poziom' mocy, jakby to była ku.. żarówka!
        No błagam, film, jak i cała seria jest niedorzeczny.
        Jeżeli już z jakąś religią porównywać to ja widzę w nim tylko elementy
        chrześcijaństwa, z tą niedorzeną, obiektywną wizją dobra i zła. Postacie nie
        posiadają żadnego rysu psychologicznego. Sztuczność nad sztucznościami i
        wszystko Holly Wood ;P
        • Gość: Visenna Re: a co w tym złego? IP: *.artline.net.pl / 80.51.229.* 16.06.05, 00:29
          Midichloriany. Czyli niech midichloriany bedą z Tobą
        • Gość: tete Re: a co w tym złego? IP: w3cache.* / *.2-0.pl 16.06.05, 10:28
          Zgadzam się w 100% ze skorpio418. Ciesze się, że nie poszedłem na ten szajs do
          kina bo to strata pieniędzy. Dodam, że jakby obciąć film o połowę to nic by nie
          stracił. Dobrze , że są takie dwa trójkąciki to nie zanudziłem się na śmierć :-))
      • tentegopolubowny Re: a co w tym złego? 16.06.05, 08:35
        Zgadzam się, w dodatku autor artykułu przytacza poglądy Ratzingera na temat
        buddyzmu, które są w dużej mierze dyletanctwem a nie znawstwem tematu. Ratzinger
        i inni neotomisci katoliccy wyrażają się negatywnie na temat buddyzmu ponieważ
        jest to dla nich konkurencja w walce o utrzymanie instytucji kościelnej. Nasz
        śp. papież JPII również dał się na to załapać niestety i w swojej znanej książce
        "Przekroczyć Próg Nadziei" porównuję buddyzm do ateizmu a jogę do jakiejś
        "niebezpiecznej" dyscypliny, która praktykuje medytację w celu wyższego
        poznania, tak jakby dojście do wyższej świadomości było czymś nagannym. Ale to
        jest rezultat jak się czegoś nie zna i próbuje innych odstraszyć od poznania.

        W sumie wpływy Wschodu na kulturę zachodnią idą naprzód i to nie są jakieś ich
        próby narzucenia nam swoich poglądów np. w filmachale ale nasze zapotrzebowanie
        wzbogacenia obumierających europejskich wątków duchowych. Oni mają coś do
        zaoferowania a my jesteśmy uczniami
        • tentegopolubowny Re: a co w tym złego? 16.06.05, 08:39
          prejęzyczenie, powinno być: "...że to nie jest tak."
        • Gość: Scorpio93 Re: a co w tym złego? IP: *.range81-151.btcentralplus.com 16.06.05, 12:08
          Powstrzymał bym się od tego rozdziału na racjonalny Zachód i mistyczny Wschód.
          Nie sądzę, aby to były wpływy wschodu, tylko co powrót do korzeni. Mistyka
          rozwijała się tak samo na jednej, jak i na drugiej części. Tylko że my tu
          mieliśmy Platona i postplatoników (od platonizmu hołoty - chrześcijaństwa po
          modernistycznych naukowców), który odpowiednio przycinał mu skrzydła. Obecnie
          popkultura prowadzi zupełnie inna technikę, nie neguje, lecz asymiluje, więc
          mamy okazje obejrzeć na scenie naszej rzeczywistości każdy spektalk minionych
          wieków.
          • tentegopolubowny Re: a co w tym złego? 16.06.05, 23:01
            "Tylko że my tu mieliśmy Platona i postplatoników..."
    • Gość: Asamasam TAT TVAM ASI - JESTEM TOBĄ IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.06.05, 23:04
      to co dzieli jest iluzją, to co łączy Prawdą
      • Gość: Scorupiak Re: TAT TVAM ASI - JESTEM TOBĄ IP: *.range81-151.btcentralplus.com 15.06.05, 23:56
        Kupa na patyku.

        uhahaha
        • Gość: tete Re: TAT TVAM ASI - JESTEM TOBĄ IP: w3cache.* / *.2-0.pl 16.06.05, 10:36
          Nie chodziło i nie chodzi o kupę na patyku. Zagajony mistrz właśnie mieszał
          kijem w kiblu więc dał odpowiedż jaką dał. Sensem wypowiedzi jest bycie tu i
          teraz, uważność. Ktoś inny powiedział o myciu misek, ktoś podniósł palec. Tu i
          teraz poza emocjami, zmysłami i myślami. Zen raczej odejmuje niż dodaje bo pyta
          co jest tu i teraz poza tym co widzisz, słyszysz, myślisz, odczuwasz ciałem,
          poza emocjami. Bardzo przypomina mi to praktyki Shri Ramana Maharishiego.
          • Gość: Scorpio418 Re: TAT TVAM ASI - JESTEM TOBĄ IP: *.range81-151.btcentralplus.com 16.06.05, 12:11
            MU!

            :))))
          • tentegopolubowny Re: TAT TVAM ASI - JESTEM TOBĄ 16.06.05, 23:20
            "bycie tu i teraz"
      • tentegopolubowny Re: TAT TVAM ASI - JESTEM TOBĄ 16.06.05, 08:46
        Tak. Ale iluzja jest potrzebna aby dojść do Prawdy. Iluzja ma swoją rolę w
        stworzeniu. Całe życie człowieka można sprowadzić do tego jednego zagadnienia:
        jak przesiać Prawdę od nieprawdy, poznanie prawdziwe od nieprawdziwego.
    • Gość: gosciu dawno nie czytalem takich bzdur... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.05, 23:05
      Autor chyba cos sie za bardzo przejal swa teza. Postawil teze, a potem wykroil z
      filmow tylko to co mu do niej pasowalo, pomijajac wszelkie ich inne cechy. A to
      sa po prostu filmy, nakrecone po to aby ogladajacy mieli dobra zabawe - i tyle.
    • Gość: bik Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.05, 23:25
      te wynurzenia na temat buddyzmu lekko przynudnawe i mocno naciagane...

      bardziej zainteresowała mnie inna kwestia - autor pisze następująco

      "Obawiam się, że z tych inspiracji nie do końca zdawali sobie sprawę radni
      podtoruńskiej gminy Lubicz, którzy podjęli pod koniec maja decyzję o nazwaniu
      jednej z ulic w Grabowcu imieniem Obi Wana - bo to "jednoznacznie dobra
      postać", nie tak "chwiejna jak Anakin"."

      jesli postać jest "jednoznacznie dobra", to chyba nie powinno być wątpliwości
      niezależnie od jej powiazań z jakakolwiek religią.... wiec dlaczego autor sie
      obawia czy decyzja byla trafna??
      • Gość: Visenna Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.artline.net.pl / 80.51.229.* 16.06.05, 00:37
        Też zastanawia mnie o czym autor chciał pisać. Czy o trendach w kinie czy o
        niewiedzy radnych? O czym jest ten artykuł??? Bo skoro buddyzm w kinie to po co
        ten akapit o radnych z gminy Lubicz.I co jak Obi Wan jest metaforą (trudne
        słowo)Buddy to juz jest be. Czy to przypadkiem nie dziś media podawały
        informację, że wg jakichś tam badań jesteśmy nietolerancyjnym państwem. A tu w
        czołowej gazecie taki artykuł!!!
    • Gość: ... Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.chello.pl 16.06.05, 00:34
      niech autor tekstu dokładnie zagłębi się w filozofie dekadentów i niech
      przestanie pisać takie bzdury !!!
    • Gość: Ariel Kto to napisal? IP: *.l2.c5.dsl.pol.co.uk 16.06.05, 01:12
      Obawiam sie, ze ten artykul jest poprstu beznadziejny! Co sie dzieje? Moda na
      glupote panuje?
    • zazen Re: Gwiezdny buddyzm 16.06.05, 01:14
      Bardzo buddyjski cytatat z bardzo plastikowych SWIII
      "Im większa duma (pycha), tym dłuższy (większy) upadek"
      To nie wymaga zen... Wystarczy, że zrozumiemy, że nie jesteśmy
      Bogami - jesteśmy jedną/6miliardową jednego z milionów gatunków tutaj.
      • Gość: Scorpio418 Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.range81-151.btcentralplus.com 16.06.05, 12:15
        Inny cyctat:
        „Nad ludzkością trzeba górować siłą, wysokością duszy — pogardą...” – Fryderyk
        Nietzsche
        I jeszcze jeden:
        "Robak się zwija, gdy go nadepną. To roztropne zachowanie. Zmniej
        sza dzięki niemu prawdopodobieństwo, że ponownie zostanie nadepnię
        ty. Wjęzyku moralności: pokora. — "
        Buddyzm nie uniknął moralności niewolników, jak każda religia, o czym doskonale
        świadczy powyższa wypowiedź.
    • Gość: noddy Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.dyn.optonline.net 16.06.05, 03:14
      Nie wnikam w tresc tego artykulu ale uderzyl mnie uzyty w nim jezyk.Tu zacytuje:
      "Buddyzm znów stał się trendy, ale jego niuejdżowska wersja..." itd.
      Gdziez sie ten autor i redaktor uczyli pisac po polsku-w kinie?
    • Gość: DuncanIdaho Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.chello.pl 16.06.05, 07:43
      I znów... łatwiej jest poddać krytyce - nasza narodowa cecha.

      Jakież są te proste drogowskazy?

      Czyżby dekalog? Czy funkcjonowanie dekalogu przez kilka tysięcy lat przybliżyło
      człowieka do Boga?
    • Gość: Rybinka Re: Oj debilizm redaktorzyny przekroczył masę kryt IP: *.acn.waw.pl 16.06.05, 07:52
      Oj debilizm redaktorzyny przekroczył masę krytyczną.... Mahajana i zen to jak
      zielonoświątkowcy i katolicy...
      Co do idei filmowych, że świat to złuda a gdzieś tam istnieje prawda to kłania
      się Platon panie redaktorzyna przez małe "r".
      Mógłby też debil redaktorzyna zobaczyć, co mówili na ten temat Heraklit i
      Pitagoras to by się zdziwił. Ale zachciało się błyskać elokwencją bez żadnej
      nawet podstawowej wiedzy na temat. Wyszedł artykuł-groteska. Ale literówka
      starczy na parę piw, a skoro tak można publikować nawet gó.., skoro kasa
      płaci...
      • Gość: lama_józek Re: Oj debilizm redaktorzyny przekroczył masę kry IP: 194.149.228.* 16.06.05, 12:48
        wywodzący się chińskiego chan - zen jest również odłamem mahajany sierotko boża. "Księga 5
        kręgów" Musashiego Miyamoto zaczyna się od inwokacji do bogini Kannon, która wywodzi się od
        chińskiej bogini Guanyin, a ta dla odmiany jest żeńskim wcieleniem Awalokiteśwary, czyli bodhisattwy
        współczucia/miłosierdzia. Najprawdopodobniej nie masz pojęcia o czym piszesz.
    • hellbe Bert Hellinger o buddyzmie 16.06.05, 09:25
      Wypowiedź znanego współczesnego terapeuty, twórcy metody ustawień rodzinnych
      Berta Hellingera o buddyzmie, zen, duchowości:

      "Gdy widzę ludzi, którzy medytują przez długi czas, czekając na oświecenie,
      jestem ciekaw: Co oni dają ludziom? Nasuwa się odpowiedź: Nic.

      Kiedyś rozmawiałem z mistrzem zen w Niemczech, który bardzo często udawał się
      do Kioto w Japonii i uczestniczył w sesjach zen. Były to sesje 10-dniowe, po
      10, czasami po 16 godzin dziennie. Mówił, że po nich są pełni energii.
      Zapytałem go, co robią potem z tą energią. Odpowiedział: "Cóż, idą do miasta i
      miło spędzają czas z gejszami". Zapytałem, czy to jest miarą osiągnięć sesji.
      Uważam to za dziwne.

      Zen był początkowo metodą nauki skutecznej walki dla wojowników. W takim
      kontekście zen ma znaczenie. Bez tego medytacja nie ma znaczenia. [...]

      Tęsknota za duchowością, za duchowymi osiągnięciami, jest bardzo często
      tęsknotą za matką. Co właściwie przytrafiło się Buddzie? Stracił swoją matkę
      podczas porodu. To właśnie się stało. To było później fałszywie tłumaczone
      przez wszystkie tego rodzaju opowieści, jak ta, że kiedy po raz pierwszy
      zobaczył zmarłego, zmienił swoje życie, porzucił żonę i syna. Ale pierwszą
      zmarłą osobą, o której wiedział w głębi swego serca, była jego matka, która
      umarła przy jego porodzie. Jeżeli jesteśmy tego świadomi, możemy zrozumieć jego
      nauczanie o ucieczce od cierpienia. To jest nauczanie dziecka, które straciło
      matkę podczas porodu.

      Nie chcę przez to powiedzieć, że nauczanie Buddy należy lekceważyć. Buddyzm
      jest wielkim ruchem i wywarł wielki wpływ na ludzkość. Nie kwestionuję tego w
      żadnym wypadku. Nie mniej, jeśli patrzymy na to z tego punktu, widzimy, że jest
      to coś zwyczajnego. Jest to zwyczajny, ludzki ruch. Nie potrafię dostrzec, że
      ma on do czynienia z rzeczami innego rodzaju.

      Więcej:
      www.hellinger.com/international/english/hellinger_lectures_articles/2001_new_york_alpha_omega.shtml
      • Gość: tete Re: Bert Hellinger o buddyzmie IP: w3cache.* / *.2-0.pl 16.06.05, 10:50
        no wiesz podobnie można powiedzieć co dają ludziom katoliccy zakonnicy. Siedza
        klepią brewiarz i gó.. z tego wynika. Tak samo można powiedzieć że katolicy to
        takie sieroty co chcą mieć Matkę w niebie i chcą ulgi w cierpieniu. I byłbym
        bardzo ostrożny w licytowaniu ile dobrego a ile złego uczynił Kościół Katolicki
        a ile ma na koncie buddyzm.
        Buddyzm stawia bardziej na medytację niż na czyny. Jest mniej misyjny i może
        dlatego nie niszczył innych kultur pod pozorem "szerzenia nauk". Nie wmawiał
        ludziom ile mają grzechów do których odpuszczenia zdolni są tylko świeżo
        przybyli pośrednicy Boga w habitach i sutannach.
        • hellbe Re: Bert Hellinger o buddyzmie 16.06.05, 11:11
          Zgadzam sie z Toba, bo wypowiedzi Hellingera o duchowosci, dlugich medytacjach,
          itp. odnosza sie do wszystkich religii. Hellinger byl zakonnikiem, opuscil
          zakon majac 46 lat, a na pytanie "dlaczego?" odpowiada, "bo sie rozwinalem".
          • Gość: tete Re: Bert Hellinger o buddyzmie IP: w3cache.* / *.2-0.pl 16.06.05, 23:26
            hellbe napisał:
            > Zgadzam sie z Toba, bo wypowiedzi Hellingera o duchowosci, dlugich medytacjach,
            > itp. odnosza sie do wszystkich religii. Hellinger byl zakonnikiem, opuscil
            > zakon majac 46 lat, a na pytanie "dlaczego?" odpowiada, "bo sie rozwinalem".


            O ciekawy człowiek. Masz coś do poczytania?
            P.S. nie zrozum mojem wypowiedzi źle. Ja nie jestem katolikożercą, nie szukam
            taniej sensacji typu Browna z tym jego kretyńskim Kodem Leonarda. Szanuję każdą
            religię i nie lubię taniego ateizmu, antyklerykalizmu itd. Ale chętnie sie
            dowiem coś o przemyśleniach byłego zakonnika, który zdaje się nie tyle zawrócił
            z drogi co wręcz odwrotnie - idzie wciąż i dalej
            • Gość: tete Re: Bert Hellinger o buddyzmie IP: w3cache.* / *.2-0.pl 16.06.05, 23:27
              nie zauważyłem linku. Dzięki
      • Gość: maruda Re: psychoterapeuta o buddyzmie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.06.05, 11:24
        Ta opinia jakiegos bolka od psychoterapii prezentuje tylko jego problemy i niewiedze, nie dotyczy buddyzmu w ogole. Co to znaczy "medytuja czekajac na oswiecenie"? Medytacja formalna to nie poczekalnia a gimnastyka umyslu. Samsara to nieprawidlowy sposob przezywania swiata, nirwana to prawidlowy sposob przezywania swiata. Medytacja ma za zadanie w labolatoryjnych warunkach rozwinac umiejetnosci prawidlowego przezywania swiata, nic wiece, ale tez nic mniej, zadnego czekania tu nie ma. To zas czy efekty sprawdza sie u gejsz czy w calym pozamedytacyjnym zyciu to juz prywatna sprawa praktykujacych.
        A te teorie o wplywie smierci matki na buddyzm sa adekwatne do calej psychoterapii, ludzie ktorzy sie nia zajmuja strasznie chca byc innym potrzebni - ironizujac: jest to forma ucieczki przed wlasnymi problemami.
        • hellbe Re: psychoterapeuta o buddyzmie 16.06.05, 12:02
          "Ta opinia jakiegos bolka od psychoterapii prezentuje tylko jego problemy i
          niewiedze"

          A jesli zlosliwie zapytam: Co reprezentuje Twoja opinia? Przeciez kazda opinie
          mozna w ten sposob zbyc bez podejmowania rzeczowej dyskusji.

          Nie absolutyzuje psychoterapii ani psychologii i nie twierdze, ze one potrafia
          wszystko wyjasnic i zawsze pomoc. Ale czasami potrafia niebo sprowadzic na
          ziemie, znajdujac proste wyjasnienia dla mistycznych rzeczy - ale to nielatwo
          przyjac...

          • Gość: maruda Re: psychoterapeuta o buddyzmie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.06.05, 12:17
            > A jesli zlosliwie zapytam: Co reprezentuje Twoja opinia?

            Bez zlosliwosci odpowiem: moja wiedze o buddyzmie, ktora nie ogranicza sie do plotek o gejszach i "czekaniu na oswiecenie". Juz samo to stwierdzenie o czekaniu kompromituje owego psychoterapeute-zakonnika.

            > Przeciez kazda opinie mozna w ten sposob zbyc bez podejmowania rzeczowej
            > dyskusji.

            Napisalem dlaczego nie ma racji.

            > czasami potrafia niebo sprowadzic na
            > ziemie, znajdujac proste wyjasnienia dla mistycznych rzeczy - ale to nielatwo
            > przyjac...

            Jesli ktos ma sklonnosc widziec wszedzie swoich klientow spragnionych psychoterapii, coz mozna powiedziec: "lekarzu lecz sie sam".
            Przyczyna naszych problemow nie jest brak psychoterapii ale cierpienia choroby, starosci i smierci.
            W buddyzmie nie ma mistycyzmu, nie ma tajemnic.
            • hellbe Re: psychoterapeuta o buddyzmie 16.06.05, 12:41
              "Jesli ktos ma sklonnosc widziec wszedzie swoich klientow spragnionych
              psychoterapii, coz mozna powiedziec: "lekarzu lecz sie sam".
              Przyczyna naszych problemow nie jest brak psychoterapii ale cierpienia choroby,
              starosci i smierci."

              Psychoterapeuta usmiechnalby sie tylko wobec takich totalnych zarzutow wobec
              psychoterapii. I wiesz, dlaczego...

              Oczywiście, ze przyczyna naszych problemow nie jest brak psychoterapii, ale czy
              to znaczy, ze wobec prawdziwej ich przyczyny pozostaje ona kompletnie
              bezuzyteczna? U Ciebie jest po prostu wszystko albo nic...

              A przez "chorobe" buddyzmu przeszedlem juz w swoim zyciu, tak jak przechodzi
              sie odre w dziecinstwie...
              • Gość: maruda Re: psychoterapeuta o buddyzmie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.06.05, 12:58
                > Oczywiście, ze przyczyna naszych problemow nie jest brak psychoterapii, ale
                > czy to znaczy, ze wobec prawdziwej ich przyczyny pozostaje ona kompletnie
                > bezuzyteczna?

                Czasem sie przydaje, mozliwe, ze niektorym ludziom pomaga. Ale zastosowana jako globalne wyjasnienie problemow egzystencji jest pomylka. Czego najlepszym dowodem sa wynurzenia tego zakonnika-psychoterapeuty.

                > U Ciebie jest po prostu wszystko albo nic...

                Ja po prostu nie "czekam na oswiecenie", szkoda na to czasu.
                • hellbe Re: psychoterapeuta o buddyzmie 16.06.05, 13:15
                  I fajnie, ze jednak w czyms sie zgadzamy. Ja nie popadam w zabobon
                  psychologizmu i nie twierdze, ze psychologia - przeciez nauka szczegolowa, jak
                  wszystkie inne - jest w stanie wyjasnic caloksztalt rzeczywistosci i problemy
                  egzystencji. Nie odmawiam jej jednak prawa do wydawania sadow o charakterze
                  czastkowym.

                  Czy Hellinger mowiac o wplywie smierci matki na nauke Buddy przeswietla buddyzm
                  i calkowicie wyjasnia jego istote? Skad! Przeciez tysiace ludzi stracilo matke
                  przy prodzie, a nie stworzylo systemow religijnych... Budda byl religijnym
                  geniuszem. Ale dla mnie opinia Hellingera cos jednak wyjasnia i jest pomocna. I
                  tylko tyle.

                  A moze Hellinger mowi o przegieciach, ktore przeciez wszedzie sie zdarzaja - bo
                  czy nie ma takich, co jednak "czekaja na oswiecenie"?
                  • Gość: maruda Re: psychoterapeuta o buddyzmie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.06.05, 13:29
                    > Czy Hellinger mowiac o wplywie smierci matki na nauke Buddy przeswietla
                    > buddyzm i calkowicie wyjasnia jego istote? Skad!

                    Usiluje sugerowac, ze tak. Ze odnalazl przyczyne dla ktorej Siddharta "wymyslil" buddyzm wlasnie taki a nie inny.

                    > Przeciez tysiace ludzi stracilo matke przy prodzie, a nie stworzylo systemow
                    > religijnych... Budda byl religijnym geniuszem.

                    Geniuszem byl moze przed osiagnieciem oswiecenia, pozniej byl jednak Budda.

                    > Ale dla mnie opinia Hellingera cos jednak wyjasnia

                    Wyjasnia z jakimi ludzmi mial do czynienia, albo na ile potrafil ich zrozumiec.

                    > i jest pomocna. I tylko tyle.

                    W wyjasnieniu powyzszej kwesti jak najbardziej.

                    > A moze Hellinger mowi o przegieciach, ktore przeciez wszedzie sie zdarzaja -
                    > bo czy nie ma takich, co jednak "czekaja na oswiecenie"?

                    No sa, ale to tylko ich problem.

                    PS: nie mam czasu na dluzsza dyskusje, chcialem tylko wskazac na ograniczenia pogladu Hellingera na buddyzm, ktory wynika z jego niepelnych doswiadczen i wiedzy delikatnie rzecz ujmujac niekompletnej, gdyby cos wiedzial na ten temat nie popelnil by bledow az tak wielkich, ze nawet ja je widze.
                    • hellbe Re: psychoterapeuta o buddyzmie 16.06.05, 13:36
                      Przedstawilismy swoje opinie. Dzieki

                      "Geniuszem byl moze przed osiagnieciem oswiecenia, pozniej byl jednak Budda."-
                      to jest opinia wyznawcy, a z tym juz nie ma dyskusji.
                    • Gość: noddy Re: psychoterapeuta o buddyzmie IP: *.dyn.optonline.net 16.06.05, 14:31
                      Hellinger nie jest psychoterapeuta tylko hochsztaplerem,nie sa to dzialalnosci
                      identyczne.n
                      • hellbe Re: psychoterapeuta o buddyzmie 16.06.05, 14:38
                        Dla jednych jest hochsztaplerem, dla innych czlowiekiem, ktory bardzo im
                        pomogl, a wielu uratowal zycie;

                        ci pierwsi z reguly nawet nie zadaja sobie trudu, by przynajmniej pobieznie
                        poznac, co krytykuja.
                        • Gość: maruda Re: psychoterapeuta o buddyzmie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.06.05, 16:21
                          > Dla jednych jest hochsztaplerem, dla innych czlowiekiem, ktory bardzo im
                          > pomogl, a wielu uratowal zycie;

                          Tworczosc "Ich Troje" rowniez pomogla wielu osobom. To nie zart, wiem, ze dostali mase listow od ludzi ktorzy byli na krawedzi zalamania, mieli popelnic samobojstwo a "Ich Troje" im pomoglo.

                          > ci pierwsi z reguly nawet nie zadaja sobie trudu, by przynajmniej pobieznie
                          > poznac, co krytykuja.

                          A ow psychoterapeutyzujacy zakonnik zadal sobie trud by przynajmniej pobieznie zapoznac sie z tym o czym z taka swada pisze?
                          Popelnil kompromitujace bledy. Oswiecenie nie jest intruzem, ktory pojawi sie podczas jakiegos czekania, jest tu i teraz.
                          Podobnie stwierdzenie "jego nauczanie o ucieczce od cierpienia". Facet najzwyczajniej nie wie o czym pisze, nie zrozumial podstaw pierwszej z Czterech Szlachetnych Prawd. Budda przed niczym nie uciekal, szukal przyczyn. Tymczasem ten zakonnik tak to opisuje jakby uciekl do lasu bo rodzina sprawiala mu problemy. Zenujace.

                          A i jeszcze jedno. Byc moze nikt Ci o tym nie powiedzial podczas "choroby" buddyzmu, ale nie ma zadnych buddyzm nie polega na "wyznawaniu" tylko na praktyce, nie da sie praktykowac nie przyjmujac zalozenia, ze mozliwy jest sukces. Zalozenia, nie dogmatu.
                          Poza tym mylisz psychoterapie z psychologia. Psychologia jest nauka. Psychoterapia - przynajmniej na zachodzie - najczesciej wywodzi sie z psychoanalizy, a to jest ideologia.
                          • hellbe Re: psychoterapeuta o buddyzmie 17.06.05, 08:57
                            Chwala "Ich Troje" za to, co dobrego zrobili.

                            Hellinger nie jest juz zakonnikiem, co najwyzej ex, nie wiem, czemu wciaz
                            uzywasz tego samego zwrotu. Jest takie lacinskie powiedzenie "honor est in
                            honorante". Ani Hellinger nie staje sie mniejszy przez Twoje okreslenia, ani Ty
                            nie stajesz sie dzieki nim wiekszy.

                            Hellinger wlasnie przez to ze byl zakonnikiem studiowal i to na niemieckich
                            (solidnych uniwersytetach) i filozofie i teologie i z pewnoscia zapoznal sie z
                            innymi religiami na tyle, by glupstw na ich temat nie wygadywac.

                            Swade widze w Twoich wypowiedziach, a nie w tym, co mowi Hellinger. On
                            wypowiada sie bardzo ostroznie i oddaje szacunek buddyzmowi - przeczytaj
                            jeszcze raz jego wypowiedz. Buddyzm jest religia jak wszystkie inne (czy to Ci
                            sie podoba czy nie) i takie same koleje przechodzil od zalozenia po rozliczne
                            podzialy na szkoly, sekty, czesto zwalczajace sie wzajemnie -czym sie to rozni
                            od innych religii? (Wiem, wiem, nie jestem w stanie dostrzec jego istoty) Wiec
                            tak samo podlega krytyce religijnej, jak wszystkie inne religie. Bylem kiedys
                            na wykladzie lamy Ole Nydahla, potem dowiedzialem sie, ze on nie jest lama. W
                            Tybecie jest obecnie dwoch Karmapow XVII, Dalaj Lama jest oskarzany o mieszanie
                            sie w wewnetrzne sprawy szkoly Karma -Kaghyu. Kiedys fascynowaly mnie ksiazki
                            rosi Kapleau, Trzy filary zen, itd. Potem okazalo sie, ze niektorzy oskarzaja
                            go o uzurpowanie sobie tytulu rosiego. itd. Czyzm to sie rozni od tego, co
                            dzieje sie w chrzescijanstwie, islamie itd.?

                            Hellinger po prostu przestrzega przed droga donikad, jaka dla czlowieka Zachodu
                            sa wschodnie ideologie. A przed tym przestrzegal tez Carl Gustaw Jung, ktoremu
                            braku znajomosci wschodnich religii zarzucic nie mozna. Owszem, zachecal bardzo
                            goraco do poznawania mysli wschodu, a le przestrzegal przed jej praktykowaniem.
                            Wyrastamy ze swoich korzeni i zludzeniem jest, ze mozemy sie dowolnie
                            "przesadzic" w inne miejsce.

                            Co do reszty - mowisz do mnie jak misjonarz.

                            W cos jednak ten Hellinger u Ciebie uderzyl...

                            Mysle, ze powiedzielismy sobie wszystko. Dyskusja czy polemika to maja do
                            siebie, ze po jej zakonczeniu strony tylko umacniaja sie na swych wyjsciowych
                            stanowiskach. I tak jest tutaj.

                            Pozdrowienia


                            • Gość: maruda Re: psychoterapeuta o buddyzmie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.06.05, 11:54
                              Ten zakonnik, ktory zajmuje sie psychoterapia... czemu jest tak dla Ciebie wazny? Az tak wazny, ze nie jestes w stanie przyznac ze popelnia podstawowe bldy, ze sie kompromituje po prostu plotac bzdury. Facet zwyczajnie nie wie o czym mowi, jego wiedza o buddyzmie jest na poziomie kiepskiego hasla w encyklopedii.
                              Tymczasem dla Ciebie jest autorytetem, az takim, ze nie dostrzegasz tych pomylek. Bezkrytyczne zaufanie posuniete do fanatyzmu. Skad sie bierze?
                              Usilnie przyprawiasz mi gebe fanatyka, ktory broni swojej religii, ale ja o buddyzmie w ogole nie pisze tylko o tym zakonniku. Nie chce Cie przekonywac, ze buddyzm jest lepszy od bercizmu (to jest daremne i niepotrzebne). Pytam tylko skad tyle zaufania do bolka, ktory popelnia szkolne bledy.
                              • Gość: marioosh dobre pytanie, maruda. takie jak to IP: *.szuwarowa.krakow.pl / 62.233.211.* 20.06.05, 12:59
                                dlaczego tylu ludzi wierzy róznym szarlatanom i daje sie wodzić za nos różnym
                                sekciarzom.

                                patrząc na takie coś z boku człowiek aż przysiada ze zdumienia że inteligentni
                                i myślący ludzie łapią sie na takie ordynarne manipulacje.

                                widać taka jest prawidłowość ludzkiego umysłu.
                                że mamy dużą skłonność do wiary w różne wątpliwe ideologie - nawet te które po
                                krótkim i średnio wnikliwym sądzie muszą [gdyby to było śmieszne a niestety na
                                ogół jest upiorne] doprowadzić do niezłej salwy smiechu.

                                może to kwestia wiary? która nie ma po drodze ze zdrowym rozsądkiem?
                                nie wiem...

                                Potrzeba posiadania "superrodzica" który wie lepiej i sie zaopiekuje, wskaże
                                drogę?
                                może samodzielność w osądach jest tym co w dorosłym zyciu najbardziej nas
                                przeraża?

                                wszak cały proces wychowania od najmłodszych lat nastawiony jest na wtłoczenie
                                dzieciom tej czy innej ideologii i oduczenie ich samodzielnego myślenia.

                                pozdrawiam
                  • Gość: marioosh Re: psychoterapeuta o buddyzmie IP: *.szuwarowa.krakow.pl / 62.233.211.* 16.06.05, 19:12
                    a może należałoby zadać sobie inne pytanie?

                    DLACZEGO helinger próbuje zdyskredytować budyzm [jakkolwiek w żenująco
                    nieporadny sposób?]

                    ...czy bert jest hydraulikiem i zarabia na naprawianiu ludziom kranów? - obaj
                    wiemy że nie :]
                    • hellbe Re: psychoterapeuta o buddyzmie 17.06.05, 09:01
                      Gość portalu: marioosh napisał(a):

                      > a może należałoby zadać sobie inne pytanie?
                      >
                      > DLACZEGO helinger próbuje zdyskredytować budyzm [jakkolwiek w żenująco
                      > nieporadny sposób?]
                      >
                      > ...czy bert jest hydraulikiem i zarabia na naprawianiu ludziom kranów? - obaj
                      > wiemy że nie :]

                      Czy krytyka religii jest jej dyskredytowaniem? Czy buddyzm to nieziemskie
                      zjawisko, ktore spadlo z nieba i jest niezalezne od jakichkolwiek ziemskich
                      wplywow? Czy nie jest zakorzeniony w konkretnym miejscu i czasie, ktore wywarly
                      na niego swoj wplyw? Czy odkrywanie tego wplywu jest jego dyskredytowaniem?
                      • Gość: maruda Re: psychoterapeuta o buddyzmie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.06.05, 12:03
                        Tyle ze ten mnich nie dokonuje zadnej "krytyki religii" bo w tym co pisze nie ma nic o buddyzmie to nie sa nawet szkolne klisze a tylko bzdury. To mi wyglada na marketing.
                        Czemu nie odpowiedziales na post "bert jest hochsztaplerem i duchowym oszustem" - Gość: marioosh 16.
                        Padaja tam pod adresem Twojego idola dosc powazne zarzuty.
      • dolkar.yeshe Re: Bert Hellinger o buddyzmie 16.06.05, 14:58
        >To jest nauczanie dziecka, które straciło
        >matkę podczas porodu.
        matka Buddy umarła kilka dni po porodzie.
        czy to zmienia tą teorię?

        poza tym, ogromna ilość dzieci straciła swoje matki w czasie porodu, połogu itp.
        a Budda był jeden. hmmm.
        • hellbe Re: Bert Hellinger o buddyzmie 17.06.05, 09:09
          dolkar.yeshe napisała:

          > >To jest nauczanie dziecka, które straciło
          > >matkę podczas porodu.
          > matka Buddy umarła kilka dni po porodzie.
          > czy to zmienia tą teorię?
          >
          > poza tym, ogromna ilość dzieci straciła swoje matki w czasie porodu, połogu
          itp
          > .
          > a Budda był jeden. hmmm.

          Dziekuje Ci za tego posta. Widzisz, zacytowalem hellingera, a potem sam mialem
          watpliwosci, w dostepnych mi, krotkich biografiach Buddy, ktore potem
          sprawdzalem nic nie ma o smierci jego matki przy pologu. Skoro Ty piszesz, ze
          zmarla kilka dni po jego narodzeniu - to potwierdza wypowiedz Hellingera. A czy
          bylo to w trakcie, czy kilka dni po rzeczywiscie niczego nie zmienia.

          Taka sama watpliwosc jak Ty podnioslem w jednym z moich postow. To jasne, ze w
          ten sposob nie mozna wyjasnic genezy buddyzmu. Ale wplyw na postawe zyciowa
          Buddy to wydarzenie przeciez miec musialo. Podobnie jak na pozniejszy buddyzm
          wplyw mialy wczesniejsze indyjskie szkoly filozoficzne. Kazda mysl jest
          zakorzeniona w konkretnym miejscu i czasie i podlega ich wplywom. A wiadomo z
          historii filozofii, jak czesto wydarzenia z zycia danego filozofa wplywaly na
          to, jak widzial swiat.
      • Gość: marioosh bert jest hochsztaplerem i duchowym oszustem IP: *.szuwarowa.krakow.pl / 62.233.211.* 16.06.05, 18:56
        normalne że atakuje inne systemy i drogi do duchowości bo sam szuka drogi do
        potencjalnych klientów [a raczej ich portfeli].
        zrozumiałe że im wiecej ludzi mu uwierzy tym lepiej dla jego jedynie słusznej
        drogi [i jego portfela]

        pomijam juz fakt wypowiedzi o rzekomej rozmowie z "buddystą i gejszami" która
        może być prawdziwa jak i całkowicie zmyślona.

        pomijam że cała ta wypowiedź świadczy że lepiej by było dla niego by sie
        wypowiadał na jakieś inne tematy niż buddyzm i medytacja. być może w nich by
        się mniej kompromitował [choć gwarancji nie ma :? ]

        kto jest ciekawy dowiedzieć sie więcej o tym ciekawym przypadku
        psełdoduchowości i ciemnooświecenia jakim jest bert helinger odsyłam do
        wywiadów w duzym formacie, charakterach i zwierciadle.

        a co do matek to niech sie lepiej zajmie swoją matką i swoim stosunkiem do niej
        [a przy okazji wogóle swoim stosunkiem do kobiet]

        biorąc pod uwage jego [helingera] "osiagnięcia" którymi sie wszem i wobec
        chwali od jakiegoś czasu i uwzględniając oczywisty rozwój koleś jest zapewne
        dzis na etapie gięcia łyżeczek siłą woli :]

        a tak na poważnie to jak na razie jego "najwiekszym" wymiernym osiagnięciem [bo
        jakoś nie znalazłem namiarów na rzekomo uleczonych po jego jednokrotnych
        sesjach autystów i ludzi z wadą wymowy] jest doprowadzenie do samobójstwa matki
        kilkorga dzieci zaraz po warsztatach na których w obecności masy osób odsądził
        ją od czci i wiary. ciekawe czy ta [jak stwierdził autorytarnie] zimna i
        niebezpieczna dla swoich dzieci kobieta nie przypomniała mu jego własnej
        surowej matki - i tzw. zimnego [i ortodoksyjnie religijnego] chowu jaki mu
        zaaplikowała.

        helinger zapytany przez w.e. [zwierciadło] czy kocha swoja matkę,
        odpowiada: "MYŚLĘ [podkr. moje] że tak"

        ciekawe.
        zawsze wydawało mi sie że miłość należy do sfery uczuć a nie rozumu. i albo sie
        coś czuje albo nie.

        i tyle.
        reszta w wywiadach.

        polecam przeczytać uważnie, z otwartym i czujnym umysłem.

        niezły zapis paranoi i megalomanii wymieszany z humorystyczno-tragicznymi
        akcentami.
        • objectivist Re: bert jest hochsztaplerem i duchowym oszustem 17.06.05, 12:53
          www.hellinger.pl

          i niech kazdy wyrobi sobie swoje zdanie

          • Gość: marioosh ...mozna tam znaleźć np. taką perełkę: IP: *.szuwarowa.krakow.pl / 62.233.211.* 20.06.05, 13:32
            "zadna inna terapia nie uratowala tylu ludzi, ilu uratowaly ustawienia rodzinne"

            och, jak mocno powiedziane. jestem pod wrazeniem. nobel dla hell.ingera

            --------
            czy ktoś kto ma rozum może miec jeszcze wątpliwości czym jest hell.inger po
            takich rewelacjach?
            --------

            a niby skąd te dane, co? jakieś badania, wyniki, może raport ernst&younga? ;>

            nie.
            tak jak pozostałe bzdury o tym typku [rzekome wykształcenie, osiagnięcia w
            leczeniu autystów, rzesze wyzwolonych itp. bzdury] trzeba wziąć na wiarę.

            jak w sekcie.


            ps.
            proponuje prawdziwsze hasło na stronkę, nawet się rymuje:

            "słodkiego, miłego życia. tylu frajerów jest do zdobycia"
    • Gość: Soul revolution Matrix - Shirvatsa węzeł długowieczności bez końca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.06.05, 09:26
      ...i początku. Dla Ducha i Ciała. Pokaż go innym. See www.buddha-zone.pl
    • Gość: Gosciu Dobrze ze za glupote nie idzie sie do piekla.... IP: 195.94.198.* 16.06.05, 09:30
      ..., tak wiec Kondzio G. moze dalej "onanizowac sie duchowo"
      • Gość: tete Re: Dobrze ze za glupote nie idzie sie do piekla. IP: w3cache.* / *.2-0.pl 16.06.05, 10:52
        Gość portalu: Gosciu napisał(a):
        > ..., tak wiec Kondzio G. moze dalej "onanizowac sie duchowo"

        duchowo? Raczej pseudointelektualnie, "niuejdżowsko" cytując Godlewskiego
        • Gość: tete Re: Dobrze ze za glupote nie idzie sie do piekla. IP: w3cache.* / *.2-0.pl 16.06.05, 11:00
          P.S. Jak to zmienia się ta Wyborcza. Jeszcze niedawno w Dużym Formacie aż roiło
          się od wulgaryzmów z teraz kropkują nam na forum co dosadniejsze słowa. Ciekawe
          czy ma to jakiś związek z "niuejdżowskim buddyzmem"
    • Gość: Castorp Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.adsl.inetia.pl 16.06.05, 11:02
      Cały artykuł jest pop-banałem podszyty.Nie rozumiecie zen,bo nie chcecie go
      zrozumieć.A Nietzsche powiedział:"Bóg jest po mojej stronie">
    • Gość: Rob Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.adsl.inetia.pl 16.06.05, 11:08
      Trzeba sprawę spojrzeć szerzej. To nie tylko buddyzm, ale powiązanie różnych
      wątków religijnych, które zaczęło pojawiać się w latach 70-80, zwane później
      nurtem New Age, czy po prostu Postmodernizmem. Praktycznie wszystko we
      wpółczesnej kulturze jest tak pomieszane i każdy może wybrać to, co dla niego
      najlepsze. Dla mnie na przykład jest tam wiele chrześcijaństwa. Nie mówię już o
      np. imionach bohatrów Matrixa, bo są jednoznaczne...
      • Gość: Scorpio418 Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.range81-151.btcentralplus.com 16.06.05, 12:22
        New Age i postmodernizm to NIE TO SAMO!
        Stanowczo prostestuje w stanwianiu tego energio-krystalowego-belkotu w rownym
        rzedzie w powazna post-filozofia! A to ze wielu newagowcow i wielu innych uwaza
        sie za posmodernistow to juz inna sprawa, poniewaz postmodernizm jest
        niedefiniowalny per se, kazdy moze sie nazwac posmodernista, nie oznacza to
        jeszcze ze ma cos do powiedzenia w tym temacie. (wystarczy zobaczyc jak
        wielu 'posmodernistycznych' newagowcow wierzy w cala mase 'metanarracji')
    • android GNOSTYCYZM nie buddyzm 16.06.05, 12:09
      www.gnosis.art.pl/e_gnosis/biblioteka_gnosis/kinema/gierat_matrix.htm
    • Gość: Wkurzony Głupi redaktor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.05, 12:17
      Po co podaje szczegóły zakończenia filmu, którego ktoś mógł jeszcze nieobejrzeć?
      Podrap sie w główkę facet!!!!!
    • Gość: student co za idioci ten artykulik nasmarowali? IP: *.sejm.gov.pl / *.sejm.gov.pl 16.06.05, 15:03
      jakby się tak przyjrzeć to wszystko jest nacechowane buddyzmem,
      chrześcijaństwem czy islamem! takie doszukiwanie się czy matrix albo gwiezdne
      wojny to buddyzm czy taoizm albo czy kubuś puchatek był emamacją Ka czy Ki to
      jest bezsens!
      dziennikarzyny, zajmijcie się jakąś normalną robotą i nie smarujcie bzdur
    • Gość: paj Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.net.ircam.fr 23.06.05, 18:37
      pustka
    • Gość: Agnes Re: Gwiezdny buddyzm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 13:49
      Dla mnie popularność Matrixa czy Gwiezdnych Wojen tak samo jak Alchemika Paulo
      Coelho nauk Jezusa, Buddy czy Mahometa czy Platona zasadzona jest na tym samym,
      dotyczy przekazu mitu uniwersalnego wspolnego dla nas wszystkich choc ujetego w
      rozne metafory (i stad to co Platon nazwal anamnezą ) , Matrix posługuje sie
      swoją metaforyką Alchemik swoją ale wszystkie rozjasniaja nasze umysly i stad
      ich popularnosc nie doswiadczja jej tylko Ci z Nas ktorzy stepili w pogoni
      swoja wrazliwosc, zeby sie o tym do konca przekonac trzeba zacząć żyć zgodnie z
      10 przykazaniami w religii chrześcijańskiej, lub zgodnie z nakazami buddyzmu
      czy islamu lub... podjąć psychoterapie, ich popularnosc swiadczy o
      uniwersalnosci dotyczy zarowno religii chrzescijanskiej, islamu, buddyzmu
      dotyczy nas samych dlatego uwazam, ze uzywanie słowa popbuddyzm jest nie na
      miejscu choc wiem, ze wynika to ze sposobu postrzegania przez autora
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka