manager_na_rowerze
19.06.08, 20:38
No nie rozumiem..pracuje w fimie od kilku lat. Zarabialem zawsze calkiem
dobrze..od miesiaca jestem na wysokim kierowniczym stanowisku..i zona mi
kompletnie zglupiala..
Do pracy mam 3 przystanki autobusem, a poniewaz mieszkamy niedlako krancowki
autobus jest pusty..lub prawie pusty. Latem wskakuje na rowe i jade do pracy
na rowerze..doslownie 8 minut.
Zona...ma dwa przystanki autobusem. Kiedy jest cieplo idzei na pieszo, kiedy
pada oczywiscie jezdzila autobusem...jezdzimy razem:)
od kiedy zostalem kierownikiem duzego dzialu.. zaczyna truc ze chce samochod,
bo nie wypada, zeby kierownik jezdzil na rowerze do pracy. I wogole co na to
znajomi i sasiedzi ...a przede wszytski..jak przypuszczam co na to jej
kolezanki..Na pewno chce zebym ja odwozil do pracy.
Samochod nam kompletnie nie potrzebny.
Zakupy robimy w osiedlowym sklepiku.
Jezeli jade na wakacje biore samochod firmowy... mam do dyspozycji..wiec
korzytamy...Wiec nie rozumiem..
CZy ktos mnie moze przykonac po jakiego kija mi samochod?
Przeciez to dodatkowe koszty, ubezpieczenie, garaz, benzyna..o cenie samochodu
nie wspominam.
Kiedys mi zona powiedziala..a bo mezowie kolezanek maja.. no maja..ale 10-15
letnie gruchoty sprowadzone na lawecie.
Czy kazdy musi miec samochod,.. bo inni maja? Na zasadzie..co ludzie
powiedza?? A co mnei to obchodzi.