Dodaj do ulubionych

Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka

08.12.06, 04:33
Kilka tygodni temu zmarl moj kot. Nie moge dojsc do siebie. Okropnie za nim
tesknie. Nie wiem dlaczego, ale przezywam to bardziej, niz niedawna smierc
czlonka rodziny.
Nie wiem, czy bede w stanie przygarnac kolejnego kotka, bo te zwierzeta zyja
tak krotko, a nie wyobrazam sobie zebym znowu przechodzila to, co teraz.
Jestem zadowolona z tego, ze kotem zmarl w domu, we snie, ze nie zabralam go
do uspienia do weterynarza, ze liczylam na cud karmiac go i podawajac mu
kroplowke. Moze z drugiej strony przesadzalam, nie wiem. Dlaczego to tak
okropnie boli?
Kotek zmarl na reki. Apeluje do Was, pamietajcie o tym, ze wiele kotow umiera
na niewydolnosc nerek, ze mozna to opoznic specjalna dieta. Gdy testy beda
zle, to wlasciwie juz za pozno, bo wiekszosci nerek juz wtedy nie ma. Ja nie
zdawalam sobie z tego sprawy. Mialam tego kotka tylko dwa lata, nawet nie
wiem, ile mial lat. Gdy zaczal chudnac, zabralam go do weterynarza na testy i
okazalo sie, ze jego nerki wlasciwie juz nie pracuja i ze juz nic nie mozna
zrobic.
Obserwuj wątek
    • pixie65 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 08.12.06, 08:55
      Współczuję....
      Mój kot tez ma problem z nerkami...Pamietaj, że one wracają...Czasem w innym
      futerku...
      • bombka111 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 14.12.06, 14:57
        mój króliczek odszedł 5 miesięcy temu. wiedziałam, że to się stanie, a mimo to,
        przeżyłam to rozstanie okropnie. Do dziś nie jestem w stanie ogłądać jego zdjęć,
        które ułożyłam w album. Internauci radzą w takim przypadku, żeby jak najszybciej
        wziąć nowe zwierzątko do domu i tak zrobiłam. Po sześciu tygodniach od śmierci
        pierwszego królisia, wzięłam innego az adopcji. Też go kocham a on mnie . Ale
        pamięć o tamtym królisiu będzie we mnie zawsze. Masz rację pixie65 - one wracają
        w innym futerku.... Pozdrawiam
    • kirke18 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 08.12.06, 09:14
      Bardzo Ci współczuję :-(, wiem co to znaczy- moja poprzednia kotka odeszła na
      raka listwy mlecznej, końcówka teaz była makabryczna. Mój mąż przez półtora
      roku nie zgadzał się na nowego kota, ale w końcu uległ. Teraz mam Katiuszkę,
      która wnisła do naszego domu kocie słonko. I mąż , i dorosły syn są w niej
      zakochani. Wierzę, że będzie żyła długo (może ponad 10-15 lat) i zdrowo. To
      pomaga na stratę, nie zalecza rany w sercu, ale pozwala łatwiej znieść. I mam
      nadzieję, że dokocę nas kocią bidą... Może jednak spróbuj z nowym kotkiem.
      Pozdrawiam.
      • kotagala Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 08.12.06, 09:30
        Oj oj-współczuję. Ja po śmierci mojego kotka od razu następnego dnia wzięłam drugiego-Galę. I był cudownym lekiem na ból. Musiałam się nim zająć. Cały czas myślę, że troszkę Tycjanka jest w niej. Trzymaj się!
    • snow.queen Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 08.12.06, 10:59
      Współczuję z całego serca i przytulam mocno !
      • misia007 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 08.12.06, 11:55
        Znam to uczucie, tez to przeżywalam, brakowalo mi go na kazdym kroku, bo
        stanowił częśc mojego życia, część która odeszła wraz z nim.To bylo ponad rok
        temu a ciągle tęsknie, pomimo, ze mam inne koty, które też pokochałam.Przygarnij
        jakiegoś malucha, co z tego, ze żyją krótko .Dla zwierzaków nie liczy sie
        dlugość ale jakość zycia.A że cierpimy to dlatego, ze kochamy, to jest cena,
        którą warto zapłacic.
        • wiesia.and.company Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 08.12.06, 14:11
          Ja też tak przeżywam... Bardo Ci współczuję, wiem jak to jest. W tym roku
          pochowałam swoje 3 koty, dwa lata temu ukochanego Felutka, wcześniej Gucia i
          Kiciusię, i kotka, który miał być mój po leczeniu.
          A jednak mam... dla ich dobra.
          Myślę, że lepiej dla nich, że odchodzą wcześniej od człowieka (choć żyją
          statystycznie długo). Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której to ja odeszłabym
          wcześniej......
          Pozdrawiam i współczuję. Wiesia + 8
    • ontarian [...] 08.12.06, 16:36
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • albert.flasz1 Re: dobre! hehe 08.12.06, 16:53
        ...A Ty dżdżownicę chciałeś sprzedać mnie, wstydź się!:-)))
    • malina862 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 08.12.06, 17:16
      Ja też rok temu straciłam kota na niewydolność nerek,był jeszcze młody cały
      czas o nim mysle zmarł dzień przed wigilą nie długo bedzie rocznica.Wiem co
      czujesz ja za swojm cały czas bardzo tęsknie w pokoju mam cały ołtarzyk z jego
      zdjęć , raz w tygodni chodze pod drzewo pod którym go pochowałam,czasami myśle
      że to chore,ale to był na prawde wspaniały kot traktowałam go jak własne
      dziecko....Nowy rok siedziałam w domu w żałobie,wszyscy się nabijali że
      nienormalna jestem ale ja nie mogłam doiść do siebie.Ten kot ze mną spał jadł z
      jednego talerza,towarzyszył mi zawsze jak odrabiałam lekcje.Próbowaliśmy
      wszystkiego nawet pytaliśmy o transplantacje i dializy ale pan doktor tylko
      uśmiechał sie pod nosem dając nam delikatnie do zrozumienia że nic nie da sie
      zrobić.....
      Trzymaj się i pomyśl że już nie cierpi,żył może króciutko ale otoczyliście go
      miłością i napewno był z wami szczęśliwy.Wierze że kiedyś wszyscy gdzieś się
      spotkamy...


      Apeluje do Was, pamietajcie o tym, ze wiele kotow umiera
      > na niewydolnosc nerek, ze mozna to opoznic specjalna dieta

      Można lekarz nam o tym mówił ale mój nie chchciał jeść tej zdrowej karmy wcale.
      chorował rok w ostatnim stadim go uśpiłam bo widziałamże cierpiał.
      Wiem co czujesz,ale pomyśl że już nie cierpi



      • ontarian Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 08.12.06, 18:40
        malina862 napisała:

        > w pokoju mam cały ołtarzyk z jego zdjęć
        to swietnie, mam nadzieje, ze codziennie zdrowaski
        przed tym oltarzykiem odmawiasz

        > , raz w tygodni chodze pod drzewo pod którym go pochowałam,
        kwiatki polozyc i swieczke zapalic, to ci sie chwali
        • malina862 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 08.12.06, 19:11
          Ontarian ja to tak sobie myśle, zresztą już Ci kiedyś pisałam że ty chcesz być
          gorszy niż jesteś w rzeczywsistości....
          • wiesia.and.company Re: Po śmierci mojego kota rok przeżywałam jego 11.12.06, 10:16
            utratę. Po śmierci ojca parę razy popłakałam (nie ryczałam).
            Trzeba zasłużyć na miłość i umieć ją podtrzymać. Widać nie każdy potrafi. Mój
            kot miał lepszy charakter i nie robił świństw.
            Wiesia + 8
        • nautilus.pompilius Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 19.12.06, 15:02
          Zupełnie ci się nie dziwię - np. gdyby zmarł taki ontarian, nikt by się tym nie
          przejął (a może nawet ucieszył?) a kota jednak szkoda.
    • justyna302 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 11.12.06, 14:09
      Doskonale Cię rozumiem i nie potępiam. Może nie porównywałabym cierpienia po
      śmierci psa/kota z cierpieniem po śmierci któregoś z rodziców. Mimo wszystko są
      to straty nieporównywalne.
      Ale oczywiste jest, że po zwierzątku które kochalismy całym sercem będziemy
      płakać sto razy bardziej niż po stryju, szwagrze, czy chrzestnym wuju, którzy w
      gruncie rzeczy byli nam obojętni. I nie ma się co oburzać: jak to, przecież to
      aż człowiek, a to tylko zwierzę! Siłą rozpaczy zależy od siły uczucia. Kiedy się
      jest ze zwierzątkiem od małego, karmi się je, opiekuje, leczy, przytula,
      otrzymuje od niego bezgraniczne przywiązanie to trzeba miec głaz zamiast serca,
      żeby po nim nie rozpaczać. Ludzie.. no cóż, nie zawsze mamy z nimi związane
      najlepsze wspomnienia..
      • ontarian Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 11.12.06, 14:31
        justyna302 napisała:

