Dodaj do ulubionych

Najgorsze płyty koncertowe

14.09.04, 23:24
Równowaga w przyrodzie musi być, a że jest wątek o najlepszych płytach
koncertowych, to musi też być o najgorszych:).Najgorszych, czy też, najmniej
przez Was lubianych. Jak kto woli

"Pulse" grupy Pink Floyd, i późniejsze wydawnictwo Watersa wydane kilka lat
temu ("In The Flesh" ??). To przykłady jak nudne mogą być płyty koncertowe.
Pink Floyd na koncertach otaczali się dosłownie armią wynajętych muzyków,
przez co oni sami nie musieli za dużo robić. Wszyscy muzycy grali z taką
perfekcją, że wersje koncertowe w ogóle się nie różnią od studyjnych.
Wszystko zagrane nuta w nutę. Czyli "Pulse" przypomina mi zwykłe wydawnictwo
typu Best Of z dodanymi w studio oklaskami;).

"Then & Now" ELP, przykład zamordowania atmosfery koncertu, przez "wybitne"
zmiksowanie. Największym smaczkiem są właśnie przejścia pomiędzy
poszczególnymi utworami, jest to pasjonująca i kilkusekundowa cisza
następująca po każdym utworze. Album został wydany w roku 1998, a taka
realizacja zakrawa na kpinę. Rozumiem, że płyty koncertowe wydawane w latach
70 miały gdzie niegdzie ciszę pomiędzy utworami, ale pamiętajmy były
szykowane z myślą o winylach.


pzdr
Jos
Obserwuj wątek
    • cze67 Re: Najgorsze płyty koncertowe 14.09.04, 23:41
      Zgadzam się co do "Pulse" i Watersa. To znaczy, nie nazwałbym tych płyt
      najgorszymi koncertowymi, ale są to płyty ledwie przeciętne, bez żadnych
      fajerwerków, bez emocji, bez życia.

      Mnie w tej chwili na myśl przychodzi koncertówka Guns and Roses "Live Era '87-
      '93", czyli taka składanka nagrań koncertowych tego zespołu z tychże lat. Dla
      mnie jest to pozycja słaba, wersje live są o wiele gorsze od tych ze studia,
      siła rażenia zespołu znikoma, większych emocji brak. Nie wiem na jakiej
      zasadzie były wybierane te utwory, nie widzę tu żadnego klucza, nie widzę tu
      większego sensu. Ot, nabijanie kasy.
      • cze67 Re: Najgorsze płyty koncertowe 14.09.04, 23:54
        Jeszcze a propos Watersa i Floydów... Strasznie mnie denerwują na obu płytach
        damskie chórki, wstawiane gdzie tylko popadnie (bo dobrze, żeby babeczki nie
        stały na scenie bezczynnie). Na studyjnych wersjach utworów owych chórków
        zazwyczaj nie było, i jakoś za nimi nie tęskniłem. Chórki one, według mnie,
        powodują zmiękczenie, "spopowienie" zazwyczaj czysto rockowych kompozycji. Co
        jeszcze bardziej przyczynia się do negatywnej oceny ww płyt.
    • kubasa Re: Najgorsze płyty koncertowe 14.09.04, 23:44
      Panowie... Mam i Gunsow i Watersa, obu plyt jakos chcialem sie pozbyc w
      watku "sprzedam, oddam, zamienie" a Wy mi tu moj towar bublem nazywacie :))).
      • pagaj_75 Re: Najgorsze płyty koncertowe 16.09.04, 14:33
        kubasa napisał:

        > Panowie... Mam i Gunsow i Watersa, obu plyt jakos chcialem sie pozbyc w
        > watku "sprzedam, oddam, zamienie" a Wy mi tu moj towar bublem nazywacie :))).

        Kubasa, w razie czego to ja chcę tego Knopflera, ok? ;))))))
    • nefil Re: Najgorsze płyty koncertowe 14.09.04, 23:46
      Nie najgorsza moze, ale slaba jest plyta "Raw Melody man" New Model Army.
      Jest to o tyle dziwne, ze ta kapela gra niesamowite koncerty. Justin i spolka
      daja z siebie wtedy wszystko.
      • cze67 Re: Najgorsze płyty koncertowe 19.09.04, 11:36
        Bardzo slaba plyta koncertowa jest niestety genesisowska The Way We Walk: The Shorts.
        Zespol wpadl za kompletnie idiotyczny pomysl - wydac dwie plyty koncertowe
        dokumentujace trase promujaca We Can't Dance: na jednej znalazly sie utwory krotsze,
        przebojowe, na drugiej - rozbudowane, cos dla starszych fanow. No i ta pierwsza plyta,
        wedlug mnie, zupelnie sie nie broni - o ile Jesus He Knows Me czy Land Of Confusion
        przeplatane takimi znakomitosciami jak Domino czy Home By The Sea jakos by sie
        bronilo, to stezona dawka tego typu utworow-przeboikow jest wprost nie do zniesienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka