Dodaj do ulubionych

Zycie w Uk

IP: *.b.002.ade.iprimus.net.au 28.03.03, 09:37
Witam,

wlasnie u nas w szkole wisza ogloszenia o pracy dla nauczycieli w UK - stoi
za tym Zwiazek nauczycieli - ja nauczam dwoch przedmiotow angielskiego i
matematyki - powiedziano mi, ze z moim angielskim mam duze szanse dostania
tej pracy w szkole w okolicach Londynu. Pensja to 21.000,00 Funtow brutto na
rok. Na poczatku maz by pewnie nie pracowal a mamy jeszcze dwojke dzieci.
W zwiazku z powyzszym mam pytania:
- czy z tego da sie wyzyc - mieszkanie , czynsz, jedzenie itp
- jak traktuja w UK obcokrajowcow legalnie przebywajacych
- rozne uwagi na temat UK

Bede zobowiazana za wszelkie uwagi
Pozdrawiam
mail - dun777@gazeta.pl
Obserwuj wątek
    • jaleo Re: Zycie w Uk 28.03.03, 10:05
      Mariola,

      Odpowiem Ci na priv OK?
    • 3e3 Re: Zycie w Uk 28.03.03, 10:28
      Oj, cztery osoby z tej pensji to raczej slabiutko nawet poza Londynem.
      Gdybys miala szczegolowe pytania to zapraszam do watku Spotkanie w Londynie.
      • Gość: zainteresowany Re: Zycie w Uk IP: *.lnk.telstra.net 31.03.03, 06:22
        Ja tez jestem zainteresowany tym watkiem a na wspomnianej dyskusji nie
        znalazlem odpowiedzi - moze ktos cos doda
        pozd zainteresowany
    • Gość: Ania Re: Zycie w Uk IP: *.demon.co.uk 31.03.03, 14:13
      £21 tysiecy to wypada okolo 1200-1350 na miesiac na reke. Duzo to nie jest.
      Wyzyc mozna, ale co to za zycie....?
      Zalezy tez gdzie w okolicach Londynu, od tego zalezy cena wynajmu.
      Maz bedzie mogl od razu pracowac, musialby tylko bardzo szybko znalezc prace.
      A w jakim wieku dzieci?
      • ex-rak Re: Zycie w Uk 31.03.03, 21:16
        Gość portalu: Ania napisał(a):

        > £21 tysiecy to wypada okolo 1200-1350 na miesiac na reke. Duzo to nie jes
        > t.
        > Wyzyc mozna, ale co to za zycie....?
        > Zalezy tez gdzie w okolicach Londynu, od tego zalezy cena wynajmu.
        > Maz bedzie mogl od razu pracowac, musialby tylko bardzo szybko znalezc prace.
        > A w jakim wieku dzieci?

        Zgadzam sie z opinia 3e3 i Ani. Wyzyc to z £21k mozna, ale pod Londynem 2
        sypialniane mieszkanie to powyzej £500 miesiecznie + okolo £100 funtow podatku.
        Zostaje wiec mniej niz £600-700 lub mniej na zycie. Trzeba bedzie sie liczyc z
        pieniedzmi. Duzo zalezy od tego jaka jest Wasza sytuacja w Polsce. Jesli dosyc
        dobra to przyjad do Anglii mozecie odczuc jako upadek. Jesli macie ciezko to
        moze byc to jakis start, szczegolnie jak twoj maz ma szanse na prace. Sytuacja
        na rynku jest jak wszedzie trudna, ale nie beznadziejna. I jesli Twoj maz
        pozadnie poszuka to cos na pewno znajdzie.
        Jesli marzycie o kupnie domu to w naszej podlondynskiej okolicy to trudno
        cokolwiek kupic ponizej £100k. Dla wiekszej rodziny chyba trzeba myslec o lokum
        za powyzej £150K (3 bedroom) czyli siedmiokrotnosc twojej rocznej pensji.
        • ex-rak Re: Zycie w Uk 31.03.03, 21:20
          Jeszcze jedno. Mariola dlaczego piszesz z Australii?
          • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.ade0504.ade.iprimus.net.au 01.04.03, 14:20
            Jestem tutaj z mezem na krotkiej wycieczce u rodziny w Sydney - ale mysle o Uk
            na powaznie - tutaj moglabym dostac pobyt staly, ale po tym co tutaj widze to
            w zyciu bym nie chciala tu zostac - szkoda nawet tych pieniedzy wydanych na
            bilety.
            Piszcie jeszcze o Uk - cokolwiek wam sie nasunie.
            pozdrawiam
            mariola
            • cantroll Re: Zycie w Uk 01.04.03, 21:38
              Gość portalu: mariola napisał(a):

              > Jestem tutaj z mezem na krotkiej wycieczce u rodziny w Sydney - ale mysle o
              Uk
              > na powaznie - tutaj moglabym dostac pobyt staly, ale po tym co tutaj widze to
              > w zyciu bym nie chciala tu zostac - szkoda nawet tych pieniedzy wydanych na
              > bilety.
              > Piszcie jeszcze o Uk - cokolwiek wam sie nasunie.
              > pozdrawiam
              > mariola

              Co cie od tego AU tak odrzuca - ja nie stamtad, wiec na ciebie nie skocze - z
              ciekawosci jeno. Zra sie tu bez przerwy o ta Australie, bombe rzucili przeciez
              na Bali a nie tam?!
              • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.c.002.ade.iprimus.net.au 02.04.03, 16:21
                cantroll napisał:

                > Co cie od tego AU tak odrzuca - ja nie stamtad, wiec na ciebie nie skocze -
                z
                > ciekawosci jeno. Zra sie tu bez przerwy o ta Australie, bombe rzucili
                przeciez
                > na Bali a nie tam?!

                Ja tutaj jestem tylko turystycznie - a i tak dawno nie bylam tak rozczarowana -
                Sydney to tylko Opera i nic wiecej specjalnego. Ale co do zycia na stale w
                Australii to moge tylko cytowac rodzine i ich znajomych ktorzy tutaj mieszkaja
                tutaj i narzekaja na nastepujace sprawy ( wymienie tylko te glowne )
                - budownictwo - moje pierwsze wrazenie z przejazdu lotnisko - dom mojej
                rodziny - o Jezu czy to jest Australia ( ta jakze bogata w wielu statystykach
                np. PKB na mieszkanca ) czy tez moze wioska gdzies w Albanii - rodzina szybko
                nam wyjasnila, ze Australijczycy ( tacy od kilku pokolen )nie przykladaja wagi
                do tego jak mieszkaja i jak sie ubieraja i w czym jezdza - takich lumpow i
                takich starych samochodow jak tutaj w Polsce by szukac ze swieczka a nie
                wspomne juz o Niemczech
                - klimat i budownictwo - wielu Polakow a wlasciewie chyba wszyscy podkreslali,
                ze nigdy tak nie zmarzli ( tak, tak to nie blad ) jak tutaj - ale nie na
                zewnatrz tylko zima wewnatrz domow - tutaj nie ma podwojnych szyb i izolacji ,
                a do tego wiele domow jest bez jakiegokolwiek ogrzewania - tak wiec jak zima
                na zewnatrz jest +10 ( co jest bardzo przyjemne ponoc ) to wewnatrz rowniez (
                co jest bardzo nieprzyjemne )- na szczescie Ci Polacy maja juz swoje domy i
                tam sie postarali o ogrzewanie itp
                - wszechobecne lumpiarstwo - samochody, brudni ludzie na bosaka w sklepach,itp
                no i wyrazem tego jest to, ze chyba najwieksza siecia handlowa, notowana na
                gieldzie jest Cash converter ( chyba tak to sie ppisze ) a jest to siec
                handlujaca rzeczami uzywanymi wszelkiej masci - wiele z tych rzeczy w Polsce
                by nie znalazlo miejsca w zadnych komisie
                - no i edukacja - ja jestem nauczycielka, wiec ten temat mnie interesuje, a
                kuzynka ma corke w 6 klasie , tak wiec moglam troche poprzegladac jej ksiazki -
                i o zgrozo przerabiaja z matematyki to co moja corka w Pl w 2 klasie, a z
                niemieckiego to co u nas w 3 klasie
                - i na koniec ta odleglosc - a wlasciwie koszt z tym zwiazany - wiekszosc
                mojej rodziny i ich znajomi maja domy po 2 samochody itd ( pewnie po prostu
                standard taki jak w De czy UK ) ale ich stac tylko na przyjazd do Polski raz
                na kilka lat - jak to wylivzyli sam przelot dla 5 osobowej rodziny kosztuje
                20.000 pln - a ja chcialabym raz na kilka miesiecy przyjezdzac do PL
                To tyle o Australii.
                A wracajac do Uk napiszcie troche o opiece zdrowotnej, socjalnej itd - jak
                towyglada czy tak jak w Pl ( czyli lezy na lopatkach ) czy tez tak jak w
                Niemczech, gdzie nawet rodziny na zasilku nie musza sie przejmowac co wloza do
                garnkow i gdzie beda mieszkac
                pozdrawiam
                mariola

                • nexus7 Re: Zycie w Uk 02.04.03, 16:49
                  Gość portalu: mariola napisał(a):

                  > A wracajac do Uk napiszcie troche o opiece zdrowotnej, socjalnej itd - jak
                  > towyglada czy tak jak w Pl ( czyli lezy na lopatkach ) czy tez tak jak w
                  > Niemczech, gdzie nawet rodziny na zasilku nie musza sie przejmowac co wloza
                  do
                  > garnkow i gdzie beda mieszkac
                  > pozdrawiam
                  > mariola

                  Jak wygladaja zasilki szczesliwie nie musialem sie nigdy interesowac. Wiem
                  tylko jak wyglada Child Benefit. Po 4 latach pobytu dostaniesz na dwoje dzieci
                  okolo 100 funtow co cztery tygodnie. Wszelkie zasilki beda Ci zreszta
                  przyslugiwac po otrzymaniu prawa stalego pobytu tzn po 4 latach.

                  Opieka zdrowotna nie jest idealna. Z lekarzem pierwszego kontaktu mozna sie
                  generalnie zobaczyc bez problemu, w miare potrzeby. Na wizyte u specjalisty,
                  zabieg czy operacje trzeba czekac, czasem nawet kilka miesiecy. Lekarstwa,
                  okulary itd dla dzieci sa za darmo.

                  Na naszej wsi obcokrajowcow ucza angielskiego za darmo, a na czas nauki
                  rodzicow male dzieci maja zapewniona opieke.

                  • Gość: zainteresowany Re: Zycie w Uk IP: *.lnk.telstra.net 10.04.03, 04:31
                    nexus7 napisał:

                    > Opieka zdrowotna nie jest idealna. Z lekarzem pierwszego kontaktu mozna sie
                    > generalnie zobaczyc bez problemu, w miare potrzeby. Na wizyte u specjalisty,
                    > zabieg czy operacje trzeba czekac, czasem nawet kilka miesiecy. Lekarstwa,
                    > okulary itd dla dzieci sa za darmo.
                    czy wszystkie lekarstwa sa dla dzieci za darmo i czy dla wszystkich dzieci


                    >
                    > Na naszej wsi obcokrajowcow ucza angielskiego za darmo, a na czas nauki
                    > rodzicow male dzieci maja zapewniona opieke.

                    Czy to przysluguje wszystkim obcokrajowcom czy tylko np. refugee itp.

                    pozdrawiam
                    zainteresowany
                    >
                    • nexus7 Re: Zycie w Uk 10.04.03, 09:13
                      Gość portalu: zainteresowany napisał(a):

                      > nexus7 napisał:
                      >
                      > > Opieka zdrowotna nie jest idealna. Z lekarzem pierwszego kontaktu mozna si
                      > e
                      > > generalnie zobaczyc bez problemu, w miare potrzeby. Na wizyte u specjalist
                      > y,
                      > > zabieg czy operacje trzeba czekac, czasem nawet kilka miesiecy. Lekarstwa,
                      >
                      > > okulary itd dla dzieci sa za darmo.
                      > czy wszystkie lekarstwa sa dla dzieci za darmo i czy dla wszystkich dzieci
                      >
                      Wszystkie, dla wszystkich

                      >
                      > >
                      > > Na naszej wsi obcokrajowcow ucza angielskiego za darmo, a na czas nauki
                      > > rodzicow male dzieci maja zapewniona opieke.
                      >
                      > Czy to przysluguje wszystkim obcokrajowcom czy tylko np. refugee itp.

                      Wszystkim
                      >
                      > pozdrawiam
                      > zainteresowany
                      > >
                • ex-rak Re: Zycie w Uk 03.04.03, 14:03
                  Gość portalu: mariola napisał(a):


                  > Ja tutaj jestem tylko turystycznie - a i tak dawno nie bylam tak
                  rozczarowana -
                  > Sydney to tylko Opera i nic wiecej specjalnego. Ale co do zycia na stale w
                  > Australii to moge tylko cytowac rodzine i ich znajomych ktorzy tutaj
                  mieszkaja
                  > tutaj i narzekaja na nastepujace sprawy ( wymienie tylko te glowne )
                  > - budownictwo - moje pierwsze wrazenie z przejazdu lotnisko - dom mojej
                  > rodziny - o Jezu czy to jest Australia ( ta jakze bogata w wielu statystykach
                  > np. PKB na mieszkanca ) czy tez moze wioska gdzies w Albanii - rodzina szybko
                  > nam wyjasnila, ze Australijczycy ( tacy od kilku pokolen )nie przykladaja
                  wagi
                  > do tego jak mieszkaja i jak sie ubieraja i w czym jezdza - takich lumpow i
                  > takich starych samochodow jak tutaj w Polsce by szukac ze swieczka a nie
                  > wspomne juz o Niemczech

                  Mariola, ciezka sprawa. Patrzysz na kraje nazwijmy je Zachodu przez pryzmat
                  czystych, zasobnych Niemiec. I to niedobrze. Niestety, niektore z krajow EU
                  troche odbiegaja od tych standardow. Wedlug mnie przyjezdzajac do UK z pensja
                  taka jaka podalas musialabys zaczynac od tego czego tak w Australii nie lubisz.

                  1. Mieszkania te tansze to czesto stare, o niskim standardzie, tapety w
                  kwiatki, meble w groszki, wszyskto czesto bardzo zuzyte. Mozna owszem
                  wynajmowac nieumeblowane. Jesli chodzi o ogrzewanie to czesto w starych domach
                  nie ma ogrzewania (serio), jesli jest to jest mocno bijace po kieszeni
                  elektryczne. Owszem gazowe jest w uzyciu, ale raczej w nowych domach.
                  Nasze wrazenie po przyjezdzie do UK bylo podobne go twojego z wizyty w
                  Australii. Podwojne szyby w starszym budownictwie? Zapomnij. Drewniane podlogi?
                  Chyba zartujesz.

                  1. Jak mozna wynajmowac takie rudery i brac za to jeszcze pieniadze.
                  2. W Polsce malo kto by sie odwazyl wyjechac takim gratem na ulice.

                  > - klimat i budownictwo - wielu Polakow a wlasciewie chyba wszyscy
                  podkreslali,
                  > ze nigdy tak nie zmarzli ( tak, tak to nie blad ) jak tutaj - ale nie na
                  > zewnatrz tylko zima wewnatrz domow - tutaj nie ma podwojnych szyb i
                  izolacji ,
                  > a do tego wiele domow jest bez jakiegokolwiek ogrzewania - tak wiec jak zima
                  > na zewnatrz jest +10 ( co jest bardzo przyjemne ponoc ) to wewnatrz rowniez (
                  > co jest bardzo nieprzyjemne )- na szczescie Ci Polacy maja juz swoje domy i
                  > tam sie postarali o ogrzewanie itp
                  > - wszechobecne lumpiarstwo - samochody, brudni ludzie na bosaka w
                  sklepach,itp
                  > no i wyrazem tego jest to, ze chyba najwieksza siecia handlowa, notowana na
                  > gieldzie jest Cash converter ( chyba tak to sie ppisze ) a jest to siec
                  > handlujaca rzeczami uzywanymi wszelkiej masci - wiele z tych rzeczy w Polsce
                  > by nie znalazlo miejsca w zadnych komisie

                  Tutaj jest podobnie. Zalezy gdzie mieszkasz.

                  > - no i edukacja - ja jestem nauczycielka, wiec ten temat mnie interesuje, a
                  > kuzynka ma corke w 6 klasie , tak wiec moglam troche poprzegladac jej
                  ksiazki -
                  > i o zgrozo przerabiaja z matematyki to co moja corka w Pl w 2 klasie, a z
                  > niemieckiego to co u nas w 3 klasie

                  Edukacja raczej w stylu australijskim. Chyba nie najwyzszych lotow. Chociaz
                  duzo zalezy od szkoly, uniwersytetu.

                  > - i na koniec ta odleglosc - a wlasciwie koszt z tym zwiazany - wiekszosc
                  > mojej rodziny i ich znajomi maja domy po 2 samochody itd ( pewnie po prostu
                  > standard taki jak w De czy UK ) ale ich stac tylko na przyjazd do Polski raz
                  > na kilka lat - jak to wylivzyli sam przelot dla 5 osobowej rodziny kosztuje
                  > 20.000 pln - a ja chcialabym raz na kilka miesiecy przyjezdzac do PL
                  > To tyle o Australii.

                  Owszem blizej, ale jeden najtanszy wyjazd do Polski 4 osobowej rodziny to 350-
                  400 funtow (26 godzin w autobusie). Samolot, to moze byc £500-1000.

                  > A wracajac do Uk napiszcie troche o opiece zdrowotnej, socjalnej itd - jak
                  > towyglada czy tak jak w Pl ( czyli lezy na lopatkach ) czy tez tak jak w
                  > Niemczech, gdzie nawet rodziny na zasilku nie musza sie przejmowac co wloza
                  do
                  > garnkow i gdzie beda mieszkac

                  Opieka socjalna jest, sa zasilki. Ale o panstwowej sluzbie zdrowia nie mam
                  najlepszego zdania. W porownaniu z innymi krajami nie wypada dobrze.


                • jaleo Re: Zycie w Uk 03.04.03, 15:04
                  > do tego jak mieszkaja i jak sie ubieraja i w czym jezdza - takich lumpow i
                  > takich starych samochodow jak tutaj w Polsce by szukac ze swieczka a nie
                  > wspomne juz o Niemczech

                  Mariola, z takim nastawieniem chyba bedzie Ci dosc ciezko przyzwyczaic sie do
                  zycia na emigracji, i to w kazdym kraju. Moze po prostu Australijczycy sa
                  mniej materialistycznie nastawieni do zycia i maja inna hierarchie wartosci?
                  Na emigracji dobrze zadomowiaja cie Ci, ktorzy sie nie dziwia i nie szokuja,
                  ale potrafia zaakceptowac innosc. To jest bardzo wazne. No chyba, ze bedziesz
                  sie caly czas dusic w polonijnym kociolku wink

                  • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 07.04.03, 15:00
                    Przyznaje Ci racje, jaleo. Autorka watku zapewne nalezy do ludzi, ktorzy bedac
                    w innym kraju caly czas porownuja: "A u nas to sie robi tak!", zamiast
                    akceptowac to, ze nie wszyscy jestesmy tacy sami. Mieszkalem kiedys w Sydney, i
                    uwazam, ze to jedno z najpiekniejszych miast na ziemi, ale jesli ktos widzi
                    tylko Opera House, to lepiej niech sie nie rusz z domu.
                • cantroll Zgadzam sie z ex-rak i jaleo 03.04.03, 18:27
                  W odpowiedzi na twoje wrazenia z Australii, napisalem wczoraj dlugi post.
                  Poniewaz mieszkam od dawna w Kanadzie, porownywalem i polemizowalem w nim z
                  niektorymi twoimi uwagami. Po namysle wyrzucilem go do kosza myslac, ze moze
                  nie bede cie swoimi uwagami uszczesliwial. Gdy dzis przeczytalem posty ex-raka
                  i jaleo, dorzucam swoja kanadyjski punkt widzenia. I tu musze sie zgodzic z
                  moimi "przedmowcami": masz bardzo polskie podejscie do zwiedzanych krajow.
                  Polskie znaczy w tym przypadku wydawane pochopnie, impulsywnie i powierzchownie
                  sady, bez proby zrozumienia miejscowej specyfiki i powodow dla ktorego jest ona
                  taka, a nie inna oraz faktu, ze nie istnieje kraj idealny.

                  Na pewno trudno o dokonywanie takiej analizy w czasie krotkiego, turystycznego
                  pobytu, ale mozna sie od pochopnosci i powierzchownosci powstrzymac. Czasem
                  mozna nawet przez to wyjsc na glupca. Mieszkalem przez dluzsze okresy (wiecej
                  niz rok) w 3 krajach (nie liczac Polski) i zawsze jesli widzialem rzeczy, ktore
                  niezbyt mi sie podobaly, staralem sie dociec dlaczego tak a nie inaczej. Na
                  ogol wychodzilo mi to na zdrowie.

                  Nie zawsze sie to udaje ale czesto. Smieszny przyklad: kilkanascie lat temu
                  przyjechalem do Kanady z kraju UE drugiego rzutu. Poniewaz byla to akurat pewna
                  fala takich jak ja, czesto dzielilismy sie opiniami. Wielu narzekalo, ze nie
                  mozna bylo w zadnym sklepie dostac dezodorantu osobistego w spray'u a tylko w
                  tzw. sztyftach (stick). W poprzednim, duzo mniej technologicznie rozwinietym
                  kraju bylo ich pod dostatkiem (tych aerozolowych). Psioczenie - dlaczego nie,
                  co to za kraj! Chwile pozniej okazalo sie, ze aerozolowych w Kanadzie nie
                  produkowano od pewnego czasu badz z powodu ochrony srodowiska badz negatywnych
                  reakcji w bezposrednim kontakcie ze skora. Nawiasem mowiac dezodoranty takie
                  byly wowczas w dalszym ciagu w obrocie w Niemczech. Z innej beczki: zdumiewala
                  olbrzymia zawartosc tworzyw sztucznych w odziezy w sklepach, zupelnie jak w
                  latach 60, podczas gdy Europa dawno powrocila do bawelny i innych naturalnych
                  wlokien. Dlaczego tak bylo - nie wiem do dzis. Ja po prostu nie kupowalem
                  tej "plastikowej" odziezy i juz. Bylo wiele innych przykladow ale nie chce
                  zanudzic.

                  Faktem jest, ze trzeba pomieszkac w danym kraju przez dluzszy czas zeby cos o
                  nim i jego mieszkancach wiedziec. Na emigracji trzeba sie zgodzic z pewnymi
                  rzeczami pogodzic, chocby nawet sie nie podobaly. Wszystko zalezy co przewaza -
                  plusy czy minusy.

                  Zgadzam sie z ex-rakiem i jaleo, ze moze ci byc ciezko w jakimkolwiek kraju
                  przy takim nastawieniu, zwlaszcza, ze pierwsze lata sa zawsze trudne jak nie
                  finansowo to obyczajowo albo jedno i drugie.
            • exoz Czy Australia jest juz do d.................. 02.04.03, 07:22
              Gość portalu: mariola napisał(a):

              > Jestem tutaj z mezem na krotkiej wycieczce u rodziny w Sydney - ale mysle o
              Uk
              > na powaznie - tutaj moglabym dostac pobyt staly, ale po tym co tutaj widze to
              > w zyciu bym nie chciala tu zostac - szkoda nawet tych pieniedzy wydanych na
              > bilety.
              > Piszcie jeszcze o Uk - cokolwiek wam sie nasunie.
              > pozdrawiam
              > mariola


              Ciekawe dlaczego nie chcesz zostac w Australii?
            • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 07.04.03, 14:53
              Mariola,

              Skoro bylas w Australii i piszesz, ze "po tym co tutaj widze to
              w zyciu bym nie chciala tu zostac - szkoda nawet tych pieniedzy wydanych na
              bilety", to lepiej zostan tam, gdzie jestes. Ja znam oba kraje dosc dobrze, i
              choc uwzgledniajac kursy walut w UK zarabia sie wiecej, to jednak o wiele wicej
              sie tez wydaje (dlatega australijska pensja wystarcza na wiecej), no i poziom
              zycia w Australii nie ma sobie rownych. Pod prawie kazdym wzgledem Australia
              przewyzsza UK. No i o prace w UK trudniej, szczegolnie obcokrajowcom.
              • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.c.002.ade.iprimus.net.au 07.04.03, 16:09
                Gość portalu: paul napisał(a):

                > Mariola,
                >
                > Skoro bylas w Australii i piszesz, ze "po tym co tutaj widze to
                > w zyciu bym nie chciala tu zostac - szkoda nawet tych pieniedzy wydanych na
                > bilety", to lepiej zostan tam, gdzie jestes. Ja znam oba kraje dosc dobrze,
                i
                > choc uwzgledniajac kursy walut w UK zarabia sie wiecej, to jednak o wiele
                wicej
                >
                > sie tez wydaje (dlatega australijska pensja wystarcza na wiecej), no i
                poziom
                > zycia w Australii nie ma sobie rownych. Pod prawie kazdym wzgledem Australia
                > przewyzsza UK. No i o prace w UK trudniej, szczegolnie obcokrajowcom.

                Trudno mi z Toba polemizowac, jak piszesz znasz obydwa te kraje. Ja UK nie
                znam - i dlatego tak wypytuje. A w Australii wlasnie jeszcze jestem i bede
                jeszcze dwa tygodnie. To co pisalam to byly uwagi mojej rodziny mieszkajacej
                tutaj od 5 do 12 lat ( tak wiec mysle, ze troche poznali ten kraj)
                Kazdemu podoba sie cos innego - mnie akurat sie nie spodobalo w Australii -
                jako turystka moge tylko napisac o moich wrazeniach, a te nie sa zbyt
                pozytywne dla Australii. Piszesz ze poziom zycia nie ma sobie rownych ( nie
                wiem dokladnie co pod tym rozumiesz ) - mi osobiscie sie to kojarzy w duzej
                czesci z aspektami materialnymi ( np. samochody na ulicach, domy, sklepy i to
                co mozna w nich kupic ). I moge Ciebie zapewnic, ze z mojego punktu widzenia w
                krajach, ktore mysle, ze dobrze znam jak Niemcy, Holandia czy tez Dania poziom
                ten jest zdecydowanie wyzszy. Oczywiscie w porownaniu z Pl Australia wypada
                dosyc dobrze ( no moze poza oferta sklepowa, ktora jest w Australii raczej
                kiepska nawet w porownaniu z Pl - zwlaszcza w czesci spozywczej ). Z uk nie
                porownuje , poniewaz Uk nie znam.
                A co do pracy w Australii - wczoraj bylismy u znajomych mojej rodziny na kawce
                i bylo tam malzenstwo nauczycieli z Pl ( jak pamietam to na pewno matematyk i
                chyba chemiczka ), ktorzy przyjechali tutaj 5 miesiecy temu ( w 100% legalnie )
                i do dzisiaj nie pracuja w swoim zawodzie ani wogole ( z angielskim nie ma u
                nich problemu ), opowiadali rowniez, ze w ich szkole angielskiego ( musza
                uczeszczac z jakis powodow zwiazanych z wyplacaniem zasilkow ) wiekszosc
                emigrantow w najwyzszej klasie angielskiego jest nadal bez pracy( jako
                przyklad powiedzieli, ze w desperacji finansowej starali sie o posady
                sprztaczek, ale bezskutecznie , poniewaz zeby je dostac agencja zazadala od
                nich dwoch referencji z australii i skad je mieli wziac skoro dopiero co
                przyjechali. Tak wiec w Australii jak wszedzie chyba za emigrantami nie
                przepadaja.
                Konkluzja mysle jest taka, ze lepiej nie generalizowac tak jak to robiles o
                tym poziomie zycia i klopotach z praca - kazda sytuacja jest indywidualna,
                aczkolwiek niewatplwie "przepytujach " na takim forum kilkanascie osob mozna
                sobie wyrobic jakis poglad - i o to mi wlasnie chodzi, tak wiec piszcie i
                kloccie sie dalej na wszelke tematy zwiazane z UK - ja to czytam z wypiekami
                na twarzy.
                pozdrawiam
                mariola
                • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 08.04.03, 14:03
                  Mariola,

                  Dzieki za Twoje uwagi. Spotkalem sie w wieloma roznym reakcjami imigrantow z
                  Polski na to, co zastali w innych krajach. Mysle, ze te same rzeczy mozemy
                  postrzegac zupelnie roznie. Ja przyjechalem do Australii znajac angielski i z
                  kilkuletnim doswiadczeniem zawodowym (choc nie jestem zadnym specjalista). W
                  ciagu miesiac mialem niezla prace.
                  Poziom zycia, o ktorym pisze, to klimat, gospodarka, warunki bytowe, sklepy,
                  biurokracja (lub jej brak) itp.
                  Co do samochodow, to moj sasiad jezdzil lamborghini, a porsche czy ferrari nie
                  nalezaly do rzadkosci (a nie mieszkalem w bogatej dzielnicy). Domy/architektura
                  w stylu kolonialnym bardzo mi sie podoba (choc, jak wszedzie, sa domy bogatsze
                  i biedniejsze). Sklepy zdecydowanie lepsze niz w Polsce, i con najmniej tak
                  dobre, jak w UK, ale wiele rzeczy mozna kubic taniej niz w UK, a nawet w
                  Polsce. Np. benzyna - w Polsce ponad 3 zlote, w UK ok. 80 pensow (5 zlotych), w
                  Australii ponizej dolara (niewiele ponad 2 zl). Dlaczego uwazasz, ze oferta
                  spozywcza jest kiepska w porownaniu z Polska? Jesli szukasz kiszonych ogorkow,
                  kapusty i chrzanu, to moze tak jest, ale popatrz na wszystko inne. I porownuj
                  sklepy w podobnych miesjscowosciach - male miasto z malym, duze z duzym. Akurat
                  to, czym Australia goruje nad kazdym chyba innym krajem, to jedzenie. Czy
                  widzialas gdzies tyle swietnych restauracji, co w Australii - i takie
                  niewygorowane ceny?
                  Nie tylko moje doswiadczenia, ale i statystyki dowodza, ze imigranci sa srednio
                  lepiej wyksztalceni i zarabiaja lepiej, niz ci, ktorzy mieszkaja tam od
                  pokolen. Dlatego tez Australia wydaje mi sie najbardziej otwartym dla
                  imigrantow krajem z tych, jakie znam.
                  Dodam, ze obecnie jestem w UK. Generalnie kultura i tzw. lifestyle sa zblizone,
                  choc w zyciowej praktyce okazuje sie, ze Australia pod wzgledem wielu rozwiazan
                  goruje. Np. Sprobuj tu zalozyc konto w banku! Musisz miec tzw. proof of UK
                  address. A skad go miec? Uznaja np. rachunek za gaz czy prad, ale najpierw
                  trzeba wynajac mieszkanie i poczekac pare miesiecy. A do tego czasu, jesli masz
                  jakies oszczednosci, to musisz je ze soba nosic. Jesli masz prace, to musisz
                  prosic o wstrzymanie wyplaty, bo jedyna alternatywa jest, ze dadza Ci czek. ale
                  na co ci czek, ktorego nie mozesz zdeponowac w banku? Bledne kolo!
                  Pozdrawiam
                  • jaleo Re: Zycie w Uk 08.04.03, 14:15
                    Gość portalu: paul napisał(a):

                    > Np. Sprobuj tu zalozyc konto w banku! Musisz miec tzw. proof of UK
                    > address. A skad go miec? Uznaja np. rachunek za gaz czy prad, ale najpierw
                    > trzeba wynajac mieszkanie i poczekac pare miesiecy. A do tego czasu, jesli
                    masz
                    >
                    > jakies oszczednosci, to musisz je ze soba nosic. Jesli masz prace, to musisz
                    > prosic o wstrzymanie wyplaty, bo jedyna alternatywa jest, ze dadza Ci czek.
                    ale
                    >
                    > na co ci czek, ktorego nie mozesz zdeponowac w banku? Bledne kolo!

                    No nie, bez przesady. Moja siostra przyjechala do UK w czwartek i juz w piatek
                    zalozyla konto w Barclays. Wystarczyl tylko list od pracodawcy, ze w danych
                    personalnych firmy maja taki a taki jej adres w UK.
                    • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 10.04.03, 13:37
                      Naprawde nie przesadzam! Miesiac temu poszedlem wlasnie do Barclays, i jedyne
                      wyjscie jakie mi zaproponowano, to ze wysla list do mojego banku w Australii, z
                      prosba o potierdzenie nowego adresu w UK. Australijczycy odpowiedzieli w ciagu
                      1 dnia. Od tego czasu minelo kilka tygodni, i ciagle nik nie chce ze mna
                      rozmawiac. Wiem tylko, ze list doszedl, i jest u managera. List od pracodawcy
                      byl dla nich nie do przyjecia - nawet kontrakt wynajmu mieszkania im nie
                      wystarcza. A przeciez nikt nie ma obowiazku pracowac,a ni od razu wynajmowac
                      mieszkania. Mozna przebywac legalni i szukac pracy mieszkajac u znajomych.
                      Wtedy na konto nie ma szans, a z oszczednosciami cos trzeba zrobic! Oczywiscie
                      Polska to swiatowy szczyt biurokracji, ale UK nie jest wiele lepsze.
                      • izabelski Banki 10.04.03, 13:57
                        to moze skontaktuj sie z innym oddzialem Barclays.
                        O ile wiem, to w tutejszych bankach wszystko (no prawie) zalezy od bank manager.
                        O ile w jednym oddziale nie zaakceptuje cie to w drugim moga.
                        MIelismy podobnie z morgyczem 5 lat temu - szukalismy az znalezlismy.

                        Zycze powodzenia i sprobuj jeszcze HSBC.
                        Poza tym bank nie ma obowiazku przyjac twoich pieniedzy moze sparzyli sie na
                        kims wczesniej lub twoj kod pocztowy jest z okolicy o wiekszym ryzyku.

                        O ile mi wiadomo pieniadze mozna tez "trzymac" na poczcie, ale nigdy tego nie
                        sprawdzalam.

                        izabelski
                  • jaleo Re: Zycie w Uk 08.04.03, 14:20
                    Acha, zapomnialam dodac, ze zgadzam sie ze wszystkim innym, co napisales smile
                  • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.a.001.ade.iprimus.net.au 09.04.03, 14:25
                    Gość portalu: paul napisał(a):
                    Paul sprobuje odpowiedziec tudziez skomentowac Twoje niektore uwagi -
                    wsyzstko konsultuje z moja rodzina tutaj, ktora niewatpliwie ma duzo wieksza
                    wiedze i doswiadczenia australijskie, a wiec


                    > Mariola,
                    >
                    > Dzieki za Twoje uwagi. Spotkalem sie w wieloma roznym reakcjami imigrantow z
                    > Polski na to, co zastali w innych krajach. Mysle, ze te same rzeczy mozemy
                    > postrzegac zupelnie roznie. Ja przyjechalem do Australii znajac angielski i
                    z
                    > kilkuletnim doswiadczeniem zawodowym (choc nie jestem zadnym specjalista).

                    Oni rowniez byli w takiej sytuacji i z praca roznie to bywalo jak wszedzie

                    > ciagu miesiac mialem niezla prace.
                    > Poziom zycia, o ktorym pisze, to klimat, gospodarka, warunki bytowe, sklepy,
                    > biurokracja (lub jej brak) itp.
                    > Co do samochodow, to moj sasiad jezdzil lamborghini, a porsche czy ferrari
                    nie
                    > nalezaly do rzadkosci (a nie mieszkalem w bogatej dzielnicy).

                    Nasycenie tymi samochodami w moim odczuciu jest zdecydowanie mniejsze anizeli
                    w De

                    Domy/architektura
                    >
                    > w stylu kolonialnym bardzo mi sie podoba (choc, jak wszedzie, sa domy
                    bogatsze
                    > i biedniejsze)
                    tak ten styl tutaj dominuje i mnie zadne pieniadze do tego nie przekonaja


                    . Sklepy zdecydowanie lepsze niz w Polsce,

                    to na pewno jest zdecydowanie gorsze anizeli w PL. Nabial, sery, pieczywo,
                    wedliny, art. biurowe, nie bede wymieniac dalej bo tych grup towarowych jest
                    naprawde duzo - wszedzie szerokosc asortymentu jest mniejsza anizeli w
                    hipermarkecie w PL.

                    i con najmniej tak
                    > dobre, jak w UK,

                    Nie mam porownania

                    ale wiele rzeczy mozna kubic taniej niz w UK, a nawet w
                    > Polsce.
                    oprocz paliwa i niektorych alkoholi nie widzialam nic tanszego anizeli w PL -
                    nie mowiac o absurdalnie wysokich cenach na piwo

                    Np. benzyna - w Polsce ponad 3 zlote, w UK ok. 80 pensow (5 zlotych), w
                    >
                    > Australii ponizej dolara (niewiele ponad 2 zl). Dlaczego uwazasz, ze oferta
                    > spozywcza jest kiepska w porownaniu z Polska? Jesli szukasz kiszonych
                    ogorkow,
                    > kapusty i chrzanu, to moze tak jest, ale popatrz na wszystko inne. I
                    porownuj
                    > sklepy w podobnych miesjscowosciach - male miasto z malym, duze z duzym.

                    Tak tez porownuje, Wwa - Sydney



                    Akurat
                    >
                    > to, czym Australia goruje nad kazdym chyba innym krajem, to jedzenie.

                    Kwestia gustu - ja osobiscie w zyciu nie jadlam czegos tak niesmacznego jak
                    tutaj - np. kielbasy , sery, warzywa ( chyba produkowane w fabrykach )

                    Czy
                    > widzialas gdzies tyle swietnych restauracji, co w Australii - i takie
                    > niewygorowane ceny?

                    Tutaj co do cen sie zgadzam.

                    > Nie tylko moje doswiadczenia, ale i statystyki dowodza, ze imigranci sa
                    srednio
                    >
                    > lepiej wyksztalceni i zarabiaja lepiej, niz ci, ktorzy mieszkaja tam od
                    > pokolen. Dlatego tez Australia wydaje mi sie najbardziej otwartym dla
                    > imigrantow krajem z tych, jakie znam.

                    Nie mam porownania - a rodzina podpowiada, ze roznie to bywa

                    > Dodam, ze obecnie jestem w UK. Generalnie kultura i tzw. lifestyle sa
                    zblizone,
                    >
                    > choc w zyciowej praktyce okazuje sie, ze Australia pod wzgledem wielu
                    rozwiazan
                    >
                    > goruje. Np. Sprobuj tu zalozyc konto w banku! Musisz miec tzw. proof of UK
                    > address. A skad go miec? Uznaja np. rachunek za gaz czy prad, ale najpierw
                    > trzeba wynajac mieszkanie i poczekac pare miesiecy. A do tego czasu, jesli
                    masz
                    >
                    > jakies oszczednosci, to musisz je ze soba nosic. Jesli masz prace, to musisz
                    > prosic o wstrzymanie wyplaty, bo jedyna alternatywa jest, ze dadza Ci czek.
                    ale
                    >
                    > na co ci czek, ktorego nie mozesz zdeponowac w banku? Bledne kolo!
                    > Pozdrawiam


                    Hmmm - powtarzam , ze kazdy moze widziec te same rzeczy w inny sposob - mi po
                    prostu Australia nie pasuje i tyle.

                    Ale dziekuje za te wszystkie uwagi, zwlaszcza porownanie do UK

                    Mariola
                    • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 10.04.03, 14:09
                      Mariola,

                      Dzieki za Twoj komentarz pozwole sobie nieco odpisac:

                      1. Biurokracja
                      Nie ma tu dowodow osobistych, i nieprzetlumaczalne jest wrzecz pojecie "adres
                      stalego zameldowania". Bedac obecnie w UK wymieniam sobie wlasnie przwo jazdy -
                      wszystko za posrednictwem poczty. W Polsce musialbym jechac do miejsca
                      zameldowania (wynajmowalem mieszkanie w Warszawie; oczywiscie bez zameldowania,
                      bo wlasciciel nie chcial placic podatku; zameldowanie mialem w domu rodzicow w
                      drugim koncu Polski - policz sobie koszt dojazdu.
                      2. Samochody. Byc moze Niemcy sa krajem zamozniejszym i samochody sa tam
                      lepsze. Mozliwe. Ale w australijskim klimacie samochody nie rdzewieja tak
                      szybko (pomijam miejsca wilgotne i b. blisko morza), wiec dluzej sie nimi
                      jezdzi - stad mnostwo historycznych pojazdow na drogach.
                      3. Domy/architektura. Kwestia gustu - nawet nie probuje Cie przekonac. Dla mnie
                      to najladniejszy styl architektury - tradycja i charakter. Czyzbys wolala
                      polskie blokowiska? Tu nawet nowa architektura to przebrzydle bloki, jakby nie
                      mozna bylo mieszkac w osobnym domu, bez sasiadow kichajacych/sikajacych za
                      sciana.
                      4. Nabial, sery, pieczywo, wedliny. Jesli szukasz produktow polskich to
                      oczywiscie, ze w kazdym innym kraju beda one nieco gorzej smakowac. Rozne
                      jedzenie roznie smakuje w roznym klimacie. Jesli poczestujesz mnie goracym
                      bigosem na Gwiazdke (w 40 stopniach C), to jak mi to moze smakowac? Jesli
                      lubisz tradycyjny polski chleb, to musisz go sobie sama upiec. Ale sery mozesz
                      sobie kupic w stylu angielskim, francuskim, wloskim i jakim tylko zapragniesz.
                      Sa one wytwarzane czesto przez prawdziwych Wlochow czy Francuzow, i skoro oni
                      nie widza roznicy, to ja tez nie. Chleb tez mozesz kupic turecki, niemiecki,
                      libanski, indyjski, i jaki tylko zapragniesz, choc nie kazdy jest w kazdym
                      sklepie. W Australii nie ma "kultury hipermarketow". Sa za to przyzwoite
                      supermarkety i bardziej wyspecjalizowane delikatesy.
                      5. Art. biurowe. To troche nie moja dzialka, ale napisz, gdzie konkretnie
                      widzisz tu roznice.
                      6. Co jeszcze jest tansze? Samochody. Wynajecie domu (w wiekszosci przypadkow).
                      Telekomunikacja. Gazety. Kawiarnie i restauracje. Wino (piwowcale nie jest az
                      tak duzo drozsze, ale za to o niebo lepsze). Wiele artykulow spozywczych (maka,
                      cukier, przyprawy). To, co nie jest tansze, kosztuje podobnie. A biorac pod
                      uwage, ze o wiele wiecej sie (srednio) zarabia, to wlasciwie wszystko kosztuje
                      mniej.
                      7. Praca. Bezrobocie - Australia: ok. 6%. Polska - ok. 20%. Nie trzeba
                      komentarza.
                      8. Smak jedzenia. Sprobuj np. chinskiego lub tureckiego jedzenia w Polsce
                      (wszystko na bazie kapusty, brak autentycznych przypraw) i w Australii. Tu po
                      prostu nie jada sie chleba z kielbasa.

                      Ja w sumie ciesze sie, ze Australia Ci "nie pasuje". Bo jesli w ogole liczysz
                      sie z wyjazdem do innego kraju, to musisz go zaakceptowac w calosci. To ty masz
                      sie do niego dostosowac, a nie on do Ciebie. I obawiam sie, ze jesli
                      zdecydujesz sie na wyjazd do UK, to moze sie okazac, ze bedzie Ci ciezko.

                      Na marginesie - mieszkajacy w Londynie przyjaciel - Wegier poinformowal mnie,
                      ze jedna z tutejszych local councils zabronila w calej dzielnicy montowania
                      tzw. double glazing. Podobno narusza to historyczny charakter dzielnicy, jesli
                      wiec chcesz tam mieszkac, to musisz sie przyzwyczaic do zimna. Mieszkam obecnie
                      w Oksfordzie, i tutaj zima okna od srodka okleja sie przezroczysta folia, zeby
                      bylo cieplej. A najlepsze, niezalezne kino (Ultimate Picture Palace) wyglada,
                      jak objazdowe kino W Polsce 30 lat temu. Ale wcale mi to nie przeszkadza - to
                      wlasnie sie nazywa charakter!
                      • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.c.002.ade.iprimus.net.au 10.04.03, 15:03
                        Gość portalu: paul napisał(a):

                        Odpowiadam lub komentuje "tradycyjnie " za Twoimi uwagami

                        > Mariola,
                        >
                        > Dzieki za Twoj komentarz pozwole sobie nieco odpisac:
                        >
                        > 1. Biurokracja
                        > Nie ma tu dowodow osobistych, i nieprzetlumaczalne jest wrzecz
                        pojecie "adres
                        > stalego zameldowania". Bedac obecnie w UK wymieniam sobie wlasnie przwo
                        jazdy -
                        >
                        > wszystko za posrednictwem poczty.

                        Ta uwaga doprowadziels moja rodzine australijska do niezlego ubawu, a
                        mianowicie sa z tematem na swiezo, poniewaz:

                        -przyszla do nich paczka z PL i nie mogli odebrac bez jakiegos dokumentu ze
                        zdjeciem i stalym adresem jak na przesylce - a wiec istnieje jednak staly
                        adres zamieszkania
                        - znajomy Polak, ktory tutaj przyjechal jakis czas temu chcial dostac tutejsze
                        prawo jazdy, zdal obydwa egzaminy i co i nic, nie chca wydac poniewaz
                        potrzebuja przetlumaczone polskie prawo jazdy przez tlumacza z NSW, a to ze ma
                        miedzynarodowe, ktore rowniez jest po angielsku i jest uznanwane przez rzad
                        federalny to nie wazne, poniewaz jakis urzednik napisal im takie nielogiczne
                        wytyczne, czyli buirokracja jak wszedzie

                        W Polsce musialbym jechac do miejsca
                        > zameldowania (wynajmowalem mieszkanie w Warszawie; oczywiscie bez
                        zameldowania,
                        >
                        > bo wlasciciel nie chcial placic podatku; zameldowanie mialem w domu rodzicow
                        w
                        > drugim koncu Polski - policz sobie koszt dojazdu.
                        > 2. Samochody. Byc moze Niemcy sa krajem zamozniejszym i samochody sa tam
                        > lepsze. Mozliwe. Ale w australijskim klimacie samochody nie rdzewieja tak
                        > szybko (pomijam miejsca wilgotne i b. blisko morza), wiec dluzej sie nimi
                        > jezdzi - stad mnostwo historycznych pojazdow na drogach.

                        Przerdzewialy i prawie " powiazany " sznurkiem Falcon ( Ford lub Holden
                        bodajze ) do zabytkow sie raczej nie zalicza.

                        > 3. Domy/architektura. Kwestia gustu - nawet nie probuje Cie przekonac. Dla
                        mnie
                        >
                        > to najladniejszy styl architektury - tradycja i charakter. Czyzbys wolala
                        > polskie blokowiska? Tu nawet nowa architektura to przebrzydle bloki, jakby
                        nie
                        > mozna bylo mieszkac w osobnym domu, bez sasiadow kichajacych/sikajacych za
                        > sciana.

                        Hmm... widac dawno nie byles w PL , nowego budownictwa nie musimy sie
                        absolutnie wstydzic - a blokow zapewne jak wiekszosc Polakow nie lubie za
                        bardzo, chociaz maja centralne ogrzewanie.

                        > 4. Nabial, sery, pieczywo, wedliny. Jesli szukasz produktow polskich to
                        > oczywiscie, ze w kazdym innym kraju beda one nieco gorzej smakowac. Rozne
                        > jedzenie roznie smakuje w roznym klimacie. Jesli poczestujesz mnie goracym
                        > bigosem na Gwiazdke (w 40 stopniach C), to jak mi to moze smakowac? Jesli
                        > lubisz tradycyjny polski chleb, to musisz go sobie sama upiec. Ale sery
                        mozesz
                        > sobie kupic w stylu angielskim, francuskim, wloskim i jakim tylko
                        zapragniesz.
                        > Sa one wytwarzane czesto przez prawdziwych Wlochow czy Francuzow, i skoro
                        oni
                        > nie widza roznicy, to ja tez nie. Chleb tez mozesz kupic turecki, niemiecki,
                        > libanski, indyjski, i jaki tylko zapragniesz, choc nie kazdy jest w kazdym
                        > sklepie. W Australii nie ma "kultury hipermarketow". Sa za to przyzwoite
                        > supermarkety i bardziej wyspecjalizowane delikatesy.

                        Hmm..... kwestia gustu i tyle

                        > 5. Art. biurowe. To troche nie moja dzialka, ale napisz, gdzie konkretnie
                        > widzisz tu roznice.

                        od olowkow poczawszy a na czymkolwiek chcesz konczywszy


                        > 6. Co jeszcze jest tansze? Samochody. Wynajecie domu (w wiekszosci
                        przypadkow).

                        Ceny od rodziny - domek 2 sypialnie bez klimy i ogolnie chyba z dykty robiony,
                        jedna z tanszych ofert w internecie w Sydney - 180 AUD na tydzien, czyli
                        jakies 1800 pln na miesiac - oprocz Wwy to za te kwote w Pl wynajmiesz domek
                        bez zadnego problemu i to z ogrzewaniem i nie z dykty tylko z cegly i z
                        izolacja termiczna.


                        >
                        > Telekomunikacja. Gazety. Kawiarnie i restauracje. Wino (piwowcale nie jest
                        az
                        > tak duzo drozsze, ale za to o niebo lepsze). Wiele artykulow spozywczych
                        (maka,
                        >
                        > cukier, przyprawy).

                        Oj naprawde bardzo dawno w Pl nie byles - smak kwestia gustu - tutaj piwo ,4
                        litra kosztuje powyzej 2 dolarow tzn. 4,6 pln w Pl to dostaniesz za to 3 piwa
                        i podobnie z wszystkimi pozosrtalymi wymienionymi artykulami. Ok jeszcze
                        cukier - wlasnie dzisiaj zakupiony w Colesie 1 kg 1,6 Aud czyli 3,68 pln a Pl
                        w Hicie kupiony 1,45 pln.

                        To, co nie jest tansze, kosztuje podobnie. A biorac pod
                        > uwage, ze o wiele wiecej sie (srednio) zarabia, to wlasciwie wszystko
                        kosztuje
                        > mniej.

                        Absolutnie w 200% racja

                        > 7. Praca. Bezrobocie - Australia: ok. 6%. Polska - ok. 20%. Nie trzeba
                        > komentarza.

                        Absolutnie w 200% racja

                        > 8. Smak jedzenia. Sprobuj np. chinskiego lub tureckiego jedzenia w Polsce
                        > (wszystko na bazie kapusty, brak autentycznych przypraw) i w Australii. Tu
                        po
                        > prostu nie jada sie chleba z kielbasa.
                        >
                        > Ja w sumie ciesze sie, ze Australia Ci "nie pasuje". Bo jesli w ogole
                        liczysz
                        > sie z wyjazdem do innego kraju, to musisz go zaakceptowac w calosci. To ty
                        masz
                        >
                        > sie do niego dostosowac, a nie on do Ciebie.

                        Absolutnie w 200% racja -co nie znaczy, ze nie mozna dostrzegac pewnych minusow

                        I obawiam sie, ze jesli
                        > zdecydujesz sie na wyjazd do UK, to moze sie okazac, ze bedzie Ci ciezko.

                        ??????????????????????????

                        >
                        > Na marginesie - mieszkajacy w Londynie przyjaciel - Wegier poinformowal
                        mnie,
                        > ze jedna z tutejszych local councils zabronila w calej dzielnicy montowania
                        > tzw. double glazing. Podobno narusza to historyczny charakter dzielnicy,
                        jesli
                        > wiec chcesz tam mieszkac, to musisz sie przyzwyczaic do zimna. Mieszkam
                        obecnie
                        >
                        > w Oksfordzie, i tutaj zima okna od srodka okleja sie przezroczysta folia,
                        zeby
                        > bylo cieplej. A najlepsze, niezalezne kino (Ultimate Picture Palace)
                        wyglada,
                        > jak objazdowe kino W Polsce 30 lat temu. Ale wcale mi to nie przeszkadza -
                        to
                        > wlasnie sie nazywa charakter!

                        Jak zwykle kwestia smaku i gustu

                        pozdrawiam
                        Mariola

                      • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.c.002.ade.iprimus.net.au 10.04.03, 15:03
                        Gość portalu: paul napisał(a):

                        Odpowiadam lub komentuje "tradycyjnie " za Twoimi uwagami

                        > Mariola,
                        >
                        > Dzieki za Twoj komentarz pozwole sobie nieco odpisac:
                        >
                        > 1. Biurokracja
                        > Nie ma tu dowodow osobistych, i nieprzetlumaczalne jest wrzecz
                        pojecie "adres
                        > stalego zameldowania". Bedac obecnie w UK wymieniam sobie wlasnie przwo
                        jazdy -
                        >
                        > wszystko za posrednictwem poczty.

                        Ta uwaga doprowadziels moja rodzine australijska do niezlego ubawu, a
                        mianowicie sa z tematem na swiezo, poniewaz:

                        -przyszla do nich paczka z PL i nie mogli odebrac bez jakiegos dokumentu ze
                        zdjeciem i stalym adresem jak na przesylce - a wiec istnieje jednak staly
                        adres zamieszkania
                        - znajomy Polak, ktory tutaj przyjechal jakis czas temu chcial dostac tutejsze
                        prawo jazdy, zdal obydwa egzaminy i co i nic, nie chca wydac poniewaz
                        potrzebuja przetlumaczone polskie prawo jazdy przez tlumacza z NSW, a to ze ma
                        miedzynarodowe, ktore rowniez jest po angielsku i jest uznanwane przez rzad
                        federalny to nie wazne, poniewaz jakis urzednik napisal im takie nielogiczne
                        wytyczne, czyli buirokracja jak wszedzie

                        W Polsce musialbym jechac do miejsca
                        > zameldowania (wynajmowalem mieszkanie w Warszawie; oczywiscie bez
                        zameldowania,
                        >
                        > bo wlasciciel nie chcial placic podatku; zameldowanie mialem w domu rodzicow
                        w
                        > drugim koncu Polski - policz sobie koszt dojazdu.
                        > 2. Samochody. Byc moze Niemcy sa krajem zamozniejszym i samochody sa tam
                        > lepsze. Mozliwe. Ale w australijskim klimacie samochody nie rdzewieja tak
                        > szybko (pomijam miejsca wilgotne i b. blisko morza), wiec dluzej sie nimi
                        > jezdzi - stad mnostwo historycznych pojazdow na drogach.

                        Przerdzewialy i prawie " powiazany " sznurkiem Falcon ( Ford lub Holden
                        bodajze ) do zabytkow sie raczej nie zalicza.

                        > 3. Domy/architektura. Kwestia gustu - nawet nie probuje Cie przekonac. Dla
                        mnie
                        >
                        > to najladniejszy styl architektury - tradycja i charakter. Czyzbys wolala
                        > polskie blokowiska? Tu nawet nowa architektura to przebrzydle bloki, jakby
                        nie
                        > mozna bylo mieszkac w osobnym domu, bez sasiadow kichajacych/sikajacych za
                        > sciana.

                        Hmm... widac dawno nie byles w PL , nowego budownictwa nie musimy sie
                        absolutnie wstydzic - a blokow zapewne jak wiekszosc Polakow nie lubie za
                        bardzo, chociaz maja centralne ogrzewanie.

                        > 4. Nabial, sery, pieczywo, wedliny. Jesli szukasz produktow polskich to
                        > oczywiscie, ze w kazdym innym kraju beda one nieco gorzej smakowac. Rozne
                        > jedzenie roznie smakuje w roznym klimacie. Jesli poczestujesz mnie goracym
                        > bigosem na Gwiazdke (w 40 stopniach C), to jak mi to moze smakowac? Jesli
                        > lubisz tradycyjny polski chleb, to musisz go sobie sama upiec. Ale sery
                        mozesz
                        > sobie kupic w stylu angielskim, francuskim, wloskim i jakim tylko
                        zapragniesz.
                        > Sa one wytwarzane czesto przez prawdziwych Wlochow czy Francuzow, i skoro
                        oni
                        > nie widza roznicy, to ja tez nie. Chleb tez mozesz kupic turecki, niemiecki,
                        > libanski, indyjski, i jaki tylko zapragniesz, choc nie kazdy jest w kazdym
                        > sklepie. W Australii nie ma "kultury hipermarketow". Sa za to przyzwoite
                        > supermarkety i bardziej wyspecjalizowane delikatesy.

                        Hmm..... kwestia gustu i tyle

                        > 5. Art. biurowe. To troche nie moja dzialka, ale napisz, gdzie konkretnie
                        > widzisz tu roznice.

                        od olowkow poczawszy a na czymkolwiek chcesz konczywszy


                        > 6. Co jeszcze jest tansze? Samochody. Wynajecie domu (w wiekszosci
                        przypadkow).

                        Ceny od rodziny - domek 2 sypialnie bez klimy i ogolnie chyba z dykty robiony,
                        jedna z tanszych ofert w internecie w Sydney - 180 AUD na tydzien, czyli
                        jakies 1800 pln na miesiac - oprocz Wwy to za te kwote w Pl wynajmiesz domek
                        bez zadnego problemu i to z ogrzewaniem i nie z dykty tylko z cegly i z
                        izolacja termiczna.


                        >
                        > Telekomunikacja. Gazety. Kawiarnie i restauracje. Wino (piwowcale nie jest
                        az
                        > tak duzo drozsze, ale za to o niebo lepsze). Wiele artykulow spozywczych
                        (maka,
                        >
                        > cukier, przyprawy).

                        Oj naprawde bardzo dawno w Pl nie byles - smak kwestia gustu - tutaj piwo ,4
                        litra kosztuje powyzej 2 dolarow tzn. 4,6 pln w Pl to dostaniesz za to 3 piwa
                        i podobnie z wszystkimi pozosrtalymi wymienionymi artykulami. Ok jeszcze
                        cukier - wlasnie dzisiaj zakupiony w Colesie 1 kg 1,6 Aud czyli 3,68 pln a Pl
                        w Hicie kupiony 1,45 pln.

                        To, co nie jest tansze, kosztuje podobnie. A biorac pod
                        > uwage, ze o wiele wiecej sie (srednio) zarabia, to wlasciwie wszystko
                        kosztuje
                        > mniej.

                        Absolutnie w 200% racja

                        > 7. Praca. Bezrobocie - Australia: ok. 6%. Polska - ok. 20%. Nie trzeba
                        > komentarza.

                        Absolutnie w 200% racja

                        > 8. Smak jedzenia. Sprobuj np. chinskiego lub tureckiego jedzenia w Polsce
                        > (wszystko na bazie kapusty, brak autentycznych przypraw) i w Australii. Tu
                        po
                        > prostu nie jada sie chleba z kielbasa.
                        >
                        > Ja w sumie ciesze sie, ze Australia Ci "nie pasuje". Bo jesli w ogole
                        liczysz
                        > sie z wyjazdem do innego kraju, to musisz go zaakceptowac w calosci. To ty
                        masz
                        >
                        > sie do niego dostosowac, a nie on do Ciebie.

                        Absolutnie w 200% racja -co nie znaczy, ze nie mozna dostrzegac pewnych minusow

                        I obawiam sie, ze jesli
                        > zdecydujesz sie na wyjazd do UK, to moze sie okazac, ze bedzie Ci ciezko.

                        ??????????????????????????

                        >
                        > Na marginesie - mieszkajacy w Londynie przyjaciel - Wegier poinformowal
                        mnie,
                        > ze jedna z tutejszych local councils zabronila w calej dzielnicy montowania
                        > tzw. double glazing. Podobno narusza to historyczny charakter dzielnicy,
                        jesli
                        > wiec chcesz tam mieszkac, to musisz sie przyzwyczaic do zimna. Mieszkam
                        obecnie
                        >
                        > w Oksfordzie, i tutaj zima okna od srodka okleja sie przezroczysta folia,
                        zeby
                        > bylo cieplej. A najlepsze, niezalezne kino (Ultimate Picture Palace)
                        wyglada,
                        > jak objazdowe kino W Polsce 30 lat temu. Ale wcale mi to nie przeszkadza -
                        to
                        > wlasnie sie nazywa charakter!

                        Jak zwykle kwestia smaku i gustu

                        pozdrawiam
                        Mariola

                        • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 10.04.03, 16:52
                          Czesc Mariola,

                          Czy ta paczka z PL byla jakas polecona? I naprawde ktos chcial od nich dokument
                          ze zdjeciem? Ja odbieralem paczki ne podstawie kwitka zostawionego przez
                          listonosza, nikt nawet nie zapytal, jak sie nazywam. I trudno mi uwierzyc, ze
                          ktos chcial od nich taki dokument. Najlepiej pojdz na poczte i zapytaj, co jest
                          potrzebne do odebrania przesylki. Tu nawet paszport przyslano mi zwyklym listem!
                          Na marginesie, wspominalem o poslkim adresie stalego zameldowania, nie
                          zamieszkania - to 2 zupelnie rozne rzeczy. Gdziekolwiek w Polsce wypelnialem
                          dokumenty wymagajace adresu zamieszkania (nie zameldowania), to podawalem
                          prawdziwy adres - chociaz zwykle nie mialem nawet umowy wynajmu.

                          To prawda, ze w NSW wymaga sie tlumaczenia prawa jazdy, miedzynarodowe nie jest
                          uznawane, ale wynika to z regulacji stanowych (np. SA uznaje miedzynarodowe).
                          Za to Wydzial Imigracji w NSW dokonuje bezplatnych tlumaczen dokumentow dla
                          imigrantow, ale tylko w ograniczonym czasie po przybyciu (chyba 2 lata, ale
                          moze mniej). Smieszna historia - ja tez przyjechalem do Australii z
                          miedzynarodowym prawem jazdy. Poniewaz date wystawienia wpisuje sie na nim
                          recznie, panienka w Polsce wpisala miesiac waydania jako "pazdziernik",
                          slownie, i po polsku. Skad wobec tego australijski urzednik ma wiedziec, jaka
                          jest data wydania, skoro polski urzednik nie wie, ze za granica nie mowi sie po
                          polsku? Prosze, nie pisz, ze biurokracja jak wszedzie, dopoki nie sprawdzisz na
                          wlasnej skorze. Ja sprawdzalem!

                          Przerdzewialy i powiazany sznurkiem ford falcon moze rzeczywiscie nie jest
                          piekny, ale przynajmniej jezdzi. Samochody w takim stanie widzialem w wielu
                          krajach - kazdy jezdzi tym, na co go stac.

                          W Polsce bylem miesiac temu - mieszkalem w dwuletnim budynku w Warszawie - to
                          takie nowoczesne blokowisko-getto, ogrodzone i ze staznikami, 7 pieter, sasiad
                          nade mna chodzil. jakby mial drewniana noge, ten przez sciane budzil mnie
                          kichajac, a tacy naprzeciwko uprawiajac seks zagluszali mi telewizje. Z daleka
                          to troszke ladniej wyglada, ale mieszka sie tak samo. Czy tam nie mogliby
                          budowac normalnych domow, jak za dawnych czasow?

                          Nie jestem specjalista od olowkow, ale moze szukasz nie w tym sklepie, co
                          potrzeba? W Polsce idziesz do hipermarketu, tu moze lepies sproboj sklep dla
                          hobbistow (np. Lincraft), albo dla artystow?

                          Skoro porownujemy rzeczy podobne, to gdzie w Warszawie wynajmiesz dom - nawet
                          ruine - za 1800 pln na miesiac? Tutaj nie jest potrzebna az taka izolacja
                          termiczna, bo inne sa standardy. Przez 2 zimy uzywalem ogrzewania, bo bylo mi
                          zimno, ale poniewaz znajomi mowili, ze w Sydney jest taki cieply klimat, to
                          trzeciej zimy sprobowalem. Cieply sweter, herbata i bez ogrzewania. Nie bylo za
                          przyjemnie, ale mozna wytrzymac. Zima trwa tu tylko 3 miesiace, z tego pierwszy
                          i ostatni naprawde nie wymagaja ogrzewania, tylko okolo miesiaca jest naprawde
                          chlodno.

                          Co do cen w sklepach, to prosze porownuj albo markowe produkty, albo produkty
                          wlasne supermarketow.

                          Mariola, ciesze sie, ze tak milo nam sie wymienia opinie, przeciez wcale sie
                          nie musimy do konca zgadzac. Ale czuje, ze mozesz sie rozczarowac UK, i dlatego
                          czuje sie w obowiazku Cie ostrzec.

                          Pozdrowienia.
                        • Gość: ewka Re: Zycie w Uk IP: *.dial.tor1.sprint-canada.net 11.04.03, 00:49
                          Wszystko jest "kwestia gustu", ale jesli sie decydujesz na emigracje, to Ty
                          bedziesz sie musiala przystosowac do srodowiska i otoczenia a nie odwrotnie.
                          Porownujesz jablka i pomarancze i narzekasz. W Europie jest inny styl zycia,
                          zwlaszcza w Polsce, gdzie ludzie wszystko robia na pokaz. Nie stac ich na
                          cos, ale i tak to jakos zdobeda, bo Iksinski to ma, to ja tez musze miec i
                          jeszcze musi byc drozsze i lepsze. Wyluzuj sie troche, bo inaczej to mozesz o
                          emigracji zapomniec: nie bedziesz szczesliwa porownujac wszystko do Polski
                          czy Europy. A juz najgorszy emigrant to taki, ktory tylko wiecznie narzeka na
                          kraj swojego pobytu i ciagle te same gadki produkuje az do znudzenia. Siedzi
                          w tym swoim koleczku polonijnym i na inne kultury sie wykrzywia tylko. Juz
                          lepiej by siedzial w Polsce i przebieral i wybieral wsrod roznorakich
                          artykulow biurowych. A tak na marginesie, to dlugopis czy olowek jest do
                          pisania a nie podziwania i brak czy nadmiar wyboru dla wiekszosci osob jest
                          bez znaczenia. No chyba, ze jestes hobbystka i zbierasz je do kolekcji.
                          • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.b.002.ade.iprimus.net.au 11.04.03, 15:21
                            Gość portalu: ewka napisał(a):

                            > Wszystko jest "kwestia gustu", ale jesli sie decydujesz na emigracje, to Ty
                            > bedziesz sie musiala przystosowac do srodowiska i otoczenia a nie
                            odwrotnie.
                            > Porownujesz jablka i pomarancze i narzekasz. W Europie jest inny styl
                            zycia,
                            > zwlaszcza w Polsce, gdzie ludzie wszystko robia na pokaz. Nie stac ich na
                            > cos, ale i tak to jakos zdobeda, bo Iksinski to ma, to ja tez musze miec i
                            > jeszcze musi byc drozsze i lepsze. Wyluzuj sie troche, bo inaczej to mozesz
                            o
                            > emigracji zapomniec: nie bedziesz szczesliwa porownujac wszystko do Polski
                            > czy Europy. A juz najgorszy emigrant to taki, ktory tylko wiecznie narzeka
                            na
                            > kraj swojego pobytu i ciagle te same gadki produkuje az do znudzenia.
                            Siedzi
                            > w tym swoim koleczku polonijnym i na inne kultury sie wykrzywia tylko. Juz
                            > lepiej by siedzial w Polsce i przebieral i wybieral wsrod roznorakich
                            > artykulow biurowych. A tak na marginesie, to dlugopis czy olowek jest do
                            > pisania a nie podziwania i brak czy nadmiar wyboru dla wiekszosci osob jest
                            > bez znaczenia. No chyba, ze jestes hobbystka i zbierasz je do kolekcji.

                            Ja na razie jeszcze nie jestem emigrantka - po prostu chcialam sie dowiedziec
                            co nie coo UK ( oferta pracy ) i ktos zauwazyl, ze pisze z Australii i to
                            prawda jestem tutaj na krotkich wakacjach, i padlo pytanie dlaczego nie chce
                            zostac w Australii - to napisalam , ze po prostu mi sie tutaj nie podoba -
                            wiem , ze jest tutaj duzo lepiej niz w PL - ale ja znam rowniez DE i Dk i tam
                            jest po prostu duzo ladniej ( nie mowie o naturze - ten temat mnie nie rusza )
                            i jest wyzszy poziom zycia niz w Australii - ale to jest tylko moj pkt widzenia
                            pozdrawiam
                            Mariola
                            • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 11.04.03, 16:15
                              Mariola,

                              To moze sprobuj wyjechac do DE lub DK a nie do nieznanego Ci kraju, jakim jest
                              UK? Albo wybierz sie do UK na rekonesans - ale nie zwiedzaj atrakcji
                              turystycznych, tylko przyjrzyj sie, jak mieszkaja i zyja prawdziwi ludzie?
                              • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.a.001.ade.iprimus.net.au 12.04.03, 16:12
                                Gość portalu: paul napisał(a):

                                > Mariola,
                                >
                                > To moze sprobuj wyjechac do DE lub DK a nie do nieznanego Ci kraju, jakim
                                jest
                                > UK?

                                Oj bardzo bym chciala do De lub Dk ale niestety oni nie maja takich programow
                                imigracyjnych ani nie potrezbuja nauczycieli

                                Albo wybierz sie do UK na rekonesans - ale nie zwiedzaj atrakcji
                                > turystycznych, tylko przyjrzyj sie, jak mieszkaja i zyja prawdziwi ludzie?

                                Absolutnie sie zgadzam i chyba tak zrobie
                                pozdrawiam
                                mariola
                                • nexus7 Re: Zycie w Uk 12.04.03, 16:44
                                  >
                                  > Albo wybierz sie do UK na rekonesans - ale nie zwiedzaj atrakcji
                                  > > turystycznych, tylko przyjrzyj sie, jak mieszkaja i zyja prawdziwi ludzie?
                                  >
                                  > Absolutnie sie zgadzam i chyba tak zrobie
                                  > pozdrawiam
                                  > mariola

                                  No to zapraszamy do UK, odezwij sie jak bedziesz przyjezdzac smile
                                • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 14.04.03, 14:37
                                  Skoro DE i DK nie maja takich programow, to znaczy byc moze, ze nie potrzebuja
                                  ludzi z innych krajow. Wiec gdybys nawet mogla tam mieszkac, to mialabys sklepu
                                  i domy takie, jak Ci sie podobaja, ale ludzie mogliby wcale nie byc dla Ciebie
                                  otwarci.
                                  Powodzenia na rekonesansie w UK.
                                  A wlasciwie, to dlaczego chcesz wyjechac z Polski???
                                  • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.c.002.ade.iprimus.net.au 14.04.03, 15:41
                                    Gość portalu: paul napisał(a):

                                    > Skoro DE i DK nie maja takich programow, to znaczy byc moze, ze nie
                                    potrzebuja
                                    > ludzi z innych krajow.


                                    byc moze i tak jest


                                    Wiec gdybys nawet mogla tam mieszkac, to mialabys sklepu
                                    >
                                    > i domy takie, jak Ci sie podobaja, ale ludzie mogliby wcale nie byc dla
                                    Ciebie
                                    > otwarci.


                                    Z ta otwartoscia to nie jest tak najlepiej w tej australii - tak twierdzi moja
                                    rodzinka tutaj - ja sie spotykamtylko z roznymi tubylcami jako klientka - tak
                                    wiec do mnie sie usmiechaja - ale to jest wszedzie nawet w PL - tutaj mysle
                                    odreagowuja to za kierownica - takiego chamstwa jak tutaj ( tyle trabienia,
                                    pokazywania niektoorych palcow, itp ) nie spotkalam nawet w godzinie szczytu
                                    w Warszawie. Nie wiem czy wiesz ( ja sie o tym wlasnie teraz dowiedzialam ) ze
                                    w Australii do 1972 byla tzw. polityka bialego czlowieka - wiekszosc
                                    spoleczenstwa nadal to pamieta i nie wiem czy tak kocha emigrantow czy tez
                                    traktuje ich jak zlo konieczne. JAkby bylo w De czy tez w Dk nie wiem - moze
                                    masz racje - myslac o emigracji/wyjezdzie w celach ekonomicznych zakladam
                                    watek bycia na marginesie

                                    > Powodzenia na rekonesansie w UK.
                                    > A wlasciwie, to dlaczego chcesz wyjechac z Polski???


                                    Hmmm.....krytykujac Australie nadal zdaje sobie sprawe ze jest to zapewne
                                    duzo lepszy kraj do zycia niz Pl
                                    a dlaczego mysle o wyjezdzie:
                                    - kiepska kondycja ekonomiczna Pl - ten kraj chyba jednak bedzie zawsze
                                    gospodarzyl bardziej w stylu Argentynskim niz w stylu niemieckim - co nie jest
                                    zbyt zdrowe dla psychyki mieszkancow
                                    - przyszlosc dla dzieci
                                    - moja wlasna starosc z wypracowana emerytura w portfelu a nie na papierze

                                    no i kilka innych powodow

                                    pozdrawiam
                                    mariola
                                    • ex-rak Re: Zycie w Uk 14.04.03, 16:19
                                      Gość portalu: mariola napisał(a):

                                      >
                                      > Z ta otwartoscia to nie jest tak najlepiej w tej australii - tak twierdzi
                                      moja
                                      > rodzinka tutaj - ja sie spotykamtylko z roznymi tubylcami jako klientka - tak
                                      > wiec do mnie sie usmiechaja - ale to jest wszedzie nawet w PL - tutaj mysle
                                      > odreagowuja to za kierownica - takiego chamstwa jak tutaj ( tyle trabienia,
                                      > pokazywania niektoorych palcow, itp ) nie spotkalam nawet w godzinie szczytu
                                      > w Warszawie.

                                      No przynajmniej pod tym wzgledem UK moze Ci sie podobac. Brytyjscy kierowcy sa
                                      bardzo flegmatyczni i gentelmenscy. Warszawa to dzungla w porownaniu.
                                      Chyba ze trafisz na jakiegos napalonego emigranta.
                                    • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 14.04.03, 17:05
                                      To prawda, ze do lat '70 dwudziestego wieku obowiazywala "white Australia
                                      policy", ale to sie juz dawno skonczylo. Nadal wiele jest do zrobienia,
                                      szczegolnie jesli chodzi o rdzennych Australijczykow. Natomiast jest to jeden z
                                      wiodacych krajow, jesli chodzi o wielokulturowosc. Twoi krewni sa chyba tego
                                      dowodem. Na to, co piszesz o ich narzekaniu, to ja patrze z duzym przymruzeniem
                                      oka, gdyz znam takie reakcje. Tak zwykle reaguja Polacy, ktorzy generalnie
                                      lubia narzekac, a jak nawet nie maja na co, to sobie znajda. Brytyjczycy sa
                                      zreszta tylko troche lepsi (tzw. Whingeing Poms).
                                      Co do kierowcow, to jakos chyba innych spotykamy, bo ci moi zawsze mnie
                                      wpuszczaja, a przypadki chamstwa naleza do rzadkosci. I co najwazniejsze - nie
                                      parkuja na chodnikach (co w Polsce zawsze mnie wyprowadza z rownowagi, choc
                                      naleze do spokojnych). Oraz, widzac pieszego chcacego przejsc, australijski
                                      kierowca hamuje, zamiast dodac gazu, aby przejechac Ci po stopach (jak to sie
                                      robi w Warszawie). Choc przydaloby sie niektorych nauczyc uzywania
                                      kierunkowskazow. Generalnie nie zauwazam wielkich roznic miedzy kierowcami w UK
                                      i AU.

                                      Co do powodow wyjazdu, to w zupelnosci rozumiem. Choc musze dodac, ze jesli nie
                                      bedziesz bardziej otwarta na inne kultury, to trudno Ci bedzie oczekiwac
                                      wzajemnosci.
                                      • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.ade0310.ade.iprimus.net.au 15.04.03, 15:59
                                        Gość portalu: paul napisał(a):

                                        > To prawda, ze do lat '70 dwudziestego wieku obowiazywala "white Australia
                                        > policy", ale to sie juz dawno skonczylo. Nadal wiele jest do zrobienia,
                                        > szczegolnie jesli chodzi o rdzennych Australijczykow. Natomiast jest to
                                        jeden z
                                        >
                                        > wiodacych krajow, jesli chodzi o wielokulturowosc. Twoi krewni sa chyba tego
                                        > dowodem. Na to, co piszesz o ich narzekaniu, to ja patrze z duzym
                                        przymruzeniem
                                        >
                                        > oka, gdyz znam takie reakcje. Tak zwykle reaguja Polacy, ktorzy generalnie
                                        > lubia narzekac, a jak nawet nie maja na co, to sobie znajda.

                                        A jak tu nie narzekac na chlod w mieszkaniu jak sie tego po prostu nie lubi.
                                        Generalnie zastanawialam sie nad tym co jeden z uczestnikow a moze wiecej niz
                                        jeden napisalo, a mianowicie, ze trzeba akceptowac swoje nowe panstwo i
                                        zapomniec o przeszlosci itp. Zgadzam sie , ze trzeba akceptowac ale nie slepo,
                                        czytalam troche na internecie o immigracji do Australii i pisza tam na
                                        stronach rzadowych, ze oczekuja od nowych immigrantow wniesienia roznych
                                        wartosci i udoskonalen do zycia w Australii i tu jest miejsce na to co my
                                        mozemy wniesc. Zeby podac dwa przyklady
                                        - wszyscy obcokrajowcy chwala nasze wedliny - wrecz sie nimi zajadaja -
                                        dlaczego wiec ich nie promowac zamiast jesc bedac w Australii wyroby
                                        tutejszych rzeznikow, ktore niewiele wspolnego maja z tym czym powinny byc z
                                        samej nazwy - mysle, ze dobrze wiesz o czym pisze np. cos co rutaj nazywaja
                                        kielbasa
                                        - ogrzewanie i izolacja budynkow - naprawde nie ma nic dobrego ani zdrowego w
                                        marznieciu we wlasnym domu - dlatego moze nalezy zaczac tubylcow przekonywac
                                        do rozwiazan , ktore sie przyjely nie tylko w Pl ale i w innych duzo lepiej
                                        rozwinietych krajach a nie siedziec przez kilka miesiecy w pieciu swetrach
                                        nadal sie trzesac z zimna
                                        to takie dwa przyklady ( ten z kielbasa bez znaczenia ) a jest ich zapewne
                                        wiecej - tego oczekuje od imigrantow w Australii pan minister ( bodajze
                                        Rudock ) od tych spraw a nie slepego dostosowywania sie



                                        Brytyjczycy sa
                                        > zreszta tylko troche lepsi (tzw. Whingeing Poms).
                                        > Co do kierowcow, to jakos chyba innych spotykamy, bo ci moi zawsze mnie
                                        > wpuszczaja, a przypadki chamstwa naleza do rzadkosci. I co najwazniejsze -
                                        nie
                                        > parkuja na chodnikach (co w Polsce zawsze mnie wyprowadza z rownowagi, choc
                                        > naleze do spokojnych). Oraz, widzac pieszego chcacego przejsc, australijski
                                        > kierowca hamuje, zamiast dodac gazu, aby przejechac Ci po stopach (jak to
                                        sie
                                        > robi w Warszawie). Choc przydaloby sie niektorych nauczyc uzywania
                                        > kierunkowskazow. Generalnie nie zauwazam wielkich roznic miedzy kierowcami w
                                        UK
                                        >
                                        > i AU.

                                        jezdzilismy widac po zupelnie innych ulicach w tych samych miastach.

                                        >
                                        > Co do powodow wyjazdu, to w zupelnosci rozumiem. Choc musze dodac, ze jesli
                                        nie
                                        >
                                        > bedziesz bardziej otwarta na inne kultury, to trudno Ci bedzie oczekiwac
                                        > wzajemnosci.

                                        Otwarta mysle jestem ( a moze sie myle) ale slepo stosowac sie do zlych
                                        przyzwyczajen tez nie mam ochoty.
                                        pozdrawiam
                                        mariola
                                        • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 16.04.03, 14:25
                                          Mariola,

                                          Wlasnie masz racje! Zamiast narzekac, trzeba cos robic! Albo polubic chlod,
                                          albo sobie czyms podgrzac. Wiekszosc nie narzeka, tylko instaluje sobie
                                          grzejnik i po problemie. A jesli masz pomysl na wprowadzenie rozwiazan w stylu
                                          polskim, to prosze bardzo, sprobuj, i moze na tym nawet niezle zarobisz. Na
                                          marginesie, w UK bardzo popularne jest "storage heating", takie elektryczne
                                          grzanie akumulacyjne, gdzie piec nagrzewa sie w nocy (bo prad tanszy), a oddaje
                                          cieplo w dzien (kiedy zwykle i tak nikogo nie ma w domu). W wyniku tego zima w
                                          nocy i rano jest goraco, a wieczorem sie marznie. A poniewaz prawie wszystkie
                                          domy nie maja izolacji termicznej (a klimat nie jest tak laskawy jak w
                                          Australii), to nie ma sensu grzac na okraglo, bo kiedy Cie nie ma w domu, to
                                          cale cieplo ucieka przez sciany. Dlatego centralne ogrzewanie (jesli je masz,
                                          bo wiele blokow buduje sie tu bez zadnego ogrzewania) ma tajmer, ktory sobie
                                          programujesz. Zwykle ludzie podgrzewaja sobie rano i wieczorem. A zima do lozka
                                          ida z goracym termoforem.
                                          Co do wedlin, to ani ja, ani sporo moich znajomych nie chwali sobie zadnych
                                          (ani tym bardziej sie nie zajada), gdyz jestesmy wegetarianami. Choc
                                          rzeczywiscie, te w tradycyjnym angielskim stylu wygladaja raczej malo
                                          atrakcyjnie. Tam gdzie mieszkalem w Sydney byl jednak sklep z organicznym
                                          miesem prowadzony przez Wlochow, ktory cieszyl sie wielka popularnoscia
                                          (kolejki przed sklepem na Gwiazdke przypominaly mi stan wojenny w Polsce).
                                          Jesli uwazasz, ze polskie produkty mialyby tu szanse, to moze sprobuj. Jeszcze
                                          jedna szansa na zostanie milionerka!
                                          O wszystkim oczywiscie zdecuje rynek, a zatem istnieje pewne ryzyko. Jednak
                                          jesli jestes pewna swoich racji, to mozesz poddac je w ten sposob publicznej
                                          ocenie. A jesli nawet nie wypadlaby ona dla Ciebie pomyslnie, to zawsze zamiast
                                          narzekac na zimno w swoim domu mozesz zainstalowac izolacje, centralne
                                          ogrzewanie i jesc wylacznie polskie wedliny. Nikt tu z tego powodu na Ciebie
                                          krzywo nie spojrzy. I wzajemnie, nie pogardzaj tymi, ktorzy z niezrozumialych
                                          powodow chca we wlasnych mieszkaniach marznac. Swoja droga, jestem przekonany,
                                          ze gdyby w Polsce zmienil sie klimat na podobny do australijskiego, to ludzie
                                          rowniez zrezygnowaliby w centralnego ogrzewania na korzysc przenosnych
                                          grzejnikow. To po prostu mniej kosztuje.
                                          W ktorej czesci Australii przebywasz? Jestem ciekawy, gdzie sa tacy nietypowi
                                          kierowcy. Wiekszosc tych, ktorych ja spotykam, nie rozni sie od tych
                                          brytyjskich, ktorych ktos tu nazwal wrecz "flegmatycznymi". I czy naprawde
                                          widzialas samochody zaparkowane na chodniku? Albo, czy ktos chce Cie
                                          przejechac, kiedy przechodzisz przez jezdnie?
                                          Ciesze sie, ze mimo wszystko jestes tak otwarta (czego nie mozna powiedziec o
                                          wiely rodakach, o czym swiadczy to forum). Nie oczekuje slepego stosowania sie
                                          do zlych (w Twoim odczuciu) przyzwyczajen, ale mialbym nadzieje jedynie na
                                          akceptacje dla odmiennosci.
                                          • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.b.002.ade.iprimus.net.au 17.04.03, 14:47
                                            Gość portalu: paul napisał(a):

                                            Paul,

                                            jak zwykle odp. tudziez komentarze za twoimi sentencjami - hmm....troche to
                                            dziwne, ze dyskusjadosyc liczna o Uk przemienila sie w nasza wymiane pogladow
                                            na temat Australii--ale Ok

                                            > Mariola,
                                            >
                                            > Wlasnie masz racje! Zamiast narzekac, trzeba cos robic! Albo polubic chlod,
                                            > albo sobie czyms podgrzac. Wiekszosc nie narzeka, tylko instaluje sobie
                                            > grzejnik i po problemie. A jesli masz pomysl na wprowadzenie rozwiazan w
                                            stylu
                                            > polskim, to prosze bardzo, sprobuj, i moze na tym nawet niezle zarobisz.

                                            Nie mam takiej sily przebicia - biznes niegdy nie byl moja mocna strona - po
                                            prostu na wlasnym podworku chce wykorzystywac to co moim zdaniem jest lepsze

                                            Na
                                            > marginesie, w UK bardzo popularne jest "storage heating", takie elektryczne
                                            > grzanie akumulacyjne, gdzie piec nagrzewa sie w nocy (bo prad tanszy), a
                                            oddaje
                                            >
                                            > cieplo w dzien (kiedy zwykle i tak nikogo nie ma w domu). W wyniku tego zima
                                            w
                                            > nocy i rano jest goraco, a wieczorem sie marznie. A poniewaz prawie
                                            wszystkie
                                            > domy nie maja izolacji termicznej


                                            czy naprawde tak wiele domow jest bez izolacji w UK -brrr???

                                            (a klimat nie jest tak laskawy jak w
                                            > Australii), to nie ma sensu grzac na okraglo, bo kiedy Cie nie ma w domu, to
                                            > cale cieplo ucieka przez sciany. Dlatego centralne ogrzewanie (jesli je
                                            masz,
                                            > bo wiele blokow buduje sie tu bez zadnego ogrzewania) ma tajmer, ktory sobie
                                            > programujesz. Zwykle ludzie podgrzewaja sobie rano i wieczorem. A zima do
                                            lozka
                                            >
                                            > ida z goracym termoforem.
                                            > Co do wedlin, to ani ja, ani sporo moich znajomych nie chwali sobie zadnych
                                            > (ani tym bardziej sie nie zajada), gdyz jestesmy wegetarianami.

                                            rozumiem

                                            Choc
                                            > rzeczywiscie, te w tradycyjnym angielskim stylu wygladaja raczej malo
                                            > atrakcyjnie. Tam gdzie mieszkalem w Sydney byl jednak sklep z organicznym
                                            > miesem prowadzony przez Wlochow, ktory cieszyl sie wielka popularnoscia
                                            > (kolejki przed sklepem na Gwiazdke przypominaly mi stan wojenny w Polsce).
                                            > Jesli uwazasz, ze polskie produkty mialyby tu szanse, to moze sprobuj.
                                            Jeszcze
                                            > jedna szansa na zostanie milionerka!
                                            > O wszystkim oczywiscie zdecuje rynek, a zatem istnieje pewne ryzyko. Jednak
                                            > jesli jestes pewna swoich racji, to mozesz poddac je w ten sposob publicznej
                                            > ocenie. A jesli nawet nie wypadlaby ona dla Ciebie pomyslnie, to zawsze
                                            zamiast
                                            >
                                            > narzekac na zimno w swoim domu mozesz zainstalowac izolacje, centralne
                                            > ogrzewanie i jesc wylacznie polskie wedliny. Nikt tu z tego powodu na Ciebie
                                            > krzywo nie spojrzy. I wzajemnie, nie pogardzaj tymi, ktorzy z
                                            niezrozumialych
                                            > powodow chca we wlasnych mieszkaniach marznac. Swoja droga, jestem
                                            przekonany,
                                            > ze gdyby w Polsce zmienil sie klimat na podobny do australijskiego, to
                                            ludzie
                                            > rowniez zrezygnowaliby w centralnego ogrzewania na korzysc przenosnych
                                            > grzejnikow. To po prostu mniej kosztuje.
                                            > W ktorej czesci Australii przebywasz? Jestem ciekawy, gdzie sa tacy
                                            nietypowi
                                            > kierowcy.

                                            Ja nie przebywam , jestem po prostu na "wywczasach" u rodziny w Sydney


                                            Wiekszosc tych, ktorych ja spotykam, nie rozni sie od tych
                                            > brytyjskich, ktorych ktos tu nazwal wrecz "flegmatycznymi".

                                            Tu sie zgadzam - ale jest niewielka grupa tych nie flegmatycznych i ci sa
                                            bardzo glosni i lubia pokazywac pewne palce

                                            I czy naprawde
                                            > widzialas samochody zaparkowane na chodniku?

                                            Tego akurat nie widzialam - skad to przypuszczenie



                                            Albo, czy ktos chce Cie
                                            > przejechac, kiedy przechodzisz przez jezdnie?

                                            A to sie zdarzalo - ale to sie zdarza wszedzie mysle

                                            > Ciesze sie, ze mimo wszystko jestes tak otwarta (czego nie mozna powiedziec
                                            o
                                            > wiely rodakach, o czym swiadczy to forum). Nie oczekuje slepego stosowania
                                            sie
                                            > do zlych (w Twoim odczuciu) przyzwyczajen, ale mialbym nadzieje jedynie na
                                            > akceptacje dla odmiennosci.

                                            Akceptuje ich odmiennosc i jak najbardziej doceniam to , ze stworzyli kraje
                                            duzo lepsze do zycia dla przecietnego smiertelnika niz rzadzacy w PL (
                                            przeciez dlatego mysle o wyjezdzie ) - ale jednoczesnie uwielbiam cieplo w
                                            domu a tego w Australii tak niewiele niestety

                                            pozdrawiam
                                            mariola


                                            • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 17.04.03, 15:37
                                              Mariola,
                                              Dzieki za odpowiedz. Ja widze nasza dyskusje troche inaczej - to ktos inny
                                              zauwazyl, ze piszesz z Australii, i zapytal o szcegoly, a ja jedynie staram sie
                                              troche prowadzic te dyskusje na poziomie ogolnym, i troche zahaczyc o UK, bo
                                              Australia i UK maja wiele rzeczy bardzo podobnych (z wyjatkiem klimatu), i
                                              naprawde boje sie, ze UK takze moze Cie rozczarowac. A do tego naprawde milo
                                              sie z Toba wymienia poglady, ktorych zreszta bardzo jestem ciekawy.
                                              Tak, W UK wiele domow jest bez izolacji, a nawet bez ogrzewania. A podwojne
                                              szyby w oknach wciaz uchodza za luksus.
                                              Co do kierowcow, to ci "nieflegmatyczni" wydaja mi sie raczej rzadkoscia,
                                              podczas, gdy np. w Warszawie stanowia wiekszosc - tzw. "dresiarze".
                                              O samochodach zaparkowanych na chodniku i nieprzepuszczaniu pieszych przez
                                              jezdnie wspomnialem dlatego, ze dla mnie osobiscie to jeden z glownych
                                              wykladnikow kultury kierowcow.
                                              Piszesz, ze ciepla w domu w Australii "tak niewiele niestety". Czy Twoi krewni
                                              naprawde nie maja ogrzewania? Przeciez w Australii teraz jest dopiero jesien.
                                              Wiec chyba jeszcze nie marzniesz? I w ktorej czesci Sydney przebywasz?
                                              Musze tez dodac, ze Australia to ogromny kraj, z roznym wplywami w roznych jej
                                              czesciach. Trudno byloby np. po wizycie w Amsterdamie (ktory np. mojej znajomej
                                              sie wyjatkowo nie podobal) powiedziec: "nie lubie Europy". Dlatego, jesli
                                              pojedziesz np do Poludniowej Australi, to odkryjesz, ze prawie wszystki domy sa
                                              tam z kamienia lub cegly (a nie z plyty), i prawie wszystkie maja zamontowane i
                                              jakies ogrzewanie (czasem lepsze, czasem gorsze), i nawet klimatyzacje. Polecam.
                                              Podobnie w UK - np. w Edynburgu domy kosztuja jedna trzecia tego, co w
                                              Londynie, a jakosc zycia jest nieporownywalnie wyzsza. Wielkie miasta sa zwykle
                                              drogie, wiec ludzi nie stac tam na dodatkowe udogodnienia.
                                              Pozdrowienia!

                                              • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 17.04.03, 16:42
                                                Przy okazji: polecam link ilustrujacy nasza wymiane opinii:

                                                entertainment.news.com.au/common/story_page/0,4459,6298376%255E10431%255E%255Enbv,00.html

                                                Wesolych Swiat!
                                              • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.ade0205.ade.iprimus.net.au 18.04.03, 13:36
                                                Gość portalu: paul napisał(a):

                                                > Mariola,
                                                > Dzieki za odpowiedz. Ja widze nasza dyskusje troche inaczej - to ktos inny
                                                > zauwazyl, ze piszesz z Australii, i zapytal o szcegoly, a ja jedynie staram
                                                sie
                                                >
                                                > troche prowadzic te dyskusje na poziomie ogolnym, i troche zahaczyc o UK, bo
                                                > Australia i UK maja wiele rzeczy bardzo podobnych (z wyjatkiem klimatu), i
                                                > naprawde boje sie, ze UK takze moze Cie rozczarowac. A do tego naprawde milo
                                                > sie z Toba wymienia poglady, ktorych zreszta bardzo jestem ciekawy.
                                                > Tak, W UK wiele domow jest bez izolacji, a nawet bez ogrzewania. A podwojne
                                                > szyby w oknach wciaz uchodza za luksus.
                                                > Co do kierowcow, to ci "nieflegmatyczni" wydaja mi sie raczej rzadkoscia,
                                                > podczas, gdy np. w Warszawie stanowia wiekszosc - tzw. "dresiarze".

                                                Na pewno nie stanowia wiekszosci ale sa najbardziej widoczni - oni sa rowniez
                                                jednym z powodow, ze mysle o wyjezdzie z PL

                                                > O samochodach zaparkowanych na chodniku i nieprzepuszczaniu pieszych przez
                                                > jezdnie wspomnialem dlatego, ze dla mnie osobiscie to jeden z glownych
                                                > wykladnikow kultury kierowcow.

                                                Absolutnie tak

                                                > Piszesz, ze ciepla w domu w Australii "tak niewiele niestety". Czy Twoi
                                                krewni
                                                > naprawde nie maja ogrzewania? Przeciez w Australii teraz jest dopiero
                                                jesien.

                                                Maja klime ducted air condition - ale twierdza, ze jeszcze za wczesnie zeby ja
                                                wlaczac - wlasnie stoja za mna i sie smieja ze mi zimno - na szczescie za
                                                kilka dni beda juz w cieplym domku w PL - dobrze ze w cieplym szkoda ze w PL.


                                                \\
                                                > Wiec chyba jeszcze nie marzniesz? I w ktorej czesci Sydney przebywasz?
                                                > Musze tez dodac, ze Australia to ogromny kraj, z roznym wplywami w roznych
                                                jej
                                                > czesciach. Trudno byloby np. po wizycie w Amsterdamie (ktory np. mojej
                                                znajomej
                                                >
                                                > sie wyjatkowo nie podobal) powiedziec: "nie lubie Europy". Dlatego, jesli
                                                > pojedziesz np do Poludniowej Australi, to odkryjesz, ze prawie wszystki domy
                                                sa
                                                >
                                                > tam z kamienia lub cegly (a nie z plyty), i prawie wszystkie maja
                                                zamontowane i
                                                >
                                                > jakies ogrzewanie (czasem lepsze, czasem gorsze), i nawet klimatyzacje.
                                                Polecam
                                                > .
                                                > Podobnie w UK - np. w Edynburgu domy kosztuja jedna trzecia tego, co w
                                                > Londynie, a jakosc zycia jest nieporownywalnie wyzsza. Wielkie miasta sa
                                                zwykle
                                                >
                                                > drogie, wiec ludzi nie stac tam na dodatkowe udogodnienia.
                                                > Pozdrowienia!

                                                rowniez wszystkiego najlepszego z okazji swiat

                                                Pozdrawiam
                                                Mariola

                                                • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 22.04.03, 12:14
                                                  Ducted air conditioning! Nigdy sam tego nie doswiadczylem, ale ma to opinie
                                                  jednego z najlepszych systemow ogrzewania. Po wyjezdzie do Australii mieszkalem
                                                  przez jakis czas w Polsce, i chyba przyzwyczailem sie do chlodu, bo zakrecalem
                                                  sobie grzejniki wychodzac z domu. Wiec chyba rozumiem Wwoich gospodarzy.
                                                  Czytalem tez ciekawa ksiazke pewnego dermatologa (niestety nie pamietam ani
                                                  tytulu, ani autora), ktory jako jedna z przyczyn roznych dermatoz i chorob
                                                  skory wyroznil przegrzewanie.
                                                  Mariola, zycze Ci wszystkiego najlepszego, ale wydaje mi sie, ze w UK Ty po
                                                  prostu bedziesz marznac.
    • jaleo Re: Zycie w Uk 01.04.03, 17:02
      Mariola,

      Moze warto sie rozejrzec w innych czesciach Anglii? Nauczycieli brakuje
      wszedzie! Co prawda w londynie dostaja dodatek londynski, ale pewnie roznica w
      pensji nie jest taka duza. Za to domy i mieszkania o wiele drozsze. Dokladnie
      dlatego w Londynie tak bardzo brakuje nauczycieli, bo po prostu z
      nauczycielskiej pensji bardzo ciezko sie utrzymac, nie mowiac juz o rodzinie z
      dziecmi.

      Za taka pensje dla 4 osobowej rodziny w calej Anglii chyba bedzie dosc krucho,
      tzn mozna wyzyc, ale jakosc tego zycia pewnie nie za wielka. Ale jesli maz zna
      angielski, to pewnie cos znajdzie, w Anglii jest niewielkie bezrobocie.
      • nexus7 Re: Zycie w Uk 01.04.03, 17:13
        Oczywisice, ze nie da sie za taka pensje kupic domu w Londynie, nowego
        samochodu i wakacji na Karaibach co rok.
        Jest to natomiast bardzo przyzwoita pensja dla kogos kto DOPIERO ZACZYNA PRACE.
        Nie mozna miec przeciez wszystkiego od razu.

        PS Poza Londynem jest zdecydowanie taniej smile
        • jaleo Re: Zycie w Uk 01.04.03, 17:37
          nexus7 napisał:

          > Oczywisice, ze nie da sie za taka pensje kupic domu w Londynie, nowego
          > samochodu i wakacji na Karaibach co rok.
          > Jest to natomiast bardzo przyzwoita pensja dla kogos kto DOPIERO ZACZYNA
          PRACE.
          >
          > Nie mozna miec przeciez wszystkiego od razu.
          >
          > PS Poza Londynem jest zdecydowanie taniej smile

          Nexus, zgadzam sie, ze dla swiezoupieczonego, samotnego absolwenta, to jest
          dobra pensja. Ale dla czteroosobowej rodziny? Sama mam 4 osobowa rodzine i
          wiem z autopsji, ile wydajemy na utrzymanie. I to w jednym z tanszych regionow
          Anglii. A bynajmniej nie jezdzimy co roku na Karaiby wink

          Fakt, nie mozna miec wszystkiego od razu i ludzie maja bardzo rozbiezne
          wymagania i oczekiwania, ale jak sie ma dzieci, to przeciez wazne jest
          mieszkanie w czystej, spokojnej dzielnicy, gdzie sa dobre szkoly.


          • nexus7 Re: Zycie w Uk 01.04.03, 17:53
            jaleo napisała:

            > nexus7 napisał:
            >
            > > Oczywisice, ze nie da sie za taka pensje kupic domu w Londynie, nowego
            > > samochodu i wakacji na Karaibach co rok.
            > > Jest to natomiast bardzo przyzwoita pensja dla kogos kto DOPIERO ZACZYNA
            > PRACE.
            > >
            > > Nie mozna miec przeciez wszystkiego od razu.
            > >
            > > PS Poza Londynem jest zdecydowanie taniej smile
            >
            > Nexus, zgadzam sie, ze dla swiezoupieczonego, samotnego absolwenta, to jest
            > dobra pensja. Ale dla czteroosobowej rodziny? Sama mam 4 osobowa rodzine i
            > wiem z autopsji, ile wydajemy na utrzymanie. I to w jednym z tanszych
            regionow
            >
            > Anglii. A bynajmniej nie jezdzimy co roku na Karaiby wink
            >
            > Fakt, nie mozna miec wszystkiego od razu i ludzie maja bardzo rozbiezne
            > wymagania i oczekiwania, ale jak sie ma dzieci, to przeciez wazne jest
            > mieszkanie w czystej, spokojnej dzielnicy, gdzie sa dobre szkoly.
            >
            >
            I to jest wlasnie podstawowa kwestia. Decydujac sie na emigracje raczej trudno
            bedzie od samego poczatku miec status, ktory pozwoli na mieszkanie w czystej,
            spokojnej dzielnicy, gdzie sa dobre szkoly. Nalezy wziac pod uwage to na jakim
            poziomie sie zyje przed wyjazdem i na co jest sie przygotowanym w krotkiej
            perspektywie. A z taka poczatkowa pensja i potencjalnie druga osoba w rodzinie
            pracujaca przyszlosc rysuje sie raczej rozowa, z czasem i na Karaiby wystarczy.
            • jaleo Re: Zycie w Uk - pewnie miasz racje... 01.04.03, 18:10
              nexus7 napisał:

              > I to jest wlasnie podstawowa kwestia. Decydujac sie na emigracje raczej
              trudno
              > bedzie od samego poczatku miec status, ktory pozwoli na mieszkanie w czystej,
              > spokojnej dzielnicy, gdzie sa dobre szkoly. Nalezy wziac pod uwage to na
              jakim
              > poziomie sie zyje przed wyjazdem i na co jest sie przygotowanym w krotkiej
              > perspektywie. A z taka poczatkowa pensja i potencjalnie druga osoba w
              rodzinie
              > pracujaca przyszlosc rysuje sie raczej rozowa, z czasem i na Karaiby
              wystarczy.

              Fakt, patrzylam troche subiektywnie, tzn. czego ja bym oczekiwala gdybym
              zdecydowala sie gdzies przeprowadzic. Ale to przeciez nie te realia.

              Ale nadal obstaje przy odradzaniu Londynu wink Jest tyle fajnych miejsc na
              wyspie, i nauczycieli tez wszedzie potrzebuja... Moj wlasny maz jest
              nauczycielem z wyksztalcenia, a w zawodzie wytrzymal tylko rok hihi
              • nexus7 Re: Zycie w Uk - pewnie ze mam 01.04.03, 18:46
                jaleo napisała:

                >
                > Ale nadal obstaje przy odradzaniu Londynu wink Jest tyle fajnych miejsc na
                > wyspie, i nauczycieli tez wszedzie potrzebuja... Moj wlasny maz jest
                > nauczycielem z wyksztalcenia, a w zawodzie wytrzymal tylko rok hihi

                Zgadzam sie w pelni ! Z daleka od Londynu !
                • Gość: Ania Re: Zycie w Uk - pewnie ze mam IP: *.demon.co.uk 02.04.03, 11:59
                  A ja sie nie zgadzam. Jak juz decydowac sie na emigracje do UK to tylko do
                  Londynu. Wyjazd z Polski z dziecmi to powazny krok, zostawia sie rodzine,
                  znajomych, znane katy i wszystko swojskie i oswojone. To dosyc dramatyczna
                  decyzja i najlatwiej chyba ja jakos zlagodzic i latwiej przelknac w Londynie.
                  To fantastyczne i fascynujace miasto, zycie wrze, mnostwo wrazen, dziwactw,
                  rozmaitosci. Na 'prowincji' angielskiej jest, przepraszam wszystkich
                  milosnikow 'wsi' podlondynskich troche nijako i nudno, a poza tym dla swiezo
                  upieczonych emigrantow to chyba nie najlepsze miejsce, poczucie osamotnienia
                  bedzie wieksze kiedy sie trafi do malej spolecznosci, w Londynie jak ktos juz
                  tu wspomnial, wszyscy sa przyjezdni, latwiej sie wtopic w tlum, no i o
                  znajomych latwiej, jest mnostwo miejsc gdzie mozna ich ewentualnie spotkac. A
                  na dobre szkoly i czyste dzielnice to chyba przyjdzie pora po kilku latach
                  adaptacji i przypasowywania sie. Londyn rules!
                  A teraz siadam i czekam na grad wyzwisk....
                  • jaleo Re: Zycie w Uk - pewnie ze mam 02.04.03, 12:45
                    Gość portalu: Ania napisał(a):

                    > A ja sie nie zgadzam. Jak juz decydowac sie na emigracje do UK to tylko do
                    > Londynu. Wyjazd z Polski z dziecmi to powazny krok, zostawia sie rodzine,
                    > znajomych, znane katy i wszystko swojskie i oswojone. To dosyc dramatyczna
                    > decyzja i najlatwiej chyba ja jakos zlagodzic i latwiej przelknac w Londynie.
                    > To fantastyczne i fascynujace miasto, zycie wrze, mnostwo wrazen, dziwactw,
                    > rozmaitosci. Na 'prowincji' angielskiej jest, przepraszam wszystkich
                    > milosnikow 'wsi' podlondynskich troche nijako i nudno, a poza tym dla swiezo
                    > upieczonych emigrantow to chyba nie najlepsze miejsce, poczucie osamotnienia
                    > bedzie wieksze kiedy sie trafi do malej spolecznosci, w Londynie jak ktos juz
                    > tu wspomnial, wszyscy sa przyjezdni, latwiej sie wtopic w tlum, no i o
                    > znajomych latwiej, jest mnostwo miejsc gdzie mozna ich ewentualnie spotkac. A
                    > na dobre szkoly i czyste dzielnice to chyba przyjdzie pora po kilku latach
                    > adaptacji i przypasowywania sie. Londyn rules!
                    > A teraz siadam i czekam na grad wyzwisk....

                    Hihihi, to w Anglii jest tylko Londyn i "wsie" podlondynskie? A z dwojka dzieci
                    to chyba nigdzie nie bedzie nudno.

                    Ta dyskusja Londyn vs reszta swiata to troche dyskusja o wyzszosci Swiat
                    Wielkanocnych itd. Kazdy ma inne upodobania i hierarchie potrzeb. Ja np w
                    Londynie nie potrafilam zagrzac miejsca, a gdzie indziej (ale nie na "wsi"
                    podlondynskiej) zyje mi sie swietnie. Jest o wiele czysciej, ludzie milsi,
                    przestepczosc mniejsza, a na zycie kulturalne i tzw rozmaitosci tez nie
                    narzekam. Obecnie mieszkam w okolicy duzego skupiska uniwersyteckiego i wiele
                    ciekawych rzeczy tu sie dzieje.
                    Nie wiem dlaczego, ale mam wrazenie Aniu, ze oprocz Londynu niewiele Anglii
                    widzialas (nie mam na mysli "widzialas" jako sightseeing wink ale jako
                    przebywanie tam na dluzej).
                    • ex-rak Re: Zycie w Uk - pewnie ze mam 02.04.03, 13:30
                      jaleo napisała:

                      > Gość portalu: Ania napisał(a):
                      >
                      > > A ja sie nie zgadzam. Jak juz decydowac sie na emigracje do UK to tylko do
                      >
                      > > Londynu. Wyjazd z Polski z dziecmi to powazny krok, zostawia sie rodzine,
                      > > znajomych, znane katy i wszystko swojskie i oswojone. To dosyc dramatyczn
                      > a
                      > > decyzja i najlatwiej chyba ja jakos zlagodzic i latwiej przelknac w Londyn
                      > ie.
                      > > To fantastyczne i fascynujace miasto, zycie wrze, mnostwo wrazen, dziwactw
                      > ,
                      > > rozmaitosci. Na 'prowincji' angielskiej jest, przepraszam wszystkich
                      > > milosnikow 'wsi' podlondynskich troche nijako i nudno, a poza tym dla swie
                      > zo
                      > > upieczonych emigrantow to chyba nie najlepsze miejsce, poczucie osamotnien
                      > ia
                      > > bedzie wieksze kiedy sie trafi do malej spolecznosci, w Londynie jak ktos
                      > juz
                      > > tu wspomnial, wszyscy sa przyjezdni, latwiej sie wtopic w tlum, no i o
                      > > znajomych latwiej, jest mnostwo miejsc gdzie mozna ich ewentualnie spotkac
                      > . A
                      > > na dobre szkoly i czyste dzielnice to chyba przyjdzie pora po kilku latach
                      >
                      > > adaptacji i przypasowywania sie. Londyn rules!
                      > > A teraz siadam i czekam na grad wyzwisk....
                      >
                      > Hihihi, to w Anglii jest tylko Londyn i "wsie" podlondynskie? A z dwojka
                      dzieci
                      >
                      > to chyba nigdzie nie bedzie nudno.
                      >
                      > Ta dyskusja Londyn vs reszta swiata to troche dyskusja o wyzszosci Swiat
                      > Wielkanocnych itd. Kazdy ma inne upodobania i hierarchie potrzeb. Ja np w
                      > Londynie nie potrafilam zagrzac miejsca, a gdzie indziej (ale nie na "wsi"
                      > podlondynskiej) zyje mi sie swietnie. Jest o wiele czysciej, ludzie milsi,
                      > przestepczosc mniejsza, a na zycie kulturalne i tzw rozmaitosci tez nie
                      > narzekam. Obecnie mieszkam w okolicy duzego skupiska uniwersyteckiego i
                      wiele
                      > ciekawych rzeczy tu sie dzieje.
                      > Nie wiem dlaczego, ale mam wrazenie Aniu, ze oprocz Londynu niewiele Anglii
                      > widzialas (nie mam na mysli "widzialas" jako sightseeing wink ale jako
                      > przebywanie tam na dluzej).

                      Ha, ha, ha, atmosfera sie podgrzewa. Ja jednak stawiam na Mariole. Majac dwojke
                      dzieci, chyba potrafi sie samookreslic i zdecydowac, czy chce prowadzic bujne
                      zycie towarzyskie w nocnych barach Londynu, czy namietnie wzdychac na
                      wichrowych wzgorzach z lektura J. Austin w rekach.
                      Ja bym zwrocil uwage na perspektywe pracy dla obojga, co by im dzieciaki z
                      glodu nie pomarly. Gdzie wieksze szanse na wsi czy w centrali?
                      • jaleo Re: Zycie w Uk - pewnie ze mam 02.04.03, 13:47
                        >
                        > Ha, ha, ha, atmosfera sie podgrzewa. Ja jednak stawiam na Mariole. Majac
                        dwojke
                        >
                        > dzieci, chyba potrafi sie samookreslic i zdecydowac, czy chce prowadzic bujne
                        > zycie towarzyskie w nocnych barach Londynu, czy namietnie wzdychac na
                        > wichrowych wzgorzach z lektura J. Austin w rekach.

                        Dokladnie! Ja chcialam tylko przedstawic inne opcje, Londyn to nie be all &
                        end all Wysp Brytyjskich!

                        > Ja bym zwrocil uwage na perspektywe pracy dla obojga, co by im dzieciaki z
                        > glodu nie pomarly. Gdzie wieksze szanse na wsi czy w centrali?

                        Nauczycieli w tej chwili brakuje wszedzie. Tylko nie wiem, czy wszedzie
                        rekrutuja z zagranicy, bo rekrutacja nauczycieli prowadzona jest lokalne
                        Councils i byc moze nie ma jednolitej strategii rekrutacyjnej...
                      • Gość: Ania Re: Zycie w Uk - pewnie ze mam IP: *.demon.co.uk 02.04.03, 14:57
                        Dla Marioli na poczatek proponuje: www.canteach.gov.uk

                        A co do niewidzenia Anglii poza Londynem. Mieszkalam pol roku na campusie
                        uniwersyteckim w Nottingham, no thanks. Przez wiele lat odwiedzalam tez czesto
                        i na dluzej Leeds. Spedzilam pare tygodni w Yorku i pedalowalam przez kilka
                        miesiecy po Cambridge. I wlasnie dlatego nadal uwazam ze dla poczatkujacego
                        emigranta, zwlaszcza z rodzina, ktory chce sie czegos dorobic Londyn jest
                        najlepszy. A uzywam terminu 'wies', bo zauwazylam ze na tym forum w roznych
                        watkach na temat UK sami mieszkancy nie-Londynu tak sie skrotowo i ladnie
                        okreslaja. A jak na urlop to Walia, Kornwalia, Lake District, czy wreszcie te
                        wrzosowiska Yorkshire sa oczywiscie zdecydowanie atrakcyjniejsze niz moloch
                        londynski.
                        • dsl Re: Zycie w Uk - pewnie ze mam 02.04.03, 15:13
                          > najlepszy. A uzywam terminu 'wies', bo zauwazylam ze na tym forum w roznych
                          > watkach na temat UK sami mieszkancy nie-Londynu tak sie skrotowo i ladnie
                          > okreslaja.

                          Wies rulez!

                          Ale tu akurat zgadzam sie z Ania. Na poczatku emigracji (nie majac duzo
                          znajomych, moze nie znajac do konca jezyka, etc.) najlatwiej jest jednak w
                          Londynie. Jak ja bym na poczatku znalazl sie na takiej wsi na ktorej mieszkam
                          to bym pewnie zwariowal z nudow... Nie mowiac o tym, ze pewnie bym pracowal
                          jako bagazowy na lotnisku... wink
                          • nexus7 Re: Zycie w Uk - pewnie ze mam 02.04.03, 15:34
                            dsl napisał:

                            >
                            > Wies rulez!
                            >
                            > Ale tu akurat zgadzam sie z Ania. Na poczatku emigracji (nie majac duzo
                            > znajomych, moze nie znajac do konca jezyka, etc.) najlatwiej jest jednak w
                            > Londynie. Jak ja bym na poczatku znalazl sie na takiej wsi na ktorej mieszkam
                            > to bym pewnie zwariowal z nudow... Nie mowiac o tym, ze pewnie bym pracowal
                            > jako bagazowy na lotnisku... wink

                            Zeby spotkac ciekawych ludzi, porobic nowe znajomosci wcale nie trzeba mieszkac
                            w wielkim miescie. I moze wlasnie lepiej jest na poczatku szukac tych
                            znajomosci wsrod miejscowych a nie tylko rodakow wspolemigrantow. W dodatku,
                            jak juz ustalilismy, Londyn jest zdecydowanie drozszy wiec poczatki moga byc
                            latwiejsze na prowincji. Czego najlepszym przykladem jest nizej podpisany. Jako
                            bagazowy na lotnisku tez nie pracuje smile))
                            • Gość: Ania Re: Zycie w Uk - pewnie ze mam IP: *.demon.co.uk 02.04.03, 15:40
                              Wszystko jest drozsze, ale i zarobki sa wyzsze.
                              Zalezy jeszcze czy Mariola lubi wyzwania. Jak dostanie prace w szkole sredniej
                              w Hackney albo w Tower Hamlets, to moze zaczac zazdroscic przyjemnej mlodziezy
                              z filmu Dangerous Minds....
                              • dsl ale nam sie polemika zawiazala... 02.04.03, 15:45
                                Wszystko zalezy od tego co kto lubi.

                                Teraz jednak Mariola ma chyba wiecej informacji zeby sie pokierowac przy
                                podejmowaniu jakiejs konkretnej decyzji.
                              • jaleo Re: Zycie w Uk - London weighting 02.04.03, 16:13
                                Gość portalu: Ania napisał(a):

                                > Wszystko jest drozsze, ale i zarobki sa wyzsze.

                                Mariola, czego ja dla Ciebie nie robie wink Following the government's
                                announcement last week of a 3.5% pay rise for teachers in England and Wales,
                                the inner London allowance will be £3,105 and the outer London allowance will
                                be £2,043.

                                > Zalezy jeszcze czy Mariola lubi wyzwania. Jak dostanie prace w szkole
                                sredniej
                                > w Hackney albo w Tower Hamlets, to moze zaczac zazdroscic przyjemnej
                                mlodziezy
                                > z filmu Dangerous Minds....

                                Moj maz twierdzil, ze nie ma zlej mlodziezy, sa tylko zli nauczyciele... Ale po
                                roku odszedl z zawodu smile)))))
                                • dsl a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 02.04.03, 16:22
                                  ... dawno przestala sledzic ten watek natomiast my ciagle gadamy ze soba?

                                  wink))
                                  • jaleo Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 02.04.03, 16:27
                                    dsl napisał:

                                    > ... dawno przestala sledzic ten watek natomiast my ciagle gadamy ze soba?
                                    >
                                    > wink))
                                    Mariola jest w Australii na urlopie i chyba do netu dorywa sie z doskoku smile
                                    • ex-rak Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 02.04.03, 17:04
                                      jaleo napisała:

                                      > dsl napisał:
                                      >
                                      > > ... dawno przestala sledzic ten watek natomiast my ciagle gadamy ze soba?
                                      > >
                                      > > wink))
                                      > Mariola jest w Australii na urlopie i chyba do netu dorywa sie z doskoku smile
                                      Zapewne, albo widzac co tu sie dzieje zrezygnowala i ze wsi i z miasta.
                                      Jaleo, Ty jestes mocna w finansach. Czy ten upust dla nauczycieli to jest od
                                      podstawy opodatkowania czy dodatek do pensji za prace w szczegolnie szkodliwych
                                      warunkach?
                                      • dsl Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 02.04.03, 17:07
                                        > > > wink))
                                        > > Mariola jest w Australii na urlopie i chyba do netu dorywa sie z doskoku :
                                        > )
                                        > Zapewne, albo widzac co tu sie dzieje zrezygnowala i ze wsi i z miasta.
                                        > Jaleo, Ty jestes mocna w finansach. Czy ten upust dla nauczycieli to jest od
                                        > podstawy opodatkowania czy dodatek do pensji za prace w szczegolnie
                                        szkodliwych
                                        >
                                        > warunkach?

                                        Dodatek do pensji. Znaczy podatki placi sie of tego tak samo jak od normalnego
                                        przychodu.
                                        • ex-rak Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 02.04.03, 17:16
                                          dsl napisał:

                                          > > > > wink))
                                          > > > Mariola jest w Australii na urlopie i chyba do netu dorywa sie z dosk
                                          > oku :
                                          > > )
                                          > > Zapewne, albo widzac co tu sie dzieje zrezygnowala i ze wsi i z miasta.
                                          > > Jaleo, Ty jestes mocna w finansach. Czy ten upust dla nauczycieli to jest
                                          > od
                                          > > podstawy opodatkowania czy dodatek do pensji za prace w szczegolnie
                                          > szkodliwych
                                          > >
                                          > > warunkach?
                                          >
                                          > Dodatek do pensji. Znaczy podatki placi sie of tego tak samo jak od
                                          normalnego
                                          > przychodu.
                                          Czyli jej roczny dochod powinnien byc £21+2-3K, co troche polepsza sytuacje
                                          startowa.
                                          • jaleo Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 02.04.03, 17:31
                                            ex-rak napisał:

                                            > Czyli jej roczny dochod powinnien byc £21+2-3K, co troche polepsza sytuac
                                            > je
                                            > startowa.

                                            Niestety, ta pensja, ktora jej podali w Polsce, jest dla nauczycieli
                                            londynskich (pisala przeciez, ze rekrutuja do Londynu). Poza Londynem pensja
                                            startowa dla nauczycieli jest okolo £18K, czyli by sie zgadzalo smile
                                    • Gość: mariola Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... IP: 211.26.61.* 03.04.03, 14:02
                                      > > ... dawno przestala sledzic ten watek natomiast my ciagle gadamy ze soba?
                                      > >
                                      > > wink))
                                      > Mariola jest w Australii na urlopie i chyba do netu dorywa sie z doskoku smile
                                      Sledze uwaznie, ale podlaczam sie do sieci tylko raz na dzien. Piszcie dalej
                                      wszystkie uwagi sa dla mnie bardzo cenne. I mam pyatnia do nexusa - na jakiej
                                      to pieknej wsi mieszkasz i dlaczego twoj maz po roku zrezygnowal z pracy
                                      nauczyciela w Uk
                                      pozdrawiam
                                      mariola
                                      • nexus7 Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 03.04.03, 15:14
                                        Gość portalu: mariola napisał(a):


                                        I mam pyatnia do nexusa - na jakiej
                                        > to pieknej wsi mieszkasz i dlaczego twoj maz po roku zrezygnowal z pracy
                                        > nauczyciela w Uk
                                        > pozdrawiam
                                        > mariola

                                        Mieszkam w malym miasteczku pod Nottingham.
                                        Meza nie posiadam, jestem szczesliwie zonaty smile) To maz jaleo zrezygnowal z
                                        pracy nauczyciela.
                                        Moja zona szczesliwie nie musi pracowac, zdecydowalismy, ze wazniejsze jest
                                        wychowanie dzieci (i psa wink) ). Udaje nam sie utrzymac z jednej pensji.
                                        • jaleo Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 04.04.03, 11:05
                                          nexus7 napisał:

                                          > Meza nie posiadam, jestem szczesliwie zonaty smile) To maz jaleo zrezygnowal z
                                          > pracy nauczyciela.

                                          Postaram sie krotko i wezlowato. Powody (niekoniecznie w kolejnosci waznosci):

                                          - Placa niewspolmierna do uciazliwosci pracy
                                          - Co prawda duzo urlopu ale za to bardzo dlugie godziny pracy, regularnie
                                          siedzial do 1 nad ranem odwalajac robote papierkowa
                                          - Chcial byc nauczycielem, bo lubi pracowac z mlodzieza. Okazalo sie, ze w
                                          nauczycielstwie na to wlasnie nie ma czasu
                                          - Sa inne rodzaje pracy na "pograniczu" edukacji, ktore dla niego okazaly sie
                                          ciekawsze - obecnie zatrudniony jest przez organizacje charytatywna zajmujaca
                                          sie projektami w zakresie youth & community
                                          - Uwaga, bedzie stereotyp: Nauczyciele to w zdecydowanej wiekszosci baaaardzo
                                          nudni ludzie, a moj malzonek uwaza sie wink za awangardowego hihi

                                          Oczywiscie to sa tylko jednostkowe odczucia, ale cos musi w tym byc, skoro w
                                          Anglii ludzie masowo odchodza od nauczycielstwa. Dlatego m.in. rekrutuja
                                          nauczycieli z zagranicy.

                                          Powinnam jednak dodac, ze maz uczyl tzw NVQ i GNVQ w szkole sredniej (dlugo by
                                          tlumaczyc, z czym to sie je), ktore sa bardzo specyficznym rodzajem edukacji,
                                          bardzo zbiurokratyzowanym, trzeba sie bardzo scisle trzymac programu
                                          (odfajkowywanie calej listy "blokow wiedzy i umiejetnosci") itd itd.
                                          • Gość: Ania Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... IP: *.demon.co.uk 04.04.03, 13:14
                                            Mam 4 letnie doswiadczenie w spotkaniach z nauczycielami w UK, jako rodzic, i
                                            zgadza sie, nauczyciele to w wiekszosci nudni ludzie. Przez te kilka lat
                                            bywalo lepiej i gorzej, ale generalnie to ze zgroza mysle o tym ze tym ludziom
                                            powierzane jest moje dziecko na 6 godzin dziennie. Jezeli nie uda im sie zabic
                                            w nim ciekawosci swiata i niekonwencjonalnego myslenia (jakie maja wszystkie
                                            dzieci), to bede z niego naprawde dumna.
                                            Praca nauczyciela w Anglii to chyba lepszy koszmar....
                                            W szkole od 8.30/9 do co najmniej 16, a do tego jeszcze tony pracy papierkowej.
                                            Wiec z drugiej strony podziwiam kogokolwiek, kto sie na to decyduje. Przeciez
                                            21 tysiecy to smieszne pieniadze za to co oni robia.
                                            Nic dziwnego ze kto tylko moze wybiera prace biurowa, od 9 do 17.30, gdzie jak
                                            sie akurat nie ma nastroju to mozna nic nie robic przez kilka dni i i tak nic
                                            nie zauwazy, a pensje wyzsze.
                                            • nexus7 Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 04.04.03, 15:32
                                              Gość portalu: Ania napisał(a):

                                              > Mam 4 letnie doswiadczenie w spotkaniach z nauczycielami w UK, jako rodzic, i
                                              > zgadza sie, nauczyciele to w wiekszosci nudni ludzie. Przez te kilka lat
                                              > bywalo lepiej i gorzej, ale generalnie to ze zgroza mysle o tym ze tym
                                              ludziom
                                              > powierzane jest moje dziecko na 6 godzin dziennie. Jezeli nie uda im sie
                                              zabic
                                              >
                                              > w nim ciekawosci swiata i niekonwencjonalnego myslenia (jakie maja wszystkie
                                              > dzieci), to bede z niego naprawde dumna.

                                              A moje dzieci chodza do fantastycznej szkoly gdzie nauczyciele sa wspaniali. I
                                              dzieci i my jestesmy bardzo zadowoleni. Rozni sie ona od szkoly "londynskiej"
                                              moze tym ze nasza "malomiasteczkowa" szkola jest bardzo mala i w dodatku
                                              katolicka smile
                                              • Gość: Ania Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... IP: *.demon.co.uk 04.04.03, 15:36
                                                Moja tez jest katolicka....
                                                Z postow wszystkich dookola wynika ze wszystko poza Londynem jest w UK bajkowo
                                                fantastyczne. Tylko pozazdroscic smile
                                                • nexus7 Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 04.04.03, 17:09
                                                  Gość portalu: Ania napisał(a):

                                                  > Moja tez jest katolicka....
                                                  > Z postow wszystkich dookola wynika ze wszystko poza Londynem jest w UK
                                                  bajkowo
                                                  > fantastyczne. Tylko pozazdroscic smile

                                                  Na pewno nie wszystko, ale mi sie zdecydowanie bardziej podoba smile))
                                              • Gość: ze szwecji Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... IP: *.telia.com 06.04.03, 01:32
                                                Oj, to tak jak w Szwecji - tu najlepsza szkola jest szkola katolicka. To chyba
                                                regula - w protestanckim najlepiej do katolickiej. W katolickim - do
                                                protestanckiej. Slyszalam podobna historie z Francji i Holandii. Trzeba byc
                                                w "opozycji", zeby cos dzialalo.
                                            • Gość: mariola Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... IP: *.c.002.ade.iprimus.net.au 05.04.03, 16:50
                                              Aniu, a jakie wlasciwie sa te zarobki w Uk - chodzi mi o jakies przyklady w
                                              innych zawodach - probowalam cos znalezc na stronach statystycznych ale bez
                                              rezultatow
                                              pozdrawiam
                                              Mariola
                                              • Gość: Ania Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... IP: *.demon.co.uk 05.04.03, 20:47

                                                Bilingual secretary w EBRD: £28 tysiecy rocznie
                                                Software test consultant na poczatek £23-25, po kilku latach £35+
                                                Ludzie z kilkuletnim (3minimum) w jakiejkolwiek biurowej dziedzinie
                                                (developers, testers, HR) w Londynie, caly czas powtarzam ze w Londynie,
                                                zarabiaja ok. £35 tysiecy. A juz troche poza Londynem i to wcale nie daleko,
                                                zarobki sa srednio o 5-8 tysiecy nizsze.
                                                Nie mowie tutaj o pracy specjalistow w bankach w city, bo tam pensje sa
                                                zupelnie bajkowe.
                                                A zeby utrzymac 4 osobowa rodzine w Londynie, tak zeby tylko jedno z rodzicow
                                                musialo pracowac, to ponizej jakichs £45 tysiecy owszem, da sie wyzyc, ale
                                                trzeba mocno liczyc grosiki co miesiac.
                                                • Gość: zainteresowany Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... IP: *.lnk.telstra.net 07.04.03, 06:43
                                                  Znowu sie wlaczam, poniewaz interesuje mnie ten temat bardzo - mysle o
                                                  przeniesieniu sie do Uk z Australii, gdzie obecnie pracuje od trzech lat jako
                                                  nauczyciel - zaszokowalas mnie tymi zarobkami z tego wynika, ze w Uk zycie jest
                                                  kilka razy drozsze niz w Australii? - i ze bedac nauczycielem z rodzina na
                                                  utrzymaniu mozna przymierac glodem.
                                                  A jak wyglada ze zdobyciem takiej pracy biurowej w Uk czy generalnie jakies
                                                  pracy jak sie ma prawo do wykonywania pacy w UK legalnie. Moja zona pracuje
                                                  tutaj jako asystenka, zna angielski bardzo dobrze a ze nadal mamy polskie
                                                  paszporty tak wiec de facto za rok bedziemy mogli legalnie pracowac w UK.
                                                  I czy mozna w Uk podjac jakies studia poodyplomowe zeby miec jakis miejscowy
                                                  papier bedac obywatelem UE i czy wtedy trzeba placic za takie studia?
                                                  pozdrawiam
                                                  zainteresowany
                                                • nexus7 Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 07.04.03, 11:34
                                                  Gość portalu: Ania napisał(a):

                                                  >
                                                  > Bilingual secretary w EBRD: £28 tysiecy rocznie
                                                  > Software test consultant na poczatek £23-25, po kilku latach £35+
                                                  > Ludzie z kilkuletnim (3minimum) w jakiejkolwiek biurowej dziedzinie
                                                  > (developers, testers, HR) w Londynie, caly czas powtarzam ze w Londynie,
                                                  > zarabiaja ok. £35 tysiecy. A juz troche poza Londynem i to wcale nie dale
                                                  > ko,
                                                  > zarobki sa srednio o 5-8 tysiecy nizsze.
                                                  > Nie mowie tutaj o pracy specjalistow w bankach w city, bo tam pensje sa
                                                  > zupelnie bajkowe.

                                                  WOW ! Niezle w tym Londynie zarabiacie !

                                                  > A zeby utrzymac 4 osobowa rodzine w Londynie, tak zeby tylko jedno z rodzicow
                                                  > musialo pracowac, to ponizej jakichs £45 tysiecy owszem, da sie wyzyc, al
                                                  > e
                                                  > trzeba mocno liczyc grosiki co miesiac.

                                                  I fajnie sobie zyjecie z takimi zarobkami !
                                                  • dsl Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 07.04.03, 11:41
                                                    > > Bilingual secretary w EBRD: £28 tysiecy rocznie
                                                    > > Software test consultant na poczatek £23-25, po kilku latach £
                                                    > 35+
                                                    > > Ludzie z kilkuletnim (3minimum) w jakiejkolwiek biurowej dziedzinie
                                                    > > (developers, testers, HR) w Londynie, caly czas powtarzam ze w Londynie,
                                                    > > zarabiaja ok. £35 tysiecy. A juz troche poza Londynem i to wcale nie
                                                    > dale
                                                    > > ko,
                                                    > > zarobki sa srednio o 5-8 tysiecy nizsze.
                                                    > > Nie mowie tutaj o pracy specjalistow w bankach w city, bo tam pensje sa
                                                    > > zupelnie bajkowe.
                                                    >
                                                    > WOW ! Niezle w tym Londynie zarabiacie !

                                                    I jak zwykle cala dyskusja skonczylo sie na szmalu... Kto ile, gdzie i jak
                                                    czesto...
                                                    sad

                                                  • nexus7 Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 07.04.03, 11:48
                                                    dsl napisał:

                                                    > I jak zwykle cala dyskusja skonczylo sie na szmalu... Kto ile, gdzie i jak
                                                    > czesto...
                                                    > sad

                                                    Jak znam zycie, to teraz dopiero sie zaczyna smile)
                                                  • dsl Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 07.04.03, 12:03
                                                    > > I jak zwykle cala dyskusja skonczylo sie na szmalu... Kto ile, gdzie i jak
                                                    >
                                                    > > czesto...
                                                    > > sad
                                                    >
                                                    > Jak znam zycie, to teraz dopiero sie zaczyna smile)

                                                    I pewnie masz racje... No nic - pozyjemy, zobaczymy...
                                                    wink
                                                  • ex-rak Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 07.04.03, 12:42
                                                    dsl napisał:

                                                    > > > I jak zwykle cala dyskusja skonczylo sie na szmalu... Kto ile, gdzie
                                                    > i jak
                                                    > >
                                                    > > > czesto...
                                                    > > > sad
                                                    > >
                                                    > > Jak znam zycie, to teraz dopiero sie zaczyna smile)
                                                    >
                                                    > I pewnie masz racje... No nic - pozyjemy, zobaczymy...
                                                    > wink

                                                    Dla kogos kto zamierza przeniesc sie do innego panstwa wyobrazenie o przyszlych
                                                    mozliwosciach finansowych ma chyba jakies znaczenie.
                                                  • dsl Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 07.04.03, 12:59
                                                    > Dla kogos kto zamierza przeniesc sie do innego panstwa wyobrazenie o
                                                    przyszlych
                                                    >
                                                    > mozliwosciach finansowych ma chyba jakies znaczenie.

                                                    Oczywiscie, ze ma.

                                                    Mi nie chodzilo o same informacje, tylko o to, ze pewnie teraz bedzie "sie
                                                    dzialo" - np. dolacza sie ludzie ze NY i beda sie smiac jak to malo sie zarabia
                                                    w tym Londynie. Potem napisze ktos z Polski, ze jestesmy rozpuszczonymi
                                                    emigrantami i ze w Polsce ludzie zyja za £100 na miesiac. O docinkach na
                                                    kierunku Londyn-Wies juz nie wspominajac...

                                                    Po prostu szmal to zawsze goracy temat...
                                                  • nexus7 Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 07.04.03, 13:07
                                                    dsl napisał:

                                                    O docinkach na
                                                    > kierunku Londyn-Wies juz nie wspominajac...
                                                    >
                                                    Juz nie bede, obiecuje smile))
                                                  • Gość: mariola Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... IP: *.c.002.ade.iprimus.net.au 07.04.03, 15:44
                                                    Aniu jedno pytanie do Ciebie - co to jest EDBR.
                                                    A do Ciebie nexus - jakie sa koszty wynajmu mieszkania na tej twojej "wsi" -
                                                    pytam , poniewaz preferuje jednak mniejsze miejscowosci.
                                                    pozdrawiam
                                                    mariola
                                                  • dsl Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 07.04.03, 15:54
                                                    > Aniu jedno pytanie do Ciebie - co to jest EDBR.

                                                    European Bank for Reconstruction and Development (EBOR - Europejski bank
                                                    Odbudowy i Rozwoju).

                                                    Z cytowaniem pensji z EBOR'u trzeba uwazac. Z tego co slyszalem, nie placa oni
                                                    podatkow (serio - ten bank jest jakby "eksterytorialny". Prawdopodobnie
                                                    chodzilo o to, ze by zaden kraj EU nie czerpal z niego zyskow - bo kady
                                                    chcialby miec wtedy EBOR u siebie...). Pracownicy placa tylko jakis drobny
                                                    podatek "bankowy". Ale podobno ich place sa podawane "w przeliczeniu" tak jakby
                                                    placili normalny podatek dochodowy/NI/etc.
                                                  • dsl Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 07.04.03, 15:57
                                                    > Z cytowaniem pensji z EBOR'u trzeba uwazac. Z tego co slyszalem, nie placa
                                                    oni
                                                    > podatkow

                                                    Juz dawno mialem to zreszta sprawdzic. Okazalo sie, ze prawda (Article 12):

                                                    www.ebrd.com/pubs/insti/basic/basic6.htm
                                                  • nexus7 Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 07.04.03, 15:56
                                                    Gość portalu: mariola napisał(a):

                                                    > Aniu jedno pytanie do Ciebie - co to jest EDBR.
                                                    > A do Ciebie nexus - jakie sa koszty wynajmu mieszkania na tej twojej "wsi" -
                                                    > pytam , poniewaz preferuje jednak mniejsze miejscowosci.
                                                    > pozdrawiam
                                                    > mariola

                                                    Europejski Bank Obudowy (?) i Rozwoju.

                                                    Mieszkania to nie wiem, bo tu sa tylko domki. Dwie sypialnie okolo £300, 3
                                                    sypialnie okolo £400 / miesiac. Do tego podatek gminny okolo £80 - £100 i
                                                    rachunki £50 - £60
                                                  • Gość: Ania Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... IP: *.demon.co.uk 07.04.03, 18:27
                                                    EBRD- Europejski Bank Rekonstrukcji i Rozwoju, tam gdzie Gronkiewicz-Waltz
                                                    (pisownia...?) i Krzysztof Bielecki sie udzielaja.
                                          • Gość: zainteresowany Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... IP: *.lnk.telstra.net 10.04.03, 04:48
                                            jaleo napisała:

                                            > nexus7 napisał:

                                            > - Placa niewspolmierna do uciazliwosci pracy

                                            a ile godzin pracuje nauczyciel w UK - tzn ile godzin lekcyjnych ma itp
                                            > Powinnam jednak dodac, ze maz uczyl tzw NVQ i GNVQ w szkole sredniej (dlugo
                                            by
                                            > tlumaczyc, z czym to sie je),

                                            Sprobuj chociaz troche przyblizyc te przedmioty


                                            pozdrawiam
                                            zainteresowany
                                    • zbigniew_lewandowski Re: a zauwazylisicie, ze mariola juz chyba... 13.06.03, 04:01
                                      jaleo napisała:

                                      > dsl napisał:
                                      >
                                      > > ... dawno przestala sledzic ten watek natomiast my ciagle gadamy ze soba?
                                      > >
                                      > > wink))
                                      > Mariola jest w Australii na urlopie i chyba do netu dorywa sie z doskoku smile
      • Gość: zainteresowany Re: Zycie w Uk IP: *.lnk.telstra.net 08.04.03, 06:42
        jaleo, mozesz napisac troche wiecej o kosztach tego zycia w UK na prowincji -
        tzn. ile kosztuje dom, jedzenie, paliwo itp.
        Czy na "prowincji " znalezienie "jakiejkolwiek" pracy znajac dobrze angielski
        jest duzo trudniejsze niz w Londynie i jakie jest podejscie do "obcych".
        pozdrawiam
        zainteresowany
        • jaleo Re: Zycie w Uk 08.04.03, 10:24
          Gość portalu: zainteresowany napisał(a):

          > jaleo, mozesz napisac troche wiecej o kosztach tego zycia w UK na prowincji -
          > tzn. ile kosztuje dom, jedzenie, paliwo itp.
          > Czy na "prowincji " znalezienie "jakiejkolwiek" pracy znajac dobrze angielski
          > jest duzo trudniejsze niz w Londynie i jakie jest podejscie do "obcych".
          > pozdrawiam
          > zainteresowany

          Ja mieszkam niedaleko Newcastle-Upon-Tyne, pracuje w samym Newcastle. Ceny
          domow sa bardzo zroznicowane, w zaleznosci, czy jest to centrum miasta,
          przedmiescia, male miasteczko itp. Ja mieszkam na osiedlu nowych domow
          jednorodzinnych. Wszystkie domy sa z garazem i ogrodkiem, takie typowe
          angielskie osiedle middle-class. Ceny (w GBP) domow oddawanych w tej chwili do
          uzytku: 3 sypialnie - 145K, 4 sypialnie - 155K. Benzyna w tej chwili kosztuje
          ok. 0.77/litr.

          Pracuje w rachunkowosci w duzej firmie miedzynarodowej. Mieszkam tu juz 10 lat
          i nigdy przez ten caly okres nie spotkalam sie z jakimikolwiek
          nieprzyjemnosciami ani dyskryminacja z powodu bycia cudzoziemcem. Ani w pracy,
          ani poza nia.

          Jesli chodzi o rynek pracy, to nie za bardzo sie orientuje, bo prawie od
          poczatku pracuje w jednej firmie (z przerwami na macierzynski itp) i jakos mnie
          nie korci do zmiany, wiec nie przegladam ogloszen itp. Wiem, ze np. nasza
          firma stale rekrutuje, ale maja taka zasade, ze przyjmuja tylko na stanowiska
          startowe ("promotion from within"). Ale nie wszystkie firmy maja taka zasade.

          Moze odezwa sie tez inni "z prowincji", ktorzy znaja rynek pracy bardziej z
          pierwszej reki??



          • nexus7 Re: Zycie w Uk 08.04.03, 10:42
            jaleo napisała:

            >
            > Ja mieszkam niedaleko Newcastle-Upon-Tyne, pracuje w samym Newcastle. Ceny
            > domow sa bardzo zroznicowane, w zaleznosci, czy jest to centrum miasta,
            > przedmiescia, male miasteczko itp. Ja mieszkam na osiedlu nowych domow
            > jednorodzinnych. Wszystkie domy sa z garazem i ogrodkiem, takie typowe
            > angielskie osiedle middle-class. Ceny (w GBP) domow oddawanych w tej chwili
            do
            >
            > uzytku: 3 sypialnie - 145K, 4 sypialnie - 155K. Benzyna w tej chwili
            kosztuje
            >
            > ok. 0.77/litr.
            >
            > Pracuje w rachunkowosci w duzej firmie miedzynarodowej. Mieszkam tu juz 10
            lat
            >
            > i nigdy przez ten caly okres nie spotkalam sie z jakimikolwiek
            > nieprzyjemnosciami ani dyskryminacja z powodu bycia cudzoziemcem. Ani w
            pracy,
            >
            > ani poza nia.
            >
            > Jesli chodzi o rynek pracy, to nie za bardzo sie orientuje, bo prawie od
            > poczatku pracuje w jednej firmie (z przerwami na macierzynski itp) i jakos
            mnie
            >
            > nie korci do zmiany, wiec nie przegladam ogloszen itp. Wiem, ze np. nasza
            > firma stale rekrutuje, ale maja taka zasade, ze przyjmuja tylko na stanowiska
            > startowe ("promotion from within"). Ale nie wszystkie firmy maja taka
            zasade.
            >
            >
            > Moze odezwa sie tez inni "z prowincji", ktorzy znaja rynek pracy bardziej z
            > pierwszej reki??
            >

            Odzywam sie smile Bedzie bardzo podobnie:

            Ja mieszkam niedaleko Nottingham, pracuje w samym Nottingham. Ceny
            domow sa bardzo zroznicowane, w zaleznosci, czy jest to centrum miasta,
            przedmiescia, male miasteczko itp. Ja mieszkam na osiedlu nowych domow
            jednorodzinnych. Wszystkie domy sa z garazem i ogrodkiem, takie typowe
            angielskie osiedle middle-class. Ceny (w GBP) domow: 3 sypialnie - 120K, 4
            sypialnie - 150K +. Benzyna w tej chwili kosztuje ok. 0.77/litr (- 0.05 znizki
            w Safeway smile )
            Samochody sa drozsze niz w Europie, niektore duzo drozsze. Autostrady sa
            bezplatne smile

            Pracuje w logistyce w sredniej wielkosci firmie miedzynarodowej. Mieszkam tu
            juz 7 lat i nigdy przez ten caly okres nie spotkalem sie z jakimikolwiek
            nieprzyjemnosciami ani dyskryminacja z powodu bycia cudzoziemcem. Ani w pracy,
            ani poza nia. Wrecz preciwnie, raczej z zyczliwoscia sasiadow, kolegow z pracy.
            Rowniez od poczatku pracuje w jednej firmie i jakos mnie nie korci do zmiany.
            Ogloszenia przegladam czytajac prase fachowa, ofert jest mnostwo. Generalnie z
            praca nie zadnego problemu, jesli ktos chce pracowac to posade znajdzie. W
            naszej firmie bez przerwy potrzebni sa nowi ludzie, na wszelkich stanowiskach
            (lacznie z naszymi filiami na calym swiecie).
            Z tego co widze nauczycieli rowniez brakuje.
            • dsl Re: Zycie w Uk 08.04.03, 11:36
              > Odzywam sie smile Bedzie bardzo podobnie:
              >
              > Ja mieszkam niedaleko Nottingham, pracuje w samym Nottingham. Ceny
              > domow sa bardzo zroznicowane, w zaleznosci, czy jest to centrum miasta,
              > przedmiescia, male miasteczko itp. Ja mieszkam na osiedlu nowych domow
              > jednorodzinnych. Wszystkie domy sa z garazem i ogrodkiem, takie typowe
              > angielskie osiedle middle-class. Ceny (w GBP) domow: 3 sypialnie - 120K, 4
              > sypialnie - 150K +. Benzyna w tej chwili kosztuje ok. 0.77/litr (- 0.05
              znizki

              Ech wy szczesciarze...

              Ja mieszkam w Sussex (kolo Gatwick). Osiedle nowych domkow jednorodzinnych. Nie
              wszystkie z garazem (ale wiekszosc) bo ceny zaczynaja przerastac mozliwoscie
              przecietnych ludzi. Ceny domow: 3 sypialnie + garaz semi (pol blizniaka) - od
              230-250K, 4 sypialnie, detached - od 320K

              Benzyna teraz chyba 79p.

              Ja nie pracuje w Sussex ale raczej problemow z praca nie ma. Kwestia checi.
              Mozna latwo pracowac dorywczo, w oczekiwaniu na konkretna prace - jest mnostwo
              agencji ktore zatrudniaja takich pracownikow (fabryka plastiku, baterii,
              pakowanie makaronu, etc).
              • nexus7 Re: Zycie w Uk 08.04.03, 11:58
                dsl napisał:

                > Ech wy szczesciarze...
                >
                > Ja mieszkam w Sussex (kolo Gatwick). Osiedle nowych domkow jednorodzinnych.
                Nie
                >
                > wszystkie z garazem (ale wiekszosc) bo ceny zaczynaja przerastac mozliwoscie
                > przecietnych ludzi. Ceny domow: 3 sypialnie + garaz semi (pol blizniaka) - od
                > 230-250K, 4 sypialnie, detached - od 320K
                >
                No ale jak sie chce mieszkac w dobrej okolicy w Sussex ... smile
                • 3e3 Re: Zycie w Uk 10.04.03, 11:51
                  Dorzucam sie z cenami wynajmu na wsi, bo u mnie raczej sa wyzsze niz podal
                  Nexus. Byc moze jest to spowodowane obecnoscia mojej firmy i duzej ilosci
                  cudzoziemcow w okolicy. Domek z 2 sypialniami, to najmarniej 500£cryingraczej ok.600
                  £wink i jest to naprawde domek i pokoiki, plus ok.100£ Tax. Wydaje mi sie i chyba
                  nie tylko mi, ze rozmiar pokoju moze byc "niespodzianka" dla osoby
                  przybywajacej do UK.
                  • nexus7 Re: Zycie w Uk 10.04.03, 11:59
                    3e3 napisała:

                    > Dorzucam sie z cenami wynajmu na wsi, bo u mnie raczej sa wyzsze niz podal
                    > Nexus. Byc moze jest to spowodowane obecnoscia mojej firmy i duzej ilosci
                    > cudzoziemcow w okolicy. Domek z 2 sypialniami, to najmarniej 500£cryingraczej
                    > ok.600
                    > £wink i jest to naprawde domek i pokoiki, plus ok.100£ Tax. Wydaje mi
                    > sie i chyba
                    > nie tylko mi, ze rozmiar pokoju moze byc "niespodzianka" dla osoby
                    > przybywajacej do UK.

                    Chyba troche zanizylem ceny, dane mialem sprzed 2 lat. Teraz jest faktycznie
                    drozej.
                    A rozmiar pokoju w UK jest zdecydowanie nieprzyjemna niespodzianka dla kazdego
                    cudzoziemca.
            • Gość: zainteresowany Re: Zycie w Uk IP: *.lnk.telstra.net 09.04.03, 03:31
              dzieki za te informacje, mam jeszcze jedno pytanko - w jaki sposob znalezliscie
              sie legalnie w UK w latach 90 ( tak wynika z tego co piszecie o tym jak dlugo
              jstescie w UK ) Jak ja wyjezdzalem do Australii to dostalem wize stalego pobytu
              poniewaz Australia prowadzila i nadal prowadzi w miare otwarta polityke
              emigracyjna - zanim wybralem Australie nie ukrywam myslalem o czyms w Europie
              jak np. UK - ale wtedy nie bylo to mozliwe aby legalnie zostac w UK dluzej niz
              3 miesiace - a ostanio mnie kusi strasznie do Europy stad bede zobowiazany jak
              byscie sie podzieli ta wiedza jak mozna legalnie pozostac w UK.
              pozdrawiam
              zainteresowany
              • nexus7 Re: Zycie w Uk 09.04.03, 17:33
                Gość portalu: zainteresowany napisał(a):

                > dzieki za te informacje, mam jeszcze jedno pytanko - w jaki sposob
                znalezliscie
                >
                > sie legalnie w UK w latach 90 ( tak wynika z tego co piszecie o tym jak dlugo
                > jstescie w UK ) Jak ja wyjezdzalem do Australii to dostalem wize stalego
                pobytu
                >
                > poniewaz Australia prowadzila i nadal prowadzi w miare otwarta polityke
                > emigracyjna - zanim wybralem Australie nie ukrywam myslalem o czyms w Europie
                > jak np. UK - ale wtedy nie bylo to mozliwe aby legalnie zostac w UK dluzej
                niz
                > 3 miesiace - a ostanio mnie kusi strasznie do Europy stad bede zobowiazany
                jak
                > byscie sie podzieli ta wiedza jak mozna legalnie pozostac w UK.
                > pozdrawiam
                > zainteresowany

                Podobnie jak ma to zamiar zrobic Mariola. Bedac jeszcze w Polsce znalazlem
                firme w UK, w ktorej chcialem pracowac. Przekonalem ich ze jestem jedynym i
                idealnym kandydatem smile i ze warto wyrobic mi work permit. Dopiero wtedy
                przyjechalem do UK i jestem juz 7 lat smile Przez te ostatnie 7 lat firma
                wyrobila work permit-y dla kolejnych 2 Polakow i jest na etapie wyrabiania
                nastepnego. Podobno teraz jest duzo trudniej, ale wciaz jest to mozliwe.
                • Gość: hapa Re: Zycie w Uk IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.04.03, 18:30
                  Powiedz mi jaki jest status osoby, która wyjedzie do UK z osobą która ma
                  załatwioną oficjalną pracę.Np mąż przy żonie. Czy może pracować i nie narazi
                  przy tym żony ?
                  • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.c.002.ade.iprimus.net.au 19.04.03, 12:55
                    Gość portalu: hapa napisał(a):

                    > Powiedz mi jaki jest status osoby, która wyjedzie do UK z osobą która ma
                    > załatwioną oficjalną pracę.Np mąż przy żonie. Czy może pracować i nie narazi
                    > przy tym żony ?

                    Moze pracowac w pelni legalnie dostanie pozwolenie na prace i pobyt.
                    Zalezy na co ma te zone narazic???????


              • Gość: paul Re: Zycie w Uk IP: 213.232.79.* 10.04.03, 14:15
                Obecnie UK ma system podobny do Australii, a punkty zdobywa sie chyba nawet
                prosciej. Dowiedz sie wambasadzie, lub poszukaj w Internecie.
                • Gość: mariola Re: Zycie w Uk IP: *.b.002.ade.iprimus.net.au 11.04.03, 15:15
                  Gość portalu: paul napisał(a):

                  > Obecnie UK ma system podobny do Australii, a punkty zdobywa sie chyba nawet
                  > prosciej. Dowiedz sie wambasadzie, lub poszukaj w Internecie.

                  Co prawda ten temat poruszyl bodajze zainteresowany, a poniewaz ja jestem
                  roniez jak wiecie w trakcie rozmyslania nad wyjadem do UK byc moze na stale
                  (zobaczymy co z tego wyjdzie ) , to szukalam co nieco i jest taka strona
                  www.workpermit.com - jest to firma prywatna , ktora obsluguje emigracje do
                  kilku krajow, w tym do Australii i UK i sa na tejze stronie testy punktowe on-
                  line ( bezplatne ) i wynika z nich jasno, ze do Australii mam bez problemu te
                  115 pkt. natomiast do UK jest program ale tylko dla "wybitnych " ( tak sami to
                  nazywaja )_co prawda roniez punktowy ale ja dostalam tylko 50 a minimum to 75 -
                  ten program, ktory wspominasz ( dla nazwijmy to szerszej publiki )mial wejsc
                  w zycie ale na razie do tego nie doszlo jeszcze.
                  pozdrawiam
                  mariola
    • nexus7 Re: Zycie w Uk 01.04.03, 17:18
      Gość portalu: mariola napisał(a):

      > - jak traktuja w UK obcokrajowcow legalnie przebywajacych

      Ja mam jak najlepsze doswiadzcenia, spotkalem sie wylacznie z zyczliwoscia.

      > - rozne uwagi na temat UK

      Chyba niezly wybor na emigracje - blisko kraju, jezyk powszechnie znany, poziom
      zycia przyzwoity, ludzie pogodni. Tylko ta pogoda ... smile
      • Gość: Ania Re: Zycie w Uk IP: *.demon.co.uk 01.04.03, 17:30
        Ludzie jacy??? Pogogni???? Chyba tylko ci Brytyjczycy co od 20 lat mieszkaja w
        Hiszpanii, i mieli czas sie troche wyluzowac w cieplejszym klimacie. No ale ja
        mowie o londynczykach....
        • nexus7 Re: Zycie w Uk 01.04.03, 17:45
          Gość portalu: Ania napisał(a):

          > Ludzie jacy??? Pogogni???? Chyba tylko ci Brytyjczycy co od 20 lat mieszkaja
          w
          > Hiszpanii, i mieli czas sie troche wyluzowac w cieplejszym klimacie. No ale
          ja
          >
          > mowie o londynczykach....

          smile))) ja w Londynie rzadko bywam, to nie wiem. U nas na wsi zdecydowanie
          pogodni.
          • Gość: a Re: Zycie w Uk IP: *.antelope.dialup.pol.co.uk 02.04.03, 03:17
            Z Londynem sprawa wyglada tak, ze tu wszyscy sa przyjezdniwink TAk,ze ginie sie w
            tlumie. Poza tym z tego, co wiem, to fakt, ze dostaniesz legalna prace w UK,
            wcale nie oznacza, ze Twoj maz tez je dostanie. Fakt, ze od razu po wejsciu do
            unii mamy tu miec pelne prawo do zatrudnienia, ale to jeszcze rok, wiec zalezy
            wszystko od tego, kiedy planujesz tu przyjechac.
            No ifaktycznie, na poczatku trzeba sie liczyc ze sporym obnizeniem statusu.
            Ale powodzenia, ja tu widze duzo wieksze szanse rozwoju, niz w Polsce.

            • voytek74 Re: Zycie w Uk 02.04.03, 03:29
              Gość portalu: a napisał(a):

              >
              > No ifaktycznie, na poczatku trzeba sie liczyc ze sporym obnizeniem statusu.

              Nie rozumiem. Ludzie ja strasza obnizeniem poziomu (znacznym!) a ona
              nauczycielka. Wszyscy wiedza na jakim wysokim poziomie nauczyciele w Polsce
              ciagna...
            • Gość: Ania Dependants visa IP: *.demon.co.uk 02.04.03, 10:33
              Jezeli Mariola dostanie prace nauczyciela, i 5 letnia (na ogol) wize
              pracownicza, to jej maz automatycznie dostaje dependant visa, na ten sam okres
              co Mariola, ktora pozwala na prace.
              • Gość: m+m Re: Dependants visa IP: *.dip.t-dialin.net 05.04.03, 23:18
                Sorry, ze sie wtracam, ja akurat z czysciutkich uporzadkowanych niemiec i w
                dodatku z branzy medycznej nie nauczycielskiej.Chcialam tylko powiedziec, ze w
                ubieglym roku bylam dwa razy w Londynie, to byly w ogole moje pierwsze wizyty w
                Angli i musze powiedziec, ze bylam Londynem tak samo zawiedziona jak ty Mariola
                ta Australia.Mysle, ze rzeczywistosc w Angli jest podobna do tej w
                Australii.Ludzie chodza zle ubrani, zaniedbani(oczywiscie sa wyjatki,ale w
                Niemczech to te wyjatki raczej na odwrot).Np. ostatnio w grudniu widzialam
                kilka kobiet niby w jakims plaszczu,ale za to w klapkach z basenu na gole nogi
                i to nie z braku pieniedzy na obuwie,ale chyba z wygody.Co mnie jednak
                przerazilo to to malenstwa w wozkach, ktorym matki chyba zapomnialy zalozyc
                rajstop(w zime), czapek i nie przykryly kocykiem za to bez przerwy zajete gadka
                z jakimis kolezankami.Moja siostra mowi, ze wspolczuje nauczycielom, poniewaz
                dzieci sa podobno rozwydrzone, bezczelne i nawet przed grupa rozkrzyczanych 7
                latkow ma stracha. Woli nie zwracac uwagi, bo mozna zostac niezle zbluzganym.
                Ogolnie ma sie wrazenie, ze wszystkim wszystko wsio radno, alles egal czy jak
                my tu w bawarii mowimy, Wurszt.
                No trzeba sie przyzwyczaic do tego wszechobecnego zimna i wilgotnego powietza,
                a ceny zywnosci w sklepach sa naprawde bajonskie nawet dla mnie dobrze
                sytuowanej Niemki.Mimo to wcale ci nie odradzam tego pomyslu.Moja siostra jest
                w Angli od 5 lat i z dwojka dzieci w wieku szkolnym podstawowym mimo
                poczatkowych trudnosci, jak to wszedzie, swietnie sobie radzi i biedy nie
                klepie.Zycie to ryzyko,ale kto nie probuje ten sie nie dowie czy stracil czy
                zyskal.ciao
                • Gość: nat Re: Teaching in London IP: *.in-addr.btopenworld.com 05.04.03, 23:51
                  Dlaczego nikt Marioli nie powie, ze szkoly ktore rekrutuja nauczycieli z
                  zagranicy to nie grammars, public schools ani nawet top comprehensives. Sa to z
                  reguly inner city sink schools, mieszczace sie w ubogich dzielnicach Londynu
                  zamieszkalych przez wielokolorowych cudzoziemcow, gdzie mlodziez czesto nie
                  mowi w domu po angielsku, narkomania kwitnie i szkola potrafi byc
                  niebezpiecznym miejscem pracy. Nie slyszy sie na ogol o zapotrzebowaniu na
                  obcokrajowcow w szkolach znajdujacych sie w leafy suburbs. Zarobki nauczyciela,
                  bez pozadnego stazu pracy w tym kraju, po podatku i NHI na pewno nie zapewnia
                  przyzwoitego bytu cztero-osobowej rodzinie.
                  A na marginesie, ocenianie kraju na podstawie ubioru mieszkancow i grubosci
                  rajstop niemowlakow ... well, no comment here. Londyn to nie Pekin, i czesciowo
                  na tym polega urok tej wspanialej metropolii. A sadzac o wypowiedziach Marioli
                  o Sydney, lepiej bedzie chyba dla wszystkich all round jesli powroci z familia
                  do ojczyzny.
                  • Gość: m+m Re: Teaching in London IP: *.dip.t-dialin.net 06.04.03, 11:04
                    Widze, ze nie doczytujesz komentarzy dokladnie i w dodatku w co drugim zdaniu
                    wtracasz angielskie slowka i uwazasz sie przez to cool.Na mnie dzialasz jednak
                    smiesznie a dzieciaki w UK maja w wiekszosci pobgryzne paznokcie, ktore dalej
                    nerwowo obgryzaja a niemowlaki nie maja zadnych !rajstop, wiec co ty mowisz o
                    grubosci, moze skore mialas na mysli.
                    Uwazam, z kazdy powinien sprobowac zycia za granica.Nie robcie z siebie
                    snobow.Co drugi polak w UK, na poczatku swej " kariery" pobytowej w tym kraju
                    zyje na granicy nedzy i wstyd byloby przyznac sie nawet rodzinie w Pl ze
                    zamiast sobie polepszyc to sie pogarsza,ale takie sa realja.Nic nikomu za darmo
                    nie przychodzi.Mysle, ze powinnas Mariola sprobowac i tak jak ktos juz tu
                    powiedzial praca dla meza tez szybko sie znajdzie.Do mojego szwagra majacego
                    wlasna firme w Londynie,dzwoni dziennie minimum 10 swierzo przybylych Polaczkow
                    z prosba o prace i ktorys zawsze ja chodzby na kilka dni dostanie.To sa
                    poczatki.Jestem jednak pewna, ze najwazniejszy jest jezyk.Dzieki jego
                    znajomosci chociazby w jego podstawowej formie moze byc duzo latwiej i nie mam
                    tu na mysli tylko UK.A jezyk Mariola zna.Powodzenia
                    • magsie Katolickie szkoly w Londynie 07.04.03, 13:03
                      Ja teraz troche na temat juz wczesniej poruszony tj szkol katolickich. Ja
                      wlasnie do takiej tutaj chdzilam, co prawda bylo to bardzo, bardzo dawno temu;-
                      )) Poziom nauki byl dobry ale tylko dla tych uczniow co chcieli sie uczyc.
                      Nauczyciele gdy widzieli, ze nie jest dziecko zainteresowane nauka, nie
                      zmuszali go do nauki. Owszem postarali sie aby skonczylo szkole ale nie
                      wysiliali sie na zbyt duzo. Jak dziecko mialo "attitude problem" to dostawalo
                      rozne kary, najczesciej to detention i moglo tez wyleciec ze szkoly. Od kiedy
                      pamietam to zawsze nam wbijano do glow, ze "learning is your responsibility and
                      we are just here to help you". Wydaje mi sie, ze sporo to nam w dalszym zyciu
                      pomoglo, bo nikt nigdy nam nie mowil, ze cos trzeba zrobic, to bylo "up to us".
                      Tak wiec potem studia nie byly zadnym szokiem, gdy nie bylo zadnej pani co by
                      powiedziala, ze na jutro masz zrobic to i tamto.
                      No ale to tylko takie moje wrazenia po mojej szkole, ktora tez mozna by bylo
                      nazwac "inner city", bo byla na Fulham i chodzily do niej dzieci
                      i "wielokolorowe" i takie co nie mowily po angielsku.
                      Chyba nalezaloby podkreslic, ze wiekszosc ludzi, ktorzy decyduje sie tutaj na
                      prace nauczyciela, nie robia tego dla pieniedzy.
                      • ex-rak Re: Katolickie szkoly w Londynie 07.04.03, 13:23
                        Czyli praca w polowie charytatywna. Mysle, ze Marioli nie o to chodzi. Ma to na
                        codzien w Polsce.
    • izabelski Re: Zycie w Uk 07.04.03, 15:15
      Ja na twoim miejscu zaczelabym sie starac zgromadzic wszystkie papiery (no
      chyba zeby tlumaczenia mialy cie kosztowac krocie).
      NIe podejmowalabym zadnej wiazacej decyzjii dopoki nie powiedza dokladnie w
      jakim mniej-wiecej terenie sa wakanty.
      Wystarczy dzielnica lub kod pocztowy.
      Nie zapomnij, ze jesli w posrednictwie jest agencja to oni beda zarabiac na
      twojej posadzie ok.30% twoich zarobkow.
      Nie daj sie wiec wywiesc w pole, ze to ty powinnas pokrywac wszystkie koszty.
      Moim zdaniem powinni ci zaplacic za przywoz rodziny do UK razem z dobytkiem i
      przynajmniej wynajac mieszkanie i zaplacic za kilk/kilanascie tygodni wynajmu.
      Jesli ci ktos powie, ze wynajem kosztuje £600 to dodaj do tego ok £70 na
      gaz+prad + £80-90 podatek do gminy.
      Londyn jest podzielony na 6 stref transportu.
      Koszty transportu w Londynie sa uzaleznione od tego czy przekraczasz granice
      stref w czasie podrozy.
      W obrebie piatej strefy miesieczny kolejowy kosztowal mnie £20 - bez mozliwosci
      uzywania autobusow.
      Ale 1-5(wlacznie) strefy koleje/metro/autobus to £135 na miesiac.
      Nie pamietam, czy ktos pisal, ze jesli zarobki brutto sa £21000 to na reke
      dostaje sie ok.£1300/miesiac.
      Jesli dostalabys prace w "lepszej" dzielnicy, to korzysc dla dzieci i ciebie.
      Spotkalam ponad rok temu nauczycielke, ktora przyjechala do Londynu "za praca"
      z Pd.Afryki.
      Uczy w nie najgorszej szkole niedaleko mnie.
      I mysle, ze gdybys trafila do podobnej szkoly, to nie balabys sie poslac tam
      swoich dzieci.
      Ale zgadzam sie, ze niektore szkoly maja okropna opinie i nie wiem, czy
      odwazylabym sie polecic komukolwiek - a zwlaszcza obcokrajowcom prace w owych.

      Skoro uczysz angielskiego to pytanie jest czy potrafilabys uczyc matematyki po
      angielsku.
      Jesli tak, to zapewne mialabys wiele szkol zainteresowanych twoja oferta.
      Jesli dzieci sa na tyle duze, zeby isc do szkoly (w UK obowiazek szkolny jest
      od ukonczenia 5 roku zycia) to maz twoj moglby znalezc jakas prace.
      Jesli zna angielski jest latwiej, jesli nie, to po prostu zarobi mniej ale z
      pozwoleniem na prace na pewno cos znajdzie.

      Niebagatelnym elementem jest fakt, ze wyjazdy na emigracje jest trudny dla
      malzenstw - jesli oboje nie sa zdecydowani na poswiecenia i ciezka prace
      nietrudno o bolesne konflikty.
      Czyli - decyzja zalezy od Was, czy decydujecie sie na niepewne.
      Jesli chcesz jakies szczegolowe objasnienia to napisz.

      izabelski
      • ex-rak Re: Zycie w Uk 07.04.03, 15:49
        Dobra robota izabelski.
      • Gość: zainteresowany Re: Zycie w Uk IP: *.lnk.telstra.net 08.04.03, 06:54
        izabelski napisała:

        > Skoro uczysz angielskiego to pytanie jest czy potrafilabys uczyc matematyki
        po
        > angielsku.
        > Jesli tak, to zapewne mialabys wiele szkol zainteresowanych twoja oferta.
        > izabelski

        czy mozna w Uk podjac jakies studia poodyplomowe zeby miec jakis miejscowy
        papier ( ja jestem nauczycielem niemieckiego w Australii, ale chetnie bym sie
        doksztalcil zeby moc uczyc w UK np. matematyki rowniez) ) bedac juz jako POlak
        za rok obywatelem UE i czy wtedy trzeba placic za takie studia?
        pozdrawiam zainteresowany
        • izabelski Re: Zycie w Uk 08.04.03, 14:28
          jesli jestes nauczycielem niemieckiego to powinienes znalezc prace - obok nauk
          scislych i IT brak rowniez nauczycieli jezykow obcych
          fakt, ze pracujesz w australijskiej szkole na pewno ci pomoze w znalezieniu
          niezlej szkoly - tutaj wielu australijczykow uczy w szkolach i jesli na
          antypodach uznano twoje kwalifikacje, to nie powinno byc duzego klopotu w UK
          jesli wiec chcialbys uczyc innego przedmiotu to na pewno ci pomoga jak juz
          bedziesz pracowal
          ile to bedzie kosztowalo, to trudno powiedziec, bo cyfry i fakty jakie znam
          odnosza sie obywateli UK i EU.
          inne podyplomowe studia kosztuja od £2700 w zwyz - dla home students (musisz
          mieszkac na stale w UK chyba ponad 2 lata)

          izabelski
          • Gość: zainteresowany Re: Zycie w Uk IP: *.lnk.telstra.net 10.04.03, 06:04
            izabelski napisała:

            > ile to bedzie kosztowalo, to trudno powiedziec, bo cyfry i fakty jakie znam
            > odnosza sie obywateli UK i EU.

            To napisz cios o tych kosztach dla obywatela UE - ja nadal mam polskie
            obywatelstwo tak wiec od przyszlego roku beda nas w UK obowiazywaly
            uregulowania jak dla innych obywateli UE

            pozdrawiam
            zainteresowany
            • izabelski Re: Zycie w Uk 10.04.03, 13:12
              Poniewaz w UK osoby ktore maja wiedze w dziedzinie nauk scislych lub jezykow z
              latwoscia znajduja prace poza szkolnictwem, to zacheca ich sie do
              przekwalifikowania sie placac im za to.
              Tzn jest chyba 2 lub 3 drogi, zeby po skonczeniu jakichkolwiek studiow zostac
              nauczycielem.
              Popatrz na www.canteach.gov.uk/routes_into_teaching/index.php

              i wogole na tej stronie jest duzo informacjii.
              Mysle, ze moglbys sie zaczac dowiadywac juz teraz, zeby skrocic czas
              oczekiwania.

              O ile pamietam, jak sie szkolisz,zeby byc nauczycielem i robisz to w szkole, to
              placa za to ~£6000/rok + Golden Hello jak sie zaczyna prace (chyba £4000), ale
              nie wiem, czy Polacy beda sie do tego kwalifikowali.
              Te £6000 chyba do niczego nie zobowiazuja - znam osoby, ktore rezygnowaly w
              trakcie tego czasu.
              W collegu tydzien pracy = 37,5 godzin - uczenia chyba ok.20-22 godzin + 8
              tygodni wakacjii w ciagu roku - placa ok.£23000.
              B. mala pomoc ze strony collegu - musisz sam przygotowywac wszystkie materialy
              do nauki etc.
              W szkolach do 11 roku zycia jeden nauczyciel uczy wszystkich przedmiotow
              (oprocz muzyki i moze PE).
              W secondary szkolach sa departamenty np. science, gdzie Head of Department
              nadzoruje prace nauczycieli mu podlegajacych sam rownoczesnie uczac.

              izabelski
              • Gość: zainteresowany Re: Zycie w Uk IP: *.lnk.telstra.net 15.04.03, 04:54
                izabelski napisała:

                > Poniewaz w UK osoby ktore maja wiedze w dziedzinie nauk scislych lub jezykow
                z
                > latwoscia znajduja prace poza szkolnictwem, to zacheca ich sie do
                > przekwalifikowania sie placac im za to.
                > Tzn jest chyba 2 lub 3 drogi, zeby po skonczeniu jakichkolwiek studiow zostac
                > nauczycielem.
                > Popatrz na <a
                href="www.canteach.gov.uk/routes_into_teaching/index.php"t
                > arget="_blank">www.canteach.gov.uk/routes_into_teaching/index.php</a>

                dzieki za ten namiar - fakttycznie wiele tam ciekwych informacji
                pozdrawiam
                zainteresowany
      • jaleo Re: Zycie w Uk 08.04.03, 10:29
        Acha, chyba nikt tu jeszcze nie wspomnial o opiece nad dziecmi. Jesli masz
        dzieci w wieku przedszkolnym, to warto wziac pod uwage, ze ceny opieki sa w
        Anglii niebotyczne. Caloetatowy zlobek kosztuje w mojej okolicy £600 na
        miesiac, opiekunka typu childminder troche mniej, ale niewiele. Opiekunka typu
        nanny to juz zupelnie bajonskie sumy. W Londynie pewnie te ceny sa jeszcze
        wyzsze.

        Czyli jak oboje rodzice ida do pracy, to z tej drugiej pensji w sumie niewiele
        zostaje, jak sie oplaci zlobek sad
        • Gość: Ania Re: Zycie w Uk IP: *.demon.co.uk 08.04.03, 11:31
          W Londynie niania (luzno pojeta, raczej opiekunka) dochodzaca codziennie od
          poniedzialku do piatku na 8 godzin to co najmniej 150 na tydzien, i to mowie o
          dziewczynie z Polski, nie wykwalifikowanej angielskiej niani oczywiscie.
          Finansowo o wiele bardziej oplaca sie 'niania mieszkajaca' jezeli ma sie wolny
          pokoj. Wtedy na tydzien placi sie (w Londynie, w Londynie!) £100, i w to jest
          wtedy wliczony najczesciej caly sympatyczny wachlarzyk uslug: opieka nad
          dziecmi, sprzatanie, pranie, prasowanie, plus 1-2 wieczory babysittingu.
    • magsie Re: Zycie w Uk 08.04.03, 17:50
      Jeszcze kilka slow o mojej szkole. Zdaje sobie sprawe, ze od moich szolnych
      czasow pewnie sporo sie zmienilo...
      Nikt nas nie straszyl dwojami czy nie zdaniem do nastepnej klasy. Nauczyciele
      nie podawali ocen publicznie, tak ze nie wiedzielismy czy ktos byl od nas
      lepszy czy gorszy , no chyba ze ktos sam sie pochwalilwink)Nikt nas nie wzywal
      do tablicy do odpowiedzi ani nie stresowal jakimis kartkowkami. Wszystjkie
      klasowki byly zapowiedziane jakis czas wczesniej. Wszystko bylo mniej wiecej
      up to us i ci co chcieli sie czegos nauczyc to sie nauczyli, inni…odeszli ze
      szkoly w wieku 16 lat be zadnych kwalifikacji. Nikt nas po prostu do niczego
      nie zmuszal. Wiekszosc nauczycieli za to zostawala w szkole po lekcjach aby nam
      pomoc w sprawach szkolnych i nie tylko, jesli byla potrzeba. Ja ze swojej
      szkoly mam mile wspomnienia…Wiem, ze miedzy nami bylo pare osob, ktore
      sprawialy nauczycielom spore problemy ale chyba po jakims czasie po prostu
      wylecialy ze szkoly.
      Raz na term byly spotkania z nauczycielami (nie wywiadowki) W szkole byl open
      evening i chodzilo sie z mama lub tata od nauczyciela do nauczyciela lub
      nauczyciel krazyl miedzy rodzicami i dziecmi i sam prosil na rozmowe.

      • Gość: caro Z boku o UK IP: *.telia.com 11.04.03, 20:31
        Wrocilem kilka dni temu z kolejnej, krotkiej podrozy po UK.
        Mieszkam w Szwecji i nierzadko krytykuje ten kraj, ale zawsze po powrocie z UK
        zaczynam doceniac na nowo Szwecje.
        UK wydaje mi sie jakos takie stechle, zaniedbane, z marnie rozwinieta
        infrastruktura, poczawszy od tych nieszczesnych kranow az po nieswieze elewacje
        na wielu budynkach. Oczywiscie UK jest atrakcyjne (a nawet bardzo) i dlatego
        tam jezdze, ale mowimy tu o UK jako kraju do zamieszkania na stale. W koncu
        wiele z krajow 3 swiata tez jest czasami b. atrakcyjna turystycznie, ale to nie
        znaczy ze warto w nich mieszkac. Nie chce przez to powiedziec, ze UK bliska
        jest poziomem jakims krajom rozwijajacym sie, ale to ze UK jest w wielu
        dziedzinach krajem wyraznie odstajacym od tych powyzej sredniej w UE.
        • Gość: mariola Re: Z boku o UK IP: *.a.001.ade.iprimus.net.au 13.04.03, 16:55
          Gość portalu: caro napisał(a):



          > Wrocilem kilka dni temu z kolejnej, krotkiej podrozy po UK.
          > Mieszkam w Szwecji i nierzadko krytykuje ten kraj, ale zawsze po powrocie z
          UK
          > zaczynam doceniac na nowo Szwecje.
          > UK wydaje mi sie jakos takie stechle, zaniedbane, z marnie rozwinieta
          > infrastruktura, poczawszy od tych nieszczesnych kranow az po nieswieze
          elewacje
          >
          > na wielu budynkach. Oczywiscie UK jest atrakcyjne (a nawet bardzo) i dlatego
          > tam jezdze, ale mowimy tu o UK jako kraju do zamieszkania na stale. W koncu
          > wiele z krajow 3 swiata tez jest czasami b. atrakcyjna turystycznie, ale to
          nie
          >
          > znaczy ze warto w nich mieszkac. Nie chce przez to powiedziec, ze UK bliska
          > jest poziomem jakims krajom rozwijajacym sie, ale to ze UK jest w wielu
          > dziedzinach krajem wyraznie odstajacym od tych powyzej sredniej w UE.

          Na temat Twoich udczuc dotyczacych Uk nic nie napisze - po prostu Uk jeszcze
          nie znam - przy okazji licznych wizyt w Dk bylam rowniez w Szwecji - i poziom
          zycia tam odpowiada dokladnie temu co tak polubilam w Dk i stad mam pytanie
          czy w Szwecji moze rowniez szukaja nauczycieli - na zasadzie takiej
          ogolnokrajowej akcji jak w Uk - i czy szwecja prowadzi jakies programy
          imigracyjne

          pozdrawiam
          mariola
          • Gość: caro Re: Z boku o UK IP: *.telia.com 14.04.03, 17:52
            W Szwecji rowniez istnieje brak nauczycieli matematyki i przedmiotow scislych.
            Nie wiem jednak czy istnieje jakis spec. program imigracyjny dla takich
            nauczycieli. Chyba raczej nie, ale Polska juz za rok w UE i wtedy Szwecja ma
            bez ograniczen otworzyc swoj rynek pracy.
            Znam tu jedna Polske nauczycielke matematyki w szkole sredniej i raczej sobie
            chwali (przyjechala do meza obywatela Szwecji), z tym ze jeszcze lepiej jesli
            mialaby uprawnienia do nauki np. fizyki, chemii czy techniki. Polscy
            nauczyciele maja zwykle b. waska specjalizacje, a w Skandynawii przeciwnie -
            szeroka (moze czaszem za szeroka) i tak np. nauczyciel od jezykow w podstawowce
            uczy zazwyczaj i szwedzkiego i np. angielskiego albo niemieckiego albo
            historii. Jesli ma sie uprawnienia tylko do metamtuki to czasem trudno wukroic
            caly etat.
        • Gość: Jan Re: Z boku o UK IP: *.dip.t-dialin.net 14.04.03, 15:54
          To ciekawe,bo w NIemczech tak Anglie chwala.Jak tam firmy sie dobrze maja,korzystne podatki,niskie koszty produkcji itd.Podejrzewam,ze kapitalowi tam dobrze,ale robotnikowi nie za dobrze...
          • Gość: caro Re: Z boku o UK IP: *.telia.com 14.04.03, 18:10
            Ja tez chwale UK z turystycznego punktu widzenia, bo jest tam sporo ciekawych
            rzeczy. Ale mieszkac na stale w UK bedac sredniakiem lub ponizej sredniej - to
            nic atrakcyjnego. Moja kolezanka Polka mieszkajaca w Londynie wiecej ode mnie
            zarabiajaca i na wyraznie lepszym stanowisku niz ja w Szwecji zyje -
            reasumujac - na gorszym poziomie, bo duzo wydaje na mieszkanie, na opieke nad
            dziecmi, utzrymanie samochodu itd. Noe mowiac o tym, ze ma o wiele wiecej strsu
            w zyciu. Plus - lepszy, bo cieplejszy klimat niz w Sztokholmie (i brak
            ciemnosci w polroczu zimowym).
            • Gość: zainteresowany Re: Z boku o UK IP: *.lnk.telstra.net 15.04.03, 04:57
              Gość portalu: caro napisał(a):

              > Ja tez chwale UK z turystycznego punktu widzenia, bo jest tam sporo ciekawych
              > rzeczy. Ale mieszkac na stale w UK bedac sredniakiem lub ponizej sredniej -
              to
              > nic atrakcyjnego.

              A jak to wypada Twoim zdaniem w porownania z byciem takim sredniakiem w PL -
              moze sie okazac, ze wcale nie warto opuszczac PL - pod warunkiem ze ma sie
              prace, bo bez pracy to w Pl czlowiek kwiczy i placze.
              pozdrawiam
              zainteresowany
    • emigrantka na gore - uuuuuuuuuuup :) 24.04.03, 09:59

      • Gość: mariola - rodzina Re: na gore - uuuuuuuuuuup :) IP: *.ade0106.ade.iprimus.net.au 25.04.03, 13:10
        emigrantka napisała:

        >
        co wlasciwie chcialas napisac?????????????
        pozdrawiamy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka