promocja1000
15.12.06, 01:28
Byc uzależnionym to nie umiec bez czegos wytrzymac. To potrzebowac tego by
lepiej sie czuc, lepiej funkcjonowac itd. Takie Są początki bo potem okazuje
się, że bez tego WOGÓLE nie idzie życ i zaczynają się prawdziwe schody.
Paliłam od 14 roku życia, piłam niewąsko od 15go, w wieku 17 lat zetknęłam się
z maryśką i do tej pory (mam 37 lat) wchłonęłam wszystko co było dostępne
(poza peyotlem). Ale uzależniłam się tylko od fajek i alkoholu bo narkotyki to
sport nie dla każdego (mam tendencje do psychoz).
Nie dosc ze sama pilam na umór to jeszcze miałam tendencje do wybierania
partnerów z problemem. Mój pierwszy mąż był alkoholikiem i leczył się heroiną,
drugi pił jak ale dawał jakoś radę (za to był uzależniony od pieniędzy i
prestiżu) a obecny mój partner pali zioło (i swietnie sobie radzi).
Co mam powiedziec? Uważam, że uzależnienie to stan umysłu w który się
wprowadzasz żeby uciec od rzeczywistości. Pijesz i to Cię określa. Przyczyny
są różne i nie o nich chcę pisac bo każdy ma inne powody dla których to robi.
Powiem jedno wspaniale jest nie musiec pic.
Cudownie jest nie musiec palic czy wąchac.
Fajnie jest cieszyc sie zyciem bez tego.
Ale najfajniej jest wogole nie doprowadzic do tego zeby te rzeczy staly sie
nałogami. Bo, kurdę, wszystko jest dla ludzi tylko niektórzy nie potrafią się
zatrzymac. Tak bardzo chca czuc sie wspaniale, że zapominają czym to grozi.
I ja taka właśnie jestem. Bo nie pije, to fakt, ale znalazłam sobie inne
uzależnienia: internet, obsesyjne poszukiwania Boga i perfekcyjne macieżyńswo.
Powiecie że to są pasje a nie uzależnienia. Bo co? Bo nie szkodzą?
Nie prawda. Szkodzą. Jak wszystko w nadmiarze.
Pozdrawiam wszystkich i życzę wytrałości z walce z nałogami