Dodaj do ulubionych

Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze rady?

19.10.10, 15:51
Wy juz macie troche doswiadczenia z tesciowymi, wiec pisze na tym forum i moze mi cos poradzicie. Zauwazylam, ze jest to jedno z niewielu forow na gazecie, gdzie rzadko zdarzaja sie trolle czy jakies obrzucanie wyzwiskami. Moje pytanie dotyczy pierwszej wizyty u prawie "tesciowej", ktora mnie raczej nie lubi. Co o tym swiadczy? Znamy sie z moim M prawie 5 lat a od 1,5 roku mieszkamy razem. Pani ta mimo usilnych naszych zaproszen nigdy do nas nie przyjechala, kiedy dzwoni i ja odbiore telefon to jest bardzo oficjalna, chlodna. Probuje zagadywac, przyznam sie ze probowalam sie lekko podlizywac czy pochwalic jej syna ale ona jest taka oficjalna:-( Siostra mojego M tez taka jest. Kiedys przyjechala do niego i kiedy M wyszedl do kuchni zrobic kawe a ja probowalam rozpoczac mila rozmowe (bo mi wtedy bardzo zalezalo na dobrych kontaktach z jego rodzina) to milczala i wrogo patrzyla na mnie. Miarka sie przebrala, kiedy siostra M zadzwonila do mnie (juz jak mieszkalismy razem) i powiedziala, ze ona mysli, ze jestem z M dla pieniedzy. Tu dodam, ze ja pracuje, jednoczesnie studiuje (choc to nie sa moze ambitne studia) i nigdy od niego nie bralam pieniedzy (oczywiscie z drugiej strony, jesli on mnie zaprasza do restauracji czy kina to on placi). Moze problemem dla nich jest duza roznica wieku - 13 lat? Wtedy sie wkurzylam i powiedzialam o tym M: on byl zdziwiony, zapytal sie mnie czy dobrze zrozumialam, na co ja powiedzialam, ze tak. Na tym sie skonczylo i poszlismy spac. Na drugi dzien kiedy on wrocil z pracy to od razu poszedl do telefonu i zadzwonil do siostry i wylozyl kawe na lawe: powiedzial jej, ze my wezmiemy slub i powinna sie do tego przyzwyczaic. Ja to wszystko slyszalam i w sumie dla mnie sprawa jest zalatwiona. Nawet mi moj M tym meskim postawieniem sprawy zaiponowal - rozmowa byla krotka, po mesku ale i kulturalna:-) Tym niemniej boje sie tej wizyty u jego mamy, bo mam wrazenie, ze za tym wszystkim, za przyczyna niecheci do mnie jego rodziny stoi jego mama. Jego mama jest wg opowiesci M bardzo zaborcza, jednoczesnie wymaga ale tez np. jej corka jest calym jej zyciem a syn to bardziej sluzy do zalatwiania spraw. Jego mama co chwila odwiedza corke, pomaga jej, jest dumna z niej (choc siostra M nie ma nawet matury i najczesciej jest bezrobotna). Moj M jest pracowity, wyksztalcony, z dobra praca, dobrym charakterem i bardzo lubiany przez wszystkich a "tesciowa" caly czas ma cos do niego, stale go krytykuje np. ostatnio smiala sie z niego, ze nic nie umie robic (tak powiedziala wg niego), bo kupil inna salate niz ona chciala. Mam wrazenie, ze jego siostra to taka "ksiezniczka" a on gra role "chlopca na posylki" w tej rodzinie.
Jego rodzina reprezentuje tez nieco ine wartosci niz ja: kobiety wychodza za maz w wieku 17-21 lat, szybko rodza dzieci, nie ksztalca sie i nie pracuja, chodza czesto do kosciola. Ja jestem raczej przeciwienstwem tego stylu zycia - moj M tez powiedzial, ze mu to nie odpowiada. To tak mniej wiecej wyglada - 21 listopada "tesciowa" zgodzila sie na wizyte. Tzn. moj M bardzo nalegal na to i w koncu laskawie sie zgodzila. Nie wiem jak ja on przekonal (bo prawie 5 lat to ona w ogole nie chciala), ale sie nie pytalam. Wiem tylko ze podobno powiedziala, ze nie bedzie gotowala obiadu na co moj M powiedzial podobno, ze wystarczy kawa i ze to bedzie wizyta 1-2 godziny a potem sobie pojedziemy. Co mi radzicie? Na co mam sie przygotowac? Jak ubrac? Mysle, ze dobrze jest kupic jakis maly prezent? (spytam sie M co bedzie najlepsze). Wiem, ze warunki wyjsciowe nie sa najlepsze, bo ona mnie raczej nie pokocha ale uwazam, ze dobrze ze choc raz sie zobaczymy. Ja sobie powiedzialam, ze jakby ta wizyta rozstrzygnie czy w ogole bede utrzymywac kontakty z nia. Ale chyba dobrze, ze do tej wizyty dojdzie?
Obserwuj wątek
    • deodyma Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 19.10.10, 18:21
      piszesz, ze jestescie ze soba 5 lat a mimo wszystko niedoszla tesciowa Cie nie lubi, choc nic jej nie zrobilas...
      przygotuj sie na to, ze to sie nie zmieni.
      ja ze swoim mezem jestem od ponad 10 lat , w tym ponad 5 lat po slubie i tesciowa przez ten czas nigdy mnie nie zaakceptowala, nie akceptuje naszego syna i jest przybita tym faktem, ze wkrotce urodzi nam sie drugie dziecko.
      ja sie od tej kobiety odcielam calkowicie, nie utrzymuje z nia kontaktow, nie odwiedzam jej i nie mam takiego zamiaru.
      nie chce tez, zeby moje dzieci w przyszlosci mialy z nia cokolwiek do czynienia a zreszta po co, jesli dla niej sa tylko bachorami z wpadki.
      moj maz jesli chce, niech odwiedza sobie mamusie, ale sam.
      to jego matka, ma do tego prawo, ale ja nie musze.
      • deodyma Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 19.10.10, 18:23
        moze nie sil sie teraz na jakiekolwiek prezenty, bo to w sumie nie ma sensu, tylko idz i zobacz, jak bedzie wygladala ta cala wizyta.
        badz mila, ale nic ponad to.
        • czarny-kubraczek Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 19.10.10, 18:41
          deodyma napisała:

          > moze nie sil sie teraz na jakiekolwiek prezenty, bo to w sumie nie ma sensu, ty
          > lko idz i zobacz, jak bedzie wygladala ta cala wizyta.
          > badz mila, ale nic ponad to.
          >

          Ja ide wlasnie po to by zobaczyc jak ona zareaguje. Choc nie mam zludzen, bo to nie jest normalne, ze jestesmy prawie 5 lat, w tym 1.5 roku mieszkamy razem, a ona ani razu nie chciala nas odwiedzic. Nie wiem czy na tym forum jest ktos taki kto tyle lat byl ignorowany? Mnie to boli, ze ona mnie nie lubi choc nawet ani razu mnie nie widziala... Byly zaproszenia, propozycje podwiezienia pod sam dom (ona mieszka 400 km od nas) itp. Nawet nie umiala podac sensownego powodu by nas nie odwiedzic. Wiem, ze zanim ja zamieszkalam z M to ona przyjezdzala tak raz na pol roku. Z opowiadan M to robila inspekcje, ogladala okna czy czyste, krytykowala to, ze postawil komputer przy przejsciu itp. On to traktowal raczej jako inspekcje ale teraz ani do nas nie przyjechala ani nawet nie chciala wpasc na kawe itp. Coz, zobaczymy co bedzie. Glowy mi nie urwie, tym bardziej ze M bedzie mnie pilnowal a ta 1-2 godziny to wytrzymam. Najwyzej sie poklocimy:-) i sytuacja bedzie jasna.
          • deodyma Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 19.10.10, 18:49
            no coz, nie zazdroszcze...
            kobieta bardzo podobna do mojej tesciowej i nie ma co sie oszukiwac, na lepsze to sie sytuacja raczej nie zmieni.
            zobaczysz, jak sytuacja sie rozwinie i bedziesz wiedziala, na czym stoisz.
            kolezanka, ktora jest dzis matka doroslych corek i ma wnuki, miala tesciowa, ktora nigdy jej nie zaakceptowala az do swojej smierci...
            sa takie kobiety i na to nie ma rady, niestety.
    • gadamzrybami Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 20.10.10, 15:43
      Wiesz co, Czarny-kubraczku, te harpie tak mają: syn jest kochany, gdy robi to, co chce mamusia. Gdy daj pieniądze, prezenty, załatwia wszystko, co mamusia nakazuje, albo i nie nakazuje - bo przecież obowiazkiem syna jest się DOMYŚLIĆ ;). Natomiast córcia, to już inne buty: ma być przy mamusinym boku, może robić co chce i trzeba ją czcić na równi z mamusią. BO TAK :)))).
      Dobrze, że Twój facet jest po Twojej stronie, jeszcze lepiej, że nie-teściowa mieszka daleeeko, a najlepiej, że nie chce przyjeżdżać :))). Moja pani-teściowa z tym bufonem panem-teściem się na nas obrazili, bo żyjemy po swojemu. I jest coraz lepiej, bo nie mamy z nimi kontaktu [mąż wybrał tak sam za siebie] i nareszcie nie tracimy energii na te niby-rodzinne spotkania, niby-życzliwe telefony, a które miały na cely wyciągnięcie od nas informacji, żeby było o czym poplotkować na boku.
      Ciesz się dziewczyno, że ta kobieta nie chce od początku szczególnych kontaktów z Tobą. Moja zrobiła odwrotnie: była super-miła, dopuki nie pojawiło się dziecko. Potem się przepoczwarzyła, a przy okazji okazało się, że przez te kilka lat wcześniej i tak obrabiała mi tyłek. Nie pchaj się, gdzie Cię nie chcą i nie łudź się, że będziecie mieć jakieś fajne relacje.

      Na spotkanie pewnie nic bym nie kupowała, ewentualnie jakieś czekoladki, żeby nie było. Przesiedziałabym u niej ile trzeba, rozmawiałabym o tym, o czym by chcieli, a nie paplałabym niepytana. Uprzejmie i na dystans. I starczy :).
      Powodzenia i daj znać, jak było :)
      • czarny-kubraczek Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 20.10.10, 16:19
        gadamzrybami napisała:

        > Wiesz co, Czarny-kubraczku, te harpie tak mają: syn jest kochany, gdy robi to,
        > co chce mamusia. Gdy daj pieniądze, prezenty, załatwia wszystko, co mamusia nak
        > azuje, albo i nie nakazuje - bo przecież obowiazkiem syna jest się DOMYŚLIĆ ;).
        > Natomiast córcia, to już inne buty: ma być przy mamusinym boku, może robić co
        > chce i trzeba ją czcić na równi z mamusią. BO TAK :)))).

        Wlasnie mam takie wrazenie, ze u rodziny M to tak jest. Ostatnio rozmawialismy o prezentach a on mi rzuca rozzalony takie zdanie: "Ja od rodziny prezentow nie dostaje", wiec zaczelam drazyc. Okazalo sie, ze on kupuje im prezenty na Wigilie czy urodziny, imieniny (co jest normalne) ale oni mu nic nie kupuja (!!!!!!!). Nic, nawet jakies rzeczy za 10 zlotych. Tu nie chodzi o prezenty ale o to ze to taki symbol, ze sie pamietalo, myslalo...

        > Dobrze, że Twój facet jest po Twojej stronie, jeszcze lepiej, że nie-teściowa m
        > ieszka daleeeko, a najlepiej, że nie chce przyjeżdżać :))).

        Moze i lepiej, skoro ona taka jest... Choc mi sie marzyla taka normalna wspierajaca sie rodzina. Oczywiscie te marzenia mialam na poczatku, bo teraz nie mam zludzen.

        >nares
        > zcie nie tracimy energii na te niby-rodzinne spotkania, niby-życzliwe telefony,
        > a które miały na cely wyciągnięcie od nas informacji, żeby było o czym poplotk
        > ować na boku.

        Tak robi u nas szczegolnie jego siostra, ale sie przejechala na tym. Bo ona probowala szczegolnie od M wyciagnac jakies rzeczy ale on sie wycwanil i jak ona cos sie pyta to odpowiada "nie pamietam" (np. jak sie caly czas dopytuje ile kosztowalo cos co kupilismy).

        > Nie pchaj się, gdzie Cię nie chcą i nie łu
        > dź się, że będziecie mieć jakieś fajne relacje.

        Jak napisalam, wiekszych zludzen nie mam. Z tym, ze ja uwazam ze to jedno spotkanie przed slubem powinno sie odbyc. Ja jestem troche taka formalistka, ze niby tak "wypada". Ale tez mysle, ze potem to sie juz spotkamy raczej na naszym slubie:-)

        >
        > Na spotkanie pewnie nic bym nie kupowała, ewentualnie jakieś czekoladki, żeby n
        > ie było. Przesiedziałabym u niej ile trzeba, rozmawiałabym o tym, o czym by chc
        > ieli, a nie paplałabym niepytana. Uprzejmie i na dystans. I starczy :).

        Tak raczej planuje. Planuje raczej byc w stylu takiej "malej damy". Jakis maly prezencik kupie, ale nic wielkiego czy drogiego. I bede tez taka oficjalna jak ona i oczywiscie nie zapomne napomknac, iz jestem akurat z dobrej bogatej rodziny i mam dobra prace - to moze bedzie dodatkowa informacja do plotek, ktore rozsiewa siostra M (ze rzekomo jestem z M dla pieniedzy!) :-))) Zeby ona nie myslala, ze trafila na zabiedzona dziewczynke z prowincji, ktora pozwoli sobie wejsc na glowe.

        > Powodzenia i daj znać, jak było :)

        Napisze, sama jestem ciekawa:-)))))))))
        • kobietka_29 Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 21.10.10, 09:58
          Kubraczku, zgadzam sie z gadamzrybami. Jesli faktycznie Twoja przyszla tesciowa jest taka, jak sie domyslasz, to nie powinnas sie martwic brakiem kontaktu z nia a raczej cieszyc z tego powodu. a co do prezentow- wiesz, w rodzinie mojego meza jest z kolei tak, ze na kazda glupia okazje nalezy sie obdarowywac prezentami. nawet jesli nie swietuje sie tej okazji wspolnie, to nalezy wyslac prezent. (Poza Dniem Matki- tesciowa twierdzi, ze go nie swietuje i wszystkie prezenty czy kwiaty nie rozpakowujac oddaje sasiadce!) Jesli sie tego nie zrobi, to wszyscy sie obrazaja. Ja z kolei mam do tego zupelnie inne podejscie. Nie swietuje kazdych urodzin- tylko piatki i wazny jest sam fakt, ze ktos o mnie tego dnia pamieta- dlatego wystarczy mi zwykla kartka czy telefon tego dnia. A Boze Narodzenie czy Wielkanoc to dla mnie swieta rodzinne i rowniez w te dni wazniejsza jest dla mnie atmosfera, rodzinna zyczliwosc, wspolne spedzanie czasu itp. a nie drogie i liczne prezenty. Tymczasem rodzina mojego meza, w ktorej prawie wszyscy sa ateistami, spotyka sie w te dni tylko i wylacznie, azeby wymienic sie prezentami. Na dodatek, gdy kupisz nie taki prezent, jaki by sobie zyczyli, zamiast "dziekuje" mozesz uslyszec "masz jeszcze paragon? to sobie wymienie". Takie "Swieta" znosilam 3 lata i nigdy wiecej. Denerwuje mnie jedynie, ze mimo wszystko trzeba im przesylac prezenty, bo ja nie oczekuje prezentow od kogos, z kim czegos nie swietuje. Ale to tylko dowod na to, jakie oni maja priorytety. Takwiec nie martw sie wartoscia czy iloscia prezentow otrzymanych od rodziny M. Gdyby dawali Wam wiecej i drozsze, wcale nie oznaczaloby to, ze jestescie dla nich wazni.
          • gadamzrybami Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 21.10.10, 12:19
            Kobietka, śmieszna trochę rodzina Twego męża ;). Jak dzieci :))).
            U nas z prezentami to było tak dziwnie, bo na początku były symboliczne w obie strony, potem teściowie zaczęli się 'szarpać' na droższe, więc my też. A potem się obrazili i nawet smsa nie wysłali w tym roku do męża na jego urodziny. W Boże Narodzenie pewnie zrobią tak samo, a co zrobi on - nie wiem, jego decyzja.
            Ale szwagierce mojej sznownej wszystko się należało. My jej powinniśmy byli kupować prezenty i to nie byle co, a ona nam nic, nawet głupich czekoladek, kiedy do nas pierwszy raz przyjechała i była kilka dni. Raz nawet teściowa mnie przegoniła po całym naszym mieście, żeby jej córuni kupić wymarzony prezent, a ja głupia latałam. Potem ją spławiałam, bo nie miało to przełożenia na prezenty w drugą stronę [czyli dla mojego męża].
            Bardzo zabawnie natomiast było, kiedy dostałam cokolwiek od teściów, moja szwagierka od razu miała takie samo 'coś', albo bardzo podobne :))). Proceder dotyczył wszystkiego: szal, naszyjnik, puzderko na biżu, jakaś sól do kąpieli :)))). Bardzo mnie to śmieszyło i teraz trochę tego mi nawet brak ;)
        • barbra25 Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 21.10.10, 13:44
          I bede tez taka oficjalna jak
          > ona i oczywiscie nie zapomne napomknac, iz jestem akurat z dobrej bogatej rodzi
          > ny i mam dobra prace - to moze bedzie dodatkowa informacja do plotek, ktore roz
          > siewa siostra M (ze rzekomo jestem z M dla pieniedzy!) :-))) Zeby ona nie mysla
          > la, ze trafila na zabiedzona dziewczynke z prowincji, ktora pozwoli sobie wejsc
          > na glowe.

          Nie wiem czy warto się tak "chwalić" pochodzeniem i statusem... Ja kiedyś powiedziałam, że mój dziadek był lekarzem to wymyśliła, że ja kłamię bo żyjący jeszcze rodzice mojej teściowej nie znali mojego dziadka a wiec nie mógł istnieć... Jak byłam na dystans to mówiła, że jestem nadęta... A ja nie miałam ochoty wcale zgrywać przed nią, że ją lubię bo właściwie za co miałabym ją lubić? Na Twoim miejscu nie ubolewałabym jakoś specjalnie nad tym, że teściowa nie robi "inspekcji"...
          • gadamzrybami Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 21.10.10, 13:56
            > Jak byłam na dystans to mówiła, że jestem nadęta...

            Widzę, że są teżinne teściowe obok mojej, które sobie wymyślają różne rzeczy. Kiedy zachowywałam się normalnie moi państwo-teściowie mówili, że chcę być w centrum uwagi, dlatego czynnie uczestniczę w rozmowach. Potem, jak przestałam [no bo żeby nie być w tym centrum ;)], to wymyślili, że jestem aspołeczna i nie mam koleżanek. A potem, to już w jednym zdaniu mówili, że cały czas siedzę w kącie i się nie odzywam, bo chcę być w centrum uwagi i dlatego przez ten sam cały czas się czepiam tego, co ktokolwiek do mnie mówi :)))))
            • czarny-kubraczek Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 21.10.10, 14:12
              Ja chce byc z dystansem na tym pierwszym spotkaniu, bo wydaje mi sie ze to najlepsze zachowanie w mojej sytuacji. Dlaczego mam sie rzucic "tesciowej" na szyje, obcalowac ja, mowic do niej "mamo" i od pierwszego spotkania mam jej opowiadac tajemnice, kiedy ona: 1. prawie 5 lat nie chciala mnie widziec 2. kiedy dzwoni do M (mieszkamy razem 1,5 roku) i ja odbiore to mnie splawia (nie chce rozmawiac, odpowiada tonem obrazonej krolowej angielskiej itp.) 3. mam przypuszczenia, iz to ona jest zrodlem plotek o mnie (rzekomo jestem dla pieniedzy z M, jestem aspoleczna itp.) O moim statusie spolecznym (studia, dobra praca i bogaci rodzice) napomkne tylko dlatego, ze jego siostra powiedziala mi w twarz, ze jestem z nim dla pieniedzy (opisalam to wczesniej) i ja chce jednoznacznie uciac ta plotke. Wydaje mi sie ze jego siostra uslyszala to od mojej "tesciowej" (mam pewne dowody) i we frustracji wymsknelo jej sie to kiedys.
              Jesli chodzi o prezenty to chodzi mi tu o dysproporcje, tzn. jego siostra i matka dostaja co chca (przed swietami czy urodzinami mowia co chca dostac i M im kupowal jak chcialy; "kupowal" -teraz juz tak nie robi) a on nie dostaje NIC, nawet tego przyslowiowego krawata. To by swiadczylo, ze jest on takim sluzacym a ja tego dla niego nie chce. Tu nie chodzi o pieniadze, wartosc prezentow ale o role jaka on pelni w rodzinie.
              • chloe30 Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 21.10.10, 15:41
                czarny-kubraczek napisała:

                > Ja chce byc z dystansem na tym pierwszym spotkaniu, bo wydaje mi sie ze to najl
                > epsze zachowanie w mojej sytuacji. Dlaczego mam sie rzucic "tesciowej" na szyje
                > , obcalowac ja, mowic do niej "mamo" i od pierwszego spotkania mam jej opowiada
                > c tajemnice,
                A skąd wzięłaś przekonanie że tak powinnaś????????????????????

                O moim statusie spolecznym (studia, dobra praca i bogaci rod
                > zice) napomkne tylko dlatego, ze jego siostra powiedziala mi w twarz, ze jestem
                > z nim dla pieniedzy (opisalam to wczesniej) i ja chce jednoznacznie uciac ta p
                > lotke.

                i naprawde sądzisz że ci sie to uda????? normalnie zaraz brzuch mnie ze śmiechu rozboli.

                Teściową należy po prostu ZLAĆ. Żadnych prezentów, żadnego udowadniania swojej racji, dyskretny zieeew na wszystko.
                A jeśli działa jak płachta na byka (jak moja na mnie) - należy sie wylogować ze wspólnych spotkań i nie przejmowac że dupe obrabiają jaka to zła synowa. Ale to trzeba najpierw pozbyc sie chęci bycia docenioną, z czym tutaj spora część ma problem :)
              • kobietka_29 Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 22.10.10, 10:11
                Kubraczku, ale kto Ci powiedzial, ze masz sie z tesciowa obsciskiwac i obcalowywac? Ze masz jej sie zwierzac i byc psiapsiola? Absolutnie! Pozatym skad mozesz snuc wnioski na temat oczekiwan tesciowej co do tego spotkania, jesli nigdy jej nie spotkalas. Sadzac po tym, jak ona juz teraz Cie traktuje, nie bedzie rzucac Ci sie na szyje z udawana zyczliwoscia.
                A co do spotkania, to ja bym na Twoim miejscu zrobila tak: jakoze to wasze pierwsze spotkanie, kupilabym jej te praline czy jakiegos badyla i na poczatek zachowywala sie tak, jakbym nic o tych plotach nie wiedziala. Bo jesli od poczatku dasz jej poczuc, ze jestes nastawiona na konfrontacje, to bedzie Ci zarzucac, ze wasze kontakty sa takie zle z Twojej winy. A tak masz przynajmniej alibi i swiadkow, ze przybylas z przyjaznym nastawieniem. O statusie spolecznym napomknelabym tylko bedac o to pytana. W przeciwnym razie wyjdziesz na kogos, kto zadziera nosa. Pozatym, z tego, co piszesz, wynika, iz studiow jeszcze nie skonczylas. Poczekaj zatem z chwaleniem sie dyplomem, az bedziesz go miala w reku. Co do telefonow tesciowej- zwyczajnie olac. Myslisz, ze moi tesciowie zachowuja sie inaczej? Gdy odbieralam telefony, to nie tylko od razu bez przywitania pytali o meza, ale do tego w takim tonie, jakbym odbierajac telefon, popelnila jakis niewybaczalny blad. Na koniec sie zrewanzowalam. Gdy tylko odebieralam telefon i uslyszalam glos rodziny meza, wyprzedzalam ich pytania odpowiedzia "niestety X nie ma w domu. Zadzwon pozniej. Czesc." i odkladalam telefon. Albo "Juz podaje dalej". oczywiscie mnie obgadywali i do meza syczeli, ze jestem agresywna i nie wychowana. Ale maz, ktory znal sytuacje, zwracal im uwage, ze powinni wiedziec, dlaczego tak sie dzieje.
    • izabelllla24 Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 22.10.10, 09:08
      Wiesz, mam dla Ciebie inną rade niż pozostali forumowicze. Powiedz narzeczonemu jak wielką łaskę i uprzejmość robisz tracąc czas aby spotkać się z jego mamą i ewentualnie siostrą, które to panie Cię nie lubią, nie akceptują, obrabiają Ci tyłek, nawet Cię nigdy nie zobaczywszy na oczy. One są chore, zawistne, zajadłe. Przez 5 lat nie poznała Cie, mimo ze wcześniej regularnie była u syna, a teraz Ty będziesz jechać do tej " czarującej kobiety" aby się z nią przywitać. To tej " miłej osoby" , która już X czasu wcześniej zapowiedziała, ze nawet obiadu nie zrobi. Pięknie... doprawdy. To pierwsza możliwość . Druga, która ja bym wybrała, to nie jechać i tyle. Nie chciałabym tylko w imię KONWENANSU poznać wroga. Tak się utarło, że teściowa z synową powinny się poznać . Jednak widzisz jaki ma stosunek do Ciebie. Pokarzesz swoją słabszą, uległą pozycję względem niej A ZROBISZ JESZCE GORZEJ jak weźniejsz bombonierę lub cokolwiek inNego, wystroisz siĘ ponad miarę i bĘdzxiesz na siłę miła. Jak pojedziesz to się nie staraj zanadto, bądź taka jak zwykle...Grunt to zachowanie honoru.
      • gadamzrybami Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 22.10.10, 11:50
        Wydaje mi się, że czasem lepiej być 'ponad' ;). Jeśli idzie o własny honor: są oczywiście pewne nieprzekraczalne granice, których nikomu nie wolno łamać, ale z drugiej strony korona z głowy nikomu nie spadnie, jak ze względu na swojego partnera wytrzyma godzinne spotkanie z jego/jej matką raz na rok ;). Nie doczytałam się w poście Kubraczka informacji, że nie-teściowa prowadzi z nią jakąś otwartą wojnę. Pomijam tu sprawę nie-szwagierki. Facet Kubraczka nie zmusza jej do częstych spotkań z jego matką i potrafi tejże matce powiedzieć w twarz, co naprawdę myśli [jak większość z nas niestety wie, to niezbyt częste u faceta]. Chyba nie do końca na miejscu byłoby strzelanie focha 'nie pojadę do twojej matki, bo jest dla mnie chłodna i oficjalna i nie chce zrobić mi obiadu' :)))))).
      • gadamzrybami Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 22.10.10, 11:55
        izabelllla24 napisała:

        > Wiesz, mam dla Ciebie inną rade niż pozostali forumowicze. Powiedz narzeczonemu
        > jak wielką łaskę i uprzejmość robisz tracąc czas aby spotkać się z jego mamą i
        > ewentualnie siostrą,

        no i co ten biedny narzeczony ma z tą wiedzą zrobić? A piszę 'biedny', bo stoi między matką i narzeczoną, i jeśli obydwie się okopią na swoich stanowiskach i będą krzyczeć, że nie ustąpią tej drugiej to Kubraczek znajdzie sie w mojej sytuacji,a ta wyłącznie pod względem kontaktów z teściami jest naprawdę nie do pozazdroszczenia...
        • czarny-kubraczek Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 22.10.10, 12:36
          No wlasnie. Ja tak mysle jak gadamzrybami. Ja chce byc "ponad to", przynajmniej sie staram byc ponad jakies oglupiale baby ze wsi. Oczywiscie do pewnego momentu: jesliby mnie ktos obrazil w jawny sposob to odpowiem. Tak zrobilam np. z siostra M, ze od razu podkablowalam M co ona opowiada i ona miala za swoje. Z drugiej strony nie mialam przyjemnosci spotkac sie oko w oko z "tesciowa"; tzn. jak na razie to widziala mnie tylko siostra M. Napisalam o konwenansach ale tez przyznam sie, ze tez jestem troche ciekawa jaka ona jest live. Dzieki temu spotkaniu bede mogla sobie wyrobic konkretna opinie na temat "tesciowej" a ja lubie jasne sytuacje. Bede wiedziala czy jest sens czy nie ma sensu spotykac sie z nia dalej a w ciagu 1-2 godzin nic mi sie nie stanie. Mysle, ze niezaleznie od tego jak "tesciowa" zareaguje na mnie to ja moge z tego pierwszego spotkania tylko zyskac, bo dowiem sie w koncu co to za kobieta. Dotychczas moja wiedza o niej jest raczej "z drugiej reki".
          • marena7 Re: Pierwsza wizyta u niemilej "tesciowej"-wasze 09.11.10, 21:52
            I to by było na tyle czarny-kubraczku! Doskonale wiesz co masz zrobić.
    • czarny-kubraczek Niestety:-( 12.11.10, 18:58
      Niestety ale siostra M nie na dlugo sie odczepila:-( Przez miesiac do nas nie dzwonila, my do niej tez nie. Chodzi o to, ze pewnie udawala obrazona za to, ze moj M zwrocil jej uwage, zeby nie opowiadala o mnie roznych glupot (pisalam o tym na poczatku). Ja sie po prostu rozkoszowalam cisza z jej strony... Niestety, teraz zmienila strategie, w tym tygodniu od srody zaczela dzwonic jak wariatka i zadzwonila juz 2 razy: w srode (jeden raz) i wczoraj (az 2 razy w jednym dniu):-( Wczoraj zalapala sie na poczatku na mnie, M jeszcze nie bylo w domu. Zamiast przynajmniej wytlumaczyc sie z tego, ze opowiada o mnie obrzydliwe ploty to zaczela tak jakby nigdy nic: "Czesc, chcialam sie zameldowac, ze jestem... Jaka jest u was pogoda? Tez tak brzydko?" Ja szybko skonczylam ta bezsensowna rozmowe o pogodzie itp. ale jak odlozylam sluchawke to zarzucalam sobie, ze dlaczego nie zaczelam mowic do niej prosto z mostu? Wg mnie to ona przynajmniej powinna sie usprawiedliwic, jesli nie przeprosic mnie, za to co mi w twarz powiedziala i za to co o mnie opowiadala innym ludziom... Ja z tych powolnych, dobre pomysly mi wolno wpadaja i jestem na siebie wsciekla, ze jej wprost tego nie powiedzialam. A jak zlapala M telefonicznie (bo wczoraj dzwonila 2 razy!) to zaczela go wypytywac o nasz przedluzony weekend, ktory spedzilismy za granica. Bylo to juz dawno zaplanowane, wiec wiedziala ze jedziemy. I wg M znowu pytala sie go tylko o pieniadze: tzn. a ile zaplaciliscie za hotel, a ile was kosztowaly obiady, a ile zaplaciliscie za przejazd, cos sobie kupilscie - i za ile? On dyplomatycznie odpowiadal, ze hotel byl ladny z widokiem na morze, ze obiady byly smacznie i nie podawal cen ale to jej nie zniechecilo dpo tych dziwnych pytan:-( Ona mi zaczyna dzialac na nerwy. Mysle, ze ona tak specjalnie pyta sie o te wydatki, bo nie wierze, ze az tak mozna byc ograniczonym, ze mysli sie, ze dobry urlop to urlop, gdzie wydalo sie mnostwo pieniedzy.
      P.S. Za 9 dni jestesmy u "tesciowej":-) Ona przynajmniej nas ignoruje i w ogole nie dzwoni:-))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka