Gość: Przemek
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
23.09.03, 23:59
Witam wszystkich miłośników Hellady. Wczoraj wróciłem z Thassos, gdzie byłem
z Triadą, i na gorąco pragnę podzielić się wrażeniami.
1. Biuro podróży i rezydenci.
Teraz pewnie część grupowiczów czeka na to, że będę wieszał psy na Triadzie.
I niestety częściowo się nie zawiodą. W zeszłym roku byliśmy z tym samym
biurem na Krecie i wszystko było naprawdę OK. W tym roku było inaczej, ale po
kolei.
Sam zakup wczasów mnie dosłownie rozwalił. Skuszeni atrakcyjną ceną (około
2300 za dwie osoby na dwa tygodnie) udaliśmy się do przedstawicielstwa Triady
w Katowicach. Chcieliśmy dowiedzieć się coś więcej o apartamentach, które
wybraliśmy (Roula w Limenas), a pani z rozbrajającą szczerością powiedziała,
że ona nic nie wie, bo Thassos mają pierwszy raz w ofercie. Paranoja,
poczułem się jak królik doświadczalny, ale zaryzykowaliśmy.
Podróż na miejsce początkowo przebiegała zupełnie w porządku. Lecieliśmy z
Krakowa, samolot wyleciał i wylądował punktualnie (a swoją drogą WEA
oferowała znacznie lepszy standard niż LOT). Niestety na lotnisku zaczęły się
problemy. Czekali na nas rezydenci Triady z Paralii i Halkidiki (lot był do
Salonik i lecieli nim ludzie do Paralii, Halkidiki i na Thassos). Grupa na
Thassos liczyła kilkanaście osób. Zostaliśmy zapakowani przez jakąś
dziewczynę w zielono-żółtym mundurku do autokaru, powiedziała nam, że
jedziemy sami z greckim kierowcą. Ktoś zdążył zapytać, czy zdążymy na prom do
Thassos (a była godzina około 22.00), powiedziała, że oczywiście i dosłownie
uciekła. I pojechaliśmy, bez żadnego kontaktu, nie wiedząc nawet skąd
płyniemy na Thassos. Po 4 godzinach dojechaliśmy do Keramoti, ostatni prom
oczywiście już dawno odpłynął. Kierowca zatrzymał się w porcie i też sprawiał
wrażenie zagubionego. W końcu gdzieś zadzwonił i pojechaliśmy do podrzędnego
hoteliku w Keramoti. Tam czekała na nas rezydentka z Thassos i zaoferowała
nam nocleg. O 8 rano popłynęliśmy na Thassos, gdzie przejął nas rezydent
Szymon i od tej pory nie mam nic do zarzucenia Triadzie. Na pierwszym
spotkaniu Szymon tłumaczył, że prosili biura o informowanie klientów, że
podroż może potrwać do wtorku, a ja nie mam powodów mu nie wierzyć. Samo
spotkanie inauguracyjne było zorganizowane naprawdę na poziomie.
Apartamenty Roula dość małe, ale czyste. Położenie niezłe, niedaleko
przystani promów. Sprzątane codziennie, pościel zmieniana co 3-4 dni.
Co do wycieczek fakultatywnych, to uczestniczyliśmy w jednej: Kavala/Filipi.
Tak naprawdę była ona organizowana przez miejscowe biuro Endless Holidays.
Grupa, z którą jechaliśmy składała się z Anglików i Polaków z Triady.
Organizacja perfekcyjna, przewodniczka, Marita, była prawdziwą kopalnią
wiedzy. Nawijała po angielsku, a Szymon tłumaczył na polski. Trochę mało
mieliśmy czasu w Kavalii, ale głównym punktem było Filipii, którego, moim
zdaniem, bez przewodnika nie ma sensu zwiedzać.
Podróż powrotna bez zastrzeżeń, no może z wyjątkiem kierowcy, który nas wiózł
do Salonik (znacznie mi podniósł ciśnienie, ale za to dojechał bardzo szybko).
2. Wyspa Thassos.
Jak już pisałem, w zeszłym roku byliśmy na Krecie, więc moje zdanie na temat
Thassos może być nieco spaczone. No cóż, napocząłem Grecję od jednej z jej
najlepszych stron, więc moje oczekiwania były niemałe. Kreta wywarła na mnie
wprost piorunujące wrażenie, zupełnie jakbym dostał obuchem w łeb, natomiast
Thassos nie spowodowało podobnych odczuć. No, ale koniec porównań, przejdźmy
do konkretów.
Mieszkaliśmy w mieście Tazos, zwanym również Limenas lub Limena. Samo miasto
przyjemne. Dużo typowych dla kurortów sklepów, ale życie nie kręci się
jedynie wokół turystów. Dwie plaże, tzw. „dzika plaża” (nędzna) i plaża
miejska (może być). Ceny naprawdę umiarkowane, piwo (Amstel, Mythos) można
było kupić już za 72 euro centy w sklepie, lub 1,5 euro w tawernie. Obiad dla
dwóch osób (jedna sałatka, dwa dania główne, 0,5 litra domowego wina) około
17 euro, a dodatkowo prawie zawsze można liczyć na bonusa (winogrona, arbuz,
ciasto, lody). Mogę polecić tawerny: „U Wasilisa” (tak naprawdę nazywa się
inaczej, ale Wasilis jest tam szefem, polecana również przez rezydenta
Szymona), przedostatnia tawerna idąc wzdłuż plaży miejskiej, oraz „Pigi”, w
prawo od deptaku, na placu z dużą ilością tawern. Usiłowaliśmy zlokalizować
polecanego przez Bebiaka „Czarnego kota”, niestety bezskutecznie.
W samym Tazos warto zobaczyć Agorę, świątynie Ateny, Pana i Apolla. Amfiteatr
niestety był zamknięty, to co z nim robią to naprawdę skandal (betonowe bloki
doczepiane do starożytnych pozostałości).
Poza tym warto odwiedzić: Panagię, Potamię, Theologos, Aliki, Kazaviti i
Potos (pyszny gyros w snack barze naprzeciw drogi do Thelogos). Klasztor
Archangelou Michail rozczarowuje, część udostępniona do zwiedzania jest
naprawdę niewielka. Piękny jest zachód słońca obserwowany z Sotiras.
Generalnie wschodnie i południowe wybrzeża wyspy są najładniejsze. Odradzam
Limenarię, typowy kurort, przejście wzdłuż wybrzeża z tawernami jest dużym
wyzwaniem.
Usiłowaliśmy, śladami Bebiaka, dotrzeć do Kastro przez góry z Thelologos,
niestety bez powodzenia. Droga jest praktycznie nieoznaczona i w pewnym
momencie źle skręciliśmy. Zanim zorientowaliśmy się, że źle idziemy, minęło
około 45 minut. To plus upał i spotkanie żony ze żmiją (na szczęście bez
ofiar, obie uciekły :-) spowodowało, że wróciliśmy do Thelologos, będąc około
4 kilometrów od Kastro.
Pogoda we wrześniu nie jest na Thassos pewna, mieliśmy 2 dni naprawdę złej
pogody, 3 dni pogody zmiennej (na przemian słońce, chmury, deszcz) i 9 dni
pięknej pogody z upałami w dzień, ale chłodnymi wieczorami.
3. Plaże.
O plażach w Tazos już pisałem. Jedną z najbliższych plaż jest „Golden Beach”,
ładna plaża z prysznicami i tawernami, niekłopotliwy dojazd KTEL-em (1,1
euro, 35 minut). Mnie osobiście najbardziej podobała się „Paradise Beach”,
dojazd raczej tylko samochodem. Pięknie położona, minusem jest brak
pryszniców. Północną część okupują naturyści, południową tekstylni, w środku
towarzystwo mieszane (polecam tą część, można spokojnie wysuszyć kąpielówki
bez wzbudzania sensacji). Plaże w Potos, Aliki, Pachis i Limenarii wyglądają
nieźle (nie korzystaliśmy). „Metal Beach” i „Tripiti” tylko dla posiadaczy
butów na jeżowce.
4. Wycieczki z Thassos.
Przed wyjazdem ostrzyliśmy sobie zęby na Samotrakę. Niestety okazało się, że
wyprawa jest nie do zrealizowania w ciągu jednego dnia, więc zrezygnowaliśmy
(sorry Bebiak).
Oprócz wycieczki fakultatywnej Kavala/Filipi, wybraliśmy się jeszcze raz sami
do Kavali. Płynęliśmy z Tazos wodolotem do Kavali (8 euro/osoba, 30 minut).
Wracaliśmy promem do Prinou (3 euro/osoba, 1h 15 m), a stamtąd autobusem
(1,40 euro/osoba, około 30 minut). Autobus czeka na prom, nawet jeżeli prom
jest opóźniony. Polecam zabrać na prom suchy chleb, karmienie mew jest dużą
radochą. W samej Kavali warto odwiedzić targ (tylko sobota, klimaty niemal
jak w Stambule), zobaczyć minaret (tylko z zewnątrz, niestety przerabiają go
na hotel), akwedukt i twierdzę (wstęp 1 euro/osoba).
5. Samochód.
Samochód pożyczyliśmy na dwa dni, tyle wystarcza na dokładne zwiedzenie
wyspy. Przejechaliśmy aż 250 km. :-)).
Co do wypożyczalni to ceny były następujące (auto najniższej klasy):
- „Potos” 40 euro, limit kilometrów 200
- „Hermes” 50 euro, bez limitu kilometrów
- „Budged” 60 euro, bez limitu kilometrów
- „Europcar” 70 euro, bez limitu kilometrów.
Wybraliśmy Europcar, z tego powodu, że jako jedyni nie wymagali udziału
własnego w razie szkody i nie stwierdzenia sprawcy (np. urwanie lusterka lub
zbicie reflektora w zaparkowanym samochodzie). Swoją drogą wypożyczalnie tą
też polecał Szymon – rezydent. Za 70 euro dostaliśmy Hyundai Atos Prime,
wypasion