darino 05.12.04, 22:19 Tradycyjne pytanie - czy ktoś wie kiedy został zniszczony ? Podobno pozostał park podworski ? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
upowiec z birczańskiego przewodnika 06.04.05, 14:05 "Wieś leży w dolinie potoku Jawornik. Została założona w 1469 roku i była wtedy własnością Anny Rzeszowskiej. W roku 1508 nazwa wsi została zmieniona na Jawornyczek - wieś należała wtedy do dóbr dubieckich Kmitów. Od 1519 roku wieś stała się własnością rodziny Stadnickich, a od 1588 Krasickich. W roku 1882 wybudowano cerkiew p.w. Św. Dymitra - obecnie wykorzystywana jest jako kościół, zachowały się polichromie i ikonostas z XIX wieku. Na początku XX wieku we wsi mieszkało prawie 2000 osób, w tym 900 wyznania rzymskokatolickiego. 11 września 1939 roku pod Jawornikiem 39 pp stoczył bitwę z oddziałami niemieckimi. W okresie okupacji we wsi istniał posterunek policji ukraińskiej, którego komendantem przez pewien czas był Włodzimierz Szczygielski - "Burłaka"." Odpowiedz Link
upowiec posterunek policji ukraińskiej w Jaworniku 05.06.05, 16:10 Z książki K. Grunberga i B. Sprengela - "Trudne sąsiedztwo" : "25 kwietnia 1944 roku oddział AK zaatakował posterunek ukraińskiej policji w Jaworniku Ruskim. Powodem napaści było zatrzymanie przez funkcjonariuszy z tego posterunku żołnierzy AK." Odpowiedz Link
upowiec album "Cerkwie Nadsania" 26.05.05, 15:14 "Greckokatolicka cerkiew p.w. Św. Dymitra usytuowana jest tuż przy drodze, po lewej. Drewniana, konstrukcji zrębowej, wzniesiona w 1882 roku. Trójdzielna, prezbiterium zamknięte trójbocznie, przy nim zakrystia od północy, nawa szersza. Dachy dwuspadowe (nad prezbiterium wielopołaciowy), zwieńczone trzema baniastymi hełmami. Wewnątrz ikonostas klasycystyczny oraz polichromia figuralno-ornamentalna z końca XIX wieku. Obok cerkwi murowana dzwonnica-brama, parawanowa o trzech kondygnacjach. U szczytu jeden dzwon, poniżej dwa, wszystkie w niewielkich arkadach. Po 1947 roku cerkiew opuszczona. Od lat 60 XX wieku użytkowana jako kościół rzymskokatolicki. Po wybudowaniu nowego kościoła w 2001 roku nie użytkowana. Wieś Jawornik Ruski założono w 1469 roku. Odpowiedz Link
upowiec atak na Wojsko Polskie w wrześniu 1939 roku 06.06.05, 01:34 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=69&w=5901307&a=24810968 Odpowiedz Link
darino żołnierze UPA rodem z Jawornika Ruskiego 17.07.05, 10:09 Na podstawie książki "1947" wydanej przez wydawnictwo "Tyrsa" w 1997 roku : 1. BURDA STIEPAN 2. WOLAŃSKI DMYTRO 3. WOLAŃSKI JOSIP 4. HAWRYLAK IWAN 5. KRYSAK MICHAJŁO 6. METIK MIKOŁA 7. MICHNO OSIP 8. NALEPA ROMAN 9. ROMAN JOSIP 10. SOROCZAK KOST 11. SOROCZAK OSIP - "Smyk" 12. SOROCZAK ROMAN 13. SOROCZAK STIEPAN 14. TUCKI TEOFIL - syn zabitego w łóżku Stiepana 15. CICHOCKI JOSIP 16. CZENCZAK STIEPAN Odpowiedz Link
darino wspomnienia Mirona Paliwody 22.07.05, 13:01 Wspomnienia zostały zamieszczone w książce "1947", wydanej przez wydawnictwo "Tyrsa" w 1997 roku. "Mając wiele lat na rozważanie dramatu minionych dni,dziś, w 50 rocznicę tragicznych wydarzeń w mojej wsi, pragnę opisać fakty, wydarzenia, imiona i nazwiska, daty, miejscowości, gdzie działy się rzeczy, których byłem naocznym świadkiem, które przeżyłem i zapamiętałem, i które nurtują mnie po dzień dzisiejszy. Jest jesień 1944 roku. W Jaworniku Ruskim stacjonuje czasowo bliżej nieznany mi oddział sowieckiego wojska, odpoczywa. Wraz z nim, a także z innymi oddziałami tego wojska w głąb kraju posuwają się agenci NKWD. W domu moich rodziców toczy się rozmowa. Oficer rosyjski pyta mojej mamy: "Ty, chaziajka, pa nacjonalnosti kto ? Polka ili Ukrainka ?" Mama odpowiada, że Ukrainka. "No to pasłuszaj. S nakaza gławnowo kamandirowanija wajennowo sawieta paliaki adierżali na Zapadnoj Ukraini swawolju wyrazat wsiech was do malieńkawo riebionka za eto, szto waszy bajcy paddierżywali Giermanca na wastocznom frontie. Ty bieri mużyka, etawo malczika i ubieżaj attuda, patamu szto pa nowom gadu zdies budiet balszaja paliticzeskaja pieriestrojka i zdies wam wsiem Ukraińcam budiet pizdiec". Dwóch ze wspomnianych "gości" (agentów) zostaje ulokowanych w polskich wioskach jako Polacy z Wołynia, mają zmienione nazwiska, mają na celu zorganizowanie zbrojnych polskich oddziałów do mordowania ukraińskiej ludności od starca po kołyskę. Przytoczę kilka faktów. W Borownicy mieszka moja ciotka, która wyszła za Polaka. Po mężu nazywa się Bacikowska. Bacikowscy przyjmują jednego z agentów jako Jana Kotwickiego, wygnańca z Wołynia. Kotwicki (późniejszy "Groźny", "Orzeł", nazywany też "Ślepym") organizuje niby samoobronę, która składa się z mieszkańców Borownicy i okolicznych polskich wiosek. Drugim takim "ptaszkiem", podobnym do Kotwickiego, był mieszkaniec Birczy, Ludwik Grodecki. Został okrutnym watażką, aby uniknąć walki na froncie. Trzeci został ulokowany we wsi Dylągowa, przyjął pseudonim "Wacław". Jest luty 1945 roku, wojna jeszcze trwa. We wsi stacjonuje rosyjskie wojsko. W tym dniu kilkudziesięcioosobowa grupa uzbrojonych mężczyzn z Borownicy i sąsiednich polskich wiosek pod przewodnictwem "Groźnego" napada na Jawornik Ruski, dokonując wielu mordów, grabieży i zabierając kilku mężczyzn jako zakładników. Nie wiedzieli, że w sąsiedniej miejscowości Gdyczyna są jeszcze Sowieci, którzy słysząc strzały, widząc dym z palonych strzech, pomyśleli że to "Giermańcy" i dognali oddział, zdążający w kierunku Borownicy. Banda została okrążona koło zabudowań przedwojennego właściciela ziemskiego Mojżesza Metza. Wywiązuje się strzelanina, budynki pana Metza stają w ogniu. Sowieci za wszelką cenę chcą odbić zakładników. Niestety oprawcy wystrzelali pojmanychmężczyzn i wycofali się. Na krótko przy życiu został jeden mężczyzna z Niertebki, był ranny, ale przed śmiercią wyjawił wiele szczegółów, zidentyfikował napastników. Po dwóch tygodniach we wczesnych godzinach rannych zostają zaatakowane ukraińskie wioski Poruby, Zahuty, Jawornik Ruski, Żohatyn i Piątkowa. Napad został przeprowadzony w jednakowym czasie kilkoma grupami. Wszędzie napastnicy zaczynali od brzegu, wpędzając niedobitków w "kocioł". Napadu dokonały połączone siły Kotwickiego i Grodeckiego, łącznie gdzieś 150-200 mężczyzn. W tym dramatycznym dniu Kotwicki dowodził napadem na wieś Żohatyn i Piątkową, natomiast Grodecki na pozostałe, czyli Netrebkę, Zahuty i Jawornik Ruski." Odpowiedz Link
darino wspomnienia Mirona Paliwody II 22.07.05, 14:24 "W tm dniu zginęło w mojej miejscowości okołó 30 osób - mężczyzn, kobiet, dzieci, starców, w tym kilku rodowitych Polaków. Przytaczam nazwiska ofiar, które mój ojciec zwoził saniami na cmentarz: Hawrylak Włodzimierz, Duchniak Włodzimierz, Głuszyk Stefan, Olenicz Mikołaj, Niżnik Piotr, Krzemiński Mikołaj, Hawrylak Jakub, Nahirnyj Stefan, Hałuszka Józef, Gaszyński Józef, Gaszyńska Stefania, Gaszyńska Helena, Bak Roman, Bak Katarzyna, Bak Stefan, Mychno Zofia, Lech Roman, Lech Tadeusz, Korostańska Anastazja, Teleśnicka Zofia, Kucab Piotr, Metyk Anna, Metyk Stefan, Krysak Stefan, Paliwoda Paraskewia, Paliwoda Tomasz, Nalepa Michał Mychno Nestor i Baczyk Michał. Zginęli w różny sposób. Jednych strzelano, innych raniono i wrzucano w ogień, innych przebijano żywcem bagnetami. Na naszym podwórku wyglądało to tak. Wyprowadzono mnie, mamę i babcię z domu, każąc brać ze sobą dokumenty, czyli wtedy kennkarty. Zaprowadzono nas na składowisko obornika i kazano w tym gnoju wybrać sobie grób, dołek, do którego mieli nas postrzelać. Pamiętam, że babcia robiła to widłami, natomiast mama, widocznie w przypływie strachu, darła tę dziurę rękami. Oprawcy stali nad nami i znęcali się takimi słowami: "No, a teraz Kurwy ukraińskie, zmówić Ojcze Nasz, bo wybiła wasza ostatnia godzina". W tym czasie jeden z nich krzyczy: "Tutaj nie, pod ścianę z nimi". Pod ścianą domu kazano nam rozebrać się i rozzuć. Mnie i mamę zostawiono pod domem, a babcię zaprowadzono pod stodołę. Mama znała niektórych napastników z nazwiska, zaczęła prosić o darowanie życia. Zastrzelić miał nas mieszkaniec Borownicy o nazwisku Pocałuń, jednak przez nasze podwórko przechodził człowiek o nazwisku Pele, on rzucił takie słowa, odwracając jednocześnie lufę peemu: "Zostaw ją, niech ich szlag trafi, tylko mi tego chłopca szkoda". Babcia w tym czasie była koło stodoły, ale potem zaprowadzono ją w pobliże niedokończonej studni, nakrytej równo z ziemią drewnianym wiekiem. Tam na naszych oczach kolbą mausera uderzono ją w tył głowy. Babcia upadła na śnieg. Odsunięto wieko. Jeden z nich zdjął bagnet z karabinu i wzywającej pomocy babce oderżnął głowę, stojąc nogami na jej plecach. Wzięli za nogi i wrzucili do studni. Nanieśli jeszcze trochę rąbanego drewna spod drewutni, kamieni od żaren i to wszystko rzucili na trupa. Po chwili z sąsiedniego domu wyprowadzono Piotra Kcaba i wysiano mu całą serię w plecy tak, że miał wyrwaną całą pierś. Stoczyli go do pobliskiego strumyka. W tym czasie kilkuosobowa grupa uzbrojonych mężczyzn prowadzi zmaltretowanego mężczyznę, który był mieszkańcem wsi Jasieniów. Nie mógł już dalej iść o własnych siłach, to zastrzelili go strzałem w tył głowy tak, że czerep czaszki został oderwany, a fragmenty mózgu rozrzucone po śniegu. Po latach dowiedziałem się, że bezpośrednim mordercą mojej babci był Ludwik Grodecki z Birczy. W tym samym czasie Jan Kotwicki dowodził swą grupą we wsi Żohatyn, dokonując mordów na koloniach Mutwice i Pasieki. Z domostwa Paliwodów wyprowadzono Tomasza i jego żonę Paraskewię, jego ojca, który liczył ponad 70 lat. Tomasza zastrzelono na podwórku, jego żonę gnano w kierunku potoku, raniąc to w rękę, to w nogę. Za nimi dobrowolnie podążał staruszek. Nie mogąć już iść, kobieta zwróciła się do eskortujących ją z takimi słowami: "Panowie, dlaczego się ze mną tak bawicie ? Nie żałujcie mi tej kuli". Na te słowa Kotwicki odpowiedział: "Ja ci na pewno nie będę żałował". I dobili ją. Odwracając się do dziadka powiedział: "A ty stary, gdzie idziesz ?" - "Ta, ja idę za synową, też na śmierć".- "Wy dziadku, wróćcie do domu". I dziadek podreptał do wsi i wszystko dokładnie opowiedział. Między innymi to, że Paraskę zastrzelił Jasiek od Bieńkowskich. Był on naszą rodziną, do której przystał jako "przyszyty zięć". Następnego dnia rano do naszego domu przychodzi posłaniec z Borownicy z rozkazem od Kotwickiego i wójta Korzenia. Jego treść była taka: "Stefan, skurwysynu, uważaj i słuchaj co masz zrobić. Do wieczora masz posprzątać tych wszystkich zdechlaków, bo jak nie, to wytłukę was wszystkich do łaby". Środkiem transportu do przewozu trupów były dwie krowy. Jedna nasza, a druga naszej sąsiadki, Polki, po mężu nazywała się Małachowska, a z domu Krzemińska (jej brat został zabity kijami w domu, przy stole. Był mieszkańcem Netrebki). Krowy zostały zaprzęgnięte w jarzmo, pokostniałe na drewno trupy kładziono na sanie, wiązano łańcuchami, aby nie pospadały. Ojciec transportował ich na parafialne miejsce spoczynku. Truów nie dało się pochować w jednej jamie, gdyż okazała się za płytka. Wykopano drugą. W jednej spoczywa 20 osób, pozostałe obok." Odpowiedz Link
darino wspomnienia Mirona Paliwody III 24.07.05, 09:03 "(...) Jest wiosna 1946 roku. Mój ojciec idzie do miejscowości Zahuty, gdzie mieszka jego siostra, aby przynieść od niej kawałek chleba. W tym czasie nasza wieś została zaatakowana, nie zdążyliśmy się z mamą skryć. Zaprowadzono nas pod wielki dąb, by tam "rozwalić". W tym czasie widzimy, że tacy sami wychodzą od naszej sąsiadki z domu z okrzykiem: "Uwaga, chłopcy, tutaj nie wchodzić, bo to polski dom". I co się dzieje ? Widzimy, jak w naszym kierunku idzie zapłakana sąsiadka z zawiniątkiem w ręku. Przyniosła okup za nasze życie: pół litra samogonu i osełkę masła. (...) W tamtych tragicznych czasach , kiedy zawsze byłem głodny, obdarty, zawszony, kiedy moje ciało pokrywały liszaje i wrzody, kiedy nie raz wyskakiwałem razem z rodzicami przez okno z podpalonego domu, przysłuchiwałem się rozmowom starszych, a oni zazdrościli nieżywym, mówiąc : "Jego zabili, a dlaczego nie mnie ? Mamy tego wszystkiego już dosyć." Byłem naocznym świadkiem, jak kilkanaście matek z dziećmi na ręku lub prowadzących je za ręce szło z Pawłokomy, gdzie ocalały ze straszliwej rzeźi. Tragiczny los spotkał tę wioskę z rąk polskich oprawców ze wsi Dylągowa i innych, gdzie rej wodził sławny watażka "Wacław". Pod koniec lata 1946 roku banderowcy mieli potyczkę z wojskiem w Jaworniku na kolonii. Wojsko poniosło klęskę, ale potem dołączyły posiłki. Zaczęło się przeczesywanie terenu. W tym czasie ja wraz z rodzicami byłem w "kryjówce", którą był nasz potok. Kiedy strzały umilkły, postanowiliśmy ją opuścić. Zostaliśmy zauważeni przez sześcioosobową grupę żołnierzy na koniach. Zatrzymali nas okrzykiem: "Stać ! Stać, kurwa wasza mać banderowska ! Ani kroku dalej !" Podjechali bliżej, zaczęli strzelać ponad naszymi głowami. Jeden z nich, siedząc na koniu, kopnął ojca w twarz. Ojciec padł. Wówczas jeden z nich chciał ojca rozdeptać końskim kopytem, lecz koń przeskakiwał nad ojcem to w jedną, to w drugą stronę. Wtedy kazali nam odejść na pewną odległość. Ojciec został. Kiedy szczęknęły zamki peemów, ojciec krzyknął: "Jak już idę na śmierć, to pozwólcie mi chociaż pożegnać się z żoną i dzieckiem". Powstało zamieszanie. Ojciec leci do matki, matka leci do ojca. Lecz ojciec matkę odtrącił i skoczył w bok. Dał dyla. Ujrzeliśmy wówczas kupę ognia i dymu w kierunku za uciekającym. Parę kroków dalej był urwisty brzeg, w dole potok, który poniósł ciało uciekającego. Postrzelali jeszcze po rzece, nam dzli porządnego łupnia. Lecz komu sądzone, tego się kule nie czepiają. Po kilku godzinach ojciec wrócił do domu. W niedługim czasie Jawornik został doszczętnie spalony, a raczej do reszty, bo już przedtem wiele domów było spalonych. Wojsko nie przebierało w środkach, mówili: "Kurwa wasza maś banderowska, wy tu wszyscy jednakowi, palić wszystkich." Jest jesień 1946 roku. Nie mając gdzie mieszkać, przenosimy się do Żohatyna, do domu po nieżyjących Paliwodach, lecz nie na długo. W listopadzie w naszym domu powstał pożar. Gdy się obudziliśmy, szyby już pękały w oknach. Podejrzewam, że zrobili to banderowcy, mieli nas na oku za Kotwickiego. Wyskoczyliśmy w tym, w czym spaliśmy i chodziliśmy, jak święci w raju. Przenieśliśmy się do następnego pustego domu, gdzie mieszkaliśmy aż do wysiedlenia." Odpowiedz Link
upowiec "Kawka" 30.09.05, 15:28 Nazwisko nieznane. Strzelec sotni UPA "Hromenki". Urodzony w 1919 roku w Jeżewie Nowym w powiecie Jaworów. Podczas wojny służył w Armii Czerwonej. Zginął 19 października 1945 roku w Jaworniku Ruskim w walce z wojskiem polskim. Pochowany w Jaworniku Ruskim. Odpowiedz Link