        > to trzeba miec głaz zamiast serca,
        > żeby po nim nie rozpaczać.
        raczej glaz zamiast mozgownicy, zeby rozpaczac
        • justyna302 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 11.12.06, 17:30
          Ontarian, Twoje złośliwości ruszają już chyba tylko nowicjuszy na tym forum.
    • 22kociara Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 11.12.06, 18:35
      Dziekuje wszystkim za slowa otuchy.
      Mam czasami wyrzuty sumienia, ze nie zabralam kotka na uspienie do weterynarza.
      Liczylam na cud, na to, ze jednak wyzdrowieje, na blad w diagnozie. Biedaczek
      plakal ostatniego dnia swojego zycia. Znalazlam go niezywego i myslalam, ze mi
      serce peknie. Probowalam sobie wytlumaczyc, ze juz nie cierpi.
      Boje sie miec kotka, bo za bardzo sie do tych zwierzat przywiazuje. Ten kotek
      pochlonal wiekszosc mojego czasu i bardzo duzo emocji.
      Znajomi patrza na mnie jak na wiaratke. Nie mam dzieci i spotykaja mnie
      komentarze, typu "powinnam sobie zrobic dzieciaka, to zobacze, co jest naprawde
      w zyciu wazne". Nikt z moich znajomych nigdy nie mial kotka. Nie zdaja sobie
      sprawy z tego, jakie to wspaniale zwierzeta. Nie sa oczywiscie w stanie
      zrozumiec jak mozna przywiazac sie do chorego zwierzaka, ktorym sie dlugo
      opiekuje, spi z nim, karmi.
      Najbardziej oburza ludzi to, ze jestem bardziej przygnebiona strata kotka, niz
      paru ludzi, ktorzy ostatnio zmarli. Tak, jak niektorzy z Was pisali, do tych
      ludzi mialam mieszane uczucia, z roznych powodow, wiec nie plakalam za nimi
      tak, jak za zwierzakiem, od ktorego nic zlego mnie nie spotkalo.
      Utrata ludzi, utrata kotka wprowadzila mnie w stan glebokiej depresji. Nie
      potrafie cieszyc sie zyciem, ktore moze kazdego dnia sie skonczyc. Nie widze
      sensu zycia.
      • ontarian Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 11.12.06, 19:09
        22kociara napisała:

        > Znajomi patrza na mnie jak na wiaratke.
        to dobrze patrza
        • 22kociara Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 11.12.06, 19:11
          Wole byc uwazana za wariatke, niz czlowieka bez serca. Ty sie najwidoczniej tym
          szczycisz.
      • justyna302 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 11.12.06, 23:02
        22kociara napisała:

        > Znajomi patrza na mnie jak na wiaratke. Nie mam dzieci i spotykaja mnie
        > komentarze, typu "powinnam sobie zrobic dzieciaka, to zobacze, co jest
        naprawde w zyciu wazne".

        Za takie teksty niektórych ludzi bym stłukła na kwaśne jabłko. Jak można
        dyktować komuś co jest w życiu ważne! Dla nich najważniejsze jest potomstwo - no
        i chwała im, w porządku, brawo. Ale dla innych najważniejsza jest praca, dla
        innych zdobywanie szczytów górskich, a dla innych właśnie zwierzęta. To ich
        życie, ich prywatność i wara innym od tego. Najgorsze co może być to narzucanie
        innym swojego stylu życia.
        Dobrze i z serca radzę: nie zwierzaj się innym tak szczerze ze swego bólu, bo
        nie zrozumieją tego i za plecami rzeczywiście będą o Tobie plotkować. Jest dużo
        forów, spotkasz na nich prawdziwych kociarzy i w ogóle przyjaciół zwierząt i oni
        naprawdę Cię zrozumieją, pocieszą i poradzą.
        • 22kociara Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 12.12.06, 00:25
          Dziekuje justyna za zrozumienie.
          Nie mozna mi zarzucic, ze koty sa dla mnie wazniejsze, niz ludzie, bo nikogo
          nie zaniedbalam opiekujac sie tym umierajacym zwierzakiem, najwyzej siebie.
          Faktem jest, ze jego smierc przygnebila mnie bardziej, niz smierc paru ludzi,
          ale nie widze w tym nic dziwnego, bo z tymi ludzmi nie mialam dobrych
          kontaktow. Zwierzaczkowi nic nie moglam zarzucic. Byl kochanym, madrym,
          bezradnym kotem, od ktorego nie spotkalo mnie nic zlego. Zaczelam rozumiec
          ludzi, ktorzy wola towarzystwo zwierzat od ludzi.
          • wiesia.and.company Re: Świetnie Cię rozumiem 12.12.06, 13:00
            Kiedy umierał mój ukochany pierwszy kot miałam na całe szczęście jeszcze dwa
            koty. I nigdy nie będę chciała mieć kota-jedynaka. Zawsze muszę się zająć
            pozostałymi przy życiu i to jest mi potrzebne. Jeszcze się zapewne odezwę.
            Pozdrawiam. Wiesia + 8
            • 22kociara Re: Świetnie Cię rozumiem 12.12.06, 18:09
              Dziekuje Ci za zrozumienie.
              Co sadzisz (albo inni forumowicze) o sytuacji gdy umiera jeden z dwoch kotow.
              Czy przygarnac nowego kota, zeby ten, ktory zostal nie czul sie osamotniony?
              Skad wiedziec jak kot zareaguje na nowego? Czy moze go zaatakowac jesli nowy
              kot bedzie mniejszy?
              • wia Re: Świetnie Cię rozumiem 12.12.06, 19:47
                Kociaro - ja też rozumiem Cię doskonale....
                Hm...właściwie miałam się nikomu nie żalić ale weszłam dzisiaj na to forum ,
                czytałam i ryczałam.... Wczoraj wieczorkiem tak nagle odszedł od nas nasz
                ukochany kocurek - 9 letni Filemon... Został potrącony przez samochód...No
                cóż , mieszkamy przy dość ruchliwej ulicy - ale on zawsze był taki mądry a ja
                wierzyłam że nic mu sie nie stanie...Nie wiem jak teraz będzie wygladał nasz
                dom bez Niego...Już dzisiaj wszyscy czujemy straszną pustkę i żal...
                Mamy jeszcze drugą koteczkę i widzę że ten drugi kotek też tęskni za
                Filemonem ... Nie wiem czy będę w stanie przygarnąć nowego kotka, bo właśnie
                tak jak Ty mam obawy czy ta moja kotka zaakceptowałaby nowego towarzysza. Ale
                na dzień dzisiejszy to dla mnie jeszcze za wcześniej na takie decyzje, jednak
                przyznaję, że pomyślałam przez chwilkę o tym...
                No cóż chciałam się trochę podzielić tym moim smutkiem...Nie jesteś sama...
                Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymaj się
                Wiesia.
                • misia007 Re: Świetnie Cię rozumiem 12.12.06, 20:03
                  Wia bardzo Ci współczuje.
                  • misia007 Re: Świetnie Cię rozumiem 12.12.06, 20:07
                    Kociaro, taka sytuacje o ktora pytasz miałam juz dwukrotnie.Nie wiedzialam jaka
                    bedzie reakcja ale nie mialam wyboru.Te ktore przygarnęłam potrzebowaly pomocy.
                    No coz polubiły sie i to bardzo.
    • 22kociara Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 12.12.06, 20:27
      Wspolczuje wszystkim osobom, ktore stracily kota lub psa. Nie sadzilam, ze to
      moze tak bolec.
      Co do adopcji nowego kota, to czy sadzicie, ze lepiej byloby gdyby byl
      podobnego rozmiaru, co drugi kot. Obawiam sie, ze jesli bedzie duzo mniejszy,
      to drugi kot moze go zaatakowac i zranic. Jesli z kolei bedzie wiekszy, to
      stanowi zagrozenie dla mniejszego.
      • iwa_ja Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 12.12.06, 21:38
        Kociaro kochana, ja jestem codziennie na tzw. skraju, bo mój pies jest ciężko
        chory. Ale nie aż tak ciężko, żeby go pożegnać. Na ogół ładnie je, chce chodzić
        na spacerze, bawić się. Ma też i dni (a ja razem z nim), kiedy jest w dennej
        depresji, jak dzisiaj na przykład.
        Od szczeniactwa był mój. Śpi ze mną. Pociesza mnie, gada ze mną, cieszy się
        (Boże, jak on się cieszy!) kiedy wracam do domu...

        Jest ślepy.
        Ma przeszło 11 lat.
        Jest chory na cukrzycę.

        Ale do rzeczy. Jeszcze do niedawna, jak mi się wydawało, miałam parę
        przyjaciół. Owszem, moje przywiązanie do Rudiego traktowali jak objaw podobny
        demencji, ale w innych kwestiach byli w porządku.
        Przyjaciółka miała niedawno wprawiane bypasy. Przedtem była już jedną nogą na
        tamtym świecie. Zadzwonił do mnie jej mąż, tak, żeby pogadać. Zrelacjonował,
        jak z Anią. Potem powiedziałam, że z Rudim jest niedobrze. - To przecież trzeba
        go uśpić, powiedział.
        Na to ja, żeby uśpił Anię, też nie jest w pełni sprawna...

        Ja wiem, ze może przeginam, ale dlaczego niektórzy nie potrafią zrozumieć, że
        choroba, cierpienia, śmierć ukochanego zwierzaka bolą tak samo, jak gdyby był
        to człowiek? A może czasami bardziej, prawda?
        • 22kociara Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 13.12.06, 03:47
          Nie, nie potrafia zrozumiec, dopoki sami tego nie doswiadcza.
          Bylam kiedys w klinice, do ktorej przyszla para z psem. On okropnie rozpaczal,
          nie mogl powstrzymac placzu, ona przewracala oczami zniecierpliwiona. Domyslam
          sie, ze przyniesli psa na uspienie i ze dla niego zwierzatko znaczylo duzo
          wiecej, niz dla niej. Moze nawet byla zadowolona, ze sie go pozbywa.
          Przykro mi bardzo, ze Twoj pies jest chory. Zrozumieja Cie tylko wlasciciele
          zwierzat, miedzy innymi na tym forum (nie przejmuj sie tylko prosze bezdusznymi
          postami ontariana, najlepiej je zablokuj)
          Trzymaj sie.
          • justyna302 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 13.12.06, 11:57
            E, ontarian to sie popisuje tylko. Czasami zdarzają się osoby, które dają
            całkiem poważnie rady, od których nóż się w kieszeni otwiera.
        • 22kociara Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 13.12.06, 03:51
          iwa, czy Twoj pies stracil wzrok z powodu cukrzycy?
          Pewni o tym wiesz, ale zwierzeta traca wzrok miedzy innymi z powodu
          nadcisnienia, ktore z kolei moze powstac przy nadczynnosci tarczycy. W takim
          przypadku lek na nadczynnosc takze obniza cisnienie. Piesek ma badany poziom
          hormonu tarczycy?
          • 22kociara Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 13.12.06, 03:54
            Przepraszam za bledy. Powinno byc "pewnie" i "mial badany"
    • 22kociara Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 13.12.06, 04:39
      Przepraszam, ze pisze tyle postow, jeden po drugim, ale przypominaja mi sie
      wazne rzeczy.
      Co prawda, Twoj pies stracil juz wzrok, ale nadcisnienie nadal stanowi dla
      niego zagrozenie, bo moze spowodowac wylew.
      • iwa_ja Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 13.12.06, 09:42
        Oczy stracił jakiś miesiąc temu, właściwie z dnia na dzień, książkowo, z
        cukrzycy. Ciśnienie ma ledwo-ledwo...
        • 22kociara Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 13.12.06, 19:54
          Bardzo mi przykro.
          Pociesz sie (jesli to w ogole mozliwe), ze dla kotow i psow wzrok nie jest tak
          istotny jak dla ludzi, bo duzo bardziej, niz my posluguja sie wechem i sluchem.
          Pies bierze lek na nadscisnienie? Jesli nie, to powinien z powodu innych
          komplikacji nadcisnienia.
          Pozdrawiam Ciebie jak i wszystkich forumowiczow kochajacych zwierzeta i
          rozumiejacych co znaczy je stracic.
          Postanowilam zrobic sobie wakacje. Moze poprawia mi nastroj. Trzymajcie sie!
    • makbyt Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 16.12.06, 18:03
      Mojego psa nie ma już od maja a mimo natloku zajęć i obowiązków tesknię za nim
      okrutnie. Co najmniej do września mialam momenty że slyszalam korę - jej
      wzdychniękia, odglos kladzenia na kafelkach już nie mówiąc że czasami jak
      przechodzilam kolo miejsca gdzie stalo jej poslanie to czasami tak jakbym ją
      widziala. Wszystko zostalo w mózgu i jeszcze mam nadzieję że dlugo będę ją
      pamiętać. Od marca'07 bedę miala nową sunię i już nie mogę się doczekać.
      • 22kociara Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 19.12.06, 04:51
        Trzymaj sie. Zaczynam myslec o adoptowaniu kota. Uwielbiam te zwierzaki. Czy
        sadzicie, ze to chore, ze chce kota, ktory bedzie wygladal tak jak ten, ktory
        zmarl? Chce go nawet nazwac tak samo. W koncu zwierzak tego nie zrozumie, a
        mnie to pomoze. Bede sie czula tak jakby tamten kot nadal zyl.
        • wia Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 19.12.06, 09:00
          Hej :).Wg mnie to zupełnie normalne, że chcesz kota, który wyglądałby tak samo
          jak ten który zmarł...Ale nad imieniem to bym sie zastanowila. Ja juz bym
          nowego nazwala inaczej. Ale to tylko takie moje myślenie.

          Ja jeszcze opłakuje mojego Filutka...Zostały mi po nim tylko zdjecia i
          wspomnienia... Ech...
        • misia007 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 19.12.06, 12:24
          Nie wiem czy to dobry pomysl.Zawsze będziesz je porównywac i to na niekorzyśc
          nowego.I nie zapomnisz, ze tamten odszedl.Wez kociaka, to dobry pomysł,
          zobaczysz jak szybko znajdzie on droge do Twego serca.
          Ludzie dzielą się na tych, którzy lubią koty i na pokrzywdzonych przez los.
          Nina
          Czarek i Wacek
        • makbyt Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 19.12.06, 12:58
          Korę miałam ze schroniska , wzięlam obsraną, brudna i wychudzoną.
          Chętnie bym wzięła psa ze schroniska , bylam dwa razy już jak oddawałam rzeczy
          po korze ale też szukalam podobnego do niej psa. Nie bylo.
          Znalazlam rasowego i takiego chcę.
          Boję się wziąść psa ze schroniska bo jednak nic o nim nie wiem a z Korą troche
          przeszlam. Teraz mam dziecko, 33 lata i niestety jestem wygodna.
          Ale znalazlam bardzo podobnego i charakter i usposobienie bardzo do Korci
          podobne.
          Chyba tez mam świra!
        • west284 Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 19.12.06, 15:10
          Ja po stracie psa rowniez przygarnelam nowego. Jednak duzo czasu zabraklo mi
          zaakceptowanie, ze to jednak jest inny zwierzak, inny charakter itp. Zamiast
          pomuc mi zapomniec to jeszcze bardziej przypominal mi o stracie. Juz minelo
          pare lat i nie wyobrazam sobie, ze on kiedys przeciez tez odejdzie...
          • iwa_ja Re: Przezywam smierc kota bardziej, niz czlowieka 20.12.06, 22:17
            Dzisiaj z pewnością skreśliłam przyjaciółkę (???), tę po bypassach.
            Napisała do mnie, że czemu sie nie odzywam i w ogóle. Na to ja, że pewnie tego
            nie zrozumiesz, ale się ze mnie nie śmiej, Rudi jest strasznie chory, jeżdżę z
            nim do Krakowa, bo nie mam go z kim zostawić, robię mu dwa razy dziennie
            zastrzyki, sprawdzam poziom glukozy na pasku itede.
            Dostałam odpowiedź: nie smieję się, ale rechoczę, chyba cię pogięło, tego kundla
            dawno należało uśpić.
            I inne takie.
            Skreślam ją, po 20 latach znajomości...



            PS. Rudi zdecydowanie lepiej (a więc i ja też).
            • wiesia.and.company Re: do iwa_ja - słusznie zrobiłaś, odstaw tę 21.12.06, 15:23
              koleżankę. Nie rozumie Cię zupełnie, a już wyśmiewanie Twoich poczynań jest
              poniżej pasa.
              Też dawałam zastrzyki z insuliny dwa razy dziennie, mierzyłam poziom cukru
              glukometrem (pobierałam sama z uszka kroplę krwi trzęsącymi się rękami),
              zatrudniłam sąsiadkę, żeby karmiła ręcznie o stałej porze gdy ja byłam
              nieobecna. Nie ma w tym niczego, co należałoby wyśmiać lub obrazić osobę za jej
              uczucia.
              Pozdrawiam. Wiesia + 8
              • wiesia.and.company Re: 22kociara - proponuję jednak nadać kotkowi 21.12.06, 15:27
                nowe imię. To samo imię jakoś by odzierało kotka z osobowości.
                A przecież każdy osobnik jest inny. Ja robiłam tak, że najpierw było maleństwo,
                Kiciunio, a potem kotek dostawał imię, które do niego bardziej pasowało.
                Pozdrawiam. Wiesia + 8

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka