Dodaj do ulubionych

Uzależniona od uzależnienia

15.12.06, 01:28
Byc uzależnionym to nie umiec bez czegos wytrzymac. To potrzebowac tego by
lepiej sie czuc, lepiej funkcjonowac itd. Takie Są początki bo potem okazuje
się, że bez tego WOGÓLE nie idzie życ i zaczynają się prawdziwe schody.

Paliłam od 14 roku życia, piłam niewąsko od 15go, w wieku 17 lat zetknęłam się
z maryśką i do tej pory (mam 37 lat) wchłonęłam wszystko co było dostępne
(poza peyotlem). Ale uzależniłam się tylko od fajek i alkoholu bo narkotyki to
sport nie dla każdego (mam tendencje do psychoz).

Nie dosc ze sama pilam na umór to jeszcze miałam tendencje do wybierania
partnerów z problemem. Mój pierwszy mąż był alkoholikiem i leczył się heroiną,
drugi pił jak ale dawał jakoś radę (za to był uzależniony od pieniędzy i
prestiżu) a obecny mój partner pali zioło (i swietnie sobie radzi).

Co mam powiedziec? Uważam, że uzależnienie to stan umysłu w który się
wprowadzasz żeby uciec od rzeczywistości. Pijesz i to Cię określa. Przyczyny
są różne i nie o nich chcę pisac bo każdy ma inne powody dla których to robi.

Powiem jedno wspaniale jest nie musiec pic.
Cudownie jest nie musiec palic czy wąchac.
Fajnie jest cieszyc sie zyciem bez tego.

Ale najfajniej jest wogole nie doprowadzic do tego zeby te rzeczy staly sie
nałogami. Bo, kurdę, wszystko jest dla ludzi tylko niektórzy nie potrafią się
zatrzymac. Tak bardzo chca czuc sie wspaniale, że zapominają czym to grozi.

I ja taka właśnie jestem. Bo nie pije, to fakt, ale znalazłam sobie inne
uzależnienia: internet, obsesyjne poszukiwania Boga i perfekcyjne macieżyńswo.
Powiecie że to są pasje a nie uzależnienia. Bo co? Bo nie szkodzą?

Nie prawda. Szkodzą. Jak wszystko w nadmiarze.

Pozdrawiam wszystkich i życzę wytrałości z walce z nałogami

Obserwuj wątek
    • bloomoo Re: Uzależniona od uzależnienia 15.12.06, 13:23
      ech..

      masz racje w pelnej rozciaglosci..moj facet tez pali trawe i to mnie
      dobija..koszmar..i jeszcze mowi ze dla mnie tego nie rzuci bo robi to rzadko
      (jak dla mnie za czesto bo raz w tygodniu)..niecierpie patrzec jak sie zblanci:
      te dzwne oczy, glupi usmieszek, sraczka słowna..jak mocno trzeba kochac zeby to
      wytrzymac?:(

      powodzonka dla Ciebie!
      • promocja1000 Re: Uzależniona od uzależnienia 15.12.06, 14:18
        Wiesz co, ja typa kocham straszliwie... To cholernie mądry człowiek i bardzo
        ciekawy posiada umysł. Niestety uważa że zawdzięcza to głównie marihuanie
        (jakoby rozszerzyła ona jego świadomośc). I trochę go rozumiem, bo mi osobiście
        narkotyki też zmieniły umysł i zapłaciłam za ich branie wysoką cenę (mam
        cyklofrenie).

        Piszesz że
        > te dzwne oczy, glupi usmieszek, sraczka słowna
        - ja takich rzeczy nie doświadczam. Facet pali od wielu lat, nie rzuca mu sie
        ani na oczy, ani na głupotę - wrecz przeciwnie - jest bardziej elokwentny i
        spokojniejszy... gorzej jak zabraknie mu zioła...

        No nic, trzymajmy kciuki za naszych facetów, że i oni kiedyś będą chcieli kocha
        nas PO PROSTU a nie POD WPŁYWEM :)

        Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za Twój post.
        • bloomoo Re: Uzależniona od uzależnienia 15.12.06, 14:50
          hej

          a mozesz powiedziec co to jest cyklofrenia? moze mu to powiem i moze choc ciut
          nim potrzasne..?:)..wiesz, on ma caly czas ziolo przy lozku i tego nie
          pali..lezy i schnie..juz wiele razy mialam taka ochote to paskudztwo wziac i
          pierdzielnac do kibla i"przypadkiem"splukac:D...
          w paleniu trawy Twoj facet ma tak jak moj..uwaza ze mu trawa z jednej strony
          pomaga myslec i jest bardziej kreatywny..ale on to mysli podcas palenia i jak
          sie spali, natomiast juz po, kiedy mu zejdzie, juz sam wie ze tak super mega
          nie jest...

          najbardziej nie moge zrozumiec ze prawie przez cale zycie nie jaral, a jest juz
          po 30-tce, zaczal dopiero 2 lata temu i sie wciagnal..:((( pewnie cos zaszlo w
          jego zyciu albo po prostu nagle szare zycie przestalo byc takie szre,bo on jest
          muzykiem, takim troche niespelnionym a po trawie lepiej mu freestyle idzie i
          napisal pod wplywem jakies tam piosenki..:(((szkoda tylko ze zycia nie moze tak
          na trzezwo przyjac, bez wspomagaczy..bo wiesz co najbardziej boli gdy facet
          pali? to ze on lepiej (po spaleniu rzecz jasna) czuje sie " w objeciach trawy"
          niz w moich..po prostu ma taki wyraz twarzy i blogostanu ze przy mnie takiego
          nie miewa:((( ech smutne i przekitrane jest zycie z osoba uzalezniona:((

          pozdrawiam cieplutko
          • promocja1000 Re: Uzależniona od uzależnienia 15.12.06, 15:13
            bloomoo napisała:

            > hej
            >
            > a mozesz powiedziec co to jest cyklofrenia? moze mu to powiem i moze choc ciut
            > nim potrzasne..?:)

            Cyklofrenia - zaburzenia afektywne nastroju. Przyczyna nieznana, podejrzewa się
            obciążenia genetyczne. Ale zawsze idzie w parze z alkoholizmem i narkotykami.

            > juz wiele razy mialam taka ochote to paskudztwo wziac i
            > pierdzielnac do kibla i"przypadkiem"splukac:D...

            jak to zrobisz to Cie rzuci bez mrugnięcia okiem. Nie można wyrzuci komuś
            takiemu towaru bo jest to największa ZDRADA jakiej można się dopuścic


            > w paleniu trawy Twoj facet ma tak jak moj..uwaza ze mu trawa z jednej strony
            > pomaga myslec i jest bardziej kreatywny..ale on to mysli podcas palenia i jak
            > sie spali, natomiast juz po, kiedy mu zejdzie, juz sam wie ze tak super mega
            > nie jest...

            Pracowałam przez wiele lat w agencjach reklamowych, gdzie tgz. kreatywni nigdy
            nie byli trzeźwi bo nie potrafili nic wymyśle bez trawy czy koki. Nie wiem czy
            paliłaś, ale jeśli nie to nie wiesz, że faktycznie palenie rozszerza trochę
            spojrzenie na świat i wprowadza w bardziej twórczy nastrój. Jak wóda, też
            czujesz że możesz o wiele więcej niż faktycznie możesz na trzeżwo.


            >
            > najbardziej nie moge zrozumiec ze prawie przez cale zycie nie jaral, a jest juz
            >
            > po 30-tce, zaczal dopiero 2 lata temu i sie wciagnal..:(((

            Nieważne kiedy się zaczyna. Jak się spodoba to zostajesz temu wierny. Mało tego,
            mój facet nawet stworzył sobie do tego ideologię, że jest wyklęty, bo wszyscy mu
            tego zabraniają a jemu to nie szkodzi, wręcz przeciwnie: uspokaja go i otwiera itp.



            > on jest muzykiem, takim troche niespelnionym a po trawie lepiej mu freestyle
            idzie i napisal pod wplywem jakies tam piosenki..:

            No to mamy tą samą sytuację. Mój też pisze najlepsze piosenki na haju. A czy
            wiesz że Curt z Nirvany był cyklofrenikiem? Wnioski wyciągnij sama.

            > bo wiesz co najbardziej boli gdy facet
            > pali? to ze on lepiej (po spaleniu rzecz jasna) czuje sie " w objeciach trawy"
            > niz w moich..

            To nie musi tak byc wcale. Jesteś zazdrosna i ja to rozumiem. Bo w sumie jak
            gadałam kiedyś z moim i zadałam pytanie czy jakby miał wybrac ja czy zioło to
            co? Powiedział mi, żebym robiła wszystko żeby nie musiał dokonywa takiego
            wybory. Eh. Pełna akceptacja albo wypad z baru. Niestety.

            Trzymaj się
            • bloomoo Re: Uzależniona od uzależnienia 15.12.06, 15:27
              ech jak to dobrze ze przynajmniej Ty mnie rozumiesz...moj uzyl dokladnie
              takiego samego sformulowania po dokladnie takim samym pytaniu z mojej
              strony...ciekawe..zadajemy identyczne pytanka, otrzymujemy identyczne
              odpowiedzi..

              dokladnie:pelna 100% akceptacja li i jedynie, =bez opcji posrednich:(((

              ja palilam, nawet z nim, trawe i hasz ale mam takiego dooooła po tym ze on sam
              zabronil mi palic,..heheh choc przyzbnam ze jak ja sie zjaram to niezle mu
              psuje humor..:))) zaczynam ryczec mam megadoly i on sie wtedy zaczyna
              przejmowac, a ze jest pod wplywem to trafia go jeszcze bardziej..ech..tak bym
              chciala zeby zrozumial ze bardzo mnie to boli..:)

              pozdrawiam
              • promocja1000 Re: Uzależniona od uzależnienia 21.12.06, 04:46
                bloomoo napisała:

                > ciekawe..zadajemy identyczne pytanka, otrzymujemy identyczne
                > odpowiedzi..

                To standard. I jeszcze nazywa się współuzależnieniem, niestetety.

                Akceptujesz (bo musisz) i przybierasz jakąś tam postawe. Ja cieszę się jak mój
                facet sttwierdza, że chyba czas na mały odwyk (zdarza się to mu jak nie może
                zapamiętac numeru telefonu, np). Wspieram go wtedy, gotuje takie przysmaki ze
                ja cie nie pierdziele, daje dupy jak szalona zeby tylko przedłużyc ten czas
                abstynencji... Niestety, po kilku dniach przychodzi z roboty i wyciąga fifkę a
                ze mnie uchodzi całe powietrze. Myślę sobie, kurdę, jestem beznadziejna że nie
                potrafię tego zatrzymac.


                > ja palilam, nawet z nim, trawe i hasz ale mam takiego dooooła po tym ze on
                sam
                > zabronil mi palic,..

                Bo marihuana nie jest dla wszystkich. Powoduje że podbijane są steny
                emocjonalne w jakich się znajdujesz. Jeśli palisz a w środku jesteś wkurzona i
                nieszczęśliwa - to wyłazi. Zioło bardzo rozszerza empatię i czujesz tyle, że
                niektórym odpierdziela. Wiesz, ja to wogóle uważam, że palenie jest jak
                medytacja. Jeżeli robisz to z kimś nieodpowiednim (brak zaufania, złe intencje)
                nic dobrego z tego nie będzie. Ja pale bardzo żadko i tylko z moim facetem.
                Jest całkiem miło (i fajny seks, bo nie wim czy wiesz ale maryśka jest jednym z
                lepszych afrodyzjaków), ale ta obecnie dostępna trawa jest chrzczona jakimś
                gównem (brown, kwas, inne badziewia) i czasami też nienajlepiej się czuję.

                Powiem Ci tak. Mój też nie namawia mnie do palenia, bo wie, ze dla mnie jest to
                bardzo ryzykowne (zioło jest też psychogenne) ale jak usiądę z nim i złapię
                buszka dla towarzystwa zawsze jest mu miło. Nie da rady go zmienic dopoki sam
                tego nie będzie chciał. Pozostaje mi tylko nadzieja, że te okresy abstynencji
                będą coraz częstsze a mi starczy pomysłów żeby go przekonac, że i bez zioła
                jest fajnie. Trzeba sie wtedy trochę postarac i pogłówkowac ale warto.

                Trzymaj się i nie poddawaj
                >
                > pozdrawiam
    • promocja1000 Uzależniona - refleksje po przeczytaniu innych 21.12.06, 10:23
      Moim zdaniem istnieją osoby predystynowane do uzależnień.

      Genetycznie ale także mentalnie. Chodzi mi o jakąś irracjonalną potrzebę
      wypełnienia czymś jakiejś bliżej nieokreślonej pustki. Coś takiego co powoduje,
      że bez żalu porzucasz oferowane ci tgz. "życie realne" na rzecz ułudy wewnątrz
      swojego umysłu. Otaczasz się kokonem sztucznych rajów i trwasz tak zawieszony
      pomiędzy jawą i snem. Rzeczywistośc odbębniasz jak nielubianą robotę.

      Ja jestem właśnie kimś takim. Nie pamiętam jak to jest byc tak na prawdę
      trzeźwym. Od dzieciństwa uciekałam w świat bajek i innych fantazji.
      Ten świat nigdy mnie nie fascynował, bo nie pasuję do dzisiejszych czasów. Nie
      pasuję, bo mój system wartości nie znajduje tu zastosowania. Dawałam sobie radę
      i nie o to chodzi, że miałam kłopoty żeby sie dostosowac. Ale to mnie nie
      kręciło i robiłam to bo tak trzeba a nie dlatego że chciałam. Ale jak się ma
      dzieciaka, to trzeba go wychowac. Wiec wychowałam.

      Nie wiem jak bym zareagowała gdybym miała doświadczyc takiej 100% trzeźwości.
      Zaraz nasuwa mi się skojarzenie z Matrixem. Ze kurdę, może jednak lepiej nie
      wiedziec, bo prawda może byc jeszcze bardziej okrutna niz pamietam z
      dziecinstwa a już wtedy bardzo mi się to wszystko nie podobało, niestety.

      Jestem już za stara, żeby wprowadzac się bez zdrowotnych konsekwencji w stany
      upojenia. Mój mózg nie pozwala mi na takie szaleństwa, bo się buntuje i
      musiałabym to ciężko odchorowac.

      Ale ja tego już chyba nie potrzebuję. Mam w pamięci każdy swój odlot, tysiące
      stron zapisanych myślami pod wpływem używek i bez. Mogę napic się piwa ale już
      nigdy się nie upiję. Bo nie mogę. Czy jestem uzależniona? I od czego?
      • promocja1000 Re: Uzależniona - konkluzja własna - ostateczna 21.12.06, 17:08
        Nie jestem uzależniona. Jestem tylko przywiązana.

        Jestem przywiązana do swojej kreacji. Do swojego image dziewczyny ze
        szklaneczką w dłoni zawsze i wszędzie gdzie tylko się dało. To dawało mi
        poczucie bezpieczeństwa, bo byłam trochę na rauszu więc zawsze mogłam się tym
        zasłonic jakby co.

        Nigdy nie doprowadziłam się do totalnego upadku bo moja duma własna by mi na to
        nie pozwoliła. Piłam ale piłam z klasą i nikt nie mógł mi niczego zarzucic tak
        na prawdę. Jestem alkoholiczką starej dobrej daty. Szanuję alkohol bo to nie on
        stanowi zagrożenie tylko ta dzika nieokiełznana pijaczyna we mnie która nie ma
        nigdy dośc. Cóz. Dośc powiniem umiec powiedziec człowiek. Bo to człowiek
        stanowi, nie zwyczajna, banalna butelka z płynem.

        Wolnośc jest stanem umysłu.

        I to by było na tyle.

        Trzymajcie się i walczcie.
        Życzę powodzenia.

        To ostatni wpis na tym forum.
        • aaugustw Re: Uzależniona - konkluzja własna - ostateczna 21.12.06, 17:15
          promocja1000 napisała:

          > Nie jestem uzależniona. Jestem tylko przywiązana.
          > Nigdy nie doprowadziłam się do totalnego upadku bo moja duma własna by mi na
          to nie pozwoliła. Piłam ale piłam z klasą...
          > Szanuję alkohol bo to nie on stanowi zagrożenie tylko ta dzika nieokiełznana
          pijaczyna we mnie...
          ______________________________________________________________________________.
          Przepraszam, ale przypomnial mi sie stary "kawal", jak jedna mowila o sobie,
          ze jest porzadna dziewczyna, tylko ta pi.a lajdaczka jest wszystkiemu winna...!
          A...
          • promocja1000 Re: Uzależniona - konkluzja własna - ostateczna 21.12.06, 17:28

            > Przepraszam, ale przypomnial mi sie stary "kawal", jak jedna mowila o sobie,
            > ze jest porzadna dziewczyna, tylko ta pi.a lajdaczka jest wszystkiemu
            winna...!

            :)))) wiem, wiem... nie moje to miejsce na świecie, to forum AA. zdarza się.
            potraktuj to jak kolejny występ małpki w zoo. ale muszę Ci powiedziec, ze w
            Czechach było zdecydowanie lepiej, tam częściej łapali o co mi chodzi, może
            dlatego, że nie są tak indoktrynowani przez AA, nie mam pojęcia.
            Dobra, dziękuję to było było ciekawe doswiadczenie.
            Przykro mi ze nie dorosłam do prawd tu zadanych,
            papa
            • bloomoo Re: Uzależniona - konkluzja własna - ostateczna 21.12.06, 17:58
              promocja

              dzieki wielkie..ja wlasnie czuje sie tak jak Ty..tez czasami jestem mega
              przeszcesliwa bo wide ze on robi sobie okresy abstynencji..ale wiem po co je
              robi..tylko po to by ziolo lepiej wchodzilo po jakims tam czasie...
              wiem tez ze to niezly afrodyzjak..) mialam mozliwosc sie dowiedziec..ale tylko
              wtedy jesli sie nie "przepali' bo wtedy idzie od razu do wyra i od razu zasypia..

              najgorsze jest ze sie sama oszukuje..ze te "przerwy techniczne" czyli okres
              niepalenia i tak do niczego dobrego nie prowadza..bo przyjdzie zjarany na maksa,
              a ja niecierpie na niego patrzec w tym stanie..juz mu to wyznalam..powiedzialam
              ze nienawidze jak wyglada, tych jego glupkowatych min i ogolnie calej postawy po
              jaraniu..chyba jakos nie dotarlo to do niego bo on swoje..dzis znowu..poszedl na
              wilie do swojej pracy i jak myslisz co bedzie tam robil..?:( systematycznie raz
              na tydzien prychodzi zbakany..nienawidze jego znajomych bo wszyscy
              pala..nienawidze tego ze on sie na nich opiera, mowi ze jak oni pala i nic im
              nie jest a wszyscy zajebista prace maja to jest ok zeby on tez palil..ze zycie
              jest za krotkie zeby sobie zabraniac przyjemnosci..ja juz nie wiem jak do niego
              trafic..moze kiedys zmadrzeje..nie wiem..pewnie sie oszukuje..on jest
              uzalezniony od trawy a ja..od niego) to sie nazywa milosc..czasami ludzie
              chrzcza ja mianem'chorej"..mam to w dupie..za duzo juz w zyciu przeszlam mimo
              mojego wieku zeby dalej sie zadreczac..niech sie dzieje wola nieba, mam nadzieje
              ze bede potrafila powiedziec dosc kiedy juz wszystko bedzie sie walilo..nawet
              gdy beda dzieci..i prosze, tu zwlaszcza slowko do augusta, nie szydz z mojego
              punktu widzenia ok? to moja sprawa, wiem ze lubisz dogryzac i szydzic ale zejdz
              kotek ze mnie i pozwol mi choc raz sie normalnie uwywnetrznic na tym
              forum..pozdrawiam Cie Auguscie serdecznie i Ciebie promocja rowniez

              papa
              • aaugustw Re: Uzależniona - konkluzja własna - ostateczna 21.12.06, 18:26
                bloomoo napisała:
                > ..i prosze, tu zwlaszcza slowko do augusta, nie szydz z mojego
                > punktu widzenia ok? to moja sprawa, wiem ze lubisz dogryzac i szydzic ale
                zejdz kotek ze mnie i pozwol mi choc raz sie normalnie uwywnetrznic na tym
                > forum..pozdrawiam Cie Auguscie serdecznie i Ciebie promocja rowniez
                ________________________________________________________________________.
                Bloomoo, ja tylko (jak sama piszesz)"dogryzam" tym, ktorzy nie mowia tu
                prawdy o sobie, ktorzy sciemniaja... Sciagam maski ("odlarwiam") z dewotow,
                nie cierpie pruderii, zaklamania, falszu, manii wyzszosci jednego ochlaptusa,
                nad drugim (nie ma lepszych chorych i gorszych)... itd...
                Ty jestes szczera... Mnie (na poczatku) pomogla tylko szczerosc i prawda o
                sobie...!
                Tez Ciebie pozdrawiam:
                A... ;-))
                • promocja1000 do aaugustw 22.12.06, 00:06
                  aaugustw napisał:

                  ________________________________________________________________________.
                  > Bloomoo, ja tylko (jak sama piszesz)"dogryzam" tym, ktorzy nie mowia tu
                  > prawdy o sobie, ktorzy sciemniaja... Sciagam maski ("odlarwiam") z dewotow,
                  > nie cierpie pruderii, zaklamania, falszu

                  Eh, Aaugustw. Miecz Twojej sprawiedliwości i nieomylnej oceny tnie jak brzytwa.
                  Uważasz, że człowiek nie ma prawa błądzic? Nie ma prawa się omylic w ocene? Bo
                  co?

                  Czytałam Twoje posty i wiem kim jesteś. Jeżeli jesteś PRAWDZIWY w tym co
                  piszesz to się Ciebie nie boję. Twój autorytet do mnie nie przemawia, choc nie
                  kwestionuję Twoich osiągnięc i zasług. Jesteś tworem AA i twoją zbroją są cudze
                  wartości. Nie dziwię się że jesteś nieomylny skoro korzystasz z gotowych
                  frazesów zamiast mówic swoim własnym językiem.

                  Proszę Cię. Odczep się człowieku. Mam prawo pisac co mi się podoba i dopóki
                  nikogo nie obrażam i nie łamię regulaminu - mam prawo tu byc. Nie zaśmiecaj
                  moich wątków i najlepiej ich nie czytaj bo jesteś zbyt zindoktrynowany żeby
                  zrozumiec intencje i przekaz. Szkoda Twojego czasu i mojego też.

                  > manii wyzszosci jednego ochlaptusa,
                  > nad drugim (nie ma lepszych chorych i gorszych)... itd...

                  Ale chrzanisz, i nic nie kumasz, nic a nic. A za ochlapusa to wiesz, uważaj
                  sobie troszkę. Nie jestem Twoim synkiem do wycierania podłogi.

                  Dobranoc
                  • aaugustw Re: do aaugustw 22.12.06, 15:13
                    Promocja1000 napisala:
                    Eh, Aaugustw. Miecz Twojej sprawiedliwości i nieomylnej oceny tnie jak brzytwa.
                    Uważasz, że człowiek nie ma prawa błądzic? Nie ma prawa się omylic w ocene? Bo
                    co?
                    Czytałam Twoje posty i wiem kim jesteś. Jeżeli jesteś PRAWDZIWY w tym co
                    piszesz to się Ciebie nie boję. Twój autorytet do mnie nie przemawia, choc nie
                    kwestionuję Twoich osiągnięc i zasług. Jesteś tworem AA i twoją zbroją są cudze
                    wartości. Nie dziwię się że jesteś nieomylny skoro korzystasz z gotowych
                    frazesów zamiast mówic swoim własnym językiem.
                    _____________________________________________.
                    Ty sie nie masz mnie bac...! ;-))
                    A co do konfrontacji, ktora proponujesz - zrobmy to...! ;-))
                    Ja nie jestem zadnym autorytetem, jak piszesz...! - prosze mnie tak nie
                    nazywac. Jestem zwyklym alkoholikiem, ktory tylko (podkreslam), nie cierpi
                    zaklamania i pruderii. A co do bledow kazdy je robi, ale niech one wynikaja z
                    checi czynienia dobra!
                    A...
                    • promocja1000 Re: do aaugustw 22.12.06, 15:22
                      Drogi Panie,
                      nie wim czy kumasz idee przewodnie punk rocka. Pewnie nie bo chlałeś i guzik
                      Cie to obchodziło. Ale życzę Ci z całego serca żebyś na codzień obcował z taką
                      szczeroiscią i brakiem zachamowan jak ja. Zarzucasz mi pruderię? mój słownik
                      nie zna talich określeń, zakłamanie? czy to Twoje drugie imie?

                      Błądzisz. Ale masz prawo.

                      Baw się dobrze

                      ale sam
                      • aaugustw Re: do aaugustw 22.12.06, 15:40
                        promocja1000 napisała:

                        Zarzucasz mi pruderię?
                        ______.
                        Gdzie ?
                        A...
                      • myszabrum Re: do aaugustw 22.12.06, 15:44
                        August i punk rock :))))
                        Szkoda, Promocja, że nie widziałaś fotki - irokez pasowałby do Augusta jak ta
                        lala :)!
                        • promocja1000 jaka fotka? wrzuc na @ please 22.12.06, 15:54
                          • myszabrum Re: jaka fotka? wrzuc na @ please 22.12.06, 15:57
                            No, nie zapisałam jej, August tu kiedyś publikował ją na forum ale wykasował.
                            • myszabrum Re: jaka fotka? wrzuc na @ please 22.12.06, 16:02
                              Tu jest link do dyskusji, gdzie się ta fotka onegdaj pojawiła (tak, wiem, ja
                              też mam zapędy archiwisty :)):

                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=50768297&v=2&s=0
                        • aaugustw Re: do aaugustw 22.12.06, 15:58
                          myszabrum napisała:

                          > August i punk rock :))))
                          > Szkoda, Promocja, że nie widziałaś fotki - irokez pasowałby do Augusta jak ta
                          > lala :)!
                          _________.
                          ;-)))
                          A...
                          Ps. masz "piatke"!
                  • alkodarek Re: do aaugustw 03.01.14, 11:09
                    promocja1000 napisała:

                    > aaugustw napisał:
                    >
                    > ________________________________________________________________________.
                    > > Bloomoo, ja tylko (jak sama piszesz)"dogryzam" tym, ktorzy nie mowia tu
                    > > prawdy o sobie, ktorzy sciemniaja... Sciagam maski ("odlarwiam") z dewoto
                    > w,
                    > > nie cierpie pruderii, zaklamania, falszu

                    > Eh, Aaugustw. Miecz Twojej sprawiedliwości i nieomylnej oceny tnie jak brzytwa.
                    > Uważasz, że człowiek nie ma prawa błądzic? Nie ma prawa się omylic w ocene? Bo co?
                    > Czytałam Twoje posty i wiem kim jesteś. Jeżeli jesteś PRAWDZIWY w tym co
                    > piszesz to się Ciebie nie boję. Twój autorytet do mnie nie przemawia, choc nie
                    > kwestionuję Twoich osiągnięc i zasług. Jesteś tworem AA i twoją zbroją są cudze
                    > wartości. Nie dziwię się że jesteś nieomylny skoro korzystasz z gotowych
                    > frazesów zamiast mówic swoim własnym językiem.
                    > Proszę Cię. Odczep się człowieku. Mam prawo pisac co mi się podoba i dopóki
                    > nikogo nie obrażam i nie łamię regulaminu - mam prawo tu byc. Nie zaśmiecaj
                    > moich wątków i najlepiej ich nie czytaj bo jesteś zbyt zindoktrynowany żeby
                    > zrozumiec intencje i przekaz. Szkoda Twojego czasu i mojego też.

                    > aaugustw napisał:
                    > > manii wyzszosci jednego ochlaptusa,
                    > > nad drugim (nie ma lepszych chorych i gorszych)... itd...


                    > Ale chrzanisz, i nic nie kumasz, nic a nic. A za ochlapusa to wiesz, uważaj
                    > sobie troszkę. Nie jestem Twoim synkiem do wycierania podłogi.
                    >
                    > Dobranoc


                    Bardzo celna wypowiedź. Jak widać niedługo minie 10 lat od tego wpisu a aaugusw niezmiennie niedoceniany. Powyższe dowodz, że nie ma sensu z umysłem zabetonowanym własną ideologią dyskutować, szkoda życia.
                    • aaugustw Re: do aaugustw 03.01.14, 11:30
                      alkodarek napisał (do A...) przytaczajac jakis tam moj tekst, sprzed 10 lat:
                      :::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
                      :::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
                      _______________________________________.
                      Szkoda alkodarku ze 1945 r. nic nie przytoczyles,
                      byloby to dzisiaj jeszcze zabawniejsze...! ;-)
                      A...
                      Ps. Kiedy zaczniesz trzezwiec...!?
                      • iskram Re: do aaugustw 03.01.14, 21:50
                        " Ci co wstecz sie oglądaja nie nadaja sie do Królestwa Bozego "
                        Zniewolone umysły!!!!!!!!!!!!!!!!!
                        • aaugustw Re: do aaugustw 04.01.14, 15:20
                          iskram napisała:
                          > " Ci co wstecz sie oglądaja nie nadaja sie do Królestwa Bozego "
                          > Zniewolone umysły!!!!!!!!!!!!!!!!!
                          ____________________________________________.
                          ... ktore zamienione zostana, jak zona Lota w slup soli,
                          a wtedy dopiero ürzestana pic...! :-(
                          A... ;-)
              • promocja1000 Re: Uzależniona - konkluzja własna - ostateczna 21.12.06, 23:53
                Chłopakami się nie przjmuj, to dzieci we mgle. Wydaje im się że mają panaceum
                na całe zło świata. I się rzucają bo AA zrobiło im pranie mózgu. Też mi wybór
                skoro się musi. Odpuśc sobie.

                A wracając do naszych panów. Ja cieszę się każdym okresem abstynencji mojego
                faceta bo to jest sygnał, że jak dojrzeje do decyzji - będzie mu łatwiej wygra
                z nałogiem. Bo ja osobiście jestem zwolenniczką małych ale pewnych kroczków.
                Heroiny też nie odstawia się od razu, podaje się metadol. Nie można żądac od
                osoby prawdziwie uzależnionej natychmiastowego odstawienia swojego draga, bo
                można nie wytrzymac napięcia i się zabic na przykład w akcie rozpaczy.

                Wiem bo palę od wielu lat i psychiarta nie pozwala mi rzucic palenia dopóki nie
                będę w pełni gotowa, bo sydrom odstawienniczy może byc opłakany w skutkach.
                Do zerwania z nałogiem trzeba się przygotowac. Oczyścic ciało z toksyn i
                przygotowac umysł do życia w zupełnie nowych warunkach. To poważne zadanie: tak
                przekonac siebie samego o słuszności postanowienia zerwania z nałogiem aby
                umysł zaczął współpracowac a nie występowac przeciwko. Uważam że dobra
                motywacja to klucz do sukcesu.

                Twój facet nie chce przestac palic, bo wszyscy w jego towarzystwie palą i on
                nie może (nie umie, nie chce) by inny. Jak już wszedłeś między wrony itp. Mój
                pali pomimo tego, że jest z tym sam. Ma w dupie to, że wytykają go palcami. On
                pali bo to lubi i czuje sie w oparach maryśki jak w niebie.

                Wiesz co jest najgorsze? Najgorsze jest to, że ja go rozumiem. Też jestem
                uzależniona od uczucia "stanu nieważkości" i wiem że wolałabym pic dalej bo
                trzeźwośc nie jest wcale taka fajna. Czasy wredne, ludzie zaganiani, wartości
                miałkie jak cukier puder... czym tu się zachwycac?

                Ale jestem już trochę za stara i za mądra na protezę z ułudy. Nie neguję jej
                atrakcyjności i pozostaję wierna przekonaniu że haj jest fajny. Ale chcę pójśc
                dalej, zobaczyc co kryje się za następną górą. I wierzę że mój facet będzie
                chciał pójśc tam ze mną. Muszę tylko poczekac chwilkę na niego, łagodnie
                przekonac go, że tam też będziemy mogli byc szczęśliwi.

                Mój Bóg jest łagodny i używa łagodnych metod.

                Wiara i miłośc góry przenosi.

                Ortodoksi walą ścianą w mur.

                Trzymaj się i nie poddawaj. Mój dziś nie zapalił. Obiecał, że dopiero w sobotę.
                On się zmienia dla mnie a mnie to zacwyca. papa
                • bloomoo Re: Uzależniona - konkluzja własna - ostateczna 22.12.06, 11:48
                  Promocja

                  dziekuje Ci bardzo:)
                  jestes naprawde rowna babka..
                  moj tez ma zapalic jutro..powiedzial zebym mu dzis kupila cygaro bo" idzie na
                  wigilie do chlopakow jutro" i maja zamiar sobie zrobic cygarowego skreta..juz
                  nie wiem co lepsze, przyzwyczajenie do jego nałogu, akceptacja(cicha bo tak
                  naprawde nie jestem w stanie teo zaakceptowac), czy zupelne polozenie lachy..

                  zobaczymy jak to bedzie po nowym roku..ja zamierzam mimo wszystko wprowadzic
                  pare istotnych zmian w zyciu

                  do uslyszenia postowego po 1 stycznia

                  trzymaj sie dzielnie i pomagaj tak dalej bo naprawde Twoje posty wnosza do
                  mojego punktu widzenia bardzo wiele

                  jeszcze raz zdrowych i i wesolych swiat , rodzinnych, spokojnych cieplych
                  pozdrawiam
                  Inka
                  • promocja1000 Szalona, poczekaj! 22.12.06, 11:55
                    Jedno zdanie bo wiem, że się spieszysz.

                    Jak położysz "lachę" - to możesz równie dobrze zakończyc ten związek już dziś.

                    Obojętnośc to największa zbrodnia!

                    Buziaczek i baw się dobrze Trzpiocie TY :)
                    • bloomoo Re: Szalona, poczekaj! 22.12.06, 15:29
                      juz wrocilam..nabylam mu to cygaro i zapytalam przez telefon czy moglby mi
                      obiecac jedna rzecz, a mianowicie, czy moglby nie sprowadzic sie dzis do takiego
                      stanu(bo idzie jednak dzis) zeby nie wiedzial potem kim jestem..powiedzial
                      tylko(bo to strasznie drazliwa kwestia) zebym scen nie robila bo przeciez on
                      nigdy tak nie zrobil...

                      czemu wedlug Ciebie mam nie klasc lachy? chodzi mi o obojetnosc...wobec tego co
                      on robi ze soba przez ta trawe..wiem, ze mowiac kladac lache moglabym go rzucic
                      a ja jednak chce byc z nim..nie mylic z "TKWIC" bo to nie tkwienie..zastanawia
                      mnie jednak dlaczego on sie nie chce z tego obudzic..nie palil 30 lat a nagle 2
                      lata temu mu odwalilo..nie rozumiem..krzywdzi mnie..on to wie i widzi..a jednak
                      nie umie z tego zrezygnowac..mam wiec tak cierpiec do sadnego dnia?..bardzo
                      mocno go kocham i pewnie dlatego nie potrafie znowu sadomasochistycznie dobic
                      sie na potege..tylko..co jest lepsze: bicie sie cala reszte zycia z faktem
                      ktorego nie zaakceptuje czy odejscie od osoby tak mocno kochanej wlasnie z tego
                      powodu..?

                      pozdrawiam cieplutko
                      Szalona:)
                      • promocja1000 Re: Szalona, poczekaj! 22.12.06, 15:53
                        Kurdę. Nie mam prawa mówic Ci co masz robic. Mało tego, mówiac Ci, żebyś
                        zgodziła się na to co wyrządza Ci krzywdę - robię krzywdę Tobie.

                        Uzależnienie partnera to koszmar. Każdego dnia musisz stwia mu czoła od nowa.
                        Ludzie nie są stworeni do takich poświęceń. Wybierają łatwiejsze rozwiązania,
                        bo nie jest łatwo porzucic bez żalu kogoś kogo nie darzy się prawdziwym
                        uczuciem.

                        A miałkie uczucie contra wygodne życie, ma się nijak bo teraz inaczej
                        wartoścuje się świat. Więc powiem Ci jak z Poradnika Domowego, Encyklopedii
                        Troski o Siebie oraz najnowocześnieszego poradnika psychologicznego:

                        ZOSTAW GO! OPLUJ GO! PODPCZ GO I WCIŚNIJ W GLEBĘ. tO ZWYKŁY ŚMIEC@ GNIDA NIE
                        ZASŁUGUJĄCA NA MIANO CZŁOWIEKA! zABIJ GO I IDŻ GDZIE MASZ IŚC (najlepiej
                        obejrze kolejny odcicem M jak Miłośc). Fuck i biedronka

                        Ku.., nic nie macie szacunku dla ludzi słabszych niż Wy cholerne herosy.
                        słów mi brak. my my my. oni nas rania rania rania

                        jestem pod @
                        ale nie prowokuj mnie więcej
                        • promocja1000 przepraszam, ale mam dośc i na koniec: 22.12.06, 16:01
                          Ja kocham swojego męża i biorę go takiego jakim jest. Poświęcę życie żeby mu
                          pomóc, ale jeśli wybierze inaczej - uszanuję to.

                          Taka jest siła mojej miłości i wybacz, ale nie mogę Ci pomóc bo nie potrafię bo
                          co bym nie powiedziała to i tak każdy będzie mógł to opluc. Chcesz trzeźwego
                          miłego faceta - to go sobie znajdż. Mnie nie przeraża troch chemii bo umysł
                          mojego faceta jest dla mnie jak ocean, a siła miłości, oddania i lojalności
                          jest jak twierdza. Ja się w tej miłości sankcjonuję i szczycę się tym.

                          A Ty tak kochasz swojego faceta, że nim publicznie pogardzasz. Wstyd.
                          • bloomoo Re: przepraszam, ale mam dośc i na koniec: 22.12.06, 16:14
                            hmm

                            chyba padlo tu troche mocnych slow..
                            nie nie pogardzam nim..tylko widzisz, ja mam (jak kazdy jeszcze) swoja
                            przeszlosc, ktora jest podobnie ciezka i nie wiem czy teraz moje slowa i decyzje
                            nie sa spowodowane ta przeszloscia a wlasciwie pietnem..
                            nie wiem czy teraz jeszcze potrafie az tak kochac, ale mimo to staram sie..a to
                            chyba powinno byc brane pod uwage..nie rozumiem dlaczego sadzisz ze gardze
                            facetem? nie, nie gardze, chce mu pomoc ale kazda proba pomocy i wyciagniecia
                            reki konczy sie tym samym: nie i koniec! i jescze ciche dni..mowisz ze nie
                            zrozumiem jego umyslu bo sama nie pale..hmmm..moze i tak ale ja za to potrafie
                            isc trzezwo(nie chodzi o alkohol) przez zycie i mierzyc sie z przeciwnosciami
                            bez zadnych dopalaczy! a to ze traktuje jego palenie jako grozbe dla naszego
                            zwiazku to nie ze wzgledu na wlasny egoizm ale ze wzgledu na niego, na jego
                            zdrowie i na jego przyszlosc..bo potrafie wyjsc na przeciw przyszlosci i
                            zauwazam cos czego on, moze pod wplywem nie zauwaza: to sie wszystko odbije w
                            przeszlosci a ja staram sie mu to oszczedzic..mowisz ze jestem egoistka? mylisz
                            sie..gdybym byla juz by mnie przy nim nie bylo! taka prawda..
                            tylko czemu mierzymy wszystkich miara ludzi slabych? czemu twierdzisz "TY TY
                            TY"..dajj szanse innym i nie oceniaj mnie pochopnie prosze..

                            mimo tego ostrego tonu w moi kierunku pozdrawiam Cie serdecznie i zycze..wiecej
                            pogody..duzha:)
                            • promocja1000 Maleńka, kochana_ 22.12.06, 20:57
                              nie mierz się jeśli nie podołasz.

                              Słabych do piachu, mocarzy na trubuny...

                              Koniec.

                              reszta (PRAWDZIWA misiaczku) ty6lko na priv
                            • promocja1000 To są słowa mojego faceta do Ciebie 27.12.06, 20:33
                              Przed Tobą długa droga. Z każdym dniem będziesz sobie potwierdzac albo
                              zaprzeczac.
                              Wiedz więc, że Twój problem jest o wiele bardziej szerszy niż Ci się wydaje.

                              Twój chłopak zaczął palic dopiero 2 lata temu, więc jest zafascynowany nowym
                              dragiem.
                              Pamiętaj, że wykorzystac można go w niejeden sposób. Twój chłopak na razie (z
                              tego co mówisz) traktuje go jako typowy zamulacz, który pozwala mu się upic
                              bardziej. Nie będę opisywał kolejnych dróg, żeby Cię za bardzo nie przerazac,
                              wspomnę jednak że każdy zaczynał paląc w łikendy.

                              Pamiętaj również że zabieranie dziecku zabawki zawsze kończy się płaczem.
                              Zmierz siły na zamiary. Walcz o to co masz. Pozwól mu, ale walcz o to, żeby to
                              były tylko łikendy.

                              Bo w miłości to jest tak, że któreś musi zacząc. A czy macie już włąsne plany?
                              Czy spłacacie kredyt za własne mieszkanie? To Ty oceniasz człowieka i obdarzasz
                              go takim zaufaniem na jakie Cię stac. Może się okazac, że to dobry facet i nie
                              będzie wydawał na trawkę tylko na codzienne życie. Każdy kiedyś dorasta. Mi się
                              nie udało.

                              PS. Nic niewiem o Twoim facecie, bo nic nie napisałaś. Wiem tylko, że pali
                              trawkę.
                              • promocja1000 Re: To są słowa mojego faceta do Ciebie 27.12.06, 20:36
                                To trochę zmienia moje wyobrażenia o moim facecie, bo wychodzi na to, że ja nie
                                jestem nikim ważnym w jego życiu. On teraz siedzi, gada o nietolerancji i nie
                                dociera to do niego. Taki jest właśnie koniec mojej kreacji.

                                Teraz powiedział, że napisał to na trzeźwo i przysięgam Ci, że to prawda.

                                Dlatego, takie to a nie inne :(
                                • promocja1000 Re: To są słowa mojego faceta do Ciebie 27.12.06, 22:53
                                  Ale po zastanowieniu (i pierwszej naszej kłótni od lat i to zupełnie na
                                  trzeźwo) doszłam do wniosku, że on to napisał do Ciebie, nie do mnie.

                                  Z tego co piszesz jesteśmy w zupełnie innym miejscu jeśli chodzi o postrzeganie
                                  problemu. Ja jestem dalej i żyję z tym już 5 lat. Miałam kupę dni i nocy
                                  przepłakanych lub przechichranych (róznie to bywało ;) żeby zmierzy się z tym.

                                  Dla mnie marihuana to zbyt potężna pani. Jest bardzo wymagająca dla mojego
                                  umysły i każe doświadcza rzeczy z którymi ja sobie nie zawsze umiem poradzic. W
                                  przeciwieństwie do mojego faceta - mam problem z otwartym dotykaniem absolutu i
                                  prowadzenia dialogu z siłami natury ze swododą i ciekawością dziecka.

                                  Mnie to przeraża. Za cienka w uszach jestem i dlatego, że mam taki właśnie
                                  rozumek - nie palę.

                                  Ale on pali. Nie robi tego, żeby się nawalic (patrz, marihuana w służbie
                                  blokowiska, jedno wielkie buchacha lub Twój chłopak /szklane oczy, sraczka
                                  słowna, itp./) i on chce to robic do końca swojego życia.

                                  Kocha mnie ponad wszystko, ale tego odebrac sobie nie da. Bo to jego bóg (nie
                                  do konca, ale chce Ci uświadomic rangę mojej percepcji problemu). A ja to
                                  rozumiem i zgadzam się. Mój wybór jest taki.

                                  Wiem, że nie da rady przeżyc całego życia na haju. I wiem, że jako dziadek nie
                                  będzie już pykał fajeczki, bo mu zdrowia na to nie pozwoli ani musie już nie
                                  będzie musiał, bo tyle się nachapie że mu zbrzydnie ten cały chrzaniony
                                  mistycyzm.

                                  Poczekam, bo jest na kogo.

                                  Ale Ty raczej nie skazuj się na taki los. To trudne.

                                  Życzę powodzenia i przepraszam, że tak źle Cię potraktowałam, miałąm zły humor
                                  (lekki ataczek) i mnie poniosło.
                                  • bloomoo Re: To są słowa mojego faceta do Ciebie 29.12.06, 17:44
                                    nie ma sprawy, rozumiem Twoj gniew..Twoj facet bardzo madrze to ujal..ale ja to
                                    wiem..zreszta, kazda z nas w podobnej sytuacji to wie..wie ze bedzie musiala
                                    wybierac..wtedy wybieramy roznie..ale te co zostaja, wybieraja ciezkie zycie,
                                    nie ma w nim radosci( no moze przesadzam) ale sa dni bardzo dluugie dni spedzone
                                    na mysleniu co by bylo gdyby...gdyby on nie pali, czy zycie bylo by inne?
                                    prostsze? jasniejsze?..hmmm..nie potrafie, tak jak nikt inny, odpowiedziec na te
                                    pytania..wazne jest teraz jak bedziemy potrafily uporac sie z ta sytuacja, czy
                                    zostaniemy z twarza? ..nie wiem..a tak z drugiej strony czy zostajac z osoba
                                    uzalezniona nie wstrzelamy sie w format egoistow? bo z jednej strony egoista
                                    odchodzi z takiego zwiazku bo nie chce sie meczyc prawda? a z drugiej, ci co
                                    zostaja, niczym wierne penelopy, czyz tez nie sa po czesci wyjatkowo
                                    egoistyczne? zostaka z facetem zeby widzial i wiedzial ze MIMO jego nalogu, sa z
                                    nim, i beda zawsze, tracimy wlasne ja, badz nieco je karykaryturujemy, a nasz
                                    egoizm polega na tym ze facet jest NASZ, MIMO, WBREW i W OGOLE..
                                    • promocja1000 Re: To są słowa mojego faceta do Ciebie 30.12.06, 16:54
                                      bloomoo napisała:

                                      > te co zostaja, wybieraja ciezkie zycie, nie ma w nim radosci( no moze
                                      przesadzam)

                                      Przesadzasz Kochana i to bardzo. Ja nie cierpię i nie jestem smutna, bo nic nie
                                      dzieje sie takiego żebym smutna by musiała. Mam faceta, którego kocham ponad
                                      życie a on kocha mnie tak samo a może nawet i więcej. W naszym domu panuje
                                      miłośc i zrozumienie. On akceptuje to, że ja czasem nie jestem sobą (depresja)
                                      i pomaga mi wtedy jak umie. Ja akceptuję to, że on po robocie sobie lubi
                                      zapalic i uważm, że to lepsze i mniej szkodliwe niż jakby wypił butelkę wódki.

                                      ale sa dni bardzo dluugie dni spedzon
                                      > e
                                      > na mysleniu co by bylo gdyby...gdyby on nie pali, czy zycie bylo by inne?
                                      > prostsze? jasniejsze?

                                      Ja nie muszę się zastaniawiac bo wim jak jest kiedy on nie pali. Jest TRUDNIEJ.
                                      Bo muszę by bardziej aktywna, bardziej czujna i generalnie rzecz ujmując
                                      bardziej się starac, żeby było dobrze. Jak mój sobie zapali, to nie przeszkadza
                                      mu, że nie ugotowałam obiadu ani że powiem coś krzywo. Ma więcej luzu w sobie i
                                      tolerancji i ogólnie jest jak prawdziwy rasta: cool man. Ja go nawet wolę
                                      takiego i uwierz, że bardzo się cieszę kiedy mam tak dobrą kondycję psychiczną
                                      żeby sobie buchnąc z nim. Wtedy jesteśmy razem bardziej i to jest miłe.

                                      Ale ja bez jarania mam z nim kontakt i nie ma beriery a ni niezrozumienia. Jak
                                      go poniesie gdzieś wysoko, wysoko - to ja sobie na luziku wędruję z nim po po
                                      tych jego wizjach i nie przeszkadza mi to, że nie jestem ujarana. Ja mam swój
                                      własny drag, jest nim mój umysł. Ja bez wspomagacza mogę (a nawet wolę) odbywac
                                      drogi niedostępne dla wszystkich. Dlatego łatwo dostosowywuję się do otoczenia
                                      i nikomu nie przeszkadza moja abstynencja, bo ja rozumiem i czuję, a nawet
                                      chyba jednak bardziej czuję. A więź która łączy mnie z moim facetem jest czymś
                                      co można porówna do smyczy - jak go proszę, żeby wrócił bo chcę zamienic z nim
                                      słówko - to wraca. Mój jest. Nie jej.

                                      ..hmmm..nie potrafie, tak jak nikt inny, odpowiedziec na t
                                      > e
                                      > pytania..

                                      Potrafimy. czytaj!!! patrz i obserwuj. literki to literki. a myśl to myśl.

                                      wazne jest teraz jak bedziemy potrafily uporac sie z ta sytuacja, czy
                                      > zostaniemy z twarza?

                                      Twarz? O co chodzi? Masz jakiś problem z torżsamością w tym wszystkim? Nie
                                      bardzo Cię rozumiem.

                                      > a z drugiej, ci co zostaja, niczym wierne penelopy, czyz tez nie sa po czesci
                                      wyjatkowo egoistyczne? zostaka z facetem zeby widzial i wiedzial ze MIMO jego
                                      nalogu, sa z nim, i beda zawsze, tracimy wlasne ja, badz nieco je
                                      karykaryturujemy, a nasz egoizm polega na tym ze facet jest NASZ, MIMO, WBREW i
                                      W OGOLE..

                                      Nie jestem POMIMO. Jestem bo kocham. Gdybyś nie podłączyła się do tego wątku -
                                      nie zastanawiałabym się chyba nawet aż tak bardzo. Nigdy nie widziałam problemu
                                      tak do końca. Nabijałam się z mojego, że on i te jego blanty to jak Flip i
                                      Flap, że razem idą ze mną do łóżka i w sumie to nie wiem z kim ja się
                                      piep...rzę :))) Ale to takie przekomarzanie. On pali, żeby było mu przyjemniej,
                                      nie żeby się nawali i stracic ze mną kontakt. Jesteśmy w kontacie cały czas i
                                      nikt nikogo nie zdradza.

                                      Czego i Tobie życzę
                                      • bloomoo Re: To są słowa mojego faceta do Ciebie 02.01.07, 10:12
                                        czesc i czolem Promocjo!!

                                        szczesliwego nowego roku zycze!!

                                        wiesz, po przeczytaniu jednego z Twoich topikow znalazlam linka do pogawedki
                                        bodka o narkotykach..przesluchalam..zrobil na mnie wrazenie..przesluchalam z 3
                                        razy..w miedzyczasie sie pakowalam bo musialam zostawic mieszkanie puste na
                                        przyjecie lokatorow kiedy to ja sama przesiedlalam sie z caly,m moim jestestwem
                                        do mieszkania mojego faceta..i tak sobie pakowalam i tak sobie sluchalam tego
                                        bodka..nie bylo to nachalne..bylo to takie zwykle, spokojne, ale
                                        zastanawiajace...zrobilo na mnie duze wrazenie..bardzo chcialam zeby moj
                                        przesluchal ten tekst..nie interesowalo mnie narzucanie sie jemu z tekstami
                                        typu" sluchaj, posluchaj tego bo inaczej..itepe.." nie..wiedzialam ze tekst
                                        ten, jak tysiace podobnych moga zrobic lub nie musza wrazenia na moim
                                        facecie...kiedy zadzwonil na spokojnie wyjasnilam ze sprzatam i slucham takiego
                                        zastanawiajacego tekstu o wplywie narkotykow..jakos sie zaiteresowal i poprosil
                                        o przeslanie linka..dopiero potem p[owiedzial ze " ładnie mu to zapodalam" bo
                                        on jakby mu cos kazano przesluchac to powiedzialby "spier..." i tyle bym miala..

                                        a tak..zainteresowal sie, wysluchal i...powiedzial..rzucam..nie wierzylam, nie
                                        chcialam uwierzyc..ale tego samego dnia przyszlo towarzystwo do "palenia"..co
                                        zrobil ten moj? ..powiedzial, ze (mimo namowy) palil nie bedzie..i na dodatek
                                        oddal swoje "Przybory do skrecania".....nie chce mi sie wierzyc..chwale go za
                                        kazdy raz nie palenia..jestem z nim i bede go wspierac..mam nadzieje ze
                                        wytrwa..jesli nie, to mam nadzieje ze bedzie potrafil kolejnym razerm..:)

                                        bardzo Ci dziekuje za cale wsparcie:)
                                        szczesliwego nowego roku! duzo sily, hartu ducha i spokoju:)
                                        pozdrawiam
                                        Inka
                                        • promocja_tys Re: To są słowa mojego faceta do Ciebie 09.01.07, 21:45
                                          gratulaty i kwiaty - jak życzył mi Tenjaras.

                                          Cieszę się że na coś się przydałam. Szczęścia, miłości, tolerancji i wolności
                                          takiej jak ją rozumiecie - na nowej drodze życia.

                                          Promocja i Gratis :)
                              • bloomoo Re: To są słowa mojego faceta do Ciebie 29.12.06, 17:37
                                witaj

                                bardzo Ci dziekuje za Twoj post
                                wiem ze duzo jeszcze przede mna.
                                zdaje sobie z tego sprawe.

                                co do mojego faceta to mamy wspolne plany(dziecko, budowa domu,teraz kredyt na
                                samochod dla mnie-on bierze na siebie)..jest jeszcze mlody,to fakt, ma 32 lata,
                                wlasna firme, mowi ze ma bardzo duzo do stracenia..mowi tak, ze juz nie wiem czy
                                zdaje sobie sprawe z tego co mowi, czy mowi to tylko po to by zagluszyc jakies
                                tak male,kwoiczace wyrzuty sumienia(swoje? moje?)..nikt nigdy nie pwoiedzial ze
                                bedzie latwo..ale ja juz swoje przezylam..mam swoja wytrzymalosc..ostatmni rok
                                byla dla mnie gehenna pod wzgledem psychicznym( zdrada meza po po, roku slubu i
                                rozwod w wieku 25 lat; dlugi ktore narobil na kochanke i jej dziecko--18 tys i
                                kazal mi splaca grozac komornikiem) te i inne rzeczy pozwalaja mi stwierdzic ze
                                moja psychika choc doszzetnie zburzona w zeszlym roku w tym juz ulegla odbudowie
                                i jest mocniejsza..dlatego do niektorych rzeczy mam juz zupelnie inne podejscie
                                a mojdeficytsiły tak szybko sie nie uszczupla( no chyba ze nie wiem o tym , a
                                moja psychika mowi mi wprost inaczej)

                                wiem ze nie mozna mowic ludziom jak maja zyc--to ich wybor,ja napisalam tamtego
                                posta tylko po to by zapytac, nie pytac o rade! by zapytac czy inne osoby maja
                                podobnie, poszukac slownego wsparcia, bo przeciez, rzecz jasna, gdybym byla
                                slaba to juz bym od niego odeszla..a tak nie jest..jestem z nim, wspieram go,
                                pomagam mu..jest naprawde madrym czlowiekiem..pozwala mi spojrzec na kazdy
                                problem z innej perspektywy, czasem dosc drastycznie, ale wlasnie dzieki temu
                                jestesmy, a nie, korzystajac z zaistnialych problemow rozwiazujemy je jedyna
                                najprostsza droga
                • aaugustw Re: Uzależniona - konkluzja własna - ostateczna 22.12.06, 15:07
                  Promocja1000 napisala:

                  Mój Bóg jest łagodny i używa łagodnych metod.
                  Wiara i miłośc góry przenosi.
                  ____________________________________________.
                  Mowisz, jakbys wyszla z Mityngu AA...! ;-))
                  A...
                  • promocja1000 Re: Uzależniona - konkluzja własna - ostateczna 22.12.06, 15:16
                    Widzisz, mój drogi jak to jest na tym świecie...

                    Tylko że ja zasypiam każdej nocy w objęciach tego samego mężczyzny od lat.
                    Czasem spaceruje po nas kot... Nasze Dzieci są już dorosłe a my spełnieni i
                    szczęśliwi. Nie ma w nas gniewu.

                    Moja miłośc ma inne imię niż Twoja.
                    Inny sens. I inne znaczenie.

                    A AA niechaj rośnie na chwałę potrzebujących.
                    Amen
                    • aaugustw Re: Uzależniona - konkluzja własna - ostateczna 22.12.06, 15:38
                      promocja1000 napisała:

                      > Czasem spaceruje po nas kot...
                      Nasze Dzieci są już dorosłe a my spełnieni i
                      > szczęśliwi. Nie ma w nas gniewu.
                      >
                      > Moja miłośc ma inne imię niż Twoja.
                      > Inny sens. I inne znaczenie.
                      >
                      > A AA niechaj rośnie na chwałę potrzebujących.
                      ____________________________________________________________________.
                      Moja droga "Promocjo1000", nie wiem juz w jakim watku czytalem Twoja
                      przepiekna, prawdziwa opowiesc o tym, jak udalo Ci sie wyjsc z tego
                      nalogu oraz o tym, co Tobie pomoglo...! Wiem tylko, ze byly to podobne
                      slowa do tych, ktore wyzej przytoczylas...!
                      Pisalas o wspolnym piciu, wspolnym zaufaniu, uczciwosci, milosci, wierze...
                      Powtarzalas slowa, ktore ja juz od dziecinstwa slyszalem... Slowa, ktore od
                      wiekow zawarte sa w Biblii i praktykowane sa w innych wielkich religiach tego
                      swiata... - Slowa geniusza wsrod geniuszy, ktore sa przekazywane od pokolen,
                      mianowicie; "Prawda", "Milosc", "Uczciwosc", "Pokora"... itd...
                      Majac u swego boku drugiego alkoholika, majac w sobie te wiedze... dokonal sie
                      w Tobie ten "cud trzezwosci", (trudno wtedy, zeby moglo byc inaczej), ale wg.
                      mnie robisz jeden blad; Ty myslisz, ze to wszystko jest tylko dzieki Tobie.
                      Zapomnialas co bylo wczoraj...!?
                      (nie wspomnialem nic na temat Twoich niezliczonych terapii!).
                      Prosze o troszke pokory, bo upadki bywaja ciezkie...! ;-))
                      A...
                      Ps. (napisalas jeszcze):
                      > A AA niechaj rośnie na chwałę potrzebujących.
                      > Amen
                      __________.
                      Amen.
    • ja0010 Re: Uzależniona od uzależnienia 22.12.06, 00:27
      Ciekawy watek zainicjowalas.
      Nie bede go czytac dalej dzis,(pije wlasnie ),
      bo przepuscilabym wiele fajniastych mysli.
      Przeczytam go ,,pozniej,,...Swiadomie.
      Szczegolnie zainteresowalam sie stwierdzeniem Twym,iz masz do psychoz
      tendencje .Bo ja mam syna narkomana z podobnym problemem.
      I ciagle zastanawiam sie jak go traktowac.Czy uznac ,ze jest normalny,
      z powaznymi zaburzeniami zachowania?Czy schylic glowe i pogodzic sie z
      faktem ,iz moje dziecko odstaje od normy psychicznej ? To drugie jest
      trudniejsze ...
      • promocja1000 Re: Uzależniona od uzależnienia 22.12.06, 00:36
        pogadamy jak będziesz gotowa. Nie chciałabym tutaj publicznie opisywac choroby,
        ale możemy pogadac na privie. Jeśli masz jakieś pytania to wyślij na pocztę
        gazety. Postaram się pomóc.
        • ja0010 Re: Uzależniona od uzależnienia 22.12.06, 00:44

          Dziekuje.Rozumiem.

          Odezwe sie kiedys .
          Czasem chcialabym po prostu pogadac zwyczajnie .
          Zycze Ci spokojnych Swiat ,promocjo...
          • promocja1000 Re: Uzależniona od uzależnienia 22.12.06, 01:29
            dopisałam Ci coś do Twojego wątku. może pomoże, nie wiem.

            jak chcesz pogadac to skrobnij mailika. odpowiem. czasu mam jak lodu

            wesołych świąt i nie poddawaj się
      • promocja1000 Re: Uzależniona od uzależnienia 31.12.06, 02:13
        ja0010 napisała:

        > Bo ja mam syna narkomana z podobnym problemem.
        > I ciagle zastanawiam sie jak go traktowac.Czy uznac ,ze jest normalny,
        > z powaznymi zaburzeniami zachowania?Czy schylic glowe i pogodzic sie z
        > faktem ,iz moje dziecko odstaje od normy psychicznej ? To drugie jest
        > trudniejsze ...

        Normalny, nienormalny... Teraz te sprawy reguluje pan psychiatra określając to
        na podstawie 10 min. wywiadu, relacji o dziwnych obiawach i kilku badaniach.
        Granica między normalnością a chorobami psychicznymi jest bardzo płynna i nawet
        psychiatrzy przyznają się, że nie umieją jej określic.

        Mi zdiagnozowano chorobę po przeżyciu bardzo poważnej tragedii życiowej. Teraz
        (po 7 tach walki) uważam, że ta diagnoza niekoniecznie musiała byc słuszna.
        Staram się to oktualnie zdadac.

        Narkomania jest chorobą osób o szczególnej strukturze psychicznej, które w
        narkotykach oczekują odpowiedzi na najróżniejsze pytania. Jeśli chcesz podam Ci
        linki, to sobie poczytasz. Jest też prwien rodzaj ludzi sięgających po
        narkotyki wg. kodu Witkacego (nazwę go tak, bo muszę). Ja do nich należę.

        Mimo psychoz jakich doświadczyłam (a niezłe kino to było, jazda taka że hej) i
        mimo diagnozy jaką mi postawiono - uważam się za osobę NORMALNĄ, poza epizodami
        które miewam (miewałam). Jeżeli ktoś myśli inaczej - nie jest dopuszczany do
        grona moich znajomych.

        Tak więc Droga Ja, za mało danych by odpowiedziec na Twoje pytanie. Jak podasz
        więcej - otrzymasz więcej.

        Pozdrawiam
    • promocja1000 etap II - uświadomienie niewiedzy 22.12.06, 04:17
      Trochę poszlałam sobie na tym forum i rację mają ci, którzy myślą że wpadam w
      kolejną pułapkę. Internet to też narkotyk. I powietrze też. hehe
      ________________________________

      Nie jest sztuką wyzwolic się z uzależnień swojego umysłu poprzez zanegowanie
      istnienia oczywistych faktów i odcięcie się od zagrożeń.

      Powiedziec sobie, że wódka to zło a narkotyki to śmierc. Wyłączyc komputer,
      przestac chodzic do kasyna. Można też pójsc gdzieś gdzie będą wkładac ci do
      głowy że to jedyne słuszne rozwiązanie a ty uwierzysz w to że jesteś wyzwolony.

      W religiach też stosuje się odosobnienia w których to mimimalizuje się ilośc
      bodźców zewnętrznych do minimum i skupia się tylko na rozwoju duchowym.

      To się nazywa ascezą. I jest to jedna z dróg w walce ze złem. Społecznie
      akceptowana i jak najbardziej słuszna (jeśli ma się do tego powołanie).
      ___________________________________________________

      Ale ja mniszką nie jestem. Za bardzo kocham życie. Powiecie mi, jak to?
      Przecież piszesz, że nie ma się czym zachwycac, że piłaś bo bezsens życia itd.

      Ale to tylko pozornie jest paradoks. Coś bowiem we mnie mówi mi, że dopóki żyję
      wszystko może się zmnienic. Ze jutro mogę osiągnąc szczęscie. Ze nadzieja to
      plan i jeżeli będę pracowała nad swoim losem to dostanę to czego pragnę.

      To ja dokonuję wyborów i ja określam co jest dla mnie dobre a co złe. Moda nie
      musi mnie dotyczyc jeżeli tego nie zechcę. Noszę glany bo lubie i nie obchodzi
      mnie opinia publiczna. Dopóki nie łamię prawa i nikogo nie krzywdzę - mogę
      robic co zechcę.

      Mogę się nawet zabic własną pięścią bo wg. prawa to nie jest przestępstwo.

      O co więc chodzi? Czemu tu jestem?
      __________________________________

      Może faktycznie przywiodła mnie tu zwykła próżnośc?
      Bo jestem może toksyczna ale w porównaniu z innymi radzę sobie całkiem OK.
      Może chciałam się pochwalic? Zdobyc uznanie?

      A może po prostu lubię pisac i dyskutowac?

      Może lubię się rozwijac?
      _________________________

      Moje intencje nie są złe. To już coś.

      A co będzie dalej, zobaczymy.

      cdn.
      • promocja1000 Re: etap III - finał, bo już przesadzam :) onanist 22.12.06, 06:15
        skoro już wiem, że ode mnie zależy cały mój świat i wiem, że to iż piłam
        radośnie było wynikiem tego że tak było mi łatwiej przetrwac

        skoro wiem ze juz tego nie muszę robic, bo poradziłam sobie z tym co powodowało
        chęc upijania się i powodowało że podporządkowywałam temu całe swoje życie

        skoro jestem gotowa do zachowania trzeźwości (do nie wprowadzania się w stan
        euforyczny), bo już tego nie potrzebuję

        to wiecie co?

        robię to niniejszym. a tak naprawdę zrobiłam to już dawno temu. i nic nie
        musiałam robic. samo przyszło. moj organizm i umysł pomogły mi przebrnąc przez
        to bezboleśnie. jestem wolna i szczęśliwa. mogę wypic piwo ze znajomymi w pubie
        i nikt mi nie wmówi, że mam jakikolwiek problem. bo nie mam.

        przyszłam na to forum, żeby zrozumiec o co tak na prawdę chodzi w zachowaniu
        trzeźwości. skoro całe życie bujałam w obłokach o tgz. życiu prawdziwym miałam
        nikłe wyobrażenia. ale coś Wam powiem, mój świat nie jest gorszy w niczym od
        tego który tu zaobaczyłam. Od dawna nie doświadczam już stanów upojenia a
        sposób mojego myślenia nie zmienił się. Dalej jestem taka sama.

        Nie musiałam zmieniac poglądów, nie musiałam zmieniac przyjacół, nie musiałam
        przewartościowywac niczego. Mój wewnętrzny system sprawdził się i okazało się,
        że pijąc niczego złego sobie nie zrobiłam bo żyłam w zgodzie ze sobą i z
        własnym sumieniem. Nie obwiniałam się, nie biczowałam.

        Tak jak w mojej chorobie musiałam zmierzyc się ze złem którego doświadczałam od
        siebie samej w czasie stanów psychotycznych i znaleźc sposób aby ją okiełznac,
        tak samo musiałam zmierzyc sie z alkoholizmem i znalezc sposób aby nad sobą
        zapanowac. Wybaczyłam sobie to, że nie jestem doskonała. Uznałam swoje prawo do
        tego, że czasem popełniałam błędy. Spojrzałam wstecz i zrozumiałam, że tego co
        było zmienic już nie moge. Ale przyszłośc jest moja i jest jak niezapisana
        karta. Inspiruje mnie to. I kręci.

        Bardziej niż flaszka wódki.

        Aloha!
        • drak02 Re: etap III - finał, bo już przesadzam :) onanis 22.12.06, 12:06
          Promocja, czy TY nie jesteś przypadkiem na haju?:))
          Aloha
          • promocja1000 Re: etap III - finał, bo już przesadzam :) onanis 22.12.06, 12:21
            no właśnie nie! i z tej perspektywy patrząc trzeżwośc umysłu czym jest? Hm?

            nakręciłam się za bardzo, wiesz, wiechałam w interaktywną bajkę,
            to też jest jak narkotyk i można się tym zachłysnąc
            jestem bajarzem, lubię pisac i robie to na codzien. słowo to dla narzędzie
            którym mogę się zachwycac w nieskończonośc... no i i fajni ludzie którzy
            zabawili się ze mną. Ale Tranzyt mi dowalił na szcęście, więc już się
            uspokajam. pa
            • drak02 Re: etap III - finał, bo już przesadzam :) onanis 22.12.06, 12:42
              Nie chciałbym wypowiadać się w imieniu Tranzyta, ale wydaje mi się ze jego post
              nie był skierowany do Ciebie, raczej do Eski.
              • promocja1000 Re: etap III - finał, bo już przesadzam :) onanis 22.12.06, 12:47
                tak, wiem. jest ok. ale prysznic dobra rzecz :)
            • aaugustw Re: etap III - finał, bo już przesadzam :) onanis 22.12.06, 15:17
              promocja1000 napisała:
              >... Ale Tranzyt mi dowalił ...
              __________________________________.
              Nie wiem o co chodzi, ale na pewno
              zrobil dobrze, bo juz zaczynalo tu byc zimno...!
              A...
              • promocja1000 boże, zlituj się! czego Ty chcesz? 22.12.06, 15:24
                • promocja1000 może chcesz wpaśc do mnie na wigilię? co? 22.12.06, 15:27
                  masz jakies inne życie poza tym?

                  masz jakieś inne pasje niż gadnie tych samych pierdół od lat?

                  kim jesteś? co Cię określa?

                  potrafisz jeszcze marzyc?
    • promocja1000 etap IV - moja trzeźwosc w służbie jego haju 27.12.06, 23:05
      W miłości powinno by tak, że jeśli jedno pada na ryj - drugie bez zadawania
      pytań się podnosi i podaje pomocną dłoń. Jeśli bohaterami dramatu są osoby,
      które łaczy podobny problem i które wspólnie staczają walkę i wspólnie osiągają
      rezultaty - taka postawa nie jest niczym szczególnym. Jeśli ktos uratował ci
      życie, w momencie zagrożenia jego życia - ty czujesz naturalną potrzebę
      zrewanżowania się i motywy nie są istotne.

      Pokochałam cpuna i wiedziałam, że któregos dnia będę musiała zmierzyc się z
      prawda o istocie tego faktu. Przez 5 lat, to ja byłam ratowana i wyciągana z
      opresji. To o mnie walczono i to ja byłam ta słaba.

      Teraz chyba moja kolej.

      Tak więc mają rację ci, którzy uznali całą moją kreację za mistyfikację, choc
      przysięgam, że nie napisałam ani jednego słowa niezgodnego z prawdą. Ale
      chodziło mi nie o mnie (choc tak uporczywie krzyczałam ja, ja, ja, moje...)

      Nie czujcie się oszukani. Sama nie wiedziałam, że znajdę się w takim punkcie.
      Jestem przerażona, bezradna i strasznie się boję. Kompletnie nie wiem co robic.
      Kocham go najbardziej na świecie. I chyba dam się pogrzebac z nim :(

      Życie bez niego nie miałoby sensu, nie znam lepszego człowieka na świecie.
      Oto tragedia prawdziwa. Wytrzeżwiałam i co mam? Problem.
    • promocja1000 etap V - wolnośc to tolerancja 30.12.06, 17:10
      Trzeżwośc jest czymś co mnie zachwyca. Wolnośc jest czymś co mnie inspiruje.
      Tolerancja jest czyms co mnie określa. Jestem trzeżwa, wolna i tolerancjyjna.

      Rozumiem siebie i rozumiem świat. Korzystam z wiedzy i doświadczeń własnych i
      innych ludzi. Pamiętam kim byłam 20 lat temu i nie wstydzę się swoich
      młodzieńczych ideałów bo dalej je realizuję.

      Jestem dobrą żoną i dobrą matką, choc moje dziecko nie mieszka ze mną. Dbam o
      kotka i o dom. Cieszę się z tego, że mój dom jest domem do którego ludzie
      przychodzą z radością bo czują się w nim dobrze.

      Jestem też bardzo aktywna zawodowo. Nie pracuję w fabryce ani w kiosku.
      Prowadzę działalnośc charytatywną (jak za starych czasów: mąż do roboty a żonka
      na zjazd dobroczynny) i realizuję się literacko. Mam swoje pasje, mam swoje
      marzenia, mam swoje zadania.

      Przyjmuję życie takim jaki ono jest. Godzę się ze swoją chorobą i robię
      wszystko, żeby nie stracic nad nią kontroli. Żyję uważnie i dbam o siebie.
      Szanuję siebie jako osobę i uważam, że jestem bardzo kreatywna.

      Jestem najszczęśliwszą osobą jaką znam.

      Czego i Wam życzę

      Dziękuję za pomoc
    • promocja1000 etap VI ostatni 02.01.07, 04:17
      Ona i On.
      Kochają się.

      Nic dodac nic ując.
    • promocja_tys Wolnośc i Prawda - dragi mojego życia 18.01.07, 12:40
      Jestem cpunką! Jestem pijaczką! Jestem Poszukiwaczem! Jestem odkrywcą!

      Nie boję sie doświadczac, nie boję się czuc.

      Jestem uzależniona od poczucia swobody i wolności osobistej.

      Odczuwam głód prawdy - nie zadawalam się danymi danymi. Ja SAMA muszę udowodnic
      sobie, że dane dane są OK (bardzo znikomy osetek tak kończy, zazwyczaj moje
      dane są lepsze. Lepsze - czytaj: dla mnie bardziej zadowalające).

      Dlaczego tak sie dzieje?

      Ano może dla tego, że wysłuchałam orędzia Martina Lutera Kinga, w młodości
      czytałam Korczaka, słuchałam VooVoo i ogólnie zwiazałam sie z kazdą subkulturą
      i wchłonęłam wszystko co stanęło na mej srodze...?

      Może dlatego, że na lekcjach religii panował terror i odmówiłam współpracy?
      Może dlatego, że pochodzę z rodziny gdzie łamamo mnie jak kołem w średniowieczu?
      Może dlatego, że tyle wycierpiałam i tyle już za mną?

      Autorytety bardzo uważnie dobierane. Żadnbi aktorzy, żadni gwiazdorzy pop...

      Jestem kim jestem i jestem z tego dumna.

      Molesta w swoim kawałku nawija tak:

      "ch...uj mnie obchodzi czym jesteś najebaby"... i ja się z tym zgadzam. Uważam,
      że każdy DOROSŁY CZŁOWIEK ma prawo pic lub cpac, jeżeli nie krzywdzi przy tym
      innych. Ja nie żałuję niczego i gdzybym miała zaczynac jeszcze raz - zrobiłabym
      tak samo. Bo dzieki doświadczeniu zrobytym - nikt i nic mi nie podskoczy. A
      jeśli podskoczy - to w ciągu godziny uzupełnię braki (globalna sie net i tel.
      do znajomych) i znów będę niepokonana.

      Czego i Wam życzę

      Wasza PR
    • promocja_tys NIEuzależniona czyli Wolna jak Ptak 21.01.07, 04:08
      No i dotarłam do końca swojej Przygody jakim było wyzwalanie się z kręgu moich
      uzależnień. Było ich sporo: alkohol, narkotyki, net, kreacja, misja matki,
      potrzeba aplauzu, uzależnienie od choroby (choroba mój schron), od leków, od
      opinii innych, od zarozumiałości, od megalomanii itd... lista długaśna, bo i
      umysł predystynowany do uzależnienia tak ot, po prostu. Mam mentalnośc
      narkonanki i lubię się uzależniac bo to mnie jakoś określało.

      Skoro nie potrafiłam określic się sama to mówiłam o sobie: to ja, jestem
      pijaczką, albo to ja cyklofreniczka, albo to ja wojowniczka o lepsze jutro...
      zawsze ja i TO COS.

      Dziś wiem już, że to coś nie jest potrzebne. Jestem kim jestem i to określa się
      samo przez się. Jestem człowiekiem i przede wszystkim człowiekiem. To czy
      pijaczką, czy chrześcijanką jest czymś co porównałabym do "ubrania
      wierzchniego" (jesionki, powiedzmy). Bo człowieczeństwo określa się samo przez
      się a postawy i nawyki (w tym uzależnienia) są wynikiem zewnętrzego
      oddziaływania na nas otoczenia w którym żyjemy.

      Gdybym urodziła się w karjacxh arabskich jako kobieta - nigdy nie zetknęłabym
      się z alkoholem i nigdy nie upodliłabym się tak bardzo, bo zostałabym
      ukamieniowana. Gdybym urodziła się w Tybecie pewnie ziostałabym mniszką i też
      nie wierzyłabym w Boga chrześcijańskiego.

      Rozumiecie o czym mówię?

      Los postawił na mojej drodze zasadzki. Ode mnie zależało czy w nie wpadnę czy
      nie. Mogłam odmówic pierwszego papierosa, mogłam nie zacząc pic i mogłam nie
      chciec spróbowac heroiny. Mogłam potulnie ochrzcic dzieko i mogłam również
      dokonac aborcji. Mogłam też wogóle nie chciec dac się zapłodnic... mogłam nie
      kochac sie z facetami, moglam zostac prostututką.

      Co z tego wynika?

      Ano tyle, że ja sama wybrałam sobie taki a nie inny los. Ale skoro wybrtałam
      sobie los pełen cierpienia i pomieszania, znaczy to tyle, że mogę równnież
      dokonywac odmiennych wyborów. takich które będą mnie budowały zamiast niszcyc.
      Takie które dadzą mi siłę i będą oparciem w chwilach rozterki (bo tych nie da
      się uniknąc, jesteśmy dualni z definicji).

      Odrzucic stary wyświechtany schemat zachowań i rozumienia - na rzecz nowego
      konstruktu, którego twórcą będę ja sama. Stworzyc sobie włąsny dekalog i
      trzymac się jego przykazań.

      Kto powiedział, że moja nowa moralnośc będzie gorsza od moralności Jezusa
      (spoko, nie podnoście głosu, nikogo nie chcę urazic), który żył na Ziemi 2000
      lat temu, kiedy Świat rządził się zupełnie innymi prawami niż dzisiaj?

      Jeżeli u podstaw mojego nowego życia będą stały takie historie jak:
      - miłośc do świata, bliźniego i siebie samego (może by i w odwrotnej
      kolejności, bo i tak wszystko to jest tą samą miłością wbrew pozorom)
      - troska o świat, bliźniego i siebie samego (może by i w odwrotnej kolejności,
      bo i tak wszystko to jest tą samą troską wbrew pozorom)
      - szacunek do świata, bliźniego i siebie samego (może by i w odwrotnej
      kolejności, bo i tak wszystko to jest tym samym szacunkiem wbrew pozorom)

      Jeśli postanowię, że będę dobrym człowiekiem i poświęcic chcę życie na rzecz
      innych osób. Że chcę pomagac słabszym i otaczac ich uwagą i zainteresowaniem.
      Jeśli taką drogę wybiorę - to co mi stanie na przeszkodzie? Myślicie, że ktoś
      mi może tego zabronic? Nie, to taki sam wybór jak każdy inny tylko mało
      lukratywny i mało popularny w dzisiejszych czasach.

      Ale czasów też sobie nie wybierałam, tak samo jak rodziców, genów i
      temperamentu. Dysponuję tym co dostałam w darze od Boga i muszę właściwie
      skorzystac z tych darów (i pzrekleństw, oczywiście też). Uważam,. że jeśli
      człowiek żyje w zgodzie ze sobą samym - nie zapadnie na chorobę alkoholową czy
      psychiczną. Nie będzie mu to po prostu do niczego potrzebne. I tyle.

      ________________________________________

      Kochani. To 60 wpis w tym wątku i będzie ostatnim.

      Zrobiłąm sobie pranie mózgu (czytaj: przeprowadziłam autorską autoterapię) i to
      jest właśnie mój (nasz) dar dla Was (słynna PROMOCJA). Macie tu napisane w
      przystępnych słowach o co chodzi w uzależnieniach, jakie są jej przyczyny, jak
      należy postępowac w sytuacji współuzależnienia i jak należy walczyc z nałogiem.
      Macie to wszystko podane na tacy, rozłożone to na czynniki iperwsze i
      podzielone na poszczególne etapy. Formę literacką zawdzięczacie mi, reszta to
      PRODUKT całaj naszej ekipy Awangardy Ludzi Młodych.

      Jesteśmy osobami, które podniosły się z DNA DNA i po wielu poszukiwaniach
      odnaleźliśmy tą właśnie Formułę jako alternatywę dla obecnego leczenia
      uzależnień fizycznych, psychicznych i uzależnień umysłu. Jesteśmy róznych
      narodowości i różnego wyznania. Wiek nasz oscyluje między 16-56 lat. Każde z
      nas dostało w dupę i każde z nas czuje że nie zdarzyło się to po nic.

      To tyle.

      Trzymajcie się ciepło i walcie o swoje dusze.
      Ciała i tak do piachu, prędzej czy póżniej.
      Memento mori.
      Tak stanowi Pismo i Prawa Natury.

      KONIEC

      MISJA ZAKOŃCZONA
      • laher Re: NIEuzależniona czyli Wolna jak Ptak 10.02.07, 04:26
        Kocham siebie, uwielbiam przebywac sama ze soba, jestem oaza dla siebie samej.
        Nieznane sa granice mojego wlasnego ja. tak bardzo sie kocham ze z
        przymrozeniem oka traktuje swoje zachowanie. usprawiedliwiam sie jak dziecko,
        daje sobie druga , trzecia szanse. Dalczego nie? przeciez tak sie kocham. I
        inni tez mne kochaja, rodzine bo nic nie wiedza, znajomi bo jak sie pytaja czy
        cos bralam na imprezie mowie nie!no co ty! ale jak sie kogos kocha to sie
        wszystko mu wybaczy
        i dzisiaj ta butelke wina o 3 nad ranem tez....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka