Witam! wczoraj miałam criotransfer 2 zarodków (7 i 9 komórkowych).
Ze względu na moją dolegliwość, tym razem crio odbyło się w
znieczuleniu ogólnym. I teraz moje pytanie: czy to normalne, zę po
criotransferze nie odczuwam kompletnie nic??? Normalnie po
przebudzeniu z narkozy czułam sie tak, jak w momencie wchodzenia na
fotel, zero jakiegokolwiek bólu, ucisku, czy choćby wrażenia
rozpierania po wkładaniu wziernika. Nic.
Ci, którzy pamiętają moja historię zapewne pamiętają też, jakie
cyrki działy sie przy transferze świeżych zarodków. Na karcie
informacyjnej miałam wtredy napisane embriotransfer trudny (trwał
chyba z pół godziny jak nie dłuzej). Byłam 2 dni po punkcji... No i
wtedy czułam sie fatalnie - mam na myśli takie , dla mnie
oczywiście, "dobre" objawy - rozpierania w dole brzucha,
pobolewania, kłucie itd.
Wczoraj było cąłkiem, ale to całkiem inaczej. Transfer wykonywał mi
inny lekarz - pani dr Banaszczyk z Gamety (REWELACJA!!! ), a na
karcie miałam napisane : "embriotransfer łatwy". No i wszystko razem
z uśpieniem i wybudzeniem trwało może 20minut.
Różnica polega tylko na tym,z ę wtedy czułam, zę "coś tam" miałam
robione, a teraz nic. Czy taki objaw (moze nie objaw, bo na objawy
jeszcze zdecydowania za wczesnie

), czy moze lepiej samopoczucie
po crio jest normalne? Jak Wy się czułyście po transferze mrożonych
zarodkó? Też bez zmian w stosunku do czasu sprzed transferu? (acha,
donosze uprzejmie, że nie panikuje, ani nie mam zamiaru
histeryzować, po prostu pytam z czystej ciekawości

). Jak zacznę
być "niebezpieczna dla otoczenia", to mąż obiecał, zę odłączy
komputer, hehe).