Dodaj do ulubionych

Kto to jest antyklerykał?

IP: 5.5R3D* / *.inter.net.il 12.10.04, 18:57

"Antyklerykał, jaki jest, każdy widzi" - rzec by można. Podchodzi z
nieufnością do papieskich opowieści o "cywilizacji miłości", pozostaje
krytyczny wobec konkordatu, nie głosuje na partie będące świeckim ramieniem
Kościoła etc. To wszystko prawda, ale takie podejście jest czysto
behawioralne i bynajmniej nie wyczerpuje tematu a gwoli ścisłości nic nie
mówi o przyczynach tej postawy. Nieznajomość przyczyn każe skupiać się na
objawach a wówczas bardzo łatwo o pomyłkę. Wystarczy przypomnieć tu dowcip o
policjancie, który był wszedł do księgarni ponieważ... padało.
W ogromnej większości podaje się jako podstawę światopoglądową
antyklerykalizmu co najmniej powściągliwy stosunek do religii, ale nie jest
to do końca prawdą. Antyklerykalizm nie jest tożsamy z ateizmem tak jak
rewizor w partii socjalistycznej nie jest tożsamy z liberałem. Poza tym gdyby
przyjąć to rozumowanie to stosunkowo łatwo byłoby oskarżyć antyklerykałów o
skryte działanie i maskowanie prawdziwych intencji. Kościół katolicki zdaje
sobie z tego sprawę i wykorzystuje to w swojej propagandzie. Każdy członek
społeczeństwa jest neutralny wobec mnóstwa instytucji, które służą jego
niektórym członkom: biedni wobec biur podróży, zdrowi wobec szpitali,
bezdzietni wobec producentów pieluch, pełnosprawni wobec stowarzyszeń
niepełnosprawnych itp. itd. Nie można na tym gruncie wytłumaczyć czemu
antyklerykał zaledwie toleruje kościoły instytucjonalne a w szczególności
katolicki i nie życząc mu wszakże źle nie zmartwiłby się jego przeminięciem.
Postawy takiej nie można zatem wytłumaczyć na gruncie klasycznej koncepcji
rozdziału, jakkolwiek wszyscy antyklerykałowie ją uznają. Pozostawanie
zaledwie przy niej można jedynie nazwać pietyzmem konstytucyjnym i to w
odniesieniu do jednego artykułu a i tak nie przedstawia to żadnej ideologii,
która przecież istnieje. W rzeczywistości światopogląd ten najlepiej
zdefiniować bez wspominania bodaj słowem o religii czy Absolucie. Tym, co
nadaje we wzajemnych stosunkach ten ładunek negatywny jest przekonanie
antyklerykałów, że Kościół rzymskokatolicki w szczególny sposób - a inne nie
są od tego w całości wolne - jest wrogi wobec ich godności i ich praw
ludzkich. Przy takim przekonaniu stosunek neutralny jest niemożliwy. Podobnie
niepalący nie mogą być i nie są obojętni wobec palących gdyż ci zmuszają ich
do szkodliwego dla zdrowia biernego palenia.Najbardziej rzucającą się w oczy
praktyką popierającą tę tezę jest katolicka nauka o rozwodach. Kościół ich
nie uznaje (chociaż każde małżeństwo, nawet wieloletnie i mające dzieci
można "unieważnić") co samo w sobie można uznać jako doktrynę religijną.
Jeśli jednak kobieta uzyska rozwód cywilny i zawrze nowy związek (czemu
Kościół nie może przeszkodzić) wówczas staje się dla "Matki swojej"
prostytutką i cudzołożną uciekinierką. Oczywiście tak samo traktowani są
mężczyźni. Nowi współmałżonkowie są zaś dla "Kościoła Jezusa Chrystusa"
powodem tego grzechu. Z powodu życia w grzechu nie są oni godni, aby
przyjmować komunię. Każdy, kto to akceptuje - a w samej Polsce dotyczy to
milionów osób (!!) - jest, stawiając sprawę wprost, bydlęciem bez godności.
Jestem przekonany, że gdyby dotyczyło to mnie osobiście to podałbym papieża
lub Kościół in gremio do sądu o to, że obraża mnie i moją żonę. Nie można
bowiem uznać, że obrażanie innych mieści się w granicach wolności religijnej.
Nie jest żadnym rozwiązaniem "unieważnienie" małżeństwa gdyż to znaczy, że go
w ogóle nie było a wszelkie chwile intymności były cudzołóstwem! Z deszczu
pod rynnę... Wniosek stąd, że człowiek asertywny na wszelki wypadek nie
powinien brać ślubu kościelnego. Drugim oczywistym tu przykładem jest przymus
celibatu. Pomijając powód dla którego go wprowadzono czyli papiestwa żądzę
zysku i to, że powoduje przestępstwa seksualne jak świat długi i szeroki, co
samo w sobie wystarcza do zdecydowanej reakcji władz państwowych z
wykreśleniem z rejestru związków wyznaniowych włącznie, jest to oczywiste
naruszenie praw człowieka. Fakt, że godzą się tak upodlić katoliccy księża
(niezależnie od tego co robią w swych sypialniach) jest bodaj najlepszym
dowodem na to, że Kościół jest dokładnie przeciwstawny poczuciu godności o
którym tu mowa. Również oczywista dla wszystkich dyskryminacja kobiet,
notabene - nawet już niczym nie uzasadniana, poza orwellowsko tu brzmiącą
paplaniną o "godności" właśnie - jest wyrazem tej samej wrogości wobec praw
człowieka i jego godności. To raczej jasne, że kobiety mają prawo czuć się
poniżane przez Kościół a więc nie brać udziału w tym co je poniża, jest
naturalną konsekwencją. Kobieta w kościele jest przynajmniej tym samym co Żyd
na zebraniu NSDAP. A ponieważ brak solidarności wobec dyskryminowanych byłby
współuczestnictwem każdy uczciwy mężczyzna ma nie tylko prawo ale wręcz
moralny obowiązek podnieść tę uwagę. Tym samym z całkowitą powagą stwierdzić
można, że do kościoła można nie chodzić z powodu wysokiego poczucia swojej
godności. Kolejnym polem na którym uwidacznia się katolicka "moralność
niewolników" jest dobrowolne uczestnictwo, np. poprzez spowiedź, w dość
obrzydliwej ekspiacji własnej intymności. Podczas gdy wszystkie kraje
demokratyczne zapewniają swym obywatelom konstytucyjne i ustawowe gwarancje
ochrony prywatności, ochraniając ich przed naruszeniem jej przez swój aparat
nawet nie dla samego naruszenia, jak to ma miejsce w totalitaryzmie, ale już
przy prowadzeniu śledztw, podczas gdy sądy odrzucają dowody zebrane z
naruszeniem tych praw, np. nielegalnie podsłuchane rozmowy, podczas gdy
obywatele mogą oskarżyć państwo o naruszenie ich praw, podczas gdy
nienaruszalną zasadą cywilizowanego świata jest prawo do odmowy zeznań jeśli
prowadzi to do samooskarżenia, katolicy wciąż chodzą opowiadać ludziom,
których nigdy nie widzieli i być może nigdy już nie zobaczą, o tym, że
kradną, że nie odkurzyli mieszkania, że zjedli hamburgera w piątek, że nie
byli na sumie, bo oglądali mecz, że - i jak się onanizują, że fantazjują na
temat sąsiadki, że uprawiają seks pozamałżeński, że używają dildo, itd. Można
się poważnie zastanawiać czy tacy ludzie są zdrowi psychicznie - i to po obu
stronach przegrody. Katolicy są więc tak wychowani, że "pełną piersią" żyć
mogą tylko w totalitaryzmie. Nie tylko jednak w totalitaryzmie czują się jak
ryba w wodzie, ale nawet w tym ustroju wychodzą przed szereg - bo sami na
siebie donoszą. Nawet w stalinizmie ludzie mieli świadomość, że są
podsłuchiwani i inwigilowani i spuszczali wodę w toalecie aby powiedzieć coś
poza wiedzą rządu, bo była to wówczas jedyna możliwość swobodnej rozmowy.
Antyklerykał zatem to osoba, która jest świadoma swojej podmiotowości jako
członek narodu i społeczeństwa, świadoma swoich praw ludzkich i
obywatelskich, ma poczucie swojej godności i uważa kościoły a w szczególności
Kościół rzymskokatolicki za zagrożenie dla tych praw ze względu na ich
przeciwstawny, nihilistyczny światopogląd, którego uwieńczeniem jest padanie
przed papieżem na twarz i piosenki o tym jak wspaniale jest być "niewolnikiem
miłości" bogini Maryi lub "pyłem na stopach" - czyichkolwiek. I takich
antyklerykałów daj nam Panie
Obserwuj wątek
    • Gość: jan. Re: Kto to jest antyklerykał? IP: *.multicon.pl 12.10.04, 20:45
      Każdy prodemokratycznie ,tolerancyjnie i patriotycznie nastawiony Polak jest
      antyklerykałem.
      Klerykałowie są nietolerancyjni, antydemokratyczni i wasalni w stosunku do
      obcego nam państwa jakim jest Vatykan. Klerykałowie są smutni i antypolscy ,o !
      • Gość: Ed Re: Kto to jest antyklerykał? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 12.10.04, 22:09
        Dla mnie antyklerykalizm jest sprzeciwem wobec klerykalizacji państwa przez
        ludzi kierujacych się niskimi pobutkami kosztem państwowego garnuszka w imię
        wydymanych indywidualnych wartości. I nie o slogany tu chodzi, ale o watości,
        do których urzędnikom kościelnym jest zupełnie nie po drodze mimo gloszenia
        poczciwych hasełek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka