Dziewczyny!
Nie wiem za bardzo od czego zacząć, ale chciałam Was prosić o pomoc dla
Edyty – mamy Rafałka.
Edytę pewnie znacie. Jest samotną mamą z Krakowa i prosiła tu czasami o pomoc
dla siebie i swojego obecnie 3- letniego synka (jako Zagorzak). Po ostatnim
poście parę mam, delikatnie mówiąc na nią naskoczyło, co bardzo ją
zdołowało. Odpłakała swoje i postanowiła więcej o pomoc tutaj nie prosić.
Dlatego ja zdecydowałam się zrobić to za nią, bo obecnie jej sytuacja znowu
się pogorszyła.
Poznałam Edytę gdzieś rok temu, właśnie za pośrednictwem tego forum i od tej
pory jesteśmy w stałym kontakcie. Staram się też w miarę możliwości jej
pomagać, odwiedzam ją, więc znam jej sytuację „z pierwszej ręki” dość dobrze
i na bieżąco. Dlatego uważam, że jako osoba pomagająca i znająca jej sytuację
mam faktyczne prawo do oceny jej osoby. I jeśli to dla kogoś ma jakieś
znaczenie to moje zdanie na jej temat jest bardzo dobre. To uczciwy człowiek,
dobra mama, trochę zagubiona, która faktycznie zasługuje na pomoc.
A teraz zmierzam do rzeczy. Od grudnia Rafałek poszedł do przedszkola. Edyta
liczyła, że w końcu będzie mogła poszukać pracy. Niestety nie zdążyła. Po
dwóch dniach Rafacio się rozchorował. Dostał gorączkę, bóli brzucha i całą
noc wymiotował. Wylądowali w szpitalu na Strzeleckiej z odwodnieniem. Co tam
przeszli to temat na drugiego obszernego posta. Opieka lekarska – dramat.
Wszystkie leki musieli oczywiście wykupić sami. Np. jedna lekarka
powiedziała, że mały ma zapalenia jamy ustnej i kazała Edycie dokupić
dodatkowe leki (co zrobiła) a wieczorem inna lekarka stwierdziła, że żadnego
zapalenia nie widzi. Nic dodać nic ująć. Potem przyplątało się zapalenie
tchawicy, a Rafałek zamiast lepiej to czuł się coraz gorzej. Edytę też
dopadła jakaś infekcja, bo również dostała gorączki, czemu towarzyszyła
biegunka i wymioty. Postanowiła zabrać go na własne żądanie i leczyć w domu,
a w razie czego iść do szpitala, ale tym razem już do Prokocimia. Teraz
Rafałek czuje się już nieco lepiej, ale ból brzucha i kaszel nadal się
utrzymują. Pediatra z ośrodka na wizycie domowej dała nowy zestaw leków.
Edyta na lekarstwa dla siebie już oczywiście nie miała.
Do tego prawdopodobnie będzie musiała zapłacić za przedszkole, przynajmniej
opłatę stałą, choć będzie starała się uprosić dyrektorkę, żeby im ten miesiąc
podarowała, bo raczej nie zanosi się żeby mały mógł do świąt do przedszkola
wrócić. Czy jej się uda – nie wiem. Niemniej jednak jest im teraz bardzo
ciężko.
Dlatego w ich imieniu proszę, jeśli możecie wesprzyjcie ich żywnością, lekami
lub finansowo.
Podaję jej namiary:
Edyta Trela ul.
Spółdzielców 4/50, 30-682 Kraków
tel.012 655 55 71
A teraz parę słów do tych, którzy chcą wiedzieć więcej, tudzież tych, którzy
dopatrują się we wszystkim sensacji:
Obecnie Edyta jest w trakcie sprawy o alimenty (ugoda) i nie ma nawet prawa
do zasiłku rodzinnego. Dostaje dodatek mieszkaniowy, pomoc z opieki i
dobrowolne wsparcie od rodziny ojca Rafała.
Odnośnie lakonicznych, lub też powtarzających się podobnych postów w/w. Edyta
korzysta z netu grzecznościowo u sąsiadki, więc zazwyczaj wpada na chwilkę
kopiuje stary post, coś tam uzupełni, żeby mieć jeszcze parę chwil, aby
odpisać innym życzliwym osobom.
Jeśli chodzi o częste choroby Rafała – niestety potwierdzam, odkąd ich znam
dość często chorują zarówno mały jak i Edyta.
Czemu Rafik nie poszedł do przedszkola od września.
Edyta dostała ofertę od jednej z e-mam opieki nad jej również 3-letnim
synkiem w Holandii (w okresie wrzesień – listopad). Ona razem z mężem
pracowała tam i szukali opiekunki, bo ktoś tam z rodziny nie dał rady. Mnie
prawdę mówiąc od początku się to nie podobało, bo za 3 miesiące pracy Edyta
miała dostać: darmowe utrzymanie, możliwość zabrania Rafała i 500 zł za trzy
miesiące. Jeszcze żeby to było na jeden miesiąc to ok. ale za trzy miesiące,
nawet z utrzymaniem to grosze. Oni mówili, żeby Edyta traktowała to bardziej
w kategoriach wakacji (he, he - ładne mi wakacje). Powiedziałam jej swoje
zdanie, ale nie chciałam zbytnio naciskać, bo w końcu to jej życie, no i
Edyta zdecydowała się. Miała nadzieję, że może uda jej się tam rozejrzeć za
inną pracą. Niestety moje przewidywania sprawdziły się, oprócz niańki była
kucharką, sprzataczką, a jak „państwo” wracali do domu najlepiej żeby
zniknęła z oczu. Jak już zaczęła chodzić głodna załamała się i postanowiła
wracać. Na szczęście oni przyjeżdżali do Polski i ich zabrali, choć nie obyło
się bez obrazy i awantury, że ich wystawiła. Na dodatek choć zabrali ja z
Krakowa to wysadzili gdzieś w środku Polski, bo tak im pasowało.
Więc jak widać kokosów się tam nie dorobiła.
Rafałek miał miejsce zaklepane w przedszkolu od grudnia, no i tak już
poszedł, niestety długo się nie nachodził. Jeśli ktoś chciałby wiedzieć coś
więcej chętnie odpowiem na pytania.
Myślę, że i Edyta udzieli wszelkich odpowiedzi telefonicznie, a jak ktoś coś
odpisze, to dam jej znać i pewnie tu postara się zajrzeć.
Namawiam też dobre duszyczki do dzwonienia do niej. Oprócz wsparcia
materialnego przydałoby jej się też zwykłe „pogaduchy”, bo jest naprawdę
zdołowana, a to miła dziewczyna. Ja niesty nie dam rady bywać u niej tak
często jakbym chciała, bo praca, obowiązki i moje dwie panny dają mi też dużo
zajęcia, choć staram się również dzwonić.
Jeszcze raz namawiam do pomocy jej.
A kto przez to przebrnął ma ode mnie medal

.