Dodaj do ulubionych

Uwierzylam w cyca moc...

15.05.09, 17:35
Tak dla pokrzepienia cos pozytywnego, bo z reguly czytamy o problemach.
Mlody 15,5 miesiaca, karmiony piersia.
Akurat kryzys mialam i bylam prawie ze bliska odstawienia, bo mnie pogryzl do
krwi.
I zaczela sie czarna seria. Najpierw maz opuchl, zaczal goraczkowac, klasyczne
objawy swinki. Wykluczyli, ale nie wiedzieli, co jest. Dopiero przedwczoraj
jakis lekarz popatrzyl przytomnie i zauwazyl, ze to angina z powiklaniami.
Generalnie zamiast chlopa mam od tygodnia w domu zezwloka. Dzisiaj dopiero
jest naprawde lepiej, aczkolwiek mega oslabiony, schudl (no, jemu to akurat na
dobre tylko moze wyjsc ;)) itd. antybiotyki w uzyciu.
Chlop zdolal sprzedac wirusa reszcie domownikow.
Przedwczoraj dzieci - goraczka pow. 40° i wszelkie atrakcje towarzyszace. Ja
-bol gardla, uszu, goraczka, dreszcze.
Stan na dzisiaj:
- ja - oslabiona, ciagle boli gardlo i uszy, temperatura obnizona, jakos
funkcjonuje ze wzgledu na dzieci
- corka starsza - zdechlaczek, goraczkuje mniej (tak do 38), slabiutka, pije
przez slomke, lezy. Boli ja gardlo, wiec mamy problemy z podawaniem lekarstw i
picia, normalnie sie modle, zeby sie kroplowka nie skonczylo.
- synu - lata od wczoraj, pelna energia. Goraczka po jednym dniu zeszla.
Zadnej anginy, nie wyglada, zeby go bolalo. Gardlo nieoblozone.
I jak tu nie wierzyc w mleko? No bo jak nie mleko, to co? W totolotka zdrowie
wygral???
Obserwuj wątek
    • jutycha Re: Uwierzylam w cyca moc... 15.05.09, 18:14
      Tak nie bardzo w temacie, ale moze to nie angina tylko mononukleoza
      pl.wikipedia.org/wiki/Mononukleoza_zaka%C5%BAna
    • klusia.1 Re: Uwierzylam w cyca moc... 15.05.09, 18:16
      Myślę, że to chyba jest dobry wątek żebym i ja podzieliła się z Wami moją przygodą z karmieniem. Na prośbę Pani Moniki rozszerzyłam nieco (no dobra bardziej niż nieco ;) swój post.
      Gdy zaszłam w pierwszą ciążę nie brałam pod uwagę w ogóle butelki. Owszem zakupiłam laktator (był wymagany do szpitala) z butelkami w komplecie, ale przecież ja będę karmić piersią! Życie pokazało co innego. Weronika po porodzie długo spała a ja pytałam położnych co robić- przystawiać czy dać jej spać. Odpowiadały dać spać, bo dziecko ma zapasy jeszcze i jak będzie chciała jeść Tosię wybudzi. Wiedza teoretyczna dot. szybkiego przystawienia po porodzie gdzieś umknęła mi w czeluściach dość szybkiego (3 godzinnego) wywoływanego porodu.. Weronika obudziła się jakoś 6 czy 7 godz. po porodzie już tak głodna że zassać nie chciała- wiadomo siara, ciężej leci. Potem żółtaczka silna dość, najpierw pod lampami dokarmianie butelką, a potem jak już mała była ze mną to już wcale nie chciała ssać a położne nie chciały dać modyfikowanego. Tyle, że żadna z nich nie ruszyła się żeby mi pomóc przystawić - tylko nie chciały dać mleka i już - bo trzeba piersią. Wróciłam do domu już z dołem i walki ciąg dalszy. Oczywiście w użyciu był smok uspokajacz i babcie doradcy - daj butlę nie męcz dziecka itp. Zawołałam super panią doradcę laktacyjną. Wytłumaczyła co i jak. Kazała odstawić smoki dokarmić (waga spadała) drenami i przystawiać do piersi. Samej pić meliskę i Karmii, odstresować się i przystawiać, przystawiać..Kolejne kilka dni walki z wrzeszczącą Weronikę - znowu nagonka rodziny "daj wreszcie butlę".. ugięłam się i dałam. Ściągałam 8 tyg. i podawałam w butelce, potem przeszłam na modyfikowane, bo pokarmu coraz mniej było- zniecierpiałam odciągać. Cały czas stresowałam się ile leci... Weronika jest zdrowym i dobrze rozwijającym się dzieckiem. A ja byłam zdania, że terror laktacyjny i w ogóle.. Zaszłam w drugą ciążę. Szłam do porodu z puszką mleka sztucznego w torbie. Maja okazała się extremalnym cycozwisem. Oczywiście miałam też smoczek. Maja przez 7-8 tyg. wisiała na mnie non stop, ale ładnie przybierała. Smoka żadnego nie chciała,a w szczycie desperacji próbowałam chyba z 6 różnych, bo miałam problem nawet wyjść do toalety – dzieć wrzeszczał wtedy jakby go ze skóry obdzierali (dzięki Bogu- jajo było mądrzejsze od kury). Ja się wkurzałam i siedziałam z nią 24h i karmiłam. I znowu odezwały się super rady babć/cioć i innych pseudoexpertów laktacyjnych z lat 70 i 80, że jedna pierś i przerwa 3 godziny a potem druga, że dziecko do 3 miesięcy to zje i idzie spać na 3 godziny, że mam słaby pokarm, że za mało i żebym wreszcie przestała męczyć i głodzić dziecko i podała mieszankę. Ja byłam mega zdenerwowana, bardzo często ważyliśmy Maję, żeby sprawdzać (Maja hypotrofik – ur. 2320gr a najniższa waga 2130). Potem skiepściły się przyrosty..dokarmiałam najpierw butelką (brrrrrrrrrrrrrrr), potem mądrze SNSem. Zaparłam się. Zatkałam uszy tym razem na rady babć "daj butlę, bo masz słaby pokarm" „Mama, nic nie leci daj butlę" etc. W aktach desperacji próbowałam Karmi, herbatek laktacyjnych i osławionej kozieradki, ale najlepiej zadziałało zatkanie uszu na wszystkie butelkowo-mieszankowe rady i uwierzenie w moc piersi. Kiedy stres „czy ona się najada?”, „czemu waga idzie tak wolno?”, „ a może jednak mam mało mleka?” .. ciągłe sprawdzanie „czy leci?”/ „ile leci?” odpuścił i przestałam się zastanawiać, myśleć o karmieniu a po prostu zaczęłam karmić wtedy kiedy Maja miała ochotę „zalało mnie mlekiem”. Była wojna z rodziną, ale nie dałam się. Karmie z powodzeniem 8 już miesiąc i zamierzam jeszcze długo :) A na teksty „Mama daj butlę, bo nie leci” wyciągam pierś z dzioba Majki i psikam mlekiem po oczach wątpiącego ;) Maja obecnie ma 7,5 miesiąca i waży ok. 7,5kg 
      Reasumując - gdybym przy pierwszej córce nie uległa presji babć, uwierzyła w siebie i odstawiła smoki, to karmiłabym piersią Weronikę. nie żałuję ze było jak było, bo inaczej pewnie jeszcze nie miałabym Mai (różnica między córkami to 14 miesięcy). Ale (!!!) przy Mai dopiero przekonałam się, że karmić może każdy, że smoki na prawdę szkodzą karmieniu, i że wszystkie "terrorystki laktacyjne" mają rację a wiara we własne możliwości i wsłuchanie się w dziecko to recepta na długie karmienie piersią :) I jeszcze jedno na prawdę warto zaufać Pani Monice i doświadczonym dziewczynom tutaj na forum niz swoim mamom/ babciom/ ciociom (mamy i babcie jak chcą pomóc toniech lepoiej obiad dobry ugotują ;) ) i niektórym pediatrom.
      • symbolica Re: Uwierzylam w cyca moc... 15.05.09, 22:05
        Fajnie, cieszę się tak samo jak Ty że karmię... mnie nikt nie terroryzował sama
        od początku decydowałam czym karmię (na początku mała dostała jeszcze w szpitalu
        butlę... sama o nie prosiłam bo nie miałam pokarmu po cc... ale przystawiałam
        cierpliwie, potem butle dawałam. dopiero w 4 dobie nawał i mieszanki poszły
        kąt..) Karmię już 10 miesięcy i zamierzam jeszcze co najmniej drugie tyle..
        • carriegirl Re: Uwierzylam w cyca moc... 15.05.09, 22:37
          Ja też dołączam się do radości z karmienia:) Pierwszego synka
          karmiłam trochę ponad rok, drugiego karmię już 5 miesiąc i jeszcze
          trochę pokarmię :) Nie martwię się przyrostami wagi, które mogłybyć
          lepsze, bo zdrowie nie przejawia się w wadze delikwenta ;) Sprawia
          mi ponadto przyjemność widok szczęśliwego niemowlęta przy piersi
          mruczącego z radości :D
      • molly_bloom Re: Uwierzylam w cyca moc... 15.05.09, 23:39
        jejku, jak czasem czytam takie "historie piersiowe", to sobie myślę, że miałam
        cholerne szczęście trafić na dobrą szkołę rodzenia, świetne położne w szpitalu,
        wspaniałego wspierającego męża, super mamę, no i TO forum :) gdybym nie miała
        tego wsparcia to naprawdę nie wiem czy bym karmiła, mimo że do karmienia piersią
        byłam nastawiona bardzo pozytywnie
        u nas były problemy wynikające z dość ostrej żółtaczki Młodego: słabe ssanie
        (Młody był ospały i osłabiony), leżenie pod lampami (brak możliwości
        cycozwisania i stymulowania laktacji), moja panika, że "nie ma pokarmu", no bo
        faktycznie powoli rozkręcało się to wszystko, zwłaszcza że dla mnie ta cała
        sytuacja z żółtaczką to był jakiś ogromny stres - siedziałam i płakałam, że
        "takie chore dziecko" (a Młody sobie leżał wyluzowany jak na Jamajce ;))
        na szczęście mądre położne pomogły, mąż wspierał, a mama pocieszała i już w 5
        dobie wszystko było super i tak jest w sumie do tej pory ( z małymi kryzysikami ;))
      • monika_staszewska Re: Uwierzylam w cyca moc... 18.05.09, 15:41
        Raz jeszcze baaaardzo dziękuję. I dodatkowe podziękowanie jeszcze za
        słuszną radę, żeby wykorzystać czy może lepiej powiedzieć dobrze
        skanalizować ;) zapał mam, cioć, babć, sąsiadek itd. w kierunku
        gotowania obiadów, zakupów czy prasowania, na co zwykle Mama Małego
        Człowieka czasu nie ma, a jeśli już ma to zwykle za mało.
        pozdrawiam serdecznie :)
        monika staszewska
    • ani-a9 Re: Uwierzylam w cyca moc... 15.05.09, 22:46
      no bo cycuś jest THE BEST i tyle;)
      nie jest łatwo, szczególnie początki są trudne (u nas problem z przybieraniem na
      wadze), bolesne ale naprawdę mleko to najlepsze co mama może dac nowonarodzonemu
      dziecku :)
      i wiecie co-mam dosyć słuchania z kazdej strony o "słabym" pokarmie, o tym ze
      ktoś "nie ma mleka", to wybór kazdej mamy czy chce karmić czy nie, ale tego typu
      teksty są po prostu wymówką.
      Sama bylam "zielona" jeśli chodzi o karmienie, ale teraz-prawie 5,5 m-ca po
      porodzie-już wiem sporo i smutno mi gdy dziewczyny tak łatwo się poddają.
      Sama zamierzam karmić min do roku, a pewnie dłużej:) pozdrawiam wszystkie
      Cycusiowe Mamy:)
      • ogz Re: Uwierzylam w cyca moc... 16.05.09, 01:24
        Dobrze, że Nasze maluchy mają takie uparte i zdeterminowane
        mamy,które same najcześciej metoda prób i błędów doszły do tego jak
        karmić piersią, bo poziom wiedzy o laktacji w polskich szpitalach
        położniczych, nawet tych teoretycznie przyjaznych dziecku oraz w
        szkołach rodzenia jest żenujacy. Nie wspominam juz nawet o
        rewelacjach naszych mam, cioć i innych "życzliwych ekspertów".
        Swoja drogę przez mekę z karmieniem opisuję ku przestrodze
        przyszłych karmiących mam.
        Karmie syna piersią 6 miesięcy, chociaż w szkole rodzenia na
        Inflanckiej po ogledzinach biustu usłyszałam od pielegniarki
        laktacyjnej/ będąc w 8 m-cu ciąży/ , ze nie dam rady karmić bo mam
        płaskie brodawki. Dzis wiem,że to kompletna bzdura ale wtedy
        popłakałam się ze stresu.
        CDL na oddziale połozniczym w tym szpitalu/ przyjaznym dziecku ha,
        ha, ha !!! napewno nie mojemu/ to był istny horror, zachęcanie do
        dokarmiania butelka na każdym kroku + teksty mamo nakarm !, nikogo
        do pomocy w przystawieniu, pies z kulawą noga nie interesował się
        nami przez sobote i niedzielę, gdyby nie zaprzyjaźnione panie z
        patologii to nie wiedziłabym jak zaczać karmić bo mały cały czas
        spał.
        Oczywiscie po porodzie nikt nie pomógł mi przystawić malucha,
        chociaż wytyczne dotyczące szpitali z certyfikatem mówią wyraźnie o
        przystawieniu na sali porodowej lub poporodowej/ ciekawa jestem kto
        wydaje te certyfikaty?/. Ponieważ były powikłania przy porodzie to
        wszyscy omijali nas szerokim łukiem, zmieniali mi tylko kroplówki a
        potrzeby dziecka ignorowali. Potem była przyszpitalna poradnia
        laktacyjna- omijać szerokim łukiem. Krew ciekła mi z popękanych
        brodawek po brzuchu a pani pielęgniarka tylko ważyła syna i kazała
        dopajać go sztucznym mlekiem. Cud prawdziwy że On po kontakcie z
        butlą, smokiem i sztucznym pokarmem dał się jednak namówic na
        karmienie naturalne.
        Plus płynące zewsząd dobre rady o przerwach pomiędzy karmieniami,
        dopajaniu itp idiotyzmy.
        Gdyby nie książka "Warto karmić piersią", to forum i to, że
        wierzyłam że pierś jest dla malucha najlepsza,/ płakałam z bólu ale
        przystawiałam/ no bo czym róznimy sie od innych ssaków?, to
        poddałabym się tak jak wiele mam. Bardzo im współczuję, bo wiem ze
        wiekszość dziewczyn chce karmić ale czasem same chęci nie wystarczą.
        Potrzebna jest profesjonalna pomoc.
        Chciałam podziękować pani doktor z poradni laktacyjnej Szpitala Św.
        Zofii, dzięki niej karmienie przestało być bolesne, wyleczyłam
        brodawki, bo okazało się że to nie technika szwankuje tylko jest
        infekcja. Dziękuje tez pani Monice,że przekonała mnie do
        zrezygniowania ze smoka, mały ssie spokojniej a wcale nie było to
        taki trudne.
        Przykro mi tylko, że moje dziecko i ja byliśmy narażeni na tyle
        stresów na starcie, zamiast cieszyc się sobą. Trzymam kciuki za
        wszystkie początkujące mamy.
        • kammik Re: Uwierzylam w cyca moc... 16.05.09, 08:59
          A tak, pani Małgosia z Inflanckiej to doprawdy demon wiedzy o laktacji :( Co
          drugie dziecko w wózeczku ma butelkę z mlekiem, pierwsze pytanie pediatry na
          obchodzie "dokarmia pani?". Kiedy córeczka płakała drugiej nocy, to dyżurująca
          pielęgniarka: "pewnie się nie najada. Co z tego, że siusia i robi kupki, to o
          niczym nie świadczy. Pani idzie na noworodkowy, pewnie trzeba dokarmić". Doszło
          do tego, że mimo pogryzionych brodawek i bólu przy przystawianiu dziecka, na
          pytanie "jak z karmieniem" odpowiadałam "wszystko w porządku", żeby tylko nie
          dostać się w łapy tych fachowcow. Na sali leżała ze mną dziewczyna, która przez
          kilkanaście godzin po porodzie nie nakarmiła dziecka, stwierdzając "nie mam
          pokarmu". I zabrano dziecko na oddział noworodkowy, żeby je nakarmić. Pediatra
          kazała kupić smoczek i twierdziła, że po 9. miesiącu mleko mamy jest
          bezwartościowe. Też nie wiem, kto im te certyfikaty daje i kto je weryfikuje.
          A kto mi kazał lekarza w środku ciaży zmieniać :)
        • ula243 hej 16.05.09, 09:04
          Dobrze, że Nasze maluchy mają takie uparte i zdeterminowane
          > mamy,które same najcześciej metoda prób i błędów doszły do tego jak
          > karmić piersią, bo poziom wiedzy o laktacji w polskich szpitalach
          > położniczych, nawet tych teoretycznie przyjaznych dziecku oraz w
          > szkołach rodzenia jest żenujcy...



          NIE TYLKO W POLSKICH...w niemieckich nie jest lepiej.To ze nieumieli mi pomoc
          przystawic malej do cyca to jeszcze nic...ale to ze powtarzali jak materne moja
          slowa ze "brodawki sa chyba za duze i malej sie w buzi niemieszcza..."-zeby miec
          tylko spokoj.A ja i tak w koncu przystawilam po swojemu...sciaglam troche mleka
          i oblalam nim brodawke zeby byla mokra i dalam malej do ust-ta liznela dwa razy
          otworzyla buzie i samy bez problemow do dzis...no z wyjatkiem jednego jest taka
          zachlana ze duzo powietrza lyka...:) pozdrawiam
          • molly_bloom Re: hej 16.05.09, 12:43
            no to może ja dopiszę, że rodziłam w św. Zofii i wiadomo jak to jest, jedna
            położna fajniejsza, inna mniej fajna, ale jednak jeśli chodzi o pomoc
            "techniczną" i dopingowanie do karmienia - to dziewczyny są pierwsza klasa :) no
            i ewentualne dokarmianie tylko i wyłącznie drenem po palcu, albo przy piersi
            mi bardzo zależało na tym, żeby to dokarmianie było właśnie przy piersi, bo
            Młody leżał pod lampami i brakowało nam obojgu fizycznego kontaktu, a sama tego
            zrobić nie potrafiłam, więc położne przychodziły do mnie i trzymały tą
            strzykawkę (czasem to trwało długo dość, ale nigdy nie słyszałam, że zajmuję
            niepotrzebnie czas)
            i dzwonić po pomoc (w przystawieniu, w dobudzeniu dziecka na karminie) też można
            było o każdej porze i nikt nie miał pretensji

            no i przypomniało mi się, coś z czego teraz tak strasznie chce mi się śmiać :),
            jak dostałam w końcu nawału, to byłam chyba jedyną szczęśliwą z tego powodu
            osobą, chodziłam dumna i wszystkim położnym mówiłam , że w końcu MAM pokarm, ba
            nawet NAWAŁ :) i jakoś te dziewczyny szczerze cieszyły się razem ze mną ;)
            • agn-ez Re: hej 16.05.09, 23:07
              Ja również przeżyłam trudne chwile ale bardzo chciałam karmić piersią i pomału
              wszystko sie normuje:) Mam 8tyg córcię, rodziłam w dużym szpitalu ale porady
              dotyczącej karmienia nie otrzymałam żadnej , jak poprosiłam o pomoc to mnie
              zbywano. Mamy inne latały po butelki tylko ja jedna na 6 osobowej sali zaciekle
              karmiłam bez dokarmiania. w szpitalu panowała zasada że ze spadkiem wagi dzieci
              sie nie wypuszcza i musi przybrac jeden dzień. Wiec wystraszone mamy dokarmiały.
              I wydaje mi się że wiekszośc matek poddaje się również w domu. Przeszłam również
              zapalenie piersi i anginę i sugestie położnej o dokarmianiu dziecka ale żyję.
              Dzięki temu forum nie poddałam sie jak mała ssała 24 na dobę. Teraz jest o wiele
              lepiej mała spi w nocy budzi się co trzy godziny a w dzień róznie jest tak że
              cyca często a jest dzień że wybudza się co 3 godziny. A co do smoka to wszyscy w
              rodzinie nas komentują że dziecku smoka nie dajemy. W niedzielę mieliśmy
              chrzest, chrzczonych było 16 dzieci w tym może 3 dzieci bez smoka i w tym moja.
              A ja sie cieszę ogromnie bo nie bedę musiała oduczać. Pozdrawiam wszystkie mamy.
        • monika_staszewska Re: Uwierzylam w cyca moc... 18.05.09, 15:41
          A ja dziękuje Pani za opisanie swojej karmieniowej drogi, bo nie ma
          nić lepszego niż takie dzielnie się swoim doświadczeniem,
          szczególnie jeśli z problemów udało się wyjść na prostą. To dla
          innych Mama w kłopocie chyba jedno z najlepszych wsparć.
          pozdrawiam serdecznie :)
          monika staszewska
          • pitu_finka Re: Uwierzylam w cyca moc... 19.05.09, 12:09
            A ja tak w nawiązaniu do postu klusi.1 Jak czytam gdzieś tekst "mamo nie leci"
            to mnie jasny szlag trafia. Dlatego że moja - dobra skądinąd teściowa - tak
            potrafi nade mną wisieć. Grzeczna jestem, ale nieraz mnie świerzbi żeby jej
            zakląć szpetnie prosto w twarz;) Po pierwsze karmienie to intymna było nie było
            czynność i nie chcę aby ktoś w tym momencie na nas patrzył koncentrując się na
            moich piersiach. A po drugie nienawidzę gdy ktoś poza moją córką mówi do mnie
            mamo. Nie, nie i jeszcze raz nie. I jak to jest że w momencie jak teściowa nade
            mną stanie i się patrzy (życzliwie) i zaczyna filozofować to ja się spinam, a
            młody zaczyna wrzeszczeć. Lepiej jakby stała w milczeniu...A tymczasem mój syn
            na "nielecącym" mleku dobił do 7kg mając 2,5 miesiąca:|
            • klusia.1 Re: Uwierzylam w cyca moc... 19.05.09, 12:16
              pitu_finka napisała:

              > A ja tak w nawiązaniu do postu klusi.1 Jak czytam gdzieś tekst "mamo nie leci"
              > to mnie jasny szlag trafia. Dlatego że moja - dobra skądinąd teściowa - tak
              > potrafi nade mną wisieć. Grzeczna jestem, ale nieraz mnie świerzbi żeby jej
              > zakląć szpetnie prosto w twarz;) Po pierwsze karmienie to intymna było nie było
              > czynność i nie chcę aby ktoś w tym momencie na nas patrzył koncentrując się na
              > moich piersiach. A po drugie nienawidzę gdy ktoś poza moją córką mówi do mnie
              > mamo. Nie, nie i jeszcze raz nie. I jak to jest że w momencie jak teściowa nade
              > mną stanie i się patrzy (życzliwie) i zaczyna filozofować to ja się spinam, a
              > młody zaczyna wrzeszczeć. Lepiej jakby stała w milczeniu...A tymczasem mój syn
              > na "nielecącym" mleku dobił do 7kg mając 2,5 miesiąca:|

              Ty a może my mamy tą samą teściową?? To co napisałam o psiknięciu mlekiem w oko to autentyk! :) Któregoś razu przy karmieniu Maja zaczęła się miotać, bo psoro ludzi było wokół. A teściowa "Mama nie leci, daj mi wreszcie butlę". Na co ja grzecznie wyjęłam pierś z dzioba Mai i prysnęłam jej tym "nic nie leci" prostu w oko ;) Zatkało ją nieco.. Ogólnie test tokochana osoba, ale jeśli chodzi o karmienie to kultuje butelki. Pierś owszem ale to popicia. Butla ma być i już. Swoją drogą nienawidzęsłowa "butla" chyba właśnie przez nią hehehe
    • mad_die Ja zawsze wierzyłam :) 19.05.09, 12:54
      Nie wiem, od czego to zależy - od charakteru czy postawy czy przekonań czy
      wszystkiego na raz. Ale ja od początku, jak już w ciąży byłam, wiedziałam, że
      będę karmić. Oczywiście na początku zakładałam 6mscy tylko ;) Ale już po
      porodzie wiedziałam, że na 6 się nie skończy i wręcz bałam się dawać Małej
      nowości, żeby z piersi nie zrezygnowała :D
      Ale od początku może :)
      Rodziłam w Holandii, w szpitalu, poród łatwy i przyjemny :D miło go wspominam po
      prostu, naturalnie i bez znieczulenia, córka od razu wylądowała na mnie, na
      piersi, po chwili pięknie zassała :) Tego samego dnia byliśmy w domu i się
      zaczęło życie - pierwszy tydzień był ciężki, wszystko na głowie stanęło, nawał,
      piersi uczące się bycia ssanymi, Mała domagająca się mamusi :) Ja po
      wcześniejszej lekturze forum wiedziałam, że tak ma być, co prawda cały czas się
      uczyłam jeszcze, ale nie walczyłam z córką. Słuchałam intuicji i już - nosiłam,
      karmiłam, tuliłam, karmiłam i karmiłam i karmiłam. I wszystko było dobrze. Bez
      problemów.
      Po miesiącu przyjechała teściowa do nas, na tydzień. Ja się nie patyczkuję z
      nikim, jak mi ktoś głupoty plecie, to mu mówię, żeby przestał ;) Teściowa
      oczywiście mówiła, że syna nie karmiła piersią, bo nie miała pokarmu, ale córkę
      karmiła 3msce, po czym skończyło jej się mleko. No i cały czuła się taka biedna
      i uwiązana, nie miała czasu dla siebie bla bla bla... Ja jej zawsze
      odpowiadałam, że NIGDY nie będę się czuła uwiązana do SWOJEGO dziecka, w ogóle
      jak tak można myśleć? No to teściowa skończyła z tymi gadkami. I nadal wszystko
      było dobrze.
      Moja mama zawsze była za moim karmieniem piersią, choć nas (3 córki) nie karmiła
      w ogóle - takie czasy, po cesarskim cięciu się nie karmiło. Tak samo moja babcia
      (choć ona karmiła 2 córki, a moją mamę to do 3 roku życia prawie) - otwarcie
      mówiły, że bardzo dobrze robię i chwała im za to :) Choć wiadomo, nie karmię po
      to, żeby słyszeć od ludzi pochwały ;)
      No i tak zleciało, już 16mscy. Teraz czekam z utęsknieniem, aż w listopadzie
      (lub na początku grudnia) będę mogła karmić Nowego Człowieka :D A tymczasem
      nadal karmię córkę, czego już nie pochwala ani moja mama ani babcia ;) No ale
      cóż, ja zawsze robię to, co JA uważam za stosowne (w zgodzie ze sobą, córką i
      położną).
      • grudzien2007 Re: Ja zawsze wierzyłam :) 19.05.09, 13:53
        Do momentu, kiedy dieta mojej córki w przeważającej części było
        mleko mamine, tak około 70-80 % nie zachorowalao ani razu, 0 kataru.
        Potem jak zmniejszyła sie ilosc zjadanego mleczka, od razu
        przyplątał sie katar, no ale sie skonczył :)
        Oprócz samej piersi moim zdaniem ważne jest także oczywista sprawa:
        geny, dalej hartowanie dzieci, ubranie czasami nawet 1,5 roczniaka
        który biega cieniej aniżeli nas samych (a przynajmniej nie
        przegrzewanie ich...), nieprzesadzanie z lekarstwami przy kazdym
        poziębieniu. Generalnie mleko potem wspomaga układ odpornościowy
        dizecka np. pow. 1 roku, ale my tez musimy mu pozwolic dojrzeć w
        inny sposób, np czasami pozwolić zwalczyc dziecku zapalenie gardła
        juz nie mówie o katarze. Jest to przykre, ja nie wszystkie, ale
        większośc recept wyrzucam do kosza, jak moja oorka dostąła 5
        specyfików na fakt, mocny katar (ale wszystko pozostałe było
        czyste)... to zrozumiałam dlaczego potem dzieci mają nawracające
        infekcje - nie daje się szans organizmowi nauczyć się walczyć,
        reagowac na wirusy czy bakterie. Mam szczera nadzieję, ze nie stanę
        przed dylematem podania dziekcu antybiotyku - jesli będzie trzeba
        oczywiście podam, one mi tez uratowały życie i własnie od tego są,
        ratowania życia, zdrowia.
        • pitu_finka Klusia.1 19.05.09, 14:09
          No to moze ja swojej tez psikne zamias klac:))
        • basiak36 Re: Ja zawsze wierzyłam :) 19.05.09, 16:05
          > Oprócz samej piersi moim zdaniem ważne jest także oczywista sprawa:
          > geny, dalej hartowanie dzieci, ubranie czasami nawet 1,5 roczniaka
          > który biega cieniej aniżeli nas samych (a przynajmniej nie
          > przegrzewanie ich...), nieprzesadzanie z lekarstwami przy kazdym
          > poziębieniu.


          Podpisuje sie pod tym. Ja panikowalam dwa razy i mala dostala antybiotyk, bo
          katar i kaszel i goraczka. Za trzecim razem dalam tylko nurofen na goraczke i na
          czerwone ucho (lekarz zgodzil sie poczekac z antybiotykiem), jak goraczka
          przeszla, duzo spacerowalam z nia, nic wiecej. Faktycznie chorobsko trwalo
          dluzej, pare tygodni jesli nie wiecej, ale potem jak wyzdrowiala, byla duzo
          odporniejsza, teraz co najwyzej katar lapie z ktorym nic nie robie.
          • midla Re: Ja zawsze wierzyłam :) 20.05.09, 21:58
            A chyba najlepszy cycuś jest przy gastrycznych przypadłościach -
            ostatnio miałyśmy dwa dni wymiotów i zero odwodnienia. Zaraz po
            wymiotach kalinka wołała cycy i nadrabiała płyny oraz elektrolity.
            Nie muszę dodawać, że był to jedyny pokarm, którego nie zwracała :)
            A biedne dzieciaczki do szpitala trafiają...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka