Dodaj do ulubionych

A gdyby tak żyć jak by każdy dzień

19.06.05, 07:28
miałby być naszym ostatnim dniem?

Żyć ze świadomością, że to dzisiejsze chwile są najważniejsze. Ludzie biegną
przez życie zamiast je przeżywać. W swej postawie konsumenta odbierają
wszystko globalnie i tak też otwierają się na ludzi i na świat. Szczegóły
stają się zbyt absorbujące – wymagają by przystanąć, poświęcić im chwile
czasu i uwagi. Ale to tak staromodnie nazywa się wrażliwość. Czy udaje się
nam zauważać ludzi obok nas? Przemykamy obok nich zaabsorbowani własnymi
sprawami, z oczami widzącymi jeden cel – nasz.
Nawet spotkanie z przyjaciółmi traktujemy jak tzw. „wypad” na kawę. Traktując
to często powierzchownie. Będąc jednocześnie przy nich i z naszymi planami na
jutro. Coraz częściej związki między ludźmi zamieniają się w wymianę
informacyjną. Jest coraz mniej przyjaźni i dobrych związków bo ludzie nie
umieją rozmawiać i być ze sobą, nie umieją pielęgnować, czerpać i dawać.
Obserwuj wątek
    • axsa Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 19.06.05, 07:44
      Nie chciałabym żyć z przeswiadczeniem, że ten własnie dzień miałby być moim
      ostatnim dniem? Myślę, że bardzo niszczyłoby ono moją psychike. Nie sadzę, że
      umiałabym to ogarnąć.

      Natomiast z powodzeniem potrafię żyć ze świadomością, że to dzisiejsze chwile
      są bardzo ważne. Nie najważniejsze, bo przecież były i prawdopodobnie będą
      ważniejsze od dzisiejszego dnia. Po prostu nie pozwalam, zeby cokolwiek
      przepływało obok, bez mojej uwagi.
      Oczywiście, nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego, więc np. nie poswięcam
      uwagi na takie sprawy, na które nie mogę mieć wpływu.

      Zresztą to co napisałam i tak jest barzo ogólne i bardzo pobieżnie przedstawia
      moja "filozofię"
      • malwina52 Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 19.06.05, 09:37
        Faktem jest, ze mamy tylko jedno zycie,
        i co z nim zrobimy zalezy od nas.
        Swiadomosc przemijania moze nas
        w jakis sposob napedzac do intensywniejszego
        zycia. Czasami zycie nas tak przytloczy
        ze nie daje zadnej radosci, inni za to
        jedza je lychami.
        Mysle, ze wystarczy zyc w zgodzie z soba,
        wlasnym sumieniem i w swoim rytmie,
        a nie bedziemy mieli czego zalowac w zyciu.
        • wiktoria53 Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 25.06.05, 07:45
          Do góry
        • danurn Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 25.06.05, 20:50
          Mnie odpowiada filozofia życia Malwiny, żyć swoim rytmem, w zgodzie z sobą i
          własnym sumieniem, bez nerwowego pośpiechu i łapczywości. Ci co jedzą życie
          całymi łychami, jak to nazwałaś, często doświadczają przesytu i znudzenia. Ktoś
          mądry powiedział,że życie to taki koktail, w którym 90% to praca i obowiązki, a
          pozostałe 10 to hobby i inne przyjemności. I to są właściwe proporcje.
          Podstawowym celem życia jest praca szeroko pojęta, która nadaje życiu sens i
          smak. My, Polacy, nie umiemy jeszcze właściwie odpoczywać, nie mamy świadomości
          jak to jest ważne dla higieny psychicznej i fizycznego samopoczucia. Równiez
          głęboko wierzę w to,że człowiek tylko w ograniczonym zakresie jest kowalem
          swego losu, to jakie geny odziedziczy, w tym zdrowie, swój charakter, to
          jakiego partnera spotka na swej drodze/przecież małżeństwa zawierają młodzi
          niedoświadczeni ludzie/, w jakiej rodzinie się rodzimy, czy alkoholika czy
          milionera, itp, itd......Swiadomość przemijania mnie nie przeraża, przyjmuję to
          całkiem naturalnie. Ojciec Knabit powiedział kiedyś znamienne słowa; kocham
          życie bez wchodzenia w szczegóły. Piękne, prawda?
      • pia.ed Axsa, jak wspaniala filozofia... 25.06.05, 09:54
        ..."Oczywiście, nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego, więc np. nie poswięcam
        uwagi na takie sprawy, na które nie mogę mieć wpływu."...


        Chcialabym tak umiec!
    • natla Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 25.06.05, 09:36
      Zawsze widziałam ludzi obok siebie, często swoim kosztem im pomagałam, za co
      wielokrotnie zostałam ukarana smile, ale nie poteafie inaczej.
      A zyć jakby to miał być ostatni dzien??? Nie wiem, czy potrafie, zresztą do
      tego trzeba duzo kasy wink))))Nic to, spróbuję za jakis czas, jak wieloletni
      stress ze mnie zlezie.....
      • natla Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 03.07.05, 01:01
        Nie raz zastanawiałam sie, co bym zrobiła, gdyby lekarz zakomunikował mi, ze
        mam np. pół roku życia przed sobą.....
        Wyszło mi, że sprzedałabym wszystko co mam, w miarę możliwości wzięłabym
        najbliższych przyjaciół i zakotwiczyła na statku z rejsem dookoła świata,
        z możliwoscią zatrzymywania się na dłużej w ciekawych miejscach.
        Dopuszczam też podróż kosmiczną.
        • yoanna Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 03.07.05, 01:29
          Myślę,że dla mnie, ogromnie przytłaczająca byłaby świadomość nadchodzącego kresu...
          pewnie byłby to stan bardziej destrukcyjny niż mobilizujący do działania....
          Czasami dopadają mnie refleksje podobne do założonego tematu, przyznajęwink
          Ostatnio mam raczej złą, zawodową passę...i odnoszę wrażenie,że ten kiepski
          klimat gna w stronę takich rozmyślań.

          Jak nie myśleć o tym co się traci i co można by było jeszcze zrobić kiedy...
          * Za oknem przepiękna aura - w biurze z oknem na północ...mroczny chłód.
          * Za oknem tętniący ruch - w biurze...statyczna równowaga papierzysk

          ważnych, bardzo ważnych i beznadziejnie ważnych..
          • yoanna Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 03.07.05, 01:40
            nie wiadomo czemu ...uciekł mój post w eter ...nieco przedwcześnie...
            jakąś kombinacją klawiszy pognany....wink))
            Chyba powinnam dokończyć... bo miejsce do którego doszłam...to początek
            budowania nastroju...

            Więc faktycznie myślę sobie czasami....,że tyle mozna zrobić..,zobaczyć ,
            przeżyć.. i szkoda każdego dnia...przeżytego byle jak...
            bo... zagubionego w pracy, do której powoli tracę serce sad
            ...spędzanego z ludźmi, którzy są mi obojętni...

            Fatalnie to brzmi, wiem...
            Jednak takie refleksje i pytania...nachodzą mnie ostatnio nie proszone wink
            • august2 Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 03.07.05, 03:31
              Mnie sie wydaje, ze to jak przezywamy kolejny dzien zalezy od naszego
              wieku oraz miejsca. W miare nabywanego “doswiadczenia zyciowego”
              dzien spedzamy calkiem inaczej. To nie znaczy wcale ze lepiej ale napewno
              inaczej.

              Moge napisac na podstawie mego doswiadczenia ze kazdy dzien na emigracji
              byl i jest ciekawym- nawet z tymi ciezkimi chorobami.
              Ja juz dawno przestalem myslec o tym ze “inni moga jesc zycie lychami”.
              Czy bedac w skorze tych innych tez myslelibysmi o kolejnych innych co maja
              lepiej?

              Przezywanie kolejnego dnia jest tak indywidualne ze chyba trudno to zdefiniowac.
              Natla trafnie napisala ze :
              “A zyć jakby to miał być ostatni dzien..
              Nie wiem, czy potrafie, zresztą do tego trzeba duzo kasy “

              Nie wiemy ze ten dzien dzisiejszy jest ostatnim i niestety musimy planowac,
              naprzyklad planowanie funduszy na znosna emeryture.

              Czy nie uwazacie ze na tego typu filozofowanie moga sobie pozwolic tylko
              osoby, ktore wiedza ze obudza sie nastepnego dnia?
              Osoby w obozach smierci myslaly chyba calkiem inaczej. Oni po prostu wierzyli
              pomimo braku jakiejklowiek nadzieji ze ten dzien nie bedzie ostatnim.

              Uff ale sie zagalopowalem..
              • natla Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 03.07.05, 09:19
                Trąciliscie smutną bardzo nutke, bo nutkę mniejszej i więszej beznadziejności...
                Myślę, ze bardzo wazna jest nadzieja, że......Yoanna trafi na inną pracę lub
                środowisko się zmieni, a beznadziejnosć obozowa?.......ludzie przeżywali tylko
                dzięki nadziei. Beznadziejnie chory człowiek, też ma nadzieję, ze choroba się
                cofnie lub zatrzyma, bo czasem tak sie dzieje (niestety b. rzadko).
                Mówia, ze nadzieja jest matką głupich, ale bez niej żyć byłoby ciężko, wręcz
                niemozliwie.
                • tofika Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 03.07.05, 12:19
                  Wybaczcie ,ale temat bardzo trudny,
                  nie da sie zyc wlasnie tak ....
                  Staram sie nie rozmyslac ..takimi kategoriami ,
                  szukam wszedzie (nawet w natrudniejszych sytuacjach wybierac najmiesza iskierke
                  nadzieji ze nie moze byc gorzej niz jest)
                  Jestesmy drobinka mala w porownaniu z tym na jakie proby poddaje nas zycie...
                  Wiec nie probuje nawet dopuscic mysli, ze to ostatni mialby byc dzien ...
                  Stoczylam walke o zycie z choroba ..
                  Ciesze sie z kazdych pozytywnych doznan jakie daje mi zycie ..
                  i z calego serca Wam zycze ..oby tak wlasnie trwalo....
                  • danurn Re: A gdyby tak żyć jak by każdy dzień 03.07.05, 14:05
                    Moje stanowisko różni się chyba i to bardzo od waszego w stosunku do
                    świadomości, iż dzień, który przeżywamy jest ostatni. Wydaje mi się, że nie
                    robiłabym żadnych nerwowych gestów, nigdzie nie jechała, i niczego nie
                    żałowałabym. Zdecydowanie odpowiada mi filozofia Wschodu,która mówi,że do
                    wszystkiegyo należy podchodzić z dystansem i do dobrego i złego, które nam się
                    przytrafia. Może dlatego,że nam poczucie spełnienia w każdej dziedzinie życia.
                    I w pracy zawodowej i w życiu rodzinnym. Mam dobre, spokojne życie bez
                    problemów, szczęśliwą rodzinę, kochającego męża, dzieci, i wnuki. Nigdzie nie
                    pojechałabym, bo wszędzie mogę pojechać i w tej chwili. Kotwicą są jedynie
                    zwierzęta, opieka nad nimi no i urlop męża. Przedsmak podejrzenia o
                    śmiertelnej chorobie miałam kilka lat temu, po pół roku od wprowadzenia się do
                    nowego roku. Wtedy przemknęła taka myśl,że jeszcze się nim nie nacieszyłam.
                    Szczęście polega również na wyzbyciu się wszelkim pragnień i znajdowaniu
                    radości w drobnych sprawach dnia codziennego, albo przynajmniej skrojenia
                    pragnień realnych, na swoją miarę. Prawdą jest,że ludzie w swojej masie żyją
                    tak, jakby śmiertelność ich nie dotyczyła, wszystkim innym poza mną, prawda?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka