Dodaj do ulubionych

Siedem dni w raju czyli dzienik podrozy Emre Baran

06.06.03, 20:32
Koza-z-nosa productions przedstawia. PG-13 przedstawia
Siedem dni w raju czyli dzienik podrozy Emre Baran i przygodnego niemca.

Kiede tak sobie siedzie i mysle i nie przychodzo mi do glowy zadne psie
mysle a po lbie hula wiatr beznadziejnej nicosci obijajace sie o puszki po
ambrozji i niespelnionych mazeniach napawa moje flaki chec wydostania sie z
swojego ciala i zamieszkania w roze stalowej o ktorej dokladnie i ze
szczegolami pisalem wczesnije. Niesty z przyczyn technicznych realizjacja
prj. Eisenrohr zostal przesunieta na blizej nie okreslonia przeszlosc. Kiedy
mi tak tetni wyje i szelsci we lbie a serce zzera nieuleczalny rak duszy,
wydalenie sie z wlasnego ciala substytuje ucieczka od miejsca,
terazniejszosci, otoczenia, ktore sie wokolmnie ulozylo, dokladnie wypelnilo
przestrzen miedzy mna a swiatem, lisim kolnierzem miekkiej pachnacej
wilgotna cipka strefy konfortu. Na lamach naszego forum publikuja roznic, na
temty rozne wiec nie miejcie mi za zle ze przedstawie w odcinkach dzieje
mojej ucieczki, amarykanskiego odtrudki na zycie, czyli ROAD TRIP.
Bedzie o tym jakie zwierzeta nadaj sie do grilowania po uprzednim
potraceniu, o tym jak wpadlem w amerykanska pulapke paszportowa, o
przygodnych znajomosciach,o tym ze sie na gore swietej heleny nie da
wyjechac autem i wiele wiel innych. 4,5 tysiaca w siedem dni! Juz bardzo
niedlugo czesc pierwsza.
Obserwuj wątek
    • Gość: jot-23 Re: Siedem dni w raju czyli dzienik podrozy Emre IP: *.nyc.rr.com 07.06.03, 17:41
      hehe... zamiast ogladania filmow (a pociety chociaz byl? cycki ktos
      zamalowal?) lepiej pisz ...
    • pietra_preziosa Cholerni humaniści! 13.06.03, 20:35
      emre_baran napisał:

      > Juz bardzo
      > niedlugo czesc pierwsza.


      Żadnej precyzji.
      Głowa w chmurach,dupa w krzakach a palec w nocniku. Obiecanki cacanki.
      Bardzo niedługo czyli ile, panie kolego? Jeśli wolno spytać KONKRETNIE.

      • Gość: Mirko Re: Cholerni humaniści! IP: *.union01.nj.comcast.net 13.06.03, 21:33
        Konkretnie to się możesz dzieciaka spytać, to Ci powie mniej więcej konkretnie
        kiedy tatuś przetrzeźwieje.
        www.cartooningcompetition.com/snswact2001/Primary/emre_baran_11years.jpg
    • Gość: --Michal cz. 2 Na rozstajach drog duszy IP: *.client.attbi.com 14.06.03, 17:04
      Absolutna pustak i zrezygnowanie, pozyagacio-owienie, ocipienia i proza
      konserwowo wonderbredowa wyrwala mnie z osnowy snu a w pale kolatala sie
      jeszcze wczorajsza produkcja filmowa obejzana pod wplywem i bez przkonania,
      gdzie to glowny bohater w wieku elementarnie emerytalnym poczyna glupoty,
      podruzuje, dowiaduje sie o zdradzie niezyjacej zony cos na ksztal zony pilota
      dla emertyow, poduszlki lizac, ale ja mialem o pustce rezygancji i strachu
      przed poczuciem marnowania czasu i talentow, dla ktoryc doskonalenia dane nam
      zostalo zycie jedno jedyne. Werdynkt zapadl kolyska u plota, zew drogi dopadl
      waszego skromnego narratora, a raczje zostal wymuszony kacem i kinematografia
      moralnego niepokoju rodem z ziejacej zgnilicja i kadencja jeworpy. Zapalczywie
      zsunolem szmaty, scierki, kawalki drelikuch i okruchy eternitu otulajace moja
      milosc jednya prawdziwa, slodkiego 30 latka, Mach 1. Zciagnalem pape i
      dachowki wyploszylem mole z siedzen tapicerki i udalem sie nie gdzie indziej
      lecz w mijesce skrzyzowan losow i drog ludzkich, miejsce gdzie sie niepownosc
      podrozy zaczyna lub konczy a nawet jest przeladowana przez pokaznych murzynow
      i spaniardow z jednego samolotu w drugi, port lotniczy, port
      miedzykontynentalny gdzie miedzy godzina 14 a 18 pojawiaja sie wedrowcy z
      dalekiej, wyszukanej, wysubliomowanej, matki rodzicielki Jewropy. Umiesciwszy
      pojazd w garazu terminala Wschodniego, zabezpieczajac przezarta przez mola
      suczego syna i psubrata tapicerke i wewnetrzne mechnizmy naciagajac na nie
      dach, oposcilem moje kochanie i ruszylem w poszukiwanie towarzyszki podrozy, o
      parametrach znanych oglnie i popartych wieloletnim badnaiem genotypu fenotypy
      i wydzieliny gruczolow. Wyposazylem sie mianowice w tablice z napisem w
      jezykach czterech i zasadzilem w pomiedzy karuzlelam 17 a 19, gdzie sie
      wlasnie poczeli pojawiac pasazerowie lotu LH446 z Frankfurtu czyli wykwintna
      miesznak koktajlowa niemcow, frnacuzow i szwedow z domieszka rosjan i rumonow.
      Nacji aktualnie pogardzanych i nielubianych w granicach imperium co mi dalo
      nadzieje na tym obfitsze lowy. Wyposazony w w/w tabliczke z napisem w jezykach
      4, oglaszajcy ze szybki samochod z przystojnym kierowca poszukuje pary do
      ladnie wygaldania i dlugiej podrozy do okola Dzikiego zachodu w szczegolnosci
      zas wybrzeza. Co bylo klamstwo i podstep, dzilajacy tak wlsnie ze trzyajacy
      tabliczke w mojej skromnej osobie zasadniczo nie specyfikowal ktoz zacz
      przystojny kierowca [w rzeczywistosci majacy juz lata przystojnosci dalece za
      soba, a jeszcze trafniej przeszle do legendy bo z legeda to tak wlasnie ze
      niewiadomo jak to ], a samochod w rzeczywistrosci szybki lat 30 temu, wciaz
      jeszcze zeski i zwawy lecz na miare calkiem inna niz predkosc dzisiejszego
      oszalonego swiata. Przyznaje ze zamanipulowalem faktami zeby wybrac
      ze smietany paszazerskiej co lebsza rodzynke, z ladnym tylkiem, biustem, czy
      choc czarujacym usmiechem. Niestety w plecy dziabnal mnie bezlitosnym nozem
      ironicznej demarkacji marzen od szarej zeczywistrosci los czarodziej zlodziej
      mazen podstarzalego plajboja w podstarzalym kabriolecie. Ale o tym za chwile
      bo z gardzieli kolejki podziemnej i miedzy terminalowej wylonila sie pieknosc
      nieslychan wyposoza w plecak jedynie co absolutnie sugeruje zamiar
      nizobowiazujacego seksu i podorzy wokol dzikiego zachodu. Na ten widok
      zatracilem automatycznie wizje peryferyjna i skoncetrowalem moje marmeladowo
      fiolkowe spojzenie uwodzicielski na obiekecie unuszaca tablice
      z napisem wyzej i naprzod jak nastolatka wycha biust przed siebie jeszcze
      calkiem nie rozkwitly lecz juz powabny i sterczacy. Kiedym juz prawie byl
      pewny zeudalo mi sie zawaldnac uwaga zjawiska pozaoceanicznego, nastapilo wub
      jeb i pierdul. Ale o tym w nastepnym odcinku!
      • Gość: Mirko Re: cz. 2 Na rozstajach drog duszy IP: *.union01.nj.comcast.net 14.06.03, 18:36
        STRASZNIE dużo GĘSTYCH liter.
        Odpadłem w 3-cim zdaniu.
        Powodzenia w dalszych podróżach.
      • jutka1 Re: cz. 2 Na rozstajach drog duszy 18.06.03, 15:23
        Michel, bardzo prosze o nastepny odcinek smile)
        pozdrawiam,
        Jutka

      • xurek tez prosze o wiecej! 18.06.03, 16:28
        Tekst ten jest nie tylko dobry i ciekawy w swym zamierzeniu, lecz rowniez w
        swym niezamierzeniu. Wiec najpierw czytam co autor chcial napisac i juz nie
        moge doczekac sie nastepnego odcinka, a potem czytam do autorowi udalo sie
        napisac zaskoczenie-oswiecona zastanawiam sie, czy by sie jakos do wlasnego
        slownictwa w oryginalny sposob nie dalo wlaczyc. Na przyklad to:

        “Absolutna pustak i zrezygnowanie, pozyagacio-owienie, ocipienia i proza
        konserwowo wonderbredowa wyrwala mnie z osnowy snu a w pale kolatala
        sie................“

        (chcialam zacytowac az do kropki, ale znalazlam tylko wykrzyknik i to na samym
        koncu postu).

        Wiec mialo byc o pustce absolutniej, zrezygnowaniu i innych takich marazmowo –
        dekadenckich-a-jednak-gleboko-zyciowych, stwarzajacych idealne tlo do moich
        przyziemnych pracowych poczynan.

        A co wyszlo? Absolutna pustak. To dopiero jest cos! I to juz na samym
        poczatku! Co to jest? To moglby byc np. pustak idealny (na pustakach znam sie,
        bo pomagalam jako dziecie tatusiowi takowe na stole wibracyjnym wyrabiac a
        potem lubilam patyczkiem robic w nich takie malenkie dziurki zanim wyschly).
        Probuje sobie taki wyobrazic i szereg sprzecznych w sobie obrazow stoi gotowy
        przed oczami. Czy pustak idealny to pustak zupelnie gladki, czy tez pustak
        niesamowicie-rownomiernie-porowaty? Czy moze idealnosc tego pustaka polega na
        tym, ze w przeciwienstwie do pustakow zwyklych, jest on zenski, co sugeruje
        okreslajacy go przymiotnik? A to dopiero poczatek, to dopiero jedna z mozliwych
        drog! Moze absolutna pustak to rodzaj osobowosci? Albo jeszcze cos innego?

        Ide studiowac tekst dalej. Wydaje mi sie, ze kryje wiele przelomowych mysli.

        I jak Jutka czekam na czesc dalsza, rownie podniecajaca zamierzenie i
        niezamierzenie.

        Xurek prawie ze zachwycony.
        • emre_baran Juz niedlugo. 18.06.03, 21:25
          Aktualnie zajeta jestem przeprowadzaniem powaznych interesow z starszym
          pilotem United, ktory w wolnych chwilach pozywia sie grzybem. A dokladniej
          jedzeniem grzyba. Nie latam juz United.
          • Gość: alaskanka Re: Juz niedlugo. IP: 193.108.167.* 18.06.03, 21:56
            Dobre bo bez sensu jak, zreszta, wszystko na forumach.
          • alaskankaprawdziwa ......co slychac u Narvala(owej ?)...... 18.06.03, 22:06
            podrobka alaskanka napisało:

            [whatever]


            Coraz lepiej podrobko, robicie postepy, aczkolwiek
            zapomnieliscie o podpisie i koncowych kreskach.

            A co tam slychac u Narvala, Diabla i Listopada, i calej
            reszty aktorow w tym przedstawieniu ? Czy Ukraincy
            odnalezli sie ?



            alaskanka
            • us-marine Re: ......co slychac u Narvala(owej ?)...... 18.06.03, 22:09
              Narvalova nacpala sie winem i zakrztusila nienawiscia.
              Jest Kaputt.
            • Gość: alaskanka Re: ......co slychac u Narvala(owej ?)...... IP: 193.108.167.* 18.06.03, 22:10
              Po gwint mnie towje kropki i kreski?
              • Gość: --Michal Kreski sa moje. IP: *.client.attbi.com 19.06.03, 05:07
                Kropki sobie zabierzcie. No chyba ze sie koniec po nie zglosi bo on uwielbia
                kropki.
    • jutka1 Michal 20.06.03, 23:10
      nie chce konca, nie chce kropek, chce odcinek nr 3. Please....

      pozdrawiam
      Jutka
    • iwannabesedated Zagadnienie zapachu lisiej cipy jest kluczowe. 21.06.03, 20:50
      Tym niemniej. Mnie zaprzata w tej chwili cos innego zupelnie, a mianowicie
      sprawa rozpylanego na 4 metry w gore krowiego lajna wzdluz autostrad kraju
      sasiedniego. Co to jest? Dlaczego? Krowa Milka ma rozwolnienienie? To bylby zly
      znak gdyz problemy zoladkowe niechybnie sygnalizuja zapasc egzystencjalna
      swiatopoglodowa i wartosci kryzys. Spadek konsumpcji. Brak przyrostu. Starczy
      uwiad i bezmyslnosc plciow czyli gangrena i fatamorgana. I to u najblizszych
      sasiadow. Munde ma racje a domestos jest najlepszy.
      • jutka1 Re: Zagadnienie zapachu lisiej cipy jest kluczowe 21.06.03, 21:21
        spotkalam sie z tym fenomenem u sasiadow sasiadow. chyba mialo to cos
        wspolnego z faza ksiezyca i cena i jakoscia paszy. tak czy owak, u sasiadow
        sasiadow domestos tez najlepszy na wszystko.

        Jutka
        • xurek u siasiadow sasiadow 23.06.03, 10:38
          fenomen rzucil sie w oczy (a raczej nos) nawet niespelna 2-letniej Piranhii,
          ktora nazywa odtad ow kraj wiatrakow i tulipanow "Landia-smierdzi" smile))

          Moze oprzocz bardzo namacalnych wad fenomen ow posiada rowniez jakies zalety,
          ktore byc moze sa nawet przewazajace i byc moze dlatego, nastepuje ekspansja
          fenomenu na wschod?

          Xurek z nadzieja, ze nie bedzie ekspansji na polodnie i z dolin w gory.
          • canuck Re: u siasiadow sasiadow 24.06.03, 07:30
            Nie jest zle: nie tylko my sie obrzucamy gownem!
            • jutka1 Re: Writer's block? 27.06.03, 00:02
              Michal,
              ja tylko tak, niesmialo...ciagle odc.3 wypatruje...

              z gory i w podziece,
              Jutka
              • Gość: --Michal Jaki blok? IP: *.client.attbi.com 27.06.03, 08:24
                Ja nie zmyslam, to wszystko prawda, ale nie mam czasu, bardzo jestem zajetyk.
                Postaram sie w najblizszym terminie.
                • jutka1 Re: Jaki blok? 08.07.03, 16:13
                  Gość portalu: --Michal napisał(a):

                  > Ja nie zmyslam, to wszystko prawda, ale nie mam czasu, bardzo jestem zajety.
                  > Postaram sie w najblizszym terminie.
                  ***************
                  Michal, jest szansa, ze znajdziesz teraz troche czasu? wink)

                  Ja nie pisalam ze zmyslasz
                  • Gość: --Michal A wiecz dobrze czyli czesc trzecia IP: *.client.attbi.com 09.07.03, 07:10
                    Wiec dobrze, zajety jestem nie mniej a raczje bardziej lecz juz nie mam sil
                    borykac sie przepychac, zasiadlem wiec na stolku ogrodowym co sie mi
                    bezczelnie wzyna w dupe znan z opisow dokladnych zamieszczonych ponizej i
                    calkiem gdzie indziej. Na stolku ogrodowy co mi sie jako jedyny ostal bo
                    interwencji komorniczej w towrzystwie zatwardzialych wierzycieli co sie
                    nieodzowie wiaze z ostatnim niezbyt udanym przedsiewieziec. Wracajac jednak do
                    pol zielonych do ktorych pragne mysla i duchem umknac od dzisiejszego dnia
                    trudnego i sztucznego wracam do dnia kidy to moje wzrok przykula i jak mam
                    smialosc twierdzic ze wzajelnoscia, dzierlatka niezwykle zdrowo i zgrabnie sie
                    zapowiadajaca co sie jednoznacznie tlumaczy na odpowiednie wymiary z
                    zachowaniem proporcjic. Kiedym ja tak kusil i lasi na odleglosc napinajac na
                    przemian biceps, puszczajac oko i masujac sie zalotnie po kroczu. Kiedym
                    czynil w najlepszej wierze te zalotne choc byc moze frywolane zabigi udezyl
                    mine fakt natychmiastowy traguczny lecze nie do pokonania wiec jak mawiaja
                    obywatele imperium wyzwannie nie proble. Chodzi w zasadzie o to ze sie to
                    uosobienie vitalnosci trzymalo za reke, osoby ktorej na pierwszy ani drugi i
                    trzeci rzut oka nie zauwazylem co bylo skozyscia wielka dla mego poczucia
                    estety i smaku wysublimowanego bo osoba za reke trzymana nie da sie ukryc byla
                    szlachetnie szkaradna, o rysach ostrych i podstarzalych lecz z wlepionym w sam
                    srodek twarzy nie na miejscu spojezniem infantylnym i dyszacym nienawiscia.
                    Klops mysle i nic stego mysle, bo to rozumiecie niedosc ze osoba szkaradna to
                    jeszcze plci szkaradnej z czego sie bardzo prosto wnioskuje, uwzgledniajac
                    przymocowanie uchwytem do obiektu moje swierzo rozkwitlego podazania, ze
                    bedzie ciezko a najproawdopodobniej nic nie bedzie tylko konia walenie w
                    zaciszu umywalni pracoweniczej. Jakiez bylo moje uczocie nieopodal uczucia
                    zdziwienia, ktorego niegdy ale to przenigdy nie ujawniam powierzchniowo bo na
                    te okoicznosc mozna w brzech lub w leb dostac co sie prosto przeklada na to ze
                    osoba zdziwiona jest osoaba nie uwazna i nie przygotowana z czego wlasnie cios
                    sie wziasc moze. Nie ujawniajaca zdziwinia i dziwiac sie wnetrznem samym
                    nastawilem uszy i wytrzeszczylem zeby zeby wygladac przyjacielsko i pewnie-
                    siebie. A nastawillem uczy na to co zaczelado mnie owa nimfa mowic w jezuku
                    niemieckim lub angielskim co sie bardzo zle skladalo bo ani jednego ani
                    durigiego nie rozumie, spedzilem wiec czas jej przemowinie gapiac sie
                    zapalczywie na jej cycki i zastanawiajac sie jakie rodzaju sutkami dysponuje
                    owa osoba jak zalozylem po oglednych poperzynach 18 letnia osoba. Kiedy z
                    zamyslenia obserwacyjnego wyrwalo mnie gniewne pochzakiwanie szkradneg niemca,
                    towarzyszacego zgrabnemu tyleczkowi i parze perkatej w rozmiarze C wieksze,
                    odpowiedzialem jasno szybko i bez namyslu. YO. Co moze jak mi powiedzial jeden
                    bardzo madry wegier uchodzi za jaki kolwiek jezyk i zawsze jest na miejscu. Po
                    czem wyszczzyle sie ponownie i podlubalem w uchu, na co cycyszki rozesmialy
                    sie slodko a niemiec zamruczal cos szpetnie w swoim jezyku. Nastapila bardzo
                    dluga chwila milczenia.








                    Po dlugiej chwili milczenia, przelykania sliny i gabienia sie na przemian pysk
                    szaradny Rolfa [jak go w myslach nazwalem] i perkaty przybytek nastoletniej
                    roskoszy, co mialo skutek bardzo podobny do zabiegow jakich sie ponoc
                    dopuszcza dziki lud pulnocy, siedzac na przemian w saunie i tarzajac sie w
                    sniegu. Postanowilem obrucic sie na piecie co bylo rownoczensie ostatnia proba
                    uwiedzenia maloletniek i opuszczeniema niezrecznej sytuacja. Plan muj jednak
                    zapowzioal nieprzeiwdziany skutek, taki to ze sie ta dziwaczne para pozbierala
                    do kupy i ruszyla za mna przyspieszjac kroku wraz z moim przyspieszjacym
                    krokiem. NO MASZ BABO PLACEK czyli dlaczego wszystkich murzynow nie wywieziono
                    do liberii jak byla taka szansa. Wpadlem jak koza w kompot, ktora to miala
                    zamiar skoczyc na pochyle drzewo.
                    • xurek Re: A wiecz dobrze czyli czesc trzecia 09.07.03, 15:41
                      bardzo ladne i zajmujace, ale strasznie krotkie te odcinki i strasznie dlugo
                      trzeba czekac na nastepny. Sprez sie moze bardziej miedzy jednym interesem a
                      durgim i przyspiesz produkcje, tak zeby byl co najmniej jakis maly rozdzialik
                      jak znow zasiade do czytania Prima.

                      Zmywam sie nie dlugo na dwa tygodnie w kierunku kraju przodkow majac nadzieje,
                      ze po powrocie rozdzialik bedzie gotowy.

                      Pozdrawiam, zycze z calego serca powodzenia w wyrwaniu przynajmniej stolka z
                      rak chciwego komornika i z braku laku ide czytac inne watki.

                      Xurek
                      • jutka1 Re: A wiecz dobrze czyli czesc trzecia 09.07.03, 15:49
                        Jak zwykle przeczytalam z przyjemnoscia i z zalem konczylam ten odcinek. Mam
                        nadzieje, ze komputer od komornika uchronisz, i ze ciag dalszy nastapi
                        niedlugo smile Opis Rolfa przedni, znam paru takich. Dzierlatka owszem, ponetna,
                        ale co ona robi z Rolfem za reke??

                        Dziekuje Michal! Pupe chron przed stolkami bo slady zostaja, na komornika daj
                        namiary to Ukraincow zaprzyjaznionych na niego naslemy. Nic prostszego.

                        Pozdrawiam, as always
                        Jutka
                        • Gość: --Michal Sprostowanie. IP: *.client.attbi.com 09.07.03, 17:35
                          Ja to rybim okiem ustawionym zamiast lustra na ulicy rejestrowalme byc moze
                          dlatego nie dokladne. Rolf byc moze nie tak straszny jak go pisza. Juz nie
                          dlugo bedzie wiecej. Komputer schowalem do kominka, a kominek z cegly wiech
                          chyba nie wezma, oderwali za to gzyms ozdobny. Pieniadze robia z najlepszego
                          bolszewita krwiopijcze scierwo kapi-talistyczne.

                          Pozdrawiam i lize paluszki jak na polaka z adopcji przystalo.
                          • jutka1 Re: Sprostowanie + rozwiniecie 09.07.03, 20:10
                            Gość portalu: --Michal napisał(a):
                            > Komputer schowalem do kominka, a kominek z cegly wiech
                            > chyba nie wezma, oderwali za to gzyms ozdobny. Pieniadze robia z najlepszego
                            > bolszewita krwiopijcze scierwo kapi-talistyczne.
                            **************
                            Komputer pomaluj farba koloru ceglanego, do nabycia w kazdym Home Depot za
                            3.99 za mala puszke. Kamuflaz to klu przetrwania! Gzyms ozdobny scierwo juz
                            moglo zostawic
                            • emre_baran Nie wiem czy juz pisalem. 29.08.03, 14:01
                              Ale bede tandemy [czy jak sie to nazywa popieral] w naturze oczywiscie od
                              wszystkich wyrazow zainteresowania i wyrazow uznanania. Sa tacy co sie mieli
                              okazje przekonac ze nie dosc ze jestem niezwykle nieatrakcyjny to jeszcze dosc
                              solidnie owrzodzony w miejscach tajnych i intymnych. Dlatego poleca sie
                              chamowac zachwyt i ponaglania, a w szczegolnosci ironiczny bo za to tez bede
                              notarialnie i dorga sadow piwnych dochodzil swych praw.

                              A dla tych co mysleli ze to kolejny odcinek to pisze ze nie ale chyba dzisiaj
                              cos wieczorem napisze bo mi sie przez przykadek szkocka odkorkowala rano jak
                              przenosilem butelki z piwniczki n pietro.
                              • jutka1 Re: Nie wiem czy juz pisalem. 29.08.03, 16:12
                                emre_baran napisał:

                                > Ale bede tandemy [czy jak sie to nazywa popieral] w naturze oczywiscie od
                                > wszystkich wyrazow zainteresowania i wyrazow uznanania. Sa tacy co sie mieli
                                > okazje przekonac ze nie dosc ze jestem niezwykle nieatrakcyjny to jeszcze
                                dosc solidnie owrzodzony w miejscach tajnych i intymnych.
                                ***********
                                No tak. Ja tez jestem okrutnie nieatrakcyjna, i wredna jak kobra, co
                                potwierdzic moze pare osob. To ja cie zwolnie od placenia mnie tandemow, ty
                                mnie zwolnij ze swoich i bedziemy kwita.

                                > A dla tych co mysleli ze to kolejny odcinek to pisze ze nie ale chyba
                                dzisiaj cos wieczorem napisze bo mi sie przez przykadek szkocka odkorkowala
                                rano jak przenosilem butelki z piwniczki n pietro.
                                **********
                                Pozyjemy, zobaczymy. Moze szkocka pomoze na pisanie, ale moze tez wrecz
                                przeciwnie? roznie to bywa, wiem z doswiadczenia

                                Jutka cierpliwa wink
                                • emre_baran zmienilem zdanie. 29.08.03, 18:11
                                  W loha-hah znalazlem stol, porabie go i spale w grilu. Bo mam gril na wagiel
                                  drzewny ale nie mam wagla. napisze na kartce a moze potem przepisze. I
                                  oczywiscie nikogo z niczego nie zwalaniam. A za co ja Tobie niby mam?
                                  • jutka1 Re: zmienilem zdanie. 29.08.03, 19:40
                                    emre_baran napisał:

                                    > W loha-hah znalazlem stol, porabie go i spale w grilu. Bo mam gril na wagiel
                                    > drzewny ale nie mam wagla. napisze na kartce a moze potem przepisze. I
                                    > oczywiscie nikogo z niczego nie zwalaniam. A za co ja Tobie niby mam?
                                    ***********
                                    Dla odmiany? nie takie rzeczy ludzie czasem robia.

                                    Ale poniewaz na tandemy nie mam bo ostatnio wydatkow duzo, to nie bede sobie
                                    na nie zaslugiwac, i nie bede Cie za bardzo chwalic za Twoja proze. Deal?
    • luiza-w-ogrodzie Michal, co zrobiles dzierlatce? 10.07.03, 13:05
      Czyzby nic a teraz wylewasz pozadanie tekstem niewiazanym? Poprosze o wiecej
      rozowych szczegolow...

      Niecierpliwie czekajac
      Luiza-w-Ogrodzie

      Zawieszona na teczy pod gwarancja wizji
      • emre_baran nie rozumie. ale za to wam przypomne! 29.08.03, 14:03

        Wyscie to jestescie ta osoba co najpierwmnie posadzala o plagiat a potem o
        nieumiejetna i usilnie nieudolna retoryke erotyczna? he? wy to? tak tylko w
        kwesti formalnej.
    • emre_baran never leave me alone 31.08.03, 22:38
      Jak pamietma skonczylem na gapieniu sie na cycki i jenoczesnie i na przemian
      szczerzeniu w strone pary obcokrajowej sztuk jedna przyodzianej modnie i
      wygodnie w tszerty obisle co w jednym przypadku dalo duzo lepszy efeke
      brodawek sterczacych jak wlos na karku napalonego samca pewnego rodzaju swinie
      zamieszkujacej afryke a w drugim wolalem nie sprawdzac organoaleptycznie nie
      narazajce sweje neurotycznej i w duzej mierze wysublimowanej percepcji na szok
      i porazenie astralnego ciala. Znalazwszy sie jak mowia teksanczycy pomiedzy
      skala a twardym miejscem ... w tym wlasnie momencie w mojej glowie
      zadzwiecznialy slodko melotonicznie
      sloowa:

      Palm trees and weed baby
      Cowb@y baby
      west coast baby
      west coast puzzzzzzzzzzzzzy baby
      i waaaaaaaaaaaaaaaaana be a cowb@y baby
      fuck radio edit.
      give IT to me know

      I pomyslalem: pierdole to! moze jak film, ktorego nie mialem ochoty ogladac a
      zaskoczyl mnie zawaroscia, trescia i pelnia vaporooov odzywczych dla skory i
      umyslu okaze sie ta podroz zaskoczniem i zakreconym zakonczeniem mojego
      poszukiwania miejsca w swiecie i bede tej parze jak ojciec mojzesz
      czy prorok pedofil [to dla Ciebie Kotku - Ty wiesz kto]. Moze znajde
      powolanie, wolanie czyli cos czemu by sie bylo w tej beznadziejnosci swiata
      warto oddac i poswiecic, slowem zlozyc w ofiarze na oltarzu. Czolgajac
      sie skradajac, raz lewa raz prawa noga przemieszczajac sie w kierunku mojego
      magicznego rydwanu, przprowadzilem sladka jednrna i jalowcem pachanc
      dzierladke w eskorcie topornego kwadratowego Rudolfa-Rolfa o nosie
      czerwonym i rownie niepelnym skwasnialym z domieszka niepewnosci spojrzeniu.
      umiescilem bagaze europejskiej grupy podoroznej w bagazniku mojego pojazdu
      symbolu meskosci dumnie noszacym emblematy w ksztalcie wezweje podobizny w
      szczegolnosci cobry i lsniacymi insygniami V8.

      i'am trying feel the sunshine
      you bging me rain

      zawyl pan artysra w glosniku w piec sekund po tym jak przekrecilem kluczk w
      stacyjce i wcisnolem czerwnoy przycisk zaplonu. Zjaz w chmurze smrodu palonych
      opon z czwartej kondygnacji sekcja B parkingu miedzynarodowego arportu
      w Denver okazal sie najbardziej podniecajacym wydarzeniem tego wieczoru ale na
      szczescie lub raczej nie nocy. O tym nastepnym razem.
      • jutka1 Re: never leave me alone 01.09.03, 16:23
        Cisza...
        Boje sie tandemow
        Gdyby nie to, to bym cos napisala
        A tak, pozostaje mi sie zadumac nad pokretnoscia, i oddalic smile))

        Cheers, mate.
      • emre_baran kawalek dalej - czyli czesc ktorastam 15.11.03, 18:56
        Niech mi nikt nie mowi ze nikomu nic nie daje.

        Wyjeżdżam z lotniska miasta krów. Misata co się nie mogło wyzbyć tego miana
        przywarłego doń w czasie ekscesów Bizoniego Wilhelma, choć pełne telekomów,
        kablowych gigantów, satelitarnych telewizji, które spowodowały pączkowanie
        miasta na wschód, głównie z powodu ograniczenia naturalną monumentalną barierą
        gór skalistych od zachody. Nad miastem zapada już zmierzch. Nad górami krwawy
        zachód słoneczny, ostry, niesamowity, zawsze przykuwający uwagę nawet gdy się
        go widzi po raz setny tysięczny. Na tylnym siedzeniu moja prywatna podopieczne
        Helga. Na przednim siedzeniu też podopieczny choć znacznie mniej miły mojemu
        sercu i innym lędźwią Rolf w nosie dłubiący od suchego drapiącego powietrza.
        Powietrza zasuszającego ślinę w gębie a kozy w nosie już po kilku minutach
        pobytu w mieście wysokiego na milę. Zasychający od powietrza przybysze i ja
        pędziliśmy przez rozgrzane powietrze przedmieścia miasta, poprzez pagórki
        właściwie, puste łąki, nawet nie łąki w rozumieniu naszej polskiej zielonej
        ziemi z czterema porami roku, szare połacie traw przecięte prostą linią
        autostrady. Bo to lotnisko jest tu dopiero przecież od 10 lat. I miasto
        dopiero zaczęło w jego kierunku wysuwać swoje czułki, macki, ślimacze rogi w
        postaci hoteli, budynków hotelowych sieci to tu to tam pobudowanych, w postaci
        czołgających się od strony Commerce city dawnej dzielnicy magazynów rosną nowe
        osiedla zaplanowane na bazie czworoboku, prostokąta czy jakiegoś artystycznego
        nieładu. W każdy razie dopiero to się zaczyna. Zaczyna się dopiero ten proces
        obrastania lotniska przez miasto, pochłąniania. To co ludzie mieli okazję
        oglądac 30 lat temu wokół LAX, 40 wokół O’hary, 50 wokoło Kenediego. Teraz
        można zobaczyć wokoło lotniska w Denver. Chciałem to wszystko pokazać moim
        pasażerom tylko nie miałem pojęcia jak bo ja przecież ich języków nie znam.
        Pomachiwałem łapskami na lewo i prawo, ale tego się przecież nie da
        powiedzieć, że miasto mackami a lotnisko wśród traw. Skoro się nie dało to
        zdecydowałem nie wymachiwać tylko zabrać pasażerów na górę widokową. Tam gdzie
        jest mogiła prawdziwego bohatera zachodu a już na pewno dzikiego zachodu
        Bizonowego Bila. Przejerzdżamy szybko przez miasto. Wjeżdrzamy do miasta.
        Wyjeżdrzamy z miasta. No i prawie jesteśmy już na górze. Oczywiście nie od
        razu bo na górę można dostać na dwa sposoby, jak kto ma wybór polecam drogę
        wschodnią. Serpentyny. Bardzo kręto. Bardzo stromo. A jak kto ma jeszcze
        szczęścia i nie pojedzie przed nim para emerytów podziwiających widoki to może
        przyprawić pasażerów o zawrót głowy wywołany parciem siły odśrodkowej na
        żołądki. Miałem szczęście. Rolf najpierw lekko przestraszony, potem lekko
        zadowolony, potem lekko zzieleniały. Na tylnym siedzeniu nie wiem co. A ja po
        gazie i piszcząc oponami i uśmiechając się wycieram tyłkiem siedzenie tak że
        mnie od czasu do czasu sprężyny kują w dupę. Coraz wyżej. Aż wreszcie na
        górze. Wyleźliśmy z samochodu. Chodźimy. Podziwiamy widoki, bo w każdym takim
        widoku jest coś hipnotyzującego, te setki tysięcy świateł, niewiadomo po co
        świecące. W każdym światełku jakiś kłopot jakaś skorupa. Nawet jak światło
        latarni ulicznej to rozbity samochód. Oświetlenie rampy rozładunkowej to
        przeładunek życia. Zdałem sobie sprawę że dla mnie wiele miejsc, wiele świateł
        migoczących u naszych stop mają znaczenie, pijackie ekscesy, szczypanie
        damskich tyłków, stłuczki samochodowe i takie tam, kiedy dla moich zamorskich
        znajomych to tylko hipnotyczna mamrotliwa migawka. Rozejrzałem się wokół. O
        tej porze nie ma już grup etnicznych Meksykanów wielodzietnie rodzinnych,
        hałasujących i piknikujących w najlepsze, ciężkich i ogromnych kobiet z Dakoty
        i Minesoty w towarzystwie wnuków w czapkach miejscowych drużyn futbolowych
        adekwatnych do pochodzenia wnuka. Pozamykane też są sklep z dewocjonaliami ,
        bibelotami i kuchnią gdzie się serwuje hotdogi toczące się całymi dniami pod
        lampą kwarcową na stalowych rolkach obsmarowanych smalcem żeby się z rolek hot
        dogi nie stoczyły na podłogę. Nie było nic o tej porze. Nic poza jednym
        straganem. Straganem obstawionym najróżniejszymi butelkami po alkoholach bo
        przecież obnośnie nie można sprzedawać koniaku i wódki. Butelki oblepiana
        plastrami na których pisze Tea, Lemoniada, Woda i Woda morska. Dalej już mi
        się nie chciało czytać bo uwagę moją zajął centralnie umieszczony rożen, na
        którym okręcał się jakby jeszcze żywy ale już bez ducha bo z wyłupionymi
        oczyma armadilo.
        • iwannabesedated Re: kawalek dalej - czyli czesc ktorastam 16.11.03, 12:03
          Te oto rozmyślania Gienka patetyczne i łzawe przerwał znienacka rozpędzony w
          locie ślizgowym razorback czyli latająca dzika amerykańska świnia, nadleciał
          niewiadomo skąd i rechocąc szyderczo wbił się kłami wiadomo gdzie. W gienkowa
          mojathebest dupa zarazem miotajac z wlasnego odbytu jak z bazuki gdzie popadnie
          arizona black pearls czyli swinskie bobki bardzo czarne i bardzo twarde ktore
          sa przyczyna wielu wielodniowych hekatomb komunikacyjnych gdyz uniemozliwiaja
          jakiekolwiek kontrolowane poruszanie sie, na rzecz poruszania niekontrolowanego
          co tez od razu miala na wlasnych chudych tylkach okazje sprawdzic eskadra babc
          przybylych na wzgorze billa by podziwiac Denver by night a podziwily jedynie
          gwiazdziste niebo i natychmiast powstale w nich pytanie kogo podadza o to
          wszystko do sadu a przedewszystkim na ile?
        • jutka1 Re: kawalek dalej - do emre i do sedated 16.11.03, 14:07
          emre, jak zwykle z czysta-zywa-przyjemnoscia przeczytalam, i pytanie mam
          nastepujace: czy Rolf zawsze dlubie w nosie, bo znam jednego Niemca co zawsze
          i sie zastanawiam czy to nie Twoj Rolf. Podrozuje do USA czesto i ma mlodsza i
          cycata kochanke, i nie jest zbyt pikny, i tak siem zastanawiam...

          iwannabe.etc - looking forward!! smile

          pozdrawiam, Jutka
          • emre_baran wlazenie w d\/pe 04.12.03, 19:58
            Wlazenie w dupe nie mnie na lamach poswieconych mej wylacznie boskiej grafomani
            wola o pomste. niech ci iona dopisze reszte w takim razie. Na pytanie nie
            odpowiadam do czasu az mi sie odwidzi.
            • xurek ooooo! zmartwychwstal :)))) 04.12.03, 21:36
              i na dodatek w zlym humorze. Na wszelki wypadek nie mam zadnych pytan.

              Xurek
            • jutka1 Re: wlazenie w d\/pe --- do Michala 05.12.03, 22:27
              Michal, gwoli wyjasnenia: zebym ja w dupe wlazla, to swiat by sie musial
              zawalic, bo ja mam wysoce rozwiniety zmysl wechu. Excuse the scatology.

              Czytac bede nadal, a od entuzjastycznych komentarzy sie powstrzymam.

              Pozdrawiam, sukcesow zycze
              Jutka smile
    • ajalka Re: Siedem dni w raju czyli dzienik podrozy Emre 07.10.03, 20:00
      Pan z pewnością, Panie Autor, bardzo się cieszy, że ma takich cierpliwych i
      wyrozumiałych czytelników. Weź Pan jednak pod uwagę, iż niektórych (o, taką na
      przykład mnię!) dupa zaczyna boleć od siedzenia i czekania. Weź Pan skończ cożeś
      zaczął (no chyba że Pan jesteś troki od kalesonów, a nie Prawdziwy Mężczyzna)
      Z szaconkiem. Jak zawsze.
      A.
      • emre_baran nie ma wyjascia. 11.11.03, 20:59
        To ja juz teraz napewno tego nie skoncze. Ja nawet obok "prawdziwego
        mezczyzny" to nie lezalem, nie ze bym chcial ale sie nie zdarzylo. No to nie
        mam wyboru bo sie klamstwem brzydze a jakby mnie kto wzial za mezczyzne i to
        prawdziwego to by byla pozoracja.
        • auza :nie masz wyjascia. 12.11.03, 01:47
          oddaj siostre moja...nim pochlona..cie bezdenne czelusci piekiel...nikt kto
          sprzeciwil sie panu...nie wroci na droge madrości....bedziesz wydany glodnym
          chuci wandalom...tak bywa ze ty toniesz a lancuch plywa...i hanba spadnie na
          ciebie ...amen
          • emre_baran meeee! dzielniku koncu - czesc kolejna. 19.11.03, 20:45
            Nawet poeta protogonista wielokropiec grozi mi spadaniem hanmby, znaczy sie
            interesuje znaczy czyta moje smutne losy, wyjscia nie mam. Ale co za siostra kto
            ja ma i ma oddac. Uchyl rabka koncze?!

            I co jeszcze bardziej zwróciło moją uwagę pokryty jakby odciskiem bieżnika
            opony. Kiedy rozbudzało się we mnie podejrzenie co do pochodzenia nadzianego na
            rożen mięsa, niemiecki zestaw turystyczny już nabył i obżerał się kanapkami z
            siekanym mięsem podejrzanym. Panna co mnie tak oczarowała, zgoła była
            nieapetyczna kiedy się napychała jak chomik bułką gąbczastą ociekającą sosem z
            podejrzanie pochodzącego mięsa. Pchnięty instynktem i tknięty przeczuciem
            porwałem z ziemi sękatego kija i dałem susa w stroną kulinarnej orgii.
            Zamachnąłem się , nabrałem powietrza, i ryms. Na to straganiący autochton,
            Meksykanin, Indianin wysadził się w powietrze. Wysadził się w dosłownym słowa
            tego znaczeniu, nie terrorystycznym. Po oględzinach miejsca gdzie stał rożen i
            butelki czyli cały stragan, twierdziłem ze się znajdował na zmyślnej wyrzutni
            rakietowej a dosłowniej dołem pełnym czegoś tam wybuchowego. Kiedy się nasz
            kucharz w towarzystwie swej kuchni szybował na tle księżyca śmiejąc się
            diabolicznie, myśmy samo trój siedzieli na dupach osmaleni sadzą paliwa
            rakietowej kuchni i oblepieni resztą uśmierconego w niekonwencjonalny sposób
            niezbyt pięknego mieszkańca teksasu, kuzyna kozy o czym się miałem dowiedzieć w
            czasie tej podróży narzędzia ciążącej na mej rodzinie klątwy, która wymierzona
            we mnie chybiła i uderzyła w ślicznotkę i pośrednio w jej towarzysza o czym się
            dowiedziałem już bardzo niedługo. Pierwszy podniosłem się ze swojego położenia
            na ziemi wśród resztek stragan –o- rożna w języku arapaho zwanego kulipa.
            Podniosłem się po czym pomogłem się podnieść niewieście i mniej chętnie jej
            przyjacielowi, bo po pierwsze się przy podnoszeni nie ocierał o mnie swoim
            pokaźnym biustem a po drugie gdyby to zrobił musiał bym mu dać w pysk co by było
            bardzo niekorzystne po zaczynałem go tolerować w pewnym sensie. Nic tu już nie
            było po nas a na górze widokowej, podniesionych uprzednio z ziemi, jeszcze
            poprzedniej zszokowanych a teraz wpychanych na różne miejsca wewnątrz mojego
            wehikułu. Upakowani obcokrajowcy ruszyli żwawo wraz z ponaglanym przeze mnie
            samochodem z miejsca wypadków w kierunku określonym krętą drogą prowadzoną ze
            szczytu na odległość jak najdalszą bo nigdy nie wiadomo kogo zainteresuje
            wybuch, dym i wrzask a po co komu zainteresowani osób postronnych w podróży do
            dokoła i w poszukiwaniu. Osmaleni umykaliśmy w dół przez miasto, miasto pełne
            świateł lecz pogrążone we śnie. Autostradą między stanową numer 70 na wschód aż
            do skrzyżowania z numerem 25 w indeksie dróg federalnych. Tu się zastanowiłem
            ale tylko przez chwilę, przez chwilę bo się nie dało zatrzymać samochodu na
            środku autostrady a na dodatek nie miałem absolutnie najmniejszej ochoty jechać
            na południe. Podjąłem decyzję, jedziemy na północ. W miarę jak przemieszczaliśmy
            się na północ atmosfera zagęszczała się, wysnuwała się z zasypiających głów
            moich pasażerów ogarniając wnętrze pojazdu i o zgrozo zaczeła wpychać się w moją
            głowę. Pomiędzy Denver i Cheyene moja bezsenność znajdowała zaczepienie na
            światłach mijanych ciężarówek i oświetlonych oknach domów coraz rzadszych w
            miarę oddalania się od Denver a potem coraz gęściej pojawiających się na
            zewnątrz okien samochodu. Kiedy już wyjechałem ze stolicy Wajoming światła domów
            i ciężarówek stawały się coraz rzadsze aż w końcu o koło godziny 2 całkowicie
            przestały utrzymywać moją świadomość w poziomie gotowości pozwalającej prowadzić
            pojazd mechaniczny. Światła drugie a poprawniej mówiąc wysokie pozostawiłem
            włączone permanentnie co nie stanowiło zagrożenia dla innych użytkowników drogi.
            W tym stanie dwukrotnie większym od Polski mieszczącym nie więcej niż pół
            miliona mieszkańców, innymi użytkownikami drogi okazuje się być najczęściej
            dzika zwierzyna, w godzinach nocnych demoniczne autostopowiczki pochodzenia
            indiańskiego a o każdej pozę kierowcy ogromnych ciężarówek. Światła długie mojej
            mechanicznej bestii stawały się coraz dłuższe, jazda coraz wygodniejsze, widok
            przyswajany poprzez skropione roztworem soli fizjologicznej oczy szeroko otwarte
            poprzez fakt przyklejeni powiek taśmą mocno klejącą do czoła. Bo prędzej
            wielbłąd przejdzie przez ucho niż obudzę Rolfa i pozwolę mu prowadzić moja
            kochaną maszynę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka