Dodaj do ulubionych

Jechałyście rodzić i...?

03.06.05, 07:17
No właśnie. Kto zostawał z dzieckiem, czy przeżywałyście jakoś to rozstanie
na czas pobytu w szpitalu, czy wrażenia wszystkim pomagały. Jak to w ogóle
jest, bo, póki co, nie wyobrazam sobie tego grudnia (mam termin wg usg na
23). U nas z synkiem będzie tata i chyba poprosimy babcię. Ale obie babcie
mieszkają daleko, więc mam nadzieję, że po kilku tygodniach nabierzemy z
męzem wprawy przy dwójce wink. Najbardziej jednek myślę o pobycie w szpitalu.
Mam wrażenie, ze cały czas będę strasznie chciała do domu. Pocieszcie
Obserwuj wątek
    • gopio1 Re: Jechałyście rodzić i...? 03.06.05, 08:31
      ...i zrobilo sie z tego niezle zamieszanie. O 4 rano odeszly mi wody. Budze wiec mojego meza i mowie,
      ze chyba musimy jechac do szpitala. Zadzwonilosmy po naszego znajomego. Mieszka w bloku obok.
      (Jego zona wtedy byla w 8 miesiacu ciazy). Mial posiedziec u nas dopoki nie przyjada moi rodzice.
      Przybiegl w 10 minut z przerazeniem w oczach. A u nas pelen luzik. Ja sobie jem sniadanko,
      dopakowuje torbe, moj maz robi nam herbatke... Marek (sasiad) nie wierzyl, ze tak mozna na
      spokojnie. Poganial nas jakbym za chwile miala urodzic na podlodze. A my spokojnie telefonik do
      moich rodzicow i tesciow. Pojachalismy przed 6.00. Zostawislismy spiaacego Kubusia (1 rok i 10 m) z
      zaufanym przyjacielem rodziny. Okolo 7.30 przyjechal moj tata (samochodem - mieszka 35 km od
      nas). Potem przyjachala mama meza autobusem (45 km). Spakowali Kubusia, podziekowali Markowi,
      zjedli sniadanko i moj tato zawiozl Kube i babcie samochodem do domu babci. Ja w tym czasie
      zupelnie nie myslalam jak oni sobie radza. Skupiona bylam na porodzie. Rodzilismy z mezem razem.
      Wiedzialam, ze zostawilam synka w dobrych rekach i nie mam o co sie bac. To byl czwartek. Kuba
      przesiedzial u jednych dziadkow do niedzieli. Stamtad zabrali go drudzy dziadkowie na 2 dni. Ja
      wyszlam ze szpitala w sobote. Kube rodzice przywiezli we wtorek. Dzieku temu:
      1. Kuba mial 5-dniowe wakacje z dziadkami
      2. Ja mialam chwilke tylko dla Majeczki
      3. Wszyscy bylismy bardzo stesknieni.
      4. Moglam sie spokojnie przygotowac na pierwsze spotkanie Kuby z Maja.

      Potem bylo ciezko, ale teraz juz jest super. A minelo zaledwie 10 miesiecy.
      Powodzenia. Zobaczysz, wszystko bedzie dobrze. Nie martw sie rozstaniem z pierworodnym. Tu chyba
      dzialaja jakies hormony i sila macierzynstwa. Jesli wiesz, ze ze starszym jest ktos zaufany, to wszystkie
      mysli skupiasz na Malenstwie. Jesli Twoj porod zbiegnie sie ze swietami, to Starszak bedzie dodatkowo
      zaaferowany Mikolajem, prezentami i choinka. Nie bedzie az tak bardzo tesknil, jak wkolo tyle atrakcji.
    • aska_f Re: Jechałyście rodzić i...? 03.06.05, 08:32
      Ja rodzilam z mezem. Jak jechalismy do szpitala to byla polnoc, z malym zostali
      dziadkowie. Ok 2 sie obudzil i wyl prawie do rana, bo w nocy to tylko mamunie
      toleruje. W dzien troche sie pobawil, a w nocy (juz byl z mezem) znowu wycie.
      Wiec rano wyszlam ze szpitala na wlasne zadanie smile))

      Pozdrawiam i zycze powodzenia!
      • britt7 Re: Jechałyście rodzić i...? 03.06.05, 11:35
        ..nigdy w życiu nie czułam takiego smutku.Zupełnie jakby ktoś umierał a nie
        rodził się.Dzień porodu miałam umówiony z ginekologiem. Do Wojtka miała przyjść
        opiekunka-uwielbiana ciocia,do kórej miałam 100% zaufania.
        Od wieczora przeżywałam: ostatnie usypianie w trójkę, ostatnia
        noc,śniadanie,spacer. Czułam cos na kształt złości na biedną Anię,że musze sie
        rozstać z Wojtusiem.
        Na porodówce myślałam juz tylko o tym,by Malutką dobrze urodzić. Urodziłam
        szybko i pokochałam nad życie. Ale tego dziwnego smutku nigdy nie zapomnę i
        nikomu znanemu się do niego nie przyznam.

        Wszystkiego dobrego!
        • bajdus Re: Jechałyście rodzić i...? 03.06.05, 12:47
          O 6.00 rano zaczęły się skurcze. Ok. 12.00 przyjechała teściowa, która miała
          zostać z Kubą. Ja cały dzień intensywnie bawiłam się z synkiem i co jakiś czas
          mówiłam, że mamusia z tatusiem pojadą dzisiaj do szpitala urodzić braciszka, a
          Kubuś zostanie z babcią, i że tatuś wróci do Kubusia a mamusia troszeczkę
          poleży w szpitalu. Nie robiłam z tego wielkiego halo, tylko mówiłam to jakby
          między wierszmi (Kuba miał wtedy 18 miesięcy). Gdy o 17.00 czułam, że czas już
          jechać wyryczałam się w kuchni a potem spokojnie pożegnałam się z Kubą mówiąc,
          że teraz mamusia pojedzie do szpitala i za kilka dni wróci z braciszkiem. Dałam
          buziaka i szybko wyszłam bo łzy cisnęły mi się do oczu. Ryczałam całą drogę ale
          w szpitalu postanowilam sobie nie myśleć już o tym i skupić się na rodzeniu. W
          szpitalu byłam trzy dni. Mąż codziennie opowiadał mi jaki to Kuba jest dzielny,
          jak daje sobie świetnie radę. To podnosiło mnie na duchu. Po powrocie do domu
          zobaczyłam, że rzeczywiście krzywda mu się nie działa i że świetnie zniósł to
          rozstanie. Reasumując: ja przeżyłam to bardziej niż on.

          Nie martw się, wszystko będzie dobrze...
    • tynia3 Eureka ;). 03.06.05, 14:10
      WŁAŚNIE MNIE OŚWIECIŁYŚCIE wink, że będąc w szpitalu, nie bedę widzieć Starszaka,
      bo dzieci zasadniczo na oddział nie wpuszczają i..., aż mi wstyd... poczułam
      ulgę. Myślę, że najtrudniej byłoby mi rozstawac się z nim, kiedy wychodziliby z
      sali i - nie daj Boże - widziałabym buzię w podkówkę crying. A tak - wiedząc, że
      jest w dobrych rękach i słuchając opowiadań o jego - mam nadzieję - dzielności,
      chyba będzie mi łatwiej. Nawet lepiej, jak sądzę, gdy z bratem (Antkiem
      chyba wink) poznają się już w domu, a nie gdzieś na korytarzu w szpitalu, brrr.
      Zobaczymy, czy maż zdąży do mnie dołączyć, bo Bartka rodziłam ekspresowo i jak
      Antek zechce być szybszy, to dziadkowie na zastępstwo nie zdążą.

      pzdr
    • anusik1 Re: Jechałyście rodzić i...? 04.06.05, 07:56
      Hej!
      Też miałam takie obawy i bałam się tej zozłaki z synkiem bardzo...
      Mój poród rozpoczął się 4.06.2004 (czyli dokładnie rok temu)od lekkich skurczów
      ok.17.00 - choć było już 2 dni po terminie myślałam, że to skurcze
      przepowiadające... Planowałam, że pojedziemy kupić nowy fotelik samochodowy dla
      strarszego synka - no i pojechaliśmy (40km)wstąpiliśmyh jeszcze na kawkę do
      teściowej i szybko do domku - cieplutka kąpiel (bardzo polecam!) i o 20.15
      byliśmy z mężem w szpitalu. Franio został pod opieką dziadków. Tośka urodziła
      się o 21.17.
      Pierwsza nocka bez mamusi nie była zbyt fajna - Franio był niespokojny, troszkę
      płakał i druga miała podobny przebieg. Moja ginekolog gdy opowiedziałam jej, że
      synek tęskni zaproponowała mi wyjście ze szpitala w drugiej dobie. I to było
      dla nas obojga chyba najlepsze rozwiązanie Franio mógł wreszcie poprzytulać się
      do mamy i ja przestałam się zamartwiać... Szybko poczułam, że jesteśmy już we
      czwórkę ... Franio zawsze był i nadal jest bardzo absorbujący, Tosieńkę
      dręczyły kolki ale jakoś daliśmy radę... teraz jest już o niebo lepiej choć od
      momentu jak Tosia skończyła 2 miesiące mieszkamy 500km od dziadków i całej
      rodzinki...

      • hanti Re: Jechałyście rodzić i...? 04.06.05, 10:42
        dla mnie to było straszne, wody odesżły mi w 30 tyg ciąży, więc odwożąc synka do
        mamy wiedziałam, że długo go nie zobaczę crying(( Mój pobyt w szpitalu trwał 3
        tygodnie....a Kubuś przyjeżdżał do mnie co drugi dzień i spędzaliśmy pół dnia na
        szpitalnym korytarzu przed oddziałem.
        W święta Bożego Narodzenia, pielęgniarki udawały że nie idzą jak mój mąż wnosił
        synka na oddział. To był dla nam koszmarny okres. Na szczęście szybko po naszym
        powrocie do domu Kubuś o wszystkim zapomniał.
      • tynia3 Re: Jechałyście rodzić i...? 07.06.05, 11:15
        Gratuluję ROCZKU wink))!
        • tynia3 Re: Jechałyście rodzić i...? 07.06.05, 11:16
          tynia3 napisała:

          > Gratuluję ROCZKU wink))!

          To do anusik1 wink


          A wszystkim dziękuje serdecznie za odzew. Bardzo mi poprawił nastrój.
    • abalaw Re: Jechałyście rodzić i...? 09.06.05, 13:28
      Wreszcie znalazłam chyba forum dla siebie. przedstawię się: Agnieszka z dwójką
      szkrabów: Jaś (XI.2003) i Igusia (II.2005), rocznikowo dwa lata różnicy lecz w
      praktyce 15 m-cy.

      Mam nadzieję, że nie popsuję Ci dobrego humoru moim opisemwink

      Wiedziałam, po prostu czułam, że znów będę rodzić w nocy, więc byłam w miarę
      spokojna, bo Jaś będzie spał i unikniemy ucieczki po kryjomu. I tak się stało,
      po północy odeszły mi wody, Jaś został z babcią, a my z Mirkiem do szpitala.
      Jeszcze ostatni rzut okiem na mojego pierworodnego, mało nie rozryczałam się
      zostawiając go, tak słodko spał nieświadomy, że jego życie przewróci się do góry
      nogamisad Rodząc skupiałam się na Igusi, by jak najszybciej pomóc jej wydostać
      się na ten świat i już o 3:10 była w moich ramionach. Mirek zdążył wrócić zanim
      Jaś się obudził i te trzy beze mnie spędzili na męskich zabawachwink) a ja w
      szpitalu zajmowałam się Małą i cały czas myślałam o tym moim blondasku... Przed
      porodem chciałam by Mirek przyjeżdżał z nim, bym mogła go zobaczyć, ale gdy
      przyszło co do czego, nie chciałam. Nie chciałam, bo chyba bym wyszła wtedy ze
      szpitala natychmiast... Jaś dzielnie sobie radził, w końcu miał Tatę przy sobie
      a i babcia też zabawiała. Przyjechał po mnie do szpitala i tych jego oczu nie
      zapomne do konca życiasad wydawało mi się, że nie poznał mnie, był strasznie
      zdezorientowany całą tą sytuacją. gdy wróciłam na salę po Igusię rozryczałam
      się: moje dziecko mnie nie poznaje, zapomniał o mnie. Durna baba!wink Pomagał
      niść mi torbę, dał się zapiąć w foteliku, ale wciąż był taki nieobecny, taki nie
      mój Jasiek. Dopiero w domu po kilku godzinach zaczął się do mnie tulić, a ja
      rozryczałam się jak głupiasmile) To był zresztą częsty obrazek przez pierwsze
      tygodnie: ja płaćżąca i Jaś tulący się do mnie i poklepujący po plecachsmile)

      Wiesz co dla mnie było najgorsze? Nie świadomość, że Jaś zostaje z Tatą i
      Babcią. Najgorsze były słowa teściowej po moim powrocie: nawet ani razu nie
      zapłakał za Tobąsad(a co? miał non stop płakać? I choć wiem, że Jaś za mną
      tęsknił, te słowa strasznie mnie zraniły, mnie jako Matkę. ehh kończę przydługi
      opis..

      Dziękuję za wysłuchanie i mam nadzieję częściej tu zaglądać.

      Aga+ Jaś + Igusia
      www.ogrody.gda.pl/~iga/dzieci
      • jessia Re: Jechałyście rodzić i...? 09.06.05, 14:49
        No właśnie - to forum to jest to! Gratuluje superpomyslu!
        Tez sie przedstawie: Jestem Jessia,z pod Krakowa, mam ukochana corke Milenke
        (19 mies) i za 3-4 tyg dolaczy do niej Pola. Tez sie zastanawialam jak bedzie z
        porodem ale chyba ok bo juz od dawna przyzwyczajamy Mile do czestych
        (krotszych lub dluzszych) pobytow w domu i poza bez nas. Ma ukochana opiekunke,
        ktora jest jej o wiele blizsza niz babcie - moja mama mieszka zagranica a
        tesciowa jest szorstka jak szczotka ryzowa - wiec "babcia Zosia" jest w
        pogotowiu. jedynie w nocy moze byc klopot bo tez - musi byc mama, ale moze jak
        sie przytuli do taty w naszym lozku to bedzie OK. W sumie byly noce kiedys beze
        mnie i dala sobie rade.
        Pozdrawiam wszystkich i ciesze sie, ze mozna jescze z 2-ka znalezc czas na fora
        internetowe!
        jessia
    • dorota.alex Re: Jechałyście rodzić i...? 16.06.05, 12:08
      Ja ten problem mialam prawie rok temu. Kuba (2 lata i 3 miesiace) wiedzial, ze w
      brzuszku jest dzidzia. Jak w kazdy piatek mial jechac do babi - ale tego dnia
      zrobil cos nietypowego: przygotowal sobie wiecej zabawek i wzial pod pache swoja
      ulubiona poduszeczke. On juz wiedzial, ze tego dnia urodzi sie Jagoda! No i
      rzeczywiscie - zaczelo sie w poludnie! Jak bylam w szpitalu to Kuba byl u babci
      przez 2 dni. Tata przywiozl go do domu przed moim powrotem, wiec przywital
      Jagode od razu jak wrocilismy ze szpitala. A powrotu do domu rzeczywiscie nie
      moglam sie doczekac - najbardziej balam sie, zeby mala nie dostala zoltaczki i
      zebysmy mogly wrocic po 2 dniach.
    • monia420 Re: Jechałyście rodzić i...? 22.07.05, 22:26
      a my zawieźliśmy starszaka do teściów. W południe zaczęły się skurcze, ale do
      16 wytrzymałam, zupełny luzik ( a nuż to jeszcze nie to?). Zapakowaliśmy się do
      auta z zabawkami, z nocnikiem (zresztą to naukę sikania Ryś przesedł
      najskuteczniej właśnie wtedy, u dziadków)i w drogę. U teściowej coś skurcze za
      częste, ale jeszcze kolacyjkę zjadłam (zupełnie niepotrzebnie), ale miałam tak
      wielki apetyt i w ogóle na rybę, a ona własnie ryby usmażyła, bo to Wielki
      Piątek... Ryś został, pomachał nam łapką, mówił że po dzidziusia jedziemy.
      Skurcze coś częste i silne, więc szybko po torbę do domu i do szpitala. O 20
      byliśmy w szpitalu a Dominik urodził się przed 23 - ą. Wyszłam też szybko,
      przede wszystkim dlatego, ze nie dobrze mi było w szpitalu, łóżko niewygodne,
      brak męża do pomocy, głodowe porcje jedzenia. Odczekałąm tylko, żeby krew
      maluszka pobrali do wszelkich testów i go zaszczepili i do domu. W Wielkanoc
      wieczorem już byliśmy u siebie wszyscy troje a w Lany Poniedziałek przyjmowałam
      rodzinę siedząc na krześle i oczywiście najbradziej wytęsknionego Rysia, który
      jakoś nie do końca wiedział co się stało. Dużo dały mi dwa tygodnie, które mąż
      z nami spędził, a w zasadzie z Rysiem. Jeździli na rowerach, kopali w piasku a
      ja miałąm czas na odpoczynek i dla dzidziusia. Wadą tego rozwiązania była
      świadomość, że jak coś się zadzieje z dzieckiem to wracam do szpitala na
      krzesło (ze szwami między nogami)oraz to, że niestety taryfy ulgoerj to mój mąż
      w kuchni mi nie dał i musiałam coś tam modzić, żebyśmy Ryś i ja z głodu nie
      umarli.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka